Dobry

Oto Jestem

Oto Jestem

„Nie ma nic chytrzejszego niż człowiek. Obyś nigdy
nie dostał się w ręce człowieka.”
John Barth


I przybyłem...
...pewnie mi nie uwierzysz, ale właśnie spojrzałem na ciebie i przybyłem.
Wątpisz? Cóż- nie wejdziesz do królestwa niebieskiego ze zwątpieniem. To ci właśnie obiecano. Powiem ci jednak coś na ucho- to g...prawda- pchasz się do mnie, nie zastanawiając się nawet jak tu jest. Z tego względu usilnie starasz się być dobrym człowiekiem i możliwe, że rzeczywiście jesteś dobry. Chciałbym, aby tak było, ale prawda jest taka, że im bardziej jesteś dobry tym dalej znajdziesz się w kolejce do bram edenu. To jedyna prawidłowość, a druga jest taka, że jeśli jesteś dobry, to nie wiem po co starasz się tutaj znaleźć. To enklawa gwałcicieli, ss-manów, dyktatorów i najbardziej zwichniętych małp gatunku ludzkiego. Mówię małp, bo oni to prawdziwe małpy. Aż nie masz pojęcia jaką małpą może być człowiek.
Raj to sanktuarium takich właśnie typów. A więc zadaję ci pytanie- jesteś dobry?...
Każdy łotr, każdy zbrodniarz i każdy gwałciciel jest po tysiąckroć bardziej oczekiwany w niebie, aniżeli miliardy prawych ludzi...to wszystko. Nie idź tam.
Najśmieszniejsze jest to, że wierząc w sprawiedliwość moją i będąc dobrym, nagle naćpany idiota z braku gotówki, strzela ci w plecy i ty trafiasz na aleje boga, za jakiś czas spacerując po owym gaju, natkniesz się na tego frajera, jaki dla paru setek poczęstował cię ludzką miłością w postaci siedmiomilimetrowego pocisku...cóż, tak to wygląda.
Możesz być szlachetny i dobry, a nie ujrzysz tak intensywnej radości na twarzy Jahwe przy powitaniu, jaką ujrzy gwałciciel, który na łożu śmierci przyjął sakrament.
I wiesz co? Po prostu przyszedłem. Przyszedłem, bo mam dosyć tych zresocjalizowanych małp, biorących na siłę małe dziesięcioletnie dziewczynki i katujących na śmierć kilkunastoletnich chłopców.
Pytasz o raj? Cholera...to nic innego jak humanitarny pensjonat dla morderców. Największe prawo do życia tam mają ci, co bez skrupułów zabierają życie innym. Wyrżnij całą dzielnicę, a później zgłoś się jako nawrócony, a dam ci apartament w najlepszym hotelu edenu, z obsługą na wysokich obcasach i bez pruderii. Uwierzysz? Mam to wszystko. Kurwy i ladacznice piją kawę ze świętymi. Ale jaja...tylko cicho. Nie mów tego nikomu.
Na tym opiera się sens łykania opłatków. Łykają je tylko źli i ci co są niepewni swej dobroci. Jeśli jesteś dobry, to daj sobie spokój. Nie napełniaj kieszeni firm produkujących zbawicielskie żarcie. To manna zwyrodnialców. Ty jej nie potrzebujesz.
Przyszedłem właśnie do Ciebie. Nie wiem dlaczego. Odpowiedź jest w tobie. Znajdż ją, ale wiedz, że skoro tu jestem to jesteś tego wart. Jednak nie bierz tego tak do siebie. To tylko subtelne wyróżnienie. Mógłbyś być sukinsynem, a ja przyszedłbym do ciebie. Bo widzisz? Adorowanie skurwysyństwa to też moja domena. Jestem dobrem i złem, stwórcą i niszczycielem. Tak, tak i nie jest i nigdy nie było inaczej.
Pomyśl- dałem wężowi umiejętność perswazji. I to moja zasługa, gdyż jam jest stwórcą wszechrzeczy. Wywaliłem twoich rodziców z ogrodu i nie dlatego, że zawinili. Nie bądź naiwny. Nie zawiniliby, gdybym tego nie chciał. Jeśli wierzysz we mnie, to wierzysz również w moją wszechmoc; w moją wszechwiedzę i całą masę tych bzdur, którymi cię indoktrynowano. Jacyś debile namazali na tobie jak na czystej tablicy, parę banałów, stek niedorzeczności i dekalog- idiotyczne restrykcje tyczące się świata marzeń. Dlaczego marzeń. Uwierz, kurwa, że nie ma takich ludzi. Jeśli istniejesz to istnienie to zmusza cię do łamania przykazań. Nie ma innej możliwości. Możesz być wspaniały, ale musisz być grzesznikiem. Nie o tym chcę jednak mówić- powiedz mi, dlaczego nie chcesz wytrzeć tej tablicy? Co cię powstrzymuje? Strach? Niewiedza? Komfort wiary? Łatwość? Zastanów się nad tym.
Zamknąłem ogród pełen wonnej żywicy i złota i skazałem ciebie na tułaczkę. Następnie pozwoliłem, aby zazdrosny skurwiel zabił lepszego z braci. I to nie koniec...uczyniłem wszystko, aby temu skurwielowi zapewnić bezpieczeństwo, aby nikt nie upomniał się o gest sprawiedliwości.
A później? Cholera, później to już narobiłem tyle zamętu i przelałem tyle krwi, że nawet tego nie pamiętam. Za niesubordynację karałem śmiercią- przypomnij sobie pustynię. Wyrżnąłem cztery tysiące dzieci, kobiet i mężczyzn. Piękna masakra i wszystko przez gniew. Ale starałem się. Starałem i popierałem swoje starania przymierzami. Ile ich było? Za dużo, aby można to uznać za wiążące. W końcu- tego też nie mów nikomu- używałem słowa przymierze, z częstotliwością z jaką rodzaj ludzki dokonuje wiarołomstwa, Zbyt często.
W dodatku ta powódź. Nie chciałem, ale robiąc krok musiałem zrobić drugi i kolejny. Marzyłem o wybranym plemieniu. O wielkim rodzie. O mocarnym państwie, ludzi czystej krwi, którą wybiorę. Byłem Bogiem wybrańców, a nie ludzkości. Nigdy nie chciałem całej ludzkości. Rozpieprzyłem Sodomę i Gomorę za pomocą mych wojennych zastępów. A przecież Ja, jako wszechmocny mogłem problem rozpusty w tych miastach rozwiązać inaczej, prawda?
I naprawdę mogłem, ale po prostu nie chciałem.
Uwielbiam sceny batalistyczne. Spróbuj zliczyć bitwy, do których sprowokowałem. Setki, tysiące. Wybrałem sobie dzieci Izraela i niedaleko Edrei powiedziałem do Mojżesza: „Nie bój się go. Dam go bowiem w twoje ręce, jego i jego ludzi i wszystkie ich miasta, całą ziemię. Postąpisz z nim tak, jak postąpiłeś z Sichonem, królem Amorytów, który mieszkał w Cheszbonie.” Zapewniłem mu zwycięstwo, aby się nie bał i rozpieprzył wojska Oga na pólnocy od Ramot Gileadu.
Jakże to były wspaniałe bitwy...wspominam i już jestem szczęśliwy, a teraz kilku partyzantów palestyńskich podkłada bomby na ziemiach Izraelskich. Same podchody. Batalie to ja rozumiem, ale terroryzm jest mniej widowiskowy.
Podprowadziłem Izrael pod Jerycho, gdzie Jozue za pomocą moich rad zrujnował to wielkie miasto w proch, a jedynym mieszkaniem, które ocaliłem, było mieszkanie kurwy, Rachab.
Myślicie, że agitowałem dobrych? Blagier. Na naczelnika narodu podzielonego izraela, wybrałem największego zakapiora, łupieżce i najemnika, niejakiego Jeftego.
Samsona natchnąłem wielką siłą, aby mógł skuteczniej zabijać. No cóż. Taki kaprys. Wspaniała ludzka maszyna do zabijania.
A teraz opowiem ci anegdotę; to zdarzenie z zamierzchłych czasów i jak najbardziej prawdziwe. Możesz o tym przeczytać, ale ja ci opowiem.
To był czas wojny. Zresztą normalny stan rzeczy w tamtych wiekach. Pokój był stanem anormalnym. Otóż kiedy zrobiłem z tego zbira Jeftego naczelnego wodza Izraela, zgromadził on wojsko i gotów był do wyruszenia przeciw Amonitom. Bał się jednak skurwiel, tak więc, aby mieć pewność, że ja wszechmocny go nie opuszczę złożył przysięgę. (niektórzy próbują mnie tym przekupić i większości się to udaje)
Powiedział:- „O Panie, w zamian za najlepsze od Ciebie, dam Ci to, co ja mam najlepszego. Jeśli sprawisz, że zwyciężę ofiaruję Tobie tego, kto pierwszy wyjdzie mi na spotkanie od drzwi domu po moim powrocie. I złożę Tobie z niego ofiarę całopalną.”
Wyobrażacie sobie równą głupotę? Ten łotr nie był na tyle mężczyzną, że potrzebował gwarancji swego powrotu przekupując mnie. I trafił w dziesiątkę, bo nie wiem czy wiesz, ale ja uwielbiam ofiary.
Więc co miałem zrobić? Co uczyniłbyś na mym miejscu? Takiś mądry? Obiecał, a ja pomogłem mu rozgromić Amonitów. Tak się zapalił do mordu, a ja tak chciałem mu pomóc, że w końcu zrównaliśmy z ziemią dwadzieścia miast.
No i wraca bohater, któremu brak męstwa do domu, a na spotkanie wybiega...nie kto inny jak jego ukochana córka...
...myślę, że wszystko inne jest milczeniem. Ten tchórz sprzedał życie swej jedynaczki. I tak naprawdę nie istotne, czy to córka, czy kto inny. On kupczył czyimś życiem, w zamian za swe bezpieczeństwo. Co za skurwiel. Mój wybranek.
Wiesz jednak co jest w tym wszystkim najbardziej bolesne...oto cała prawda. Wyłożę ci ją. Nie musisz słuchać. Umówmy się, że ja będę mówił, a ty możesz w każdej chwili odejść. Dobrze?
On był tchórzem. Nikt kto potrzebuje ślubu, aby wyruszyć na wojnę nie jest odważny. Nikt, kto żąda gwarancji ode mnie o swym bezpieczeństwie nie jest mężczyzną. Nikt, kto oferuje w zamian życie innego człowieka nie jest godzien życia. Taka jest prawda.
Druga prawda jest jeszcze smutniejsza. Tchórz złożył obietnicę, mając nadzieję, że wywinie się ofiarą służebnicy, czy kogokolwiek. Tak się jednak nie stało. Jego córka była zapłatą. Nie mam w tym miejscu na myśli intencji tego człowieka. Był głupcem i spotkał go los głupca. Dążę do tego, abyś zobaczył to co mroczne; Ja, Bóg, który jest dobrocią samą w sobie, który jest miłosierdziem, który rządzi wszystkim sprawiedliwie- Ja, wziąłem ofiarę z dziewicy ludzkiego rodu. Dla mnie przelano kolejną, niczemu winną krew. To była ofiara dla mnie, dla Boga, w którym szukasz szczęścia...
...życzę ci znalezienia tego.
Mógłbym opowiedzieć ci setki równie tragicznych historii. Zabijałem i kazałem zabijać. Żądałem ofiar i napawałem się radością, kiedy zarzynano dla mnie kilkunastoletnią dziewczynkę. Taki jestem. Tego nic nie zmieni i nie moja wina, że wierzysz akurat we mnie.

