w życiu

W życiu zawsze są rewolwerowcy

    Lampka wina i najlepiej papieros; a później czas pójść.
Jednak co jeśli ktoś nie pali. Czy obraz twarzy zmęczonej równie mocno przywołuje ową nutę melancholii i bez papierosa?
Wszak jesteśmy pokoleniem wyrośniętym na Johnym Weyne. Marsz umarłych z Rio Bravo i szklanka whisky przy barze, a później beczka wody na skraju miasta mająca ukoić diabelski skwar; i nadciągający rewolwerowcy. W życiu zawsze są rewolwerowcy.
Obrazy z dzieciństwa wypełniają nasze mózgi, a co za tym idzie serca. Jeśli je przywołamy na naszych twarzach pojawi się coś co rozpozna każdy. Ten błogi grymas oddalający wszelkie troski na ułamek sekundy. Ale tylko na ułamek sekundy.
Coś się stało. Przestałem marzyć. Nie można żyć, nie mogąc marzyć.
W życiu albo coś się zwyczajnie udaje albo nie. Nie może się trochę udać. Leonard dobrze mówił, śpiewając, że to Twoje wino i Twoje pijane myśli. No i jego sekretne życie. Jedna z postaci mej ulubionej elegii powiedziałaby w tym miejscu "How but that" . Pamiętam najbardziej to z chwili gdy pytał zdeterminowanego mężczyznę, czy to uczyniło go lepszym żołnierzem, na co odpowiedź była oczywista, bo każda tragedia, każdy cios, każdy ból czyni wytrzymalszym. On na to, klęcząc i roniąc łzy odpowiada, że nie wie co robić. Ten patrzy monotonnie i mówi "Coś takiego"
Nie trzeba nic więcej. W stadach, które razem polują, które razem unikają śmierci, które egzystują wspólnie wystarczy czasem jedno słowo aby przekazać w tym oddanie, przyjaźń, bliskość i podać tą nić za pomocą której warto się trzymać życia. Aby wiking nie mógł powiedzieć "Usnął, a Morr zamknął mu powieki i utulił"
Dowiedziałem się pewnej nocy, że są potwory, z którymi nie można walczyć, trzeba odwrócić się i uciekać.

"o, zostawcie mnie mym smutkom;
Tu usiądę i przeminę
A gdy duszą tylko będę,
Zrzucę z siebie ciała glinę"

William Blake

Mur przez który trzeba przejść

Mur przez który trzeba przejść

  Zawsze ciekawił mnie pewien problem raczej nierozwiązywalny. Stoją naprzeciw siebie dwie chrześcijańskie armie i każda prosi Boga o zwycięstwo. Czy wygrywa ta, która gorliwiej się modli? A jeśli gorliwsza modlitwa skutkuje to znaczy, że słabsza powoduje śmierć?
"Si Deus pro nobis, quis contra nos " - Jeśli Bóg jest z nami, to któż przeciwko nam (Św. Paweł)

Wchodzi z pochodnią w półmrok karczmy.
-Jak głęboki jest dół do którego wpadłeś?- podchodzi do człowieka i oświetla jego twarz - Czy kiedykolwiek stąd wyjdziesz? Jak głęboka jest rzeka, w której toniesz? Jak długo będziesz żył?- postacie w kapturach rzucają ponure cienie. Zbir popija z bukłaka w rogu- Jak wysoki jest mur przez, który musisz przejść?
- Szykuje się do drogi na drugi brzeg... - odgarnia mu człowiek, a tamten się uśmiecha wścibsko, po czym równie nagle poważnieje. Rozgląda się w popłochu i zniżając głos szepce do ucha.
- Pędź na spotkanie śmierci, zanim zajmą Twoje miejsce!
 

Jednooki Wojny Bóg

Gdzieś tam o mroku, z ołówkiem między zębami, rozlewam wino. Znowu na podłogę i ponownie na łóżko. Ktoś pomyślałby, że to urocze, jakim jestem ciamajdą. Są jednak tacy dla których nie nadaję się zwyczajnie do życia.
Życie przybiera przeróżne barwy; każda z tych barw powoduje przeróżne zachowania. Mały Książe mówił ładnie "oswoić to znaczy stworzyć więzy". Idealnie, ale co jeśli nie oswajamy lisa tak jak Mały ale paskudnego stwora z ciemnego lasu. Co jeśli instynkt tej bestii jest tak zakorzeniony w odosobnieniu, że nie da się wprowadzić stwora do domu, stworzyć mu tam posłania, tulić i pieścić jak szczeniaczka.
Okazuje się, że gatunek ludzki jest zwyczajnie różny; są stworzenia które się nie nadają. Nie nadają do normalnego życia, czyli do życia według norm społecznych.
Ktoś napisał, że jestem bezwzględny i okrutny, kiedyś przechodziłem obojętnie, dzisiaj nabrało to dla mnie nowego znaczenia. To niestety prawda, potrafię przebić uczucie jednym ruchem, jak cięcie liny, a nożownikiem jestem sprawnym. Nie to abym chciał ale zwyczajnie jak chowany jesteś w określonym środowisku, nie staniesz się człowiekiem pasującym idealnie do cywilizacji w parę chwil.

