Rzeka śmierci

Powiedział kamień do człowieka -"Jeśli mnie widzisz. Płacz"

Uwaga. Materiał ten obrazi uczucia wędkarzy, polityków, urzędników, myśliwych, rolników i pewnie wielu, wielu innych. Oczywiście wierzących i debili. Jak się z tym czuję? Doskonale.

Polski Czarnobyl, czyli jak ma się holocaust zwierząt do lamentu wędkarza, który zakupił zanętę i jej nie wykorzysta. Zatem jak smuci się człowiek o małym rozumku.

To będzie materiał nie o Odrze jako takiej, lecz o człowieku o bardzo małym rozumku. Przez pryzmat jego potrzeb i kształtu państwowości w aspekcie administracyjnym. W tak krótkiej formie wskażę naszą ułomność i bestialstwo. Brak wiedzy w podstawowych kwestiach i tęsknotę za znęcaniem się, ubraną w troskę o naturę. Wielu wam się to nie spodoba, ale nie obchodzi mnie to. Mi też wiele w was się nie podoba. Z terrorystami się przecież nie negocjuje. Wystarczy zdać sobie sprawę tylko z tego, że ludzkość w znacznej mierze jest po prostu terroryzmem. Czym różni się wlecenie dwoma samolotami w ludzkie mrowisko, od wjechania buldożerem w nabrzeże będące domostwem bobrów? No czym? Czym różni się palenie łąki, która jest domem zwierząt, od pożaru osiedla mieszkalnego? Czym? Dla świata zwierząt jesteśmy tylko pełnym idei terrorystą, ukierunkowanym na zniszczenie. Niczym ponad to. Nie umiemy tego dostrzec, bo kamuflują nam to systemy, których jesteśmy autorami. A główne systemy, które nam to gmatwają, to religie.

Dnia 10 sierpnia 2022 roku, dowiedziałam się o katastrofie na Odrze. To będzie największa katastrofa ekologiczna w historii Polski. To będzie nasz Czarnobyl. Mówię w czasie przyszłym, gdyż to dopiero początek.
Pamiętam, że dzień przed tym jak się dowiedziałem, akurat sobie leżałam i relaksowałem, oglądając jakiś program. Głaskałem przy tym kota i jak to zwykle z moim umysłem bywa, rozmyślałem. Nie umiem po prostu wyłączyć tego urządzenia, nawet gdy puszczam sobie - mający mnie odizolować - obraz z telewizora. Zerkam więc na kota, podczas gdy on bawi się mym palcem. I nie to, że przyszło mi to znikąd, bo mam ten ból w sobie cały czas, widząc postępowanie ludzkie wobec przyrody. Mówię do niego: zniszczymy wasz świat. Po prostu zniszczymy.
Nie upatruję w tym proroctwa, lecz zakorzenioną świadomość naszej skali destrukcji. To zupełnie zwyczajny wniosek, płynący z obserwacji.

Fakt, że dowiedziałam się o tej katastrofie, w dany dzień, nie znaczy, że ona nie trwała od dłuższego czasu. Musiała trwać. Płynąć z nurtem. Setki kilometrów. Z braku kompetencji, a tak naprawdę z chciwości, zatruliśmy olbrzymią rzekę w Europie. Oczywiście, że za przyzwoleniem państwa, które wydaje zgodę każdemu zakładowi na spuszczanie zanieczyszczeń do rzeki. Wydaje, a później – jak widać – tego nie kontroluje. Taka nasza mentalność. Ale mamy kościoły, a w nich boga, który nas stąd zabierze. Więc jebać ziemię. Niebo nie jest już przecież na niej. Tutaj, zgodnie ze światopoglądem, wszystko służy nam i do nas należy. Wszystko możemy eksploatować. Pozwalamy na to, na każdym pułapie. Od rolnika, któremu państwo płaci odszkodowania za niszczenie ich plonów przez zwierzęta, do wielkich zakładów, którym pozwala się zatruwać wody, glebę i powietrze. Po drodze ludzkie święta, dla których hoduje się zwierzęta, aby w dniu naszego święta, zabijać je i pożerać na hurtową skalę i bez umiaru. Tylko dlatego, że nazwaliśmy to tradycją.

Jak widać, zamiast spoglądać nowatorsko w przyszłość, tęsknimy za jaskinią, z której wyszliśmy. 


Rolnikom wiecznie jest źle. Ich brutalna ekspansja w tereny zwierząt, aby zagarniać ich przestrzeń i zamieniać wszystko w pola, musi sprawić, że zwierzęta siłą rzeczy wyjdą na te pola. To tak zwana przyczyna i skutek. Ale ludzki – rolniczy, a tak naprawdę koczowniczy umysł tego nie ogarnia. Zatem rodzą się pretensje do państwa, o to, że zwierzęta, które państwo dozoruje – bo tak wygląda konstrukt – niszczą plony rolnikom. To rodzi dwie kwestie, których się domagają – najczęściej bardzo bogobojni rolnicy. Po pierwsze wymordowania tych „inwazyjnych" zwierząt. Pominę na tę chwilę fakt, że inwazji dokonali oni, zagarniając przestrzeń zwierząt. To dzisiejszy rolnik, który wadzi sie z naturą jest najbardziej inwazyjnym zwierzęciem. A po drugie, oczywiście, chcą pieniędzy z tytułu odszkodowań. Rzecz jasna, nie zadziwia mnie ani egoizm ludzki, ani brak moralnego kręgosłupa u chrześcijan. Ale zadziwia mnie aspekt rządzących, którzy siłą rzeczy powinni trzymać motłoch w ryzach.

To jest jak z prawem. Jasne, że chcecie kraść, gwałcić i zabijać. Ale państwo prawa nie tylko na to nie pozwoli, ale będzie za to ścigać i karać.

Cóż, rolników, którzy chcą w zasadzie tego samego, nie ściga się, lecz w mniejszym, bądź większym zakresie wykonuje ich wolę. Zabijając mniej lub więcej zwierząt. I w dodatku płaci im się za to.

Podpiszę się pod takim rządem, który powie tego typu ludziom, że nie. Nie zapłacimy wam ani złotówki, za zniszczenie waszych plonów. Za to wy zapłacicie nam dużo złotówek – na rzecz ochrony środowiska – za zniszczenie środowiska. Ale to nie jest możliwe w kraju, który zmienia nazwę jednego z Ministerstw, z Ministerstwa Ochrony Środowiska, na Ministerstwo Środowiska. XXI- szo wieczni chrześcijanie pełną gębą, którzy rządzą Polską, wprost nam mówią, że nie o ochronę środowiska chodzi. Wszyscy ostatni Ministrowie Środowiska, to bardzo bogobojny ludzie. Jeden z nich usprawiedliwiał chęć wybicia dzików w Polsce – oczywiście, przeszkadzającym rolnikom, czyli masie bezmyślnych wyborców – słusznością, wynikającą z Biblii. Wszak bóg biblijny orzekł, że mamy czynić sobie ziemię poddaną. Taki to bóg, a co za tym idzie, tacy to wyznawcy. Chcący poddaństwa. Przecież nie są w stanie być lepsi od swego najwyższego autorytetu. Inny z takich Ministrów – nazwany etycznym myśliwym, czyli czymś co istnieć nie może, bo nie można powiązać etyki z myślistwem – strzelał dla rozrywki, do zwierząt w klatkach. Jaki motłoch, taka etyka. Jaka religia, taka etyka.
Czy my naprawdę nie umiemy zrozumieć, że jesteśmy częścią świata, a nie jego właścicielem? Poważnie ludzie. Ziemia naprawdę nie należy do nas. Tak jak lasy i łąki, z których robicie pola, nie należą do was.

