Nic z życia

przyjdzie dzień kiedy idąc przez burzę nie będziesz trzymał głowy wysoko

Poranek okazał się inny. O ile szaleństwo zawsze atakowało od wieczora i rosło do nocy, szarpiąc mózg i duszę potwornymi szponami o tyle dziś potwór czaił się od przebudzenia.
- O kurwa- mówię sobie patrząc w jego ślepia. Straszne bydle- No to będzie jazda- te podrygi sarkazmu, których trzymam się życia za pomocą jednej nitki.
Wiem, że jest gorzej niż było kiedykolwiek. Ten skurywsyn nie rozszarpywał mojej duszy od rana. Kładłem się aby zasnąć na parę godzin by później móc żyć wiecznie. Rano budziłem się z nową siłą. Nic nie mogło mnie zranić w tamtym momencie.
Dzisiejszego dnia się wszystko zmieniło. Stał nade mną podnosząc mi powieki.
 

a co jeśli na zewnątrz też są potwory...

Wszystko co mogło mi pomóc upuścić mu krwi zostało w moim "Tyranie" jaki woził mnie po bezdrożach. A ten z kolei stał kilka kilometrów ode mnie, więc nie miałem żadnego kawałka zimnej stali pod ręką.
Ruszyłem codziennym traktem do roboty. Potwór jechał ze mną na siedzeniu pasażera. Kiedy stałem w korku ujrzałem chłopca klęczącego przy płocie. Był chłodny poranek na około 8 stopni i wilgotny. Na chodniku przy płocie klęczał chłopiec z kapturem na głowie. Dłonie miał złożone na twarzy ale tak jak robią to mężczyźni. zewnętrzną częścią dłoni przykrywał oczy.
- Patrz skurywsynu.- mówi do mnie moja maszkara- I Ty chcesz odejść? jeździsz w ciepłym, 300 konnym aucie. A on.- robi pauzę i zmienia ton- Wyobraź sobie co jemu musi się dziać.
"Znalazłem się sam na bezkresnej drodze, bez szansy na pomocną dłoń.
...pośrodku obcej krainy..."
- Doskonale wiem co mu się dzieje. - wpatruję się w dłonie chłopca jak zaczarowany- W pewnym momencie ktoś kto bawi się kukiełką na sznurku w ludzkim teatrze lalek, nagle bez powodu bierze nożyczki i ucina tą nic. To jest nic życia. I nie rzecz w tym, że jest on słaby bo jedna nic waży na jego życiu lecz rzecz w tym, że jest on tytanem i znosi wszystko. A kukiełka tańczyła nad ogniem. Znosi dzięki czemuś, komuś, jakiemuś światłu. Walka w ciemnej grocie z potworami ma tylko wówczas sens jeśli istnieje życie poza grotą.

nadludzki wysiłek aby chociaż miec nic z życia

Magni

Bestia patrzy na mnie spod byka, ja patrzę pusto na jesienne drzewa.
- Prawdziwy z Ciebie skurwiel.- mówi ciężko- Nie zatrzymałeś się.
- Nie umiem mu pomóc. - mówię równie monotonnie.- Sam potrzebuję pomocy.
-Co z Tobą? Byłeś moim bohaterem, a wyglądasz jak cień człowieka.
Ha, wszystko zniosę! Musi być w mych piersiach
Gołębie serce, musi nie być żółci,
Zdolnej goryczą, krzywdy me zaprawić,
Albo od dawna już bym kruków stada

Tego nędznika utuczył resztkami.
Krwawy, bezwstydny podlcze, bez sumienia,
Zdradny, nierządny, wyrodny nędzarzu!”

