Definicja

....................................................................

....................................................................

-Definicja miłości?...to jest jak laleczka barbie. Jesteś nią zachwycona. Później jednak wyrastasz z niej. I co robisz? Rzucasz laleczkę w kąt. Pozostaje jedynie sentyment, gdy od czasu do czasu na nią spojrzysz.
-I to wszystko?
-Laleczka przestała być atrakcyjna. Spoczywa w zapomnieniu, a ty rozglądasz się za nową zabawką. Nie musi być ładniejsza. Ważne, że to cos nowego. Ale spokojnie...ona także się znudzi, zniszczy, bądź z niej wyrośniesz
-Bardzo smutna koncepcja miłości.
-Smutna?...To najłagodniejsza wersja tragedii jaka może przytrafić się laleczce.
-Interesujące.
-Słuchaj. Kupiłam kiedyś rower. Zajebisty rower. Nigdy nie pozwalałam na nim usiąść. Minął rok i pożyczałam go każdej koleżance.
-Z mężczyznami postępujesz tak samo?
-Dokładnie.
-Czy nie jest to trochę niesmaczne?
-Dlaczego? Powiedz jaką przyjemność sprawia posiadanie świetnego faceta, jeśli nikt nie wie o jego świetności? Powierzchowne jest chwalenie kochanka przed przyjaciółkami, jeżeli one nie maja pojęcia o czym mówię...więc je uświadamiam Pożyczam im swego mężczyznę i dopiero wtedy stają się pełne zazdrości. To przyjemniejsze, aniżeli sceptyczne pomruki z ich strony.
-To zawsze działa?
-Jeżeli facet jest naprawdę świetny, to tak. Smakują tego skarbu, a później robią różne akrobatyczne sztuczki, aby go zdobyć. Niestety...skarb jest mój. Może pieprzyć moje przyjaciółki i prawić im komplementy. Może wiedzieć, że to ja go sprzedaję. Nie zmienia to jednak faktu, że mnie kocha.
-I w tym miejscu jesteś górą?
-Istotnie. One są nim zafascynowane, a to napawa moja próżność. Czuję się dumna i góruję nad nimi. Jeżeli chcą mojego mężczyznę, muszą najpierw przyjść do mnie...czy to nie wspaniałe uczucie?
-Nie wiem. Ty mi powiedz.
-Facet to samochód. Pieprzony jaguar. Ty jesteś jego właścicielką. Masz kilka przyjaciółek, które posiadają prawo jazdy. Co robią. Starają się przejechać tą sportową limuzyną. Jest jednak problem. Limuzyna jest twoja. Jedynie co możesz zrobić to wynająć im ją na parę godzin. Płacą wielką cenę za to, a ty decydujesz o jej atrakcyjności.
-W jaki sposób?
-Słuchaj. Jeśli jedna z nich ostatni cię wkurwiła, to wynajmując jej jaguara, wykręcasz poduszki powietrzne. Jak za szybko pojedzie, to będzie posiniaczona. Możesz tez rozpieprzyć zderzaki. Wstrząs mózgu murowany.
-A jak to wygląda na tle mężczyzny?
-Nie wiem...to zależy od tego co kto lubi. Jeżeli któraś preferuje faceta dokładnie ogolonego, każesz mu się nie golić. Jeśli toleruje tylko łagodny zapach mięty z jego ust., nakazujesz mu palić dwie paczki krajowych papierosów dziennie. Bez żadnych bzdur o gumach anyżowych.
-Czy to nie szkodzi jego atrakcyjności?
-Reszta jego walorów jest nieodparta. Tamte sztuczki należy stosować z umiarem, tak aby przymioty górowały nad wadami. Przecież mimo wgniecionych zderzaków wsiądziesz do jaguara?
-Manipulacja wyrachowanej kobiety?
-O to nam chyba wszystkim chodzi, nie?
-A co na to twój mężczyzna?
-On jest jak nierozgrywalna partia szachów. Wykonujesz posunięcia, ale zawsze z tym samym skutkiem.
-Cóż. Kochasz go.
-Jasne. Jasne, że kocham. Kocham tak jak niegdyś barbie, moją laleczkę
-Co przytrafiło się barbie?
-Wpadła pod koła kilkunastotonowej ciężarówki.
-...Ups...
-Został z niej tylko bucik.
