List, który stał się opowieścią

 Materiał dostępny również w wersji audio https://open.spotify.com/episode/32q5pZJ3ZVh6SN9qRwb77T

 

   - Witaj. Muszę Ci się zwierzyć. Jestem umordowana po weekendzie. Cudowna okolica na łonie natury, super dom w bardzo wysokim standardzie, zaproszenie od świetnych znajomych, restauracja na poziomie gwiazdki michelin, ale niestety akurat w ten weekend brak alternatywy dla niejedzących mięsa. Od jakiegoś czasu, ale z przekonania i zawzięcie nie zjadam. I po zorientowaniu się że nie zamówiłam dania głównego, tekst znajomych, że "ta sarna umarła na pewno szczęśliwie" i moje pytanie, czy przyszła sama do myśliwego i powiedziała -zastrzel mnie. No i już rozumiesz. A potem powstrzymywanie się żeby całkiem nie spieprzyć weekendu kiedy rozmawiamy o klechach i tak dalej i tak dalej. Przepraszam, chyba musiałam to komuś powiedzieć.

 

   - Już dawno przyłapałem się na tym, że nie powinienem wstydzić się swojej odrębności i niby czemu mielibyśmy krygować się w tym aby pokazać ludziom ich małość.

Żyją bezmyślnie, jak maszyny. Gdy ty się rozwijasz to przychodzi taki moment - gdyż musi przyjść - że stają się pośmiewiskiem lub wstydem. Przecież wystarczy się właśnie nad tym zastanowić i przystawić jedno do drugiego, gdy zapytałaś "czy przyszła sama do myśliwego" Gdy się rozwijasz, musi nadejść taka chwila, w której z nich wyrastasz.

Z istot roślinożernych, rozwinęliśmy siebie w kierunku bezrefleksyjnego trupożercy, a nasz umiejący kreować piękne poematy o miłości umysł nie umie dodać dwa do dwóch. Wypastowane buty, wykwintne słówka, białe obrusy w drogich restauracjach, a w okolicach takie miejsca jak rzeźnie. Ale mlaskamy w poczuciu wyższości. Jesteśmy humanitarni, bo sarna umarła bez bólu. Wow. Oto najbardziej inteligentna istota na planecie ziemia.

Nie wstydź się tego. Przecież nie musisz być jak oni. Nawet nie powinnaś chcieć być jak oni. Trzeba to wypracować, żeby nie dbać o cudze zdanie. Ignorowanie otoczenia ludzkiego, poleganie na instynkcie, wiara we własne przekonania, które oparte są na obserwacji i wnioskowaniu, a nie oczekiwaniach innych. I ich brudnych prawd zdefiniowanych dawno temu. Dlaczego to obcy mi i starzy mentalnie ludzie mieliby definiować moje jestestwo?

Ludzie nie umieją dostrzec, że żyją w bardzo starych i prymitywnych mentalnie strukturach. To wszystko trudne rzeczy, bo jesteśmy kimś kto burzy odwieczne poczucie komfortu innych. Czujesz się jakbyś ciągle zbierała ciosy ale jeśli nie padniesz pod ich nawałnicą, to w końcu nikt ci nie podskoczy. Zmienisz się. I to nie tak, że zostawisz bliskich. Oni po prostu nie będą umieli ci towarzyszyć. I to już ich problem, nie twój. Nie powinnaś mieć z tego powodu poczucia winy.

Ludzie żyją iluzją. Nowy rok i nowe plany ale wciąż stary człowiek. Nazywamy to postanowieniami, że kupimy nowy dom czy nowy samochód. Ale jeśli wsadzisz tego samego człowieka do nowego domu, wciąż będzie doświadczał po staremu. Możesz kupić nowy samochód, ale umieszczając starego człowieka w nim, będziesz wciąż w tym samym miejscu.

Zauważ, że społecznie uwielbiamy postanowienia zdrowotne. Definiujemy je z każdym nowy rokiem czy to urodzinami. Schudnę, będę biegał. Zapiszę się na siłownię. Wytrenuję więc swoje ciało. Zacne. Jasne, czemu nie. Wszyscy chcą trenować pośladki i mięśnie brzucha ale nikt nie postanawia wytrenować umysłu. Nowe pośladki, nowy brzuch, nowy biceps. Ale stary umysł.

