Słodkie kochanie

...........................................

...........................................

To nie są Elfy; to same dzierlatki.

Dziunie, dziweczki, gwiazdy i szmatki.

- To nie tak, że nie chcę - zrobił głupawą minę, kiedy jej drżały palce - Jesteś marzeniem każdego faceta całującego żaby, ale...- pomyslał, że jednak nie powie jej prawdy. Nikomu nie potrzebna jest prawda. Stał się pragmatykiem, zaczął wszystko racjonalizować - ...ale ja przestałem marzyć - a jednak nie umiał nie być sobą. Nawet nie musiał kłamać, wystarczyło, że udowodnił, iż jest przybyszem z innej planety.

- Chłopcy nie całują żab - rzekła bez przekonania ale miło - Zostaw takie romantyczne podrygi dziewczynom i bądż sobą. Męski, ponury, obrażony na niebo. Tylko trochę oprócz tego co naturalne w Tobie, spróbuj zaprzyjażnić się z tutejszym plemieniem, skoro już tutaj wylądowałeś.

- A co tutaj robi moje słodkie kochanie? - przerwał im męski głos. Kobieta obróciła się do głosu, a on ją objął - Czy moje słodkie kochanie flirtuje z tym, tutaj obcym na naszej dzielnicy...- taksował wzrokiem faceta z dłońmi ubrudzonymi w smarach i potarganej podkoszulce...- kimś.

- Nie jest w moim typie - odparł umorusany, nawet nie spoglądając na przybysza. Zabłądził gdzieś na horyzoncie, opierając się o zepsuty pojazd.

- Twój typ jest o wiele głupszy od niej - dodał pewnie przybysz. Objął dziewczynę i pocałował czule w policzek.

- Dlatego tak bardzo chcę naprawić ten pojazd, aby czym prędzej lecieć dalej - podrapał się nadgarstkiem pod nosem, lekko się brudząc - ja  w ogóle nie pasuję do tej planety. Tutaj wszystko jest na odwrót. ładne samice chodzą z brzydkimi samcami, a głupie samice zachowują się jakby były najciekawszym zjawiskiem na Ziemi. Tak jakby wesoła wiewiórka skacząca po konarach nie istniała.  Wszystko na odwrót, ja nie powinienem był się tutaj rozbijać. To jest zbyt bezsensowne jak na mój logiczny umysł.

- Czyli, że niby jesteś jakimś obcym? - uśmiechnął się barczysty brunet. Objął dziewczynę i kołysał ją delikatnie. Ona patrząc milcząco w niebo szukała szczęścia w gwiazdach - I, że ten gruchot za Tobą to niby statek kosmiczny?

- Tania wersja, ale zawsze coś. Silnik ładnie brzmi.

- Kochanie słyszałaś - zwrócił się do dziewczyny, budząc ją z marzeń - Twój flirciarz jest kosmitą - mówił do niej ale ona już o tym wiedziała. Wciąż się świetnie bawił ale teraz jego oczy poszyła ciemność, skronie drgały nerwowo, a szczęka zamieniła się w ociosany głaz - Jeszcze nigdy nie widziałem jaki kolor krwi mają ufoludki - brudny od smarów obrócił w jego kierunku głowę. Ich oczy spotkały się; pełne furii i nienawiści ślepia barczystego bruneta mierzyły ciężkie, monotonne spojrzenie  faceta w brudnym podkoszulku. Ten otworzył drzwi pojazdu i wydobył z niego duży kawał stali. Zgrabnym ruchem obrócił nóż w palcach i przeciął jego ostrzem żyły przy nadgarstku. Poczynił dwa kroki w przód i wystawił rękę przed obsciskująca się parę. Krew z początku spływała na ziemie strugami lecz już po chwili rana broczyła jej coraz mniej. Dziewczyna nigdy nie widziała tak szybko gojących się ran toteż cały jej strach zaabsorbowało zdziwienie i fascynacja.

- Coś jeszcze? - zapytał mężczyzna z raną stojąc twarzą w twarz z żądnym krwi - Czy korona stworzenia chce ujrzeć jeszcze jakiś kolor krwi? Z ciekawości? Z pragnienia? Z nienawiści?  - zbliżył się i poczuł oddech bruneta. Ten nie wiedział co się z nim dzieje. Agresja, która ustąpiła miejsca konsternacji nagle przerodziła się w obawę. Nie był byle kim i jego życie już mu to udowodniło ale w tym momencie oczy obcego, jego obojętność, zupełny brak emocji, zimny wzrok wywołały w nim niepokój. A tamten stał jak niby nic, gotów na dosłownie wszystko co się wydarzy.

- Chciałem tylko wiedzieć w jakim stopniu odłączyłeś się od gatunku ludzkiego - wzruszył ramionami - Już wiem.

