Wycie lisów

Muszę zamknąć się w ciemnym domku ze skrzypiącą podłogą. I aby stał on na skraju głębokiego lasu. Musi tam też być siekiera i drewno abym mógł rozpalić ogień i ogrzać ziąb tego miejsca. Przydałby się też stary amerykański pick up. Nie muszę nim jeździć ale mógłby być niczym dostojny stróż niesprzyjającej okolicy. Tak na ratunek jakiegoś niefrasobliwego osobnika, którego należałoby wyciągnąć z nieprzejezdnej, odległej drogi.

Mógłby być też tutaj pies, bo samotność jest niezwykła ale ślepia dzikiej istoty są kojące. A w samotności coś cię musi koić bo idzie zwariować.
I gdy wariuję to staję się człowiekiem który chce umrzeć. A na to jeszcze nie pora. Za chwilę, ale jeszcze nie.

Muszę zamknąć się w drewnianym domku ukrytym w cieniu lasu. Powinien być tu kominek aby móc słuchać jak pali się porąbane własnoręcznie drewno. Mógłbym je rąbać w podkoszulku, na który opadałaby płatki śniegu. Gdybym chciał odpocząć stałbym tak i uniósł głowę w górę aby lodowaty wiatr studził skronie, a mróz oziębiał krew. To spowolniłoby czas, a ja potrzebuję teraz czasu. Szukam siebie i tam się znajduję.
Tam też będę tym który znajdzie słowa i spisze je w jedną wielką całość księgi. To jest moja pogoń za wiatrem.

Wtenczas usiadłbym czasem na pniaku i powiedziałbym to swego psiaka:
Słuchaj jak nic nie słychać. Słuchaj i nasyć się spokojem tej okolicy. Oto nasza dolina, nasz dom na wieczne czasy. Wieczorem zasiądą przy naszym ognisku ci których lubisz i których szanujesz. Zobaczysz jak piękna będzie noc, kiedy światło dnia już przeminie. Później zaśniesz, a sen cię wzmocni i sprowadzi mądre myśli. A wypędzić nas już nikt nie zdoła. Strzec naszego snu będzie ta dolina.”

Zanim spadłby śnieg, byłbym człowiekiem który stoi w błocie, kiedy deszcz obmywa twarz i studzi skronie. A moją twarz malowałaby satysfakcja, że dla innych to tylko krople wody moczące ubranie.
Wieczorami mogłyby wyć lisy. Zawsze budzą we mnie dziwny niepokój, a ten niepokój sprawia, że wychodzę i ich szukam czy aby nie dzieje im się nic złego. Ganiałem kiedyś tak lisy w trosce o ich wycie. Jeśli nie słyszeliście nigdy wycia lisów to nie słyszeliście niczego niepokojącego.

Wycie lisów przypomniało mi dziś, że jestem człowiekiem drogi i, że muszę ponownie wejść na tą drogę. A o wyciu lisów przypomniały mi dawne słowa pewnej osoby.
"... za to, że masz dobre serce i wrażliwą duszę. Za to, że w obronie słabszej istoty zaryzykujesz własne życie. Za to,że gardzisz opiniami ludzi, którzy nie są warci Twojej uwagi. Za Twój niewątpliwy geniusz. Za Twoją męskość. Za Twoje wiecznie zmrużone, nieobecne, lazurowe oczy. Za troskliwość i opiekuńczość jaką mnie obdarzałeś. Za wycie lisów, za Magiczny Obraz, który do końca będzie mi towarzyszył. Za szacunek jaki mi okazałeś...Nienawidzę za to, że każdy inny mężczyzna przy Tobie wydaje się nie istnieć a co za tym idzie? Samotność i pogoń za cieniem...!"

Dopada mnie coś w rodzaju dzikiego instynktu, który każe zranionemu zwierzęciu znaleźć najgłębszą jamę i tam się skryć aby dokonać żywota.
A ja przecież wcale nie umieram, ba, jestem w świetnej formie człowieka z żelaza. Tymczasem mój instynkt samozachowawczy każe mi uciec, podczas gdy nawet nie odczuwam przytłaczającej melancholii.

Zaraz zabiorę się do przeglądnięcia swojego zestawu ucieczkowego.
Dodam do niego chyba kilkunastometrową linę. budynki w których teraz przebywam są wyższe wiec potrzebna dłuższa lina. I parę granatów hukowo - błyskowych.
Ale...to inna historia. Żywię tylko taką myśl, że powyższe słowa będą wreszcie zalążkiem do opowiedzenia tego skutecznie.

P.S.
Wyją tylko żywe lisy wy myśliwskie skurwysyny.
Do mojego zestawy ucieczkowego skonstruuję specjalne sidła. Sidła będą strzegły lasu przy którym leży mój dom. To będzie magiczny las, w którym kłusownik, myśliwy czy inny ludzki pomiot bez sumienia będzie bał się chodzić.
Natura lubi wyrównywać szanse. Dlatego natura wzywa czasem mnie 

Zaloguj się