Lekarze dusz

Ola

Ola

- "Wczoraj przeczytałam cały wywód o religijności na Twojej stronie w księdze gości i tak to wszystko wsiąkło we mnie, że nie mogę skupić się teraz, patrząc na ołtarz. I chce mi się krzyczeć na Ciebie, a za chwilę przecież wiem, że Twój rozum rodzi aż tyle wiedzy, że zabija swoja mocą.
I Twoje przekonania, bez drgnięcia powieki, tym razem jakbym stała w letniej sukience, zawiał wiatr i wszystko się odsłoniło. I potem wstyd, że jednak porwałam się na coś niemożliwego.
Przeczytałam też tygiel. Zapisałeś tę walkę, ale już z pewnej odległości od tego niebezpiecznego starcia, ocenia się ją inaczej. Zastanawiam się przy okazji, co możesz cenić we mnie, bo na pewno nie jest to próba dobra, wiary, wiedzy, pierwiastek urody ani infantylność. Tym wszystkim albo gardzisz albo sam masz tego tak dużo, że nie robi to na Tobie żadnego wrażenia
Złamiesz każdego i mając taka silę, większej mieć już nie będziesz, po tym jak pojawia się puste pole ...i martwe ciało.
Masz nadludzka siłę mózgu i dlatego jesteś w stanie przetworzyć w nim każdą informację zwrotną, tak precyzyjnie i dokładnie, że wychodzą z tego tylko wióry dla odbiorcy, tak jak w niszczarkach biurowych.
Wsadzasz pustą kartkę i wióry, wsadzasz brudną kartkę i tez wióry.
Dialogi z sympatii udowadniają, jak szybko jesteś w stanie doprowadzić czyjś mózg do skurczenia. Potrafisz wykonać tę czynność bez zbędnych emocji, w czystych rękawiczkach.
Więc gdzie jest część słabego Filipa, jakiś minimalny skrawek. Gdzie jest Filip, który potrzebuje wsparcia, który chce przytulenia.
A kiedyś, gdy powiedziałeś, ze weźmiesz ślub kościelny dla swojej wybranki, jeśli będzie chciała, bo to szanujesz, wyobraziłam sobie, że stoisz w tym kościele i mówisz cicho modlitwę. I wiele razy wyobrażam sobie Ciebie jak potrafisz pochylić się nad tymi, co cierpią, co płaczą i co nienawidzą... nienawidzą siebie za to, że nienawidzić nie potrafią.
A Ty przecież często tak nienawidzisz, że mógłbyś o tym wykładać. I tak oddalasz od siebie uczucia, że dla złamanych serc mógłbyś być jak lek, działający natychmiast po zażyciu. To jest oczywiście podziw, nie negacja."


 

Fantazja

Fantazja

Kochasz nienawidzić życie.
- Miewałem związki z ludźmi.
- Spieprzyłeś wszystkie związki. Każdy jeden, jakby taki był cel. Chcę abyś ufał ludziom.
- Ufam oczom.
- Dlaczego swoje porażki cenisz bardziej niż swoje sukcesy?
- Napracowałem się przy nich.
- Więc czego byś chciał?
- Chciałbym aby było...lepiej. Cokolwiek to znaczy.
- Więc chciałbyś być szczęśliwy?...Nie rób takiej miny. Szczęście to wspaniały cel. Nie umniejsza człowiekowi.
- Ludzie szczęśliwi są mało interesujący.
- Wszyscy jesteśmy żałośni. To czyni nas Interesującymi...Ty lubisz być nieszczęśliwym gdyż to trzyma Cię w gotowości. Jesteś jak zwierzę poruszające się w niebezpiecznej krainie. To określony stan umysłu, mięśni. Rozprężenie czyni Cię tak spokojnym, że nie wiesz co z tym zrobić. Szczęście według Twojego mniemania mogłoby pozbawić Cię nie broni lecz zwyczajnie stanu wojny.
- Nie chcę zmieniać tego jaki jestem.
- Jesteś nieszczęśliwy
- Nad tym też się napracowałem.
- Myślisz, że szczęście odbierze Ci ostrość umysłu?
- Po co światu kolejna, błoga dusza. On już jest pełen takich narkomanów.
- Ci narkomani są lubiani przez innych ludzi.
- Nie potrzebuję ludzi.
- Potrzebujesz. Każdy potrzebuje ale postawiłeś im bardzo wysoką poprzeczkę swoją zuchwałością. Mało kto może temu sprostać, a jeszcze mniej osób może być przez Ciebie zaakceptowanych. To selekcja do elitarnej jednostki, a ten kto przechodzi dalej na pocieszenie otrzymuje poklepanie po ramieniu. I przychylny wzrok pełen szacunku. Jest tak zaskoczona tym spojrzeniem, że zapomina iż teraz czeka ją morderczy trening.
- Tylko...
- Tylko wtedy zespół, drużyna, pluton, związek może przetrwać hołdując najwyższym wartościom. Tylko wtedy jeśli podda się go ciężkiemu treningowi. Czyli sprawdzianowi i szkoleniu. Aby móc później polegać na sobie w życiu, czyli w walce. Jak wojnie... a ze szkolenia często odpadają właściwe osoby tylko dlatego, że mają chwilę słabości, bo sierżant je gnoi, każe pompować, zapierdalać w błocie, płakać wśród gazu łzawiącego. Niektórzy nie mają w sobie ducha patriotyzmu, tak mocnego patriotyzmu aby chcieć znosić taką mordęgę.
- Odpadają słabi.
- Nie...i doskonale o tym wiesz.

