ZAPOWIEDŻ

Zdradzę pewien sekret. Moja książka "Prawda Nas Wyzwoli" uznana jest za ostrą i obrazoburczą. I bardzo dobrze. Już dosyć łagodnej retoryki wobec zła. Zło trzeba definiować i nie zostawiać na nim suchej nitki.
Jednak nie o tym. Pracuję nad drugą książką, która rozprawi się z kwestią Jezusa, boga, szatana, demonów, diabłów i egzorcystów w sposób w jaki nie rozprawia się żadna z książek.
To będzie świadomościowy gwóźdź do trumny dla chrześcijaństwa i demona zombie (Chrystusa), jako idola cywilizacji łacińskiej.

Nie będzie to już książka obrazoburcza lecz destrukcyjna. Wskażę w niej niezaprzeczalnie gdzie jest zło i to w jaki sposób zostaliśmy uwarunkowani zupełnie na opak.

Rzeczy są nie tam, gdzie być powinny. Kiedy je uporządkujemy teoretycznie, zrozumiecie dlaczego świat mimo miliardów modłów, kolejnych krzyży i kościołów jest abstrakcyjnie zły.

Chrześcijanie i inne religie twierdzą że walczą ze złem i robią to od tysięcy lat. Jednak gdy się temu przyjrzymy, absolutnie nic się nie zmienia na lepsze. Pominę tutaj fakt, że przez wszystkie trzy religie monoteistyczne świat doznał zła, o którym wcześniej najwięksi nawet sadyści nie śmieli marzyć.
I nic nie zmieni się na lepsze, bo po pierwsze aby walczyć ze złem skutecznie, trzeba najpierw to zło poprawnie zdefiniować i umiejscowić. A to religie są złem, w tym głównie chrześcijaństwo, które na mocy deklaracji walki ze złem, kamufluje się jako jego wróg, podczas gdy to ono nim jest.

Jeden ze skromnych fragmentów:

"Mitologia pełna jest herosów, którzy bronią ludzkość przed rozmaitymi potworami. Jednak w tym dość późnym okresie dla antyku, nikt już tak naprawdę nie wierzy w gorgony, Meduzę, Krakena, syreny, z którymi mierzyć mogą się jedynie herosi. Czyli ludzie zrodzeni w wyniku ingerencji boga, ale z ludzkiej kobiety. Nagle w tym późnym antyku okazuje się, że nie ma nigdzie mitologicznych potworów, zatem nie ma z kim walczyć. Ale chcemy przecież dać nowego bohatera, który ma być niezbędny. Zatem musi on robić coś z czym nie radzą sobie zwykli ludzie. Tym bardziej, że nie chce mu się pracować siłą rąk i nóg. Nie będzie kopał wodociągów, budował domów, pracował w polu. Jezus chciał włóczyć się, nie wysilać, paplać swoje głupoty i sprawiać pozory, że coś robi aby móc jeść za darmo w godnych domach i pić wino. To robił Chrystus przez cały Nowy Testament. Wpraszał się do domów aby się nażreć za darmo, a tam gdzie go nie wpuścili, obiecywał kataklizm z rąk boskiego tatusia.
Aby jednak go wpuszczano, karmiono i pojono winem musiał stać się konieczny. Więc co trzeba zrobić? Trzeba powołać wroga ludzkości, z którym tylko on jako heros – ogłosił się synem boga - może wygrać. Harpi nie ma, Meduzy nie ma, Krakena nie ma, syren nie ma, a więc kogo zabijać? Z kim walczyć? Pozostają demony, których nigdy nikt nie widział ale garstka nierobów, którzy porzucili swoje rodziny na psatwę głodu, aby włóczyć się bez odpowiedzialności po okolicy, napędza propagandę ich istnienia.
To robił Chrystus i apostołowie. Straszyli ludzi istotami, których nikt nie widział aby oni stali się konieczni jako ci, którzy z nimi walczą. Walczą do tego stopnia, że ich agresywne zachowanie sprawia, że do jeziora zostaje wpędzone stado kilku tysięcy świń. Te biedne stworzenia utonęły w panicznej ucieczce przed tymi zwyrolami, a głównie przed Jezusem. Ten czyn tak oburzył mieszkańców, że kazali oni mu odejść. Nie można się im dziwić. Rozumowo rzecz ujmując, odpowiedzialny był za śmierć dwóch ludzi i stada zwierząt.

