Run Forest, Run

 ... kiedyś pewna operatorka combat camera powiedziała do mnie i przyjaciół...

" nie wiem czy was podziwiać za to wasze skakanie, brandzlowanie się sprzętem i rzepy."

   Przyszło mi żyć w rzeczywistości w której tatuś w reklamie oznajmia, że jest bohaterem dla swego dziecka bo uprał skutecznie w pralce białe śpiochy. Tatuś jest też jednym z tych w narodzie zapewne, który wykrzykuje na forach, że operator jednostki specjalnej ścigający po pustyni fanatyczne zło jest mordercą. To taki tatuś co ma dobry kredyt, kilka kart płatniczych i samochód z gwarancją. Nigdy jednak nie ma tego co autentycznie pragnie, co sprawia mu przyjemność.

Żonę też ma zapewne dobrą bo z dobrego domu.

   A mój tatuś nie prał mi śpiochów, za to trzymał mnie w pionie, nawet gdy chciałem zapaść się pod ziemię. I nie pozwalał mi zniknąć, nawet wówczas gdy chciałem tylko zniknąć. Nie pragnąłem komputerów, rowerów, ogrodów, wycieczek; pragnąłem nie być. Nie być nigdzie i z nikim. Pragnąłem nie istnieć. Ale ciężko jest nie istnieć jeśli ma się duszę chłopca chcącego odkrywać i osiągać.

   Bohaterem jest teraz też tatuś, który przywozi nową skodą głośnik na urodziny swojej osiemnastoletniej córki. I nie może to być cadillac, to musi być skoda, bo bohaterscy polscy mężczyźni są programowani do wielbienia przedmiotów bez charakteru. Przedmiotów dla motłochu. I koniecznie z naciskiem na nowsze, bo nowszy według napisanego przez media programu jest synonimem lepszego.

A gdzie przyjemność z jazdy, z prowadzenia czegoś wyjątkowego, charakternego. Nie ma bo oni nie mają genu, który prowokuje do konieczności odczuwania takiej przyjemności. Dla nich produkuje się też zapachy nowego auta aby dać im to czego pożądają najbardziej; synonim luksusu poprzez świeżość.

   Tymczasem chłopaki zapuszczają coraz dłuższe brody, chodzą w lużnych podkoszulkach bez cekinów, w wytartych bojówkach, jeżdżą starymi fordami bronco, starym chargerem, cadillaciem, ramem, blazerem, silverado - wymieniać mógłbym na całą stronę.

Ale oni nie są bohaterami.

Uwielbiają rzepy, brandzlują się przy metalowym sprzęcie i wyskakują ze sprawnego samolotu. To nie są faceci, którzy po roku przyjdą po nowy telewizor, po dwóch latach po nowy samochód, co miesiąc na obrabianie skórek przy paznokciach, i co chwilę po nową koszulkę od znanej firmy i zapinki złote do mankietów. Buty kupują nowe raz na dwa lata i tylko takie, które przetrwają marsz przez pustynię.

To są faceci, którzy mają ten sam rzemień od pięciu lat wiszący na ich przegubie z bliznami. Nie są nic warci dla świata. Ganiają gdzieś tam w błocie, bagnie, piachu, wylewając ostatnie poty aby móc umiejętnie uratować kogoś przed kimś i dorwać autentyczne zło.

To nie są bohaterowie dzisiejszego świata, nie kupią proszku i nie pochwalą się w reklamie, że uprali za pomocą pralki skarpetki i właśnie zostali bohaterami dla swojej córki i żony. Ale co z żoną, że ona została żoną takiej pizdy ludzkiej.


   Albo reklamy piwa, według których jedyna konkluzją jaką można stwierdzić to taka, że prawdziwy facet z honorem jest maniakiem piwa. Tak się zastanawiam i stwierdzam, że ja nie cierpię piwa i nawet ludzie umiejący obsłużyć każdy kawał morderczej stali na tej planecie, z którymi czasem grilluję nie przepadają za piwem. Więc skąd to się bierze?


Jesteśmy programowani, a dają zaprogramować się ludzie bez tożsamości. Za chwilę bo jest to na topie europy będą nas programować do akceptacji małżeństw dwóch facetów; ba już zaczęli to robić, a za chwilę natomiast będzie tak, że synonim niby męskości czyli alkohol według reklam piwa, do pary dostanie nie czucie odrazy przed dwoma parówami trzymającymi się za ręce.

Następną reklamą będzie dziecko, które stwierdzi, że tatuś jest bohaterem bo jego męskość była tak silna, że nie wstydziła się powiedzieć światu o swojej miłości do drugiej męskości. Taki dinozaur jak ja i moi koledzy z otwartą gębą będzie siedział przed taką reklamą, a naród będzie kiwał a aprobatą głową. Bo przecież telewizja nie może się mylić. Przecież jak drzyzga, gessler, wojewódzki, majewski, urbanska, inna menda społeczna coś powie na ekranie to tak jest.