Filip

- "Oluś, samemu mi trudno się zdefiniować. Dla mnie jestem taki normalny podczas gdy co chwilę ktoś mówi mi jaki jestem dziwny. Ale co jest dziwnego? To, że zwyczajnie wyzbyłem się złudzeń i nie wierzę, iż należy mówić ludziom miłe rzeczy tylko dlatego, że tak regulują normy społeczne? Nie, ludzie zasługują na prawdę wyłożoną często w bardzo chamski sposób, bo nic nie usprawiedliwia wejścia do czyjegoś domu i pouczania gospodarza jak ma ustawić meble. A Ci normalni tak właśnie robią. Uwielbiają dawać rady tak jakby posiedli nieskończoność. Ja przyznaję się do ułomności i nie pouczam. Dlatego na ten przykład nie zrozumieliśmy się w kwestii tych fotografii. Kłócę się z Tobą tak często o to, a zwyczajnie mówiłem o schematach gdyż widzę o kilka kroków naprzód ale bez megalomani.
Sam nie wiem co jest ze mną nie tak, właśnie przed chwilą odczytałem jakiś dziwny list, ludzie starsi chcą abym im pomagał nauczyć jak żyć na świecie. A ja po pierwsze nie jestem nauczycielem gdyż zwyczajnie nie umiem uczyć, umiem pokazać drogę ale nie umiem uczyć. A po drugie nie umiem stać się bliskim osób na których mi nie zależy. Potrafię ganiać za motylem zamkniętym na klatce schodowej by w walce z szybą nie stracił całego pyłu ze skrzydeł i nie umarł. Ganiam, łapię najdelikatniej jak potrafię i wynoszę. Naprawdę jestem wówczas przejęty ale ludzie? Nie umiem przejmować się ludźmi. Ludźmi przejmuje się Bóg z tego co wiem, jeśli nie oni sami. Nie pasuję do tego duetu.
Zawodzę więcej ludzi niż przyciągam, zawodzę tym, że ich odtrącam; wszelkie zapoznawcze kawy z kobietami które niby w pierwszym liście piszą, że nie chodzi o łóżko, mój wygląd itp., że one chcą rozmawiać o życiu. Jasne, że mogę zmrużyć oko przy tym, dziwnym trafem są wolne i szukają faceta.
A ja nie umiem być mentorem, nigdy nie pisałem jako mentor, zawsze pisałem dla siebie, od małego od kiedy stawiałem pierwsze litery. Pisała moja dusza, nocami, tygodniami w zamkniętym pokoju, wypisując długopisy i łamiąc ołówki. Aż jako dziecko zamiast marzyć o rowerach, zegarkach, grach, ja myślałem tylko aby dostać maszynę do pisania, z którą mogłem tylko zostać wciąż sam. Sięgałem głęboko, tak głęboko, że zacząłem docierać do wody. Do wody na suchej, płowej pustyni. I ta woda miała moc. Ktoś mi pisze, że jak to jest, iż ten ktoś będąc dużo starszym nie wie tego co ja mówię, że nie umie radzić sobie z życiem i abym uczył go. Nie wie, bo nie spędzał dni i nocy w piekle, w piekle fizycznym i piekle duchowym. Kiedy sięgasz do mózgu, w duszę, najgłębiej jak tylko pozwala Ci na to odwaga to musisz mieć taki wzrok jak ja. Kiedy sięgasz i potrafisz rozumieć.
Jakoś instynktownie wiedziałem, że tej wiedzy potrzebuje wielu. Nigdy jednak nie robiłem tego ani dla nich ani dla sukcesu ani pieniędzy. Definiowałem szaleństwo wartości. Bezsens Boga, zakłamanie w oczach kochanków.