W. Szekspir: Hamlet

- A co jeśli brakuje wystarczająco sił. Tak zwyczajnie. bez żadnej filozofii. - nawet na niego nie patrzę.- Kiedy brakuje Ci sił.
Dodaję gazu, wciskam się między auta, ryk ośmiu cylindrów rozpędza sunące ludzkie roboty. On zapina pas z miną taką, jakbym chciał go zabić.
- Wtedy.- zapiera się nogami- Wyrywam Ci serce i rzucam dwa metry w głąb ziemi. Tak zwyczajnie. Bez żadnej filozofii.
„Teraz moc srogą stalowego klina
na wskroś mu przegnaj przez pierś ciosem młota.”
Ajschylos

Bóg

I oto w piekle zaczynają się kłopoty.
-Usiądź- powiedziałem, kiedy stał naprzeciw i posyłał mi to swoje wyćwiczone głupkowate wejrzenie. -Napij się.- zaproponowałem, ale on widocznie mnie ignorował.
-A więc jednak?- zauważył ozięble.
- „Serce twarde na końcu dozna klęski,
a miłujący niebezpieczeństwo w nim zginie.”
Księga Mądrości Syracha 3:26.
- Mówiłem Ci.
- Umarłem?
- Co jest człowieku? Kim ty kurwa myślisz, że jesteś?- pochyliłem się w jego stronę- Mówię do ciebie usiądź a ty nawet nie drgniesz. Zapraszam do zasmakowania trunku, a ty to olewasz. Widzisz...gdybyś znalazłszy się tutaj walnął się na ten fotel bez słowa, pomyślałbym, że jesteś świetnym facetem, któremu gówniane umieranie jest obojętne...kto wie; może i obojętne.- wskazywałem na niego oskarżycielsko palcem, ale pewnie doskonale znał ten gest i dlatego nie robił na nim najmniejszego wrażenia- Co jest? Zmiękłeś? Stoisz i wyglądasz jakbyś oczekiwał litości.- splunąłem- A byłeś moim idolem-
Mówiłem, ale on wciąż stał w bezruchu tak jakby w ogóle nie słyszał mego pretensjonalnego tonu.
- Przyszedłem wytknąć Ci tylko twe błędy.- drgnął, a senność powoli osnuła pajęczyną jego kamienną twarz.- I wracam na górę.
Cóż to był za człowiek. Niekiedy był mocarzem i czuł wówczas, że może podbić świat. Niekiedy nie miał sił otworzyć oczu i wtenczas czuł, że świat podbija jego.
Z samobójczą brawurą roztrząsał swe życie i potrafił stać naprzeciw każdego nieszczęścia i patrzeć mu prosto w oczy.
Co mogę powiedzieć?
Co począć z nim?
-Wiesz, że nie mogę zostawić cię na szali twego cierpienia, nałogu, czy tez śmierci. Nie mogę pozostawić swego bohatera jego własnemu losowi, tłumacząc mu, że zasłużył na cierpienie, gdyż sam jest jego przyczyną.

Byłbym powiedział mu znacznie więcej.
Byłbym powiedział mu, że zachowam go przy życiu, ale to i tak nie ma już żadnego sensu; dla mnie jak i dla niego. Dla świata. Kto wie.
Byłbym powiedział mu, że będzie cierpiał i być może bardziej, niż kiedykolwiek.
Cóż; nie zrobiłem tego.
Nie wiem dlaczego. Być może, że powstrzymała mnie ta niezbyt wykwintna litość, lecz decyzja szalbierza, żeby ukryć przed nim grobowe wyznanie, iż będzie on jeszcze kiedyś komuś potrzebny.
(Mam nadzieję, że się nie mylę)
-aha.- przystanąłem zanim zniknąłem w mroku- czemu nie zatrzymałeś się przy tym chłopcu w kapturze?
- To był mężczyzna.- odparował obojętnie
- Więc uznałeś, że mężczyzna nie potrzebuje pomocy?
- Właśnie.
- Dobrze więc. Nie dostaniesz jej.- Odwracam się i znikam, on zostaję.
- Tak jakbym kurwa o nią prosił.- doszło mnie tylko echo jego słów. Nie zareagowałem.
Zamknąłem ogród pełen wonnej żywicy i złota i skazałem ciebie na tułaczkę. Następnie pozwoliłem, aby zazdrosny skurwiel zabił lepszego z braci. I to nie koniec...uczyniłem wszystko, aby temu skurwielowi zapewnić bezpieczeństwo, aby nikt nie upomniał się o gest sprawiedliwości. Prawda jest jedna. Nie ma innej. Nigdy nie ma dwóch prawd; jestem demonem. Jestem wszystkim w co wierzysz i wszystkim czego się boisz. Nie mogę oprzeć swego kultu na obietnicach i miłej retoryce. Strach jest największym sprzymierzeńcem religii...i niewiedza...tylko silną ręką mogę skupić motłoch wokół siebie....

