salony

Uśmiech

- Siama Cadilac.
- Siema Mag.
- Co słychać?
- Młode nie dają, stare nie chcą zdychać.
- A poza przyrodą?
- Szaruga - zniża głos kiwając głową na kelnerkę delikatnie, z klasą. Sam go tego nauczyłem co jest dosyć dziwne dla społeczeństwa gdyż świat ma mnie za gbura, a ja nawet nie potrafię kiwnąć na kelnerkę tak aby się źle poczuła. Zawsze czekam, aż natrafi na moje spojrzenie i wówczas delikatnie skinę głową by mogła podejść  - Tak się zastanawiam czy może byśmy się nie zrobili dzisiaj co?
- Na bóstwo?
- Na melodyjnie, kozacko i przyrodniczo - adresuje do młodej, zapewne studentki na pierwszym roku swój promienisty uśmiech - Poprosimy szczęście, jeśli nie ma szczęścia to wystarczy sok bananowy z lodem, ale sok, nie nektar i tonic z lodem i cytryną dla kolegi. Dla kolegi zresztą bez szczęścia.
- Aż taki szczęściarz z niego - dziewczyna wyrywa się trochę z przedpołudniowej senności i łapie rytm - Nie widziałam aby się uśmiechnął chociaż raz  - stara się wywołać grymas uśmiechu na mej twarzy ale nie udaje jej się.
- Uśmiech jest przereklamowany - mówię do niej adresując kontorsję czegoś co musi jej wystarczyć i co zupełnie wystarcza, a nawet jest lepsze od uśmiechu. Na mej twarzy można ujrzeć kontent z kontaktu z tą smagłą kelnereczką - A uśmiech klienta w kontekście Twojej osoby jest jasnym sygnałem i mówi tylko jedno.
- Mag, ja się do niej uśmiecham właśnie - cadilac zna mnie i z tego powodu chce powstrzymać przed dalszą mą wylewnością.
- I właśnie dlatego - ciągnę dalej nieco żartobliwym tonem ale z nutą w głosie, która musi przekonać, ze więcej w tym prawdy niż żartu - Uśmiech adresowany do takiej dziewczyny jak Ty, gdy facet wie, że musisz się go słuchać i krążyć przy nim jak ćma, mówi "bałamuciłbym Cię, karmił i kochał do utraty tchu. A gdy już go stracę zapadłbym w najpiękniejszy sen mego życia wtulony jak dziecko w Twoje wspaniałe ciało. Moglibyśmy się nie budzić."
- Uhmmm - rumieniec pokrył jej śniada twarz, cadilac zakasłał, mina mu trochę zrzędła, spoważniał, zatęsknił za czymś lub za kimś - Myślę sobie na początku, cwaniak, gra twardziela. Nie uśmiecha się i jeszcze do tego głośno przyznaje, a później zaczyna od podrywu na tekst jakie krążą po sieci wymyślane przez domorosłych poetów  - stoi nad nami, promienie słońca padają na jej twarz, za szybą piękna pogoda jak na koniec listopada. Świat jest zajebisty w takim słońcu i przy niej - Groziło tanim podrywem do słowa "karmił", gdy przeszło po takim banalnym wstępie w kocham, przyznam że zadrgało mi coś w gardle. Niby nic ale wolno przełknęłam ślinę. Od słów "najpiękniejszy sen" wiedziałam czemu się nie uśmiechasz. Nie można się uśmiechać wypowiadając takie słowa. Tylko wtedy możesz dostać ten swój tonic z lodem i cytryną wraz ze szczęściem gratis - wydawało mi się, że zmrużyła oko lub nerwowo drgnęła jej powieka. Ale takie jak ona nie puszczają oczek do facetów. I chwała jej za to - Robi się  - szczęśliwa, cofnęła się, obróciła i poszła.
- To żeś Mag postawił mnie w zajebistej sytuacji  - obracał w palcach zapalniczkę, szukając drugą ręką papierosów po kurtce - Ja uskuteczniam flirt, a Ty mi kradniesz obiekt moich westchnień.
- To nie ten typ dziewczyny. Musisz stary najpierw zanim spojrzysz głęboko w dekolt, a po tym jak z aprobatą kiwniesz głową na widok dupy, zerknąć na moment w oczy. Nie na twarz, w oczy. Tam jest wszystko, a ja na widok takich oczu nie mogę pozwolić aby taka dziewczynka stała się ofiarą chuci samca z dużym wozem.
- Duży wóz, mały kutas, Mag, nie ma się czym martwić.
- Nawet opuszek Twojego palucha na jej łonie musiałby wywołać smutną pogardę w moim sercu więc do cholery wybacz stary ale nie tym razem.
- Chcesz ją dla siebie - znalazł fajkę i włożył w usta. nie częstował mnie, wiedział, że nie palę - Nie ma sprawy, ja mam masę przyjaciółek - zaśmiał się.
- To, że obrońca broni bramki przed strzeleniem gola, nie znaczy, że sam chce go strzelić.
- Jasne ale w tej grze chodzi właśnie o strzelanie bramek.
- Aha. I zawsze o dwudziestu dwóch facetów i dwie bramki. W tym problem.
- Kurwa - zaciąga się obracając głowę w kierunku baru gdzie krzątała się kelnerka - Zawsze burzysz moje niebo.
- Dzisiaj gola strzelasz Ty, jutro strzela go kumpel. Taka gra, wolę inny sport.
- Proszę - staje Ona z tacą w dłoniach - Sok dla Pana - kładzie przed Cadilaciem szklaneczkę soku - A dla Pana tonic - teraz jej ręka wolnym ruchem sunie obok mojej twarzy. Bardzo ładnie pachnąca dziewczyna, myślę sobie i smutnieję. Nagle jestem gdzieś daleko - I szczęście - dodaje ciszej, tonem skromnym i mało zdecydowanym, kładąc chusteczkę higieniczną na kroplach wody pozostawionych przez dno literatki. Przesunęła chusteczką unosząc szkło.
- Proszę zostawić - mówię patrząc koledze w oczy, a moja prawa dłoń zatrzymuje jej wolno cofający się nadgarstek - Zdarza się często, że coś rozlewam więc chusteczka się przyda - oczy moje kodują niebieski atrament liczb i jej imię na chusteczce. Puszcza ją i patrzy uważnie jak wkładam do kieszeni.
- Trzeba było zamówić los na loterii Mag - bawi się setnie cadilac, dziewczyna z rumieńcem ale i uśmiechem odchodzi - Jak Ty to robisz?
- Mówiłem już.- upijam tonic- Uśmiech jest przereklamowany.