Jasne, że waszym fundamentem obrony, jest twierdzenie, że produkujecie żywność. Ale to twierdzenie nie jest do końca prawdziwe. Wy produkujecie w większości dotowane przez państwo rośliny, aby zapewnić paszę dla więzionych zwierząt, przeznaczonych dla ludzi na pokarm. Na pokarm, którego sama produkcja degraduje środowisko w sposób niezwykły. Zużywamy dużo więcej kaloryczności aby wyprodukować jedzenie, które w zasadzie nie tylko tej kaloryczności nie ma takiej jak rośliny, ale i jest szkodliwe. A rolnictwo przemysłowe nie robi nic oprócz dwóch rzeczy. Wyjaławia glebę oraz zatruwa ją. Aby to wiedzieć wystarczy dowiedzieć się jak działa gleba. A i wystarczy się tak naprawdę rozejrzeć. Dzisiejsze pola wyglądają jak pustynie, na których rośnie coś tylko dlatego, że trujemy glebę pestycydami. Mało kto wie, ale genetycznie modyfikowane rośliny, to wytwór, który stał się koniecznością, aby przeżył w zatruwanym środowisku. To po prostu roślina, która nie umiera pod wpływem olbrzymiej ilości trutki. Wylanej w wyniku oprysku, w miejsce, w którym ta roślina rośnie. A trutki trzeba lać coraz więcej, lub coraz mocniejszą, aby kolejnego roku mogło cokolwiek tam rosnąć. Zabijamy glebę, marnotrawiąc jej właściwości, ale aby zebrać z niej podobnej ilości plony, nawozimy ją trucizną. I tak z roku na rok. I z roku na rok. Zatem państwa pozwalają rolnikom zatruwać ziemię, która nie należy do nich. Co ma wpływ na wszystkich ludzi i całą naturę. Bezmyślni truciciele, wchodzą na coraz większe rejony, niszcząc łąki i wycinając lasy. Zagarniają zwierzętom ich przestrzeń, więc aby one im na niej nie przeszkadzały, chcą je zabić. Nawołują do tego rząd. Zdjęć tych bezmózgich krzykaczy, ze wszelkich protestów jest miliony. Ich twarze nie różnią się w mojej ocenie od twarzy talibów, wrzeszczących o słuszność zabijania innowierców czy bluźnierców. Rolnik - generalizując oczywiście, bo musimy mówić o większości - nawołujący do rzezi zwierząt, ma taki sam umysł jak talib nawołujący do rzezi ludzi. Za tym wszystkim stoi pogarda. I oczywiście chciwość. Różni ich tylko zakres prawa, czyli fakt, na co ono pozwala. 

Obraża was to stwierdzenie? Cóż, możecie się zmienić. Możecie przestać być terrorystami.

Poza tym chcą pieniędzy za to, że zwierzęta chcą żyć. I chcą pieniędzy, bo zebrali danego roku mniej niż poprzednio. Dopłat. Dopłat do tego, że jako głupcy niszczą ziemię, która przestaje być wydajna. I nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, że miliardy ton trucizny, które zostały wylane do ziemi, nie wyparowują. Nie znikają. Przenikają do wód gruntowych. Do tego co pijemy, do tego co piją zwierzęta, które później serwuje się na posiłek dla ludzi. Cóż, nie bez powodu widocznie ilość reklam medykamentów jest największa. Farmacja ma zapewnione bogactwo do końca ludzkich pokoleń. Dlaczego? Bo lobby hodowlane, nabiałowe, rolnicze i farmaceutyczne się zazębia. Jedni produkują trutkę dla ciebie, inny dają pigułki na spowolnienie jej skutków, abyś mógł żyć dłużej, czyli dłużej brał tabletki. Wystarczy dziś spojrzeć na małe już dzieci, aby wiedzieć, że już na dzień dobry w świecie, są one chore, z powodu chorych rodziców. I będą coraz bardziej chore. Ale mamy na to zbawienie. To znaczy dwa. Boga, który wyleczy nas, tylko, że po śmierci i farmację, która zapewni nam w miarę przyzwoite życie. Abyśmy po prostu dali radę żyć.

Idealnie obrazuje to rodzina przy obficie zastawionym stole. Nie głodują. To widać. To ich uczta. Nażarli się aż tak bardzo, że się źle czują. Na tyle źle, że pojawia się reklama, która rozwiązuje ich problem. Oto tabletka na trawienie. Po co? Po to abyście mogli wrócić do stołu i żreć dalej. Nie. Ta reklama nie mówi, zastanów się nad przyczyną. Źle się czujesz, bo się zwyczajnie obżarłeś. Widzieliście kiedyś reklamę, która mówi; nie żryj tyle! Ja nie widziałem. Ale jest masa reklam, które mówią, weź tabletkę, abyś mógł żreć dalej.

Wasze pola są mniej wydajne? Oto nowa trutka. Dzięki niej możecie truć ziemię dalej, aby ona obrodziła.
Czy ktokolwiek wie, że pestycydy wynalazł nazista, który wyprodukował truciznę służącą do zabijania? Naziści muszą pękać w grobach ze śmiechu, że trujemy się dobrowolnie czymś, co oni stworzyli aby nas zabić.

Tak oto my wszyscy płacimy za to, że pewne grupy ludzi trują wokół nas świat. Ale należy ich traktować niemal jak świętych. Są nie do ruszenia. Wystarczy orzec, że produkują żywność. To fakt. Ciężko temu zaprzeczyć. W końcu ją produkują. Ale koszt produkcji tej żywności jest zgoła zbyt wielki. Gdybyśmy ukierunkowali rolnictwo w kierunku nie konieczności wykarmienia więzionych zwierząt na burgery, lecz w kierunku zdrowej żywności roślinnej, świat przestałby mieć problemy z niedoborem żywności. Ale nie robimy tego.

Usprawiedliwiamy to naszym dobrem i przyszłością. Tylko eksploatując w ten sposób Ziemię, nie mamy żadnej przyszłości. A moje dobro powinno być w jakości pożywienia, a nie ilości kilogramów padliny, która powoduje u ludzi masę chorób, a przez którą dostaje się do ludzkiego organizmu trucizna czy antybiotyki. Równie dobrze mogę zrobić sobie chemioterapię albo wstrzyknąć truciznę. A nawet jeśli i tak jestem świadomy i unikam trucia siebie, to jak widać dziś, ktoś za zgodą państwa – bo taka zgoda została wydana - wyleje truciznę do olbrzymiego nośnika wodnego. Nie dziwię się. To kraj, który nie ma już Ministerstwa Ochrony Środowiska, lecz ma Ministerstwo Środowiska. Które tylko z roku na rok definiuje aktualną – czyli przesuwa ją – granicę niszczenia środowiska w odpowiedzi na potrzeby przypodobania się jednym bądź drugim mordercom, których głosy chcą zdobyć. Myśliwych czy rolników.

Jako państwo jesteśmy całkowicie niekompetentni. Mam wrażenie, że istniejemy tylko na papierze. Udowodniła to nam bezlitośnie powódź z 1997 roku. Wówczas zobaczyliśmy swoją – a co za tym idzie urzędniczą – głupotę. Budowanie osiedli mieszkalnych w depresjach. Na podstawie wydawanych państwowo pozwoleń na budowę. Całkowity brak procedur na wypadek katastrof na wielką skalę. Zignorowano wówczas wszystkie alarmy, które wskazywały na mogącą nastąpić katastrofę. Pokazaliśmy nadzwyczajnie, że Polski urzędnik, opłacany przez nas w konkretnym celu, nie wykonuje swojej pracy. Bo jej wykonać nie umie, gdyż zwyczajnie nie zna się na tym, do czego wskazał go rząd. Bo to politycy sadzają we wszelkich strukturach, swoich koleżków i rodziny. Kompetencje są nieważne. Ważna jest comiesięczna pensja, zagwarantowana dla swoich.

Dziś mamy tego kolejny tragiczny skutek. I to dopiero początek tej katastrofy. Trucizna zalała olbrzymią rzekę. Trucizna, której efekty były widoczne już tygodnie wcześniej. Żaden urzędnik nie dostrzegał jednak tego. Dopiero gdy umarło wszystko, wydało się. Tak jak z węglem, którego miało być według zapewnień rządzących, na 200 lat. Ktoś się wygadał i okazało się, że nie ma wcale.
Ale jak nie wykonujesz swojej pracy, to nie wiesz co dzieje się w jej zakresie.

