Całus dla węża

Całus dla węża

Całus dla węża

"Oto są dzieje początków po stworzeniu nieba i ziemi.
Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi, ani żadna trawa jeszcze nie wzeszła - bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka który by uprawiał ziemię i rów kopał, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby - wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą.
A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła.
Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał. A przy tym Bóg dał człowiekowi taki rozkaz :-Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz niechybnie umrzesz."

Księga Rodzaju.

 

Nad szarych wód mirażem, pośród obłoków oddechu i kurzu, Bóg zastał mężczyznę w dosyć lekceważącej pozie obojętności, przygryzającego źdźbło trawy, a ciemna czerwień z wolna poczęła powlekać jego nieobecne oblicze.

 

Bóg

Zawitałem do Ciebie boś markotny.
Leżysz w turzycy i marzysz chyba.
To nie plaża, to staw błotny,
tutaj tylko glony i w przyszłości ryba.

Adam

Ależ Boże. Jam jak zawsze rad.
Tyś ulepił mnie i tchnął weń życie.
Błądzę w myślach trafiając na ślad,
iż nie muszę żyć w samotnym bycie.

Bóg

Nie wolno ci błądzić przyjacielu.
Jesteś koroną stworzenia.
Nie mogę dać ci równych tobie wielu.
Zabrakłoby w Edenie jedzenia.

Adam

Uprawiam ten ogród Panie, 
od Eufratu do Tygrysu rozległy.
Bolą mnie nogi i mam prześladowczą manię,
że znajdziesz mnie jak leżę poległy.

Bóg

Wstydź się swego zwątpienia w siebie.
Dałem ci przecież drzewo życia.
Ani wysiłek, ni przypadek nie zabije ciebie,
ni brak pokarmu, ni niemożność picia.

Tyś na mój wzór uczyniony.
Na własne podobieństwo cię stworzyłem.
Nie możesz zostać otruty, ani raniony.
Wiem to, gdyż egidą cię obdarzyłem.

Adam

Jestem ci wdzięczny Panie miłosierny.
Boleję jednak nad swą samotna dolą.
Jam tobie rzecz jasna wierny,
lecz ciężko jest jedynym być ziemi tej solą.

Bóg

Ja bogiem przecież jestem.
Ma dobroć jest niezgłębiona.
Pomyślę nad jakimś gestem,
a wola będzie twa spełniona.

Adam

Eufrat sam nie płynie przecie,
Tygrys ma do towarzystwa.
A te burze i zamiecie,
toż zabawa ich wieczysta.

Bóg

Poczekaj więc nad stawem brzegu.
Odejdę i zaczerpnę myśli,
a wnet wpadnę na coś w biegu.
Bo jakże bóg nic nie wymyśli.

Adam

Idź bogu, idź. Do widzenia
Czekam w smutku i zmęczeniu.
Do rychłego zobaczenia.
Tam - w wielkiego tego drzewa cieniu.

 

W chwili gdy odgłosy dnia już przebrzmiały, a szmery nocy jeszcze się nie zbudziły powrócił bóg.

 

Bóg

Witam na powrót mój synu.
Jak obiecałem tak się pojawiłem.
Ja już dokonałem odpowiedniego czynu.
Istotę żywą na twą pomoc ulepiłem.

Adam

Istotę mówisz Panie?
Na podobieństwo nasze, czy inną może?
Wiesz, iż mam prześladowczą manię.
Ktoś podobny mi jedynie pomóc może.

Bóg

Spójrz tylko przez moje ramię,
a wnet będziesz w dobrym humorze.
Patrz jak dwie się pasa łanie,
a tam tygrys, bydło i lis w norze.

Adam

One nawet rąk nie mają.
Trudno z nimi spędzać dnie.
Wyją, ryczą i biegają.
Nie stać na tą szybkość mnie.

Bóg

Ulżą synu twej ciężkiej męce,
w ogrodzie w pracy wspomagając.
Nie wszystkiemu sprostają ręce,
a wołu pomoże ciężki głaz dźwigając.

Adam

Ogród to raj; ziemia tu miękka
Praca nie ciężka, trochę żmudna.
Sam mówiłeś: nie ruszaj czemu nie sprosta ręka.
Poza tym ogrodnictwo to rzecz nietrudna.

Bóg

Ależ synu. I co z tego?
Nogi twe zacne odpoczną,
gdy weźmiesz rumaka norwistego.
Jego kopyta bowiem nigdy nie spoczną.

Adam

Nie ma wśród nich stworzenia, 
które byłoby godne mnie.
Mimo całego wysiłku i zmęczenia,
zmuszony jestem powiedzieć - nie!

Bóg

Trudno mężczyzno. Szkoda niebywała
Starałem się pomóc twej samotności.
Jednak z ciebie jest kawał durnego wała;
i nic już nie wyleczy tej ułomności.

Adam

Przepraszam panie za mą śmiałość.
Pójdę już spać jednak. Wypocząć muszę.
Postaram się także nie popaść w żałość,
a jutro z rana potok na wzgórzu wysuszę.

Bóg

Dobrze więc, dobranoc.
I nie smuć się dolą samotnika.
Wszakże wielka jest ma moc,
i ciężki twój los ogrodnika.

Do siebie na boku.

Zasnął już zrzęda ten, 
więc czas już by powić plan.
Wyciągnę mu żebro przez sen,
aby do świtu nie było ran.

Z żebra zbuduję niewiastę.
Bardziej zmysłową niż on.
Rzucę mu ją na pastwę
i od tego będzie zależeć raju zgon.

Muszę jednak użyć wyobraźni.
Bezwzględna bardziej winna być.
I o chytrej swej jaźni.
W czyn zamyślenia wprowadzić, nie śnić.

Okrutna, a zarazem tkliwa.
Choleryczna z temperamentu.
W żadnym razie powściągliwa.
Miła tylko do rychłego momentu.

Mieć będzie kształt zjawiskowy.
Urokliwa w każdym calu swym.
Widok jej zrzuci każdemu okowy,
Tego szału, który nie jest udziałem mym.

Szał fatalny wśród drzewa żyje.
Konary poznania dobra i zła go kryją.
Kto jednak owoc smakiem zdobyje,
depresje i chucie w nim zawyją.

Z żebra będzie powita,
by nie mieć nic na wzór mnie.
Z lini genetycznej markotnego ogrodnika,
który tylko śpi narzeka i co zobaczy to zje.