Prawda jest jedna. Nie ma innej. Nigdy nie ma dwóch prawd; jestem demonem. Jestem wszystkim w co wierzysz i wszystkim czego się boisz. Nie mogę oprzeć swego kultu na obietnicach i miłej retoryce. Strach jest największym sprzymierzeńcem religii...i niewiedza...tylko silną ręką mogę skupić motłoch wokół siebie. W czasach dużej konkurencji muszę posiadać monetę przetargową. To umiejętność mordowania. Posłuchaj. Wybrałem sobie plemię i poprowadziłem przez wszystkie ziemie, które ono podbijało. Zdobyłem wszystko co pragnąłem. Pomogłem im zwyciężać, a oni przekonani o mojej potędze wierzyli tylko w nią. Strach przed tą siłą eliminował pragnienie innego Boga. Mogę to zrobić z każdym. Buddyzm? Buddyzm jest piękny. Pewien człowiek powiedział, że największym zdobywcą jest ten, który potrafi zwyciężać bez bitwy. Ładne, prawda? Buddyzm mi się podoba. Tam nie ma przemocy i dlatego mogę potęgą wiary we mnie rozpieprzyć całą tą filozofię, cały Tybet i wszystkie świątynie. Starłbym ich z powierzchni ziemi, a ich krew płynęłaby dolinami, aż do Oceanu Indyjskiego. W tym tkwi siła. Szał i pęd zawiści religijnej jest jak narkotyk. To gigantyczny zastrzyk adrenaliny. Wystarczy, że dam go Chrześcijanom, a podniosą krzyże w lewe ręce, do prawych wezmą broń ciężkiego kalibru i popędzą przestrzelić głowę Buddzie.
Nie zrobię tego...nie, nie dlatego, że stałem się litościwy. Nigdy nie byłem litościwy i nigdy nie będę. Nie zrobię tylko dlatego, że wyznaję pewną prawdę. Wierzę, że nikt nie potrafi zdradzać tak jak przyjaciel i nikt nie bije mocnej, aniżeli sami swoi. Co z tego? A no to z tego, że najpierw dopieprzę braciom bliźniakom... najpierw zamorduję Judaizm. Mamy ten sam rodowód, więc kurwa dlaczego wszyscy się tak bardzo nienawidzą?
Nie ma szatana. Jestem tylko ja. Szatan to ja...i Bóg...do usług. Był tylko wąż. Czysta magia. Pomyśl, że baśń „Alicja w krainie czarów” to świetny pomysł na unaocznienie wydarzeń w ogrodzie Eden. Gadające zwierzęta i dziewczynka.
Jest też Hades. To dozorca piekła. Tyle, że piekła też nie ma. Hadesa powołałem do życia i zapożyczyłem miano Szatana, aby poskromić waszą buntowniczą naturę. Macie wierzyć bez zadawania pytań. Niesubordynacja jest karana torturami w piekle i tak dalej i tak dalej. Nie martw się. Takiego miejsca nie ma. Wystarczy, że uczynię twoje życie paskudnym i już znajdujesz się w Szeolu. Wystarczy, że sprowokuję bandytę, aby zabił kogoś kogo kochasz i masz swoje własne piekło. A później zabieram cię do raju, gdzie codziennie spacerujesz alejką kwitnących róż mijając się z szelmowskim uśmiechem skurwysyna, który z braku jakiejś dziwki pod ręką zgwałcił twoją córeczkę. I to jest twoje największe piekło. Zatłukłbyś go, powoli, z gracją orędownika katowania, ale nie możesz. Tam śmierć nie istnieje, a frustracja z tego względu sprawia, że niewyobrażalnie cierpisz.
Niektórzy mnie przeklinają, a inni mają do mnie pretensje. Ci co wierzą i cierpią, zarzucają mi nieczułość i degradują, nie mogąc mnie ściągnąć na ziemię. Ci, którzy błagają mnie, aby ich pomścić, robią ze mnie bandytę. Proszący o bogactwa mają mnie za bankiera. Co jest do cholery, mówię sobie? Nie potraficie wierzyć? Wierzyć nie oczekując przymiotów z tym związanych? Wierzyć bez gwarancji nagrody? Zadośćuczynienia? Myślicie kurwa, że odmawiany pacierz to klucz do mojego ogrodu? Stawiacie wielkie budowle do rozmów ze mną, gdzie wieszacie na krzyżu mego syna, którego nie ocaliłem Nie ocaliłem i co z tego? Był ofiarą i to wam się spodobało najbardziej. Facet, który przychodzi, aby odpuścić wam grzechy. Oj, jak wy się dobrze z tym czujecie. Jacy jesteście teraz bezpieczni. Jak bardzo zbliżyliście się do mnie mordując mi syna. Ale wystarczy, że on wam wybaczył i już wpadliście w pułapkę własnego skurwysyństwa. Nic tak bardzo nie dotyka skurwiela, jak przebaczenie mu. Wszystko pryska. Stara się być skurwielem, a Ty mu wycinasz taki numer. Cały wysiłek jaki włożył w to, aby znaleźć się w punkcie, do którego dotarł poszedł na marne. Joszua omamił was w ten chytry sposób. Rzucaliście w niego kamieniami, wytykaliście palcami, a on was załatwił przebaczając. I teraz każdy debil czuje się winny, a jak czuje się winny to jest skruszony, a jak jest skruszony to stara się być lepszy.
Najbardziej mi się podoba to, że kochacie tego bandytę. Nie zrozumcie mnie źle. To mój syn i w ogóle, ale On był bandytą. Przyszedł, aby wzniecić pożar i żałował, że jeszcze się nie pali. Przyszedł poróżnić pięcioro w jednym domu. Kazał wyprowadzać bluźniercę poza obóz i kamieniować go. Oto jego nauki. Kurs pierwszego stopnia w kamienowaniu bluźniercy. A kim jest bluźnierca? Wystarczy, że ktokolwiek wypowiedział słowo niezgodne z nauką mego syna, a on kazał kamieniować. Cóż; z całą miłością do niego, ale nie jest to gest dobrego człowieka.
Kazał kupować niewolników. Kupować dzieci innych narodów, aby oni posiadali je na własność. I to jest najlepszy absurd wszechczasów...uwielbiacie człowieka, który nie miał w sobie dobroci. Zaufaj mi, że Ty jesteś lepszy, lepsza, od mego syna. To cała prawda. Jednak zwierze gatunku ludzkiego nie chce podążać do dobrego. Woli złe.
Wznieśliście te wielkie, drogie budowle, aby były waszym ersatzem. To miłość zastępcza. Azyl dla waszych skłonności. To też mi się podoba. Możesz być skurwielem, łotrem, kłamcą, gwałcicielem, kimś zasadniczo złym, ale raz na tydzień przychodzisz do tych zwałów betonu, gdzie jakiś bumelant opryska cię słoną wodą, a drugi gorliwiec poczęstuje wypiekiem, za który płaci podatnik i już jesteś dobrym człowiekiem. Eucharystia przyjęta, lista obecności podpisana i widzisz jak wiszący na krzyżu uśmiecha się do ciebie z miłością. Jak dobrze się czujesz. Jak dobrze uzyskać rozgrzeszenie. Ponownie możesz wyczyniać świństwa i być świnią. Za tydzień przecież rytuał resocjalizacji grzeszników ponownie się odbędzie.
Wydaje się wam, że jesteście tacy wspaniali, tacy dobrzy. A teraz ja spojrzę na ciebie i ty mi powiedz z całą odpowiedzialnością, czy jesteś dobrym człowiekiem? Nie, nie mów mi, że chodzisz do kościoła. Powiedz, czy jesteś dobrym człowiekiem?
To i tak nic nie znaczy. Nie jestem Bogiem dobroci. Jestem Bogiem gniewu i siły. Siła to motor zdobywania. Albo we mnie wierzycie i się lękacie, albo utopię ludzkość poraz kolejny, a dwójkę prostaków zapakuję do łódki, aby mogli zacząć od nowa, możliwe, że z lepszym skutkiem.
Nie mam skrupułów. Mordowałem od początku istnienia i morduję cały czas. Średniowiecze podobało mi się najbardziej. Istne infernum, gdzie wszystkich dokoła puszczano z dymem w imię wiary i moje. Wariat ściskał krzyż w jednej dłoni, a drugą podpalał stos z dziewczynką, którą wcześniej gwałcił do wyczerpania sił. Okazało się, że jest czarownicą. Uwierzycie? Czarownicą? Parodia...

