znaczenie życia

Znaczenie życia.
Chodzę dziś cały dzień i powtarzam tylko te dwa słowa. Kiedy choć na chwilę przestajesz być myślicielem, wojownikiem lub poetą stajesz się wyrobnikiem. Jesteś uwięziony.
"Życie jest szpitalem, w którym każdy pacjent jest opanowany chęcią zmiany swego łóżka. Są tylko trzy istoty godne szacunku: myśliciel, wojownik, poeta. Wiedzieć, zabijać i tworzyć. Wszyscy inni są do obciosania i pańszczyzny, stworzeni do obory, czyli do wykonywania tak zwanych zawodów"- Charles Baudelaire
- No wypierdalaj - wydziera się z za drążka chorąży pilotujący mój samolot. A może to sam Bóg. Nie wiem, pierdoliło mi się w głowie już od tych ćwiczeń. Widzę jego wykrzywioną w paroksyzmie rozkoszy twarz. Pali cygaro - wyskakuj kurwa z tego samolotu - pioruny napierdalają, wiatr huśta herkulesem, deszcz rozbija się na mojej twarzy pusto patrzącej w ciemność na zewnątrz luku ładunkowego.
- jesteśmy na środku oceanu - oznajmiam mu akcentując słowo środku tak jakby inna lokalizacja nad oceanem coś zmieniała.
- przecież jesteś świetnym pływakiem.
- no i co z tego. Do brzegu jest za dużo mil.
Ryk czterech silników zmieszany ze świstem powietrza wpadającego do samolotu na dwóch tysiącach metrów zagłuszał bicie własnego serca.
- no dobra - podnosi głos, aby przekrzyczeć grzmoty - poznaj łaskę. Mam dzisiaj dobry dzień - wychyla się przez drzwi nie stając z fotela pilota - A to skurwysyn! Wyskoczył.

W takich chwilach nie doszukujesz się sensu życia. Nie doszukujesz się ich nawet gdy za dobroć odpłacają Ci i twojemu przyjacielowi dwoma kubkami gorącej kawy. I to przyrządzanej rękoma rudej baristki. Zwyczajny gest wdzięczności za pozbycie się pijanego awanturnika. To jest sens życia. Bycie obcym, włóczenie się, pójście w las.
"idź w las, idź w las, a z pewnością coś Ci się przytrafi" - mawiał mi niegdyś ktoś.
I tak łażę w ten las już dziesiątki lat. I przytrafia mi się tylko czemu dziś szukam sensu życia.
A jedyna radość to ta nieopisana satysfakcja stania się na te kilka sekund, na te parę minut ale nigdy więcej kimś bliższym dla kogoś zupełnie obcego. Ale kawę dopijasz, zakładasz kurtkę i wychodzisz. I znów stajesz na chłodnej ulicy. Raz jesteś sam, raz jest z Tobą przyjaciel ale to niczego nie zmienia bo każdy z nas ma swoje Westerplatte.
A czasem jeszcze pęka niebo i spada straszny deszcz. 

Zaloguj się