-Myślisz, że Vincent podzieli los barbie?
-Myślę, że on skończy bardziej drastycznie...zginie z własnej ręki...to desperat.
 

....................................................................

....................................................................

Tarot rozłożony.
O co chodzi? Mam na myśli zbrodnię. To, że ona; Femme jest pewna, że wyciągnę wielkiego asa. Skąd niby to wie? Otóż zaplanowała to sobie. Ma zamiar doprowadzić mnie do stanu krańcowego wyczerpania i sprawić, że powiem z uśmiechem dość i wywalę sobie kulkę w tył głowy.
Niby pięknie, tylko w jaki sposób ona tego chce dokonać?
-Vincent mnie kocha. Wiem to. Jest szlachetny i kocha szlachetną miłością, a szlachetność ta sprawia, że poszedłby za mną aż do piekła.- powiedziała posyłając mi podstępny uśmiech kobiety szczycącej się uczciwością, lecz grającej role markierantki. Może i miała rację. Może i poszedłbym za nią do piekła, tyle, że ja nie znosiłem podziemi.
-Wiesz...gdybym pisał kontynuację Szekspirowskiego Makbeta, dostałabyś rolę Lady Makbet. - powiedziałem z premedytacją, wpatrując się w jej zielone, obłudne jak nigdy dotąd oczęta
-Napisz.- nadal się uśmiechała- Chętnie ujrzę się w roli nadwornej damy.
-Jakiej damy?- zakpiłem- To sekutnica. Szelma godna potępienia.
-Och, kochanie. Nie chcę, abyś mnie potępiał.- udała urażoną, co tylko ja mogłem rozróżnić- Bądź Sofoklesem i daj mi rolę Antygony, a przysięgam, że pochowam cię w grobie.
I uczyniła ze mnie Polinejkesa; nieszczęśnika, którego kochała siostrzana miłością.
Ale to wszystko bzdura. Blagier wysnuty w jej cynicznym umyśle. Fikcja, którą starała się oczarować inteligentnie wyglądającą reporterkę krajowego brukowca i całą rzeszę czytelników różnej maści.
Grała role kobiety niezależnej i wręcz za silnej jak na swoje potrzeby. Wyrachowanej i panującej nad wszystkim co stworzyła dla złudzenia wszystkich, którzy jej nie znali.
A ona przecież nie miała nawet przyjaciółek, z którymi mogłaby mnie dzielić. Poza tym znam ja i wiem, że gdybym dopuścił się wiarołomstwa, kupiłaby pistolet i naszpikowałaby mnie kilogramami ołowiu.
Może niekiedy błądziła, ale z pewnością była nader stanowcza, by pozwolić na jakiś burdel w swoim związku.
-A co ty na to, Vincencie?- odezwały się do mnie karmazynowe usta dziennikarki.- Co sądzisz o przyjaciółkach Marty i o całym tym interesie?
-Nie wiem.- wzruszyłem ramionami nalewając jednocześnie wódki do literatki, w której był już sok i lód- zaprzyjaźnijcie się. Im więcej przyjaciółek ma Femme tym lepiej dla mnie.
Reporterka wyglądała na wyrachowaną kobietę, która widocznie z nie jednego pieca chleb jadła i dlatego na jej twarzy nie była ani krzty żenady, czy też niesmaku. Poza tym pisała dla pisma erotycznego i chodziło jej o całą nieprzyzwoitość między mną, a Femme.
A Femme?
Wypadła ze swej roli, ale tylko na moment, po czym ponownie przybrała swą niewzruszoną, ekscentryczną pozę.
Zapaliła mentolowego papierosa, którym poczęstowała ją dziennikarka i obie uśmiechnęły się do siebie.
To o ile pamiętam było w „Śmierć Frajerom” Puzo. Ktoś tam powiedział, że wszystko zaczyna się i kończy na cipie. Że cipa to jedyna rzecz dla której warto żyć Wszystko inne to fałsz, obłuda po prostu gówno.
Czy się z tym zgadzałem?
Nie wiem, czuje jednak aprobatę dla tych słów, kiedy patrzę na te dwie pociągające kobiety, które rozłożone w głębokich fotelach, chichoczą do siebie, ukradkiem na mnie spoglądając.