Wówczas w razie konieczności,
wybryk w czyn wprawili gdyby.
Ona, nie on w swej ułomności.
Zakuję ich w śmiertelności dyby.

On tylko należycie postępuje.
Jest przecież mym wzorcem.
Ją na modłę wykroczenia zaplanuję.
Wszakże jego ciało będzie jej ojcem.

Muszę mieć alibi w jej postaci.
W razie czego węża ześlę.
Wówczas parka mi zapłaci,
cenę jaką tylko zechcę.


On nie zrobi wbrew niczego.
Ona jednak już nie moja.
On nie złamie słowa mego.
Ona nie posłucha gnoja.


   Nazajutrz rano.

Adam

Dzień kolejny nastał już. 
Ogród czeka na opiekę.
Ziemia, skwar i w koło kurz,
znów na słońcu plecy spiekę.

Czuję jednak w boku ból.
Kroki dawać ciężko jest.
Pragnę, aby ktoś powiedział; wtul,
ale to nie goga gest.

Teraz cicho. Zmierza znad wody.
Szybko dąży, jakby rad.
Uśmiechnięty oraz bokobrody.
Może coś poradzi na mój bolący gnat.

Bóg

Witaj mężczyzno sercu memu miły.
Jak noc piękna i gwieździsta?
Spałeś dobrze, czy tez mary cię trapiły?
I dlaczego wyglądasz jak poturbowany futbolista?

Adam

Boli Panie. Boli okropnie
Tutaj, pod piersią z boku.
W cieniu już dwadzieścia dwa stopnie,
a ja mam dość skwaru uroku.

Bóg

To żeberko tylko synu.
Jeden z wielu gnat.
Dokonałem z niego świetnego czynu.
I będziesz z pewnością wielce rad.

Adam

Czynu z mego ciała? 
Czy bóg nie mógł inaczej?
Nie jestem pewien czy to zadziała.
Kiepskie dzieło z kości raczej.

Bóg

Dzieło świetne. Doskonałe
Stoi w cieniu kasztanowca.
Piękne, żwawe i wspaniałe.
To nie ptak, wielbłąd, ani owca.

Adam

Ale z żebra mego czemu?
Ni jak z kości życie budować.
Wszakże bogu wszechmogącemu,
lepiej z prochu, aniżeli operować.

Bóg

Podziękuj, miast dociekiwać.
Spójrz na nią i podziwiaj zjawisko.
Raduj się i idź z nią popływać,
tam, w górę jeziora, poza grzęzawisko.

Adam

Dziękuję panie. Dziękuję radośnie
Podejdę więc do niej i przemówię.
Patrzy na ptaki przy tej małej sośnie,
a jak skończy to się umówię.

Widzę boże. Już widzę istotę.
Ma dwie nogi i skórę gładką.
Wykonałeś panie świetną robotę.
Taki widok jest sprawą rzadką

Ta dopiero jest kością z moich kości,
i ciałem z mojego ciała.
Pełna wdzięku i radości,
więc niewiastą będzie się zwała.

Bóg

Na pomoc dla ciebie jest stworzona,
by ogród z tobą mój uprawiać.
Nimfa, nimfetka i piękna żona.
Szczęście będzie życiu dawać.

Adam

Szczęście iście wiekuiste
To uczucie przecudowne.
Powiem, że kocham jej spojrzenie mgliste,
wyznam to, aż nadto wymownie.

Bóg

O czym myślisz mężu miły?
Przecie nie znasz smaku chuci.
Chronię, by troski cię nie trapiły,
gdyż przeciw tobie grzech się obróci.

Adam

Ależ Panie, to pomyłka 
Nic zdrożnego nie znam wszakże.
Za nic raju nie dam schyłka,
aby skończyć na podłym łagrze.

Bóg

Dobrze mężu. Jestem bardzo rad.
Idź więc, poznaj swą żonę.
Trafisz na mchu na jej ślad,
a ja czmychnę na daleką stronę.

Adam

Racja, Boże. Jestem zdolnej bajery
Tak więc pędzę, by ją dogonić.
W gąszczu czają się pantery,
i siłą mięśni muszę ją obronić.


Mężczyzna ruszył w cwał za niewiastą, która chcąc dogonić słońce, znikła w
zachodniej części lasu.

Bóg

Tarzan z niego prawdziwy.
Banalny facet o burzliwej fizjonomi
Nieco głupi i bardzo leniwy,
zdolny jednak uczyć się anatomii

Durny jest i bez temperamentu.
Głupstwa więc nie popełni.
Muszę toteż narobić zamętu,
wówczas plan mój ziści się w pełni.

Wykorzystam pary nieobecność.
Pójdę w las i znajdę gada.
Z nim współpraca to konieczność,
gdyż przewrotność to sztuka nie lada.

Gdzie jesteś, wężu, co wciąż kłamie?
Ukaż się, gdyż to ja cię stworzyłem.
Winneś więc być na me zawołanie.
Do podłości oczy ci otworzyłem.

Wąż

Tutaj jestem wzorze marnej istoty.
Widziałem obie twe maskotki.
Ten duży to przejaw miernoty,
ta mała ma urok podlotki.

Bóg

O tym chcę z tobą rozmawiać.
Pamiętaj, że jesteś wspólnikiem.
Nie muszę chyba namawiać,
być został grzechu majstersztykiem.

Wąż

Nie blefuj, bowiem widzę cierń bolący.
Tyś mym ojcem, ja twym synem.
Wszakże jesteś wszechmogący,
i jesteś paskudnym w mym tyłku klinem.

Bóg

Bez bluźnierstw, ucieleśnieniu mej ciemności.
Dobrze wiesz, iż jam stwórcą wszechrzeczy.
Będziemy razem po kres wieczności.
I nie jeden z bólu przez nas zaskrzeczy.

Wąż

Dobrze, dobrze. Oszczędź marnej retoryki.
Powiedz coś uwikłał dzięki malwersacji.
Znam ja przecie twe nawyki,
czy chcesz ich, czy raju kastracji?

Bóg

Ja umilkam, ty zaś wężu,
poćwicz sztukę pięknej mowy.
I gdy nie będzie jej przy mężu,
postaraj się, niech słucha namowy.

Wąż

Namowy? Pięknie, wręcz wspaniale.
Mogę gadać, krzyczeć, słodzić.
Jest wszakże pewne ale...
na co ona się musi zgodzić?

