Po męsku czyli bez polotu

Błoto, testosteron, piwo i kiełbaski

 Póżną porą tego dnia mżyło i powrócił ziąb. Wczoraj kiedy cały dzień przemierzałem leśne i błotniste tereny gdzie zostawiałem cały swój popaprany świat za sobą, pogoda była całkowicie inna. Poznałem nową off roadową ekipę albo raczej oni poznali mnie. Mam w sobie coś dziwnego , pierwotnego. Już w armii przekonałem się, że wśród mężczyzn jest identycznie jak w stadzie wilków. Za pierwszym razem kiedy wybraliśmy się w teren i dwa razy wpakowałem się jako przewodnik i - jak mawia mój kuzyn, najczęściej pilot- jako pojeb, bo niby jak wjeżdżam w teren to mi odpierdala, więc kiedy wpakowałem się w sytuacje bez wyjazdu, oni stwierdzili, że znają przyjemniejszy teren (osobiście za mną nie wjeżdżali) . Przyjemniejszy w ich ustach znaczyło jedynie "łagodniejszy". Na co ja patrząc na warunki zimowo-odwilżowe wykazałem trochę rozsądku i zgodziłem się na wszystko czym chcą zaskoczyć mnie i poczciwego cherokiego swoim mercedesem g i land roverem.
Na domiar nowej znajomości mając rzecz jasna niewyparzoną gębę rzekłem przez radio jednemu ze swych starych kompanów( było ich dwie ekipy) , że to "łąkowcy", na co okazało się, że oni to słyszą. Gdybym nie był sobą pewnie zapadłbym się pod ziemię, a tak tylko wzruszyłem ramionami. Któryś z nich jedynie coś o niespodziance odparł przez krótkofalówkę, a ja dalej za nimi jechałem.
Mniejsza o wyprawy. Nie zaskoczyli mnie niczym, a na domiar wszystkiego przekonałem się, że mit land rovera jest tylko bajką. Ale snobizm musi kosztować i żerować na pogłoskach.
Kilka dni później zadzwonili Ci, których wyzwałem od łąkowców i organizowali kolejny wyjazd. Okazało się, że mimo ich kilku wad (sam mam ich mnóstwo) to całkiem fajna ekipa. Przekonałem się po raz kolejny o biologii determinującej kontakty międzyludzkie. Okazało się, że mercedes g chciał jechać ze mną na wyprawę , którą organizował w Albanii, land rover natomiast na małą ale ciekawą wyprawę w trudno dostępnych lasach. Szacunek jakim mnie obdarzyli instynktownie trochę mi zaimponował ale kiedy wczoraj dołączył do nas nieudolny wrangler z kierowcą z kolczykami w uszach to musiałem popijać piwo prowadząc jedną ręką w błotnistym i leśnym terenie. Poprzeczka jaką miał on postawioną przed sobą, była poniżej zderzaka mojego auta. Jechałem ostatni gdyż ktoś musiał baczyć aby nie został on w tyle i mogłem sobie pozwolić nawet na grilla w środku.
Przed stromym zjazdem instruowali go z 7 minut, on wychodził oglądał, prawie, że mierzył kąt nachylenia po czym zmotywowany dopingiem innych zjechał. Ja podjechałem i zeskoczyłem pędem, zawróciłem, wjechałem większym pędem i zjechałem jeszcze większym. Pomyślałem nad przepaścią jaka dzieli nie tyle co samochody ile ludzi. Kolejną przeszkodą był wąwóz ze stromym podjazdem śliskim od błota. Ponieważ na górze mieliśmy rozpalić ognisko, a ja nie chciałem czekać w szoferce, widząc trudy land rovera, ominąłem go i wspiąłem się na górę za drugim razem.
Jak juz rozpaliłem ogień na mokrym i z mokrego drewna, drugi jeep cheroke wjechał tą samą drogą (starzy kompanii), mercedes g próbował nieco bocznym szlakiem, a land rover i wrangler objechali dookoła.
Ogień ogrzewał chłodny już wieczór, kiełbaski się smażyły, piwko smakowało. Piłeś nie jedź, ale przecież wiewiórką nic się nie stanie, one siedzą na drzewach.
Jeden z ekipy jakiej nie znałem się spił:
- No i niech przyjedzie.- mówi do kogoś kto przypomniał sytuację z policją leśną ścigającą takich jak my.- zajebię ich.- powszechnie wiadomo, że alkohol odbiera mózg.
- Stary, przestań pierdolić.- mówię bo nastawiłem się na luz, a tu mi koleś z klimatami bulwarowymi wyskakuje- To nie Pakistan kurwa, co zrobisz niby.
- Zabili mojego kumpla. Nigdy go nie widziałem ale to znajomy- mówi gniewnie- Jebani Pakistańczycy. Zadarli ze mną, Z polakami.
- Więc jaki to kurwa Twój kumpel. - mówię podpiekając chleb.
- Mają przejebane, pojadę tam i ich zajebię.
- Nie starczy nam paliwa.- dodaję, niektórzy śmieją się z kolegi.
- Nie dojedziemy do Pakistanu?- pyta zadziwiająco poważnie.
- Takie życie chłopie, niebo niebieskie, woda mokra, ludzie zabijają ludzi.
- Poderżnęli gardło Polakowi, kurwa czarnuchy jebane.
- Przestań jęczeć. To dorosły facet, wiedział gdzie jedzie. Wszyscy podniecają się śmiercią jednego dorosłego mężczyzny, a jak gwałcą i mordują szesnastolatkę w środku cywilizowanego miasta to tylko lokalna telewizja o tym mówi. Coś się chyba wam popierdoliło.- otwieram redsa- Sory chłopcze ale dla mnie to więcej znaczy.