-Vincent jest przebiegły.- powiedziała wzdychając- nigdy nie zrobi niczego, co sprawiłoby aby sobą pogardzał. Wiesz...wiele kobiet chce mu się oddać. Wiele tych pięknych kobiet. Są szmatami, ale co z tego. On jednak pogardza panienkami, które można pchnąć po dniu znajomości. Są piękne, ale on musi być uczciwy wobec samego siebie. Nigdy nie traci głowy dla byle cipy. - teraz kiwnęła na mnie palcem.- Vincencie, kochanie. Zrób nam drinka.- i uśmiechnęła się słodko, aby zmusić mnie do wstania.- Jest przebiegły, dlatego romansuje z kobietami, które mają choć trochę wartości. Możesz być ładna, ale musisz go oczarować. Albo też po prostu widywać się z nim.-podałem im drinki.- dziękuję kochanie. I nie chodzi o coś takiego jak romantyzm. Nie...on to robi dla samego siebie. To mu pochlebia. Jeśli tobą nie pogardza to zaciągnie cię do łóżka, albo da się zaciągnąć. To łajdak.
-Amator intelektualistek?- wyniosła konkluzję, lecz Marta sprostowała.
-Nie musisz być intelektualistką. Ważne, abyś nie dała mu się zerżnąć na pierwszej randce.
Co mogę powiedzieć? Femme zrobiła ze mnie pedanta drugiej randki. Przepisała receptę na zaciągnięcie mnie do łóżka.
Niekiedy naprawdę przekonany jestem do tego, iż to ona powinna pisać książki. W fikcji jest całkiem niezła, niekiedy wprost niewiarygodna.
-To wszystko jest jednak wciąż niebezpieczne.- ponowiła- No wiesz...cała ta koncepcja drugiej randki. Jeśli go po tym wkurwisz to powie ci wprost, że jesteś kurwą.- łyknęła martini.- A jak oddasz mu się na trzeciej randce i go wkurwisz, to nic nie powie, ale i tak poczujesz się jak kurwa.
-Więc uważasz, że trzeba wyczuć odpowiedni moment?
-Jasne.- zaaprobowała- Słuchaj...wyczucie odpowiedniego momentu, to gwarancja sukcesu.- Femme podała jej ciasteczka, a ona chwytając je delikatnie między długie palce, uniosła do warg, a one zatopiły się w apetycznej bitej śmietanie
-chcesz wiedzieć jak poszłam z Vincentem pierwszy raz do łóżka?- spojrzały po sobie, a tamta przytaknęła, dławiąc się niemal rarytasem.- to było mroźnego wieczoru.- urwała pociągając lekko nosem.- Zaprosił mnie na kawę.- uśmiechnęła się do siebie- facet i kawa, pomyślałam. Ale cóż. Warto iść, mimo tego całego blefu z kawą...i dopiero później zorientowałam się, że to nałogowy konsument kawy.- spoważniała- No i poszłam na ta kawę około osiemnastej. I rzeczywiście poczęstował mnie kawą. Smaczną kawą. Myślę, cóż; na razie mnie zaskakuje. Wypił dwie w czasie mojej jednej i kiedy sądząc, że zabawa skończy się blisko dwudziestej, on usiadł na łóżku i przytulił mnie plecami do siebie. To było nasze szóste spotkanie, a kawa przedłużyła się do rana.
Kochana Femme.
Przynajmniej nie skłamała. To było naprawdę mroźnego wieczoru i naprawdę zaprosiłem ją tylko na kawę, a to co się później wydarzyło, to nie moja wina.
-Czy był to wspaniały seks?
-Nie było seksu.- odparła spokojnie.- robiliśmy to po francusku.
Reporterka była zachwycona, a ja byłem pewien jednego; trzeba było zahamować ekscentryczną, pełna wigoru szczerość Femme, gdyż inaczej stanę się bohaterem satyrycznej pornografii, w krajowym szmatławcu. Miałem przynajmniej na tyle przyzwoitości, aby użalać się nad swą reputacją.
-Paryż to piękne miasto.- odezwałem się, zapalając papierosa.- Nigdy nie byłem w Paryżu, a pani?
-Nie. Nie byłam.- posłała mi wdzięczne spojrzenie.
