Cywilizacja

Kompetencja analityczna, a zatem i w konsekwencji decyzyjna jest wynikiem świadomości i wiedzy. To dojrzałość intelektualna stanowi o tym czy jako społeczeństwa potrafimy decydować o tym co słuszne i co moralne. A nie potrafimy. Dowodzimy tego każdego niemal dnia jak i w czasie pandemii wirusa Covid. Zaskakujące, że wielka walka o zdrowie i dobro ludzi sprowadza się do pozbawienia ich wolności i grabi się im, ich ostatni bastion niezależności; cielesność.

To ostatnie dwa lata pokazały jak głupi jesteśmy i jak bardzo nie umiemy wartościować i podejmować decyzji. A abstrakt "świętości" życia ludzkiego sprowadza nas do cywilizacyjnego holocaustu.

Nawet o ile społecznie większość dziś ma jakąś wiedzę - pisząc jakąś, mam na myśli cywilizacyjną tresurę leminga czyli konkretny program mający mało wspólnego z wiedzą - i umie przeczytać instrukcję obsługi aby nie pić płynu do płukania oraz umie przeprowadzić równanie matematyczne to i tak w zasadzie do niczego się nie nadajemy oprócz zadbania o nażarcie się i napicie. Przy czym mając na uwadze instrukcję obsługi płynu do prania jak i wszelkich chemikaliów i wielkie ostrzeżenia na nich aby nie spożywać sami dajemy dowód temu jakimi jesteśmy debilami. Przecież każdy inteligentny człowiek wie, że nie należy jeść proszku do prania jako płatków śniadaniowych i zamiast soku nie pić płynu do płukania. I naprawdę nie powinniśmy dla dobra ludzkości przejmować się tymi, którzy to robią. Nie powinni oni mieć prawa do głosu w demokracji, wydawać na świat potomstwa czy je wychowywać. Więc jeśli umrą w konsekwencji tak rażącej głupoty, tym lepiej dla świata.
To co dziś wie przeciętny człowiek nie jest tożsame ze świadomością. Wiedzę zdobywamy na różnych zasadach, a system edukacji polega na powtarzaniu i zapamiętywaniu, a nie zrozumieniu i analizowaniu czyli procesów myślowych.

Cywilizacja z edukacji zrobiła proces rzeźbienia. Wyjściowo jesteśmy kawałkiem skały, której nie pozwala się kształtować lecz ciosa się ją na ogólną modłę. I poza wyjątkowymi procesami edukacyjnymi wszyscy podlegamy tej strategii programowania.
Lakonicznie mówiąc i przekładając to na prosty język; gdybym od dziecka nie czytał wszystkiego co popadnie, nie przeglądał encyklopedii, nie porównywał nieścisłości, nie szukał odpowiedzi robiąc to wszystko na własną rękę, całkowicie poza systemem edukacyjnym, prawdopodobnie byłbym jednym z wielu lemingów bijącym brawa systemowi i był poddanym odwiecznym panom jako niby jakimś autorytetom. Nie rozumiecie? Zastanówcie się zatem skąd nawet dziś, w XXI wieku taka gorliwość w uznaniu jako autorytetu niejakiego kapłana czyli czarownika. Bo tym przecież jest szanowany z założenia w społeczeństwie każdy ksiądz, który dla ogółu społeczeństwa jest zarazem przewodnikiem w niemal każdej dziedzinie życia. Idąc do lekarza wymagacie od niego licencji czy dyplomu, zatem i weryfikujecie kompetencję. W przypadku czarownika nic takiego nie ma miejsca, a pozwalacie mu mówić o fizyce, polityce, biologii, ekologii, psychologii, seksualności, etc.

I nie dość tego, większość społeczna podejmuje na podstawie ich słów decyzje. Dlaczego nie weryfikujecie jego kompetencji? Dlatego, że jest orędownikiem jakiegoś boga? I to wystarcza? Kto ugruntował w was to przeświadczenie? Czyli tak naprawdę wierzycie strażnikowi pradawnej moralności. Moralności sprzed 3500 lat gdy bóg dał prawodawcy waszej religii dekalog. Zatem i wy dziś jesteście pradawni. Dlaczego więc macie prawo dziś do decydowania? Przecież nie decydujecie na podstawie wiedzy, analizy faktów, dzisiejszej świadomości - całkowicie różnej od tej za czasów Mojżesza czy Chrystusa.

Decydujecie będąc podporządkowani bardzo dawnym zasadom moralnym. Zasadom moralnym bardzo zacofanego ludu, który w drodze do obiecanej przez boga ziemi, wybijał wszystkich, łącznie z kobietami i dziećmi, a dziewczynki będące dziewicami hurtowo niewolił w celach seksualnych. To tacy ludzie są prawodawcami największej dziś religii w dziejach i tej, która bezpośrednio wpływa na jakość naszego państwa. Przecież to jest okropne. Oni nie tylko nie powinni być autorytetami jak i strażnicy tej moralności czyli księża, lecz powinni mieć zakaz głoszenia tych obrzydliwości pod groźbą kary. Nie tylko nie mają ku temu kompetencji ale są strażnikami zwyrodnialstwa. Ale tak nie jest w naszej cywilizacji, mimo, że z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu, uważamy się za inteligentnych. I nie dość tego. Autorytet kapłana jest tak wielki, że to on decyduje co i kiedy możecie spożywać, czy możecie uprawiać żniwa w niedzielę czy też jak myśleć. I to on decyduje czy cię ukarać czy przebaczyć. Za coś co nie ma związku z dobrem lecz z jakąś wpojoną, abstrakcyjną bogobojnością. Grzech nie istnieje. To oni go stworzyli aby móc go wybaczać za złożoną ofiarę czyli datki. A przecież gdyby się nad tym zastanowić to mało macie wspólnego personalnie z tą osobą. Prawdopodobnie nawet jej dobrze nie znacie. Ot, cały wasz szacunek w stosunku do tej osoby buduje jakaś odwieczna - wdrukowana- powinność, że to ktoś kto ma zawsze rację i zasługuje na wasze posłuszeństwo. Że to on wyznacza normy.

Przecież wystarczy na pewnym etapie życia zadać sobie jedynie pytanie, dlaczego, aby to zmienić. Ale nie zadajemy sobie tego pytania. Społecznie mamy wyznaczone obowiązki wobec różnych kast jako dobrze wytresowane lemingi, które mają jedynie co robić to pracować na rzecz tych kast w poczuciu, że wszystko co robią, robią dla własnego dobra. Dla przykładu wobec kapłanów oddajecie im regularnie daniny w poczuciu, że troszczycie się o swoją przyszłość po śmierci. I tym samym - ponieważ przecież wasza przyszłość jest najcenniejsza gdyż gatunkowo jesteśmy kosmicznymi narcyzami - zgadzacie się, przyjmując to za oczywistą, oczywistość na to aby państwo jako struktura utrzymywała życie tej kasty, płaciła za ich wygody, oddawała im ziemię niemal za bezcen.

To zadziwiające, że większość obywateli nie jest oburzana tym, że oni sami nie mogą nabyć ziemi z 99,9% bonifikatą, czy też państwo nie płaci za nich ubezpieczenia i zdrowotnego. Nagle gdy zaakceptujemy bezkrytycznie ten autorytet nie oburzamy się na fakt, że my musimy deklarować darowizny i każdy przepływ pieniędzy i płacić od tego podatki, a oni nie. Nauczyciele w Polsce nie podnoszą rabanu, że pewien czarownik, powtarzający jedynie treść starodawnej, zabobonnej, amoralnej i zacofanej księgi zarabia tyle co dyrektor szkoły, w której oni uczą. A na przestrzeni wieków kościół katolicki w Polsce nie płacił podatków jak każda inna instytucja.

To jasny przykład nad wartością kompetencji. Nauczyciel mniej jest mniej wart od czarownika. W XXI wieku! To jeden z tysięcy aspektów ukazujący jasno jak głupi i niedojrzali jesteśmy cywilizacyjnie.

Żyjemy w cywilizacji oszustw. Dotyczy to banków, rządów, edukacji, religii, żywności. Najbardziej zakłamujące perspektywę systemy, czyli religie deprecjonują tu i teraz na rzecz tam i później. Sprzedało się nam sfałszowane pojęcie boga i sfałszowane pojęcie moralności. Historię przełożono na język religijny i tak uczyniono z religii głupi mechanizm zbawienia, oparty na winie względem boga i na karze. I tak wszystko, co naturalne w naszym życiu, okazuje się bezwartościowe, dopóki nie namaści tego kapłan. Tak – każda naturalna czynność począwszy od narodzin, przez dorastanie, posiłek, nastanie wiosny, przesilenie zimowe, małżeństwo, chorobę, śmierć wymaga dopiero usankcjonowania. Kapłan pozbawia naturę wartości. Bez jego namaszczenia i usankcjonowania życie takie jest nazwane bezbożnym, a nieposłuszeństwo względem boga, to znaczy względem kapłana, otrzymuje teraz miano „grzechu". Nie wierzycie? Dlaczego zatem niemal wszystkie dziewczynki chcą białej sukni i ślubu w świątyni. Ta dziwna chcica ma miejsce nawet wśród tych, które nie podzielają idei wiary. Przecież ta tradycja. Usłyszycie tak jakby był to jakikolwiek argument.