Określamy swoją atrakcyjność przez fizyczność. Umysłu nie widać, więc może być byle jaki. Jaki zatem płynie wniosek? Liczy się dla nas jedynie powierzchowność. Nowy samochód i nowe pośladki. Stary umysł, więc stara mentalność. Co gorsza, najbardziej powszechne koncepty religijne zakazują rozwijania umysłu. Książa chrześcijańscy wciąż mawiają, że rozwój osobisty człowieka jest wrogi bogu. Zatem nie pozostaje nam nic innego jak być wrogim bogu. Bóg tej religii - jak i każdy bóg- chce nas starych, bo sam jest bardzo stary. Nic nie może być inne i wyższe w tej koncepcji. Inność w tym koncepcie to herezja, za którą można cię zabić, a nawet trzeba. A wyższość, to blużnierstwo, za które również należy cię zabić. Dlaczego zatem masz równać w dół i spełniać normy moralne prymitywnego boga i co za tym idzie prymitywnego kapłana? Dlaczego nie możesz być sobą i siebie polepszać?

Gdybyśmy kładli taki sam nacisk zmian i rozwoju na nasz umysł, jest szansa, że bylibyśmy wreszcie kimś więcej niż dwunożną małpą, wykonującą te same schematy od tysiącleci. Nowy wóz niczego nie zmienia przecież. Czy mając nowe samochody i szczupłe, umięśnione sylwetki przestaliśmy się napadać i zabijać? Czingis Hana i Putina różni ponad 800 lat. Jeden mógł marzyć o nowym, szybszym koniu, drugi o nowym, lepszym samochodzie. A obaj mieli (Czingis Han) i mają (Putin) stare, pradawne umysły człowieka z jaskini. Różni ich czas i technologia ale nic poza tym. Technologicznie człowiek rozwija się w szybkim tempie ale mentalnie wciąż jesteśmy agresywnymi dzikusami. Liczą się narzędzia i powierzchowność. Narzędzia aby ułatwić nam życie i powierzchowność aby się podobać i poprawiać sobie samopoczucie.

Trywializując; głupia do rozpuku ale z ładną dupą dziunia, zrzesza miliony obserwatorów na portalach internetowych. Zwykła osoba, z pięknym umysłem, optymistycznie patrząc, może dobije do jednej tysięcznej tego. Ogólnikowo głupi gatunek ludzki karmi się powierzchownością do tego stopnia, że trendy modowe czy sylwetkowe definiują każdy wiek i dziesięciolecia. Nikt natomiast nie mówi o trendach umysłowych. Zresztą, tkwimy moralnie i umysłowo i to z wielką gorliwością w bardzo starej, zabobonnej doktrynie. Patrząc na czas dekalogu, to moralność sprzed 3500 lat. Patrząc na frazesy ewangelii, to sprzed 2000 lat. Zatem o jakich mielibyśmy trendach intelektualnych mówić? O jakich zmianach myślowych skoro nawet dziś jako najwartościowszy koncept moralny wskazuje się starą religię? Ponadto ten pradawny i żenujący intelektualnie jak i niewłaściwy moralnie system, promowany jest przez struktury państwowe, a wręcz zmusza się do jego szanowania. Zatem o jakich zmianach intelektualnych mówić?

To pomówmy już lepiej o modzie i trendach piękna fizycznego.

Ludzki świat jest płytki i powierzchowny. Myśliciele jak Sokrates giną w mroku, zwłaszcza gdy piszą "nie mówicie o dobrze i miłości, podczas gdy macie martwe zwierzęta na talerzu" Zatem spójrz na talerze swoich znajomych w restauracji. Mają większe możliwości niż Sokrates. Siłą rzeczy powinni wiedzieć więcej od niego o świecie. Z pewnością są lepiej uczesani. Chodzą w pięknych butach. Gdyby postawić ich obok siebie, wizualnie będziemy mieli zacny, wypacykowany okaz obok zmęczonego słońcem i frasunkiem dawnego człeka. Pomyśl ile który uzyskałby "lajków" Dwa światy, które dzieli niemal 2 500 lat. I to widać. Nie widać już tylko tego co w środku. Rozwiniętego umysłu, który przekłada się na moralność, a będącego efektem obserwacji i analizy jak działa świat. Ten w garniturze, ładnie uczesany i współczesny, będący często idolem dla milionów przez pryzmat ciała, bogactwa czy robienia zgoła bardzo prostej rzeczy jak bieganie za jakąś piłką, wpisuje się w trendy mody, stylu życia i fizyczności. No i żyje zgodnie z przyjętym już czyli zaakceptowanym systemem. W głowie może mieć totalny bałagan i nicość. Nikogo to nie obchodzi. Nawet jeśli zgwałci dziecko jak znany reżyser (Polański) to i tak będą go wielbić tłumy. Nawet jeśli bije żonę to fani będą go kochać. Nawet gdy będzie się narkotyzował jak gwiazda rocka, to miliony ludzi będzie chciało być jak on. A Sokrates? Cóż, wyprzedzał swoją i naszą epokę gdyż rozwinął umysł. Zatem wyprzedzał każdą epokę. Oprócz przyswajania wiedzy (jako domeny epoki), umysł ma jeszcze jedną, bardzo ważną cechcę, która jest ponadczasowa. Analizowania i przemyśleń. O ile każdemu da się przyswoić jakąś wiedzę, jednemu więcej, drugiemu mniej, o tyle możliwość analityczna i wyciągania wniosków jest zdolnością, którą - gdy nie jest ograniczona - trzeba trenować i rozwijać. Reasumując. Zwrotkę wiersza zapamięta każdy "zdrowy" umysł ale analityczne myślenie jest już wielkim problemem, bo jest zdolnością specjalną, której nie uzyska się z powtarzania.