Ale nie zmienia to faktu, że Nowy Testament przedstawia nam tę historyjkę jako wygraną walkę z dwoma demonami, którzy wyszli z grobu, a których on wpędził w świnie. Zatem zombie to nie współczesny koncept wirusa, i są one tak objętościowo obszerne, że nie wchodzą w dwie świnie lecz w stado niemal 2 tysięcy sztuk.

Sztuczka wątpliwą ale przynajmniej moralnym byłoby gdyby ten darmozjad potrafił pokonać demony pstryknięciem palcem. Nie musząc zabijać zwierząt. Ale o czym przekonacie się w dalszej części książki, ani Chrystus, ani anioły, jak niejaki Rafał nie umieją wypędzić demonów bez poczynań, które jawią się jak mitologiczna, czarna magia. Jako mroczne pogaństwo.
Otóż imię „Rafał" oznaczało "bóg uzdrawia" W pewnej Biblijnej historii występuje jako pośrednik między bogiem, a ludźmi. W literaturze apokryficznej pojawia się bardzo często jako ten, który leczy choroby i troski ludzkie. Więc Rafał to anioł ze z specjalnymi zdolnościami. Taki Starotestamentowy protoplasta Jezusa.

Jest jednak pewien problem "technologiczny" anielskich czy boskich zdolności. Specjalne zdolności raczej eliminują konieczność korzystania z przedmiotów czy technologii. Na tym one polegają. Jednak anioł o imieniu Rafał potrzebował do uleczenia wzroku Tobiasza rybiej żółci. To również te rybie wnętrzności pokonają pewnego demona i to wielkiego Asmodeusza. Niszczyciela.
Istne, najmroczniejsze pogaństwo. Zarzynanie zwierząt aby za pomocą ich wnętrzności czarować.
Jakąś prześmiewczą groteską napawa mnie fakt, że demon zwany niszczycielem został przegnany smrodem. O tym nam opowiada biblijna Księga Tobiasza. Jakąś groteską napawa mnie kolejna informacja o wielkim wrogu ludzkości, którego może załatwić przykra woń, tak samo jak najpotężniejszym znanym nam dzięki religii złem, jest jakiś szatan, który zabija dziesięć osób. A dobrem, bóg który zgładza niemal dwa i pół miliona. Czy wiecie, że szatan nie zabił żadnego zwierzęcia? A bóg zgładził ich niezliczoną ilość oraz umiłował smród palonych dla niego na ołtarzu ich ciał, który nazwał „miła wonią"
Zamiast magicznych zdolności mamy krwawe rytuały. Wyobraźcie sobie pogańską „czarownicę" grzebiącą we flakach zabitego stworzenia. Istna Baba Jaga. Całe chrześcijaństwo pogardza tego typu czynami, jako czarną magią, podczas gdy to samo robią boscy aniołowie. Nie umieją nic bez pewnych przymiotów, tak jak bóg biblijny nie umie nic bez człowieka. Nawet nie umiał załatwić sobie kadzidła, tylko musieli mu to przynosić wierni. Jeśli teraz odpowiesz na takie dictum, że to ofiara dla kapłana, to masz rację. Odpowiedziałeś sobie również przy okazji czym jest religia. Ofiarnictwem wobec pewnej kasty ludzi. Niczym więcej.

Walka z demonami nad Jeziorem Galilejskim jak już zauważyliście nie obyła się bez rzezi zwierząt. Zdolności Jezusa jawią się jak prymitywna, plemienna magia oparta na pozorach i niezrozumiałych obrzędach. Naturalnie barbarzyńskich.
Ewangelia niskich czyni niskimi więc nikt biednymi stworzeniami się oczywiście nie przejmuje. Ówczesny Avenger straszy zwierzęta aby spadły z urwiska i sprawia, że usychają drzewa gdy nie dadzą mu owocu. A to wszystko jako wynik jego niesamowitego narcyzmu i płytkości. Oraz lenistwa. To zupełnie nikt. Zupełny, bardzo mało, nikt.

