Ostatnia wieczerza

A gdzieś tam

Mój plan, dzieło sztuki prymitywnej ziścił się w pełni.

Wreszcie zostaję zupełnie sam na święta.

No tak, niby każdy ma pusty talerz dla wędrowca ale jak usłyszą pukanie do drzwi to się dziwią kto to może być.
Zresztą mój plan ziścił się w pełni. Oczywiście, że nie chcieli mnie zostawiać ale drobnym zabiegiem, małym niewinnym kłamstewkiem przestali się o mnie martwic.

Nie tak jak pewien chorąży kiedy byłem w armii i udało mi się dostać przepustkę na wyjście do domu na święta. Byłem już starym żołnierzem więc należało się. Tylko po co; dostałem butelką w łeb we własnym domu w ten najpiękniejszy dzień w roku (niby)

Mimo, iż nie biegam z każdym zadrapaniem po lekarzach to uznałem, że to cholerne przecięcie na środku czoła do czaszki można by zszyć gdyż i tak kobiety czmychają ode mnie na widok mego mózgu a co dopiero z takim czołem. A kiedyś trzeba przecież mieć jakąś nałożnicę i małe, biegające stworzenia noszące ten sam genotyp.
No i jadę do tego szpitala, zaszyli mnie, wracam, a na przystanku gapi się na mnie mój chorąży:
- Krzemień, kurwa 
- mówi- Ty jesteś najebany. Nie był zbyt spostzregawczy skoro nie zauważył, że rpzez calą służbę nigdy nie byłem pijany.

- U lekarza byłem- mówię jak nigdy spokojnie.

- Jasne kurwa, piłeś.
- Z tym na ostrym dyżurze byłem- pokazuję mu na głowę chociaż przecież musi widzieć napuchniętą i zakrwawioną ranę na czole.
- Bo jesteś kurwa pijany i pewnie się z kimś napierdalałeś.
- Jasne kurwa 
- macham ze zrezygnowaniem ręką- Szkoda z panem gadać, Panie chorąży.

- Masz kurwa wrócić do jednostki i zakaz wychodzenia z koszar.
- Święta są. Sierżant dał mi przepustkę - przypominam chociaż nie wiem po co.
- Właśnie, święta więc kto chleje w święta i się napierdala. Do koszar.


Co z tego, że to idiota był. Co z tego, że i tak spierdoliłem przez płot. Nie, nie dlatego, że wigilia i bliscy nawet jeśli jedno z nich chce Cię zabić, są najważniejsi ale zwyczajnie dlatego, że każde miejsce jest lepsze od pustych murów koszar wojskowych w dzień kiedy nad stołami unosi się zapach barszczu, a w pokoju aromat choinki. I możesz zasnąć w świeżej pościeli.

Lub pod drzewem w lesie.



   Czasem zostawałem też prawie sam ale nigdy o tym nie będę opowiadał.


Tak więc ostatnia kawa w biurze, a później tak jak Wy zasiądziecie przy stole, tak i ja może zasiądę zarzucony notatkami, z winem, obgryzionym ołówkiem i kotem uwieszonym na ramieniu. Postaram się dać z siebie jakieś słowa. To dobry okres aby powiedzieć coś może mądrego. Czasem mi to wychodzi.
Tak więc ja kończę, wy pewnie robicie ostatnie zakupy, krzątacie się po kuchni, wasi bliscy uzupełniają cukierki skradzione przez dzieciaki z choinki. Kuchnia wypełniona dziesiątkami zapachów, pies z podnieceniem merda ogonem, odpisujecie życzenia, zaraz przyjdą do was inni albo wy dojedziecie do nich.

Kiedy ktoś ujrzy pierwszą gwiazdę, usiądziecie przy wspólnym stole i połamiecie się opłatkiem...a gdzieś tam...
...a gdzieś tam w wilgotnych butach, w sfatygowanym juz płaszczu, na działkach w środku miasta ktoś rozpali ogień w altance. gdzieś tam w wielkim domu bez muzyki osierocone dzieci będą monotonnie spoglądać przez okno. Jednych ucieszy ciepło ogniska, drugich zjedzony przed chwilą karp. Nie ucieszy to karpia ale kto z ludzi by się tym przejmował. A po chwili oboje będą pusto patrzeć w dal marząc o zgiełku, ich imieniu na papierku pod choinką, bliskiej osobie pytającej czy chcesz więcej ciasta...gdzieś tam zawsze będzie ktoś komu nie pomogą nawet najgorętsze życzenia.


Tak więc ja kończę, wypiłem już kawę, w biurze jestem sam, za chwilę zmieni się tylko miejsce. 

Zaloguj się