Bóg

Otóż słuchaj. Na to drzewo się wdrapiesz.
To jest korzeń dobra i zła poznania.
Gdy ją ujrzysz, za ciekawość złapiesz,
i niewiasta przystanie bez wahania

Wąż

Bez wahania? Mam ja wątpliwości.
Toż to twa córka, bogobojna.
Żadne dziecko twej płodności,
zgrzeszyć nie może, choćby była wojna.

Bóg

Głupi jesteś i ślepy zarazem.
Ona nie na wzór mój.
Stwarzając, myślałem raz za razem,
by każdy miał mniej, niż ojciec swój.

Wąż

Więc to była przyczyna operacji.
Chytry jesteś w swych poczynaniach.
Kobieta jakby innej nacji.
Tylko mężczyzna ostanie w dobrych staraniach.

Bóg

Kumasz bracie, kumasz trochę.
Acz pamiętaj, iż to tajemnica,
Dzięki temu obaj będziemy mieli robotę,
kiedy z grzechu poczerwienieją im lica.

Wąż

Teraz wiem po coś mnie uczynił.
Każdy zbrodniarz winien alibi posiadać.
Za ból ludzkości będziesz gada winił,
a osobiście na strachu tych samych władać.

Bóg

Ucisz się wrzaskliwy przygłupie.
Usłyszeć przecież cię mogą.
Wszystko co myślisz, mam głeboko w dupie.
To ty, nie ja będziesz tego świat trwogą.

Wąź

Z wielkości i piękno stworzeń,
przez podobieństwo ich stwórcę się poznaje.
Jeśli ja więc zasługuję na serię upokorzeń,
Tyś wcale nie nobliwszy, niż się zdaje.

Bóg

Język masz cięty, więc się nadasz.
Na drzewie posiedzisz o jabłkach dorodnych.
Pojawi się dama i o owocach zagadasz,
co zaspokajają pragnienie na mądrość głodnych.

Wąż

Prośba zostanie twa spełniona,
wcisnę jabłko, między ich usta.
Marny ogrodnik i jego żona,
poniosą karę wedle twego gusta.

Bóg

Poniosą, poniosą, w tym już moja głowa.
On i ona, dzięki planu misternemu,
w tym jednak musi być udziału twego połowa.
Byś ją namówił, a ona dała jemu.

Wąż

Pomogę ci, to sprawa oczywista.
Teraz jednak zostaw mnie samego.
Winienem pomyśleć jak dobry moralista,
by być wiarygodnym dla dzieła twego.

Bóg

Przecież to dwa ludzkie przygłupy.
Jedno ma kopać ziemię i podlewać.
On jednak już czepił się jej dupy.
A ona z nudy juz zaczyna ziewać.

Idę więc, pospaceruję po ogrodzie
Ty potrenuj sztukę sugeracji.
Ja nogi pomoczę w wodzie,
a waćpan niech przekona do swych racji.



Do siebie na boku, gad powiada w te słowa:

Chytry stwórca rzeczy wszech.
Szalbierz z niego niesamowity.
Stwarza pojęcie słowa: grzech.
Jednak dla niej, bo on rodowity.

Toż to cudna przecie jest istota.
Piękna dama, naga w raju.
Nie wie nawet co to ochota.
Wówczas gdy biega z nim po gaju.

Tylko ja i ów stwórca mój.
Znamy zła i dobra smak.
Jednak to tej samej maści gnój,
zło i dobro, czy na wspak.


Mężczyzna natrafił na kobietę, przy głazie zdobiącym stok zbocza, zwróconego ku zachodowi, gdzie utkwiła swe rozmarzone spojrzenie piękna istota, jaka miała być koroną stworzenia, lecz z powodu przebiegłości jednego ze stwórców, tak się stać nie mogło.

Adam

Witaj miła, jam jest Adam
Dozorcą jestem miejsca tego,
przy twym boku teraz siadam,
z woli pana, obojga naszego.

Ewa

Cześć, kiepski botaniku.
Poznać ciebie to konieczność.
Chwastu w raju jest bez liku,
a twe natręctwo to niegrzeczność.

Adam

Damo boża, moja różo!
Za co twoje są oschłości?
Wszak tak dałem z siebie dużo,
nie mam przez to jednej kości.

Ewa

Przestań farmazony pierdolić.
Sapiesz, dyszysz i flirtujesz.
Mogę ci za to przypierdolić,
i wtedy pogadamy jak się czujesz.

A ten starzec to zboczeniec.
Widać wszystko na jego twarzy.
Ty, to głupi jego jeniec.
I zaraz tragedia sie tu zdarzy.

Adam

Bluźnisz, piękna moja żono!
Toż to grzech zwracać przeciw bogu.
On stworzył cię na ziemskie łono,
przyczyno mego wstydliwego nałogu.

Ewa

Głupiś ty i zarazem tchórzliwy.
Rozejrzyj się wszędzie dookoła,
i powiedz czyś rad i szczęśliwy.
Bowiem moja osoba tutaj być nie zdoła.

Adam

Czemuż to, powiedz cicho? 
Miejsce piękne i spokojne.
Tam za wodą nieznane licho,
tutaj brykaj sobie swawolnie.

Ewa

Pobrykam, pobrykam.
Już moja w tym głowa.
Samych nudziarzy tutaj spotykam,
a tam czeka świata ponad połowa.

Adam

Bredzisz, śliczniejsza moja połowo.
Za wodami nicość rozległa.
O tamtym miejscu bóg rzekł mi słowo,
pójdziesz, popłyniesz i będziesz poległa.

Ewa

Straszysz mnie, czy obiecujesz?
Widać żeście z jednej gliny.
Gadasz, że to złe, a nie spróbujesz,
i nic nie zrobisz by nie posiąść winy.

Adam

Ty zaś skąd? Z jakiego prochu? 
Naszym jesteś wspólnym dziełem.
Pan wymyślił ze mną trochu,
on zbudował, ja w opiekę więzłem.

Ewa

Zostań przeto w samotności. 
Dobry jesteś, ale zbyt bojaźliwy.
Idę poszukać ja zrozumiałości,
gdyż ty do wolności niewrażliwy.

Dziewczę odeszło, a Adam posmutniawszy, przytulił głowę do głazu, którego zresztą zapomniał stąd przenieść, bowiem zapragnął zostać artystą, a nie chciał rzeźbić daleko od domu, jaki zbudował dnia wczorajszego.