Ta tradycja chrześcijańska w Polsce została wprowadzona siłą. Po jego wejściu niszczone są wszelkie oznaki rodzimej wiary. Na miejscach palonych świętych gajów i burzonych świątyń stawiano kościoły, w dniach świąt tradycyjnych wprowadzano święta kościelne. Lokalne bóstwa zastępowano kultem świętych (np. Brygis św. Brygida). Jak podaje biskup Thietmar: 'W państwie [polskim] lud wymaga pilnowania na podobieństwo bydła, i bata na podobieństwo upartego osła.
Przecież to aż wyraźnie wskazuje, że ten system religijny jest opresyjny i narzucony. Nie jest to system, który do siebie może przekonać. Jest to system, który trzeba narzucić. Wyznawanie tego systemu religijnego wymuszano. To w 1279 roku został wprowadzony w Polsce przymus parafialny czyli obowiązek uczestniczenia w nabożeństwach i przyjmowania sakramentów we własnej parafii. To tak gdybyście zastanawiali się, że tradycja kościoła i chodzenia do niego, chrzczenia dzieci jest wynikiem waszej własnej decyzji. A tak naprawdę decyzji waszych przodków. Otóż nie. Chrześcijaństwo nie pozostawia na żadnym pułapie wyboru. Jest systemem siłowym.

Dlaczego w grudniu nie zasiadacie do wspólnej biesiady z powodu przesilenia zimowego czy też Szczodrych Godów lecz zasiadacie w większości do niejakiego święta Bożego Narodzenia? Z powodu tradycji? Ale Boże Narodzenie nie jest Słowiańska tradycją. Są nią Szczodre Gody. Zatem nie chodzi o tradycję nawet jeśli to bezmyślne kopiowanie tak to usprawiedliwiacie, a przynajmniej nie nasza. Jednak tradycja tak naprawdę nie jest żadnym argumentem. Nie zasiadacie też w tym miesiącu do stołu z tego powodu, że gdy minie 22 grudnia, słońce wreszcie wznosi się o jeden stopień na dzień wyżej, zatem nastąpiło przesilenie zimowe. Zasiadacie tylko dlatego, że od wieków wdrukowana nam jest pewna bajka o pewnym człowieku, którego narodziny przyjęto na 25 grudnia, a który urodził się 6 stycznia. Każdy w naszej cywilizacji zna tą historię ale mało już kto wie, że ta postać jest tyko plagiatem. Bo tak narodził się Horus, aż trzy tysiące lat przed Chrystusem. Motywy, na których zbudowana jest dziś największa religia pojawiają się w wielu kulturach na całym świecie, a mity opisujące życie bogów mają taką sama generalną strukturę.

Na całym świecie w różnych epokach czczono bogów reprezentujących te same cechy (wszystkich przed Chrystusem) Aż prosi się zapytać, dlaczego tak było. Skąd się wzięła dziewica, 25 grudnia, zmartwychwstanie trzy dni po śmierci i dwunastu uczniów. Czy ktokolwiek tak gorliwie zasiadający jak leming każdego roku, wykonując bezmyślnie tradycję wie tak naprawdę dlaczego to robi? Czy zbadaliście to czy tylko przyjęliście brudną "prawdę" z ust kapłanów czyli taką, którą cywilizacyjnie nie wypada weryfikować. Prawda?

Mityczny Jezus Chrystus urodził się 6 stycznia ale przyjęto nie bez powodu, że 25 grudnia Jego narodziny zwiastowała gwiazda jaśniejąca na wschodzie. Niemowlę zostało powitanie przez trzech króli. Nauczał już jako dwunastolatek. W wieku lat trzydziestu przyjął chrzest. Miał dwunastu uczniów z którymi wędrował. Czynił cuda, uzdrawiał, chodził po wodzie i wskrzeszał zmarłych. W wyniku zdrady został ukrzyżowany. Zmartwychwstał po trzech dniach
Gwiazda na wschodzie to Syriusz, który 24 grudnia ustawia się w linii z trzema gwiazdami w pasie Oriona. Nazywano je trzema królami. Trzej królowie i Syriusz wskazują miejsce gdzie 25 grudnia wzejdzie słońce. Dlatego też w micie trzej królowie podążają za gwiazdą na wschód do miejsca, w którym wschodzi, a zatem rodzi się słońce. Około 25 grudnia następuje jeszcze jedno zjawisko; przesilenie zimowe. Po przesileniu letnim dni są coraz krótsze i chłodniejsze. Słońce widziane z półkuli północnej wydaje się zmniejszać i niknąć. Doskonale widać to 22 grudnia. Wtedy słońce osiąga najniższy punkt na nieboskłonie. Następnie pozornie zatrzymuje się na trzy dni. Zawisa tak niedaleko "krzyża południa", gwiazdozbioru, a 25 grudnia rusza o 1 stopień dziennie na północ zapowiadając dłuższe i cieplejsze dni. Stąd tradycja głosząca, że słońce umarło na krzyżu by po trzech dniach zmartwychwstać lub narodzić się ponownie. Dlatego właśnie w żywocie Jezusa i innych bóstw słonecznych pojawiają się ukrzyżowanie, śmierć i zmartwychwstanie.
Wskrzeszenie słońca jednak świętowano dopiero w równonoc wiosenną czyli w Wielkanoc. Dopiero wtedy słońce pokonuje ciemność. Dni stają się dłuższe niż noc, a na świecie pojawiają się oznaki wiosny.
Postać Jezusa jest hybrydą literacko-astronomiczną wzorowaną na Egipskim bogu słońcu, Horusie. Najpierw Thot zapowiada dziewicy Izys, że pocznie syna. Następnie Nef, święty duch zapładnia ją, a ona rodzi Horusa, któremu królowie oddają hołd. Tak samo wygląda historia niepokalanego poczęcia Jezusa.

Religia chrześcijańska jest plagiatem istniejących już wierzeń i mitów. Na przykład historia o Noem i potopie. Potop pojawia się we wszystkich kulturach starożytnych i we wszystkich epokach. Ma go również Akkadyjski epos o Gilgameszu z 2600 roku przed naszą erą. Mamy tam powódź zesłaną przez boga, arkę przymierza, oraz wypuszczenie i powrót gołębicy. A przecież wszystko to znacie z biblii. Podobieństwa dostrzeżemy też w historii Mojżesza. Tuż po narodzinach włożono go do kosza i spuszczono na rzekę aby ocalić jego życie. Noworodka znalazła kobieta z rodziny królewskiej i wychowała na księcia. Ten epizod zaczerpnięto z mitu o Sargonie Akkadyjskim z 2250 roku przed naszą erą. Mojżesza nazywa się też prawodawcą, bo przyniósł Izraelitom dekalog. Równie starym motywem, jest motyw przekazania przez boga praw, prorokowi. Mojżesz to tylko jeden z wielu prawodawców. W Indiach był Manu, na Krecie Minos na Dikcie dostał od Zeusa święte prawa. W Egipcie kamienne tablice z prawami przyniósł Mises.
Manou - Minos - Mises - Moses.

Dekalog zaczerpnięto ze 125 zwoju Egipskiej księgi umarłych. Zawartą tam frazę "nie kradłem" zmieniono w "nie kradnij", "nie zabijałem" w "nie zabijaj", "nie kłamałem" w "nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu" i tak dalej. Wierzenia Egipcjan stworzyły w zasadzie religię judeo-chrześcijańską. Chrzest, życie wieczne, sąd ostateczny, narodziny z dziewicy, ukrzyżowanie, zmartwychwstanie, arka przymierza, obrzezanie, zbawiciel, komunia, potop, wielkanoc, boże narodzenie, pascha i wiele innych narodziły się w Egipcie na długo przed początkami chrześcijaństwa i judaizmu. Biblia to tylko literacko astrologiczna hybryda, podobnie jak inne opowieści religijne. Dla przykładu archetypu literackiego sam stary testament ma swojego bohatera odpowiadającego Jezusowi. To Józef. Józef miał dwunastu braci, Jezus miał dwunastu uczniów. Obaj narodzili się za sprawą boga w cudowny sposób. Józefa sprzedano za 20 sztuk srebra, Jezusa zdradzono za 30 srebrników. Pomysłodawcą sprzedaży Józefa był jego brat Juda, Jezusa zdradził uczeń Judasz. Obaj rozpoczynają wędrówkę w wieku trzydziestu lat.