Walka z demonami oprócz gruntowania w społeczności jakiejś niezbędnej pomocy, ma też inną korzyść. W końcu nie bez przypadku nie stajesz się wojownikiem czy gladiatorem. Nie chcesz umrzeć w walce, co może się zdarzyć gdy walczysz z kimś realnym. Zdecydowanie lepiej walczyć z czymś co nie może cię ani zranić ani zabić, bo nie istnieje. Aż tak wielkim nikim i tchórzem był Jezus Chrystus. Nawet wroga musiał sobie wymyślić by nie dostać od niego łomotu"

Zrozumcie wreszcie, że mentalność z którą jedni napadają drugich, jak Hitler czy Putin to mentalność religijna, a w ich przypadku głęboko chrześcijańska i mocno ostentacyjna. Naprawdę nie trzeba długo szukać aby ujrzeć materiały fotograficzne czy video tych panów w kościołach czy obok kapłanów.

Nic się nie zmieni jeśli nie zdefiniujemy poprawnie zła, co fałszują nam właśnie religie abyśmy nie umieli z nim wygrać, gdyż to one wskazują nam wroga. I nigdy oczywiście siebie. A to one są moralnym złem i okrucieństwem, a ich główną rolą jest tworzenie pojęć, które mają zdefiniować je jako dobre, a innych jako zło.

To frazeologia nie mająca nic wspólnego z prawdą i rzeczywistością.
Aby to zrozumieć, wystarczy wiedzieć.
Wiedzieć co mówi słowo biblijne oraz jak zdegenerowany jest biblijny bóg, czy jak amoralny jest biblijny mesjasz i cała ta banda degeneratów, podawanych nam jako wzorce.
Podstawy matematyki nam mówią o tym, że gdy dodamy takie wzorce i takie bóstwa w otoczce cywilizacji łacińskiej - czyli chrześcijańskie j- to wynik równania staje się oczywisty. Świat jest zły od wieków i nie przestanie być zły gdyż systemy, które uważamy za najbardziej wartościujące, pielęgnują taką właśnie moralność; ewangelia niskich, czyni niskim.

Karty historii wypełnione są aż nadto przerażającym zwyrodnialstwem umysłów religijnych. Takich samych jak umysł Putina dzisiaj. Niedawno Franco, Tiso, Hitlera. Jeśli wyjdziemy za ostatnie stulecie to nie skończymy wymieniać nazwisk religijnych zbrodniarzy do końca dnia. I ilości ich ofiar. Ofiar intencjonalnej, wyrachowanej, zupełnie zbędnej zbrodni, często w tak perwersyjny sposób, że nie możemy unikać przy tym słowa "psychopaci"

Ale stworzyliśmy cywilizację, w której psychopata, jeśli jest religijnym mordercą, okazuje się święty, błogosławiony.
W chrześcijańskiej doktrynie religijnej, którą podaje nam się za wzorzec miłosierdzia, czułości i dobra, dewizą jest prześladowanie.
"Istnieje prześladowanie niesprawiedliwe, którego dopuszczają się bezbożni wobec Kościoła Chrystusowego. Istnieje prześladowanie sprawiedliwe, to, którego dokonuje Kościół Chrystusowy wobec bezbożnych. Kościół prześladuje z miłości, a bezbożni z okrucieństwa". To słowa świętego w tej religii, Augustyna z Hippony. Inny święty, zresztą beatyfikowany przez Wojtyłę i podawany jako wzór, to masowy morderca Indian. Jose de Anchieta. Jego dewizą były słowa "miecz i żelazny pręt są najlepszymi kaznodziejami"

Stare umysły wielbiące starego boga, mimo, że świat pędzi nie czekając aż człowiek za nim nadąży. I wystarczy rozejrzeć się po świecie aby zrozumieć, że nie nadąża. Kolejne wojny, u których podstaw stoi nasz stary, barbarzyński umysł. Nasza arogancja wyniesiona urojeniem religijnym i frazeologią. Frazeologią o dobrze, podczas gdy w ostatnim półwieczu wybiliśmy przynajmniej 60% gatunków zwierząt. One już przestały istnieć. Uczyniliśmy sobie zgodnie z wola najwyższego boga, ziemię poddaną.
Każdego dnia ferujemy im strach i ból czy to w rozrywce, rytuałach, tradycjach, nazywając się przy tym uduchowionym. A weganizm, który jest moralnie wyższy oraz przyczynia się do poprawiania stanu planety, którą niewyobrażalnie degenerują hodowle zwierząt przeznaczonych do uboju, jest uznany przez chrześcijan jako wróg. To zadziwiające, że personalna dieta mająca w idei nie mordowanie zwierząt jest wroga religii, która mówi o sobie jako o dobrej. Jednak bardziej zadziwiające, że w przypadku wierzących ta oczywista matematyka aby dostrzec i w tym miejscu zło tej religii nie działa
I ferujemy kolejne wojny, mimo miliardów zaklęć jak modły i kolejnych bogato zdobionych domów do rozmów z bogiem.