 

pozbądż się złudzeń-stwórca nie ma żadnych długów

pozbądż się złudzeń-stwórca nie ma żadnych długów

Oto jestem; oczekiwany z utęsknieniem potrzebujących i niepotrzebujących, a chcących mieć.
Jestem taki, ale mogę być jeszcze gorszy. Przede mną było tylko jedno, a po mnie już nic nie nastąpi. Dzierżę ster waszego świata i czasami tylko kursu trzymam. Pijecie wzajemnie swoją krew z moim imieniem na ustach. Gdybym był nieco lepszym Bogiem kazałbym wam nauczyć się cierpliwości. Pokory i umiejętności wytrzymywania. Nie zrobię tego i nie z powodu niezdolności do bycia lepszym, ale z faktu, iż podoba mi się rzesza bezrozumnych wyznawców. Tłumem jest najlepiej manipulować. Wystarczy obiecać mu coś intratnego. Najlepszą formę życia po śmierci, skarb na końcu tęczy itp.
Z takimi jakimi jesteście mogę uczynić wszystko. Dosłownie wszystko. Jesteście moi każdą cząstką intelektu i naiwności. Możecie mnie przeklinać, a ja będę się pławił w waszej bezsilności i braku godności. Nażrę się waszym bólem, waszą niedolą, waszą słabością. Jedynymi, z którymi nie zrobię niczego są tylko ci, którzy nie traktują mnie poważnie. Nie mogę ich skrzywdzić. Nic w co nie wierzą, nie może wyrządzić im krzywdy. Rzucam im kłody pod nogi, nie umiejąc dotknąć bezpośrednio, a oni po prostu idą naprzód, posyłając mi cyniczne wejrzenie, które całe w sobie szepcze, iż poradzą sobie z tym wszystkim.
Jestem jak internista; przyłazicie w kolejkach będąc zdrowymi, a ja dla hecy przepisuję lek. Po dwóch dniach przyłazicie uśmiechnięci, pełni radości oznajmiając, że ból głowy minął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a ja patrzę na was z kpiną wypisaną na twarzy i pomijam już fakt, iż krople wam przepisane były na dolegliwości żołądka.
Tak więc jestem Bogiem. Jednak dajcie sobie spokój z wiarą, że będę adorował każdego z was. Nie pławicie się w iluzji, że me miłosierdzie oraz niezgłębiona dobroć da azyl waszym popędom, czy też bólom. Nie jestem miłosierny i nie jestem dobry. A nawet gdybym był, nie pomógłbym żadnemu z was. Wystarczy, że ulepiłem formę taką jaką jesteście i tchnąłem weń życie. Wszystko inne jest waszym dziełem. Pozbądźcie się złudzeń, niewolnicy- stwórca nie ma żadnych długów.
Jednak coś chcę wam podarować. Chcę dać wam wiedzę o was samych. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Myślałeś o tym dlaczego zwierzę gatunku ludzkiego jest takie podłe? A owszem, jest. Myślałeś nad mechanizmem, który pcha szesnastoletnią dziewczynkę z dobrego domu do roznoszenia miłości po mieście? Czym kieruje się człowiek, jaki pociesza kobietę przyjaciela metodą najmniej filozoficzną, to znaczy pchając swój interes w jej stęsknione łono? A o czym marzy ta kurwa, karmiąc ową tęsknotę nasieniem najlepszego przyjaciela swego ukochanego?
Ależ nie odchodź! To dopiero początek. Jeśli nie jesteś podły, czy podła to nic ci nie grozi, a jeśli jesteś przedstawicielem kultury barbarzyńskiej, którego przez świat prowadzi głód orgazmów i zaspokajania, to pokłoń głowę- ukażę ci jakim jesteś skurwielem.
Dobrze. Zacznijmy. Teraz z okrutnika zamieniam się w filozofa; wiemy, gdzie jesteśmy, zobaczmy więc dokąd zajdziemy.
Większość jest debili- to truizm, więc nie będę się zagłębiał. Chrześcijaństwo jest najmodniejszym szałem religijnym i monopolistą. Przez to, że jest monopolistą, wiemy, że jest religią głupców. Religia Chrystusa zniszczyła Rzym, a upadek Rzymu spowodował regres cywilizacyjny o parę wieków. Chrześcijaństwo to patologia. Ten kult wymyślił słabeusz i z góry przegrany człowiek (nie zapominajcie, że był moim synem) Ideologia gloryfikująca słabość, pokorę, nędzę, samo poniżenie i niewiedzę, a pozwalająca tym, którym natura poskąpiła krzepy, zapału do walki i zdolności do krytycyzmu, funkcjonować w świecie, który ich przerastał.
Takich jest ośmiu na dziesięciu i tych ośmiu wierzy właśnie we mnie. Przeobrazili człowieczeństwo w poniżającą egzystencję; twoja wina i zawsze twoja wina. Nigdy nie jesteś zbyt dobry, aby zasłużyć na spokój. Jeśli oberwiesz w pysk, nadstaw drugi policzek. Jak zbir z sąsiedniej ulicy zerżnie ci dziewczynę, postaw mu drinka. Na tym to polegało i nie dlatego, że nie kochałeś tej dziewczyny, ale dlatego, że brak ci było męskości, czyli tego w co wyposaża natura, a co większość w sobie zabija indoktrynacją zniewieściałości, aby przywalić skurwielowi prosto w ryj. Tak, tak, bo to jedyny język jaki zna ten cudzołożnik, który depcze twoją godność, męskość i spokój brudnymi buciorami i śmieje się prosto w twarz. Ale, nie- ty nadstawiaj tą twarz dalej. Pościel parze kochanków w swoim własnym łóżku.
Mój syn nie był geniuszem. Nie był nawet bystry. To cwaniaczek. Manipulator. Strzelił prosto w dziesiątkę potrzeb słabych i ubrał ich słabość w szaty szlachetności, zabierając chęć dążenia do polepszenia swego losu, wyniesienia się nad normę intelektualną i godności.
Faryzeusze są potępiani, a Chrystusowy kult szerzy nędzę intelektualną- i co dalej? Nie możesz się wyłamać i chcieć więcej, bo to już pycha, a z tym nie wejdziesz do królestwa niebieskiego.
Tylko heroizm mi się podoba. Nie potrzebują mnie i gardzą postawą mego syna. Nigdy nie pozwolą, aby napluto im w kaszę. To ci, którzy nie należą do tłumu.
Ulepiłem was z błota i obdarowałem prezentami. Dałem szczęście. Nie obarczaj mnie winą za jego brak w twym życiu. To już wasza wina, iż nie potraficie go znaleźć bądź zatrzymać. Nie precyzujcie tego; szczęście to nie pojęcie. To zjawisko i dla każdego zupełnie inne. Dałem też nieszczęście; no bo jak możecie docenić szczęście nie znając nieszczęścia? To nie ma sensu. Tak jak z miłością, musiałem sprawić wam prezent z niechęci. Chcąc docenić miłość, zrozum co to nienawiść. Oszustwa także. Nie dojrzysz wartości szlachetnego postępowania, nie widząc kłamstw, podłości i nikczemności.
Nieprawdą jest, że mężczyźni szybciej od kobiet nudzą się miłością i wiernością. Nie macie zaprogramowanej wierności i miłości. Tego się trzeba nauczyć, ale większość nie zdaje egzaminu.
Posłuchaj. Powiem ci prawdę o życiu. Powiem ci prawdę o człowieczeństwie. Powiem prawdę o tym o co boisz się zapytać.
Pandora doskonale wiedziała co robi, zostawiając na dnie beczki Nadzieję. Ona nie weszła na świat przez moją zawiść, tli się tylko w waszych durnych sercach. Od czasu do czasu, jakiś zdeterminowany, heroiczny przedstawiciel waszego gatunku stara się po nią sięgnąć; marny wysiłek.
Jednak to tylko retoryka; marna zresztą. Jestem Bogiem, nie filozofem. Odwołajmy się do przykładu...zaraz...chwileczkę. Niechaj się rozejrzę. O...już widzę...tak, oni będą idealnymi wzorcami bezsensu ludzkich starań.
Spójrzcie...- kurwa, jak ja nienawidzę tego typa- popija kawę drobnymi łyczkami i to jest coś co ma zamiast mnie. Idealista zakorzeniony w bohaterstwie pojedynczej jednostki. I nie dopuszcza do siebie świadomości, że każdy z tych herosów zdechł śmiercią gwałtowną. (Często nie bez mojego udziału) Patrzy w niebo i wydaje mu się, że może być Prometeuszem, bądź Gilgameszem, i albo coś mi ukraść i zanieść do motłochu, albo odmienić los przyjaciela, którego ja skazałem na piekło. Cholerny makiawelik. Szuka tego swojego pierdolonego gralla z przekonaniem, że jednak istnieje. A kiedy ma chwilę słabości i wątpi, twierdzi, że jeśli nie istnieje to powoła go do życia. Jestem mistrzem magii- mówi, a ja coraz bardziej go nienawidzę.
To uczucie zżera moją duszę, i nie mogę nic z tym zrobić. Gdyby wierzył, udręczyłbym go jak Hioba, i uśmiechał się na jego westchnienia ku mnie. Jednak ten dureń nie wierzy i nie z braku przekonania, lecz właśnie z przekonania.
W chwilach, kiedy zbiera mu się na drwinę z ludzkości, siada tak jak teraz z filiżanką w dłoni i mówi- ok., przyjmijmy, że jednak jesteś- mówi, a jego twarz maluje skupienie- i miliardy ludzi modli się do ciebie, z braku wiedzy jakim naprawdę jesteś okrutnikiem. Ja...nie jestem nikim nadzwyczajnym, ale nie chcę być zbrodniarzem. Nie ukłonię głowy przed mordercą. Tak bardzo go nie cierpię, że chętnie torturowałbym go w warsztacie Hefajstosa, ale z drugiej strony oprócz ateizmu, nie mogę niczego mu zarzucić. Jest lepszym człowiekiem od miliardów najgorliwszych moich wyznawców. Poza tym jest przecież mym dziełem; czasem tak bywa, że dzikie zwierzę zrywa się ze smyczy i ucieka z mojej menażerii.
Wykorzystam parę, którą znacie. Jego i Ją. Jej nie musicie poznawać bliżej. Pomyślcie tylko, że jest naprawdę wspaniała i to wszystko. Myślę, że nawet zdążyliście ich polubić. Chcę, abyście coś zrozumieli, i być może dzięki nim.
Wiecie jak trudno jest zbudować solidny fundament, na którym stanie monumentalna budowla, jaką nie zachwieje największy nawet kataklizm? Otóż, bardzo trudno...a nawet jeśli postawisz takie fundamenty i fasady muru będą naprawdę silne, to w końcu zatrzęsie się ziemia i wszystko w co wierzyłeś zamieni się w gruz.
On- mówmy na niego On. Zbiera mi się na wymioty, kiedy muszę wypowiedzieć jego imię- tak więc On, miał popieprzony kod genetyczny. Coś się popsuło w jego chromosomach. Niby człowiek, a niczym drapieżnik, który nawet w obliczu śmiertelnego głodu nie zniży się do zjedzenia ścierwa. Czym bardziej sytuacja zagrażała mu i obracała się przeciw, im więcej zła i bólu doń zmierzało, tym stawał się pewniejszy, wytrzymalszy i bardziej waleczny. Tylko wówczas precyzja jego myślenia i postępowania byłą harmonijna i współgrała z sobą niezawodnie. Takie sytuacje uruchamiały w nim owy szósty zmysł, który nie analizuje i nie podejmuje decyzji, lecz działa instynktownie.
To wszystko pozwalało, że szedł drogą bez żadnych kompromisów, a kiedy trzeba było walczyć, walczył z opanowaniem niepohamowanego cynika, a gdybyś wówczas spojrzał na jego twarz, uwierzyłbyś w mistrzów magii, tych młodych bogów, którzy mimo, że odchodzą, nigdy nie umierają.
Uwierzyłbyś też, że istnieje coś obok mnie, a nawet ponad mną.
Ona- jej imienia też nie wypowiadajmy, chociaż ją, w przeciwieństwie do niego, lubię. Jednak to też blagier- jestem szowinistą, stuprocentowym mizoandrykiem. Nie rozmawiałem z Ewą, nie uznawałem jej jako równej mężczyźnie i wykorzystywałem jako nałożnice wrogów, których miały zabić, omamiając ich swą obecnością. Nie do tego chcę się przyznać. O tym kiedy indziej,
Ona więc, jest jedną z niewielu, jaka chroni przed wieloma. Dla kobiety bardzo swobodnie jest być dziwką. To naturalne, tak to zaprogramowała biologia, której zasady wyznaczyłem rzecz jasna Ja. Monogamia jest wynalazkiem filozofów i poetów, a że prawie każdy chce być blisko ideału literackiego wszyscy próbują być monogamistami. Cóż, wychodzi to mało komu.
Nie być dziwką, to dla kobiety wysiłek. Większy, bądź mniejszy, zależny od każdej z osobna.
I te, które budują zaporę dla biologii, stają się unikatem gatunku. Te można zwać kobietami- pozostałe to suki; samice gatunku. Ja nazywam je kobietami bengalskimi. Od tygrysów, którzy są albinosami wśród swoich.
Ona jest taką albinoską. Piękne stworzenie.