Nie jest zadziwiającym, że pisarze nie mają takiej publiki co byle jaki umysł rzucający piłką do kosza.

 

Wymyślamy nowy sprzęt aby lepiej zabijać i rozwijamy ciało aby dłużej żyć, by móc dłużej zabijać. Sprawniejsze, żywotniejsze ciała ze starym, barbarzyńskim umysłem.

I spójrz na kontrast ze znajomymi. Pięknie pewnie byli ubrani. Kulturalnie się wysławiali, przy restauracji pewnie wiele ładnych aut. Obsługa z manierami. Ileż pięknej powierzchowności. Można byłoby rzec - przyglądając się z kosmosu- że to fajna planeta. Do momentu gdy ten ładnie uczesany - co najdziwniejsze, roślinożerca - wbija widelec w zwłoki stworzenia, któremu odebrali życie aby ucztować. I to nie wynik walki z głodem lecz uczty. Uczty w patetycznych okolicznościach. I jeszcze aby lepiej się poczuć mają czelność rzec, że wszystko jest dobrze, bo ich ofiara to nie wynik nieludzkiej rzeźni lecz "humanitarnego" myśliwego. Ależ jesteśmy wspaniali.

Szkoda tylko, że mimo tych nowych samochodów, nowych ubrań, nowych pośladków i nowych brzuchów, mamy stare umysły, które nic nie rozumieją i nie dopuszczają do siebie myśl, że misa warzyw i owoców czy pajda pieczywa również nas nakarmią. I to zdrowiej. I dochodzimy do pewnego absurdu. Nowy rok, nowy ja, nowe postanowienia, nowa praca nad sprawniejszym i ładniejszym ciałem ale wciąż karmienie go niewłaściwym pokarmem, który sprawia, że to ciało wiecznie choruje. Albo na raka, albo na cukrzycę, albo na nadciśnienie.

Zmieniamy tylko powierzchowność. Tym się zajmują nasze postanowienia. Ale zmienić paliwo dla tego ciała? Karmić umysł otwartymi ideami, poszukiwaniem nowego? Analizą? No i owocami, których on potrzebuje? To jedyne czego nasz umysł chce. Glukozy czyli cukrów prostych, które dostarczają owoce i wykraczania myślowo poza utarte schematy.

Powtarzanie nie rozwija umysłu ale sprowadza go do roli najprostszego organizmu. One też umieją powtarzać, ale nie umieją kreować, pisać pięknych dzieł literackich, wykraczać poza istniejące koncepty. Umysł, który jedynie powtarza i barykaduje się na starej, zajętej już pozycji jest bezużyteczny, nawet jeśli mieści się w ciele z fajnymi pośladkami czy mięśniami brzucha. Umiejętność wynajdowania wynalazków, które mają dać nam przewagę nad zwierzętami aby je skuteczniej zabijać, czy innymi ludźmi aby z nimi wygrać, to wciąż umysł tkwiący w agresji. Intencjonalna agresja ludzka to bardzo prymitywna ułomność która napędza mordercze wynalazki. Nikt nie wpadnie na pomysł, że te wynalazki nie byłyby potrzebne, gdybyśmy uporali się z tą podtrzymywaną wciąż ułomnością.

Dawno temu pewni ludzie napadali siebie bo byli prymitywni. Nie umieli negocjować, nie umieli kreować rozwiązań, nie mieli narzędzi, które ułatwiają bądź zmieniają życie. Aby przeżyć w zimnie musieli odziać się w skórę zwierząt i je zjadać, gdyż to był jedyny dostępny w niesprzyjających rejonach pokarm. Ale z każdym wiekiem pojawiały się nowe osiągnięcia. Tkaniny z wełny. Nie zmieniło to faktu, że wciąż obdzieraliśmy zwierzęta ze skóry. Dziś mamy tekstylia. Dlaczego więc hodujemy i zabijamy miliardy zwierząt rocznie aby odzierać się w ich skórę? Nie zmieniliśmy się. Ale mamy nowe futro. Nowa ja, w nowym futrze. Tysiące lajków. Ty bez nowego futra, ale z nowym umysłem nie zostaniesz dostrzeżona. A ci, którzy cię dostrzegą, wykpią gdyż burzysz ich poczucie komfortu życia w świecie ułożonym tylko i wyłącznie pod korzyść ludzką. Czyli ich.

