Biopsja

Serce i podróż

Serce i podróż

Czasem próbuję się ratować. Ratować dosyć nieudolnie.

Jednak czyżby? W końcu chodzi o skutek, a jak widać jest on zgodny z zamierzonym; trzymam się życia za pomocą jakiejś nitki.
Nigdy nie brały mnie żadne używki. Nie potrzebowałem narkotyków, nie pozwalałem na zakrzywianie mojej perepcji. Palenie i picie za młodych lat rzuciłem jak beznadziejną dziewczynę; bez żadnego grymasu na ustach.
Amfetaminy, kwasy, piguły, nigdy nie miały na mnie mocy. Zdarzało się gdy jakiś kumpel chcący trzymać mnie na nogach podczas imprezy, wrzucał mi do napoju po kryjomu jakąś tabletkę. Dowiadywałem się o tym nazajutrz zazwyczaj i nie byłem zły bo niczego zupełnie to nie zmieniało w mojej głowie. Być może miało wpływ na ciało ale w żadnym wypadku nie sterowało psychiką. Nie dodawało kolorów czy złudnej mocy wobec świata. Ja zwyczajnie lubiłem szary i przy nim zostawałem, a bać się nigdy nie bałem.
Nic nie potrafiło mnie uzależnić, na mój mózg nie działały upiększacze, a jeśli ktoś niedowierzał mi w ten fakt to i tak pozostaje on bez znaczenia bowiem wynik jest taki, że używek nie chcę, nie biorę.
Niestety nie znaczy to, iż nie szukam remedium przed bólem w życiu. Ależ zawsze jest jakiś ból w życiu, a mojego nie da się ukoić tabletką. Przed pędzącym w głąb mroku mózgiem i przed kołatającym się z przeraźliwą prędkością serca.
Serce tętniło mi zawsze zadziwiającym rytmem ale teraz miewam uczucie jakby ktoś mi tam wsadził lokomotywę spalinową. Moje serce jest zresztą przyczyną innej dolegliwości; nieustającej podróży.

Serce

Serce

Najczęściej chodzi o zwyczajną grację; zwiewny, wykrętny, rozdzierający, podstępny wdzięk, który wyróżnia tę właściwą, spośród reszty.
W określonej grupie kobiet zachodzi zdumiewająca dysproporcja między znikomą liczbą dziewczyn właściwych, a mrowiem przejściowo pospolitych albo po prostu miłych, czy też ślicznych plastikowo, może nawet słodkich i ładnych, zwyczajnych, pulchnawych, bezkształtnych, zimnoskórych, do głębi ludzkich dziewczątek z wydatnymi brzuszkami i mysimi ogonkami.
Mrowiem tych o grubych udach, niewłaściwych proporcjach bioder to twarzy, zapędzonych w fast fody lub wciśniętych w białe kozaki i jakieś dance party, co chwilowe podrygi wiecznej szmiry tak jakby ładna dziewczyna z książką była wytworem fantastyki.

Gdybyśmy mieli posunąć się dalej trzeba być niestety takim Hemingwayowskim rybakiem na pełnym morzu; wyłowić tego właściwego marlina. Nie musi mieć wywalonych ładnych cycków i nie wystarcza sama zgrabna figura, ani ładna twarz; wdzięk to odpowiednie połączenie wszystkiego plus sposób bycia, więc nawet jeśli seks bomba dziwi się na brak zainteresowania nią to dlatego, że brak jej owej gracji owego sposobu bycia, bo wykręcana do ochroniarza dupa na dyskotece to nie jest fajny sposób bycia.
A bycie sexi to nie bycie pół nagą, to odpowiedni kształt ust i emocja w oczach, sposób w jaki patrzy na Ciebie ukradkiem w kolejce sklepowej. A zimę lepiej przechodzić w sweterku niż bluzce kończącej się ściągaczem nad pępkiem. Ładny sweter na ładnej dziewczynie wygląda lepiej niż kolczyk w pępku na takiej na siłę wciśniętej w o rozmiar za małe ciuchy. Nie, nie za małe bo brakło kasy na większe, za małe bo wówczas uwydatniają to co wydaje im się, że decyduje o wszystkim. Ładność decyduje o początku ale to nie wszystko, później musi być znacznie więcej, a zepsuty urok (nie brzydkość) dyskwalifikuje takie dziewczę w kontekście poważniejszych intencji. Nie każda kobieta nadaje się do związku, mimo, że może nadawać się do seksu.
Nie umiem podać wykazu technicznego tej właściwej, mógłbym pewnie opisać ów urok ale wdzięk to inna rzecz, a chodzi o wdzięk o tę odpowiednia mieszankę wszystkiego.