- Nie mogą w obcym kraju porywać ludzi i obcinać im głów.- podnosi głos.
- A czemu nie? To dzikusy, terroryści, zwykłe bandziory. Myślisz, że będą się kłaniać bo jakiś białas przyjeżdża i łazi po ich ziemi?
- Ale to polak
- I co z tego? oni nawet nie wiedzą kurwa gdzie leży polska. Dla nich jesteśmy jakimiś białymi dzikusami.
- Zajebię ich.
- I co? jedziesz na wojnę?
- Jadę.- krzyknął- Jasne kurwa, że jadę.
- Byłeś w armii?
- Generałów nie biorą.- dodał ze śmiechem jego kumpel.
- Więc jak chcesz ich kurwa powystrzelać nie wiedząc nawet jak odbezpieczyć broń.
- Wystarczy mi na nich nóż.- mówi rzucając puszkę po piwie na ziemię.
- Stary, mam cztery kosy w aucie, maczetę, jeden nóż myśliwski oraz wojskowy i mały nóż , nazwijmy go miejski.- kuzyn stojący obok mnie chichocze cicho zajadając się kiełbaską- Wybierz jedną kosę i stań naprzeciw. Potraktuj to jako test. Jak zdasz, możesz powiedzieć żonie, że masz z czym jechać na wojnę.
- Co Ty myślisz kurwa, że się boję?- podnosi głos.- Pojadę i ich powybijam.
- Może i się nie boisz ale cały szkopuł w tym, że pociski mają się nijak do odwagi. Bomby zabijają nawet naćpanych i dzielnych, stojących prosto i z wypiętą klatą.
- Pojedźmy na balety to Ci pokażę, że nie ma leszcza.- kuzyn śmieje się coraz głośniej, chłopak sięga po kolejne piwo, inni się przysłuchują i dobrze bawią.
- Trochę nie wyjściowi jesteśmy. - zauważa ktoś.
- Mało wiesz- odzywa się kuzyn, który pochodzi z pod ukraińskiej wsi i zjadł zęby na zadymach wiejskich. Po paru wakacyjnych szkoleniach krav magi jego nazwisko było tam znane. Chłop jak dąb.
- Co Ty kurwa myślisz, że mnie można przestraszyć. Wchodzisz, podchodzisz do największego chojraka i dajesz w ryj. Reszta się nie ruszy, uwierz mi. Chcesz to Ci pokażę.
- Oj Ty chyba nie wiesz co mówisz.- kuzyn trochę się podśmiewa ale wiem, że on nie jest chłopakiem z salonów i wystarczy mu krok aby zabić tamtego o konar drzewa. Wtrącam się więc dosyć łagodnie.
- Ale powiedz po czym poznajesz największego chojraka? Włazisz, stoi do około 40 chłopa. I co?
- I podchodzę i daje w ryj.
- Ale komu?
- Najtwardszemu.
- Ale on ma tabliczkę czy co?
- Jaką kurwa tabliczkę?
- Z napisem kurwa.
- Zazwyczaj jest największy.
- Kurwa człowieczku.- wtrąca się kuzyn mający mniej cierpliwości- On- pokazuje na mnie- Tuż przed wojskiem był wykidajłem na wiejskiej dyskotece. Popatrz na niego. Niezbyt wielkie metr osiemdziesiąt dwa. Dwa razy szczuplejszy ode mnie.- klepie mnie w ramię- A wbiegł w tłum ośmiu wieśniaków bo mu brata bili. I wiesz co się stało? Wszyscy spierdolili. A wcześniej jeden zwyczajnie chciał wejść na balety, był większy od niego, źle się wyraził, nie wszedł, to znaczy natrafił na opór. Stwierdził, że go przełamie, nie przełamał. odbił się os strzała prosto w ryj. Wrócił dwadzieścia minut później z ciężarówką chłopaków. Spierdolili, a on- stuknął o moje piwo swoim- Wypił tamtego dnia szesnaście piw. Nie wiem jak on kurwa stał.- spojrzał na mnie w mroku- I żeby nie było. Wypił te piwa przed zadymą.
- Byłeś ochroniarzem?.- zainteresował się kolega ze starej ekipy.
- Robiłem w życiu parę dziwnych rzeczy,.
- Parę rzeczy nie podobnych do jego wyglądu, haha- dodał kuzyn
- Że niby co kurwa.- mówię nabijając na kij dodatkowe dwie kiełbasy.
- Że niby biedny byłeś i kasy potrzebowałeś.- ripostuje.
- Na wichurach nie ma chojraków.- wtrąca nasz pijany kolega.
- Bywałeś pewnie na ósmoklasowych dyskotekach. Psychologia tłumu nie zna litości. Tam gdzie jest facetów ponad czterech trzeba być ostrożnym. Nie zaczną burdy ale ustrzelą jakąś ofiarę. Jeśli będzie ich ponad sześciu można liczyć na zabawę. W jednym w takiej sytuacji możesz być górą. każdy z nich w rozstrzygających sekundach liczy na kolegę. Masz chwilę aby ustrzelić trzech, czterech najbliższych. Muszą paść. Reszta to już panika.
- To nie tak. Ja tam wchodzę do knajpy, podchodzę do chojraka i walę go w ryj.- prostuje pijany- Nikt więcej się kurwa nie rusza. A teraz zamordowali Polaka. Odcięli mu głowę.
- Po pierwsze nie wiadomo czy to prawda, a po drugie to nic wielkiego. Ludzie umierają, lepiej jak mężczyźni niż dzieci zabijane przez konkubentów, zaniedbane przez pijące matki - kucam, gdy dym zmienił kierunek i pełzł mi w oczy.
- Właśnie.- wtrąca jeden z kompanów.- I zmieńmy ten temat bo nudny już.

Zaloguj się