żadny

Ależ klawo jest być włóczykijem, nikim, niczym, żadnym.

Jak fajnie jest być z niektórymi na ty, słuchać ich wymyślań i marzeń, pić kiepską kawę na mieście i nic sobie z tego nie robić.

I cieszyć się zdobyczą; nową, frywolnie ubraną dziewczyną, podarowanym kieliszkiem wódki, kuponem na bilard.

Jak cudownie jest pałętać się po małych, zadymionych barach i obskurnych knajpach, gdzie wszystko jest pierwotne i proste. Gdzie albo masz odwagę tam wejść albo musisz być już w życiu nikim.
Wystawać godzinami w parku, nie szukając jeszcze samego siebie tylko kozacko spozierając wszystkiemu wyzywająco.

Jakże fajnie jest ogrzewać ręce przy ogniu w ciemnym lesie z kilkoma drwalami piękną zimą by mieć za co zjeść, wypić i zapalić.
I zdawać sobie sprawę z bycia na samym dnie mulistej, ciepłej, żadnej egzystencji.

Jak dobrze jest uciec paru szybkim gliniarzom i stać na ciemnej, cichej, pustej ulicy tuż przed świtem. I znowu pić tą kawę z jakąś przypadkową osobą w barze banitów, będąc jednym z nich, czując tą dziwną, awanturniczą komitywę z mrocznymi postaciami przeciw temu wszystkiemu co należyte, co dzienne, co żyje w świetle.

Jak niesamowicie jest stać pod jesiennym drzewem targany porywistym wiatrem w wojskowej kurtce i pić piwo deprymując ambitnego strażnika chłopięcym ale dzikim spojrzeniem. Ależ fajnie jest patrzeć jak to wszystko rzeźbi zmarszczkami twą twarz niczym atrament na papierze. Doznania rysują to kim jesteś i kim będziesz już naście lat później. Byłeś wtedy mocny, bitny, heroiczny, zuchwały, dziki. A teraz jesteś dokładnie taki sam tyle że trochę mądrzejszy.

Ależ super jest widzieć to dziecko, tego chłopca, tego młodzieńca gdy stoję przed lustrem po tym jak opłukałem twarz zimną wodą w kolejnym dniu bez perspektyw, w dniu chaosu, w dniu tego mojego bezcennego życia.
Jakże fajnie jest je bez cenić gdy zdajesz sobie sprawę, że jesteś człowiekiem który chce umrzeć.

   Jakże klawo jest po miesiącach ujrzeć zgrabną dziewczynę w tańcu, dostać drinka od barmana który Cię szanuje i całusa w policzek od znajomej której tak naprawdę nie znasz.

Jakże klawo jest poudawać przed sobą, że to jest moje życie. I jakże fajnie jest rzucić im ostatnie spojrzenie, wejść po schodach, zamknąć drzwi i znów zniknąć w ciemnej uliczce.

I być sobą nawet jeśli ten ktoś zmarnował Twoje życie. I odejść. I wciąż lubić tego kogoś. 

Zaloguj się