Kolejne zaklęcia, kolejne kościoły, kolejne wojny. Z jedną czy drugą religią, które mają być mniejszymi bądź większymi nowinami, przychodzi jedna lub druga wojna czy rzeź.
Stare umysły, pielęgnujące stare obyczaje, które są autorstwem innych, starych umysłów. Spirala nonsensu.
A największa gorliwość cywilizacji ludzkiej odbywa się na pułapie pielęgnacji tej pradawnej, barbarzyńskiej myśli do tego stopnia, iż za każdą chęć jej zmiany, szykanuje się, prześladuje, więzi, torturuje, zabija. Religia ma na to pojęcia aby móc powiedzieć wyznawcom, kogo należy zabić. I ma na to 27 nakazów bezpośrednio od boga, w księdze, zwanej świętą.

Te najbardziej powszechne koncepty religijne, uznane za wartościujące ludzi, zakazują rozwijania umysłu. Księża chrześcijańscy mawiają, że rozwój osobisty człowieka jest wrogi bogu. Mamy być prymitywni i niczego nie zmieniać. Starodawny bóg ustalił przecież wszystko jak należy.

Zatem, powiadam wam; nie pozostaje nam nic innego jak być wrogim bogu. Bóg tej religii - jak i każdy bóg- chce nas starych, bo sam jest bardzo stary. Nic nie może być inne i wyższe w tej koncepcji.
Inność w tym koncepcie to herezja, za którą można cię zabić, a nawet trzeba.
A wyższość, to bluźnierstwo, za które również należy cię zabić.

Dlaczego zatem mamy równać w dół i spełniać normy moralne prymitywnego boga i co za tym idzie prymitywnego kapłana?
I przestrzegać systemów, które od maleńkości stawiają nas w formie uległej i niewolniczej? I programują oraz pielęgnują w nas agresję?
A to prymitywna agresja stoi za chęcią napadania innych; ludzi i zwierząt.

Tym są religie. Pradawną, prymitywną i barbarzyńską strukturą, która ma pozwolić pewnej kaście ludzi wskazywać wrogów i ich niszczyć. Zawsze, ale to zawsze, w interesie tej kasty ludzi. Dla ich korzyści. To dzieje się od bardzo dawna, gdy jeden z nich powiedział drugiemu, że należy przynieść jego bogu złoto, kadzidło, kamienie czerwone, skóry delfinów. I zabić konkretne zwierzę aby zadowolić boga. Pod drodze mięso z tego wybranego zwierzęcia - oczywiście, że wskazuje on jasno, które zwierzęta, a nawet, które ich części lubi najbardziej karmi jego lenistwo. Wielka biblia, czyli święty przewodnik moralny między innymi chrześcijan na wielu stronach uczy nas jak zadowolić boga, a więc jak nakarmić kapłana niezliczoną ilością ofiar niewinnych stworzeń.

Ta kasta używa słów, abyście wy używali narzędzi prześladowań (prawo) i mordu (broń) Wystarczy wskazywać wrogów, których najwięcej zawsze produkują religie, jako najbardziej faszystowskie doktryny. A aby połączyć przyczynę ze skutkiem, trzeba jeszcze tylko utrzymać was w starodawnej, prymitywnej konieczności. Bóg tak chce.

Stara książka ze starym bogiem wyznacza normy moralne dzisiejszych ludzi i ich postępowanie.
To groteska, ale moralność dzisiejszych chrześcijan, to żenujące bzdury sprzed trzech i pół tysiąca lat! A prawo większości cywilizowanych państw wciąż stoi na straży wymuszania szacunku do tej moralności. Do moralności ludzi składających ofiary ze zwierząt, murujących swe dzieci w fundamentach budynków, zabijających za dostęp do studni. Biorących ludzi do niewoli, gwałcących dzieci.
To było jako początek bardzo, bardzo dawno temu. I to się nie zmieniło. Wciąż to robimy. Wciąż gwałcimy dzieci, zabijamy je w okultyzmach. Przez chrześcijaństwo i jego faszystowski nakaz boga "nie pozwolisz żyć czarownicy" wciąż na świecie prześladuje się, torturuje i zabija dzieci. Tylko dlatego, że jakiś zdegenerowany bóg przez usta zdegenerowanego kapłana powiedział tak trzydzieści pięć wieków temu.
Jesteśmy strażnikami zabobonu, nikim ponad to.