Jest to niekompetencja, do takiego stopnia, iż w dniu 13 sierpnia (trzy dni po zdefiniowaniu tego jako katastrofy) Komendant Główny Policji, oferuje nagrodę za wskazanie winnego. Równie dobrze mógł napisać – jako organy ścigania jesteśmy tak niekompetentni i bezradni że nie umiemy wyśledzić winnego. Zróbcie to za nas bo my się do niczego nie nadajemy.
Nasza policja jest bezużyteczna. Nasz rząd jest bezużyteczny. Nasze społeczeństwo jest bezużyteczne. Tydzień po katastrofie, część polaków wciąż w nią nie wierzy. Dla nich wymiar tej katastrofy, to jak rozbicie flaszki na chodniku. Oh, no wylało się.

Politycy okradają kraj, nikt z tym nic nie robi. Kasta mężczyzn gwałci dzieci, policja nie umie sobie z tym poradzić. Nie dość tego. Największogo pedofila wśród księży, którego zamknięto, policja wypuściła. I on im zniknął. Mieli go dozorować. Nie mają pojęcia gdzie jest. Oczywiście wyszło to na jaw przypadkiem, gdy zainterersowali się tym dziennikarze. Policja nagle dostała informacje, że kompletnie nikt nie wykonuje swojej roboty, a gwałciciel dzieci jest na wolności. A jak ty pomylisz się w zeznaniu podatkowym na pięć złotych, to grozi ci więzienie. Zakład produkcyjny zatruwa rzekę na gigantyczną skalę, nie umieją się do tego zabrać. Mimo, że wiadomo, że szukać trzeba w ograniczonym rejonie. Sprawdzić można listę zakładów, którym państwo wydało zgodę na spuszczanie nieczystości i iść po nitce do kłębka. Cóż. Żadna Polska instytucja państwowa nie radzi sobie z kompetencjami w zakresie wykonywania swych obowiązków. Jak się wybiera w Polsce sędziów trybunału Konstytucyjnego? Totolotkiem. Losowaniem kuleczek.

Ta groteska przejawia się nawet w pozwoleniu na budowę. Otóż, państwo dyktuje ci co możesz i gdzie wybudować. Mówią ci, że nie możesz mieć takiego i takiego dachu. Mogą być takie, a nie inne okna. I wiele innych. Ale ilość osiedli wybudowanych w depresjach, czyli miejscach częstych podtopień, czy narażonych na wielkie powodzie, jest niebywała. Ilość osiedli zaburzających koryto rzeki, co sprawia problemy z zalewaniem, jest normą. I taką zgodę wydaje urzędnik, jako właściwy organ do zbadania tego. Cóż, jak widać polacki urzędnik umie jedynie definiować gust, co do kształtu dachu. I kupić respiratory, których nigdy nie zobaczy. I zapłacić kasę z góry. Oddziaływanie przyrody, czy na przyrodę, danej budowli przekracza możliwości intelektualne wszystkich. A jak okaże się, że osiedle rzeczywiście jest podtapiane, to nikt nie umie przyznać się do błędu, lecz niszczy się przyrodę. Z

całym nabrzeżnym życiem zwierząt, tylko po to, aby ludzie żyli komfortowo.

Był taki okres w Polsce, że urzędnicy odpowiadali za swoje decyzje. Wymuszało to przynajmniej staranność. PiS zwolnił urzędników z wszelkiej odpowiedzialności.

W sprawie zanieczyszczenia Odry, zachowanie rządzących polityków wprost wskazuje, iż znów chcieli coś ukrywać, a wymknęło się to spod kontroli. I teraz zamiast działać, zastanawiają się jak ochronić swoich, którym wydali zezwolenia trucia rzeki. I to w takiej ilości, że mamy już swój Czarnobyl. Ktoś wydał zgodę, ktoś przymknął oko na ilość, ktoś przez chciwość wylewał więcej, a przy zrujnowanej gospodarce wodnej – co widać po stanach rzek – taka ilość trucizny musiała przekroczyć rubikon i zamiast truć, „niedostrzegalnie" przez lata, zatruła wszystko. Bo w Polsce truć niedostrzegalnie latami oficjalnie można. Aby tylko nikt nie dostrzegł. A gdy ludzie, czy cywilne towarzystwa przyrodnicze alarmują do Wód Polskich o dziwnych oznakach, działaniach, infrastrukturach zrzutowych, etc., to wszystko zamiatane jest pod dywan. Sprawdziliśmy. Wszystko jest w porządku. Sprawa umorzona. W zasadzie, to nie ma żadnej sprawy. Polscy urzędnicy od dobrostanu wodnego, zupełnie nie zauważyli, że światu grozi olbrzymia susza. W Renie wyłoniły się tak zwane "kamienie głodu" Na kamieniu z 1616 roku, widnieje ostrzeżenie "Jeśli mnie widzisz. Płacz" W tym roku go zobaczyliśmy.

Widzą to wszystko miłośnicy, czy zwykli obywatele, ale nie widzą tego ludzie, którym płacimy za to aby to dozorowali. Niebywałe. Oczywistym jest to, z czego wynika ta ślepota. Z polityki, która służy pieniądzom.

14 sierpnia pojawiają się głosy, że to Niemcy zatruli Odrę. Motłoch – w szczególności wyznawców rządzącej, czyli bezradnej partii, powtarza to jak mantrę. Żaden z nich nie spojrzy na mapę, ale każdy zapamiętał z tej informacji, że przecież Odra graniczy z Niemcami. Nie da się ukryć. Graniczy. Nikt z nich jednak nie sprawdzi, że pierwsze oznaki miały miejsce w okolicach Kędzierzyna Koźla. Następne zgłoszenia z oznakami, że coś się dzieje to Oława, Wrocław, Głogów, Nowa Sól, Cigacice, Krosno Odrzańskie. Wszystkie te miejsca są daleko od granicy. Innymi słowy, przed granicą, w kierunku której płynie nurt. Czy to coś zmienia? Nie. Widocznie dla światopoglądu wyborców PiS, rzeka płynie od morza do gór. Nie dziwi mnie to. Kołtuniarze, bez edukacji wierzący w boga, których przewodnikiem jest głąb od zabobonu, a idolem polityk nie umiejący wypowiedzieć słowa „Sztokholmski", nie mają pojęcia jak działa świat. Mamy do czynienia z ludźmi, którzy wierzą, że zwierzęta nie są istotami, że Covid to kara boga za małżeństwa homoseksualne, a deszcz to nie dobrostan planety, lecz wynik modlitw. Zatem w czym problem. Odra równie dobrze może płynąć w odwrotnym kierunku. Przecież świat jest płaski. Mam wrażenie, że w ogóle Polski rząd ustala wciąż, w którym kierunku płynie rzeka. A polacki motłoch czeka, aż telewizor im to powie, aby mogli powtarzać coś z pełnym przekonaniem.
Z perspektywy czasu, patrząc na zachowanie rządu czyli lawirowanie i zupełny brak rzetelnego działania, najbliższa prawdzie jest lakoniczna teoria. Prosta, klarowna, logiczna. Posłużę się krótkim wnioskiem rozumowym. Nie znam autora, ale to bez znaczenia. Jak rząd nie wymyśli - bo widać, że wymyśla - jak to ukryć i jak odwrócić bieg rzeki, to w końcu potwierdzi się ta kwestia, czy podobna. Że zakład, który zatruł rzekę, rządzony jest ręką dygnitarzy politycznych, bądź ich rodzin. A na tak wielkie trucie została wydana zgoda rządu. Miało być tylko "niezauważenie", dyskretnie, ale jak zwykle głupek nawet to spierdolił.

Cytuję
"SZYBKI ODRZAŃSKI REASERCH. Ścieżka intuicji, w tę niemal bezsenną noc, zaprowadziła mnie w jedno ciekawe miejsce nad Odrą. Zacząłem googlać:
1. skąd szły pierwsze zgłoszenia od rybaków o śniętych rybach? odp. z Kędzierzyna nad Odrą
2. kto może tam być największym potencjalnym trucicielem i dokonywać potajemnych zrzutów? Odp. Zakłady Azotowe Kędzierzyn.
3. Jaka to firma? Odp. Państwowa.
4. Kto jest jej szefem? Odp. Pan Paweł Stańczyk
5. Kim jest ów? Byłym prezydentem Otrołęki (tam gdzie ta elektrownia za 2 mld. nie powstała) z ramienia PiS.
6. Jak trafił do Azotów w Kędzierzynie? Odp. To kolega Pana Obajtka, który obsadził go wcześniej w PGNiG.
Może stąd woda w usta, milczenie, zamiatanie pod dywan, a od wczoraj pokazówa z szukaniem "przestępcy", który zatruł Odrę. Niemcy odkryli związki rtęci w Odrze, rtęć nie rozpuszcza się w wodzie, ani w kwasie siarkowym, ani solnym, ale w azotowym tak! Zobaczymy. Niepokoi mnie jednak, że wyjaśnieniem sprawy zajmie się prokuratura Ziobry i terytorialsi Macierewicza. Życie w pisowskim Matrixie dotknęło teraz całkiem bezbronną naturę."

