czasy dawne

Pająk

„Śliczne stworzenie, wielkie nieba!
Nigdy takiego nie spotkałem.
Skromna, cnotliwa, ile trzeba,
A z kpiną w oczach, z czymś zuchwałym.
Tych ust czerwonych, tej białej cery,
Nigdy jak żyję, nie zapomnę.
Po prostu zachwyt bierze szczery!
A jak powieki spuści skromne!
Jako wyniosła zaś osoba
Bardziej mi się jeszcze podoba.”
Goethe „Faust”


Była piękna; jej połyskujące, czarne włosy sięgały do łopatek, a duże, pełne usta stanowiły o nieodpartej atrakcyjności
Figurę miała doskonałą, piersi duże, acz w sam raz; wyjątkowe były u niej nogi, ale najbardziej wyjątkowa okazywała się naiwność ( to nie prawda, że głupota świata zaczyna się i kończy na blondynkach)
Waldemar Łysiak powiedziałby zapewne: oto On, zbieg, który wymknął się z menażerii doktora Darwina. Człowiek. 
Ona z owym Homo Sapiensem miała wspólnego tylko Homo; podczas kiedy Metis, najbardziej rozumna spośród Bogów i śmiertelnych uczyła rzemiosła myślowego, ona zapewne stała w kolejce do Afrodyty; no i co trzeba przyznać, ubiła z nią niesamowity interes. 
Dawid był agentem ochrony i dzisiaj, w grudniowy poniedziałek, kiedy tuż przed południem do niego zawitałem, pracował. Ja, niegdyś pracowałem z nim, póki mnie nie wywalili.
Gruby był jednym z nas; również agent ochrony, pracujący za grosze. Poznaliśmy się właśnie w pracy i tam też spotkaliśmy Afrodytę; lśniła pośród całej reszty kobiet krzątających się w pobliżu.
Jej facet dochodził cztery miesiące temu ćwierć wiecza i największym błędem jaki popełnił to zaproszenie mnie na ten jubileusz. Może gdyby znał staroegipską opowieść, która mówi, iż nie ma nic chytrzejszego niż człowiek. Obyś nie dostał się nigdy w ręce człowieka postąpiłby zupełnie inaczej.
- Napijesz się czegoś?- zawołała z kuchni, podczas gdy ja, rozgoszczony w salonie Dawida mieszkania oglądałem popołudniowe wiadomości.
- Kawy.- odparłem.
- Ze śmietanką?
- Tak.
Krzątała się po kuchni, a ja z nogami na stole leżałem w fotelu.
- Wiesz, że z Dawidem nic mnie nie łączy?- poinformowała stukając łyżeczkami.
- Fajnie.- zbyłem to.
- Odnajmuje mi tylko pokój. Muszę gdzieś mieszkać.
- Fajnie.
- Jestem wolna i mogę się przeprowadzić.- donosił głos.
- Fajnie...
- Do ciebie.
- Fajnie.
Wyszła z kuchni, stanęła w przedpokoju i wpatrywała się we mnie z pasją nimfomanki.
- Mówisz poważnie?
- Jasne. Czemu nie.- przełączyłem pilotem na inny program.- Możesz sobie u mnie mieszkać, pod warunkiem, że nie boisz się pająków.
- Pająków?
- Mieszka u mnie jeden. W łazience. Olbrzym.- ponownie przełączyłem na wiadomości.
- Czemu go nie zabijesz?- wyczłapała z kuchni niosąc kawę.
- A czemu nie zabiję ciebie?- wpatrzyłem się w jej prześliczne, duże oczy i poczekałem, aż wygodnie usiądzie obok.
-Nie jestem pająkiem.- odparowała słusznie.
-Jesteś gorsza od pająka.- i znowu zacząłem wpatrywać się w ścianę. Prosto w białą ścianę, tak jakbym chciał znaleźć tam wszystko, czego szukałem całe życie- poza tym to przyjaciel.
- Pająk?- przytuliła się do mojego ramienia.
- Kiler wśród pająków- wciągnąłem aromat kawy i już wiedziałem, że ta kobieta gówno wie o jej parzeniu- Lubię go.
- Więc poznaj mnie z nim.- wyszczerzyła wszystkie zęby w uśmiechu- Z pewnością i ja go polubię.
- Nic z tego.- zaprzeczyłem-Jest zboczony. Bałamuci wszystko co pachnie wiosną. - Zabawny jesteś.- pocałowała mnie w policzek.
- A ty fatalna.- wstałem i rzuciłem jej spodnie- I ubierz się wreszcie.
- Ależ kochany.- wyciągnęła się jak kociak, wystawiając jedną ze swych długaśnych nóg w moją stronę- Nie podobam ci się?
- Jedno nie ma nic wspólnego z drugim.- teraz posłałem jej koszulkę- Wynajmę ci swoją grotę, ale musisz być ubrana, żeby się tam dostać.
- Świetnie.- wstała pełna wdzięku i radości- Wreszcie konkretna decyzja.
- Nie świętuj, kochana.- wtrąciłem- Pojutrze wyjeżdżam i nie wiem kiedy wrócę.

Zaloguj się