Smutek

Widzisz.- powiedziała dziewczyna.- szłam właśnie - zmieszanie ustąpiło na jej twarzy niechęci. Była zwyczajnie zła na ten idiotyczny przypadek tego niepotrzebnego spotkania.
- Trochę w złą stronę szłaś - rzekł chłopak z krzywym uśmiechem  - Miejsce w którym się umówiliśmy jest tam - wskazał.
- Miałam się trochę spóźnić- wymówiła niechętnie - Bo widzisz, ja dziś nie mogłam - kłamała tak jak kłamią ludzie, którzy pragną by ich rozmówcy wiedzieli, że kłamią i nie mieli do nich o to pretensji.
- Kłamiesz- powiedział chłopak, a gdy ona nie zaprzeczyła pojął, że stanął wobec sytuacji, o której nie wiedział co właściwie oznacza  - Skończyłaś przecież pracę w kawiarni o siedemnastej, zawsze wpadasz do mnie na siłownie po drodze do domu. Zawsze wpadasz.- zaburzenie naturalnego rytmu siało w nim panikę.
- Chodź.- zaproponowała cicho, zniżając głowę. On chwycił ją pod ramię, prowadząc tak jakby obawiał się ucieczki. Było w tym geście jakieś małe upokarzające zadowolenie.