Wmawiana nam słuszność ludzkiej cywilizacji, to po prostu skrajnie narcystyczna hostoryjka. Okazuje się, że nie jesteśmy nikim ponad aroganckich morderców. I nie potrafimy zrozumieć przez wieki, że kolejny czy nowy kosciół niczego nie zmieniają. Tak jak kolejne miliardy modłów do bogów. I kolejni bogowie. Ciekawe kiedy człowiek zorientuje się, że zamiast poświecać czas bogom, mógłby sam stać się boski. Ale w tym koncepcie musielbyśmy być odpowiedzialni za swoje czyny. To nie przejdzie, zwłaszcza gdy jesteśmy niedojrzali. Niedojrzały, niekompetentny i głupi człowiek doskonale wie, że potrzebuje obrońcy (boga) i wybawcy (Jezusa). Tylko bóg może obiecać nam szczęsliwe życie po śmierci, do którego otworzył nam drzwi przybity do deski niby jesgo syn. Uznanie tej groteski i amoralności już na starcie stawia nas w pozycji klinicznego przypadku, któremu nie pomoże nic poza zbawieniem. Co najlepsze w zbawieniu i całej religii nie chodzi o odmienienie człowieka czy jego losu, lecz zabranie go do lepszego miejsca po tym jak już tu umrze. I to ma być wartościowsze dla nas niż godne życie tutaj i rozwijanie nas abyśmy byli mostem ku lepszemu. Ale po co? Po co naszym dzieciom lepsze? Wszystko i tak kończy się śmiercią na tym łez padole, aby zamieszkać w raju. Nie liczy się przyszłość domu i następnych pokoleń lecz nasza osobista korzyść. Przecież w tym wszystkim tak naprawde chodzi tylko o nas. O naszą osobistą przyszłość. Jest tylko jeden warunek. Zamieszkasz w tym raju jeśli niczego nie zmienisz, bo przecież bóg już ustalił wszystko doskonale, nie po to abyś to zmieniał. No i musisz wykonywać jego wolę. Nie swoją, tylko jego, a zatem wolę obcych ci ludzi w roli kapłanów. 

Religie wprost dowodzą, że jesteśmy nad wyraz płytkimi narcyzami. Ktoś już za nas coś zrobił (niby oddał życie) i ktoś już nam złożył obietnicę abyśmy nigdy nie umierali. A świat, który zabijamy to tylko miejsce przejściowe. Zwierzęta czy inni ludzie nad którymi się pastwimy nie dadzą nam tego co urojony bóg i gusła; obietnicy i nagrody. Religia dowodzi, że jesteś po prostu płytki. Frazesy o wyższosci i dobrze w niej to paplanina, która nie zmienia nic innego, jak twoje samopoczucie.

Koncept mającej bezpośredni na nas wpływ religii, to już nawet nie groteska lecz niewyobrażalny i barbarzyński idiotyzm. Stary, prymitywny i prześladowczy umysł, wyćwiczony w powtarzaniu zostanie nagrodzony niebem. Rozwijający się, analizujący, zadający pytania i pragnący nowego umysł, zostanie zesłany na wieczne męki w piekle. Zasada kija i marchewki zawsze działała. A o naszej głupocie swiadczy fakt, że uznajemy tę koncepcję za najwartościowszą. 

 

W 2021 roku we wrześniu, podczas jednego zdarzenia, człowiek współczesny w sadystyczny sposób zabił ponad 1400 delfinów, ferując im najpierw strach, później wyrachowaną śmierć. Unicestwiliśmy niemal półtora tysiąca bardzo inteligentnych, rozwiniętych społecznie stworzeń tylko dlatego, że jakieś dzikusy zapoczątkowały ten horror w XV wieku. My dziś, bez żadnej refleksji, zupełnie intencjonalnie dopuściliśmy się tego bestialskiego procederu. Czy zrobili to z głodu? Pewnie polowania na delfiny w tamtym czasie wynikały z tego aspektu. Częściowo jednak jako ofiary dla urojenia. Mało kto to wie ale na przykład bogu biblijnemu składano ofiary między innymi ze skór delfinów. Ale dziś? Cóż. To było tylko uczczenie tradycji. I z pewnością wypełniło dozę rozrywki ludzkiej. Myśliwstwo przecież dowodzi wyrażnie, co człowieka cieszy.

