wrogowie

Bosko zdążajmy przeciw sobie wzajem.

Na klęczkach i po schodach grzesznicy.

Nałożono wam okowy. Ludowi niedorzecznej księgi nałożono okowy fałszywych wartości i szaleństwa stłamszonego ducha winowajcy.
Macie się za lepszych bo poznaliście swego zbawiciela. Ale kto was wybawi od tego zbawiciela?

Wydaje się wam, że trafiliście na wyspę wiary ale to wyspa fałszywych wartości.

Uczycie się od swego boga tęsknoty za życiem pozaziemskim. Za jedynym istnieniem wartym ziemskiego życia czyli śmierci. I jeszcze głosicie wyższość tego nieba nad śpiewem ptaków, szumem morze, powiewem wiatru na czole.

Więc czemuż to wciąż tutaj jesteście? Popieram waszą wolę odejścia od życia. Idźcie już od tego życia.
Życie chce krzyczeć, wznosić się, walczyć, pędzić. Wy chcecie lamentować tak mocno aby zlitował się nad wami jakiś gnom.

I tylko na czworaka i po schodach.

W bojaźni przed bogiem i diabłem. I w strachu przed grzechem.

A ja powiadam wam; zatroszczcie się o swój koniec.

Niech będzie, że w chwili waszej najgorliwszej bezgrzeszności ale zatroszczcie się o swój koniec. Nie możecie? Tego też wam zakazano nakazując przy okazji fałszywych wartości?

Obiecano wam wielką karę za taki czyn? Oczywiście, że tak. Gdyby każdy z was czym szybciej czmychnął do obiecanego raju, kapłani, którzy ulepili we własnych dłoniach wasze mózgi i co gorsza dusze, z których wyrwali pragnienia, nie mieliby co jeść ani pić.

Dojne owce są im niezbędne. I pokorne psu pasterskiemu.

Zaloguj się