Biedny facet - pomyślał wysoki, barczysty mężczyzna palący papierosa opierając się o pięknego, czarnego cadilaca zaparkowanego na głównym placu miasta - Dostałeś kopniaka prosto w skroń i cieszysz się, że będziesz mógł przez parę chwil porozmawiać o tym kopniaku z tą która cię tak zaprawiła, brudnym, kobiecym pantoflem.
Dumając, czuł jak rumieniec wstydu pali mu twarz. Nie śmiał w tej chwili pomyśleć o sobie ani niczego sobie przypominać.
- Gdzie się wbijamy? - z letargu wyrwał go głos przystającego obok człowieka.
- Tabasco - rzucił papierosa i z nerwem przydepnął go podeszwą - Jest tam kelnerka w której się podkochuję.
- Ona wiem o tym?
- Takie wiedzą o każdym szaleńcu z każdej sobotniej i każdej innej nocy.
- Zjedzmy coś  - zaproponował Magni odrywając się od samochodu. Ruszyli w kierunku knajpy z czymś na szybko. Było wszędzie dużo ludzi dlatego, znaleźli mały bar, dosyć pustawy, siedział w nim jeden klient i jakiś bezdomny przy wodzie. Cadilac zamówił dwie knysze, Magni zerknął na bezdomnego.
- Chcesz coś zjeść? - rzucił do niego.
- Ja?- odparł zmieszany patrząc teraz tamtemu w oczy.
- Tak. Chcesz?
- Jestem głodny  - powiedział, Cadillac poprosił sprzedawczynię o kolejną knyszę.
- Dziękuję  - ucieszył się bezdomny, dwaj faceci usiedli w ostatnim stoliku. Gdy jedli, z szumem weszły dwie dziewczyny i trzech chłopaków. Jedna z nich była odpychająca i gruba. jej zachowanie uwłaczało dziewczynie, druga natomiast była dosyć ładna i miała piękny głos. Wyglądała na około 18 lat, na nogach nie miała butów, trzymała je w ręku.
- Ładny mentos - powiedział Magni a ona się uśmiechnęła.
- Dziewczyny juz zrobione o takiej porze? - taksował Cadilac pobieżnie.
- Nic ci do tego matkojebco - odezwała się obleśna dziewczyna w czapce.
- Zostaw - rzekł Magni wstrzymując kolegę - Ona i tak nic nie zrozumie  - mówił ale patrzył na stojącą bliżej nich blondynkę bez butów. Ona patrzyła na niego, miała piękny , naturalny wyraz twarzy. Zrobiło mu się smutno gdy pomyślał, że musi się zniszczyć z tymi ludźmi  - To co masz wytatuowane - teraz zerknął na grubą w czapce - na karku to jakiś numer z drużyny chilliderek?
- Czego? - burknęła - Fajna dziarka co?- wystarczył jej zachwyt nad własną pozą.
- Ona nie może być chilliderką, Mag - złapał w mig Cadiac -To znak jakim znaczy się bydło  - dodał, dziewczyna zrozumiała, chciała coś powiedzieć ale gdy spotkała wzrok cadilaca, odwróciła się w stronę kolegów zamawiających potrawy.
- A Wy chłopaki macie jakieś dziary? - odezwała się zaczepnie dziewczyna bez butów.
- Magni ma - cadilac wskazał palcem na kolegę - pokaż jej Mag, zakasuj wzorki hodowców bydła.
- Nie ma o czym mówić - odparł Magni uśmiechając się delikatnie.
- No pokaż.- spojrzała na niego, spojrzeniem jakim nie patrzy się na wielu mężczyzn. Magni rozpiął dwa guziki od koszuli od góry i odsłonił kawałek piersi. Jej oczom ukazał się spartanin. Kiwnęła głową z uznaniem, dziewczyna w czapce obserwowała to milcząco, dwóch kolegów również, tylko trzeci nerwowo łypał na blondynkę bez butów.
- Jeszcze jakieś? - oparła dłonie o krzesło, stała teraz tyłem do swoich towarzyszy.
- Dwa ale nie jestem w stanie ich teraz pokazać - Magni obdarzył ją miłym grymasem. cadilac widząc jego twarz również się uśmiechnął. Rzadko mógł obserwować tę twarz w takiej szacie.
- Nie daj się prosić. Pokaż.