-Może kiedyś los sprawi, że wybierzemy się we troje do Paryża.- zaciągnąłem się.- Na razie jednak mam dosyć Francji i wszystkiego co francuskie.- było to wystarczająco wymowne, aby obie zrozumiały, tym bardziej Marta.
Uśmiechnęła się przepraszająco i ponownie mnie zignorowała.
-Co myślisz o emancypacji kobiet?
-Boże.- oburzyła się Femme- Feministki.- drgnęła w udawanym afekcie- To głupie cipy.- teraz podała kolejne martini kobiecie w fotelu.- Te damulki dążąc do emancypacji, pozbawiają siebie władzy. Taki ruch wyzwolenia kobiet...co to niby kurwa jest?
Te fanatyczki można równie dobrze nazwać wielbicielkami wibratorów. Dlaczego?- spojrzała pytająco na reporterkę- A choćby dlatego, że prawdziwa feministka, taka zagorzała emancypantka, traktuje faceta jako śmiertelnego wroga, a przecież ascetka seksualną nie jest.- zamykając barek na powrót rozłożyła się w swoim fotelu.- Ale słuchaj. Feminizm ma doprowadzić nas do większej władzy i uciec spod tyrani mężczyzn. Nic bardziej absurdalnego i samo destrukcyjnego- poprawiła swe złociste włosy.- faceci w większości rządzą wielkimi korporacjami, robią lepsze filmy, jest ich więcej jako polityków. Częściej stają się laureatami nagroda Nobla, itd. To prawda. Faceci w większości górują nad nami. A dlaczego? Są do tego bardziej uwarunkowani fizycznie. W sporcie. Intelektualnie Wykorzystują większy potencjał mózgowy, albowiem średnio ich mózg wazy o sto pięćdziesiąt gram więcej. Mają więcej szarych komórek. To nie jest przypadek. Natura to doskonale zaplanowała. Zaprogramowała mężczyzn do tego, aby byli zdolni do ciągłej rywalizacji. Prowadzą wojny. Wszczynają bójki o kobiety. Piszą wielkie dzieła literackie. Faktem jest, że Homer nie był kobieta, czy też Newton. W dziełach tych wynoszą kobiety na piedestał. Życie samców to ciągła rywalizacja i pragnienie imponowania samicom. A my? My nie mamy na tyle siły, ani inteligencji. My po prostu stoimy ponad tym wszystkim, sprawując całkowitą kontrolę. Oni rządzą sprawami materialnymi. Popadają w depresję starając się pojąć sens świata i napisać o tym. Zajmują się tym co tyczy się rzeczywistości. My natomiast rządzimy nimi. Gramy odwieczna rolę Bogów.
-Twierdzisz więc, że feminizm jest dyskredytowaniem naszej boskości?
-Dokładnie. Feministki zaprzeczają władzy, do której dążą. To zidiociałe, zakompleksione panienki, które nie potrafią dostrzec swej wyższości nad sprawami, nad którymi wykrwawiają się mężczyźni
Oto cała Femme.
Zaskakująca dziewczyna. Często udaje grubiańską oponentkę, aby zaraz znokautować zmysłową błyskotliwością i godną podziwu elokwencją.
Niby taka sobie. Bystra, nie mająca zdania na każdy temat, a kiedy naprawdę chce, potrafi stworzyć logiczną i trafną teorię. Kunszt godny podziwu, co z zaszczytem czynię.
-Co z mężczyznami?- zapytała reporterka.- Co byś zmieniła w swoim kochanku?
-Vincent jest świetny.- rozchyliła usta w żartobliwej kontorsji.- Jest rezolutnym pisarzem bez uprzedzeń, a często dziwi się, kiedy całuję jego Indianina na prawym ramieniu.- teraz zachichotała.- wiesz...sądzę, że on jest po prostu zazdrosny.
-Zazdrosny o tatuaż?- dziennikarka podzielała ubaw Marty.
-Tak. Chyba tak. Ale nie jest idiotą i to w nim uwielbiam. Vincent jest uzależnieniem mądrości życiowej; bądź sympatyczny, ale jeśli ktoś napluje ci w kaszę, to zabij go w jednej chwili. I ta cześć ciebie może być bestią. Ma doskonały instynkt przetrwania. Mimo, iż nie zawsze ma taka chęć, to wzbudza w ludziach szacunek. Zawsze gada, że jest dobrym człowiekiem i tak jest w rzeczywistości, ale to napawa jego próżność. Nie lubi ludzi, ale nigdy nie odmówi pomocy kobiecie lub dziecku. To tez pieszczota jego próżności, ale co z tego? Niekiedy jest boleśnie nonszalancki, ale nie można go nie lubić. Interesuje się wszystkim i odnosi się do kobiet w sposób szarmancki i dowcipny, co uwielbiają.