Zatem nie tylko nie jesteśmy lepsi, mimo poznania już humanizmu, pisania pięknych dzieł, klękania w jednym z wielu kościołów (społecznie przecież panuje przekonanie, że to nas wartościuje), uwielbiania filmów o miłości. Nie tylko nie jesteśmy lepsi, ale fakt, że zabijamy dla tradycji czy rozrywki stawia nas w jeszcze gorszym świetle niż prymitywów z dawien dawna. Oni nie umieli inaczej bądź nie mogli inaczej. My umiemy i możemy. Poza tym wiemy więcej. Dowiedzieliśmy się w XXI wieku, bezsprzecznie, że człowiek jest z natury roślinożercą. Czy coś to zmieniło? Nic. Weganizm jest marginalny i wykpiewany. Mimo, że mięso ani nam nie służy ani nie jest właściwe, to wciąż - i coraz bardziej - ferujemy holocaust zwierzętom na fermach i farmach, a później w rzeźniach. A cywilizacja zajmuje się ograniczaniem gazów cieplarnianych i skupia się na dwutlenku węgla. Nikt już jednak nie mówi, że znacznie bardziej ociepla planetę ilość metanu w wyniku hodowli zwierząt. Tego nikt nie chce ruszać, gdyż sprzedaż drogiego burgera - który nie jest formą walki z głodem - jest niebywale opłacalna, mimo, że wyprodukowanie go to strata ponad 2400 litrów wody, masy trujących pestycydów i wielkiej ilości metanu, który jest pięć razy cieplejszy od dwutlenku węgla. Jednak propagowanie tej wiedzy i zlikwidowanie tego procederu nikogo nie interesuje. Świat czerpie korzyści z więzienia i holocaustu zwierząt. Człowiek jest zachłanny i chciwy. I prymitywny. Tu chodzi po prostu o naszą żarłoczność czyli brak umiaru. Co niby miałoby się zmienić z każdym kolejnym rokiem, skoro nasze postanowienia to dupa, a nie umysł? Jak mielibyśmy zresztą chcieć zmieniać umysł jeśli pradawny koncept religijny feruje nam ostateczną "prawdę", której nie można podważać i rozważać, a już absolutnie zmieniać? Zatem skoro wiemy już wszystko to nie pozostało nam nic innego jak rzezbić pośladki. Nie wiemy jaką rolę odegraja te pośladki w królestwie niebieskim ale wiedząc, że będą tam wszyscy biblijni degeneraci, ktorzy byli gwałcicielami, mordercami czy alfonsami, to ładne pośladki będą docenione. Już z pewnością przez pedofilskich klechów i wojtyłę, przyjaciela największego pedofila Kościoła katolickiego. Zresztą, przyjażnił się z wieloma pedofilami, może sam nim był w takim razie. Jeśli przyjażnisz się ze zbrodniarzem to dlatego, że nie masz nic przeciwko tym zbrodniom.

Musimy zdać sobie sprawę, że wbrew naturze, uczyniliśmy się pasożytami. Pasożytujemy na ziemi, na jej faunie i florze. I nie chcemy tego zmieniać, głosząc wszem i wobec, że jest to właściwe. Że tak jest ten świat skonstruowany i już. Jedni twierdzą przy tym, że przez boga, inni, że przez naturę. Pierwszym zatem odpowiem, że skoro czcimy boga, który miał nieograniczone możliwości, a stworzył krwiożerczy świat, to powinniśmy czym prędzej udać się do lekarza od głowy. Drugim natomiast odpowiem, że natura stworzyła nas roślinożernych i z mocą kreacji. A my sami dla naszej wygody staliśmy się ciałożernymi potworami, nie wykorzystując umiejętności kreowania i znajdowania rozwiązań. Wybieraliśmy tylko najmniej uciążliwą i najłatwiejszą drogę, ogłaszając ją za jedynie słuszną.

Gdzie zatem nasza inteligencja aby połączyć jedno z drugim i wyższość aby przestać być jedynie agresywnym mordercą? Jest. We frazesach. I w lepszej fryzurze. I w nowym "ja" czyli w nowym samochodzie i z nowymi mięśniami brzucha.
Nowy ja, to nigdy nowy umysł. To powierzchowność jest w cenie. Czyli akceptowanie powszechnego systemu, który zdefiniował świat zupełnie na opak - ale korzystny dla człowieka, więc uwielbiany. Wciąż jesteśmy dzikusem, który za błyskotki sprzeda ziemię.