Szczegóły tworzą całość, każdy szczegół składa się na końcowy obraz; wzrok, ładność, zapach, smak, dotyk, wdzięk, tembr głosu, dynamika gestów, słów, sposób w jaki milczysz obok. Każdy ruch dłuta wprawnego rzeźbiarza nadaje kształtu. szczegóły tworzą całość i to nie całość ma być akceptowalna lecz szczegóły muszą być właściwe do naszej wrażliwości.

Przy całości obrazu dostrzegamy tylko kształt; większość jest odpowiadającym im kształtem szczęśliwa ale ja nie godzę się na półśrodki lecz gdy usiądziesz na kamieniu na chwilę, zerwiesz źdźbło trawy, pominiesz rytm świata i zostaniesz sam na sam z posągiem, ujrzysz linię podkreślającą oczy, kaprys wykrzywiający usta, wierzch dłoni w geście który Cię ukoi bądź rozgniewa. Szczegóły tworzą całość, ale całość może zaburzyć jeden choćby szczegół.

Wszystko czego szukasz, czego oczekujesz od świata, na co możesz się zgodzić i co uczyni Cię naprawdę szczęśliwym programuje Twoja wrażliwość. To w kim się zakochujesz i jak mocno jest nie do zdefiniowania. To kod matematyczny, w którym zawsze brakuje współrzędnej jeśli chcesz go opisać. Czasem się zdarza tak, że pewnego dnia, znienacka uzyskujesz wynik. I dopiero po tym jesteś w stanie odnaleźć brakującą liczbę, pierwiastek, zjawisko. I zdefiniować właściwy dla palpitacji swego serca i zatracenia wdzięk.

Podróż

Podróż

Moje serce ma też inną przypadłość, dokładnie taką jak mój mózg; zależność. Rzadko niestety nienagannie ze sobą współpracują, najczęściej jedno z nich stara się przekonać drugie do swoich racji. Jasne, że serce ma swoje racje, których rozum nie zna ale rozum ma przerośnięte ego. Radzi sobie z sercem.
Nigdy nie podróżowałem.
Z początku byłem biednym dzieckiem, później ubogim nastolatkiem. Oswajałem się ze swoją rzeczywistością i swoją grotą chociaż czułem się dobrze wszędzie aby nie były to miejsca pełne przepychu.
Jestem gatunkiem zwierzęcia, które asymiluje się w każdych warunkach. W zasadzie jestem jak bakteria, mogę nawet przynosić choroby mózgu i serca.
Możecie w zasadzie dać mi kępkę ziemi, a ja przysiądę na skraju polnej drogi i tam będzie mi dobrze. Nie będę tęsknił do klubu nocnego, do centrum handlowego, do kin, tłumów, ładnych wnętrz. Możesz też wpuścić mnie do światowej metropolii, a ja z byle jaką mapą trafię gdziekolwiek i poradzę sobie z każdym.
Jednak nigdy nie ciągnęło mnie do wycieczek tak jak i nie ciągnęło mnie do ludzi.

