drgania

Nimfy

Ehhh...na sfatygowanym już łóżku tuż za plecami zerwał się deszcz podczas gdy kolorowy ekran poczyna wyświetlać ucztę kinomana. "targowisko próżności" zapowiada się piękną pieśnią, a ja mimo że nie sypiam ostatnio wciąż czuję ten szelmowski uśmiech po dwóch minionych dniach.


 

Chciałbym w tym miejscu opowiedzieć historię tych właśnie dni i jednej nocy ale nie umiem przekazać tej magii w sposób w jaki ja ją pojmuję. Plejada spojrzeń tak czasem nieuchwytnych i tak równie złapanych. Taniec gestów, mimiki, ruchów. Jakież życie jest piękne gdy zwierzęta ludzkie umieją również się poruszać. Tańczyć ale tak bezdźwięcznie, bez tupotu, bez podskoków. Ruszać się z gracja z jaką lampart wspina się na drzewo, a pustułka wisi nad łąką. Tak jak patrzysz na drzewo na łące nad którą niby nie wieje wiatr. A jednak ono porusza gałązkami i liście tańczą w świetle podmuchu.
Zapomniałem już jak to jest być wśród "nich" bywając wciąż poza cywilizacją, w błocie i lesie.
Chciałbym opowiedzieć o 5 osobach pośród wielu innych. Pięciu przypadkowo spotkanych się osobach z różnych miast i środowisk ale musiałbym z tego zrobić trochę niepasująca nikomu poza mną opowieść.
Zaczęło się od przypadkowego gestu na ulicy miasta z mojej strony w kierunku kierowczyni samochodu wypadającego z podporządkowanej. kazałem puknąć się bandzie kobiet w samochodziku w czoło i pognałem dalej, wymijając damski kram na kółkach.
Kram trafił na mnie wczoraj na bankiecie...ależ nie musiałem przepraszać za palec przytknięty do czaszki...musiałem za to wziąć udział w tańcu zmysłów...
Ileż rozkoszy drzemie we wzroku. Ileż pięknych niedomówień pozostawiają spojrzenia i przypadkowe dotyki. ileż słów plącze się w grze; przypomniałem sobie jak to jest "zakochiwać" się trochę w nieznajomych. nawiązywać tą subtelną wież z obcymi. A kilkanaście godzin później spojrzeć na siebie ostatni raz i musieć pójść w innym kierunku. I nie tracić tej więzi ale tylko mentalnie.
Spotyka się ludzi, którzy wymieniają marzenia. Wczoraj po raz pierwszy spotkałem cztery osoby na raz.
Mógłbym z tego zrobić niezłą męską historię ale nie jestem tym gatunkiem zwierzęcia. Zmysły, źrenice, dreszcze dają mi o niebo więcej niż smażenie kotletów na patelni i zjadanie. Później zazwyczaj ma się duży brzuch i jest niedobrze.

 

Opowieść ta skończy się tylko na tym, że były dwie siostry bliźniaczki; zgrabne jak diabli ale nie z wciąganym na siłę brzuchem i wypinaną pupa jakie snują się po mieście bez koloru. I jak się ruszały w takt muzyki ale nie norwiście. Ich blond włosy i ciała tak jakby pióro opadające ze skrzydła jastrzębia tak lekko i zwiewnie . ehh, siostry. Ileż w tym gracji. I jakże lubiłem ich wzrok. Chyba nie pamiętam tak naturalnie ślicznych i rozpromienionych istot od dawna.

Szatynka była tylko jedna. roziskrzona, temperamentna. Nie znaczy to oczywiście, że pozostałe nie miały temperamentu. owszem i miały ale wolały wczoraj być inne. Lubiłem widzieć jak przedrzeźniała taniec kolegów. One trzy patrzące jak Ona jedna karykaturuje znajomych pozostawionych w stolicy. Trochę mi się mózg uśmiał. Ładna dziewczyna z ładnym nazajutrz głosem. Jakbyś Alanis Moriset spił i wypuścił na ziąb.
Ten "kwartet" dopełniała jeszcze jedna pięknotka o blond włosach. Była chyba z nich najdalej myślami; trochę czasem nieobecna. Może za czymś tęskniła, może zwyczajnie gdzieś uciekała, a może tylko była smutna. O dziwo położyła się najpóźniej.
Lubiłem podziwiać ich wdzięki, lubiłem jak się ruszały, lubiłem jak na mnie patrzyły...a później znowu nie mogłem zasnąć mimo, że cały tydzień zmęczenie narasta.
...chciałem tylko utrwalić tą emocję...jak dojrzeję postaram się ująć magię. Magię którą być może tylko ja widzę i rozróżniam. a może i one też widziały. Tak już jest, że ujmują mnie drobne gesty, zmysłowe spojrzenia i miliony rozbieganych zapachów. Tak to już na szczęście jest, że jesteśmy bardzo zróżnicowanym gatunkiem. ehhh...jak dobrze.
A na dopełnienie szaleństwa była przez dwa dni jeszcze Ona; później pisała odnośnie nazwiska. Bo człowiek jest jak jego nazwisko; szorstki, niezrozumiały. "Krzemień pasiasty – (nazywany także polskim diamentem) ozdobna odmiana krzemienia odznaczająca się koncentrycznym, mniej lub bardziej regularnym ułożeniem ciemnych i jasnych smug lub warstewek, często tworzących bardzo atrakcyjny wzór. Swoim usłojeniem przypomina wzburzoną wodę, a krzesany jeden o drugi miota iskry"
Zjawisko nie dziewczyna

 


 

Zaloguj się