Głównym kultem było jedzenie ciała i krwi, który to kult do dziś jest obchodzony w chrześcijaństwie i kościele katolickim. Mitra walczył z bykiem, pokonał go ale i sam odniósł rany. Wiedząc, że umrze, spożywając ostatnia wieczerzę ze swoimi uczniami pił krew zabitego byka i spożywał jego ciało. Mitra umarł na skutek odniesionych ran ale po trzech dniach zmartwychwstał. Wrócił do swoich uczniów i dawał im wskazówki co zrobić aby dostąpili zbawienia. Jest też legenda związana z Mitrą, że na weselu na które został zaproszony zabrakło wina. Cóż robił Mitra? Zamienił wodę w wino w beczkach z wodą. Gdy Mitra się narodził dziwnym trafem zajaśniała gwiazda w jego miejscu urodzenia i przyszło trzech mędrców, którzy przynieśli mu złoto, mirrę i kadzidło.
Przypomnijmy zatem, że Mitra (2000 rok p.n.e) syn dziewicy, urodzony 25 grudnia, miał dwunastu uczniów i czynił cuda, zmartwychwstał po trzech dniach, nazywany prawdą i światłością. Oprócz Mitry były podobne kulty, wszystkie wcześniejsze od Jezusa Chrystusa.
- Attis (1200 rok p.n.e) -syn dziewicy, urodzony 25 grudnia, ukrzyżowany, zmartwychwstał po 3 dniach.
- Krishna (900 rok p.n.e), syn dziewicy, narodziny zapowiedziała gwiazda na wschodzie, czynił cuda i miał uczniów, zmartwychwstał.
- Dionizos (500 rok p.n.e); zrodzony z dziewicy 25 grudnia, czynił cuda, przemieniał wodę w wino, nazywany królem nad królami, początkiem i końcem, synem bożym, zmartwychwstał.
- Horus, aż trzy tysiące lat przed Chrystusem - urodził się 25 grudnia jako syn dziewicy. Jego narodziny zwiastowała gwiazda jaśniejąca na wschodzie. Niemowlę zostało powitanie przez trzech króli. Nauczał już jako dwunastolatek. W wieku lat trzydziestu przyjął chrzest. Miał dwunastu uczniów z którymi wędrował. Czynił cuda, uzdrawiał i chodził po wodzie. Występował pod różnymi imionami takimi jak "prawda", "światłość" "syn boży", "baranek boży" . W wyniku zdrady Tyfona został ukrzyżowany. Zmartwychwstał po trzech dniach

Główne elementy łączące ludzkie wierzenia były trzy; zjadanie ciał bóstw (teofagia), często rodzili się bogowie z kobiet ziemskich w tym dziewic, oraz śmierć boga, który zmartwychwstawał jak na ten przykład Ozyrys (nie wymieniony wyżej) i wielu innych. Bardzo ciekawym jest postać mitologicznego Prometeusza ( z mitologii Greckiej) Człowieka, który poświęcił się dla całej ludzkości. Między innymi te elementy z religii pogańskich wziął pod uwagę Paweł, twórca chrześcijaństwa.
Czy czasem gdy wiemy, zatem gdy zadamy sobie pytanie dlaczego mam zasiadać do grudniowego stołu, która to kolacja w naszej cywilizacji stała się tak istotna, iż kręci się o tym tysiące filmów, nie zmienia nam się perspektywa? Ale czy ktokolwiek zadaje sobie to pytanie? Oglądamy świąteczne filmy i cieszymy się bezmyślnie z tego jak utrwalają one w nas pewne powinności wobec pewnych starodawnych banialuków. Tak oto starodawny zabobon, a wręcz kuriozalna głupota przeobraziła się cywilizacyjnie w wielką komercyjną fetę, a wszystko to służy jedynie polepszeniu naszego samopoczucia. Nie zapominajmy jednak, że na przestrzeni wieków ten zabobon był festiwalem okrucieństw, prześladowań, tortur i mordów na globalna skalę. Ale dziś telewizor nam mówi, że to wspaniały okres bo prezenty i narodziny pewnego dziecka, które w zasadzie zasłynęło jedną rzeczą. Tym, że jego zdegenerowany bóg ojciec uśmiercił go za grzechy ludzi. Zatem dostaliśmy boga jako remedium na naszą niedolę Jezus Chrystus czyli bóg aspiryna. To nie tylko idiotyzm ale i barbarzyństwo ale my i tak w nobliwym nastroju zachowujemy się jakby bez śmierci człowieka na krzyżu nie było możliwości zaznać szczęścia. Jesteśmy cywilizacją, której symbolem największej religii jest narzędzie mordu, a największy bóg jest degeneratem i mordercą i jest na tyle niekompetentny, że nie może nam przebaczyć bez uśmiercenia własnego dziecka. Mimo, że jest wszechmogący. A więc nie chce nam przebaczyć bez zabicia dziecka. I my przed nim klękami i uznajemy to za wartościowe. Ba, za najwartościowsze. A to wszystko tylko potwierdza, że jesteśmy zdegenerowani ale jest dla nas nadzieja bo pewien chłopaczek oddał życie za nasze zdegenerowanie i dzięki temu będziemy szczęśliwi. Nie tutaj co prawda lecz po tym jak umrzemy. To idiotyzm ale cywilizacyjnie jesteśmy nim tak zachwyceni i podnieceni, że toczy się wokół tego cała nasza kultura jak i popkultura. A każdy kto zechce to wykpić staje się prześladowanym i ciąganym po sądach wrogiem społecznym. I szykanuje się go obarczając inwektywami. Za to, ci którzy bezmyślnie powtarzając starodawne tradycje i pozbawiają tylko ze względu na te tradycje hurtowo zwierząt życia, są wspaniali. Cóż, jedyną wspaniałością jest ich wielka obietnica, która wynika ze zwykłego narcyzmu. To egoizm, gdy wykonujesz zaprogramowane czynność ponieważ zapewnią ci one przyszłość po śmierci. Nic ponad to. Relacja między wierzącym, a bogiem to relacja czysto biznesowa, a nie przyjacielska.

Natomiast skrajną wręcz podłością i zdegenerowaniem jest publiczne oświadczenie kapłanów tej religii, że ludzie, którzy występują w obronie zwierząt przed ich bezmyślnym zabijaniem są źli bo atakują ideę wiary chrześcijańskiej. Tak głosi niejaki biskup Dec, który ostrzega przed nową ideologią ludzi "solidarnych z karpiem". Jego zdaniem trwa proceder prześladowania uczniów Jezusa. I trudno nie odnieść wrażenia, że jego zdaniem odpowiedzialni są za to ludzie "solidarni z karpiem" Zatem dojść można do wniosku, że kapłani tej religii, jak i cała religia propaguje i walczy o proceder bezmyślnego zabijania. A ci, którzy nie chcą zabijać są okropni i atakują biednych wierzących morderców. Ale za to uświęconych morderców więc w naszej cywilizacji na opak, tych właściwych. Biorąc pod uwagę fundament tej religii czyli ofiary ze zwierząt czy też walkę kościoła katolickiego o utrzymanie bestialskiej religijnej tradycji jak uboje rytualne, stwierdzić należy wprost, iż kapłani religijni są amoralnymi degeneratami, a cała religia nie ma nic wspólnego z dobrem.

Cały kościół katolicki źle się wyraża o weganach, jak i broni procederu obdzierania zwierząt ze skóry, kpiąc z życia tych zwierząt. W którym miejscu jest tu dobro? W żadnym. Ale czy ktokolwiek dochodzi do takiego wniosku? Nie, bo przecież działa według wpisanego programu, a czarownik jest kompetencją najwyższą nawet dla władzy świeckiej. Skąd w ogóle przeświadczenie, że ludzie zarządzający krajem są inny, mądrzejsi, myślący, bardziej kompetentni? Z założenia, prawda? Ale to założenie nie ma nic wspólnego z prawdą. Ci ludzie są lustrem społecznym, a skoro społecznie jesteśmy jedynie niewolnikami starodawnej moralności i wykonawcami woli czarowników to rządzący też nimi są. Stworzyliśmy przecież egoistyczną cywilizację oszustw. Zakłamiemy sobie wszystko aby tylko służyło naszemu lepszemu samopoczuciu i zapewniło nam wspaniałą przyszłość. Stąd religie, stąd życie po śmierci, stąd wybaczenie oprawcom, stąd odkupienie za nas zbrodni, stąd największe kuriozum jak świętość ludzkiego życia, które okazuje się tak ważne, że możemy dla jego dobra pozbawiać życia wszystkie inne stworzenia na skalę masową i zadawać im wyrachowany, niewyobrażalny ból aby pozbyć się raka czy zmarszczek. I to śmiemy nazywać cywilizacją.
To już owady są bardziej cywilizowane.

Żyjemy w świecie, w którym dobro nie jest dobrem, a i nie jest złem to co tym złem jest. Żyjemy w świecie na opak. Jedyną realną siłą, od której jesteśmy zależni, a nie panujemy nad nią, więc w zasadzie siłą boską, jest natura. W swej głupocie nie czcimy jej, a nawet nie szanujemy. Chcemy nad nią zapanować i czerpać bez umiaru, bez względu na jej degenerację. Za to powołujemy sobie dla lepszego samopoczucia niewidzialnego potwora, który w dodatku mówi, że wszystko uczynione jest dla nas i że mamy sobie czynić ziemię poddaną, a zwierzęta mają się nas lękać. Dlaczego ktokolwiek dobry chciałby wzbudzać w kimś lęk? Etycznie jest to nie do przyjęcia ale w religii jest to właściwe bo realizuje wolę bożą.

Wolę pewnego twórcy świata, w którym jedno w bólu zjada drugie. Tak, jakby ten bóg nie umiał inaczej. Ale przecież jest wszechmocny, więc musiał umieć. Więc nie chciał inaczej. Cóż za potworny świat potwornego boga. Bóg stwarza ludzi i wyrzuca ich z ogrodu skazując na cierpienie. Po czasie podobają mu się ofiary, które składa dla niego Abel. Ofiary ze zwierząt. Rozkoszuje się w smrodzie spalonych ciał nazywając to miłą wonią. Na dary Kaina z plonów nawet nie patrzy. Bóg jest więc krwiożerczy. Następnie po niespełna 1700 latach topi całą ludzkość, ocalając jedną rodzinę. Ta rodzina też ma za zadanie uratować po parze z każdego gatunku zwierząt. Gdy kończy się potop zadowolona rodzina, po tym jak bóg utopił świat kierując się dziwną logiką, dziękuje mu. W podzięce spala kilka zwierząt czyniąc akt ich ratowania na polecenie boga głupim
i bezsensownym. Ale bóg jest rad. Znów czuje „miłą woń", która to zawsze wprawia go w dobry nastrój i wówczas łagodnieje i przebacza ludziom. Następnie wybiera najdzikszych z okolicy ludzi i im się ukazuje. Daje światu też swego syna ogłaszając wielką i dobrą nowinę. Groteskowe to, skoro przez następne dwa tysiące lat jest gorzej i brutalniej, niż było kiedykolwiek przedtem. Bardziej groteskowe, że z powodu głosicieli i przedstawicieli tej nowiny. Pojawia się więc boski syn i umiera. Ludzie uważający się dziś za inteligentnych i cywilizowanych są tym zachwyceni, że ich bóg poświęcił samemu sobie swego syna. Też boga. Cóż za wspaniały pomysł.