Każde działania dają określony wynik. Wynikiem wielu działań jest Magni. Nie mam się za wyjątkowego, społecznie jestem beznadziejny. Ktoś mógłby powiedzieć, gówno chłopie widziałeś i gówno chłopie masz. A ja mógłbym wtedy właściwie patrzeć na niego i nawet nie mówić, że mógłbym zabić go w przeciągu kilku sekund, że mógłbym mu zrujnować mózg, zetrzeć w proch jego przekonania, wywlec małość, wbić zęby w duszę. Moja moc wyrosła w innym wymiarze i nie ma nic wspólnego ze światem materialnym. Fakt, że zarabiam niezłe pieniądze i nie po znajomości lecz po sukcesie zawodowym znaczy dla mnie mniej niż świadomość, że mam moc sprawić by kobieta przestała spać z tym samym wzrokiem co wczoraj z ukochanym mężczyzną, po tym jak jemu należała się pokora. Mogę zmieniać czyjś płacz w śmiech i śmiech we łzy. Odczyniać uroki. Taka moc rodzi się z żelaznego serca i intelektu. Żelazne serce jest wynikiem męstwa, a intelekt to broń którą można zabić każdego.
Nie jestem też jakiś wyalienowany, nikt nie może więc mi zarzucić, że piszę o rzeczach o jakich praktycznie nic nie wiem. Wręcz przeciwnie, piszę wiedząc więcej. Żyję w dwóch światach, a tak naprawdę w kilku więcej. Do życia pcha mnie zresztą pragnienie wnikania do innych też światów. Jestem jednym z niewielu ludzi którzy w tym samym dniu mogą być drużbą na weselu w idealnie skrojonym garniturze jak i zoranym fizycznie, poranionym wściekłym desantowcem.
Z gatunku niedrapieżnego w drapieżny przeobrażam się w mgnieniu oka.

Tak więc w świecie społecznym radzę sobie i odniosłem sukces, z biednego chłopca stać mnie na wiele ale i tak pragnę znaleźć się na bezkresnej przestrzeni bez ludzi . Ludzie zabierają mi spokój, może dlatego, ze z każdym chcę walczyć, że chcę im dawać to na co zasługują, a że większość zasługuje na pogardę to daję im pogardę. I jestem postrzegany z byczego spojrzenia. Nic sobie z tego nie robię, ktoś nazwie to chamstwem ale ja zwyczajnie mówię prawdę.
Ludzie rozpraszają moją podróż, moją wędrówkę. Wędrówkę po samym sobie. W zasadzie można powiedzieć, że jestem nudny bo nie biegam po basenach, siłowniach, imprezach u znajomych. Nie macham rękami z zadowolenia gdy proponują mi wycieczkę na "rajską wyspę" w Berlinie. Nie tylko nie reaguję radośnie lecz i wyśmiewam. Nie powinienem wyśmiewać innych ze względu na ich pragnienia, zwyczajnie wówczas staram się zrozumieć jak można aż tak bardzo chcieć w życiu po prostu łazić szlakami innych, szlakiem bydła. To, że tego nie rozumiem i ganię nie znaczy, że jest to złe. To jest akurat mój kłopot, kłopot mego serca i mego mózgu.
Kpię z chodzących na koncerty, szydzę z zachowań stadnych, może nie z samej czynności ale z faktu, iż tak się tym ekscytują. Więc bawią się, jeżdżą setki kilometrów na sztuczną plażę gdzie więcej grubych szwabów niż palm, zachwycają, opowiadają o tym, a ja wówczas wciąż jestem w tym samym miejscu. Tak to wygląda z zewnątrz, oprócz tragicznej prawdy, że cała moja podróż odbywa się po mojej głowie. To podróże po mózgu, po teorii, po literaturze, po niewiadomych, po dłoni która w określony sposób trzyma rękę chłopaka przed salą kinową. Drobnostki tworzą całość ale tę prawdziwą całość. Reszta to złudzenie, słowa są wypowiadane dla określonego celu, uśmiechy również.
Mogę wydawać się biedny wrażeniowo, nie widziałem wieży Eifla, nie świeciłem zapalniczką na koncercie Madonny ale jakie to ma znaczenie. Owszem, jest we mnie pragnienie poznawania świata ale tam gdzie nie ma tłumów.