-Odeszłaś od niego.- przypomniała dziennikarka.- Skoro jest taki wspaniały, to jaki jest w tym sens?
- Miłość.- rzekła beznamiętnie- Jeśli kogoś kochasz, to nie możliwością jest się z nim nie kłócić. Kłótnie rozwijają i amortyzują związek...to jest jak festiwal spadających gwiazd.- nabrała głęboko powietrza do płuc.- Jeżeli kogoś kochasz, to znaczy, że ten ktoś jest praktycznym rozwiązaniem twoich emocjonalnych potrzeb. Miłość się pogłębia, emocje też, a od emocji do awantury jest już jeden krok.- gasząc papierosa, podkurczyła nogi, tak, że teraz widziałem jej złociste uda w całej okazałości- Jeśli ktoś powie ci, że żyje w świetnym związku, gdyż nigdy z partnerem się nie kłóci, to powiedz temu komuś, że żyje w tandetnej imitacji związku. I kiedy otworzy oczy ujrzy brutalna prawdę. Odkryje fikcję, którą toczył dla własnego urojenia obrazu miłości.- urwała.- Jeżeli kogoś kochasz, jesteś w stanie zrobić mu karkołomną awanturę o byle co. Gdy tak nie jest, nie jest to miłość. Może cos praktyczniejszego. Możliwe, że lepszego. Jednak to nie to.

...................................................................

...................................................................

Rozmawiały i rozmawiały.
Reporterka zachwycona otwartością Femme cały czas wpatrywała się jej głęboko w oczy, z kontorsją zadumy na swej twarzy, a Marta opowiadała jej epizody swego sfałszowanego życia.
Obie najwidoczniej doskonale się bawiły, zupełnie mnie ignorując, a ja nieco tym urażony, śledziłem perypetie telewizyjnego bohatera, który jak na powierzoną mu rolę wydał się zbyt komiczny,
Przypomniała mi się wieś. Daleko stąd na wschodnich krańcach kraju. Miejsce gdzie zostawiłem istotną część swojego dzieciństwa, a które ostatnio z wolna zatracałem w meandrach swej pamięci.
Poczułem zapach wiatru, który jako jedyny rozpraszał grobową ciszę tamtych okolic, oraz aromat pól i łąk, rozściełanych na łagodnych pagórkach. Tudzież z bliska, tam z daleka malowały się sosny tworząc wraz z wierzbami rozległe lasy. A później inne drzewa nadające kolorytu owym gajom.
Trzepot skrzydeł jastrzębi jako najbezwzględniejszych drapieżców tamtych okolic, uwił w mej głowie żar retrospekcji i sprawił, że załkałem w milczeniu i tęsknocie za tamtymi krajobrazami.
Ach, gdyby mógł tam teraz być. Po prostu być.
Opuścić kobiety. Uciec od nich do pustelni, a tam na nowo rozkwitnąć. Jak wiele wysiłku trzeba włożyć, aby podjąć ostateczną decyzję? Ile decyzji trzeba podjąć, aby mieć odwagę stąd wyruszyć.
A wystarczyłoby przecież wsiąść do pociągu.
Wszystko nie trwa dłużej, aniżeli czternaście godzin. Sześćset dwadzieścia cztery minuty. Pięćdziesiąt tysięcy, czterysta sekund stąd.
-A ty, Vincencie?- doszedł do mnie śpiewny głos dziennikarki- Co myślisz o kochankach jako znawca kobiet?
Spojrzałem w jej niebieskie oczy i niemal ujrzałem swe smutne odbicie.
-Zapytaj mnie o to za czternaście godzin.- odparłem wzdychając ociężale- Telefonicznie.
Wstałem i otwierając barek, nalałem sobie chłodnego soku.
-Nie możesz teraz wyjechać, kochanie.- odezwała się Carmen, pewnym głosem, domyślając się mych intencji.- Nie teraz.- zaakcentowała sucho.