Ponad miłość nie ma nic.
Z ciemności wyłonił się Chaos; brzemię i nic więcej, mieszanina niezgodnych nasion, skłóconych żywiołów. Z Chaosu zrodziła się Gaja- ziemia; rozłożysta, bezpieczna podstawa dla wszystkich. Naradza się również Tartar- najgłębsza ciemność. I zradza się Eros- najpiękniejszy z nieśmiertelnych Bogów, owa Miłość, jako potęga kosmiczna zdolna łączyć sporne żywioły.
Eros jest najwcześniejszym dzieckiem. Miłość wchodzi na świat wraz z jego stworzeniem. Nikt z nas tego nie wymyślił, nikt z nas nie powołuje jej do życia. To potęga kosmosu, jaka po narodzinach Ereba i Nocy; dwoistej ciemności, łączy ich w parę i dopiero z ich miłości powstaje Eter i Dzień.
Tam gdzie coś się rodzi przychodzi Eros i nic mu się nie może oprzeć. Przez niego Gaja stała się małżonką swego syna Uranosa, a póżniej kolejnego ze swych dzieci.
Ponad Miłość nie ma nic; nawet Ja jestem zerem przy Erosie. Istniał przede mną, a ja istnieję dzięki niemu. To wynik jego potęgi sprawił, iż mogłem zaistnieć. Doceniam go, doceniam bardziej, niż każde z was, gdyż każde z was ubrało miłość w szaty pragmatyzmu, ergo cywilizacji. Nie istotne jakiej, czy starożytnej, czy atomowej. To tylko okresy przejściowe do kolejnego etapu, a każdy etap wyrabia sobie monopol na wizerunek Erosa, a On się nigdy nie zmienia. Zawsze będzie łączył bez względu na wszystko. Nic mu się nie oprze, a jeśli tak nie jest, to przykro mi wam to uświadamiać, ale to nie miłość. To nie Eros zapukał do waszych drzwi. To kupidyn, jakiś Tartuff, marionetka boga, obłuda świata, pseudonimfa. Jakaś ułuda co zwodzi podróżnika na bezdroża, na których są tylko bagna- zwodzi każdego swym powabem złotego blasku, a nikt nie dostrzega, że to tylko tombak. Jak się tego ustrzec? Zaiste, jest to bardzo proste- nie poszukujcie złota, wówczas nikt nie wciśnie wam tombaku.
Eros nie błyszczy. Nie idźcie w kierunku blasku. Tylko oszuści świecą błyszcząc w ciemności, aby zwabić naiwną ofiarę i ją pożreć.
Prawdziwa miłość to nikt z krwi i kości. To nasze uczucie do naszego wizerunku o niej. To wyścig naszych pragnień i marzeń, toczących naszą duszę bez ustanku. To wartość mistyczna, pogoń za bogiem, jakimkolwiek. Tęsknota do swych wyobrażeń. I nikt, w stosunku, którego wyznajesz miłość nie wypełni czary twego marzenia. Nikt nie stanie się epitafiom twego pragnienia. Nikt nie zamorduje twych uczuć do wyobrażenia o miłości. Zawsze będziecie snuć gorączkę marzeń, bez względu kogo, lub przez kogo będziecie kochani.
Miłość jest liryczna; nie ma innej. Poza nią jest tylko zwierzęce pożądanie. Naprawdę kochać można tylko wówczas, kiedy nie można skonsumować. Reszta to maszynka w mózgu, burza hormonów, dziecko biologii, ciałożernego potwora, który nie wielbi, ale konsumuje, pozostawiając obraz swojego zachwytu w zakamarku duszy nie kalając go potem, śliną i nie wymieniając z nim płynów. Portret pozostaje tak piękny i mistyczny tylko dzięki temu właśnie, iż nic go nie może skazić, obślinić, zabrudzić i tknąć.