Adam

Mówiłem bogu, lepiej nie operować.
Mnie uczynił doskonałym.
Ona wiary nie potrafi dochować,
i panu muszę powiedzieć o fakcie całym.

Może jednak lepiej nie.
Mimo wszystko miła ona.
Jednak zapytam go, czy wie,
iż kobieta trochę wypaczona?

Pójdę i zapytam o radę.
Jest mądrością wiekuistą.
Pan rozwiąże tę szaradę,
i przywróci dobroć mglistą.

Zaraz przed zachodem słońca, piękna niewiasta przechadzając się po Raju, natrafiła na drzewo, które rosło w środku tego ogrodu, a owocach smacznie wyglądających. Jednak to nie owoce przykuły jej uwagę, lecz gad; wąż i nie dusiciel, który w przeciwieństwie do innych zwierząt potrafił mówić- i który w przeciwieństwie do jedynych potrafiących mówić w tym ogrodzie, mówił do rzeczy, a nie bredził, jak później zauważyła.
Ceniła sobie szczerość, a nie obłudę i szanowała przyznawanie się do swych słabości i niedostatków, miast egotyzmu.
Zastanawiało ją tylko jedno; dlaczego mężczyzna, który był przecie bezpośrednim wzorcem Boga nie był tak biegły w sztuce retoryki jak ów gad nadrzewny.

Wąż

Pięknaś ty i zjawiskowa.
Jedno obłudnik zrobił świetnie.
Przy tobie nawet blask się chowa,
i urok tego ogródka blednie.

Ewa

Widzę ktoś ty, tyś jest wąż.
Czemu jednak władasz mową?
Tylko bóg nasz i mój mąż,
potrafią raczyć się rozmową.

Wąż

Szkoda ciebie siostrzenico, 
wszak okrutny los ci dany.
Kurestwem i zdradą okryją twe lico,
taki żywot jest ci przepowiedziany.

Ewa

To nie omam, mówić umiesz.
I mym wujem się zowiesz.
Tylko bóg mógł sprawić, że zrozumiesz,
i wywnioskujesz z czego się dowiesz.

Wąż

Dziewczę, dziewczę, me kochane.
Cóż ci rzec, byś choć trochę pojęła?
Przez swój zawód mam przechlapane,
i mam sprawić byś tylko owoc zdjęła.

Ewa

Dużo mówisz, jednak chaotycznie. 
Powiedz pierwsze, co złego w tym,
że zjem owoce, które wyglądają ślicznie,
czy grzech stanie się udziałem mym?

Wąż

Powiem Ewo w sposób taki:
Ja to muszę, to konieczność.
Nie myśl, że robię to dla draki-
skazany jestem tak na wieczność.

Ewa

Czyś ty wuju, zbrodnię popełnił? 
Skazać można tylko z winy.
Życzenia stwórcy żeś nie spełnił?
Powiedz; z jakiej to przyczyny?

Wąż

Widzisz słodka ofiaro moja: 
jest też tak, że z nie naszej winy,
gdy spotkamy na swej drodze gnoja,
to błądzimy i za niego cierpimy.

Ewa

O kim mówisz wuju mój?
Naszego boga masz na myśli?
Czy to on, ten podły gnój,
może Adam, ten od grabienia liści?

Wąż

Wszakże uczą cię ma słodka, 
iż bóg to stwórca rzeczy wszech.
Z jego kuźni i spod jego młotka,
powstaje wszystko, nawet grzech.

Ewa

Tak mi ogrodnik do ucha gadał. 
Z panem ja nie rozmawiałam.
On powinność opieki jemu nadał,
mimo, że spotkać się chciałam.

Wąż

Musisz wiedzieć, kochanieńka, 
iż nie zwróci się do ciebie w słowach.
Tyś dla niego, to tylko panienka,
która ulegnie po krótkich namowach.

 


Bóg natknął się na mężczyznę, kiedy ten ostrym kamieniem rytował w korze drzewa niezrozumiałe dlań znaki; spojrzał na niego z nieukrywaną ironią i przemówił.

Bóg

Uczysz się, czy w ten sposób wyżywasz? 
Myślałem, że wydobędziesz trochę złota.
Unikasz mnie, czy się przede mną skrywasz?
I dlaczego brzeg Eufratu jest pełen błota?

Adam

Mam problem panie wielebny. 
Żona moja jest nieco absurdalna.
Czuję się jej wcale niepotrzebny,
a ona wydaje się w postępowaniu fatalna.

Bóg

Powiedz mi co miernota uczyniła.
Nie bój się, nie wydam syna.
Sprawię, aby się nie domyśliła,
że donosicielstwo to twoja wina.

Adam

Nic zdrożnego ojcze święty.
Pobłądziła nieco słowami.
Mówiła, że Raj jest przeklęty,
i nie chce mieszkać tu z nami.

Bóg

A to podłe jest stworzenie! 
Niewdzięczny zwierzęcia gatunek!
Na cały rodzaj ześlę cierpienie,
i niemożliwy będzie ratunek.

Adam

Ojcze, nie bądź pochopny do gniewu. 
Ona nieświadomie odstępuje.
Nie poddawaj się złego zewu.
Kobieta tylko w myśli owe wizje snuje.

Bóg

W słowie i myśli grzech jest tym samym.
Później już tylko w czyn się obróci.
Tobie i jej pokora jest aktem danym.
Co stracicie już się nie zwróci.

Adam

Wiem panie i przekazałem jej twe słowa. 
Ona jednak jakaś zbuntowana.
Unika mnie i w gęstwinie się chowa,
a gdy odnajdę, twierdzi, że jest molestowana.

Bóg

Dobrze mężu przeze mnie stworzony.
Wiem, iż to nie z twej przyczyny.
Nie ty odpowiadasz za wybryki żony,
i jej niesubordynacja nie z twej winy.

Adam

Dziękuję Boże za zaufanie. 
Ja tobie do zgonu wierny.
O co poprosisz tak się stanie,
i w staraniach będę bardzo dzielny.

Bóg

Wszystko co uczyniłem jest wspaniałe. 
Jedynie niewiasta wymaga dostrojenia.
Nie pozwolę synu, by winy całe,
pokutowały za twoje wierzenia.

