list od O, idzie upał

po drugiej stronie lustra

po drugiej stronie lustra

Wiedziałam, że napiszę... Ty też to pewnie wiedziałeś.
Minął rok, odkąd się znamy, a to chyba dość długo, jak na przygodę i poznanie postaci, których w rzeczywistości nie ma.

Moje każde spotkanie z Tobą wiązało się z jakąś emocją- najpierw była ciekawość poznawania Ciebie - kim jest ten mężczyzna, mający zdjęcia z karabinami. Mniej więcej rok temu zobaczyłam Twoją postać po raz pierwszy. W miarę szybko zorientowałam się, że mało w Tobie lovelasa, a więcej samotności, choć niektóre rzeczy mnie porażały.

Minęło kilkadziesiąt dni, krótkie niejednoznaczne wiadomości i Twoje zaproszenie. Dziwne zaproszenie, bo pamiętam, że były to jakieś słowa o czerwonych wnętrzach we Wrocławiu. Pojawiło się na moment uczucie niepokoju. A jednak facet chce mnie wyciagnąć na wino i to jeszcze późną nocą.

Nie wiem co potem się zadziało takiego, że przyszła nagle nadzieja - jakieś ciepłe popołudnie, byłam wtedy na spacerze i pomyślałam, że skoro mnie zaprosiłeś do miasta już mi znanego, to przecież spotkać się z Tobą mogę. I zdecydowałam się Tobie o tym napisać. Miałeś tylko wtedy opis z przekleństwem w środku, co zwróciło moją uwagę. Ale szybko mnie uspokoiłeś ''jestem mężczyzną z krwi i kości''.

Dzień przed wyjazdem pojawiła się inspiracja... kilka słów przez telefon i obiecujące spotkanie. Ekscytacja, kim jesteś, mało strachu. Napisana drżącą ręką kartka do rodziców z Twoim adresem. Zmęczenie pracą, bezsenna noc, długa podróż po jeden uśmiech.

ścigać aby nie doścignąć

ścigać aby nie doścignąć

Uśmiechu nie zobaczyłam. Co najwyżej ja próbowałam się uśmiechać do Ciebie, ale Ty pozostawałeś nieruchomy.

Wpatrywałeś się we mnie, jakbyś chciał wyczytać, co ja myślę. Wedle Twojego zdania podejrzewam, że wciąż miałeś jedną myśl- mała dziewczynka.

Mimo to, moment pierwszego spotkania z Tobą to uczucie uspokojenia. Jesteś zwykły, żaden playboy ze zdjęć, można Cię pogłaskać i przytulić. Moja naiwna myśl, która kołatała mi w głowie, to taka, żeby tylko się nie zauroczyć od razu. Nie dopuścić uczuć oczekiwanych.

... moment ulegania Tobie zdaje się był decydujący.

Potem krótkie emocje radości, nadziei, pomieszanie szczęścia, niedowierzania z naiwnością, w końcu ogromny strach, gdy skakałeś na spadochronach bez znaku życia. Wydawało mi się, że uda się okiełznać Wolego Ducha. Przegrana.

Dziś jest wspomnienie.

Uczucia pochowane głęboko i zamrożone.

Zrozumiałam, że ludzie zapomną, co im się mówi i co się dla nich czyni, ale nigdy nie zapomną uczuć, jakie się w nich wzbudza.

Zastanawiają mnie KOCH(łam)-liwe wiadomości, pisane przez wiele osób (może jedną) do Ciebie. Zastanawiam się, czy się zakochałeś, i stąd uciekasz przed innymi uczuciami, w tym przyjaźni. Jeśli tak się stało - udało się w końcu, byś stał się prawdziwym człowiekiem. Jeśli jednak nie, zastanawiam się nad tym, dlaczego jesteś niezdolny do uczuć przyjemnych, skoro masz ku temu tyle okazji, by być zdolnym. To ostatnie łączy nas najbardziej i przybliża ku Tobie.

Dlaczego mimo, że tyle osób nas kocha, podziwia i celebruje, nie wzbudzają w nas emocji. Czy naprawdę nie można jednak pokochać siłą woli? A co z romansami naszych znajomych, miłościami moich koleżanek, gdy rozpromienione malują się przed lustrem, co z Julią i Romeo, co z cholernymi dwoma weselami, które czekają mnie tego lata.


Ostatnio właśnie osobiście chciałam zapytać Cię o te dylematy i zadać Ci takie pytania, wierząc, że Ty potrafisz znaleźć na nie odpowiedzi, będąc starszym Bratem, który przeszedł więcej trudnych dróg i wie, jak je ominąć. Ty- jako psycholog może pojmujesz głębiej ten mechanizm, ja, choć już prawie bedąc profesjonalną znawczynią dusz ludzkich, nie potrafię tego zobaczyć u mnie. Może gdybym miała większe możliwości (nie-zdolności), jak Ty (samodzielność, nadludzka siła, pewność decyzji) byłoby łatwiej. Może, gdyby byłoby więcej osób, myślących, że fizyczność to jest tylko przykrywka do ogromu skomplikowania, jakie niesie wnętrze. Może, gdyby ktoś umiał mi to wytłumaczyć w sposób zdolny do zaakceptowania.

Takie hipotezy jednak niczemu nie służą, tak jak pisarstwo moje czy Twoje. Żyć w tak odrealnionych realiach jest trudno, a znaleźć kogoś z baśni, to już całkiem graniczy z cudem. Tyle tylko, że postaci z marzeń też nie zawsze wystarczają. Albo ignoruje się je albo odrzuca w obawie, że to zwykłe codzienne istoty, niezdolne nawet do tego, żeby wykrztusić z siebie jedną łzę i jedną emocje.

I tak właśnie po(zo)wstaje już tylko droga ku samozagładzie.
 

ładna jest z niej dziewczyna

ładna jest z niej dziewczyna

... i tak to wszystko wygląda. Zagubieni w lustrzanym odbiciu.

... choć kiedyś powiedziano, może i mądrze,

Kiedy drugiego człowieka chce się przekonać do własnych poglądów, trzeba podejść tam, gdzie on stoi, wziąć go za rękę i poprowadzić. Nie można stać w drugim kącie pokoju i krzyczeć. Trzeba zacząć od punktu, w którym się on znajduje. To jedyny sposób na ruszenie go z miejsca.

... też jeszcze wiele osób zranię, dlatego doceniam Twoje przepraszam. Zostanę już pewnie takim motylem nad spienionym potokiem życia, który myśli, jak dać trwałość, a nie obciążyć lotu, hartować, a nie przeciążyć skrzydeł.

A jak się nie uda, potomni znów mogą stwierdzić, że ładna była ze mnie dziewczyna.

Zaloguj się