 

Pamiętaj o tym, że nic nie powinno być takie jak wczoraj. Jutro chcę być lepszym mną. W nowym roku chcę być nowym mną. Kiedy patrzę w lustro widzę wiecznie smutne oczy. To mój umysł mówi mi, że żyję w świecie, który wymaga zmian. W dobrym świecie nie byłyby smutne. Kiedy większość ludzi patrzy w lustro, widzi zbyt duże brzuchy, zbyt małe klaty, zapadnięte policzki czy zmarszczki. Przeraża nas to. Szukamy na to kremu. Znajdujemy. Testowany na tysiącach, zadręczanych w laboratorium stworzeniach. Ale przecież mamy nowe postanowienie. Nie starzeć się tak szybko. Nowa twarz wymaga radykalnych działań, a ze starym umysłem będą one radykalne. I barbarzyńskie.

I teraz wyobraź sobie tą restaurację i tych znajomych. I wyobraź sobie, że są dokładnie tymi samymi ludźmi, którzy siedząc wokół ogniska, obdarli właśnie ze skóry niewinne życie. Być może na żywca, bo od razu postanowili pogadać ze swoim bogiem. A w wielu kulturach - różne kultury, ten sam umysł - im bardziej skowyczące w bólu zwierzę tym wyraźniej mówi do nas bóg. Interpretujemy los dla nas z cierpienia innych stworzeń. Robiliśmy to od początku istnienia człowieka i robimy to po dziś dzień. Dziś nie wszyscy. Ofiara w niektórych religiach zmienia się na pragmatyczną formę jak pieniądz. To nie zatem rozwój mentalny kapłanów powstrzymuje ich bestialstwo lecz pragmatyzm. Przecież nawet w Polsce do 2021 roku, praktykowano uboje rytualne. Gdy przyszła debata o ich zakazie, cały Kościół katolicki walczył o ten barbarzyński prymitywizm jako prawo do tradycji. Ludzie, którzy zwą się w cywilizacji przewodnikami duchowymi, chcieli wciąż zabijać zwierzęta w męczarniach aby zadowolić swoje urojenie. Czy jest na sali lekarz?

W tej restauracji są ludzie cywilizowani. Ładnie uczesani. Ale właśnie zjedli zabite specjalnie na tę ucztę stworzenie. A jak wrócą do domu, to spożyją kanapkę z wędliną, która pochodzi z ciała istoty, dręczonej w rzeźni. Ale oni mają się za lepszych. Nie są w końcu rzeźnikami. Pachną perfumami Chanell, a na rękach nie mają krwi, tylko krem za kilkaset złotych. Są lepsi od rzeźnika. Tacy "ą" i "ę". Oni tylko kupują od tego rzeźnika, a ich nie wyćwiczony umysł nie pojmuje przyczyny i skutku. Umysł ludzki ma pewną doskonałą cechę. Jest selektywny i umie zapominać. Inaczej mielibyśmy wiecznie depresję i kaca moralnego. No, chyba, że bylibyśmy sadystami, czyli kimś z wypaczonym umysłem.

I oto jawi się kolejny wniosek. Nie ćwiczony umysł, nie karmiony właściwym pokarmem i przemyśleniami jest umysłem wypaczonym. Pozostał na etapie nie rozważania konstruktu, w którym żyje, bo z niego korzysta. Umysł większości ludzi to umysł pasożyta. A pasożyt jeśli pozwoli sobie na ewolucję i stanie się dobry - zatem opuści warunkowanie kulturowe -  nie będzie mógł już pasożytować, bo etyka, którą zrozumie na to nie pozwoli. Ale on przecież chce golonki, chce łowienia ryb na haczyk. To jego weekendowa walka z nudą. Tyle, że inteligentny umysł się nie nudzi. To pierwszy etap odróżnienia ludzi wyższych. Drugi to zrozumienie, że biologicznie ani nie jesteśmy mięsożercami, ani drapieżnikami. Zatem inteligentny umysł gdy to pojmie, zada sobie pytanie, co w takim razie zmusza nas do wykonywania tej wdrukowanej roli? Dlaczego nie chcę być kimś wyższym, lepszym? Dobrym? Przecież oczywistym jest co jest dobre, a co złe. Dobry jest spokój, brak lęku, bólu, wolność, beztroska, czułość. Wiemy to jako ludzie. Tylko z jakiegoś dziwnego powodu uznajemy, że tyczy się to wyłącznie nas. I z gorliwością oraz z poparciem każdego sytemu politycznego, religijnego czy większości społecznych, burzymy spokój zwierząt, sprawiamy im intencjonalny lęk, zadajemy ból nazywając to sportem lub festiwalem. I więzimy je. W dodatku jesteśmy w tym tak narcystyczni, iż uznajemy z pełnym przekonaniem, że trzymanie stworzenia całe jego życie na łańcuchu, to pomaganie mu i opieka nad nim. Jesteśmy idiotami, a pozbycie się zmarszczek niczego nie zmienia.