Einstein powiedział, że "zbiegi okoliczności to boski sposób na pozostanie anonimowym"
Zbiegi okoliczności się zdarzają, Ja zawsze wolę nazywać to, że wszystko jest kwestią przypadku. Trafił mi się taki przypadek. Piję wino i patrzę Bogu w oczy. Oczywiście, że się śmieje. On zawsze się do mnie śmieje, tak jakbyśmy od wieków wyczyniali sobie kawały.
A może Cię wykiwam- mówię mu.
- Chłopie.- puka mnie w czoło swoim nadobnym palcem- Jesteś teoretykiem. W teorii istnieje prawdopodobieństwo doskonałości. W praktyce należy dodać jeszcze emocje. Reagujesz instynktownie bo masz schematy wyryte jak wzór matematyczny. Jak tylko widzisz coś podobnego do tego wzoru, zapala się kontrolka, a że Twoja duma jest równie wielka jak wrażliwość nie jesteś w stanie zejść z pola bitwy jako przegrany. Więc ucinasz głowy wszystkiemu co dobre.
- W naturze człowieka leży rozsądne myślenie i nielogiczne działanie. - mówię robiąc głupkowatą minę.
- I bardzo dobrze. Jesteś najbliżej natury z tych wszystkich dwunożnych małp. Reagujesz najmniej logicznie. A cały szkopuł w tym aby grać. Nie można mówić ludziom pewnych rzeczy wprost. Można za to dusić w sobie emocje i pójść zamordować kelnerkę.
- Lubię kelnerki. To ciężka robota. Nie będę ich mordował, pogadam wprost.
- Przekraczasz granice, zawsze sprawdzasz gdzie możesz dojść. To jak jazda na motorze. Z każdym dniem coraz szybciej. Ale w końcu motor musi wypaść z drogi. Fizyki nie oszukasz. Każdy kierowca o tym wie. Każdy.
- Wiem.
- Wiem, że wiesz. Pytanie, po co?
- Bo chce stworzyć świat doskonały. Bez poznania granic nie mogę być pewien o czym mówię, jak daleko i jak szybko pojadę. Nie będę wiedział kiedy odpuścić, i ile jeszcze mogę polegać. Jak w plutonie rozpoznawczym; każdy musi działać idealnie i Ty musisz o tym wiedzieć.
- Jesteś mistrzem teorii ale ludzie mają to do siebie, że nie mają takiej determinacji aby tworzyć struktury doskonałe. Czemu nie przystać na tym co prawie każdy? Na czymś zwykłym, normalnym?
- Nie będę rósł nisko przy ziemi. Ktoś kiedyś powiedział dosyć banalnie, że lepiej być samotnym niż mieć złe towarzystwo. mocniej powiedziałbym, że albo euforia albo cierpienie. Jestem perfekcjonistą. To nie znaczy oczywiście, że wszystko robię perfekcjonalnie bo często po prostu nie wychodzi ale...ale staram się tak zrobić.
- Sto procent albo nic?
- żadnych półśrodków.
- Często musisz przegrywać.
- Przegrywam wygrane, które mi nie starczają.
- I możesz nie wygrać nigdy. Poważnie.- pochyla się nade mną- Nigdy.
- Więc pod koniec dzięki temu zostanę najlepszym pisarzem stulecia. Zdefiniuje każdy mrok i każdą głęboką przepaść. Wszystko.
- Tylko samotność na to pozwala?
- Samotność. Taka przytłaczająca sprawia, że pół nocy patrzysz w księżyc. A przez pół nocy możesz dojść daleko, kiedy świat śpi, Twoje myśli, twoja percepcja, Twoja wrażliwość sięgają głębiej niż większość ludzi ma pojęcie, że istnieje taka przepaść.
- Można nie dożyć. Wiem jak to jest...- rumieni się- ...to znaczy, widziałem.
- Zawsze mam w pokoju dwudziestocentymetrowy kawał stali.
- Nigdy tego nie zrobisz. to znaczy lubisz mieć alternatywę ale nigdy tego nie zrobisz. Nie to aby brakowało Ci determinacji. Oj, masz ją, ale zwyczajnie jesteś na to zbyt mądry. Nie odejdziesz, dopóki nie będziesz mógł dotknąć tajemnic życia.

VALHALLA (Uczta u Odyna)

W morderczym boju zwarły się oddziałów zbrojne szyki
Las włóczni w słońcu groźnie lśni, bitewne brzmią okrzyki
A ponad wrzawą rumak mknie, walkiria go dosiada
Posłanka Boga, która śmierć niechybną przepowiada.

Lecz tylko najdzielniejsi z tych, co w krwawej walce padli
Miód z rogu dzisiaj będą pić i bawić się w Valhallii
Przez Świętą Bramę Zmarłych przejść niedane jest każdemu
Wszak Jednooki Wojny Bóg wybiera bohaterów.

W pałacu uczta wiecznie trwa, wznoszone są toasty
Po każdym z nich w pancerzach swych mężowie stają w szranki
W wojennej sztuce ćwiczą się przed Ojcem Zabijania
A kiedy któryś ranny jest, wnet mu zarasta rana.

W Dzień Końca Świata Wojny Bóg da włócznią znak do walki
Zastępy wojowników w bój podążą już ostatni
I poprowadzi dzielny Thor wikingów kwiat ku Chwale
By na równinie Wigrid Zło pokonać raz na zawsze.

słowa: Dariusz "Grzywa" Wołosewicz

Głowa opada mi bezwiednie na ścianę. Opieram się o nią, w karczmie rozbrzmiewa gwar, on siedzi naprzeciw w kapturze uważając aby ktoś go nie rozpoznał. Tak jakby ktoś tutaj szukał Boga. Dwóch jest na świecie największych poszukiwaczy Boga; to mnich i artysta. Żadnego nie było tutaj. Unosi głowę ciężko, dużo wypił, czeka, aż zorientuję się, ze na mnie patrzy.
- A co jeśli ja się zwyczajnie nie nadaję?
- Do czego niby?
- Do życia.
- Cos takiego

Zaloguj się