Adam

Twa mądrość i wiedza jest niezgłębiona. 
Na wszystko znajdziesz odpowiedź
Wszak to tylko moja fatalna żona,
która powinna prosić ciebie o spowiedź.
 

   Bóg odszedł bez słowa pożegnania, zaszywając się w gęstwinie, gdzie mieszkał brat i wspólnik jego; nie jadowity, a jednak niebezpieczny.

Bóg

Wiem, że rozmawiałeś. 
Gadaj wężu, coście uradzili.
Słowo przecież mi dałeś,
że będziecie dla siebie mili.

Wąż

Cudna i mądra to istota. 
Piękna i błyskotliwa.
Szkoda, że stwórca to marnota,
a mąż to małpa leniwa.

Bóg

Docinkami bólu mi nie zadasz. 
Toż to twoje jest zadanie.
Ja, nie ty tu władasz.
Przez ciebie tylko ma chęć się stanie.

Wąż

Jestem zdolnym elokwentem. 
Czynię to co najlepiej potrafię.
Ona nie powinna zadawać się z tym mętem,
stworzyliście kobietę i samczą mafię.

Bóg

Użalasz się nad dziewczyną? 
Czy może chcesz mi dopieprzyć?
Powiesz im co jest czego przyczyną,
a wówczas możesz wszystko spieprzyć.

Wąż

Tyś nie tylko chytry, ale i bojaźliwy
Oracja z nią leży tylko w mojej gestii..
Tyś jest bóg gniewny i złośliwy
A ja dostałem rolę złej bestii.

Bóg

Nigdy ludzkość nie pojmie ogromu, 
naszego wspólnego uzależnienia.
W każdym rodzinnym, najlepszym nawet domu,
będzie dobro oraz zło koroną istnienia.

Wąż

Nie bądź pochopny w duchu do gniewu, 
gniew bowiem w głupców piersi przebywa.
Idź i utop ją w płyciźnie zalewu,
boś to ty, a nie ona złośliwa.

Bóg

Co ta ma znaczyć, do czego zmierzasz? 
Mam ją uśmiercić własnymi rękami?
Nabijasz się czy po prostu retorycznie zalewasz?
Moja zbrodniczość to tajemnica między nami.

Wąż

Jak długo będziesz w stanie skrywać, 
piętno własnej przewrotności?
Dasz obietnice, które będziesz zrywać,
powołując się na ludzkości ułomności?

Bóg

Od tego gada mam, to znaczy ciebie. 
Kary i zbrodnie wypełnisz w imię moje.
Powiemy, że mieszkasz w piekle, a ja w niebie.
I w ten sposób uzyskasz ty i ja co swoje.

Wąż

Nic nie chcę od ciebie. 
Nie nakłonię jej do wykroczenia.
Rób co chcesz w tym swoim niebie,
Nie przekonam pięknotki do zjedzenia.

Bóg

Ty chytry sukinsynu! 
Gnoju, co podwójnym jęzorem władasz.
Ty musisz dokonać w imię moje czynu!
Spotkasz ją i pięknych głupot nagadasz!

Wąż

Odejdź stąd złośliwy egotysto. 
Ona nie zasługuje na żadne cierpienie.
Nie jestem taki sam jak ty sadysto.
Zaraz tego drzewa przegryzę korzenie.

Bóg

A ty sądzisz drabie, że zdolnyś do tego?
Masz skuteczny pysk, lecz tylko do bajery.
Spójrz do ryja i na zęba swego,
jak chciałbyś to zrobić do jasnej cholery?

Wąż

Rozumujesz na pozór tylko logicznie,
ale jam rezolutniejszy niż masz nadzieję.
Powiadasz; gadam skutecznie i ślicznie
Pogadam z bobrem, a później zwieję.

Bóg

Rozważ ewentualne korzyści i straty. 
Zastanów się co lepsze będzie.
Jeśli zrobisz źle, zbierzesz srogie baty,
nawet gdybyś uciekł, znajdę cię wszędzie.

Wąż

Straszysz, straszysz i wykrzykujesz. 
Pomyśl razy kilka zanim dasz ujść słowom.
Narwany jesteś i kiepsko rozumujesz,
a w myśleniu posługuj się tylko głową.

Bóg

W nerwicy słabnie do rozmowy ochota,
tak więc odchodzę, do zobaczenia.
Odpocznę sobie w kopalni złota,
a ty pamiętaj co masz do zrobienia.


Kiedy cień postaci boga minął najbliższe wzgórze, spod paproci wychyliła się zasmucona twarz kobiety, a następnie jej ramiona w kolorze brązu i puszek w żlebie grzbietu.

Wąż

Sama słyszałaś siostrzenico droga.
On zaplanował schyłek sielskości,
a kara jego doprawdy, będzie sroga,
ku nie mojej, lecz jego radości.

Ewa

Straszne i okropne, a zarazem tkliwe.
Wszak jam jest jego dzieciątkiem.
Dlaczego on to takie stworzenie mściwe?
I co chce zrobić z uroczym niewiniątkiem?

Wąż

Najprawdopodobniej z ogrodu wywali.
Tego nie wiem, lecz on coś planuje.
Na śmierci pozostawi was szali,
i z pewnością wypełni, gdy już uknuje.

Ewa

A czy ty wuju pomóc nie możesz? 
Jesteś mądry i w mowie biegły.
Zmęczysz boga lub retoryką zmożesz,
sprawić możesz, że będzie poległy.

Wąż

Daleko w determinację popadasz. 
Jam tylko sędziego wykonawcą.
Niestety siłą jak na razie nie władasz,
a twój ojciec jest tego sprawcą.

Ewa

Tak więc nadzieje me płonne?
Wysiłki bezowocne?
W Raju są łąki wonne,
a poza nim wiatry mocne.

Wąż

W zła jego jednak planowaniu, 
jest dużo pozytywizmu.
On wywali was w staraniu,
a ty dasz początek skandalizmu.


Zasapany Adam, przemierzywszy ogromną połać lasu, nigdzie nie natknął się na swą żonę i tuż przed zachodem słońca, zrezygnowany i zmęczony, opadł na łące u podnóża góry.

Adam

Poszukiwana - z żebra niewiasta! 
Kruczowłosa. Szkarłatne ma usta.
Rozmarzona, a raczej krzyczasta,
jej wiek- dzień i chwila mglista.