Nadzieja prysła.
Ratunek to tylko nierealna obsesja.
Ona; delikatna, piękna kobieta pozbawiła mnie wszelkich złudzeń, zrzucając głaz na wyjście z jaskini.
Gdzie moje siły, aby opuścić tę magiczną istotę o nobliwym wyglądzie i błyskotliwym umyśle? Czy istnieje taka magia, aby odczynić urok kobiety? Czy jestem w stanie wykonać krok wbrew jej woli? Także wbrew swej uczciwości? Ale o jakiej jest mowa? O uczuciach względem niej, czy tez konieczności zajęcia się sprawami zawodowymi?
Podobno mnie kocha, winna więc udowodnić swą miłość. Słyszałem niegdyś, że człowiek kochający, chce dla tego kogoś jak najlepiej. Dlaczego więc ona, nie pozwala mi na chwilę eskapizmu? Ucieczki? Kuracji? Kto wie, czy dzisiejszej nocy, nie poderżnę jej gardła podczas jakiegoś amoku? Zmęczenie często bywa dostatecznie uciążliwe i wpędza w stań krańcowej histerii.
Pragnę mieć ponownie dwanaście lat. Życie było wówczas takie romantyczne. To nie jest patetyczny blagier. To prawda i nawet bez cienia kolorytu. Wówczas naprawdę podobałem się kobietą. Mówiły mi to wprost, na co nie wiedziałem jak zareagować. Były bezpośrednie, być może dlatego, iż miały naprzeciw siebie dwunastowiosennego ananaska, który nie miał pojęcia o całym tym erotycznym interesie. Byłem niedoświadczony i to czyniło mnie bezbronnym, co one skwapliwie wykorzystywały.
Dzisiaj to już utarta rywalizacja. Kryją się ze swymi uczuciami. Widzą we mnie inteligentenego mężczyznę, którego charakteryzuje powściągliwość Błyskotliwego artystę nie oszołomią nagie komplementy. Do tego trzeba podejść z ukrycia. To już nie jest epoka złamasa. To era kochanka. Rzemieślnika romansów, którego majstrem była wyrafinowana, inteligentna, pewna swych pragnień, dorastająca kobieta.
Odważna. Nie wstydząca się nieproporcji wiekowej, gdy z premedytacją oczarowywała naiwnego dzieciaka, z tego samego miasta; a miasto na nieszczęście jest zbyt wielkie.
Och, Klaudio!!!
Po trzykroć przeklinam siebie za to, że w przypływie uniesienia, wyrzuciłem kartkę z twym adresem, który teraz mógłby uratować nędzne me życie.
Wróć i spójrz na swe dzieło. Jesteś autorką wspaniałego pejzażu, którego nawet nie możesz ujrzeć, a który tobie podobne i twego, kobiecego pochodzenia, bezlitośnie niszczą. Osobowość ma, a tym bardziej równowaga psychiczna ulega erozji.
Każda, która nastąpiła i następuje po Tobie, wyrywa ze mnie coś istotnego; niekiedy zaufanie do siebie samego, czasami nadzieję na bezinteresowność intencji twej rasy, lecz zawsze radość.
Klaudio!
Odnajdź mnie i przekonaj się o swym triumfie, zanim zostanę unicestwiony. Pozbawiony władzy nad zmysłami i własnym zszarganym życiem.
Gdybyś mogła przybyć i stłamsić swą magią ową Eris; boginię niezgody, ślęczącą w fotelu naprzeciw, której urok pozbawia mnie mocy nad tendencjami
Zwą cię Nike, gdyż zawsze zwyciężasz...pamiętasz jak wygrałaś ze mną w tenisa stołowego?
-Dam ci dobrą radę Matyldo.- głos Marty wyrwał mnie z głębokiej kontemplacji- Nigdy nie wiąż swego życia z pisarzem.- mówiła wolno- A jeśli już któregoś pokochasz, to absolutnie z nim nie sypiaj.- kiepując peta w popielniczce, mimochodem na mnie spojrzała- Dlaczego? Ponieważ nigdy się nie wyśpisz- wzruszyła obojętnie ramionami- Najpaskudniejszą dolegliwością pisarza jest wstępna bezsenność. Leżąc z tobą w łóżku, w objęciach, które z wolna pęta Morfeusz, on nagle wyrywa się i podąża do stolika, zapalając następnie lampkę i szybko coś notując. Rytuał ten powtarza się niekiedy co kilkanaście minut do późna w nocy.- urwała wzdychając- Literat to istne utrapienie chcącej zasnąć kobiety. Nie może wyłączyć maszynki z pomysłami.
