Ci Żli

świat jest pelen bedgajów.

świat jest pelen bedgajów.

Siedzę gdzieś  jasną nocą na piachach i widzę swoją samotność.

A jako dziecko chcialem być gwiazdą pilki nożnej. A stalem się nomadem bez rodziny, domu i miejsca w świecie. Goniącym wiecznie jakieś demony.

A wczoraj rozmawiałem z ojcem. Byłem wypity, on wreszcie nie. Umarli nie piją.

Powiedzialem mu, że go…nie wiem wlasciwie co mu powiedziałem. Zdarzylo się raz ze byłem pijany i tkliwy, a on był trzeźwy i milczący.

Nagrałem to siedząc twarzą do oceanu ale nigdy tego nie wysluchalem. Moglem mu przebaczyć i chyba to mnie przeraża.
Nie powinienem mu niczego wybaczać. Niczego.

Jednak chciałbym aby mógl na mnie spojrzeć. Jestem twardszy niż moglem to sobie kiedykolwiek wyobrazić aby być.

Bylby ze mnie dumny zaraz po tym jakby wyzwal mnie od najgorszych skurwysynów.
Tylko jego oczy, wbrew jego ustom i mięśniom mówily mi kim dla niego jestem oprócz tego, że byłem największym wrogiem i śmiertelnym zlem. Zgadzam się; byłem mu zlem.

Byłem mu zlem przeciw jego zlu. A ze zlem może walczyc tylko zlo. Dobro ulegnie. Dobro jest chwilą, tą jedną chwilą bez zla i cechą tylko niewielu ludzi.

Jestem dzisiaj smutny ale nie dziwię się sobie. Smutek uszlachetnia i nie tylko mnie. Lubię smutek nie jest tożsamy byciu nieszczęśliwym. Nie pytajcie mnie nigdy czemu jestem nieszczęsliwy. Nie jestem. Jestem tylko smutny , bywam czasem mniej smutny.

Smutek jest równy szczęsiu. Tak samo potężny i konieczny.

Bardziej zbawienny, lepszy, mocniejszy...glębszy.

Bosko zmierzajmy przeciw sobie wzajem.

Musicie zostawić mnie w spokoju jako inwalidę dla was, na skraju wydmy, pod bezchmurnym niebem i milionami gwiazd.
Ukochalem stal. Ukochalem śmiercionośną stal. Nie zdajecie sobie sprawy z tego jak ważnym jest umieć i móc użyć śmiercionośnej stali. Świat jest pelen bedgajów. I jest niewielu tych, którzy ich ścigają.

   Wlaśnie ktoś rozwial mój spokój i chcąc się wycofać, gdy go przeprosiłem za lypiace spojrzenie, powiedział; nie przepraszaj nas za swoja twarz.

Nie przepraszaj nas za swoją twarz - powtórzyłem w sobie.

Ileż ja tracilem z tego powodu. Z powodu twarzy pelnej nienawiści, wzgardy, wrogości, chlodu, burzy, pasji, surowości…smutku.
- nie chciałem  - mówię - to nie wrogość. Musicie mi wybaczyć, jestem trochę inwalidą. Ja tak po prostu wyglądam.
- nie znam nikogo drugiego takiego, który mówi twarzą. Nie widzialem takich oczu u człowieka. A raz widziałem demona. Wyglądal prawie jak Ty. Z tą tylko różnicą, że było w nim więcej radości - pogladzil swoja brode w kojacym go geście - widzimy się o świcie. I idziemy razem w boju - przerywa i przystaje - tak, teraz caly się uśmiechasz oczami - moje ślepia muszą bić ludzkim blaskiem w poświacie jasnego nieba. 

Poszli dalej w swoim bezgłośnym patrolu. Ciemne postacie niosące śmierć. Gdy przychodzili nikt nawet nie wiedział, że są. Gdy odchodzili nikt nawet nie wiedział ze byli.

Ludzie zdolni pojawić się w każdym zakątku planety, w każdych warunkach, w każdych okolicznościach aby uratować waszą matkę, ojca, córkę, brata czy dziecko z rąk bedgajów. I nawet się nad tym nie zastanawiali.
Skakali z przestworzy, wynurzali się z toni, brodzili dziesiątkami kilometrów w bagnach, odmrażali sobie palce aby tylko dostać się tam gdzie dzieje się wam zlo i aby was z niego wyrwać.
Ci źli spuszczeni przeciw zlu. Ci źli pełni dobra.

Zaloguj się