Kochał tę, która go nie przyjęła i ścigał Ją jak oszalały, mimo niemożności dogonienia.
Jako Bóg wiem, dlaczego nie zatrzyma się w pogoni za niedoścignionym; ponieważ szydził z tych, którzy się poddają. Z tych, których molestuje komfort bądź słabość. Z tych, jacy wiedzą, iż nigdy nie dotrzymają danego słowa, kiedy mają nadzieję na uniknięcie cierpienia. Nienawidził tych, co siadali na dwóch stołkach i na każdym wyrzekali się drugiego, w imię dostosowania się do okoliczności dla uzyskania rozgrzeszenia; bo boją się tylko mnie i tylko mnie nie zdradzą. Wchodzą między wrony i kraczą tak jak i one, jak kameleony, co zmieniają barwy z częstotliwością równie szybką co ucieczka przed drastyczną próbą walki o honor. Powiadam wam, że tylko siła i honor chronią przed piekłem.
Patrzę na niego i wiem, że tamci są w jego oczach tchórzami; potomstwem matki wyzbytej heroizmu, a pełnej rozsądku. To tłum, pędzący z kłamstwem na ustach za marionetką, którą sam im wskazuję.
Wystarczy dać im pełne koryta i żyzną kępkę darni, aby uczynić ich fatum radosnym. Nie mówię szczęśliwym, bowiem oni nigdy nie znajdą szczęścia tak jak nigdy nie znajdą odwagi i heroizmu. Cierpliwości jak i umiejętności wytrzymywania. Oni się nie uczą jak należy żyć na świecie. Kopiują egzystencję swych rodzicieli nie wnosząc niczego nowego, gdyż poszukiwanie nowego wymaga choćby krzty odwagi, a poświęcenie w odnalezieniu szlachetnej drogi życia przerasta ich zdolności. Wyrastają i rosną przy ziemi nisko, bowiem tam jest najbezpieczniej, a wyżej trzeba walczyć z losem.
Są moimi, a on tak nimi gardzi. Patrzy jak rezygnują z wysiłku, podczas kiedy on podejmuje jeszcze większy wysiłek. Chociaż nawet oni zwyciężają, bowiem z nimi jest spokój, to jego jest pielgrzymka przez pustkowie ku umiejętności wytrzymywania. I chociaż oni częściej się uśmiechają, on zmierza przez cierpienie po szlachetność.
Prawdziwego boga można znaleźć tylko w sobie samym; nie jestem prezydentem, ani marszałkiem sił sprzymierzonych. Wystąpcie z szeregu, bowiem szereg czyni z was marionetki, na tym samym sznurku. Jest was tak wielu po jednej stronie barykady, i macie mnie jednego na ustach, a tak bardzo nienawidzicie tych stojących obok. Już nawet mniejszą wściekłość budzą w was ci z naprzeciwka, aniżeli sąsiedzi. A gdy obdarzę większą łaską, któregoś z was, jesteście gotowi go sprzedać, bądź zabić. Jak już powiedziałem, pijecie własną krew z moim imieniem na ustach, a wasze serca są puste. Widzicie tylko siebie i oczekujecie ode mnie wszelkich przymiotów związanych z funkcją Boga...- lecz Ja jako ten sam Bóg krzyczę do was, abyście uczyli się od źrenicy widzieć wszystko oprócz siebie! Uczcie się!
Dlaczego mając mnie za Boga uważacie się za najlepszych? Ponieważ jestem najmiłosierniejszym z Bogów? Tak więc, czy to Ja uczę was nienawiści do pogan i do odstępców. To ja nauczyłem was nawracania ich, upuszczając ich ludzkiej krwi?
Tak, niestety tak.
Pamiętajcie, że kto w cudzym cieniu siedzi sam cienia nie daje. Spod mojego cienia nigdy nie rzucicie własnego. Tak jakbyście nie istnieli, nie żyli, a tylko...tylko egzystowali. Jeśli nie posiadacie cienia, nie jesteście suwerenni. Waszą wolność dzierżę Ja, i nigdy jej nie odzyskacie, jako, że brak wam heroizmu, zdolności do podniesienia oręża i stoczenia bitwy.
Życie to walka, ale biją się tylko odważni, reszta nie podnosi oręża, godząc się na wszystko za pozostawienie w spokoju. Wojna ze mną nigdy nie kończy się wygraną. Możecie odnieść kilka istotnych zwycięstw, ale w końcu musicie skapitulować. „Śmierć weszła na świat przez zawiść diabła”, a diabeł jest moim wytworem.
Ci którzy nie walczą, muszą iść na kompromis ze złem, a wiara we mnie ma im w tym pomóc. Przestrzeganie trwałych zasad bycia człowiekiem, bez przymierza ze złem prowadzi do cierpienia, a nawet bezlitosnej samotności. Ale z drugiej strony „niczego nie można dokonać bez samotności”, jak mawiał Picasso.
Wszyscy nim umrą muszą zaznać bezbrzeżnej samotności. To ona podwaja fizyczny ból i pogłębia depresję. Jedynym co może ocalić to Bóg i nie muszę to być Ja. Szukajcie Boga w sobie; on jest tylko tam.
Spoglądam na nią i wiem już, że niczego z nią nie mogę uczynić. Ta wspaniała istota znajduje w sobie siłę i wówczas wierzy, że los, jakkolwiek ją udręcza jest tylko chwilowym mściwcem, jakiego można okiełznać i sprzymierzyć. A kiedy opuszczają ją siły, stwierdza, że los ubrał się w szaty kpiarza równie kpiarskim tonem. Siła jednak nie pozostawia jej znieczulonej, tak więc koi tęsknotę za utraconym skarbem, wchodząc i idąc niewłaściwą drogą, podczas kiedy On; człowiek zdeterminowany w stosunku do niej, wyczerpuje ostatni czar, aby temu zapobiec.
Uwikłałem tych ludzi w paradoks, a paradoks jest o tyle bardziej absurdalny, iż oboje po przebytej wspólnie drodze, wierzą w jedną prawdę. Wierzą w prawdę, która brzmi, że są dla siebie najbardziej odpowiednimi istotami. Jednak druga prawda mówi, iż serce ma swoje racje, których rozum nie zna.
Chociaż wszystko co jest związane z palpitacją mięśnia sercowego, zaczyna się od spojrzenia w twarz, rozum w takich okolicznościach pozostaje tylko architektem. Oczy decydują za nas i widząc drugiego człowieka, architekt poczyna projektować, angażując coraz większą liczbę udziałowców; i rozum, pragnienia, emocje jak i wszystkie te przeróżne hormony stawiają olbrzymią budowlę. Gmach jest piękny, i zakochujemy się w nim, zapominając, iż to mauzoleum naszych pragnień, a nie rzeczywisty wizerunek. Przypisujemy ukochanej osobie cechy, których nie posiada i kiedy już ten wytwór pokryje farba, do drzwi puka serce i wprowadza się, kładąc na wygodnej sofie.
Wierzymy w bezpieczeństwo tego miejsca tak jak wierzymy, że stało się naszą własnością i jest to wiara tak potężna, jak potężna jest wiara ludzi, że Ja jestem ich Bogiem.
Rozgoszczone wygodnie serce w domku z marzeń jest największym tyranem, niczym strażnik na wieży, który zasnął uspokojony potęgą murów obronnych. Ale wróg nie śpi, a element zaskoczenia jest okrutnym sojusznikiem. Wprowadzenie się do serca ukochanej osoby usypia, tak jak solidność murów obronnych, gdyż człowiek kochający wierzy bezkompromisowo w to, że jest tak samo kochany.
Bezpieczna przystań jest dla kochanków największym tyranem. Najpierw pozbawia czujności, następnie nudzi, a później usypia.