-Czy tak jest rzeczywiście?- teraz Matylda zwróciła się do mnie.
-Femme ma zawsze rację.
-Pomyśl sobie.- wtrąciła z udawanym oburzeniem- Wyrywać się z pięknych ramion kochającej kobiety, aby zapisać jedno, absurdalne słowo- jej zielone oczy spowiły procenty trunków, które zdołała wypić, lecz mimo to wciąż doskonale grała swoją rolę.
-Istna paranoja.- dodała.
Paranoja? To jeszcze nic. Nie masz pojęcia jak uciążliwe jest bycie pisarzem. Jak ciężką walkę trzeba stoczyć, aby zostać prawdziwym artystą; aby cokolwiek zrozumieć.
W rezultacie wszystko to zwątpienie. Przede wszystkim zwątpienie; kolejny dzień, kolejne zwątpienie, aż w pewnym momencie w jedynie w co nie wątpisz, to zwątpienie.
Wstałem i nie zwracając uwagi na ich dialog, ze szklaneczką zimnego soku w dłoni powędrowałem do okna.
Nie było upalnie, ale letni zaduch przyprawiał organizm o wątłość. Pomyślałem przez chwilę o rzuceniu się w toń pobliskiego basenu, który malował się na tle gdzieniegdzie rosnących drzew, ponad dwieście metrów od budynku, w którym mieszkałem.
Przez nikły moment w mej podświadomości zaświtało pytanie, czy aby Femme zezwoli mi na wyjście i uraczenie sobą owego kąpieliska? Czy wyda stosowne pozwolenie, na to, abym rozebrał się do slipek i znalazł pośród półnagich, pięknych i brzydkich jaskółeczek.
Obróciłem się do niej, mając zadać pytanie, lecz dostrzegając ekstatyczny żar w jej zielonych ślepiach, zrezygnowałem.
Wymiękłem jak zwykły cienias.
Ale to wszystko miało inny, głębszy wymiar. Meritum tego problemu było trudne do sprecyzowania przeczucie, że jakakolwiek niesubordynacja względem niej, doprowadzi ją do furii i sprawi, że poczuje się dotknięta. Rzecz jasna, iż była to daleko idąca przesada, ale Femme już taka była, a fakt, że obecna jest tutaj dziennikarka brukowca, potęgował taką możliwość
Postawiła mnie w roli wiernego pupilka. Głodnego jej bytnością szczeniaka, który bez hasła aport nie ma prawa pobiec po kij.
-Chcesz wiedzieć dlaczego kobiety są gorsze od mężczyzn?- zapytałem, starając się rozproszyć smutny nastrój.- Nie mają skrupułów. Mężczyzna nie skrzywdzi kobiety, bowiem natura wszczepiła do jego mózgu, surowy zakaz. Ta sama natura pozbawiła kobiet skrupułów, aby były w stanie bronić się przed silniejszymi fizycznie samcami. Czy widziałaś kiedyś samca pająka pożerającego samicę, albo samicę muchówki zjadaną przez samca? Nie? A wiesz dlaczego? Bo to zjawisko działa tylko w odwrotną stronę.
Dlatego też to Ewa zerwała jabłko, nie Adam...z tego samego powodu, Lilit napastowała dzieci, a Eris stała się boginią niezgody.
-Ale czyż Ares nie jest bogiem wojny? Do tej funkcji także potrzebny jest brak skrupułów.
-A czyż wojna nie tyczy się bezpośrednio mężczyzn? To zajęcie samców. Nie wciągają w to kobiet, tylko dlatego, że mają skrupuły.- czując jak aromat świeżo parzonej kawy drażni mój zmysł powonienia, przymknąłem na chwilę oczy, aby rozkosz stała się bardziej intensywna- Czy wiesz, co by się stało, gdyby to kobiety wywołały między sobą wojnę? Wybiłyby wszystko, łącznie ze szczurami, a mężczyźni, podzieliliby los dinozaurów.







 

Zaloguj się