podróż

...

...

A to dla tych którzy uważają, że diabeł nie ma duszy: 

" A więc wytrwałość, waleczni zdobywcy!
Bo śmiało zwać was mogę zdobywcami,
Gdy z wielką armią własnych namiętności
I pokus chcecie toczyć świętą wojnę."

W. Szekspir "Stracone zachody miłości"

Pewnego dnia jechałem autobusem. Uwielbiałem te podróże, spotykając i fascynując się z wieloma obcymi kobietami. Ależ ja je wykorzystywałem, obserwując je i dając im rozeznać się w mej fascynacji. Jednak nie kurwiłem się. To była magia, a każda, z którą romansowałem, była porządniejsza ode mnie (na pierwszy rzut oka) i nie miała w sobie nic z kurestwa ( na drugi rzut oka)
Dawno temu spotkałem kobietę, w której się zakochałem. Siedziała naprzeciw zwrócona w moją stronę. Jeździliśmy dosyć często tym samym autobusem, ale dopiero wówczas poszliśmy na całego. Zerkałem na nią, a ona na mnie. Była cudowna. Nie to, aby była najpiękniejszą dziewczyną jaką widziałem; była po prostu wszystkim czego akurat pragnąłem. Posiadała smutne, piękne, ciemne oczy. Czarne, lekko pofalowane włosy i mądrość w spojrzeniu. Nie wiem dlaczego, ale zakochuję się w smutnych kobietach.
Pamiętam jej złoty łańcuszek, na którym zawieszone było popiersie Nefretete. Uwielbiałem Nefretete.
Obserwowaliśmy się z ogromną intensywnością, ale bez natarczywości. Autobus jednak jechał i w końcu musiał dojechać i oboje wiedzieliśmy, że to tylko fascynacja, której żadne nie chce utracić, więc żadne nie planuje większego zbliżenia. Zepsulibyśmy wszystko.

Ostatnim razem, kiedy jechałem, czytając gazetę, na którymś z przystanków wsiadła elegancka kobieta i usiadła obok. Dostrzegałem kątem oka, że jest ładną i seksowną dziewczyną, więc przestałem czytać, udając tylko. Nie chciałem odwrócić się, aby oszacować jej warunki, gdyż nigdy nie posuwałem się do perfidności. Wciąż wszystkim czego się dopuszczałem, było zerkanie kątem oka.
Na zakrętach, pozbawiałem swego ciała kontroli i jeśli siła odśrodkowa przechylała mnie w jej stronę, dodawałem do tego przechylenia energii, aby otrzeć się o jej nagie ramię.
Podczas kiedy, autobus skręcał tak, iż to ona poddawała się sile odśrodkowej stawałem się twardy jak granit i niemal tkwiłem w tym samym miejscu tak, że to cudo wtulało się niemal w moje ciało.
To było najgorsze; ta wadliwa konstrukcja autobusów. Proponuję konstruktorom, aby zbudowali taki autobus, w którym podczas skręcania, dwoje siedzących obok siebie ludzi przechyla się w swoją stronę. Jeśli już to wymyślicie, to zaapeluję do zarządu dróg o zwiększenie ilości zakrętów w moim mieście.
Więc jechaliśmy, a kiedy po zakręcie, wówczas, gdy byłem w nią wtulony, autobus prostował linię jazdy, moja ręka pozostała trochę wydłużona, aby wciąż dotykać swym przedramieniem, jej przedramienia i czuć ciepło jej skóry, ta seksowna dziewczyna obróciła twarz w moją stronę, a jej usta, nieco banalnym tonem zadały mi pretensjonalne pytanie.
-Filip- nazwała mnie po imieniu- Czy ty mnie podrywasz?
Ocknąwszy się, zwróciłem twarz w jej stronę.
-Cholera.- wymówiłem wstydliwie- To Ty.
Była to ta sama dziewczyna, którą od lat wielu kochałem jak siostrę, a z którą od czasu
do czasu chodziłem do łóżka jak z kochanką.
Wspaniała i inteligentna, jaka poraz pierwszy w życiu zmuszona była do jechania środkiem komunikacji miejskiej, bo jak przypuszczałem jej mercedes gdzieś się zepsuł.
-Czy to dlatego nie chcesz kupić sobie samochodu?- zapytała- dlatego, że w autobusach możesz toczyć te swoje jednostronne romanse?
-Nie zawsze są jednostronne.- zaprotestowałem- Poza tym skorzystałaś z tego.
-Z czego?- uśmiechnęła się- uważasz, że to przechylanie się w twoją stronę to zaproszenie do łóżka?
-Dlaczego od razu do łóżka? To tylko flirt. Takie sobie niewinne zbliżenia.
-kochany- odparowała ironicznie- To wina kierowcy. Podczas zakrętów dodaje gazu. -orzekła wesoło- Skłonna jestem pomyśleć, że go przekupiłeś.
-Niee.- odrzekłem ze zrezygnowaniem- Wiem po prostu o jakich godzinach jeździ.
-Cały ty.- dała mi wścibskiego całusa w policzek- najchytrzejszy facet w mieście.
-Poza tym mogłaś się odezwać, skoro mnie poznałaś.
-Daruj ale nie miałam zamiaru wysłuchiwać twojego elokwentnego pieprzenia. Nie dzisiaj. Miło jest obok ciebie siedzieć, ale słuchać cię to co innego. Za bardzo czarujesz. To ładne, ale są okoliczności, kiedy wszyscy chcą cię za to rozszarpać.
-Znowu coś cię ugryzło?- znałem ją doskonale i wiedziałem, że jest w podłym nastroju.
-Zastanawiałeś się nad tym, że to choroba, tak bałamucić w autobusach te wszystkie dziewczyny. A daję wiarę, że większość z nich to jeszcze dziewice.- wpatrzyła się we mnie- Jesteś ohydny.
-To nie ma nic wspólnego z bałamuceniem.- odparłem zarzuty- Nie staram się zaciągnąć ich nawet do łóżka. Wszystko ma inny wymiar. Chcę tylko stać się częścią ich życia, a każda bierze to co chce.

Zaloguj się