Kiedy śpią oboje nie dostrzegają niczego, a los jak za pstryknięciem palcami zabiera im wszystko; radość, energię, a w końcu miłość, zamieniając to w nawyk.
Jeśli zaśnie tylko jedno, drugie to bardziej pracowite, w końcu wpadnie we wściekłość. Brak adoracji zmusi do rozglądania się, za witalnością życia i tak oto śpiący strażnik wpuszcza na mury wroga, który zresztą wchodzi uchylonymi drzwiami.
Aby nie uśpić miłości trzeba być w gotowości. Musicie pracować i jeszcze raz pracować. Podróż okrętem przez ocean pełen sztormów jedna załogę, która wspólnymi siłami stara się przeprowadzić statek na inne wody. Wspólne pokonywanie przeciwności jest awangardą związku. Z nikim nie poczujesz się tak blisko jak z kimś z kim dzierżysz ster swej łodzi i wspólnie kursu trzymacie, obmywani strugami lodowatych fal i przenikliwym powiewem północnego wiatru.
Przykro wam to mówić, ale kiedy nie jesteście zdolni przejść wspólnie niebezpieczeństwa, przeciwności losu i wytrzymywać bólu. Jeśli wspólnie nie staniecie przeciwko chcącym napaść na wasze mauzoleum miłości, nie obronicie tej budowli. Miłość nie polega na zaśnięciu razem, ale na wspólnej podróży poprzez koleje niepowodzeń i wypaczenia domysłów i nic, ale to nic nie może zachwiać fundamentami waszej budowli. Jeśli nigdy nie walczyliście razem, to nigdy nie sprawdziliście się w kochaniu. Jeśli stawiasz chatkę w bezwietrznej dolinie i jest ona trwała, odpowiedz jak ta chatka wytrzyma wiatr gór?
Jeśli posiadacie jacht, który znakomicie sprawuje się na jeziorze, powiedz jak on się spisze na morzu?
Szczere uczucie opiera się na więzi emocjonalnej, a tą trzeba zbudować z najsolidniejszego marmuru. Miłość może być wyzbyta przyjaźni, ale przyjaźń musi mieć w sobie miłość. Najlepsza forma miłości rodzi się z zaufania i wyrasta na możności polegania na sobie. Jeśli nie śpicie, ale podróżujecie pokonując wszelkie przeszkody, zaufanie kwitnie, a wsparcie, które daje kochana osoba uszlachetnia wasze uczucie i uczy was umiejętności walki o nie. Musicie być razem i dalej pójść razem. Musicie patrzeć na siebie spojrzeniem, w którym jest nadzieja tego, co pragniecie najlepszego sobie podarować, a nie tego o co siebie podejrzewacie.
Nauczcie się walczyć przy boku, a nie być razem.
Usiądź i pomyśl nad swym cierpieniem wynikającym bądź co bądź z głupoty, a owa głupota jest dzieckiem przywiązania. Nawyku, który filozofowie i pisarze zabijali. Szekspir był mistrzem wagi ciężkiej mordowania spowszednienia. Myślicie, że dlaczego geniusz komediodramatu uśmiercił nastolatków? No dalej, dlaczego? Zabił ich bez krzty wahania, aby ich miłość nie spowszedniała, aby nie wdarła się w okowy ich gmachu codzienność. Wystawił epitafium ich uczuciu póki posiadało ów szał zauroczenia. Nie mógł pozwolić, aby zaszli dalej na związku bez solidnych fundamentów i obarczyć przyzwyczajeniem, które zakopuje miłość żywcem.
William nie potrafił pisać o braku pieniędzy pod koniec miesiąca, bądź migrenie kobiety przed nadchodzącą nocą.
Większość nie dostrzega tego stadia i kiedy nuda puka do drzwi, sięgają po ersatze; nawet kiedy związek jest dobry, biologia torturuje go bezlitośnie, a sprzedawany obraz w telewizji przyczynia się do kolejnej zazdrości. Głupcy wierzą, że obraz uczucia implikowany za pomocą anteny jest wiarygodny i obarczają partnera za brak tego samego filmu w swym życiu. Nie pracują, tylko marzą i cierpią z powodu niedoścignienia tych marzeń. A wystarczy być niestrudzonym w związku i podnosić poprzeczkę coraz wyżej. Nie siadać, ale pracować. Ciężko, ciężko pracować.
W kochaniu nie jesteście nikim innym jak robotnikami; wspólna praca jest gwarancją sukcesu i więzi. Pomyśl jak harowałbyś wiosłując galeonem, gdyby twój partner się obijał. Po chwili byś się zmęczył, a następnie zrezygnował z takiego lenia, bądź zamienił go, albo przy następnej podróży po prostu nie wziął ze sobą.
Dobra współpraca owocuje kolejnymi podróżami. Mistrz tenisa, grając w debla, chce równie świetnego gracza jako partnera. I obaj muszą ciężko pracować, aby siebie nie zawieść, gdyż to owocuje rozstaniem. To metafory, ale nic bardziej nie obrazuje sytuacji jak odpowiednia metafora.
Wiem, wiem, krzyczycie, że miłość to coś znakomitszego niż wiosłowanie, czy też gra w tenisa, albo przemierzanie oceanu. I macie rację. To co innego, ale zarówno w wiosłowaniu, jak i w grze, oraz walczeniu ze sztormem, i tak jak w kochaniu, jesteśmy częścią drużyny, a drużyna przetrwa tylko wówczas, kiedy będzie widać wyniki, a one pojawią się jedynie poprzez ciężką pracę, każdego z osobna i wszystkich razem.
A propos: galeon, na którego pokładzie dwójka galerników jest leniami nigdzie nie dopłynie, a w końcu czeka go dno.
Najbardziej dziwi mnie to, że tak bardzo cierpicie z powodu zburzenia waszego domku. No bo jeśli stawiacie budowlę, ten pieprzony domek w dolinie, którego nic nie burzy przez kilka lat, a w końcu powieje wiatr i zniszczy ten domek, to czyż ta budowla, co okazała się tak krucha była warta życia w niej?
Ja wam powiadam, że nie, bowiem mimo waszego cierpienia wierzę, że marzeniem każdego z was jest żyć w sanktuarium, którego nie zniszczy nic; ani wiatr, ani huragan, ani trzęsienie ziemi.
Wierzę, że marzycie o domu, którego ostoją jest wiara w jego solidność.
Powiadam, nie cierpcie z powodu zburzonej chatki. Jeśli coś ją potrafiło zburzyć, nie była warta waszego wysiłku.
Bywa też tak, że chatki nic jeszcze nie zniszczyło, ale wy co jakiś czas wstawiacie na nowo okna, łatacie dziury i pokrywacie nową emalią. Naprawiacie szkody, które sami jej wyrządzacie i czy na tym ma polegać wasze życie? Na wiecznym reperowaniu? A nawet jeśli przeprowadzicie remont generalny i chatka uzyska ściany z solidniejszego materiału, a dach pokryjecie blachą, to w końcu ponownie powybijacie okna, wywiercicie dziury i zedrzecie farbę. I znów wielkie sprzątanie. Dom jednak nie będzie już taki piękny i nawet po kolejnym remoncie, jego mury będą nosić znamiona zniszczenia.
Współpracujcie i zawsze bądźcie w pogotowiu. Nauczcie się mieszkać i dbać o swoje mauzoleum miłości. Jeśli mieszka w nim dewastator, opuść te mury, bowiem to nie to, czego pragniesz. W najgorszej dla ciebie chwili, kiedy sanktuarium będzie jedynym schronieniem, a zło przyczai się za progiem, okaże się, że fasady murów są już tak wyniszczone, iż każdy nieprzyjaciel dostanie się do środka jednym kopniakiem.