I to jest uznany za najbardziej wartościujący mit w dziejach ludzkich. Nie dziwię się dlaczego inteligentne życie z kosmosu nas omija. Nie byłoby tu z kim gadać.

To nie powiew wiatru nas orzeźwia, lecz kropidło kapłana. Nie liczy się majestat drzewa dającego cień przed skwarem, lecz prośba do boga o chmurę. I nie o chmurę chodzi, która powstała z pary wodnej, lecz o łaskę najwyższego. We wszystkim widzimy łaskę i gniew boga, tylko nie widzimy tego, co się przed nami lęka bądź płochliwie skłania nas do drobnego gestu, aby nie przeganiać, lecz pozwolić się napić. Wszystko jest na opak. Niszczymy to, co możemy poczuć, dotknąć i przytulić, a wielbimy coś, czego nigdy nie widzieliśmy. Cywilizacyjnym symbolem nie jest majestat stworzenia, lecz trup na krzyżu. Wiatr jest potężniejszy niż bóg, ale nie umiemy tego dostrzec. Wycinamy drzewa, aby na ich miejscu i z nich zbudować kościoły i ołtarze, by tam móc prosić urojenie o szczęście dla nas. A nasze szczęście zniknie wraz z ostatnim drzewem. Była już taka cywilizacja, która wymarła wraz z wycięciem ostatniego drzewa, które niszczyli do budowy i transportu obrazów swych bogów. Umarli na Wyspie Wielkanocnej na kamiennych oczach swych bóstw.
I w dodatku robimy to wszystko od wieków, mając wielkimi akapitami napisaną historię okrucieństwa systemów religijnych. Ale mimo tego wciąż dumnie powtarzamy patetycznie nawet w wielkich kinowych działach "boże, błogosław ludzkości" Zadziwiające, że nigdy nie błogosławimy rozumowi.

Jesteśmy niedorozwinięci. Jesteśmy niewykształceni. Jesteśmy jedynie ociosanymi z kamienia prymitywami abyśmy pasowali do danej epoki. A najlepsze jest to, że zabobonny, religijny krzykacz pasuje do każdej epoki. Co najwyżej inaczej będzie ubrany czarownik i inne imię będzie nosił bóg. Zabijanie w imieniu Allaha nie różni się niczym od zabijania w imieniu Jahwe. Zabijanie w imieniu Chrystusa jest tym samym, nawet gdy religijne umysły wyniesione do rangi świętych mówią, że „Istnieje prześladowanie niesprawiedliwe, którego dopuszczają się bezbożni wobec Kościoła Chrystusowego. Istnieje prześladowanie sprawiedliwe, to, którego dokonuje Kościół Chrystusowy wobec bezbożnych. Kościół prześladuje z miłości, a bezbożni z okrucieństwa" (święty Augustyn z Hippony )

Mimo tego, że natura wyposażyła nas w znakomite narzędzie jakim jest chłonny i analityczny mózg to nie korzystamy z niego gdyż człowiek z powodów osobistych korzyści stworzył olbrzymie systemy, w których rozwój osobisty, chęć zmiany czy dociekanie są herezją i grzechem, które to w myśl prawa boga, zasługują na śmierć. Przez naście wieków cała cywilizacja podlegała tej faszystowskiej i prześladowczej idei uśmiercając miliony ludzi. Stając w opozycji do mocy kreowania naszego umysłu aby stwarzać moralne systemy. Jedyna kreacja ukierunkowana była na stworzenie narzędzi abyśmy mogli zapanować nad innymi i skuteczniej eksploatować ziemię i zwierzęta. Nie może być zatem zadziwiające, że to chrześcijanie stoją na czele popełnionej ilości zbrodni. I brutalności w ich popełnianiu, marnotrawiąc wiele zasobów i wysiłku aby opracować metodykę tortur i narzędzi do tortur. Mógłbym się zaśmiać, że to jedyna technologia kościoła katolickiego; maszyny do zadawania intencjonalnego, niewyobrażalnego bólu. I jedyna nauka; nauczyć się zadawać większy ból. Przecież to chrześcijańscy kapłani dzierżyli nauczanie przez naście wieków po uśmierceniu antyku.

Doradca Konstantyna, Euzebiusz z Cezarei w odpowiedzi na rosnący chaos w Cesarstwie Rzymskim podsunął Konstantynowi religię chrześcijańską jako propozycję nowej religii narodowej. Podstawową zasadą było, aby była przyjazna państwu rzymskiemu, a pamiętamy, że właściwym jest „oddać cesarzowi, co cesarskie" – jak głosił Nowy Testament. Tak więc w 325 roku na Soborze Nicejskim zapada decyzja, że Jezus z Betlejem ma zastąpić dotychczas czczonego Mitrę. Wniebowzięcie Mitry w okresie równonocy wiosennej staje się chrześcijańskim świętem Wielkanocy. Narodziny Jezusa (6 stycznia), by wyprzeć z rynku konkurencyjnego Mitrę, zostają przesunięte na 25 grudnia (narodziny Mitry) i powstaje Boże Narodzenie. Konstantyn uznał tę religię jako najlepszą. Co go przekonało? Chrześcijaństwo popierało niewolnictwo! Ta religia utrwala je i pochwala. Było to korzystne dla imperium, które miało niewolników. Przyjmując tę religię niewolnik godził się z tym, że jest niewolnikiem i ma być posłusznym niewolnikiem, gdyż tak mówi Pismo Święte. Akceptuje ten stan, gdyż jest to zgodne z planem bożym.
W 380 roku po wstąpieniu na tron cesarski Teodozjusza I, chrześcijaństwo staje się oficjalną religią Imperium, zaś Kościół organizacją polityczną, zawsze popierającą działania Cesarzy. Kościół rzymski staje się podporą istniejącego ustroju politycznego, społecznego i gospodarczego. Zaledwie pięć lat później zaczyna się realizacja moralności katolickiej w praktyce. W 385 roku po raz pierwszy katoliccy biskupi polecili ściąć innych chrześcijan z powodów wyznaniowych. Miało to miejsce w Trewirze. Aby ukrócić dążenia do obalania idiotycznych tez religijnych i nie podważać ich to 388 roku wprowadzony zostaje zakaz wszelkich dysput na tematy religijne! Oczywiście to nie wystarcza gdy świat zna już światły antyk z jego zasobami literackimi i ogromem schedy filozoficznej. Zatem w 391 roku w Aleksandrii, w największej na Ziemi bibliotece, w której od stuleci przechowywano około 700 000 starożytnych zwojów, katolicy palą 'niechrześcijańskie' pisma i księgi. Tak zmazane zostają myśli filozofów, relacje kronikarzy czy inne wspaniałe dzieła jeśli przeczą one "prawdzie" chrześcijańskiej czyli wielkiemu fałszerstwu aby dostosować świat do swojej zabobonnej, nie mającej nic wspólnego z wiedzą i prawdą, idei.
Wkrótce zamknięto starożytne akademie, skończyło się nauczanie kogokolwiek poza murami kościołów. Zastój spowodowany działaniami kościoła zahamował rozwój cywilizacji i opóźnił postęp naukowy o tysiąc pięćset lat! Cała Europa znajduje się pod panowaniem papieży i kościoła katolickiego oraz zabobonnej, faszystowskiej idei chrześcijańskiej. 95 procent ludności nie umie ani czytać, ani pisać. Nie istnieje system edukacji. Coś co już starożytny Rzym miał kilkaset lat przed naszą erą.
Ludzie żyją w ciemnocie i brudzie. Wodę uważano za szkodliwą dla zdrowia, a mycie się za grzech. Kwitną przesądy i gusła. Załamuje się aktywność na polu medycyny, techniki, nauki, edukacji, sztuki i handlu. Nastaje mroczny okres w historii Europy.
W IV wieku, święty Augustyn (twórca pierwszej doktryny filozoficznej kościoła katolickiego) naucza, że niewolnictwo to stan zgodny z naturą (czyli odwrotnie niż prawnicy i myśliciele rzymscy) i przekonuje niewolników chrześcijańskich, że ich położenie jest zgodne z wolą bożą. Wszak takimi morałami stoi nowy testament.

Według największego historyka, Edwarda Gibona nie ma wątpliwości co spowodowało upadek antyku; całe zło zaczęło się pod koniec panowania Marka Aureliusza, a główną przyczyną był upadek starorzymskich cnót spowodowany szerzeniem się chrześcijaństwa. To z perspektywy czasu nie było po prostu wkroczenie w nowy wiek lecz cofnięcie się już na wstępie o ponad dwieście lat i zahamowanie rozwoju o ponad XV wieków. Wszystko co było dotychczas budowane zostało zniszczone. Cała praca antycznego świata na darmo. Wszystkie przesłanki uczonej kultury, wszystkie metody naukowe już istniały, ustaliła się już wielka, niezrównana sztuka dobrego czytania, ta przesłanka przekazu kultury, jedności nauki. Na najlepszej drodze było przyrodoznawstwo, powiązane z matematyką i mechaniką. To wszystko już istniało. Już przed ponad dwoma tysiącleciami. A także dobry, subtelny takt i smak. Przy czym nie jako tresura mózgu! Lecz jako ciało, jako gest, jako instynkt. Jednym słowem, jako rzeczywistość. i to wszystko zniweczone na rzecz oderwania człowieka od rzeczywistości.