Znany psychiatra Jung i w zasadzie podstawy już dziś psychologii definiują agresję czy zadawanie bólu za poważne zaburzenie psychiczne. Nie zmienia to faktu, że niemal cała cywilizacja ludzka opiera się na tym i aprobuje to oraz utrwala. Przecież rządy bardzo łatwo mogłyby zakazać hodowli zwierząt, krwawych tradycji, morderczych sportów, sadystycznych festiwali. Nie robią tego, mimo, że mają na sobie piękne garnitury i są ładnie uczesani. Wyćwiczone na siłowni nowe ciało, ładniej wyglądające w garniturze ale ze starym umysłem. Wewnątrz jesteśmy dzikusami, a wiedza o nas gdy jest niewygodna i wstydliwa jest wypierana. Łatwiej nam odrzucić fakt i prawdę niż wysilić się aby się zmienić. Prymitywni ludzie czerpiący zyski z przemocy i wielkie koncerny nie miałyby z nikogo pożytku gdybyśmy nie jedli burgerów, nie pili mleka i nie chorowali, a co za tym idzie nie korzystali z tabletek na wszystko. Jesteśmy tak durnym gatunkiem, że zamiast zmienić szkodliwy dla nas tryb życia i pozbyć się przyczyn dolegliwości, wolimy brać tabletki na te dolegliwości. 

Mimo nowego samochodu, nowego bicepsa i płaskiego brzucha, mając stary umysł nie zastanowimy się nad tym. Nie przemyślimy nowego. Stary umysł sprzyja naszej wygodzie i supremacji. Gdyby człowiek był wyższy i dobry to nie mógłby żreć bez opamiętania, nie mógłby dziękować jakiemuś bogu na niedzielnym obiedzie za zwłoki na jego talerzu. To niesamowita groteska. Ludzie mają się za tkliwych i dobrych bo dziękują jakiejś najwyższej istocie, że mogli odebrać inne życie i je zeżreć. I wychwalają tę wszechmocną istotę, która mogła stworzyć świat bezkrwawy, w którym jedno nie zjada drugiego, ale stworzyła właśnie to. I ten konstrukt strachu i cierpienia uznali za na tyle fajny, że dziękują za to stwórcy.

Stare umysły, zdzierające skórę z żywego stworzenia, interpretujące głos boga z jego jęków, ewoluowały do umysłów, które dziękują bogu za ich ciała, uśmiercone dla naszej pazerności. To jest nasza wyższość.

Gdy chcemy uchodzić za humanitarnych, to wciskamy sobie frazes, że nasza ofiara umarła bez cierpienia. I gdy to wyśmiejesz i powiesz, że jeśli zechcą skończyć z frazesami i mamieniem siebie w fałszywym poczuciu dobra, to niech się po prostu zmienią, to staniesz się im wroga. I nie będą umieli ci towarzyszyć gdyż ty się rozwijasz, a oni zmieniają czy dostosowują tylko powierzchowność. Zresztą, co robiliby weekendami skoro nie można łapać ryb na haczyk, strzelać do zwierząt czy oglądać z trybun jak wypacykowany sadysta wbija szpikulce w ciało niewinnego stworzenia. I wrzeszczeć przy tym gromkie "ole" Nuda.

Taki świat nie przejdzie dla starego umysłu. Stary umysł chce starego świata, który uczyniliśmy sobie tyranicznie dla naszej korzyści. Rozrywki i braku umiaru. A aby nie czuć się tym nieobliczalnym złem przytłoczonym, stworzyliśmy sobie systemy religijne, które deprecjonują życie zwierząt, jako tych nie mających duszy i nie czujących bólu. Kapłan religii chrześcijańskiej wprost mówi, że zwierzęta bólu nie czują, zatem ich śmierć jest bez znaczenia. A więc hulaj dusza, piekła nie ma. Mamy religię, w której najwyższy twór uczynił świat poddany nam i dla naszej korzyści. A jeśli wciąż masz z tym problem moralny, to ta sama religia da ci możliwość odkupienia wszelkiego zła. Kwestia kaca moralnego załatwiona. Po co się zmieniać i wychodzić z tej wspaniałej - tylko dla nas - strefy komfortu. Stary umysł potrzebuje starej "prawdy" nawet jeśli jest brudna. I na odwrót. Ta stara "prawda" pielęgnuje stary umysł aby nie się nie zmieniał. Mami go nagrodą za to. Życiem wiecznym w raju. 