 

Zatruliśmy Odrę na taką skalę, że ciężko sobie to wyobrazić. Doprowadziliśmy do śmierci niewyobrażalnej ilości istnień. I to dopiero początek. Bo za tym pójdzie cierpienie i śmierć stworzeń lądowych. Muszą przecież one pić. To przedostanie się do gleby. Będą też pić to ludzie.

Dla mnie osobiście, groteską na skalę kosmosu jest lament wędkarzy. Wędkarz niemal ze łzami w oczach, lamentuje, że kupił zanętę i szedł nad rzekę, aby wędkować, a tam taka tragedia go spotkała.
Nie. Nie jest tragiczną śmierć w męczarniach milionów stworzeń. Tragicznym jest, że ktoś mu spierdolił hobby. W jaki sposób zrobił on z tego swoją tragedię? Niesamowity jest ten nasz narcyzm. Kurde, samochód przejechał dzika. Jakie to tragiczne. A ja go miałem właśnie zastrzelić.

Przepotężni z nas egoiści, gdy z tragedii stworzeń, robimy swój dramat. Ależ nas to dotknęło. Jak można zatruć stworzenia, skoro my mieliśmy dla nich bardziej wysublimowany rodzaj śmierci. Najpierw haczyk, później duszenie. W międzyczasie jakieś słodkie foto z wyjątkowym okazem, walczącym o życie, na naszych rękach. Aby coś wrzucić na "fejsbuczka". pokazać, jaką koroną stworzenia jesteśmy. Ale dla nas to chwila godna upamiętnienia na portal społecznościowy, gdy stworzenie umiera. Takie mamy umysły. Na koniec śmierć o kamień. A tak, umarły w męczarni od chemikaliów. Jaka wielka tragedia nas wędkarzy spotkała. Ktoś w bezmyślny sposób pozbawił nas rozrywki.

Posłużę się cytatem z mojej książki "Prawda Nas Wyzwoli" abyśmy wiedzieli o jakim gatunku mówimy, mówiąc o sobie.
"Odmawiacie modlitwę przed spożyciem posiłku, dziękując za niego bogu. Na talerzach zwłoki istot chcących żyć tak samo jak wy. Ale to nic, bo liczy się jedynie nasze chciejstwo, a gorliwość religijna i pragnienie nagrody dla siebie skłania nas w dodatku do dziękowania urojeniu, za to, że mogliśmy zabić inne życie, aby się nażreć. Wasz umysł uznaje to za słuszne, aby za to dziękować wielkiemu stwórcy, że więzicie zwierzęta tylko po to, aby odebrać im życia dla swojej pazerności. Modły nad zwłokami w poczuciu boskiego majestatu i waszej satysfakcji, dowodzą jedynie nieobliczalnego wręcz prymitywizmu. I to nie fakt, jak pokornie dziękujesz bogu na niedzielnym obiedzie po odbębnionej mszy i jak czule flirtujesz, aby przeżyć akt seksualny, lecz to w jaki sposób traktujesz tych, których przez prymat gatunkowy możesz krzywdzić, świadczy o tobie.
Zamiast tworzyć sobie bogów i boskie ofiary mające nas wybielać, wybronić czy wykupić spod jakiejś kosmicznej winy, powinniśmy zwyczajnie wziąć się za siebie i się zmienić. Nic ponad to."

Lamentujecie, ogłaszając, że ktoś wam zatruł wodę. Ale to nie służy wam. To nie jest wasze. Ani woda, ani życie w niej. Tragedią jest, że zginęły bezbronne stworzenia. Że pozbawiliśmy je życia. To jest tragedia. Że otruliśmy naszych współmieszkańców. Musicie ludzie zrozumieć, jeżeli podajecie mi jako tragedię, że teraz nie będziecie mieli co łowić, bo was pali w rączki, a ryby są zatrute, no to kurwa, ja przepraszam, ale nie jesteście nawet kimś, z kim chciałbym się porozumieć.

Wy nie widzicie nic poza czubkiem własnego nosa. Natura nie służy nam. Nie jest dla nas. Kiedy wreszcie zrozumiemy tę oczywistość? To koncepty religijne nas tak okłamały. Przecież tylko bóg mógł nam powiedzieć, że mamy czynić sobie Ziemię poddaną, a wobec zwierząt, być tak straszni, iż mają się one nas bać. Musimy odrzucić wreszcie prymitywny zabobon i zrozumieć etykę. A ona mówi, że jedyni godni przeżycia, będziemy, gdy przestaniemy stawiać powszechna tezę „co zrobić, żeby ludzkość przetrwała" Godni przeżycia będziemy tylko wtedy, gdy postawimy tezę „co zrobić, żeby niewinne stworzenia wokół nas przetrwały" Inaczej, nie jesteśmy godni życia. Inaczej jesteśmy tylko pasożytem.
Natura nas takich nie chce i musimy to zrozumieć i się zmienić.

Biedny sadysta, nabijający ryby na haczyk, nie będzie mógł uprawiać rozrywki. Cóż za dramat. To iście jego, osobisty dramat. Jak przeżyć bez przemocy. Co on ma robić? Perypetie doktora Mengele. Czytać książki? Przemocy, bo nabijanie żywych stworzeń na haczyk, jest przemocą, nawet jeśli wymyślicie sobie, że pyski ryb nie są unerwione. I, że część z was je wypuszcza, po sadystycznej zabawie. Kolejny abstrakt. W religii, zwierzęta nie mają duszy, więc bólu czuć nie mogą. W wędkarstwie, akurat pyski ryb nie mają czucia. Zajebiście. Zatem możemy bez kaca moralnego obdzierać żywe stworzenia ze skóry i wbijać im metal w ciała. Przecież one nie cierpią. Kto mógł nas tak skrzywdzić? Zabobon, a co za tym idzie ludzki, zabobony mózg, który nie ewoluuje, bo zabobon mu tego zakazuje. Tylko w ludzkim, prymitywnym umyśle, potrafimy usprawiedliwić sobie każde bestialstwo jeśli służy naszej rozrywce czy zyskowi. A kosmici krążący po orbicie ziemi, patrzą na nas i się zastanawiają, czemu oni są tacy pierdolnięci. A jacy mamy być, jak największym symbolem religijnym na tej planecie jest trup przybity do deski, którego złożył sobie samemu bóg, jako jego domniemany ojciec, aby wybaczyć innym ludziom zbrodnię, którą sam ich obarczył i którą tylko on może wybaczyć. Ludziom, których wcześniej topił i wybijał.

Wędkarze, mam jedno oświadczenie dla was. Wędkarze, myśliwi, torreadorzy i tym podobni, którzy znęcanie się macie za hobby, czy sport. Mam pewną sugestię. Wywiozę was na ocean. W miejsce pełne rekinów czy orek. I pozwolę wam na kąpiel. I zobaczymy jak się poczujecie. No ale w czym problem? To takie hobby. Rozrywka. Mój lek na nudę. Moje niedzielne Katharsis. Ale to przemoc, krzykniecie. Tak nie można, bo to przemoc, a przemoc to okropieństwo. No tak. Zgadzam się. To przemoc, a to okropieństwo.