Od tej pory prawda nie ma znaczenia, a nawet przeszkadza, a jedyne o co musimy zabiegać to życie wieczne bądź uniknięcie kary i tortur w piekle. Czyli nasz światopogląd, nasza cywilizacja zbudowana jest na zasadzie kija i marchewki. Przypomnijmy sobie biskupa Thietmar i jego podejście gdy mówił, że w państwie lud wymaga pilnowania na podobieństwo bydła, i bata na podobieństwo upartego osła. Właściwym tu będzie też zacytowanie jezuity José de Anchieta, który twierdził, że "Miecz i żelazny pręt to najlepsi kaznodzieje". Tych zazębiających się okropności i wynoszonych z ambon jako nauk prześladowczych nawoływań i przekonań jest miliony. Prowadzą do współczesności gdy w imieniu doktryny religijnej pali się na stosie ludzi, jak między innymi Polskiego wielkiego myśliciela, Łyszczyńskiego, jedynie za ateizm. A ówcześni mu poeci umiarkowanie katoliccy jak Potocki prawią o jego śmierci „Gorzej grzeszy od diabła, kto przez to zapiera Boga na niebie; słusznie trzeba takich palić". Prowadzi to wszystko do pewnego absurdu. Wyznawcy doktryny, która o sobie głosi, że jest miłosierna i nakazuje wręcz miłowanie bliźniego, a tradycyjna kolacja składa się z talerza dla wędrowca w roku 2021 w Polsce opowiadają się za tym aby bezlitośnie dozorować ludzi marznących i umierających na granicy nie chcąc im udzielić pomocy. Okazuje się, że według statystyk to ateiści w znacznej przewadze procentowej nad wiernymi są w tej kwestii miłosierni. Miłosierdzie wierzących kończy się na frazesach przed lustrem bądź przed kapłanem. Ale nie ma co się dziwić. Aby dobrze się ze sobą czuć wystarczy dobrze udawać i powtarzać frazesy. W religii nie chodzi o realne działania lecz o iluzję i modły.

Proces "edukowania" na przestrzeni wieków to wpajanie śpiewu kościelnego i katechizmu oraz świadomości biblijnej. Według kościoła ziemia jest płaska! Trybunał inkwizycyjny zabrania głoszenia teorii heliocentrycznej. Ziemia jest płaska i unoszą ją na grzbiecie słonie. Ta propagowana ciemnota trwała do do 1992 roku gdy kościół katolicki przyznał, że zgodnie z poglądami Galileusza to ziemia krąży wokół słońca. Czy kościół się zreflektował? Nie. Zwyczajnie nie mógł już stawać tak jawnie przeciw coraz większej ilości dowodów. Ta teoria heliocentryczna nie była zresztą nowością w myśli europejskiej. Przed Galileuszem był Kopernik, a przed nimi znał ją już najwybitniejszy astronom grecki żyjący w II wieku przed naszą erą; Arystarch z Samos. Kopernik nadał jej tylko naukową podbudowę, a Galileusz opublikował czym naraził się na gniew kościoła i areszt inkwizycyjny. Areszt tylko dlatego, że wycofał się publicznie z głoszonych tez, które według kościoła były herezją. Gdyby tego nie zrobił zostałby zabity. Z powodu przekonań religijnych, religii która głosiła się dobrą i miłosierną.

Zatem zwróćcie uwagę na pewien abstrakt i marnotrawstwo wieków. Już w II wieku przed naszą erą zbadano, że to ziemia krąży wokół Słońca. Po czym nastało chrześcijaństwo, którego amoralność zdeprawowała wartości antyczne i antyk upadł. Powstał kościół katolicki jako wielki dozorca zabobonu i po tym jak już wiedziano więcej o świecie i wszechświecie, nagle na kolejne naście wieków wracamy do "prawdy" pewnej zabobonnej księgi i na tej podstawie kształcone są następne pokolenia przez wieki.

Niegdyś wychowawcami dzieci władców (także magnatów) byli prawie zawsze duchowni. W Europie przeważnie Jezuici. Do tego Kościół dzierżył oświatę i jedyne wówczas masowe medium — ambonę. W Polsce wydarto Kościołowi edukację przypadkiem: papież w 1773 roku skasował zakon jezuitów. Z dnia na dzień w polskiej oświacie powstała pustka. Wykorzystał to król Stanisław August i doprowadził do powołania przez sejm Komisji Edukacji Narodowej. Dzieło KEN cofnęła targowica, która zwróciła edukację Kościołowi. Odrębna kwestia to oświata ludu. Nawet KEN nie zrobiła tu wiele, bo nie zajmowali się nią jezuici, ale proboszczowie, a w praktyce organiści, często niepiśmienni. Zaś o edukacji dziewcząt nie było w ogóle mowy! Warto też dodać drobną wzmiankę ale jakże istotną. Adolf Hitler był wychowankiem szkoły katolickiej, prowadzonej przez zakon benedyktynów. Józef Stalin natomiast wychowywany był przez Jezuitów, tych samych, którzy zniszczyli Polskę. Stan mentalnego prymitywizmu i faszystowskich działań zawsze był wynikiem "edukacji" religijnej.

Prawda jest taka, że zbudowaliśmy ludzki światopogląd na powinności wykonywania czyiś nakazów i powtarzania czyjegoś światopoglądu, który służy czyjemuś interesowi. W zakresie naszej cywilizacji, światopoglądu pewnej kasty ludzi, którzy tworzą tak zwany kościół katolicki i stoją na straży religii chrześcijańskiej. Ten system służy jedynie im, stwarzając pozory, że służy wiernym. Ten pozór to wielka obietnica - niezweryfikowana, a nawet irracjonalna ale ponieważ mamy się za wyjątkowych to nie chcemy umrzeć po kilkudziesięciu latach lecz żyć wiecznie w fajnym miejscu. I za to płacimy strażnikom tego banialuku. Płacimy za robienie sobie dobrze. I to mogłoby przejść, bo to sprawa prywatna czy płacisz prostytutce za robienie sobie dobrze ale gdy strażnicy tej idei oraz jej zwolennicy prześladują innych, zmuszając ich do życia według tych samym przekonań bądź zabijając ich z powodu herezji czy bycia poganinem, to już nie jest to osobista iluzja i sprawa prywatna lecz fundamentalna, zagrażająca naszemu życiu i wolności. Na tym przecież polega aktualny zakaz aborcji. To religijni starcy decydują o życiu kobiety. Nie one same.

Nie mówiąc już o niszczeniu ponownie w Polsce systemu edukacji, który w XXI wieku chce sprowadzić Polską oświatę do uczenia się na pamięć katechizmu i powtarzaniu absurdów pewnego mitu. Bez względu na to jakie masz na ten temat zdanie. Masz być zaprogramowanym zgodnie z systemem lemingiem, a nie człowiekiem myślącym i wolnym. Powiedzą ci, że bóg dał ci wolną wolę. Szkoda, że przy tym nie zapytasz czemu oni nie dają ci wolnej woli.

Zatem po co nam umysł skoro największe systemy z nim walczą? Po nic. Zupełnie po nic. Gdyby fizycznie dało się usunąć mózg i móc z nim żyć, jestem pewien, że cywilizacja obligowałaby do tego obywateli jak dziś zmusza ich do wszczepienia w siebie cholera wie czego. Na szczęście mózg jest integralny z ciałem i niezbędny do życia więc zarówno religia jak i systemy polityczne muszą radzić sobie inaczej. Fizycznie go nie usuną ale mogą uczynić człowieka warzywem. Ma nie myśleć i nie poznawać. Ma jedynie słuchać, powtarzać i wykonywać. A my godzimy się na to z aplauzem. Nie dość tego. W dzisiejszej cywilizacji tak zwany wierzący jest wartościowany, a człowiek kierujący się w życiu racjonalizmem jest niewłaściwy. Jesteśmy debilami i tacy mamy pozostać. Gdy zaczniemy myśleć, będziemy musieli odrzucić społeczne koncepty jak i religie. To jedyna droga człowieka rozumnego ale wtedy dozorcy religii i tych konceptów nie będą mogli nas eksploatować. Zatem za wszelką cenę trzeba utrzymać nas głupich. Więc dla cywilizacji, a raczej tych, którzy dzierżą moc jej stanowienia czyli duchownych i władców nie jest właściwym edukować ludzi lecz lepić ich na właściwą modłę. Jesteśmy idiotami bo mamy nimi być. Jeśli jednostka nie wyrwie się z tej spirali nieprawd i idiotyzmów jakie utrwala powszechna edukacja i nie wykształci umysłu sama to będzie jedynie wykonawcą ich woli. A jak wyrwie się to i tak niczego nie zmieni w systemie powszechnym dla dzisiejszej cywilizacji jak demokracja. Bo demokracja jest dla społeczeństwa świadomego, w którym ludzie bazując na faktach i wiedzy podejmują świadome decyzje. Świadoma decyzja to decyzja będąca wynikiem posiadania wiedzy i analizowania faktów i łączenia przyczyny ze skutkami. Nie będąc obciążonym wdrukowaną jakąś starodawną "prawdą" A takim nie są żadne znane nam społeczeństwa. I nie będą dopóki człowiek nie ewoluuje z chciwości i niskich pobudek. Dopóki nie przestanie być mentalnym jaskiniowcem. Zatem dochodzimy do prostej konkluzji. Najbardziej wartościowe systemy moralne to prymitywne i żałosne religie, a polityczne to demokracja, w którym głos dwóch idiotów ma większe znaczenie niż osoby inteligentnej.
Mógłbym zakpić ujmując cywilizacyjny fałsz w jednym zdaniu; jesteśmy debilami bo jemy za mało owoców. Naszą cywilizację zbudowało opresyjne traktowanie zwierząt jako najtańszego w uprawianiu pokarmu. I propagowanie tej omyłki, a ludzki mózg potrzebuje tylko jednego paliwa. Glukozy, czyli cukrów prostych, zatem tylko owoców. Mięso go nie nakarmi. Mięso go nie rozwinie.