Wielka bajka o wielkiej nowinie miała coś zmienić. Świat miał być lepszy bo barbarzyński bóg się zreflektował i porwał pewnej kobiecie dziecko, aby pozwolić przybić je do deski, byśmy przez ten akt mogli zamieszkać z tym zwyrolem. Oto kulminacja naszej imaginacji. Szczyt ludzkiego jestestwa i oczekiwań. Zamieszkanie na wieki z biblijnymi degeneratami, którzy z jęków i bólu zwierząt, urządzili sobie rozrywkę i dialog z bogiem. A z ciał nawet dzieci przyjemność, po tym jak zamordowali ich rodziców i braci.

Cóż, jeśli nie zauważyliście świat nie jest lepszy. Nie dość tego; od tego boskiego aktu ofiary ludzkiej i nastania chrześcijaństwa, scentralizowanego pod sztandarem Kościoła katolickiego, świat doznał tak niewyobrażalnego zła, że gdy o nim czytasz, masz ochotę nie istnieć aby nie musieć tego wiedzieć.
Ludzie z miłosiernymi frazesami i piętnem śmierci pewnego chłopca- bardzo prostackiego, niskiego i amoralnego - utopili świat w oceanie krwi i bólu.
Dziś czyny te podają jako błędy młodości, jako wielką wojnę szatana przeciw bogu. Szatana, który zwiódł nawet kapłanów. Dzisiejszy okres pomaga uwierzyć w ten kłam gdyż cywilizacja już nie pozwala na tak bezprecedensowe zło kościoła. Tak zwany "duch czasu" siłą rzeczy wyciąga świat z mroku, a najbardziej mordercza instytucja na planecie ziemia, jaką jest Kościół katolicki się dostosowuje. Ewangelie co prawda się nie zmieniają, a nawet sam Kościół nie zmienia swej retoryki. Wciąż nawołuje do prześladowań, wspiera dyktatorów, wspiera faszyzm, podtrzymuje starotestamentowe słuszności przepisów boga czyli chęć mordowania. Jak choćby homoseksualistów. Mentalność XXI wiecznych kapłanów jest tak stara jak ich bóg, dlatego człowieka chcącego kamienować homoseksualistów w 2019 roku, okrzyknęli świeckim apostołem i wzorcem wiary. Wzorcem zatem dla ludzi ma być ograniczony mentalnie, faszystowski debil, który chce zatłuc kamieniem innego człowieka, tylko dlatego, że tamten nie sypia z tym z kim debil chce aby sypiał. Czy jest na sali lekarz od głowy?

Podróżujemy przez świat hołdując prymitywnemu bogu, który niszczy, morduje, nasyła wybranych zbirów aby grabili, zabijali, gwałcili. Który rujnuje całe państwa, zsyła plagi na niewinne zwierzęta i ludzi. Zabija noworodki. Który to podszeptuje pewnemu ojcu aby wypatroszył własnego syna. Ale to był tylko przedsmak w dążeniu do nowej emocji. Ten biblijny potwór znudził się już miliardami ofiar z niczemu winnych zwierząt i ewoluował do ofiary z człowieka, która to wywróciła kompetencję ludzkiego umysłu do góry nogami. Okazuje się, że jakoby inteligentnej istocie wystarczy wcisnąć rzewną historyjkę, że pewien chłopiec, który ogłosił się synem boga, umarł za nich na krzyżu aby otworzyć im bramy do życia wiecznego.
I tak oto barbarzyński motłoch, który mógł w końcu poczuć ból głowy z powodu bezmyślnej krwiożerczości, dostał nienaruszalną obietnicę. Jak tylko w niego uwierzysz, nie ważne jakie zło czyniłeś tutaj, nigdy tak naprawdę nie umrzesz.
Oto ktoś kto uchronił barbarzyński motłoch przed śmiercią. W dodatku powołał do życia znakomitą ucieczkę od odpowiedzialności. Przez samego siebie, gdyż niby swą śmiercią odkupił nasze zbrodnie. Po pierwsze musiałbym najpierw ukorzyć samego siebie w fałszywym poczuciu, że jestem zbrodniarzem. Po drugie, musiałbym nie chcieć być dobry, tylko przyjąć brudną paplaninę, że moje postępowanie nie ma znaczenia. Znaczenie ma tylko śmierć darmozjada na krzyżu.