Bezmyślną agresję, a wręcz zwyczajną bezmyślność, wpaja w nas system, który nas kształtuje. Agresja czy głupota w cywilizacji ludzkiej, to prostu kopiowanie zachowań. Trwa ponad dwadzieścia lat, zanim poradzimy sobie z tym co zrobili nam rodzicie. Kolejne około dwadzieścia lat radzimy sobie - albo wcale nie radzimy - z tym co zrobiło w nas warunkowanie instrumentalne. Dlatego zadajemy wyrachowane cierpienie - bezsensowne tak naprawdę i nie umiemy dostrzec, że to okropne. A mamy się za dobrych, uduchowionych, humanitarnych. Uwielbiamy tak się nazywać, mlaskać nad lampką wina. Nie jesteśmy moralni ani dobrzy, ale to akurat załatwia nam religia, która fałszuje pojęcie dobra i zła. Wręcz je odwraca. W religii dobrem jest bogobojność i to ona załatwia nam nasze poczucie wartości. Bezmyślne strzelanie dla rozrywki do żyjących, niewinnych zgoła istot, to tylko sport. Wbijamy szpikulce w ciała zwierząt i razem z dziećmi na trybunach wrzeszczymy w podnieceniu "ole" Więzimy całe życie zwierzęta w klatkach aby obedrzeć je ze skóry dla mody. Mamy tekstylia, ale wciąż produkujemy bezmyślną śmierć. Zupełnie bez potrzeby. Ale i tak nazywamy się inteligentnymi i dobrymi. Gdy przyjmiesz wiarę, która cię wartościuje, a zatem pogmatwany system moralny, to bez względu na to co uczynisz realnego, albo nie będzie to złem w myśl tego systemu, albo wystarczy, że wybełkotasz parę magicznych słów i zabullisz czarodziejowi za uniewinnienie. Nasze umysły są bezużyteczne, skoro nie potrafią zdefiniować pastwienia się nad żyjącymi stworzeniami, jako przemocy. A magia jest dla nas ważniejsza, niż nasze realne czyny. A wystarczyłoby jedynie to przemyśleć. Wniosek może być tylko jeden. Myślenie jednak, w gatunku, który przyjmuje narracje i kopiuje bezsensowne - bezmyślne - zachowania, to proces, który nie istnieje. Zatem, teraz zamiast to przemyśleć, dostając bodziec od kogoś, jak ja, oburzycie się. Wykpicie. Zaprzeczycie. Nie będzie to przyczynkiem do zdefiniowania właściwie moralności. Do zrozumienia, że zabijanie innych stworzeń to morderstwo. A nabijanie je na coś, to tortura. Bo to jest po prostu fakt. Ale i tak teraz znajdziecie sobie masę wymówek, a by ten oczywisty fakt zanegować, wykpić, zdeprecjonować. Bo przyjęcie go, musiałoby was zmienić. Po tym jak was zawstydzi. Nikt nie lubi sie wstydzić. A wy jesteście widocznie zbyt prymitywnym organizmem na ewolucję. Na końcu powiecie - bo to ostatnia deska ratunku - że my ludzie, a one to tylko zwierzęta. Tylko zwierzęta. A my to, "AŻ" ludzie. Przecież wdrukowano w nas przeświadczenie, które uprzedmiotowuje je. Mówimy, co zjemy dzisiaj na obiad. Nigdy nie mówimy, kogo zjemy dzisiaj na obiad. Mówimy, co porobimy aby się nie nudzić. To może wędkowanie? Nie mówimy, kogo pomęczymy aby się nie nudzić
To intencja i akt nas definiuje, a nie beneficjent tego aktu. Cywilizacja jednak skutecznie to zaburzyła, do tego stopnia, że większość ludzi nie potrafi dostrzec oczywistości.

Dlatego głównym wrogiem ludzkości są systemy religijne - pradawnego barbarzyństwa - które nie tylko nie pozwalają ludziom się zmieniać i ewoluować ale i wręcz tego zabraniają. Czy to od lokalnego kultu, czy do największej religii monoteistycznej. Wszystkie polegają na tym samym. Przecież starodawny bóg, z którym porozumiewaliśmy się paleniem żywego zwierzęcia na ołtarzu dla niego, nie przerzucił się na komunikację Instagramem. Moralność i obrzędy religii, są tak stare jak umysły, które ją wytworzyły i bogowie, jakich one sprzedają. Świat pędzi w rozwoju technologicznym, a więc i siłą rzeczy mentalnym, ale my wciąż żyjemy moralnością sprzed 3500 tysiąca lat i wskazaniami strażników tego zabobonu. Nie ma szans aby stać się kimś innym bez wyrwania się z tej spirali absurdu. Jeśli nie porzucimy tej kotwicy, to nigdzie się nie ruszymy.

Teraz inny aspekt. Czy wiecie, że w środę – 10.08.2022, gdy już powszechne były informacje o tej katastrofie, największe wiadomości w kraju, czyli państwowa telewizja propagandy, nawet się nie zająkały o tym. Nic. Zero!
Powiedziały o tym dzień póżniej. Nie, w czołówce. Katastrofa na skalę Czarnobyla, wzmiankowana była po 15 minutach i zaledwie przez 54 sekundy! To tak gdyby ktoś zastanawiał się nad tym, kogo chronią wiadomości państwowej telewizji. Co było ważniejsze? Prawdopodobnie wpadki gwiazd w Sopocie.

Pominę już fakt, że Polska nie potrafiła przeprowadzić badań wody na zawartość trucizny przez kilka dni. Niemcy zrobili to w kilka godzin. Trop dla Komendanta Głównego Policji. Spore ułatwienie. Rodzaj trucizny. Nic z tych rzeczy. Obywatele, złapcie tego, który to zrobił, bo my nie umiemy. Bo my tak naprawdę nie chcemy łapać swoich bandytów. W ostatnich latach Polska policja służy do ochrony narodowych bandytów.

Chcąc odnieść się do jakości mojego życia w Polsce, to patrząc na działania ludzkości w dziejach oraz czyny religii, czy instytucji Kościoła katolickiego, jako efektu ich polityki – i przenosząc to na sierpień 2022 roku, stwierdzam wprost, że działania Polskiego rządu, który bazuje na moralności chrześcijańskiej, służą jedynie spełnianiu kaprysów elit Kościelnych. I służą jedynie ich interesowi. Oczywiście służąc po drodze elitom trwającym w światopoglądzie katolickim, który od nastu wieków jest systemem władzy w Europie. To system kastowy, w którym nie można ewoluować, gdyż z gruntu nie można zmieniać wielkiej woli boskiej. Nasze umysły są bezużyteczne. Hoduje się nas tylko do tego, aby oddawać kapłanom dziesięcinę – jakkolwiek nazwaną – i odmawiać pacierz. Jakikolwiek apel o zmianę zaczyna się i kończy na modłach. Dlatego w tym kraju energetykę – która ledwo dyszy – powierza się matce boskiej. I płaci się czarodziejom na łódkach, za odprawianie czarów na rzece. Płaci się naszymi pieniędzmi, za coś co w oczywistości nie może zadziałać i wiemy, że nie działa. Latali helikopterami za nasze pieniądze walcząc z Covidem. O dziwo, bez skutku.

Dlaczego wciąż to robimy? Bo jesteśmy prymitywami, którzy tylko zamienili dzidę na karabin. Jesteśmy nic niewiedzącymi, zabobonnymi, najdzikszymi zwierzętami, nie wartymi żadnej łaski. Wyhodowanymi tylko do tego, aby na różne sposoby przekazywać pieniądze i inne dobra pewnej rządzącej kaście. Kapłanom, czyli Kościołowi katolickiemu. A cały rząd jak i większosć społeczeństw, wytresowane są do tego aby chronić ich interesy. Nasze życie podporządkowane jest kaprysom amoralnych, prymitywów, gdyż na straży naszej cywilizacji stoi wielkie orzeczenie o wykonywaniu amoralnej, prymitywnej, pradawnej woli, której zmieniać nie można. I z tą prawdą musimy się zmierzyć. Zdefiniować, to że jesteśmy chorzy, bo tylko wtedy być może zechcemy wyzdrowieć.

Zarówno z rolnictwem, które nakreśliłem wcześniej, jak i z nauką mamy ten sam problem. W nauce musimy zdefiniować, że jeśli nie potrafi ona obejść się bez torturowania zwierząt, to powinniśmy obejść się bez nauki. Tak i jest z rolnictwem. Jak i z przemysłem. Jeśli nie potrafimy go wykonywać bez niszczenia przyrody, to powinniśmy obejść się bez niego.