W 2020 roku afisz współczesnego plakatu społecznego w Polsce przedstawia dziewczynkę z watą cukrową, a slogan głosi „jadam mięsko, pijam mleko, lubię cukier, używam zabawkowych pistoletów – jestem katolikiem". Zatem dziecko jedz mięsko, pij mleko i zjadaj cukier. Bądź niezdrowa i wiecznie potrzebująca lekarstw. Tego chcą lobby hodowlane i farmaceutyczne, czyli największe obok lobby religijnego. Jak widać na jednym afiszu, wszystkie trzy są w to zamieszane. Odtąd będziesz tylko eksploatowana na kilka różnych sposobów. Do końca twego życia.

Nikt nie powie tej dziewczynce, że jej rosnący umysł aby działał należycie, potrzebuje tylko jednej wartości odżywczej. Owoców. Nikt nie powie jej, że natura stworzyła ją roślinożerną. To jest fakt naukowy, z którym nie można już dyskutować. Ale chyba nikomu nie chodzi o jej umysł. U dziewczynek liczy się jedynie ciało. To wynika aż zbyt klarownie z całej doktryny wszystkich trzech religii monoteistycznych jak i innych religii, które sprowadzają dzieci płci żeńskiej do roli towaru, z którym wnosi się posag. Gdy nie ma posagu, córka jest bezwartościowa społecznie gdyż nie można przekupić mężczyzny aby się z nią ożenił. To zresztą działało też w średniowiecznej Europie czyli cywilizacji łacińskiej, o którą tak bardzo się dziś walczy w Polsce aby zachować jej „wartości" I często rodzice zabijaki swoje córki i wciąż zabijają w Azji. Tego typu postępowanie jest również wynikiem religii i tradycji, zatem, urojenia i głupoty. Ludzki świat przepełniony jest znamienitą obrzydliwością. Pamiętajcie o tym podczas utrwalania w sobie przekonania, że skoro coś było to tak być musi i że skoro człowiek to wymyślił to przecież musi być to słuszne z jakiegoś powodu bądź właściwe. Zbudowaliśmy świat na opak i mało co jest w naszej cywilizacji tak naprawdę właściwe i aby to zrozumieć, wystarczy się przyjrzeć odrzucając gotowe już i utrwalane systemowo rozwiązania.
Nawet w wieku wielkiego zmierzchu antyku i wielkiej przemiany światła w ciemność, kołotała się w upadku filozoficzna myśl będąca schedą mnichów.

Bazyli Wielki, arcybiskup Cezarei i patriarcha wschodnich mnichów, który urodził się w 329 roku, a który na starość wycofał się w samotność, pisał "Ciało, które obciążone zostaje potrawami mięsnymi, nękane jest chorobami, umiarkowany tryb życia czyni je zdrowsze i silniejsze i ucina korzenie zła. Opary potraw mięsnych zaciemniają światła ducha. Obojętne jakiego rodzaju potrawami mięsnymi napełniony zostaje żołądek, powoduje to nieczyste ruchy, dusza zostaje zagłuszona pod ciężarem pożywienia, traci panowanie i zdolność myślenia. Tak długo jak się żyje umiarkowanie, mnoży się szczęście domu, zwierzęta będą znajdować się w bezpieczeństwie, nie będzie przelewana krew, zwierzęta nie będą zabijane. Kuchenne noże będą bezużyteczne, stół będzie pokryty owocami, które daje natura i można się tym zadowolić." Ale to nie jego filozofia tworzy dzisiejszą myślą Kościoła. Właśnie dlatego, że głosił coś przeciw czemu do dziś występuje zaciekle cała ta religia, a w zasadzie wszystkie trzy religie monoteistyczne.

Mnisi, z którymi żyli między innymi tak zwani wielcy Kościoła, jak Jan Chryzostom żyli w ten sposób. "Nie płyną tu strumienie krwi, mięso nie jest tu ćwiartowane, smaczne potrawy i ciężka głowa jest tym mnichom nie znana. Nie czuje się tu okropnych zapachów potraw mięsnych, czy nieprzyjemne wonie kuchni i nie słychać hałasów ani wrzawy. Spożywa się tylko chleb, który zdobywany jest własną pracą i wodę, której dostarcza czyste źródło. Wy jednakże dążycie drogą wieków i zwyczajem tygrysów, ale ich natura skazała na spożywanie mięsa, podczas gdy nas Bóg wyposażył rozumną mową i zmysłem sprawiedliwości. A mimo to staliśmy się gorsi niż dzikie zwierzęta!"

Hieronim urodzony w 331 roku w Dalmacji, studiował i żył w Rzymie rzekł w rozmowie "Spożywanie mięsa zwierzęcego było zakazane aż do Potopu. Od Potopu jednakże otrzymujemy nerwy i śmierdzący sos mięsa do jedzenia, tak jak buntującemu się ludowi na pustyni rzucono przepiórki"

Można zapytać dlaczego chrześcijanie dla których świętą księgą jest biblia z naciskiem na nowy testament, nie przestrzegają jego zaleceń. W liście do Rzymian apostoł oznajmia (rozdział 14, wers 21) "Dobrą jest rzeczą nie jeść mięsa i nie pić wina" Według wczesnych kapłanów kościoła katolickiego używanie wina zaczęło się ze spożywaniem mięsa, po Potopie. Dlaczego zatem najbardziej gorliwi, wrzeszczący o swoje panoszenie się katolicy spoglądają groźnie popijając winem kęsy golonki? A kapłani religijni jak i prawicowe portale kpią z wegan? Wspominam o tym abyście zrozumieli różnicę. Weganie nie zmuszają innych do swojego zachowania głosząc im męki i piekło. Ale z satysfakcją robi to religia, nakazując innym jak mają żyć bo inaczej ich zabiją (robili to przez naście wieków) czy też werbalnie wysyłają do piekła. To terroryzm. I tym jest religia. Nawet dziś katolicy mówią innym z kim mogą, a z kim nie mogą spać.

Te wszelkie dociekania prowadzą do jednego. Wierzący nie mają zupełnego pojęcia jakie tezy stawia ich wiara. Nie liczy się dla nich prawda nawet, ta płynąca z ich pisma lecz własna korzyść. I nie liczy się etyka i dobro lecz system religijny, który pozwoli nam być takimi jakimi chcemy i robić to co chcemy. Twórca chrześcijaństwa, Paweł wymieszał mesjanizm hebrajski, filozofię grecką i pogaństwo w religię, która stała się strawna dla Greków, którym ją wykładał czyli dla pogan. Dał im dokładnie to czego oczekiwali. Dostali typowe cechy dla swych dotychczasowych wierzeń; spożywanie ciała boga, boga zrodzonego z dziewicy i zmartwychwstanie. Wszystkie główne cechy pogaństwa. No i co najważniejsze, możliwość zbawienia w królestwie bożym bez konieczności przechodzenia na prymitywny judaizm. Mało dociekliwi nawet nie spostrzegli, że to jest jakaś inna i nowa religia. Dostali zgodę na swoje obrzędy, nowe poczucie wspólnoty, braterstwo oraz obiecany raj. Paweł nie stworzył nowoczesnej filozofii, nowej myśli i zamysłu. Dał ludziom dokładnie to czego oczekiwali. Nie musieli za dużo się zmieniać, wyrzekać swoich diet, nawyków i przekonań, a zyskali jeszcze więcej. To był populizm i tym jest chrześcijaństwo.
Symbioza między nami, a światem zwierząt panowała już dawno temu. U Esseńczyków, którzy przez weganizm byli tak zwanym wiecznym rodem czy w słowach Sokratesa, który mówił: „Nie mówcie o dobrze i miłości, podczas gdy macie martwe zwierzęta na talerzu". Ale my cywilizacyjnie jesteśmy głupsi od dawnego Sokratesa. Przecież to nie ten wspaniały myśliciel jest symbolem cywilizacji lecz jest nim zesłany na śmierć przez swego ojca pewien człowiek, o którym mówicie głośno, że go kochacie. Nie mam pojęcia jak możecie kochać kogoś kogo nigdy nie spotkaliście, a kogo znacie zaledwie z opowieści o jego 40 dniach życia. Nie macie pojęcia co to miłość, a wasze dzieci czy rodzice, którym mówicie to samo powinni czym prędzej od was uciekać. Ponadto kochacie go, bo takiego słowa używacie, tylko za to, że coś wam obiecał, gdy będziecie posłusznymi jego apostolstwu, czyli księżom niewolnikami. Rzymianie powiesili tego chłystka na krzyżu jak całą rzeszę innych rzezimieszków. Zawisł więc wątpliwy moralnie narcyz sam siebie mieniący synem boga na krzyżu. Nie uzdrawiał i nie wskrzeszał zmarłych co dowodzi zachowanie ludzi. Gdyby mieli wybrać między ocaleniem uzdrowiciela chorych, a złodziejem, Barabaszem wybraliby uzdrowiciela. Ale tak się nie stało. Postać Jezusa przegrała w wyborze o ocalenie nawet z pospolitym rzezimieszkiem. Tak wielkim nikim był Jezus Chrystus.