Wciąż nie rozumiecie? Chrześcijaństwo i gloryfikowana w nim ofiara z niejakiego syna boga wskazuje wprost, że ludzkość ma olbrzymi problem moralny i intelektualny.
Gloryfikujemy zupełną marność moralną jak Jezus Chrystus tylko dlatego, że orzekł iż umiera za nas. Ale aby tą psychozę wzmocnić, to mawia jeszcze, że "Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone." (Ewangelia Marka, rozdział 3)
I mamy odpowiedź na tak zwany ewenement religii, który wierzący rozpatrują jako jej nadprzyrodzoną moc.
A to nic innego jak egoizm i nasz prymitywizm, jaki pozwala nam być wciąż złym, ale zdejmuje z nas odpowiedzialność za to.
To oczywiste, dlaczego motłoch wybiera ten system. Pozwala on każdemu degeneratowi i tak dostąpić nagrody. Jest to system uniewinnienia z każdej okropności. "Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia." (Ewangelia Łukasza, rozdział 14)
Tym bardziej warto być barbarzyńcą. W niebie takich wolą.

Tym jednym aktem - zdjęcia odpowiedzialności za swe czyny, Jezus Chrystus sprawił, że świat doświadczył niewiarygodnego, intencjonalnego, czystego w swej postaci zła. Zła dokonanego z krzyżem w ręku i Chrystusem na ustach. Nikt już nie tyle co nie musiał się zmieniać ile nie chciał. Miał zagwarantowane życie w raju i odpuszczenie win. Hulaj dusza, piekła nie ma. Antyczna filozofia ucząca humanizmu jest nam zbędna. Tym bardziej, że niczego nie obiecuje, a wymaga od nas zmiany. Bez sensu, męczyć się bez celu.

Chrześcijaństwo i cała ta niska paplanina z ust nowotestamentowego Jezusa sprawiła, że ludzie przestali być za siebie odpowiedzialni i chcieć się zmieniać, rozwijać.
Dlatego dziś mentalnie jesteśmy tak prymitywni. Mamy jedynie wykonywać wolę starego boga, starych proroków i starego mesjasza. Wszystko ma być tak stare jak nasz umysł. To dlatego w Polsce, nawet w 2021 roku cały kler, czyli tak zwani przewodnicy duchowi, bronili rytualnego uboju zwierząt. Tak oto XXI wieczni ludzie chcieli przestrzegania w bardzo rozwiniętym już przecież świecie, pradawnej, barbarzyńskiej, psychotycznej wręcz tradycji. Zabijania niczemu winnego stworzenia, ferując mu strach i powolną śmierć dla zadowolenia swojego urojenia.
Tym mentalnie jesteśmy. Psychopatami bez żadnej moralności.
Świat wędrował z takimi ludźmi przez wieki, a faszyzm chrześcijański i systemowa opresja Kościoła katolickiego z nadobnymi frazesami na ustach uczyniła z człowieka przypadek klinicznej psychozy, ferując nam zło i sadyzm w czystej postaci. I wmawiając, że jest on dobrem.

Z tymi frazesami na ustach likwidowano całe rody, wycinano płody żyjącym kobietom i rzucano je na pożarcie zwierzętom. Palono nawet trzyletnie dzieci za rzekome obcowanie z diabłami. Żywcem obdzierano ludzi ze skóry, fragmentowano przy pomocy pił i siekier, wyłupywano oczy, odcinano języki i nosy, kobietom obcinano piersi, nabijano dzieci na pale. To działo się nawet w tym stuleciu, na kontynencie Europejskim. Bardzo często tego typu zwyrodnialstwa i psychozy dopuszczali się tak zwani przewodnicy duchowi osobiście. Księża, zakonnicy. Ci, którzy uważani są za większość społeczną jako jakieś wzorce moralne. Ci, którzy dopuszczani są aby mówili nam jak ma być, jak być powinno i co jest dobre, a co złe. Którzy indoktrynują dzieci w szkołach.