- Wiesz dlaczego Bóg musi istnieć? - mężczyzna odwrócił się i podszedł do pojazdu. Wrzucił nóż przez uchyloną szybę i kładąc się na brudnej szmacie, zaczął coś grzebać w podwoziu - Bo gdyby Boga nie było gatunek ludzki już dawno musiałby zniknąć z powierzchni ziemi. Jesteście jak nieudany miot. Ułomny miot, a ułomny miot trzeba chronić nawet jeśli popełnia on błędy. Miałem kiedyś takiego dowódzę w jednostce desantowej. Był jak inwalida, ale cokolwiek nie zrobił durnego, chronił go wyższy rangą. Nie można było go tknąć, jego debilizm go chronił. Każde normalne dziecko jak napluje na stół, skarcisz ale jeśli zrobi to dziecko ułomne, nie skarcisz. Zastanów się nad tym.

- Ty, ufoludek, powiedz mi tylko jedno - wtrącił - bajerowałeś moje słodkie kochanie czy nie?

- A jak myślisz co odpowiem?

- Jeśli jesteś honorowy to odpowiesz prawdę.

- A co ma honor do prawdy czy fałszu? Gloryfukujecie znaczenie kłamstwa. Nie ma w nim nic nadzwyczajnego. Kłamać trzeba, gdybyśmy nie kłamali, nikt by się nie lubił, szanował i dawno byście się wybili. Zresztą wobec ludzi, którzy nie są najbliższymi, kłamstwo jest elementem polityki. Bez znaczenia jeśli nie wyrządza nikomu większej krzywdy. Jest narzędziem jakim skutecznie posługujemy się aby utrzymać wszystko w należytym biegu. Tak jak życzliwość. problem pojawia się gdy okłamuje się osobę kochaną w elementarnych kwestiach - wysunął się spod pojazdu i opuścił go z lewarka - Więc nie. Nie bajerowałem Twojego słodkiego kochanie.

- Kłamiesz?

- Oczywiście.

- Poważnie?

- Poważnie.

- Nie bajerujesz?

- Nie - wrzucił lewarek na pakę pojazdu i zatrzymał wzrok na mężczyżnie- Powinieneś teraz zapytać czy i w którym momencie mówię prawdę.

- Jaja sobie robisz ze mnie?

- Powinieneś zapytać w czasie przeszłym - dziewczyna oderwała się od faceta i przysiadła na kamieniu - przychodzi moment, że człowiek racjonalizuje sobie kłamstwa i wybiera tylko te, które pasują do jego oceny sytuacji. Kiedyś w spokojnej kawiarni, powiedziałem jednej ze swoich dziewczyn, że ją zdradziłem. Patrzyła mi w oczy, tak jak ja jej. Wiesz co zrobiła? Nie uwierzyła - zapuścił silnik w pojeżdzie i ściągnął brudny podkoszulek. Spojrzał na nią, a ona posłała mu smutne wejrzenie - Bylibyśmy szczęsliwą parą gdybym udawał, że kłamstwo ma działać tylko na okłamywanego.

..........................................

..........................................

- Lubię wygrywać. Naprawdę. Nie staram się.

- Nie ma się co dziwić. Dobro nie może pokonać zła. Okazuje się, że dobro nie może być krwiożercze.

- Więc po co zaczynać wojnę?

- Bo idea jest taka aby zło, dobrem zwyciężać.

- Aha. A w nadjeżdżający czołg rzucić kwiatkiem.

- Nie ja to wymyśliłem. To jakiś debil był.

- Taka wasza natura. Idealizowanie. "A może on wyruchał moją koleżankę bo ja mu niesmaczne kanapki do pracy robiłam". Człowiek nie może godzić się na wszystkie głupoty jakie natura wpisała mu w geny.

- Nie może godzić się na wszystkie głupoty jakie grafomańscy poeci lansują na łamach taniego papieru. Natura niestety przegrywa, bo jeśli nie musisz już spierdalać przed tygrysem, łatać lepianki podczas burzy, posługiwać się wiedzą o gwiazdach aby wyruszyć w podróż, zwyczajnie możesz być przez całe życie idiotą i jeszcze ci ktoś za to zapłaci abyś mógł mieć telewizor i oglądać tańce z dupami, a w międzyczasie kupił plastry na stopy aby oczyścić organizm albo przyjął akwizytorów Jehowy. Okazuje się, że Bóg łazi po domach do nijakich ludzi lansujących mózgi nijakimi programami. Podupadła ta Wasza fabryka.

- To grubszy szwindel...to znaczy plan.

- Więc On wie co robi?

- Jasne.

- I Ty też?

- Tak - uśmiechnął się Mefistofeles - Ale nie mów tego głośno

Zaloguj się