Musimy przestać podchodzić do ziemi jak koczownicy, co jest wynikiem kultury. Musimy przestać ją eksploatować. Musimy wrócić do natury i stać się częścią ziemi. Tym bardziej, że faktem już bezdyskusyjnym w zasadzie jest wiedza, iż jako gatunek jesteśmy roślinożercami. Prostym wnioskiem, który za tym idzie jest, to, że skupić powinniśmy się na rolnictwie uprawiającym roślinność, nie zatruwając po drodze, ani nie niszcząc przyrody, lecz współpracując z nią. Tylko to da nam właściwy dla nas pokarm i pokarm lepszej jakości. Nie trujący nas i nie wywołujący masy chorób.

Skąd płynie wniosek, że jakość życia to telefon, samochód, czy nawóz aby szybciej rosły mniej wartościowe rośliny, którymi w większości karmimy zwierzęta hodowlane. Które ciepią, a ich zatrważająca ilość dla naszej żarłoczności, ociepla planetę w sposób niewiarygodny? Tylko po to aby dostarczyć nam niezdrowy, mniej wartościowy posiłek niż jabłko czy fasola, a do którego wytworzenia zużywamy hektolitry wody i masę trucizny aby je nakarmić. Ferujemy po drodze abstrakcyjne cierpienie, tylko po to aby nażreć się czymś co powoduje raka, cukrzycę, miażdzycę, itp i nie walczy z głodem. Przecież burger za minimum 10 dolarów to nie metoda walki z głodem, lecz rarytas mający sycić naszą pazerność. A tak naprawdę rarytas mający pozwolić zarabiać.  Koszt paszy, energii i wody w produkcji takiego burgera jest tak wielki, że staje się abstrakcyjny. I taki burger z pewnością nie służy ludzkiemu dobru. Możemy się bez niego obejść. I być zdrowsi. Nic nam sie nie stanie jak nie wypijemy flaszki. Nie umrzemy od niezjadania mięsa. A to, ze zjadamy mięso nic nie potwierdza. Zjadamy też cukierki. Pijemy wódę. Nie jesteśmy jednak "wódkożerni" czy "cukierkożerni"


Poczynię pewien truizm, który prawdopodobnie obrazi uczucia religijne. Otóż życie wieczne to bujna roślinność, a nie Jezus Chrystus.

Jeśli chodzi o nastawienie do świata to zdegenerowaliśmy go w imieniu swego egoizmu. Mordowanie zwierząt na kosmiczną skalę aby zaspokoić naszą pazerność. Niszczenie ziemi na kosmiczną skalę aby zaspokoić nasz brak umiaru i przepych. Zdrowa gleba to zdrowa woda, zdrowa roślina, zdrowe zwierzęta i zdrowi ludzie.

 

Dalsza część będzie w większości, zredagowaniem pewnego naukowego programu, który miał swoją premierę w 2020 roku „Kiss the Ground" czyli "Całuj ziemię"

Glebę należy uprawiać zgodnie z naturą, a nie pomysłem ludzkim, aby to usprawnić na skalę przemysłową. W taki sposób powstaje masowy mord na glebie. Erozja. W epoce brązu w okolicach miast i osad rozległe tereny zostały zaorane pod uprawę zbóż. W ten sposób dochodziło do erozji gleby i tak wielkie imperia obracały się w pył. Pomijając jednak upadki cywilizacji, ostatnie w czasie druzgocące zdarzenie z powodu erozji, miało miejsce w latach 30 w USA. Była to największa katastrofa ekologiczna spowodowana przez człowieka. Nazwano ją "kulą pyłu", a spowodowana była zaoraniem żyznych niegdyś równin środkowego zachodu i odsłonięciem gleby. Prezydent USA w orędziu powiedział między innymi "że należy wypracować plan współpracujący z naturą, zamiast robić to co w przeszłości, czyli wadzić się z nią"

W glebie żyją mikroorganizmy, które z powodu orki są niszczone. A chemia przemysłowa zabija w niej wszystko co tylko możliwe. Na podstawie dzisiejszej wiedzy możemy stwierdzić wprost, że orka to najbardziej inwazyjna rzecz w rolnictwie. Problem jest wynikiem jednego; braku edukacji. To dokładnie ten sam problem co z przekonaniami religijnymi. Jak i żywieniowymi. Tkwienie w błędnym przeświadczeniu. Rolnicy nie wiedzą jak działa gleba. Ludzie nie wiedzą, że to nie bóg stworzył człowieka lecz człowiek boga. I nie mają pojęcia o tym, że są roślinożerni, a mięso i produkty odzwierzęce im wręcz szkodzą.

Jesteśmy zbudowani z węgla. Mikroorganizmy działają na węglu. Węgiel napędza system. Dwutlenek węgla to gaz, który wydychamy, a rośliny go wchłaniają. Niestety od jakiegoś czasu wytwarzamy dwutlenek węgla przez przemysł, spalając paliwa kopalne. Węgiel nie jest zły. To podstawa życia na ziemi. Człowiek zbudowany jest w 16% z węgla, który pozyskujemy z jedzenia roślinności lub zwierząt które jadły rośliny (przy czym pośrednictwo w postaci mięsa nam szkodzi) Rośliny korzystają z energii światła i pobierają dwutlenek węgla z atmosfery, zamieniając go w paliwo. Jednak 40% tego paliwa, rośliny przesyłają do korzeni. Strategicznie wypuszczają paliwo mikroorganizmom glebowym. W końcu w tym środowisku rosną. Rośliny są mądrzejsze niż ludzie. Rośliny zatem żywią mikroorganizmy węglem, a mikroby dostarczają roślinom substancje odżywcze. Tworzą się siedliska w glebie, małe kieszenie, które kontrolują przepływ powietrza i wody. To jeden ze sposobów w jaki węgiel wiąże się w glebie. Innymi słowy - gleba ma wyjątkową zdolność do wychwytywania dwutlenku węgla z atmosfery. Przy czym gleba ta zawiera całe bogactwo życia. Wszystkie pierwiastki. Mówiąc w skrócie, gleba żyje. Biologicznie rzecz ujmując, mikroby które żyją w ziemi - a w każdej garści tej ziemi jest ich więcej niż kiedykolwiek żyło ludzi na ziemi - są tym z czego zrobiony jest człowiek.

Organizmy żyjące w ziemi przetwarzają materię organiczną znajdującą się w glebie i zmieniają składniki odżywcze w postać potrzebną roślinom. Jeśli porównać różnorodność mikrobiologiczną gleby z różnorodnością mikrobiologiczną w organizmie człowieka, to w ciele mamy więcej komórek bakterii niż komórek ludzkich. Nasze jedzenie, które przeżuwamy i połykamy spożywają bakterie, a naszym paliwem jest to co one przetworzyły i wydaliły. Jesteśmy w 1% ludźmi, a w 99% mikrobami. Można by rzec, że aby być zdrowym, należy jeść ziemię. Musimy jeść to co z ziemi trafia do roślin. I oto dlaczego jakość gleby, na której wyrastają rośliny, jest dla nas najważniejsza.

Najważniejsza jest więc matka ziemia i jej zdrowie.

To ma na nas bardziej bezpośredni wpływ niż mogliście sądzić. Zdrowie planety i nasze są połączone bezpośrednio. Gdy skazimy glebę, skazimy siebie wprost jedzeniem. Zatem dbanie o mikroby w glebie ma zasadnicza rolę dla ludzkiego zdrowia. Opryski toksycznymi chemikaliami robią coś absolutnie odwrotnego. Cała gleba, na której stosuje się chemikalia pozbawiona jest niemal całkowicie mikroorganizmów. Jest martwa i zerodowana. I nie tylko potrzebujemy tych mikrobów do tego aby być zdrowi, ale potrzebujemy ich również, gdyż pobierają one węgiel z atmosfery. Im więcej orki tym gleba staje się słabsza. Im staje się słabsza, rolnicy częściej czują się zmuszani do oprysków. Kółko się zamyka. W dodatku wszystko to przemysłowo marnotrawione jest, aby zużyć dużo większą kaloryczność roślin na nakarmienie zwierząt hodowlanych. Które dostarczają nam mniejszej ilości kalorii. Rolnictwo przemysłowe jest schedą wynalazków wojennych. Pewien Niemiec, Haber opracował metodę produkcji syntetycznego nawozu azotowego podnoszącego produkcję żywności. Innym jego odkryciem było stworzenie trucizn zwanych pestycydami, które to zostały użyte w historii jako pierwsza broń chemiczna. Później ten sam człowiek opracował truciznę stosowaną w komorach gazowych. Po wojnie między innymi USA, sprowadziły trucizny Habera do Ameryki i przemianowały toksyczne chemikalia na pestycydy dla amerykańskich farm. I tak cała energia poświęcona na walkę przeciw wrogom na wojnie, ukierunkowana została na walkę przeciw wrogom na farmie. I robiły to te same trucizny. I z chęci dobrych zbiorów w szybkim czasie, nie dbali o glebę wcale. Liczyła się produktywność w plonach, a nie ich jakość. I zamiast zrozumieć i uszanować naturalne procesy, rozpylaliśmy coraz więcej chemii.