Gdy nie znalazłem żadnej osoby z których znam, będącej podobnej, czyli takiej która nie ma podniet w wycieczkach, zbiorowiskach, imprezach, zrozumiałem że coś we mnie musi to kompensować. Inaczej nie da się przetrwać, trzeba mieć coś poza swoim miejscem, trzeba podróżować. Zrozumiałem też, że można podróżować po meandrach umysłu, zakamarkach serca, po duszy, słowach, ideach.
Nie uczyni mnie to koniecznie szczęśliwym albo też dość szczęśliwym ale sprawia to, że żyję i wnoszę coś do tego życia. Człowiek , który żyje wnosząc do życia według Nietzschego jest "nadczłowiekiem" ale ja jestem obojętny wobec tej filozofii, wobec każdej filozofii jestem obojętny. Jak i wobec religii, określony zasób intelektualny musi prowadzić do zdefiniowania określonych wartości jakimi żyć powinna jednostka ludzka.
Niestety nie jest to opowieść ze szczęśliwym zakończeniem. Musząc rozumieć, że moje podróże są dalekie od podróży jakie chcą uskuteczniać inni i ewentualna przecież partnerka.
Taki wniosek ukazuje marne dla mnie szanse jako osobnika, z którym można być szczęśliwym, że nie ma dla mnie nikogo kto nie stwierdzi, że jestem nudny.
A jeśli nawet tego nie stwierdzi to najzwyczajniej nie zdoła tego wytrzymać. Paradoksalnie mając na myśli aktywność to robię więcej niż nawet Ci najbardziej zabawowi ale liczy się przecież zupełnie co innego; wszędobylskość taka aby widzieli ją inni. Podążanie za trendami, bycie na topie, znanie nazw drinków i lokali. Co z tego, że walczę z błotem, z zatopionym wozem gdzieś poza cywilizacją, że wykopuję go saperką godzinami, rwę liny, co z tego jak liczy się tylko to, że nie ma mnie na dyskotece gdzie jest cała reszta. Co z tego, że w sobotę zamiast jechać ze znajomymi do stolicy Niemiec na jakąś rozreklamowaną "rajską wyspę" ja zwyczajnie uznaję, że to strata czasu i idę wspinać się i zjeżdżać z budynków na linach albo jadę motocyklem w siną dal po leśnych duktach i drogach polnych. To się nie liczy, jestem nudny bo nie mam zainteresowań jak reszta społeczeństwa.
Czy ja też mam stać godzinami pod hotelem i piszczeć na widok Joli Rutowicz nie mówiąc już o Madonnie? Czy im się czasem coś nie pojebało. A gdzie autonomia. Tłumów nie cierpię, a debilizmu tym bardziej, wolę godzinami obserwować hasającą po drzewie wiewiórkę niż jebniętą, różową małpę z wywalonym biustem i ze zbyt wydętymi ustami w pozie - jej się wydającej, że seksownej. A usta muszą pozostać zmysłowe jak i wzrok. I kolor dobrać właściwy, ubrać luźną sukienkę, a nie na siłę wypychać pępek na zimę, by pokazać, że w jej mniemaniu jest szalona bo sobie kolczyk zrobiła. Albo zrobiła motylka na łopatce i zawsze musi się tak ubrać by go pokazać. A czemu tatuaż nie jest tym czym być powinien; wartością dla samego siebie, symbolem, amuletem.
Czemu dziewczynki i buraki nie lubią lasu? Bo tam nie można pochwalić się nową parą butów? Off Road to nie zebranie lalusiów w autach sponsorowanych przez rodziców, którzy na parkingu pod centrum handlowym polerują swoje cygańskie felgi i mierzą, który z nich ma większą puszkę po ananasach zamiast tłumika. I koniecznie głośna muza mająca alarmować okolicę, że pojeb przyjechał.