Tak jest wygodnie, a kiedy pozwolę sobie na rozwój, to siłą rzeczy dostrzegę, że to co było dotychczas właściwe czy normą, stanie się czystym złem. Kiedy się rozwinę i to zrozumiem, stracę spokój ducha i będę smutny. No i będę chciał zmienić dietę aby nie zjadać innych istot. Bez sensu. Przecież ja lubię smak tłuszczu i zapach pieczonego mięsa. Jeśli ewoluuję to będę musiał zrezygnować z tego. Otłuszczonych żył nie widać tak jak brzucha. Zatem dieta i owszem ale tylko po to aby nie tyć. Aby łądniej wygldąć w nowej sukience czy garniturze. Liczy się powierzchowność, a nie to co mamy w środku. Ładna powierzchowność poprawia nam samopoczucie. Coraz większa wiedza o świecie i człowieku wpędza nas jedynie w smutek. Dla środka, systemem zaradczym jest wmawiająca nam dobro religia. Ona utwierdza nas w tym, że aby być dobrym wystarczy odbębnić jeden lub drugi rytuał. Nikt nie zrozumie, że religia nie czyni człowieka automatycznie dobrym. To ten sam człowiek tylko napakowany frazesami i środkami zaradczymi jak spowiedź, modły, wykupienie swych grzechów. To system, który pożycza nam swoją moralność, która jest bardzo niska i prymitywna ale uwarunkowana kulturowo jawi się jako najwyższa. I nie musimy niczego zmieniać. Wystarczą rytuały i wypowiadane na kolanach słowa. Religia to zaklinanie rzeczywistości, nie jej zmiana. No i gdy się zmienisz, to stracisz oparcie dla sensu swego życia i pocieszenie w śmierci. Zrozumiesz, że jak umrzesz to już cię nie będzie.

W dodatku cała gwarancja naszej szczęśliwości już się dokonała, bo pewien człowiek, umarł za naszą przyszłość. Cóż, nie pozostaje mi nic innego jak wykonywać tylko czyjąś wolę. To wola bardzo dawnych, prymitywnych ludzi o mentalności tych, którzy zabijali własne dzieci i grzebali je w fundamentach aby ochronić dom przed demonami. Ale jak tego nie wiem, to mi to nie przeszkadza. A jak się dowiem, to też mi to nie przeszkadza bo przecież mój umysł jest tak stary jak ich. Wszak najważniejsze przykazania moralne tego systemu pochodzą od nich, sprzed 3500 lat. Zatem skoro zasady moralne jakimi się kieruję są tak stare, to jak mam mieć niby współczesny umysł?

Nowy samochód i telefon wszystko załatwi. On umieszcza mnie we współczesności. Umysł może być pradawny. Tego nie widać.

Możesz wstąpić w nowy rok ale to niczego nie zmieni, jeśli nie dojrzejesz do nowej myśli. Nowy rok bez nowego umysłu to tylko czas, który nas postarza. Dla mnie nowy rok, to nowy ja. Nowy miesiąc, nowy ja. Nowy dzień, nowy ja. Największa wartość to możliwość zmian. Moc rozwoju. Moc trenowania i zmieniania najważniejszego naszego organu. Umysłu.

Całą natura uwielbia sie dostosowywać. Pędzi w rozwoju. Tego nie widać ale ewolucja zmienia każdy gatunek. Tylko my się nie rozwijamy. A tak naprawdę stworzyliśmy masę systemów, w tym najmocniejszych, jak religie, które zakazują nam zmieniania czegokolwiek i rozwoju. W nich i z nimi, nie możemy ewoluować.

Nic nie powinno być takie jak wczoraj. Tradycje czy systemy, które nakazują nam patrzeć wstecz i szanować pradawne obyczaje, prymitywnych ludzi są kotwicą nie pozwalającą nam wypłynąć ku lepszemu. A my musimy być mostem do tego co być powinno, a nie strażnikami tego co było. Musimy się ruszyć i zmienić. To, że się dopasowaliśmy nie znaczy, że jest to słuszne. Musimy odrzucić prastare brudne "prawdy" i definiować świat w wyniku obserwacji i coraz większej wiedzy. Musimy zacząć korzystać z umysłu, a nie z kolan. Musimy rozwinąć w nim zdolnośc analizowania i wyciągania wniosków, a przestać powtarzać słowa pradawnych ludzi, którzy twierdzą, że powtarzają słowa pradawnych bogów. Musimy zrozumieć, że kształtowanie siebie poprzez analizę świata, jest wyższe niż modły. jedynie umiejętność analityczna może nas rozwinąć, a nie powtarzanie pacierzy jako jakieś magi na zaklinanie rzeczywistości.

Jeśli zawsze będziesz robiła to, co robili inni, będziesz w miejscu w którym są inni. Jeśli będziesz robiła to, co robiłaś zawsze, zawsze będziesz tam gdzie byłaś zawsze.

Privacy preferences
__cookiemgr_infotext__

Privacy declaration

Show details
Our webpage stores data on your device (cookies and browser's storages) to identify your session and achieve basic platform functionality, browsing experience and security.
__cookietype_func__

Zaloguj się