„Widziałem Pana stojącego nad ołtarzem i On rzekł;- uderz w głowicę i niech
zadrżą wiązania dachu i niech spadną na głowy wszystkich!
Pozabijam mieczem pozostałych, nie umknie z nich żaden, co ucieka, ani nie
Ocaleje z nich żaden co się ratuje.
Gdyby udali się do Szeolu, stamtąd ręka moja ich weźmie, gdyby wstąpili do
Nieba, stamtąd ich ściągnę; gdyby schowali się na górze Karmelu i tam ich
Znajdę i chwycę.
Gdyby się skryli przed mymi oczami w głębokościach morza i tam nakażę
Wężowi, aby ich ukąsił. Gdyby poszli w niewolę przed swymi wrogami i tam
Nakażę mieczowi by ich pozabijał.
Skieruję oczy moje na nich, ale dla niedoli, a nie ich dobra.”
Stary Testament. Księga Amosa r.9 wers 1-5


Uczyniłem, abyście się odnaleźli, z tą tęsknotą, którą tylko Ja widzę i którą tylko Ja ukoję, kiedy tylko ujrzę wasze łzy.
Czasem kiedy mam przypływ tkliwości zmuszam samego siebie, aby naczerpać z szali łaski i zrobić coś dobrego; coś bezgranicznie dobrego...

„Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie,
a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!”
Księga Mądrości Syracha R .2,w 4


 

...Coś dobrego

...Coś dobrego

„Ha, wszystko zniosę! Musi być w mych piersiach
Gołębie serce, musi nie być żółci,
Zdolnej goryczą, krzywdy me zaprawić,
Albo od dawna już bym kruków stada
Tego nędznika utuczył resztkami.
Krwawy, bezwstydny podlcze, bez sumienia,
Zdradny, nierządny, wyrodny nędzarzu!”

W. Szekspir: Hamlet

Przyjmę ją całą, z moją tęsknotą, i każde cierpienie mi zadane wybaczę. Jej dotyk ukołysze mą wściekłość i ból, a dłonie pomogą dźwigać nasz los, tak głupi i okrutny, fatum zwichniętego Boga, co patrzy stamtąd, a nigdy nie wyciąga dłoni. Jeśli nie pomagasz, powiadam Ci- jeśli nie pomagasz to odstąp od nas i pójdź własną drogą, bowiem tak jak i Ja nie czynię ci szkody, tak i ty wyzbądź się gniewu i pozostaw nas w pokoju.
Szukam jej wzroku Panie, co wart jest tysiąca modlitw i nie znajduję nic ponad to, co miałoby wartość mistyczną równie piękną jak jej spojrzenie.


„Mogłaś pogwałcić owoc zakazany
I święty! Jakiż fałsz przeklęty Wroga,
Którego nie znam jeszcze, musiał zwieść cię,
A mnie wraz z tobą zniszczył, bowiem z tobą
Umrzeć chcę. Jakże bez ciebie żyć mogę?”