Tak zdegenerowaliśmy glebę na której produkujemy żywność. Na dziś do produkcji worka zboża potrzeba pięć razy więcej azotu niż było potrzebne w 1960 roku. Przy czym nawozy sztuczne maskują jedynie problem zdegradowanych gleb. Rolnictwo przemysłowe nie zakłada w ogóle poprawy jakości gleby. Stąd też nagła potrzeba roślin modyfikowanych genetycznie; wytrzymują one po prostu opryski toksycznymi pestycydami. Dla przykładu, cała uprawiana w stanach kukurydza opryskiwana jest glifostatem (powszechnie znanym jako randap), substancją która powoduje raka. I stosowaną tak często i na taką skalę, że dostała się do wody pitnej. Substancje które zostały stworzone jako broń chemiczna, jako trucizny, znajdują się w wodzie i glebie, z której wyrastają rośliny jakie zjadamy, bądź karmimy zwierzęta, które zjadacie. I to wszystko są trucizny bez żadnych wartości odżywczych, gdyż gleba jest tak zdegenerowana, iż nie ma w niej niemal mikrobów. Innymi słowy, trucizna chemiczna przedostaje się do wody, gleby i do naszych ciał. Przy czym większość pestycydów i herbicydów przenosi się bezpośrednio z mlekiem matki do ciał dzieci. Chemikalia te - co jest udowodnione i jest to fakt - powodują choroby u ludzi i ich śmierć. Ich celem miało być zabijanie mikroorganizmów w glebie. A jak już wiemy, my jesteśmy niemal w całości mikrobami. Zabijają więc je w glebie i w naszych ciałach. Ekosystem glebowy może sobie poradzić ze sporadyczną degeneracją, ale nie z ciągła. Jeśli ciągle ładujesz do gleby pestycydy i wykonujesz orkę to gleba przestaje działać. Chroniczna degeneracja.

Odkąd w latach 70 tych na całym świecie zwiększono zużycie chemii w rolnictwie straciliśmy jedną trzecią poziomu próchniczego ziemi. Przy czym rolnictwo przemysłowe nie tylko niszczy glebę, ale wpływa też na coś większego. Olbrzymie tsunami piaskowe. Ponieważ losy wody i dwutlenku węgla powiązane są z materią organiczną gleby, niszcząc ją, uwalniamy dwutlenek węgla, który wraca do atmosfery. Zdrowa gleba pochłania wodę i dwutlenek węgla, a gdy niszczy się glebę, uwalnia ona wodę i dwutlenek węgla. To wysusza glebę i zamienią ją w pył. Ten proces nazywa się pustynieniem. Ziemia zamienia się w pustynię. Następuje to tylko wówczas gdy stworzymy zbyt dużo gołej ziemi. To w jaki sposób się z tym uporami zaważy o naszej przyszłości. Gleba, rośliny i klimat są ze sobą ściśle powiązane. Bez żywej rośliny będzie więcej parowania. Dzięki większej wilgotności mamy więcej deszczu.

Około 60% opadów pochodzi prosto z oceanów. Pozostałe 40% to małe obiegi wodne. Zakłóciliśmy te małe obiegi wodne. Stało się tak, gdy zbyt dużo ciepła uchodzi z gołej ziemi. Powstają ogromne wiry gorącego powietrza. I zamiast przyciągać deszcz, odpychają chmury deszczowe. Jeśli weźmiesz kawałek gleby i go ogołocisz, o świcie będzie chłodniejszy, a w południe o wiele gorętszy, niż ten sam kawałek ziemi pokryty ściółką. Zmieniłeś właśnie mikroklimat. Jeśli zrobisz to na ponad połowie powierzchni ziemi zmieniłeś makroklimat. Na dziś dzień dane są takie, że około 2/3 świata pustynieje. A gdy ziemia pustynieje każdego roku 40 milionów ludzi zostaje zepchniętych ze swojej ziemi. W historii ponad 20 znanych nam cywilizacji z absolutnie wszystkich rejonów świata upadło przez rolnictwo niszczące środowisko. Te społeczeństwa nie poradziły sobie z pogarszającym się środowiskiem i wzrostem populacji. Doprowadziło do tego ich własne działanie.

To samo dzieje się dziś na świecie. Tyle że na przemysłową i globalną skalę. Uboga ziemia to ubodzy ludzie. Ubodzy ludzie to rozkład społeczny. Uboga ziemia to częstsze powodzie i susze. Masowa migracja międzypaństwowa i do miast. Wiemy dziś, że to jak wytwarzamy obecnie żywność osłabia ekosystem od którego jesteśmy zależni. Długofalowe prognozy na przetrwanie naszego gatunku na tej planecie robiąc wszystko jak dotychczas, są bardzo mizerne. Według badań pozostała część poziomu próchniczego zniknie w ciągu następnych 60 lat. Inaczej mówiąc, jeśli nie zmienimy swojej pazerności i głupoty czyli postępowania wobec zwierząt (hodowle przemysłowe) jak i ziemi, to zostało nam 60 zbiorów plonów. Olbrzymie badania globalne w zakresie uwalniania z samej gleby dwutlenku węgla obrazują, że w okresie gdy orzemy do atmosfery wydostają się niewyobrażalne ilości tego gazu. Po orce, w czerwcu gdy rośliny wzrastają, poziom dwutlenku węgla w atmosferze jest dużo niższy. To nam obrazuje jak orka degeneruje glebę i jak silne są rośliny same w sobie. Innymi słowy, planeta pokryta roślinnością to zdrowa planeta. Rozwiązalibyśmy wiele problemów gdyby nie odkrywać gleby, lecz sprawić by była w niej roślinność, która zaabsorbuje dwutlenek węgla i go tam zatrzyma. Tam, gdzie być powinien. Można nazwać to ironicznie "technologią" gdy opracowuje się plan działania, który ma zatrzymać globalne ocieplenie czyli olbrzymią ilość dwutlenku węgla uwalnianą rolnictwem do atmosfery. Tyle, że nie jest to ludzka technologia, lecz mająca miliiardy lat i będąca doskonałym zamysłem planety. Utrzymać dwutlenek węgla w żyznej glebie. W glebie roślinnej. Brzmi to prosto i w zasadzie nie wymaga od nas żadnej pracy. Ziemia zrobi to za nas. Jedynie co musimy zrobić my, to zacząć mieć umiar w pożeraniu zwierząt. Bo to dla ich wykarmienia głównie produkuje się pestycydy i istnieje rolnictwo przemysłowe. Oczywiście, nie robimy tego altruistycznie aby nakarmić zwierzęta lecz po to aby je zjeść. Uzyskując mniej kalorii z ich pożywienia niż gdybyśmy zjedli rośliny im poświęcone. Nie wspominając już o wodzie, której do produkcji jednego hamburgera zużywa się 2400 litrów. Można więc stwierdzić wprost, że to nasze rozpasanie i żarłoczność czyli brak umiaru degeneruje planetę. Nie wspominając już o etycznym aspekcie hodowania zwierząt na żywność.

