kiedyś, gdzieś tam

- Chodź do stolika. Mały cię szukał.- poinformował- Chce kupić twoją spluwę.
- Czyżby wróciła najpiękniejsza dziewczyna w mieście?- zapytałem przywołując skinieniem ręki kelnera.
- Jutro.- westchnął- Wraca jutro.
- Fatalny dzień.
- Sądzisz, że to zrobi?
- Nie wiem.- urwałem- Sądzę, że nie sprzedam mu broni.
- Kurwa.- podniósł głos- Pomóż facetowi.
Zmrużyłem ociężale powieki dodając surowości swej i tak surowej twarzy i posłałem mu chłodne wejrzenie. Lubiłem go.
- Właśnie to robię.
Podszedł kelner i zamówiłem wódkę, sok oraz lód.
- Widzę, że znalazłeś robotę.- wywnioskował dobrze zbudowany blondyn o śniadej cerze.
- Taa.- skwitowałem- Robota sama mnie znalazła.
- Co byś zrobił na miejscu Małego?
- Nie wiem.- wzruszyłem ramionami- Nie jestem na jego miejscu. Każdy przeżywa szaleństwo na własny sposób.
- Sądzisz, że oszalał?
- Sądzę, że długo nie pożyje.
- Nic z tego.- zaprzeczył- Mały to twardziel.
- W wyciskaniu.- dodałem, kiedy kelner przyniósł asortyment. Zapłaciłem i odszedł.
- Co masz na myśli?
- Mięśnie mają się nijak do napięcia emocjonalnego. Depresja ma w dupie czterdziestocentymetrowy biceps.
Otworzyłem butelkę i polałem jemu oraz sobie. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu tak jakbyśmy chcieli oddać hołd cierpieniu Małego. Spojrzałem naprzeciw, w pobliski kąt; tuż przy szafie grającej drgała w spazmatycznych ruchach ekstatyczna pięknotka.
Miała zgrabne brwi biegnące delikatnie ku górze, krystaliczne oczy od czasu do czasu spozierające na mnie z podejrzliwością, szczupłe policzki, zmysłowe nieco wulgarne usta i świetną figurę młodej lwicy. Obdarzyła mnie melancholijnym, z krztą szczodrego wyuzdania uśmiechem, po czym musiała zniknąć, porwana przez inną nimfetkę, czy nimfomankę na przeciwległą stronę długiego, przyciemnionego lokalu.
- Bogacze to kurwy.- usłyszałem nad sobą szorstki głos mężczyzny cuchnącego tytoniem- Bogacze to kurwy wszechświata.- dodał głos, usadzając dupę, której był własnością naprzeciw.
- Kurwy wszechświata mają znacznie mniej.- powiedziałem, kiedy Mały obdarzył mnie goryczą swego wzroku. Nie robiło to na mnie najmniejszego wrażenia.
- Co się stało?- rzucił chłodno- Kiedy widziałem cię poraz ostatni mieszkałeś pod prysznicem.- intrygująco pogardliwie zmierzył moją nowiutką garderobę, a następnie wydobył z paczki krajowego peta.
- Miałem tam prawdziwe drzwi ze szkła.- odparłem równie sucho- Miałeś kiedyś takie drzwi we własnym domu?
Rozumiałem ból, ale nie znosiłem kiedy ktoś uważał, iż cierpienie daje monopol na pogardę dla innych.
„Ludzkości zawsze brakowało dwóch cech jeśli chodzi o cierpienie; szacunku dla
obcego bólu i godności w znoszeniu własnego.” Łysiak
- Mogę się napić?- zapytał na poły załamującym się, na poły zachłannym głosem.
- Bądź moim gościem.- machnąłem obojętnie ręką, a on pochwycił flaszkę, chcąc przytknąć gwint do ust. Złapałem butelkę, a nasze dłonie zawisły nad stolikiem w silnym uścisku.
- Masz być gościem.- przypomniałem- Nie moczymordą.- parsknął w awersji i obracając się ruszył w kierunku baru po literatkę.
- Dlaczego to robisz?- odezwał się nasz wspólny znajomy z dezaprobatą- Uszanuj jego nieszczęście.
- Codziennie kogoś gnoi świat.- dopiłem drinka do końca, chyba nieco zdegustowany- Rzuciła go kobieta, a zachowuje się jakby był męczennikiem. Od dwóch tygodni chodzi po ludziach i prosi o jałmużnę. Bez godności, z pokorą menela.- przerwałem- Dotychczas tańczył przez życie niby nakręcana laleczka.- opróżniłem butelkę do dna dodając lodu- A życie to bagno. Niech przywyknie sterczeć w nim po szyję.
Mały wrócił, a jego wzrok opadł na pustej Finlandii. Przez chwilę wyglądał jak załamana bezrobociem kurwa.
- Miałem być twoim gościem.- rzucił z wyrzutem- A ty co?
- Mały.- wymówiłem chłodno, wstając jednocześnie z krzesła- Ty hańbisz depresję.

Zaloguj się