Nie może być inaczej, autorytety dla mas się nie mylą.


A Nietzche, Kant, Freud, Homer, Szekspir gniją w bibliotece. Nie gniją już w księgarniach bo na potrzeby ówczesnego czytelnictwa zamawia się masłowską czy coelho który w jednej swojej książce na sto stron powtarza to samo dziewięćset razy. A jego sentencje są tak banalne i pełne truizmu, że mogą z tej niby odkrywczości cieszyć się ośmiolatki. Ale takich czytelników mamy i takich infantylnych pisarzy oni czytają, bo sami są infantylni.
Literatura Coelho polegająca na powtarzaniu frazesów i indoktrynowaniu nimi nieobeznanych ze słowem mózgów kompletnymi truizmami i naiwną filozofią jest niebezpieczna dla społeczeństwa. Jego pisarstwo powoduje więcej szkód niż korzyści.
Cały czas pisze o tym co oczywiste dla małych dzieci i robi to tyle razy i w tak naiwny, mdły sposób, że komuś kto zna się na pisarstwie na twarzy ujawnia się niesmaczny wyraz.
Natomiast publiczność cytująca i zachwycająca się banialukami typu „to co zdarzyło się raz może zdarzyć się i drugi raz” jest odbiciem tego marnego pisarstwa. Niestety gdyby nie on setki tysięcy młodych ludzi nie miałoby w ręku niczego co zawiera słowo oprócz co najwyżej gazetki „bravo” chociaż starty nie ma bo poziom indolencji taki sam.

   To są bohaterowie dnia dzisiejszego; literatura bez głębi i polotu w słowie, ojcowie dumni z wyprania śpiochów, tatuś mający nową skodę z gwarancją, wujek w koszulce z cekinami ale od znanego projektanta. I masa medialnych idiotów i idiotek, kurew, lampucer, szmat duchowych i cielesnych, męskich pizd telewizyjnych biegających co rano na manikure. W dodatku taka pizda uważa, że jest kwintesencją męskości, bo o ile nie jest klasycznie przystojny to jest zadbany, a durne baby , których sława ogłupia poprzez fakt, że lgną do takich utwierdzają ich tylko w tym błędzie.

I pózniej stanie taki przed wysportowanym facetem, z którego oczu bije siła, którego nadgarstki strzaskane są od przeszłych złamań, którego skronie dudnią życiem, a twarz pozostaje ogorzała, nie kremowana, nie ogolona ani dobrze ani dokładnie.

Stanie i spojrzy na niego ze skrywaną pogardą. Do nieskrywanej brak mu zwyczajnie odwagi. I popełni fatalny w świadomości błąd. Będzie przekonany, że jest lepszym mężczyzną, a co gorsza panie z jego towarzystwa mimo napięcia w podbrzuszu na widok tego ogorzałego pachnącego tylko testosteronem też dadzą mu tego dowód. Bo nawet gdyby któraś chciała zerwać się z łańcucha tej grupy to tego nie zrobi. Sława i pieniądze to największy afrodyzjak dla nowoczesnych pań nawet gdy napierdala brzuszek. Oczywiście, gdyby spotkała tego dzikiego samca w windzie na obcej dzielnicy bez pudelka telewizyjnego, radiowego, serialowego, sportowego, to owszem, stałaby się z wykwintnej damy, dziką suką. Wszystko zgodnie z programem biologicznym.

O takich dinozaurach pisała- nie bez złości- Andrea Hurton w "Erotyce perfum" "najgorsi są panowie z tym osobliwym surowym zapachem czystego samca. Pachną schludnością, emanując jedynie woń mydła, potu i spermy. Łatwo ich rozpoznać jako wrogów perfum"

Teraz stoję w klubie do którego jak już niejedna osoba powiedzaiła mi, że nie pasuję, co było dla mnie komplementem i nos mam pełen kwiatów gdy przemknie obok mnie jakiś facet.

Nie, nie dziewczyna, facet. J

a wiem, że nasilniejszym zmysłem jest zapach, to on przywołuje najskuteczniej wspomnienia i sprawia przyjemność ale perfumy zabijają informacje podprogowe czyli nie pozwalają odczuć feromonów, biologicznych zapachów. Panowie, proponuję przełączyć z mtv na national geografic.

I Panie, proponuję przestać słuchać lansujących modę idiotów i idiotek, ubierających się i malujących jak czupiradła z jakiegoś zjazdu sztucznych pizd i tez obejrzeć jakis program podróżniczy, gdzie gdzieś w tle może zobaczycie co jest ładne na kobiecie.

Widziałem ostatnio dziewczynę w szpilkach. Szła po mieście, twarz miał spoconą, spiętą w skupieniu aby tylko się nie wypierdolić.

Wyglądała jak kuriozum, mimo, że była ładna i zgrabna to wyglądała jak kuriozum.

Chciałem podejść, dać jej mentosa i aby zdjęła te buty i pobiegła boso. Chciałem podejść i powiedzieć " run forest, run"

Zaloguj się