Sensu życia wierzącemu nadaje symbol poświęcenia, który jest aktem zwykłej śmierci z powodu kaprysu patologicznego boga, który przywłaszczył sobie syna kobiety i pozwolił mu umrzeć mówiąc, że to za nasze grzechy. Jakby kurwa nie mógł zapodać ludziom jakiejś tabletki na migrenę. Wszak to on jest bogiem i on dzierży moc przebaczenia więc sam siebie przekupuje ofiarą z człowieka. Wartościuje was zwyczajny naciągacz z przerośniętym ego, który za paplanie głupot o obietnicy poza życiem i na straszeniu piekłem namawiał ludzi do oddawania mu pieniędzy, czerpiąc po drodze, ile się dało; darmowe żarcie i picie, noclegi, masaże, mycie i zapewne jeszcze parę innych rzeczy.

To właśnie choćby rodzaj symbolu świadczy o naszym prymitywizmie. Jest nim narzędzie mordu i trup, a najznamienitszym wydarzeniem w dziejach ludzka śmierć za wasze szczęście. Natomiast o ludzkiej głupocie świadczy fakt, że to nie filozof jak choćby Sokrates jest punktem wyjścia dla naszych myśli lecz jest nim prostaczek, który mówił, że przyszedł na ziemię wzniecić pożar, że należy kochać go bardziej od swoich dzieci czy rodziców. Ponieważ był nic nie znaczącym, pospolitym wieśniakiem, więc i nie miał żadnej kompetencji, to zaczął sprzedawać coś co nie istnieje i czego nikt nie potrzebuje. Zbawienie. Udzielając zatem apostołom wskazówek nie omieszka on przypomnieć o faszyzmie wynikającym z jego narcyzmu: „Gdyby was, gdzie nie chciano przyjąć i nie chciano słuchać słów waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych! Zaprawdę, powiadam wam: «Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu»" (Mateusza, rozdział 10). Taki to łagodny Jezus, obiecujący sadyzm i śmierć za niechęć do słuchania paplaniny jego uczniów i brak gościny. A przebąkiwał coś na górze oliwnej, o miłosierdziu. Cytat, który przytoczę poniżej, jawi się, jako nieistotny w całym natłoku biblijnej paplaniny ale jest znamienity. Demaskuje całkowicie i na wskroś osobę Jezusa Chrystusa, jak i zbieżny jest z zawistną ideą tej całej religii. Zawiść to właściwe słowo. Jeżeli coś ci nie sprzyja, to zniszcz to. Oto sedno chrześcijaństwa i sedno postępowania samego Jezusa: „Wracając rano do miasta, uczuł głód. A widząc drzewo figowe przy drodze, podszedł ku niemu, lecz nic na nim nie znalazł oprócz liści. I rzekł do niego: «Niechże już nigdy nie rodzi się z ciebie owoc!». I drzewo figowe natychmiast uschło" (Mateusza, rozdział 21). Ten zbędny w zasadzie czyn obnaża postać tego zwyrodnialca całkowicie. Zbędne zniszczenie, zbędne unicestwienie, zbędna śmierć z powodu kaprysu, z powodu tego, że coś mu nie sprzyja, że coś nie jest dla niego pożyteczne. Nie mógł przejść obojętnie. Zwyczajnym odruchem, naturalną reakcją swego charakteru dokonał zniszczenia. Z powodu małości i podłości. To zło. Klasyczne zło. Kiedy niszczysz, gdy nie musisz, to jest to najgorsze, co możesz uczynić. I taki czyn ukazuje twoje prawdziwe oblicze. Postępowanie bez konieczności. Wola niszczenia jako twoje jestestwo. Małość bożego syna jako reminiscencja małości samego boga. I to ten chłystek jest moralnym wzorcem wyniesionym do rangi bóstwa, podczas gdy o Sokratesie jedynie wspomina się w procesie edukacyjnym jako o postaci antycznej. A powinno być zupełnie odwrotnie. Jednak nasi idole, nasze wzorce są lustrem naszej moralności. Nie bez powodu więc wybieramy marność nad marnościami.

Musimy wyraźnie rozumieć różnicę między bogiem jakim został Chrystus, a filozofem jak choćby Sokrates. Musimy rozumieć różnicę między religią, a filozofią. W filozofii gdy chcemy rozwoju umysłowego i duchowego i dajmy na to dojrzeć do myśli epikurejskiej czy sokratejskiej albo doznać świadomości, to jesteśmy w stanie z tego, kim jesteśmy, stać się kimś lepszym. Czyli z kogoś, kto był nijaki, możemy ukształtować się na kogoś dobrego, bo do tego prowadzi wzrost, jeśli mówimy o istocie mającej zdolność samostanowienia oraz mającej zdolności intelektualne i poczucie jestestwa. W filozofii więc możemy ewoluować. Możemy się zmienić. Filozofia daje nam tę możliwość. Nie obarcza nas ciężarem ostatecznej, bo boskiej, prawdy. Wolność od doktryny daje nam tę możliwość. Nie ma nad nami egidy przepisów i wytycznych, w zakresie których mamy postępować i nie wychodzić ponad to. Ten faszyzm jest w systemach religijnych, które się często uzupełniają, mimo że są różne. Uzupełniają się poprzez negatywne cechy ludzkie, a wartościują jakimś nadludzkim celem, ale skupionym tylko i wyłącznie na człowieku. Wiara to proces, w którym racjonalne spojrzenie zaczyna ustępować oczekiwaniom. Nie ma to nic wspólnego z niczym poza tym co dzieje się jedynie w umyśle.

Religia nie uczy, lecz powtarza. Religia nie rewiduje „prawdy" starodawnej w kontekście coraz większej wiedzy, lecz głośno występuje przeciw jakiejkolwiek zmianie tej „prawdy" Natomiast filozofia, myśl, kreacja, wyobrażenie, chęć dobra sprawiają, że chcemy otworzyć oczy. I się zmieniać. Ale gdy nad nami góruje pogląd religijny, to od razu nas strofuje w tym, że nie możemy tych oczu otworzyć. Ma na to nawet nazwę. Herezja. W religii wszelka myśl jest zła już od samego początku, a wszelka zmiana jest wrogością wobec bożego ustalonego planu. Ponadto jest bluźnierstwem, za które będziesz ukamienowany.
Musimy sobie otwarcie powiedzieć, iż religie są dla ludzi niedojrzałych duchowo i moralnie. Dlatego centralizują wokół siebie miliony. Miliony, które zawierzają bez żadnych argumentów kapłanom. I, jak to mówił Nietzsche, nie da się z nimi nic zrobić, nawet argumentami: „W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byście to chcieli teraz dowodami obalić?". I dlatego chrześcijańskie królestwo niebieskie jest wymarzonym miejscem dla milionów, podczas gdy – jeśli się nad nim zastanowić – bardziej jałowe i okropne miejsce trudno sobie wyobrazić. Może to kwestia aspiracji. I musimy wiedzieć, że tylko zwyrodniałe życie potrzebuje zakazów moralnych. A tego pełna jest cała religia. Z prostego powodu. Nie jest ona adresowana do uduchowionych, rozwiniętych mentalnie ludzi lecz do ludzi dzikich, płytkich, prymitywnych, nie umiejących zdefiniować rzeczywistości. Do ludzi nieudatnych, słabych, potrzebujących nadziei i oparcia.

Problem jest jeden; filozofia niczego nie obiecuje. Religia chrześcijańska za to obiecuje życie wieczne, raj, odpuszczenie wszelakich zbrodni.

Jesteśmy egoistami i prostakami, zatem nie zrozumiemy jak być powinno, jeśli nie odrzucimy przekonania o swej wyjątkowości i władztwie gatunkowym utwierdzanym przez niemal każdy system ludzki i religijny. Sokrates obwiniający nasze rozpasanie i ukazujący małość musiał przegrać z butą i drapieżnością, gdy pisał, iż nie powinniśmy mówić o dobrze i miłości podczas gdy mamy martwe zwierzęta na talerzu. Bo przecież człowiek nie chciał mieć umiaru i chciał zabijać bez opamiętania, ale jednocześnie musiał czuć się dobry. Zatem to nie Sokrates jest fundamentem cywilizacji, lecz prymitywna religia, której najwcześniejszym symbolem jest ołtarz ofiarny. Egzystencjaliści z wewnętrznym rozdarciem nie mogli wygrać z utrwalanym przez wielkie doktryny wybujałym ludzkim ego i stawiania nas w roli jedynie uprzywilejowanych do życia. To egzystencjaliści cierpią patrząc z niemym buntem na niewyobrażalne zło czynione świadomą intencją ludzką tych ludzi, którzy śpiewają o cierpieniu pewnego narcyza w zamian za ich winy. Klękają i biją się w pierś w poczuciu winy wskazując palcem trupa na krzyżu, który odkupił ludzką pierwotną winę wobec pewnego tyrana. Przy czym szczytem ich wyższości jest współczucie martwemu bogu zamiast dręczonym przez ludzkość zwierzętom. Nie tylko im nie współczują, ale w znakomitej większości oni je dręczą. Wszak według dogmatu jakiemu są wierni, zwierzęta nie mają duszy więc i nie czują bólu. Zatem są usprawiedliwieni. Szczytem ich dobra jest pielęgnacja pomników i kapliczek zamiast wyżywienie głodnych stworzeń w schroniskach. Ten zatrważający dowód na naszą głupotę i obrzydliwość cechuje większość pojedynczych ludzi jak i administrację od gminy do Państwa. Całej cywilizacji.