J. Milton: Raj utracony


Jeśli mnie przyjąć nie chcesz, oddaj to co moje z duszy wyrwałaś; a jeśli zwodzisz mnie po bezdrożasz ukaż tęczę, bowiem deszcz już zniosłem. Uczysz cierpliwości, me serce łapczywe, albo przy pomocy zapomnienia chcesz zabić to co w nas żyło, kiedy wędrowaliśmy przez park.
Zakwitło piękne kwiecie, które zbrukaliśmy po trudach nikłej próby, jako zbrodniarze i nikczemnicy postępują. I albo jesteśmy ignorantami, niedowidzącymi pokwitania wspaniałości, albo tez głupcami ślepymi zarazem jak i tchórzliwymi.


Spowite zielenią wszystko było.
Tam, gdzie enklawa jest boskości:
W gęstwinie roślin coś się skryło,
Dając Jej i mi, ogrom radości.

Ziemia święta naszych wędrówek.
Gdzieś tam, gdzieś tam, w upalnie dnie.
Szlak ślimaków i maszerujących mrówek,
A Ona wciąż miłości mówi – nie!

Wspominam szczęście i ostatnią sprzeczkę;
Moje myśli i drzewa tak bałamutne.
Ona rzuciwszy kamień w rzeczkę,
Leczyła spojrzeniem me oblicze smutne.

Tkwiłem przy najgorszym myślami,
I Ona tak piękna jak kwiat lotosu.
Oboje idąc przez życie marzeniami,
Uwikłaliśmy siebie w ciernie losu.

Jak los tobie, tak Ty czyń losowi-
Pisał geniusz komediodramatu.
Na przekór zrób podłemu kupidynowi-
Nie oddając swego serca katu.


Pozwól mi się odnaleźć, a kiedy uczynię krok ku tobie, bądź tam jako czuwająca nad dystansem, i bądź też przy mnie jako kochająca bez opamiętania. Gdybyśmy tchórzami się poczęli jakże łatwo byłoby uciec, a jeśli głupców matka mogłaby z nas spłodzić, jak mało byśmy rozumieli. Dlaczego więc natura wydała na świat dzieci takie jak my, które ni zignorować nie mogą, ani zapomnieć bez utraty części własnej duszy. Pozostaje nam okłamywać siebie samych i ubierać w szaty stagnacji, tak jakby przeczekanie miało prowadzić do zwycięstwa.
Skąd owa zmora okrutna, gdzie tęsknota się rodzi, ta chimera co zżera spokój, aby poprzez tortury zmusić do goryczy i zadumy. Potwór o paszczy bezlitosnej, jakiego ni snem, ni gonitwą marzycielskich uniesień nie można uśpić. Nie pozostaje nam nic innego jak wziąć wroga w objęcia, bowiem pokonać nie jest możliwością.
I gdybym Faustem miał się stać, a ów magii mistrz, Mefisto, zdolny elokwent i wszechmocny łotr, chciałby pomóc i rzekłby...


„Niebo już w gwiazdach zapłonęło;
teraz usłyszysz arcydzieło
moralistyczną serenadkę
to oczaruje twą dzierlatkę.”

Goethe: Faust


...splunąłbym do stóp naciągacza, bowiem inną jest rzeczą posiadać, a inną iść razem.
Bądźcie przy mnie jako Bogowie, ale sadźcie mnie jako ludzie; nie pomocy i łaski potrzebuję, ale waszych łez, bo płacz Boga pozwoli mi wierzyć, że jestem coś wart.
Tak samo jak i jej pomocy i łaski nie szukam, lecz jej wzroku. Zatrzymaj się i spójrz jak daleko odeszliśmy od tamtych dni.
Czasami znajduję w sobie siłę, jednak ta siła wynika z bólu, a ból jest dzieckiem braku ciebie.
I mógłbym się spodziewać wszystkiego; wyrzutów sumienia, wściekłości, zemsty zbrukanej krwią stojących mi na drodze, a dostałem potomstwo tak szlachetne i wyzbyte gniewu. Tak jakby każda przeciwność, powodowała, iż stawałem prosto, bez strachu, ze spojrzeniem pewnym, naprzeciw tego co wybiegnie z za rogu, by mnie pożreć. I im groźniejszy przeciwnik, tym większy to wywoływało we mnie spokój. Opanowanie zimne jak stal.
A idę za tobą gdyż pielgrzymem jestem. Wiele królestw ziemi zwiedziłem, w wielu przybytkach uczucia jam gościł. Idę, Hekatę, ścigając, co magom patronuje: daj boginko księżyca, czar ostatni, co uwolni ją od uroku złego, a mnie uczyni szczęśliwym. Nawet szczęścia za żonę pojąć nie chcę, aby tylko ona- ta co ją ścigam jak oszalały- podała swą dłoń i dalej pójść ze mną tylko chciała.
I wierzę czasem w możność zwyciężenia kupidyna przeszłości, posłańca idioty złośliwego, a kiedy myśl ta cieszyć mnie zaczyna, przychodzi, któryś z Was i zrzuca smutku okowy:


„Śpij nędzny głupcze, bezwstydny, ciekawy!
Za coś lepszego wziąłem cię; co robić?
Widzisz, że szkodzi gorliwości zbytek.-
Rąk nie załamuj, uspokój się, usiądź,
Bo chcę ci złamać serce, a potrafię,
Jeśli jak inne z gliny ulepione,
Przyzwyczajeniem grzesznym nie stwardniało,
I nie zamknięte wszelkiemu uczuciu.”

W. Szekspir: Hamlet


Podły jesteś, więc łam serce, a ja pod tobą się nie ugnę. Jestem tu jako młody Bóg co umiera stojąc i bez łez, a Wy nie oczekujcie ode mnie uniżenia, gdyż wojownikiem jestem przeciw Wam, bowiem to Wy wyzwaliście mnie na pojedynek.
I albo Tartuffami jesteście, owymi świętoszkami Moliera, symbolem obłudy religijnej, co prześcigają się w zmuszeniu mnie do karku ugięcia, albo nieudacznikami, co z gliny lepiąc szmirę stworzyli.
Jak Zeus Pandorę zesłał, tak Wy nie chcąc w tyle pozostać, Ją mi podsunęliście, wiedząc, iż poruszy mą duszę wdziękiem rozumu i uroku powabem. Mało tego- powiadam wam- mało, łotry lubieżne, co dając owoc, jeść zabraniacie.

„A więc kim jesteś Ty?
Tej siły cząstką drobną-
Co zawsze złego chce
I zawsze sprawia dobro?”
Goethe: Faust

Tak więc ofiarą zemsty waszej się zdałem. Niczym serce proroczego Boga, jakim wicher potrząsa, przebite grotem kupidyna, mszczącego się za lekceważenie. I czyż oboje mamy, poprzez waszą igraszkę przypomnieć los Apolla i Dafne?
Jeśli na próbę mnie wystawiacie, porzućcie wszelkie trudy sprzeniewierzenia; z kamienia jestem, a im dotkliwiej mnie doświadczacie tym więcej serca w kamień się zmienia.

„chciał więcej mówić, ale przerażona
Już w dal pierzchnęła, jego zostawiając
Z nie dokończoną mową. Także wtedy
Była prześliczna: wiatr obnażał ciało,
Rozwiana szata łopotała za nią,
W lotnym się tchnieniu strumieniły włosy,
W ucieczce wzmogła się piękność...”
Owidiusz: Przemiany.

Wy, to stwarzacie Cheruba z granitu, co siła i honor ostoją są jego. Uczcie się, mówię, wam od Buddy niepokonanego wroga brać w objęcia, albo od Merlina zapomnienia czaru.
Pojedynki staczając, kunszt mój doskonalicie, a kiedy czcić was przestanę to nie z braku wiary, lecz z nienawiści do okrutników. Gniewnych pomijam, a gniewnych Bogów opuszczam.
Nie ja jako człowiek, ale Wy jako Bogowie przekonać mnie do siebie musicie. Nie Wy we mnie, lecz ja w Was winieniem wierzyć- tak więc powiedzcie mi, kto w staraniach ostać powinien?

„kto naturę przejrzał wprzód,
ten uwierzy, ujrzy cud.”
Goethe „Faust”

Zaloguj się