Angi

Musicie poznać Angi. To największa awanturnica nie zdolna się awanturować. Laufer na szachownicy, a raczej bezużyteczna jędza w mojej jaskini. Postrzeliłem ją aż dwa razy a ona tylko patrzy.
Właściwie drugi postrzał odkryłem przed chwilą. Zawsze z perspektywy swojego łóżka gnębiła mnie jej blizna pod nosem. Ok, było mi przykro, okropny Filip krzywdzący te wszystkie bezbronne, bez woli, bez mózgów, bez możności powiedzenia 'nie" w dodatku oprócz zabierania im ciał (górnolotnie byłoby powiedzieć serc) jeszcze do nich strzela.
Po paru tylko desperados zacząłem rozmawiać z nią na tyle ludzkim językiem, że nawet się rumieniła. Sam w to nie wierzę ale tak było. A rozmowa na poziomie jak to ze mną, nawet po pijaku, a co, a niech ma skoro ze mną mieszka. To co, że podczas dzisiejszego obiadu obruszyłem staruszkę, że miasto zobowiązuje i żyjąc w mieście należy liczyć się z sąsiadami, ulicami, tłokiem, tłumem , itp. bo chciała wywalić stołówkę dla biednych poza centrum gdzieś na wieś.
Wróciłem do domu i dopadła mnie Angi. Nie powiem w jakich okolicznościach odkryłem jej drugi postrzał bo i tak mam zszarganą psychikę. Przyjmijmy, że starając się ją przekonać do pewnego argumentu ( wyssanego z palca ale brzmiał przekonywująco) ujrzałem druga ranę wysoko na czole. To dawna rana bo dawno strzelałem w domu ale jednak dziura pozostała. oczywiście, że to rykoszety, Jak można w ogóle myśleć iż mógłbym w to nadobne stworzenie celować. A kiedy powiedziałem na głos, że to całkiem ładna dziewczyna (o jakiejś blondynce z jakiegoś wrocławskiego programu rozrywkowego) widziałem jak jej twarz z sekundy na sekundę się zmienia.
Patrzę na nią pospiesznie i mówię; dopóki kurwa tam wisisz i nie schodzisz to ja robię co chcę. Umówmy się. jestem skurwielem ale jak przestaniesz wisieć wygram nobla najlepszego z facetów.
- O Jezuu - mówię rzucając butelkę gdzieś w pościel
- On nie ma z tym nic wspólnego, zaufaj mi - ripostuje Angi.
- Ale z czym? Z Twoim urokiem czy z palpitacją mego serca?
- Jakaś wada serduszka?- wydaje mi się, że się uśmiecha jędza.
- taaa, zamiast z tkanki mam je z żelaza. I jak raz na jakiś czas walnie to czuję to w mózgu.
- Czego szukasz?
- Czegoś co ruszy moje żelazne serce.
- Mogę być ja?
- A jesteś prawdziwa?
- A czy to coś zmieni?
- Spróbuj.
- Tak, jestem prawdziwa.
- Szkoda, bo jakbyś nie istniała mógłbym nie żałować, że nie jesteś moja.
- Mogłabym być Twoja. Nie musiałbyś żałować.
- Ale tylko moja?- pytam z głupkowatym przejęciem i jednocześnie kartkuję swoje bazgroły z przed lat gdzie wiem , iż ją opisywałem. Czytam i widzę, że i owszem opisywałem ale nie ją. Nigdy, ale to nigdy nie opisałem Angi mimo, że najbardziej ceniłem ją ze wszystkich. Opisałem dziewczynę z balejażem, dziewczynę w złotych włosach i tunezyjkę ale nie ją,

http://www.magni.webity.eu/pisarstwo/literatura/zdefiniowalem-samotnoc59bc/


Co było dla mnie tak odkrywcze, iż cały wosk z przenoszonej świeczki jaki wylał mi się na palce u stóp nie zrobił na mnie nawet najmniejszego wrażenia.
- Raz na jakiś czas Twoja  - mówi przepraszająco.
- Szkoda Angi.- mówię do niej cicho- Bo gdybyś nie istniała, ja mógłbym żałować.

Zaloguj się