Wciąż tkwiąc cywilizacyjnie w tak degenerujących świadomość ludzką systemach religijnych nie umiemy nawet właściwie zdefiniować tego co dobre. Wielbimy cierpienie jako poświęcenie za nasze zbawienie lub konieczność dla naszego zdrowia czy rozrywki. Nie jesteśmy w stanie walczyć z intencją zadawania cierpienia, skoro nasza cywilizacja zbudowana jest na jego kulcie i na kulcie korony stworzenia, która wobec zwierząt ma być tak zła, iż mają się one nas bać. I ziemię mamy czynić sobie poddaną. Tak powiedział bóg już na samym początku i dziś powtarzają to nawet ludzie z pułapu administracji kraju. Cywilizacyjnie jesteśmy machiną śmierci i jej kultem miast być kreatorem i obrońcą. Nie mamy umiaru i jesteśmy niedojrzali. Jesteśmy w ewolucyjnym żłobku wrzeszcząc do bogów o opiekę i łaskę i płacząc, gdy nas nie słuchają. Podczas gdy inne stworzenia swym wzrokiem zatrzymanym na nas – niemal jak nasz wzrok na symbolach religijnych – w niemym krzyku również błagają nas o opiekę i łaskę, a my nie tylko jej nie okazujemy, ale uznajemy za słuszne zabijanie ich z jakichkolwiek powodów. Więzienie ich i obdzieranie ze skóry dla pieniędzy bądź dla satysfakcji. Gotowanie żywcem nazywając się przy tym koneserem smaku. Polowaniem dla sportu. Mordowaniem dla tradycji, czyli dla czynności, dla której robił to jakiś marny człowiek dawno temu. Zamiast to zmienić chcemy tego przestrzegać jako schedy kulturowej bądź powinności religijnej. Nawet nie mamy najmniejszej chęci się zmieniać. Chcemy się modlić i wykonywać to co nasi prymitywni przodkowie wieki temu.
Wyznawcy największej religii z patetyzmem mawiają, iż w wyjątkowym dniu jakim jest ich wigilia, zwierzęta przemówią ludzkim głosem. I co chcielibyście usłyszeć od psa uwiązanego na łańcuchu na całe jego życie? Co chcielibyście usłyszeć od tych, które porzuciliście, a które w schroniskach cierpią ziąb i głód, bo utrzymanie waszego boga pochłania państwowe pieniądze więc nie ma dla nich. Krzyże przy drogach, kapliczki czy kościoły są dla was ważniejsze niż one. Ale w ten jeden dzień w roku, gdy wasze jestestwo osiąga kulminację współczucia zabitemu bogu – dla waszej nagrody – który teraz żywy siedzi po prawicy ojca i ma się dobrze, stajecie się też tkliwi dla zwierząt jakie dręczycie lub które ignorujecie nawet gdy błagalnym wzrokiem proszą o uwolnienie czy miskę wody. Zatem przypomnę raz jeszcze abyście już więcej nie oczekiwali tego swoistego cudu waszej wiary; gdyby zwierzęta umiały mówić, wy byście płakali.

Przyglądając się ludzkości dochodzę do jedynego wniosku; gdyby istniał jakikolwiek uczciwy bóg, który stworzył wszystkie istoty to patrząc na to co robi jego niby najwyższe konstrukcyjne osiągnięcie, powinien nas zwyczajnie zabić i wyciągając wnioski przeprojektować jego kolejną próbę zabawy z genami, czyli użyć innej gliny do ulepienia człowieka, aby nie wyszła znowu taka tragikomiczna fuszerka. Bowiem jeśli upieracie się, że jesteśmy kreacją to nie jesteśmy niczym innym tylko fuszerką. Niczym ponad to, a wasz kosmiczny wręcz narcyzm niczego nie zmienia.

Aby roślina mogła kwitnąć, muszą sprzyjać ku temu warunki. Warunki również sprawiają, że ona usycha. Dlatego jesteśmy tym kim jesteśmy dziś. Nieudacznikami bez umiejętności choćby oceny tego co dobre i właściwe.

Apokalipsa kinowa ukazuje nas jako tych uciśnionych. Patetyzm we wszelkich formach wówczas staje się żenujący do zwymiotowania. Oto wspaniały, biedny, niewinny, bezbronny wręcz człowiek jest przez kogoś prześladowany, dręczony zabijany. Niesamowicie to straszne, gdy nam to ktoś robi. Ale gdy robimy to od wieków innym istotom, mimo siłą rzeczy z wieku na wiek większej inteligencji i rozwoju to jest to jak najbardziej właściwe i w porządku. A wszelką zmianę tego, gdy jakiś oświecony człowiek o taką zaapeluje, traktujemy z oburzeniem jako zamach na nasze tradycje. Bo przecież zabijanie zwierząt to sport, obrzęd, tradycja czy interes. Lub festiwal. A według najnowszego oświadczenia funkcjonariusza tej religii, ludzie nie chcący zabijać karpia to terroryści zamachujący się na Jezusa. Każde zło jakie czynimy mając na uwagę ludzką korzyść jest zawsze usprawiedliwione. A gdy przytłoczyć nas może świadomość naszego okrucieństwa dostajemy istną fantazję ukazującą nas jako ofiary. Tak się oczyszczamy ze wszelkiego zła. Jesteśmy tak źli, że umrzemy w swym krótkim żywocie i trafimy do miejsca kaźni. Ale oto dostajemy pewnego chłopca, którego bóg poświęcił dla nas. On jest naszym Katharsis. Współczucie mu nas wartościuje i oczyszcza, a współczuć mu chcemy, bo jest kluczem to szczęśliwości wiecznej. Nikt nie wpadnie na pomysł, że w tym koncepcje jesteśmy jedynie egoistami. Kosmicznymi wręcz narcyzami, którzy dobijają targu z bogiem za nagrodę.

Religia jest jak odpowiedni film. To opowieść mająca ukazać nas w lepszym świetle. To opowieść mająca nas okłamać. Religia spełnia bardzo proste zadanie. Jako system ma za zadanie wartościować tych, którzy tej wartości nie mają. Dojść można do jednego wniosku w dwójnasób łącząc religię z rzeczywistością. Gdyby istniał jakikolwiek uczciwy bóg to patrząc na nas musiałby nas zwyczajnie zabić. I to jest fakt. A gdyby ludzi odwiedziła inteligentna cywilizacja to również musiałaby nas zabić. I to wszystko nie byłoby kwestią ich intencji, lecz konieczności wynikającej z naszego ludzkiego postępowania. Byłoby to jedyne sprawiedliwe i właściwe wyjście. Unicestwić twórców niewyobrażalnego, intencjonalnego zła. To konieczność każdej inteligentnej i etycznej istoty. Jesteśmy gatunkiem, który moralnie jako jedyny na tej planecie zasługuje na śmierć. I z taką prawdą musimy się zmierzyć. I nie wrzeszczeć z urażoną dumą, lecz się zmienić. Przestać być pod każdym względem żenująca groteską. Jesteśmy niemowlakami. Niedojrzali i niedorozwinięci.
Najwyższą wartością dla człowieka współczesnego jest to samo co dla prymitywnego bojącego się piorunów, który ze strachu wymyślił sobie boga i zaczął zarzynać niewinne stworzenia aby go sobie zjednać. Bo przecież grzmi gniewem na niebie. Lub wycinać serca aby następnego dnia wstało słońce. Przecież w zasadzie do dziś ten okultyzm trwa również w chrześcijaństwie, które z powodu idiotycznego nakazu boga "nie pozwolisz żyć czarownicy" aby przypodobać się bogu, wykonując jego wolę dręczy się i zabija dzieci w Afryce. To umysły religijne są największymi twórcami prześladowań i udręki. Wystarczy spojrzeć dziś choćby na Afganistan, w którym znowu władzę przejęli dozorcy zabobonu jako woli boga. Mordują wszystkich, którzy nie żyją zgodnie ze starodawnym pismem. Ani kroku naprzód, bez względu na czas. Czas dla ludzi religijnych nie istnieje. Gdyby nie siłą rzeczy tak zwany "duch czasu" i postęp wciąż żylibyśmy na grzbiecie słonia i składali miliony zwierząt każdego roku aby przypodobać się bogu.

Dzisiejsza cywilizacja uznaje jedynie autorytet wiary. Tak jakby wiara wartościowała człowieka. Tak jakby religijność definiowała rodzaj ludzki. Tak jakby oczekiwane patrzenie wstecz było wyższe niż torowanie sobie drogi ku lepszemu.
Jednak nie zrozumiemy tego gdyż nie mamy do tego żadnej kompetencji. Nikt z nas nie chce być punktem wyjścia ku lepszemu człowiekowi lecz chce być wykonawcą starodawnej woli. To utrwala ludzka cywilizacja. Postawiliśmy się w roli dozorców tradycji.

Jesteśmy reliktem, nawet dziś.

Privacy preferences
__cookiemgr_infotext__

Privacy declaration

Show details
Our webpage stores data on your device (cookies and browser's storages) to identify your session and achieve basic platform functionality, browsing experience and security.
__cookietype_func__

Zaloguj się