Mniejsza z tym.
Muszę się przyznać tak naprawdę do jednej używki, jednego remedium, każdy ma swój vicodin Panie House. Zupełnie bez inwazyjnie wykorzystuję niektórych ludzi aby iść dalej i mieć siłę do swych podróży.
Zawsze dostrzegam kogoś kogo siłą rzeczy lubię bądź polubię i uprawiam pewien rodzaj flirtu. Naradza się wówczas więź, ta osoba dostrzega moją postać i ją lubi. Wiem to, gdyż to jeden z powodów dlaczego to akurat ta osoba, nie narzucam się nigdy.
Pojawiają się ludzie przy mnie którzy wymieniają marzenia, nic nie robią ale wymieniają marzenia. Wystarczy mi od czasu do czasu spojrzenie takiej osoby na mnie. To w jaki sposób wówczas patrzy jest lepsze niż dziesięć randek z byle ładnymi dziewczynami, lub jakieś słowa, a najbardziej świadomość tej subtelnej więzi.
Zawsze znajduję takie osoby, często są to osoby znane od wielu lat, to jest moje remedium, pewne One, gdy one nawet tego nie wiedzą. Nikt do nikogo nie stara się dostać, różni nas wszystko, one miastowe, ja błotny. Kompletnie inne rodzaje zwierząt. Ciężko nawet racjonalnie o tym myśleć.
Okazuje się jednak dla mnie, że chodzi o wszystko oprócz tego racjonalizmu.
O magię niedomówień i wzroku który nie tyle co pragnie ile marzy. To taki wzrok który mówi "boże, gdybyśmy byli kimś innym, gdybyśmy spotkali się kiedy indziej, gdybyśmy mogli wiedzieć to co wiemy teraz" . Miło jest o tym kimś czasem tak pomyśleć.
Bosa Natalia miała taki wzrok i dlatego ujrzała to co ujrzała. Kumpel dziwił się czemu pokazałem jej w miejscu publicznym tatuaże, w ogóle dziwił się, że zachowałem się tak w miejscu publicznym. Nigdy nie przekraczałem pewnych żelaznych zasad intymności w miejscach publicznych ale wówczas gdy ujrzałem jej wzrok, jaki w tak piękny i subtelny sposób wyrażał prośbę nie powstałą z kaprysu lecz z czegoś naturalnego i głębokiego wszystko inne przestało mieć znaczenie..
Wówczas było dookoła tyle osób, a nagle zostaliśmy tam zupełnie sami. Nic innego nie miało znaczenia.

W życiu trzeba wędrować tak aby nie pośród innych wejść na szczyt, nie ma w tym nic wyjątkowego. Nie dość, że dokonuje tego tysiące innych to jeszcze wędrówka zagłusza myśli. Wędrówka w ciszy pozwala na ujrzenie więcej.
W życiu trzeba wędrować po nieodgadnionym, po skrytym, po tym co magiczne.

Ależ podróże są wspaniałe, jest tyle pięknych miejsc do ujrzenia byle z dala od hołoty która płacąc za wakacje ma pretensje, że mogła nabrać napoi z baru za darmo tylko tyle ile zmieści w dwie ręce.

Idealnym jest łączyć podróż zmysłów oraz podróż w samego siebie. Mam plan wkrótce to uczynić dlatego wybrałem Portugalską wyspę na ocenie Atlantyckim, Maderę. To Istna osiągalna Nowa Zelandia.
Już widzę siebie samego wiszącego na urwisku na linie zjazdowej, obok przelatujące ptaki, w zasięgu wzroku bezkres oceanu, pode mną jeszcze setka metrów skały, gdzieś w dali uśpione miasteczko....a one nawet nie wiedzą, że wiszą na tej linie, nad przepaścią razem ze mną.
Prawdziwy ze mnie sadysta.

Kiedy zdarzy się tak, że będę spadał to zamknę oczy aby ujrzeć to jedno, konkretne, zapamiętane spojrzenie. I uśmiechnę się wtedy.

Zaloguj się