Gdzie się ukrywasz niewiasto miła!
Ach, dokąd poszłaś w nieznaną drogę?
Po twym owocu leży skórka zgniła,
a ja z trawy wciąż wstać nie mogę.

Którędy wędrujesz przyczyno mej tęsknoty?
I jakiej wielkości spoczynkowy masz zakątek?
Czy twój dom to głębia czarnej groty?
A może szałas wśród dzikich lwiątek?

Kobieto to boli, gdy świerszcz gra.
Czy wciąż jeszcze tańczysz mój kotku?
W nocy marznę i wyję z sercem jak kra.
Ty jednak tłamsisz naszą znajomość w zarodku.

Konam, ach konam miła moja.
Z wściekłości z niemożności ciebie zobaczenia.
Mam chęć zabić tego gada, tego gnoja,
który uśmiecha się w odpowiedzi na twe westchnienia.


   Mężczyzna zerwał się na nogi, pełen werwy i zapału i nie wiedząc w którą pobiec stronę począł wrzeszczeć do Pana:

Adam

Halo, Panie! Chwytaj za róg!
Kobietę naszą porwał pełzający gad!
Trąb, trzymaj, ścigaj, bo zabrał ją wróg!
A on uśmiercający posiada w zębach jad.

Halo, Boże! Mężczyźnie pomóż proszę!
Wkroczmy na wzgórze, gdzie ślad się urywa!
Ku tobie w błaganiu ręce wznoszę!
Byś rozegnał gęstwinę co ukochaną skrywa.

Poszukiwana; z żebra niewiasta.
Jest nieco mniejszego ode mnie wzrostu.
Od wszelkich stworzeń bardziej okrąglasta,
a poznać ją można, bo nie posiada zarostu.

Nie chcę już żyć w samotności!
Poznałem istotę niesamowitą!
Bez niej wszystko ma cechy marności,
a Raj jest ziemią, szarością spowitą!

Boże, użyj swej wszech potęgi!
Ruszaj w pogoń za mym życiem.
Proszę, zaoszczędź mi tej mordęgi!
Inaczej zapłaczę okrutnym wyciem.

Bóg

Przestań wrzeszczeć wreszcie, mężu. 
Biadolisz, aż z drzemki wyrywasz.
Idź do lasu, znajdziesz ją przy wężu,
W miejscu gdzie nigdy jabłek nie zrywasz.

Adam

Tak daleko zawędrowała? 
To miejsce przez ciebie zakazane.
Czy jest wciąż jeszcze cała,
czy może jej ciało sponiewierane?

Bóg

Nic jej nie jest, już się uspokój 
Z gadem tylko debatuje.
Idź i poproś ją o pokój,
zanim wszystko między nami zepsuje.

Adam

Naszkicuj mi tylko małą mapę. 
Zrywam się i biegnę za nią.
Powiedz jak, aby nie na gapę,
wiesz jak bywa z moją manią?

Bóg

Drogą prosto, jakąś chwilkę, 
tam przy jaskini w lewo skręcisz.
Później biegiem ponad milkę,
i dotrzesz jeśli nogi nie wykręcisz.

Adam

Dziękuję panie, dziękuję radośnie, 
zaraz dotrę jak sprintowiec.
Z radości wrzasnę wniebogłośnie,
i będę przed nocą jak sportowiec.

Bóg

Nie panikuj tak, bez obawy.
Wstań i rusz spokojnym spacerkiem.
Ja tymczasem zrobię sobie strawy,
może chlebka z żółtym serkiem?

Adam

Tak właśnie zrób; smacznego życzę.
Ja idę, aby zdążyć przed nocą.
Po drodze kilka tortur wyliczę,
które zadam mu mych mięśni mocą.


   Pobiegł w pogoń za niewiastą, aby ustrzec ją od węża przebiegłego, a nawet skręcić mu kark w razie potrzeby, bowiem zuchwałość i wściekłość jaka wdarła się w kuluary jego opanowania, pognębiła spokojny i stateczny charakter jak rajfurka.

Wąż

Ot, biegnie mąż twój zdyszany.
Spocony i wściekły niczym tygrys.
Przez zazdrość ma umysł sterany,
i nie wie, że bóg go z Raju już wygryzł.

Adam

Uciekaj żono, uciekaj czym sił! 
Już pędzę ci na ratunek!
Odejdź póki ci zęba gad nie wbił,
a jeśli wbił zrobię ci opatrunek.

Wąż

Czy on tylko udaje, czy naprawdę jest idiotą?
Gania i krzyczy, całą sielskość zakłóca.
Wszystkie zwierzęta w Edenie o jego głupocie plotą,
i dodają, że pan stworzył nienormalnego buca.

Ewa

Musisz wuju brać na niego poprawkę. 
To człek dobry i przez to cholernie nudny.
Kosi codzień i suszy tą samą trawkę,
i z tej przyczyny to obiekt paskudny.

Adam

Odskocz od drzewa i biegnij przed siebie! 
Zaraz go złapię za ogon i stopą przygniotę!
Pan nasz dobry przy kopalni czeka na ciebie!
A tego bałamuta z powierzchni raju zmiotę.

Ewa

Zamilcz wreszcie wylewny hultaju.
Zatrzymaj się i przystań obok żony swej.
On jest jednym z nas, mieszkańcem Raju.
Jeśli tego nie rozumiesz to stąd wiej.

Adam

Jakim ty językiem mówisz, me kochanie?
Adamem jestem, twym oblubieńcem.
A ty znikaj, bo cierpię na prześladowczą manię,
i przez to możesz stać się mym jeńcem.

Wąż

Zamknij wreszcie jadaczkę, durna istoto. 
Gadasz co ci ślina na język przyniesie.
Płoszysz wszystkie wiewiórki męska cioto,
bowiem echo twych głupot leci po całym lesie.

Ewa

Uspokój się krzykaczu spocony.
Usiądż na kamieniu i odpoczywaj.
Odłóż ten kij w pałkę zrobiony.
I już nikogo kurwa nie wyzywaj.

Wąż

Wszak lepiej nic nie mówić i głupcem się wydać,
niż otworzyć usta i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Twoje słowa nikomu nie są w stanie się przydać,
a posłuchanie przełamie twej żony oschłości.

Adam

Skoro to pomoże memu małżeństwu, 
siadam, proszę i zamieniam się w słuch.
Nie licz jednak na sukces w koleżeństwu,
bo ja się ciebie nie boję, gdyż jestem zuch.