I dochodzimy do meritum. Jak macie odróżnić zło, skoro o nim pozwala się mówić jedynie tym, którzy należą do najbardziej złej doktryny w dziejach? Przecież ich rolą - aby wciąż byli konieczni - jest nie pozwolić wam go rozpoznać. W zasadzie kapłan może ostać się jedynie za tą cenę. Za cenę utrzymywania nas w świecie na opak, w którym pradawny bóg z jego pradawną, prześladowczą ideą jawi się jako łaskawca i opiekun. A amoralny synek boga który mawiał, że kto kocha bardziej swego syna, córkę, matkę, ojca nie jest jego godzien, jest idolem moralnym. Gość który straszył zwierzęta aby się topiły, który zabił drzewo tylko dlatego, że nie dało mu owocu. Który biesiadował i żarł za darmo, a kobiety mu usługiwały z własnego mienia. A tym, którzy nie chcieli go ugościć, przewidywał bolesną śmierć, którą ześle jego tatuś na całe zresztą miasto. Chwalił on biednych ludzi, którzy ofiarowali mu wszystko co mieli na swoje utrzymanie. Aby im dodać coś od siebie to nawet nie pomyślał. Tym było to niejakie - gloryfikowane po dziś - braterstwo, którego niby uczył. To braterstwo sprawiło, że jego apostołowie, zabijali ludzi za nie oddanie im wszystkich pieniędzy ze sprzedaży swego majątku. Nawoływał do prześladowań, do donoszenia na własną rodzinę, nawet jeśli karą miała być śmierć. Fakt, że sugerował wydłubanie sobie oka za patrzenie na kobietę, zwalę dla jego obrony za majak alkoholowy. Powinność odrąbania sobie ręki za jej dotykanie również. Do tego stopnia Jezusa nie omijał żadnej imprezki i darmowego wina, że miał on przez to wyrobioną opinię wśród ludzi "oto pijak i żarłok" (Mateusza, rozdział 11) Tak postrzegano Jezusa. Nie bez powodu. Pił i żarł z czyjegoś mienia.
Ten bardzo niski moralnie, narcystyczny człowiek jest dziś idolem społecznym. To wprost dowodzi, że mamy olbrzymi problem moralny i intelektualny. I mieć będziemy, ponieważ religia oraz instytucja Kościoła wraz z zasymilowanymi z nim rządami robią wszystko abyśmy nie mogli myśleć inaczej. Abyśmy nie wznieśli się ponad to intelektualnie gdyż wówczas zrozumiemy, że to wszystko co wskazywane jest jako dobre, jest istnym, czystym złem. A jak to zrozumiemy, oni nie będą już mogli nas eksploatować.

Już nawet nie chce mi się pisać chrześcijanie, że ów Chrystus zwyczajnie z was zakpił. Orzekł, że oddaje swe życie za wasze szczęście.
Są z tym dwa problemy. Po pierwsze został złapany i potraktowany jak jeden z wielu łamiących prawo. I zabity jak jeden z tysięcy mu podobnych. Nie miał na to wpływu. Został po prostu zabity. To nie była jego wola. Zatem paplanina, że umarł za nasze zbrodnie mija się z celem. Po pierwsze nie umarł z własnej woli, a po drugie umarł za swoje zbrodnie.
Jest też inny, bardzo poważny kłopot z konsekwencją i uczciwością Jezusa.
Jeśli uwierzyliście w jego poświęcenie za was, to ten czyn czyni go bohaterem. Mogę to zrozumieć. Chociaż jest to amoralne i słabe, że ktoś odkupuje moje zbrodnie. To ja mam być odpowiedzialny za samego siebie. To jest podstawa koncepcji uczciwości ludzkiej. Jednak Ewangelia Mateusza, w rozdziale 16 wprost wskazuje, że Jezus zrobił was w przysłowiowego "konia".
"Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie"

Facet tle nagadał o poświęceniu się za ludzi. Księża, gadają o tym, że oddał za was życie. Ale jak to? Przecież sam Jezus wiedział, że nie umrze. Jego śmierć była tylko metamorfozą i wiedział o tym. Zatem wiedział, że w zasadzie niczego nie poświęca. NICZEGO! Raczej ucieka od odpowiedzialności za swe banialuki, niechęć społeczności oraz narażenie się władzy. Jego śmierć jawi się jak właśnie taka ucieczka, aby bez tych problemów żyć sobie wiecznie i kolokwialnie mówiąc "mieć wszystko w dupie"