Zwiększenie dwutlenku węgla w glebach o zaledwie 0,4%, to tyle ile wynosi emisja tego gazu spowodowana naszą działalnością każdego roku. Środowisko glebowe może utrzymać więcej węgla niż w sumie atmosfera i rośliny żyjące na powierzchni. Niemal dwa i pół razy więcej! Ludzie zapomnieli, że podstawowym narzędziem rolniczym jest ziemia, a nie traktor czy kombajn, czy chemia. To gleba. Stosowne porozumienia aby wdrożyć plan zatrzymania węgla w ziemi zostało nie podpisane przez trzech największych producentów rolnych; USA, Indie i Chiny. Od początku rewolucji przemysłowej w połowie XVIII wieku wyemitowaliśmy do atmosfery około 1000 miliardów ton dwutlenku węgla. Czyli 1000 gigaton dwutlenku węgla jest naszą spuścizną cywilizacyjną. Przy czym ten dwutlenek węgla nie znika lecz się kumuluje. I ocieplać będzie naszą planetę przez wieki. Jedynym sensownym dla ludzkości celem jest tak zwane obsunięcie, czyli rokroczna redukcja węgla w górnych częściach atmosfery. Wszystko inne to chaos klimatyczny. Jedyny sposób aby uzyskać takie obsunięcie, to zacząć uprawiać rośliny i drzewa w zupełnie inny sposób. Innymi słowy, to co naprawi naszą glebę, naprawi ten nasz klimat. Aby zatem ustabilizować nasz klimat możemy użyć najpotężniejszej technologii wychwytywania węgla - fotosyntezy roślin i  mikroorganizmów glebowych. Wychodzi na to, że musimy się po prostu zmienieć. Musimy ewoluować. musimy przestać być prymitywnymi dzikusami, którzy kierują się przeświadczeniem, zamiast obserwacją i wiedzą.

Gdzieniegdzie już istnieje ten typ rolnictwa, oparty o regenerację gleby. Najważniejszego narzędzia rolniczego. Wyjściem naprzeciw jest brak orki, sadzenie bezpośrednio w glebę. Deszcz spadający na taki grunt wsiąknie i zostanie w nim. Deszcz spadający na odkrytą ziemię spłynie i szybko wyparuje. Nieorana gleba zatrzymuje dużo więcej wody zwiększając wzrost mikroorganizmów co prowadzi do lepszego wzrostu roślin i w konsekwencji do większych opadów. Każdy procent wzrostu ilości materii organicznej w ziemi oznacza, że hektar ziemi pochłonie prawie 22,5 tony węgla więcej.A to bardzo dużo. Zwierzęta pasące się żywymi roślinami są częścią cyklu węglowego. W Ameryce północnej nie tak dawno temu ponad 60 milionów bizonów przemierzało kontynent sprawiając, że ten cykl węglowy kwitł w najlepsze. Próbując zagłodzić rdzennych amerykanów, amerykańskie wojsko i firmy kolejowe zabiły większość tych zwierząt. Tam gdzie niegdyś wędrował bizon, dziś rośnie przemysł rolniczy. Ziemia została odkryta. Co ironiczne, ten olbrzymi przemysł rolniczy działa po to aby wyżywić zwierzęta zamknięte w zagrodach.

Jedne zabiliśmy aby zagłodzić innych ludzi, inne więzimy aby je zamordować i zjeść. Pan człowiek. Korona stworzenia uczyniona na podobieństwo boże i pragnąca nagrody za swe czyny.

Te zamknięte produkują olbrzymie ilości gazów cieplarnianych. Są karmione paszą wyprodukowaną dzięki nawozom i odkryciu gleby i jej erozji. Podczas gdy pasące się na wolnym wybiegu zwierzęta, odwracają ten proces. Gdy się pasą, gazy cieplarniane są wychwytywane przez żyzna glebę. W pierwszej więc opcji mamy tylko emisję. W drugiej - wychwytywanie. Pozwalanie bydłu na wędrówkę i wolny wybieg może ożywić wystarczająco dużo obszaru, by wytworzyć ogromne obsunięcie, o którym pisałem wcześniej. A które jest naszą jedyną nadzieją. Pozwalając wypasać się kopytnym zwierzętom, można niemal całkowicie wypustyniony teren zamienić w obszar porośnięty bujną roślinnością w już 8 lat. Tego typu regeneracje ziemi już powstały w Afryce na dużą skalę. Żyzna ziemia porośnięta roślinnością w postaci trwałych użytków zielonych, zabiera olbrzymie ilości tego, czego nie chcemy w powietrzu. Dwutlenek węgla i wytwarza tlen. Około dwóch trzecich lądów to użytki zielone i sawanna gdzie opady są zbyt małe aby utrzymać drzewa, które osłoniłyby glebę. Zatem to trawa musi ustabilizować glebę. Tylko przez regenerację gleby możemy przywrócić ziemię do stanu mitycznego "rajskiego ogrodu" Tylko tego typu rolnictwo, w którym gleba nie jest odkrywana i wyjałowiona przyciąga życie. Nie tylko to życie w glebie ale i ptaki i inne zwierzęta. Tam gdzie pola są zaorane nie ma życia.

A krajach największych upraw jak np. w USA na 70% terenów rosną tylko rośliny wykorzystywane na paszę dla zwierząt, która to daje nam znacznie mniejszą kaloryczność, plus zużywa masę pestycydów to wytworzenia tej paszy. Jak i sama hodowla to olbrzymie ilości metanu, gazu pięć razy cieplejszego niż dwutlenek węgla. I te uprawy mają rację bytu tylko z dwóch powodów - naszej pazerności i głupoty, a w praktyce ze względów dotowania ich przez państwo. Inaczej uprawy te nie miałyby ekonomicznego sensu na wyjałowionej już ziemi. Jaki mamy więc rezultat tego postępowania, aby nakarmić naszą pazerność? Bo przecież nie głód. Biedni nie jedzą burgerów. Rezultat jest klarowny. Ziemie jałowieją, a rolnicy biednieją. Stan finansowy rolników jednak mało mnie interesuje. Stan planety natomiast, która degeneruje się w ten sposób w zawrotnym tempie, to już prawdziwy kłopot. Ale dosyć już o faktach i samo destrukcji z powodu braku umiaru i egoizmu. Egoizmu wręcz biblijnego. Ktoś nam wmówił największą głupotę w dziejach. Że jesteśmy jakąś koroną stworzenia i liczy się jedynie nasze dobro. I z tego powodu i tego poczucia wyższości, człowiek rozumny wybił w ciągu połowy ostatniego wieku ponad sześćdziesiąt procent gatunków zwierząt.

Zniszczyliśmy ziemię i niszczymy zwierzęta. Pytanie co więcej możemy zniszczyć będąc tak bardzo boscy i żyjąc w pragnieniu zbawienia. Dobrze, że uroiliście sobie to zbawienie poza tym miejscem i życiem, bo nie mielibyście się gdzie podziać. Punkt za przezorność dla niszczycieli. W końcu w raju nie ma zwierząt i problemów z klimatem. Są tylko chrześcijańscy święci i godni zbawienia.

Same kurwa wspaniałości.

Jeśli się wreszcie nie przepoczwarzymy z tej prymitywnej, zabobonnej, chciwej i głupiej kreatury w lepsze stworzenie. Które swój światopogląd oprze choćby na obserwacji świata nas otaczającego - a nie na narracji głupków sprzedających nam starych bogów i ich moralność, to zginiemy.

Ale to mnie nie smuci. Taki człowiek nie ma żadnych praw aby żyć.

Niestety taki człowiek, przepełniony tak abstrakcyjną agresją, pielęgnowaną przez wszystkie systemy społeczne, których fundamentem są pradawne wierzenia, przekazane nam jako "prawdy" i nienaruszalne koncepty moralne, zagarnia wszystko dla swojej korzyści czy wygody. Bo te systemy twierdzą, że mu się należy. A okropność tych systemów, które nas wytworzyły, czyli religii zawiera się w tym, że zakazują one zmian. W nich nie możemy ewoluować. Zaczęliśmy w nich jako terroryści i kończymy w nich jako terroryści.

Przecież to widać nad wyraz klarownie, gdy przyjrzymy się działaniom ludzkim. A bez zmiany nie przeżyjemy.

 

 

Privacy preferences
__cookiemgr_infotext__

Privacy declaration

Show details
Our webpage stores data on your device (cookies and browser's storages) to identify your session and achieve basic platform functionality, browsing experience and security.
__cookietype_func__

Zaloguj się