Wąż

Dobrze więc, odważny, pierwszy skaucie.
Posłuchaj co mam ci do opowiedzenia,
jeśli źle wybierzesz skończysz na Jałcie,
a tam trzeba się bić o coś do zjedzenia.

Adam

Umiem ja walczyć, zwłaszcza o pożywienie.
Rankiem odebrałem jajko lecącej kukułce.
Tak ją zamęczyłem, iż prosiła o wytchnienie,
a zdobycz położyłem w jaskini na półce.

Wąż

Gdybyś idioto wiedzą dysponował, 
wiedziałbyś, że kukułki są leniami.
Wtenczas byś z nią nie wojował,
tylko czekał, aż zapełni twą jaskinię jajami.

Ewa

Daruj mu wuju, to człowiek prosty.
Owoce zbiera i złoto wykopuje.
Czyści stawy, wyławiając wodorosty,
i marzenia o bohaterstwie wciąż snuje.

Wąż

Widzisz ten owoc, synu boga? 
To owoc poznania dobra i zła.
Zjesz, a ogarnie cię radość i trwoga,
bowiem on osąd moralny tobie da.

Adam

Pan w słowach mi zrywać zabronił. 
Ze srogim wyrazem twarzy przestrzegał.
Rzekł, iż jeśli zerwę, za rzekę by mnie pogonił,
dodał też, abym się węża, czyli ciebie wystrzegał.

Wąż

Zabrania ci zrywać, a jednocześnie zasadza. 
I nie myśl, że to dla lojalności wybadania.
On w milczeniu na zerwanie się zgadza.
Dlatego, że udziela się mu, ta sama co tobie mania.

Ewa

Właśnie. Mania obłudy i nudności.
Przez to wyrwał ci gnat i mnie uczynił.
Twoje żebro daje alibi dla mojej podłości,
i przez to nie będzie siebie za partactwo winił.

Wąż

Czyż Bóg wyraźnie tobie nie zaznaczył, 
że, co uczynił było bardzo dobre i się radował?
Nie oznajmiłby tak gdyby spartaczył,
oraz w pierwszym dniu, by cię pochował.

Adam

O jego wierze we mnie mam zapewnienie
Gwarantował mi miłość i zaufanie.
Mam tylko uprawiać ogród i zbierać kamienie.
Wówczas nic mnie i rajowi się nie stanie.

Wąż

Jednak posadził konar i mnie uczynił. 
Oraz drzewo grzechu w twoim ogrodzie.
Damę zaś stworzył, bowiem ją będzie winił,
nie ciebie jego genetyczny kodzie.

Ewa

To właśnie jest powodem na tobie zabiegu. 
Mógł wszak z prochu mnie tak jak wszystko stworzyć.
Mniej waszego DNA, to cel jego wybiegu,
a wszystko po to, aby Eden przeze mnie upokorzyć.

Adam

Mówisz bzdury moja nimfetko.
Wąż nakłonił cię to zdrady.
Chodż, położymy się na poletko,
i nie będziemy skłonni do zwady.

Ewa

Nie wrócę do przenudnej egzystencji. 
Zerwę owoc, aby mądrość pozyskać.
Idź, jeśli chcesz do swej ekscelencji,
ja wolę wiedzą, niźli głupotą tryskać.

Adam

Pan zabronił, wyraźnie mi to powiedział.
Nie będziesz jeść owoców z drzewa tego.
Nie ma możliwości, aby się nie dowiedział,
gdybym posłuchał ciebie i kumpla twego.

Ewa

Rację masz, pan zabronił, lecz tylko tobie.
Do mnie bóg nigdy nie przemówił.
Nie uważa mnie jako istoty godnej sobie
i uczynił wuja, aby mnie namówił.

Adam

Toż to jakiś horror mroczny.
Ty i spółka z tą wredną gadziną.
On i drzewo to efekt pracy, uboczny,
i nie możesz obarczać taty winą.

Wąż

Tak to możesz sobie tłumaczyć, 
jam jednak przed tobą tutaj zamieszkał.
I o swej celowości muszę ci zaznaczyć,
że dady wyznaczyć zadania mi nie omieszkał.

Adam

Panie, uchroń od tych dwóch istot upartych. 
Mydlą mi umysł chytrymi słowami,
często od twoich bardziej treściwych i wartych,
jednak niezgodnych z naszymi przykazaniami.

Wąż

Modły wznosisz, czy biadolisz?
Wyglądasz jak nieszczęśliwie zakochany.
I co ty mi tu w kółko pierdolisz?
Że jesteś mą namolnością załamany?

Adam

Nie chce mi się z tobą gadać.
Idę wydobyć kamień czerwony.
Ty wężu, jeśli chcesz Rajem władać,
nie czyń tego za pomocą mej żony.

Ewa

Jeśli stąd odejdziesz, ja już nie wrócę.
Albo jesteś ze mną, albo przeciw mnie.
Pójdziesz do pana, a ciebie rzucę.
Wtenczas zobaczysz co znaczy być na dnie.

Adam

Jesteś mą własnością, dla mnie na pomoc. 
Tak tatuś powiedział po twym stworzeniu.
Tak więc musisz być przy mnie co noc,
inaczej poskarżę się wszechmogącemu.

Ewa

Grozisz pędraku, czy obiecujesz? 
Twierdzisz, że jesteś nieszczęśliwy.
Pójdziesz i powiesz, a związek nasz zmarnujesz,
wówczas przekonasz się jaki twój pan tkliwy.

Adam

Co mam więc zrobić by cię usatysfakcjonować? 
Co uczynić, żeby bogu się nie sprzeniewierzyć?
Czy potrafisz po zasmakowaniu, tajemnicy dochować?
I czy nie ma innego wyjścia jak wam uwierzyć?

Wąż

Mądrość czyni człowieka silniejszym,
aniżeli dziesięciu mocarzy, którzy są w mieście.
Tkwienie tutaj nie jest celem ważniejszym,
Niż opuszczenie granic tego miejsca wreszcie.

Adam

Widzę cwaniaczku jak ją obcinasz.
Na inteligencika bajerujesz.
Na moje oko po prostu przeginasz.
I spójrz na siebie. Niby co oferujesz?

Wąź

Urzekać potrafię i komplementować.
Ciało mam falliczne, długie i zwinne.
W każdy zakamarek potrafię się schować.
A wtedy jej oczy nie będą już niewinne.