Wmawianie, że zrobił to dla ludzi dowodzi tylko temu, że wiedział jak manipulować naiwnym tłumem.
Akt poświęcenia nie miał zatem miejsca. Po pierwsze nie on zdecydował o swojej śmierci, a więc to nie jego akt! Po drugie, przecież on żyje. Wciskanie światu jego śmierci jako wyjątkowego aktu poświęcenia ma przyprawić nas o kaca moralnego. Ale gdy podejdziesz do tego zarówno moralnie jak i rozumowo, to jest to jakaś żenująca kpina. A cała historyjka poprawia tylko samopoczucie wątpliwych moralnie ludzi. Uważacie się za lepszych, bo współczujecie martwemu bożkowi. Wydawać by się mogło, że nie powinno współczuć się facetowi, który ma się znakomicie stojąc po prawicy boga ojca. Na tyle znakomicie, że już w pierwszy dzień po zmartwychwstaniu miał wielki apetyt. (Ewangelia Łukasza, rozdział 24) „Macie tu coś do jedzenia? Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich."

Wobec tego pragnę wam orzec, a tak naprawdę przypomnieć bo jak widać znajomość świętej dla was księgi kończy się na jej tytule, a rozumowe jej czytanie nie ma miejsca.
Największego aktu w waszej religii nie było. Nie było żadnego poświęcenia. I nie było żadnego oddania życia za was. Była ucieczka do tatusia, przed światem, który go nie chciał. Aż tak wielkim nikim był Chrystus. Dowodzi tego również biblijny proces. Jak pisałem w swojej książce "Prawda Nas Wyzwoli"

Tak więc oto po dziejach okrutnego Starego Testamentu ludzkość dostała rzewnego harlequina. Płaczcie narody i klękajcie. Pewien człowiek poświęcił życie za nasze grzechy! Idiotyzm nad idiotyzmami. Po pierwsze, gość został zwyczajnie zabity. Po drugie, on jako synek boga nic nie mógł i nie może, jak widać. Po trzecie, idea odkupienia czyjejś winy jest nieuczciwa. Nie można odkupić zła poczynionego przez innych śmiercią kogoś innego. To każdy sam musi ponieść konsekwencje swojego postępowania. A jeśli o postępowaniu mowa. Jaka wina? Bóg poświęca własne dziecko, aby odkupić moją winę. Uznając słuszność tej tezy musiałbym uznać słuszność tezy, że rodząc się jestem czemuś winny. Przecież to absurd i nieuczciwość. Dlaczego ta religia wmawia mi, że urodziłem się winien? I chce, aby moje życie polegało jedynie na tym, aby odkupić swe winy, a możliwe to jest tylko dlatego, że jakiegoś faceta niecałe 2000 lat temu Rzymianie przybili do deski. Tylko dlatego, że ten facet był narcyzem i głosił, że jest królem. Z tego powodu lokalna społeczność nie wybrała jego do ułaskawienia, tylko złodzieja Barabasza. Aż takim wielkim nikim był ówczesny Chrystus.

Był aż takim nikim, że miejscowa ludność, która miała zdecydować kogo ocalić wybrała, zwykłego złodzieja. To też przeczy tej wielkiej bzdurze o uzdrawianiu. Gdyby Jezus był kimś kto uzdrawia chorych to społeczność wybrałaby jego. W końcu jest uzdrowicielem. Leczy ich choroby. Nie dość tego. Ktoś z taką zdolnością, nie zostałby przez władzę zabity. Ktoś kto leczy z chorób, a nawet wskrzesza zmarłych z pewnością przewieziony zostałby do samego Cesarza i żył w dostatku na jego dworze, będąc chronionym jak najcenniejszy skarb. Ale tak się nie stało. Ani władza nie była nim zainteresowana ani ludność wśród której niby dokonywał owych cudów. To jasno dowodzi, że żadne uzdrowienia nie miały miejsca. Dlatego społeczność ocaliła zwykłego złodziejaszka, który był dla nich pożyteczniejszy niż Jezus.
Aż takim wielkim nikim był Chrystus. Ale nie to jest problemem tego mitu, wyniesionego do skali absurdu. Problemem jest małość tego mitu, jego amoralność. Problemem są żenujące i obrzydliwe frazesy, które przedstawia się nawet dziś jako niewiarygodne nauki i odkrywcze tezy.
Tak jakbym był jakimś prymitywnym debilem potrzebującym aby ktoś o ilorazie inteligencji przeciętnego sebiksa i moralności prymitywa mówił mi jak żyć.

 

Privacy preferences
__cookiemgr_infotext__

Privacy declaration

Show details
Our webpage stores data on your device (cookies and browser's storages) to identify your session and achieve basic platform functionality, browsing experience and security.
__cookietype_func__

Zaloguj się