Jeśli chodzi o Ciebie to nigdy nie oceniałem Cię poprzez pryzmat wiary. Tak jak pisałem w wywodzie jestem ponad tym, to znaczy, że jakakolwiek religia mnie nie różni, cenię Cię za Ciebie samą, za tęsknotę za dobrym, inteligencję i mądrość. Za bycie ładną, zmysłową i za bycie zwykłą nauczycielką na boisku. Za Twój wdzięk, bo wdzięk to też sposób bycia, a Twój jest bezbłędny.
Więc gdybyś mi powiedziała, że jesteś Jezuitką nic by to nie zmieniło, absolutnie nic. Mam to gdzieś. I może właśnie w tym tkwi fakt iż widzę więcej. Widzę ponad stworzonymi przez człowieka podziałami, które od małego są nam wpajane i trenowane, aż w pewnym momencie stają się realnymi granicami.
Dla mnie zawsze będziesz Olą. Zawsze bliska bez względu jakie głupstwo zrobię i do jakiego zakonu wejdziesz. Jak to śpiewał mój ulubiony Sting" Będę Cię obserwował"

Myślę, że nie ja jestem osobą która może siebie definiować. Bliskość mnie wobec mnie samego zakrzywia wszystko. Niestety mało kto umie. I jeśli ktoś pomyśli, że lansuję się na Housa z jego chamstwem to się myli. Jestem gorszy niż House, wiara w to, że ludzie powinni być dobrzy nie czyni ich takimi. A ludzi prymitywnych, a mających się za świetnych trzeba karać. Uginać im karki z wielu powodów. Aby pokazać ich marność gdyż oni za bardzo się mądrzą i aby może dzięki temu później się zwyczajnie zastanowili.
Nie jestem politykiem aby jednać sobie rzeszę popleczników. Szukam na świecie sympatii tylko kilku osób, reszta może mnie nienawidzić. I prawdopodobnie jestem jednym z niewielu ludzi jakich znasz, który może bez szaleństwa większego niż zaznajomione spędzić dzień za dniem w czterech ścianach bez ludzi. I nie tęsknić do nich.
Muszę rozczarować kolejną kobietę chcącą rad, wskazówek, kaw. Muszę, gdyż nie jestem nauczycielem. Co mam powiedzieć? Że wiem więcej niż ona na dwadzieścia lat przed nią bo jestem mądrzejszy? Bo młodość, dzieciństwo, dorosłość poświęciłem na katorgę myśli zamiast na płodzenie bachorów, imieniny co miesiąc u innej znajomej i pierdzielenie o torebce z przeceny? Że mózg jest mięśniem, który aby rósł należy trenować, aby był mocniejszy należy ćwiczyć. A wiedza o świetle przychodzi od zaglądania w mrok?
Oluś, do tego potrzebny jest lekarz dusz ,nie ja. Nikt mnie nie rozumie. Najczęściej tnę nożem po rękach aby uchronić je wszystkie od konieczności krojenia ich dusz. Nie chcę ich kroić więc zadaję szybkie, powierzchowne rany.
Nie jestem sadystą, sam cierpię bardziej niż większość może sobie to wyobrazić. Ale nie proszę o jałmużnę, nikogo, ani Was ani Boga. Nie klękam przed Chrystusem bo ojciec zakazał mi uginać kark. Tak mi zostało.
Prawie co dzień kiedy się kładę wiem, że to cholerstwo przylezie, wbije szpony w moją duszę i zacznie szarpać. Ale kładę się i wiem też, że to zniosę, wstaję rano i uśmiecham się do tego i równie ironicznie pozostawiam za sobą, że zobaczymy się wieczorem. Ze złem można wygrać, a ból można znieść.
Już jako dzieciak zrozumiałem, że związek jest jak opiekacz i nigdy nie umiałem udawać, że to tost, podczas gdy wyskakiwał zimny chleb. Dlatego przeszedłem taką drogę i wciąż nią idę. Nie jestem pragmatyczny w kompletnie niczym. W wydawaniu pieniędzy, w robieniu zakupów, w sposobie prowadzenia samochodu, w miłości. Wydaję kasę szastając nią, kupuję kierując się emocją, zupełnie zbędne mi rzeczy, jeżdżę wozem o pojemności cztery, dwa litra i jeżdżę z pedałem wciśniętym w podłogę, mógłby palić czternaście litrów, pali dwadzieścia dwa. Nigdy nie byłbym ekonomistą ani planistą, dlatego nie robię tego. I dlatego nie kocham na siłę, bo tak wypada, bo jestem dojrzały, bo ona dobra, bo ładna, bo chodziliśmy i szkoda tych lat, bo cokolwiek. Jeśli nie czuję tego w mózgu, sercu i całym ciele to znikam.
Nigdy nie lubiłem w Tobie tylko tego, że na siłę musiałaś malować czarne na biało. Świat u Ciebie musi być pozytywny ale wychodzi z tej białej farby położonej na czerń jakaś cholerna szarość. I ja to widzę. Nie broń ludzi własną krwią. Nie tych, których bronisz z założenia będąc w przekonaniu, że gdy są mili muszą być dobrzy. Broń tych, za których chcesz krwawić.

Zawsze myślami byłem przy kobietach, które gdy widzą, że jestem poważny, smutny, skupiony, mogłyby powiedzieć, Filip bądź sobie pochmurny ale nie rób deszczu. Ale nie było takich kobiet, nawet w Was, nawet w tych najlepszych.

Zaloguj się