Adam

Zboczeńcu obleśny i hultaju.
Skoroś mądry to wiedzieć musisz,
że nie ma pornografii w raju.
I na rozmiar jej nie skusisz.

Ewa

Jam jest natomiast zdecydowana.
Chcę świat poznać, który nie zna granic.
Co do wyższość wiedzy nad głupotą przekonana,
I nie stchórzę przed zerwaniem za nic.

Wąż

Największym grzechem jest tchórzostwo. 
Za wieki świat się o tym upewni,
Kiedy syn boga w Judei zawita domostwo,
A kapłan Kajfasz oskarżeń mu zapewni.

Wówczas, rycerz, człek dostojny i poczciwy,
Piłat Poncjusz, namiestnik dusznego Jeruzalem,
Prokurator i władca dosyć sprawiedliwy,
Brakiem odwagi skończy z Nazarejczyka tchem.

Adam

Jakże to, właściciel tego ogrodu? 
Pan mój najmiłosierniejszy, bóg?
Pozwoli człekowi umrzeć swego rodu?
Pozwoli na to co zrobi z nim wróg?

Wąż

Tak będzie w rzeczywistości. 
Ale teraz tych zawiłości nie zrozumiesz.
Owy pan wasz nie da ludzkości radości,
O tym jednak później, bo teraz myśleć nie umiesz.

Ewa

Ja sięgam, nie wiem jak ty mężczyzno,
Zerwę owoc i wtenczas nad wszystkim pomyślę.
Jeśli taka będzie jego wola, to żegnaj ojczyzno,
A ojcu kartkę stamtąd gdzie pójdę, wyślę.

Wąż

Wasza wola, wasza wolna wola.
Teraz nieśmiertelnością i błogością się cieszycie.
Jeśli zerwiecie skończy się taka dola,
Śmierć, choroby i nieszczęścia ujrzycie.

Adam

Słyszysz niewiasto! Przynajmniej szczery ten wąż. 
Nieszczęścia i śmierć nas czeka.
Zostań w tym pięknym ogrodzie, gdzie twój mąż,
A unikniemy losu grzesznego człowieka.

Ewa

Szczery, rację masz i to w nim cenię. 
Dlatego wierzyć chcę jemu, gdyż nic nie ukrywa.
Pan bóg nie kocha nas tylko tej części ziemię,
I wiem, że wielką tajemnicę skrywa.

Wąż

Ukazałem wam drogę, którą pójść możecie. 
To droga prawdy i wiedzy, jest więc szlakiem najtrudniejszym.
Stoicie na rozdrożu i w tym miejscu kurs życia obierzecie.
Wszak tkwienie w tępocie jest aktem mniej szalachetnieszym.

W wielkiej mądrości wiele utrapienia,
Wiecie co stracić możecie idąc tą drogą.
Kto przysparza wiedzy, przysparza i cierpienia,
A niewiedza jest stagnacją błogą.

Ewa

Chwyć moją dłoń mój mężu, którego kocham. 
Zerwę owoc, a ty go skosztujesz.
Nie wykażesz odwagi, to klęknę i zaszlocham
I przyjaźń między nami zmarnujesz.

Adam

I co dalej moja miła? Co z nami będzie? 
Jeśli bóg nas wyrzuci z Eden ogrodu?
Co poczniemy, tam gdzie nieszczęścia wszędzie?
I co noc przyniesie od słońca zachodu?

Ewa

Sam twierdziłeś, iż pan nasz jest miłosierny. 
Jeśli uczyni nam krzywdę, okaże się, że on gniewny.
W takim razie nie jest on naszej miłości wierny,
Jego dobroć i wspaniałość to fundament zwiewny.

Adam

Dobrze. Wierzę żono w jego mądrość i uczciwość. 
Zjem to jabłko, aby uzyskać twą miłość.
Udowodnię przy okazji mego ojca tkliwość,
I wtenczas zrozumiesz jego dobra zawiłość.

Ewa

Zatem śmiało. Nic nam nie grozi- więc zrywam. 
Pan jest dobry, a mądrość pozwali nam drogi wybierać.
Spójrz, jakie śliczne jabłko, jak je wzrokiem obmywam.
I nigdy więcej nie będziemy się w głupocie spierać.

Adam

Nigdy więcej, śliczna niewiasto miła. 
Owoc ten przypieczętuje nasze uczucie.
Nie pozwólmy, aby niewiedza nas rozdzieliła.
I nie bójmy się, że bóg zacznie złego knucie.

Ewa

Chwyć mnie za dłoń i skosztuj rarytasu. 
Jestem tutaj i dalej pójdziemy razem.
Nie lękajmy się, świni co zżera wszystko- czasu,
A jaskinię naszej miłości zamkniemy głazem.

Adam

Ściskam w dłoni owoc poznania, 
Teraz wgryzę się w miąższ soczysty jego.
Już opuściły mnie przy tobie wszelkie wahania,
A zła nie sprawię, gdyż nie chcę złego.

Wąż

A teraz spójrzcie jak wszystko jest widoczne.
Spójrzcie i nasyćcie się tego czego nie miano wam dać.
Popatrzcie już możecie dostrzec piękno i to co mroczne,
I dzięki temu swoje pragnienia lepiej poznać.

Oto moc wieczna, którą otrzymaliście w nagrodę.
To moc dana wam na wieczne czasy.
Możność myślenia i wchodzenia na właściwą drogę.
Umiejętność poznania i doceniania widoku krasy.

Wieczorem, przyjdzie do was stworzyciel
I karę poniesiecie bólu oraz banicji.
Nie bójcie się jednak. Tak zaplanował wielki marzyciel,
Wywalić was i obarczyć ciężarem długiej ekspedycji.

Zobaczycie jakie będzie światło za bramą ogrodu tego.
Będziecie zasypiać w swej wiecznej obecności
Modląc się tylko w nadziei do niego,
Iż nie uwikła was w swe kolejne podłości.

Sen was wzmocni i mądre sprowadzi myśli
A wypędzić mnie to próba nierealnego,
Kiedy zaśniecie, to raj wam się przyśni,
A strzec, ja będę snu waszego.

 

Privacy preferences
__cookiemgr_infotext__

Privacy declaration

Show details
Our webpage stores data on your device (cookies and browser's storages) to identify your session and achieve basic platform functionality, browsing experience and security.
__cookietype_func__

Zaloguj się