- Natalia - dało się słyszeć z ust jednego z chłopaków.
- Pokaż mi - ponowiła dziewczyna.
- Natalia- powiedział głośniej facet, Magni zdarł delikatnie koszule z prawego ramienia, dziewczyna bez butów patrzyła z milczeniem, facet spod lady krzyknął po raz trzeci jej imię.
- Przestań się wydzierać na dziewczynę - powiedział spokojnie Magni nie unosząc nawet na niego wzroku. Wpatrywał się w oczy Natalii.
- Teraz drugi - poprosiła Natalia robiąc krok naprzód. Magni ukazał lewe ramię, dziewczyna milcząco wyraziła uznanie. Facet pod ladą walczył z gniewem, cadilac nucił jakąś piosenkę pod nosem, Magni przestał być obecny.
- Fabryka wzruszeń  - powiedziała chyba do samej siebie wyrywając mężczyznę w rozpiętej koszuli z zamyślenia - Będę pamiętała to miejsce.
- Trzymaj się Natalia - wstał Magni wzdychając ciężko, poprawił koszulę i założył płaszcz. - Chcesz coś jeszcze? - ponowił do bezdomnego, ten jedząc łapczywie knyszę posłał mu uśmiech.
- Kupiliście mu żarcie?- wydarła się obleśna w czapce.
- Kupili mi to - powiedział szybko mężczyzna unosząc triumfalnie knyszę.
- Nieee, no szacun chłopaki - dodała gruba, cadilac przeszedł między kolegami Natalii ocierając się mocno barkiem o tego który się wydzierał. Przystanął, spojrzał na niego i poczekał aż tamten zrobi krok w bok uciekając oczami. Magni wyciągnął z kieszeni banknot i włożył do ręki bezdomnego, Natalia patrzyła na tą dłoń jak chowa się ponownie w kieszeni popielatego płaszcza.

   Patrzyła jak mężczyzna nieuchronnie zbliża się do drzwi, pomyślała przez chwilę, że taki ktoś mógłby uchronić ją przed tym beznadziejnym światem. Przed pociągami, miastami, włóczęgą, ucieczkami z domu. Mogłaby go kochać, a on mógłby kochać ją. I nie musiałaby już nigdzie jechać.
Usiadła smutno.

Mężczyzna w popielatym płaszczu wyszedł na ciemną ulicę. Odwrócił głowę aby spojrzeć po raz ostatni na dziewczynę, którą mógłby przecież pokochać, a ona za sprawą jakiegoś cudu mogłaby może i pokochać jego. Już nie musiałby chodzić sam tymi wiecznymi ulicami.
I kiedy zjedzie na linie z budynku, poprzecina sobie ręce, skręci kostkę po kilkumetrowym upadku, wybije bark, wbije nóż w dłoń, utkwi w jego ręce wielki kawałek szkła to wracając nie wracałby wtedy do pustego domu. byłby ktoś kto mógłby zobaczyć jak się zmęczył, jak się pobrudził i jak się poranił. I ten ktoś położyłby mu dłoń na głowie i poszedł po dużą igłę.
Miałby bandaż w domu i wodę utlenioną dzięki temu komuś. Miałby wszystko co mogło opatrzyć rany, dzięki takiej bosej Natalii.

Krępy brunet wyszedł zostawiając za sobą zdawkowe dobranoc, i skierował się za idącym przed nim przyjacielem. Uśmiechnął się do jego pleców ale nie był to szczęśliwy uśmiech. Pomyślał naraz, że ten facet mógłby wreszcie się zatrzymać przy bosej dziewczynce, a ta dziewczynka mogłaby wreszcie mieć to o czym marzy jej dziewczęca wyobraźnia i o czym mówią te jeszcze wciąż mało winne oczy. Ale jaka siła może sprawić, że ludzie wyjawią swoje głębokie pragnienia i się do siebie odezwą.
Za chwilę, za minutę już siebie nigdy nie odnajdą.
- Chodź - powiedział Magni krótko - Muszę się napić.
- Nie chcesz zjeść jeszcze jednego świństwa w tej melinie?
- Nie ma tam nic co mogłoby wyjść mi na zdrowie  - odparł przyjaciel gdy się zrównali. Obrali kierunek na knajpę.
- Widziałem niedawno Twoją kelnerkę. Szła odpicowana przez rynek gdy spotkał ją jej facet. tak mi się wydaje, zabrał ją ze sobą.
- Napisałem jej, że będziemy na mieście.
- Wiedziałeś, że ma wagon?
- To widać. To zawsze widać.

Zaloguj się