Magni

- poczekaj.- przerwałem mu kiedy stanęliśmy na czerwonym świetle.- zapędzasz się. Myślałem, że jesteś zwykłą bestią a ty mi wmawiasz o Bogu i Diable.
-Jestem nim.
- Więc wypierdalaj.- patrzę w jego oczy- Boga mam za gniewnego dupka, a diabła nie wożę. Mogę zadawać się z demonami, nawet mogę być jednym z nich. - przechylam się i otwieram jego drzwi- Ale kłamliwych nierobów nie podwożę.
- ale...- wyjękuje zdziwiony
- Ale weź się do roboty. Bo jeśli jesteś bogiem to zapierdalaj aby świat był lepszy. Jak na razie to dostajesz niezły wpierdol od diabła...a jeśli jesteś tym drugim to znajdź sobie prawdziwego przeciwnika bo Bóg jest od Ciebie nie tyle co słabszy ile zwyczajnie bardziej zły.

Bóg

Niektórzy mnie przeklinają, a inni mają do mnie pretensje. Ci co wierzą i cierpią, zarzucają mi nieczułość i degradują, nie mogąc mnie ściągnąć na ziemię. Ci, którzy błagają mnie, aby ich pomścić, robią ze mnie bandytę. Proszący o bogactwa mają mnie za bankiera. Co jest do cholery, mówię sobie? Nie potraficie wierzyć? Wierzyć nie oczekując przymiotów z tym związanych? Wierzyć bez gwarancji nagrody? Zadośćuczynienia? Myślicie kurwa, że odmawiany pacierz to klucz do mojego ogrodu? Stawiacie wielkie budowle do rozmów ze mną, gdzie wieszacie na krzyżu mego syna, którego nie ocaliłem Nie ocaliłem i co z tego.
Stoję na skrzyżowaniu, dochodzi mnie dźwięk nadciągającego huraganu; to on i jego osiem cylindrów. zatrzymuje się przy moim boku, otwiera okno.
- Czemu nie pomogłeś temu chłopcu- pyta, patrząc na mnie wzrokiem przepełnionym pogardą. Ciężko to znosić.
-To nie chłopiec. - odpowiadam.
- słusznie.- zerka czy nie nadciąga tramwaj bo stoi na torowisku- a czemu nie pomogłeś zgwałconej i zamordowanej 16 latce parę przecznic dalej?
Co za skurywysyn - pomyślałem o tym marnym człowieczku.
- Musiałbym stać cały wieczór na rogu. - odpowiadam cicho.
- No tak.- zamyka szybę- To wymaga chociaż trochę wysiłku.- dodaje gazu, obraca się wokół mnie i znika w dali.
„Jeżeli zechcesz, inne wyłożę ci teraz słowo
Składnie i umiejętnie, a ty przechowaj je w sercu.
Jak z jednego są szczepu bogowie i śmiertelni ludzie.”
„Prace i Dnie” Hezjod
- A co jeśli brakuje siły? Tak zwyczajnie. Bez żadnej filozofii.- pyta pustki dookoła.- Jeśli brakuje Bogom zwyczajnie siły aby stać na rogu...- mówi odchodząc

Zaloguj się