INFO

 

Info z dnia 27.04.2022

 

27 i 28 maja będę na Targach Książki w Warszawie podpisywał swoją książkę. Na miejscu oczywiście będziecie mogli również tę książkę zakupić. Będzie okazja się poznać, a wieczorem planowane jest przez moje Wydawnictwo spotkanie ze mną i dwójką innych pisarzy.

Książkę podpisuję od godziny 16, 27 maja. Jestem tam do 18.

O 19 zaczyna się spotkanie autorskie w Domu Kultury na Ursynowie i potrwa do 22:00. Wejście na spotkanie otwarte. Natomiast w sobotę 28 maja również będę na targach jakoś do 15:00.


Zapraszam chętnych na zamienienie słowa i tych, którzy mają książkę bez podpisu, a chcieliby go zdobyć.

 

 

Zadziwiająca ta codzienność gdy jesteś mistrzem chodzenia po linie ale nikt nie patrzy. Dyscyplina i ryzyko bez widzów.

W toku olbrzymiej pracy aby doprowadzić swoją książkę do esencji, odchudzając ją, pozbywając się powtórzeń, walcząc o każdy znak w stosunku do wydawniczego wymogu, można się zatracić. Tak jakby świat obok nie istniał w tym domu na wsi, palącym się kominkiem i zwierzakami, które są jedynym dowodem na to, że wciąż żyjesz i wiesz po co żyjesz.

I w tym zmęczeniu podróż ta zmierza ku finiszowi. Powrót mojego ostatecznego materiału do końcowej weryfikacji biorąc pod uwagę finałowe uwagi wydawcy i uwzględniając je bądź nie. Tu nastąpi walka między rzetelnością wydawniczą, a poetycką tendencją mej duszy. Czyli ergonomia treści kontra tak ukochane słowa. To wynik ducha czasu, a zatem minimalizowania opowieści by ktokolwiek ją zakupił. To przerażające ale głupiejemy jako społeczeństwa. Cofamy się. Stajemy się społeczeństwem "memowym"

Mniejsza z tym.

W nocie wydawniczej skierowanej do mnie brzmią słowa rzetelnie ale stanowczo, a w nich między innymi to:
"To jest polska książka i adresatem są Polacy. Nie zrozumie Cię afgański talib ani katolik z Malawi. Ani katolik z Kuby, ani obywatel Korei Płn i Japończyk też nie. Już nie wspominając o muzułmanach z Maroka. Za bardzo wyprzedzasz świat. On jest jeszcze tak zróżnicowany, podzielony, nierównomiernie rozwinięty. „Ty i ja jesteśmy z jednej krwi" Kiplinga jeszcze długo nie będzie miało zrozumienia. Celna jest Twoja krytyka religii, ale oczekiwanie, że Twoje słowa trafią do ludzi, a ci cokolwiek zrozumieją, jest wyjątkowo naiwne. Ludzkość nie dorosła do tego. Ludzie w Europie zachodniej dorastają, ale mieszkańcy Konga, Etiopii, Afganistanu, Birmy czy Papui jeszcze długo będą ludzkimi dziećmi."

Zagnieżdża się jak wścibska myśl zdanie "Za bardzo wyprzedzasz świat." Toż to największy komplement dla kogoś kto chce się rozwijać i pisze o nadczłowieku. Ale z drugiej strony ta treść przecież wprost wskazuje, że to nie jest komplement dla książki jako towaru. Ale to bez znaczenia. Nie obniżę swych standardów i niech to będzie książka dla nielicznych, wyjątkowych. To przecież o to toczy się ta walka.

Nie uśmiecham się ale zdanie to jest niczym lina dla człowieka w bagnie. W bagnie, do którego nie pasuję ale przecież nie mogę odejść bo nie ma innego świata.

Doznaję dziwnego odruchu aby podzielić się z tym kimś. Może komuś o tym napiszę, że wyprzedzam ten świat. I napisał to człowiek wydający książki światopoglądowe, człowiek, który niemal już wszystko w tym temacie czytał. Albo tak uważał do tego momentu, a w stosunku do mojej książki użył słowa "manifest"

Z początku wydaje się to ujmujące ale jest olbrzymim plusem, iż ta treść krzyczy. Bo to manifest. Manifest o człowieczeństwo.

Zatem może się komuś tym pochwalę. Patrzę. Patrzę. Nie ma komu. Nie ma komu się pochwalić. I już bez znaczenia staje się fakt czy to wina samotności, zdystansowania się wobec emocji jakimi cieszą się ludzie czy poczucia odrębności.

Dopiero w tym momencie zrozumiałem jak bardzo oddaliłem się od tego co ludzkie, codzienne, zwyczajne, normalne. Jestem sam, całkowicie sam nawet jeśli gdzieś tam żyje dwójka moich przyjaciół, czy rodzina. Oni mają swoje życie, w którym muszą być pragmatyczni. Muszą trzymać się realiów, a ja - co się okazało - wciąż jestem chłopcem, który walczy ze światem.

Mówią, że pióro jest silniejsze od miecza. I jest, ale tylko wśród ludzi wyższych. Stany agresywne skuteczniej używają miecza. I używają. Słowa im przeszkadzają, a nawet są wrogie, zwłaszcza gdy ich wyprzedzają czyli zawstydzają.

Gdy wyprzedzasz świat, twoją magiczną mocą jest pióro ale zgodnie z tym co napisał wydawca, mało kto to zrozumie, a wtedy ginie się od miecza. Bo to on zadaje śmierć aby nie móc już używać pióra. Pióro, a zatem słowo jest największym wrogiem miecza, jednak nigdy w naszej cywilizacji nie wygrało z nim.

Patrzę w bok na leżące przy fotelu psy.
Mówię do nich to czym chciałbym się pochwalić. Mówię, że ponoć bardzo wyprzedzam świat. Aż za bardzo. One leżą ale słyszę jak szeptają "ale przecież my o tym wiemy". I uśmiecham się. Bo to jest jedynie istotne. Ich bezpieczny sen strzeżony przeze mnie.

Reszta to tylko proch i pył.

Zatem zaraz zasnę, a nazajutrz biorę się do ostatecznej pracy. Nie jestem pierwszym i ostatnim. Nawet Nietzsche pisał, iż nie są uszami dla jego ust. Bo nie byli. Nietzsche wyprzedzał świat.

Ja go ponoć też wyprzedzam. Przyjdą inni, którzy go wyprzedzą. Aż w pewnym momencie będzie już za późno. Ten świat się skończy, a na opuszczonych drogach będą kołatały się targane wiatrem zapisane kartki tych, którzy krzyczeli w swych słowach aby zaprzestać.

Aby się ocknąć, opamiętać. Ale nikt ich nie słuchał, a ci którzy im uwierzyli i tak musieli być pragmatyczni i patrzeć na to przez prymat populizmu.

Ale zaryzykowali bo wiedzieli, że ten krzyk musi być wypowiedziany.

Oto i ona.

Zrodzona z z niemego krzyku, który stał się batalią o ludzkie dusze, a więc i batalią o to co na nas patrzy i się nas lęka. A przecież nie powinno się lekąć.

Trzeba być morzem aby móc przyjąć brudną rzekę. Ta książka jest morzem.

To pierwsze info o niej.
Za chwilę, gdy dostanę autorskie egzemplarze napiszę co dalej w kwestii książek z dedykacją. W planie jest też wernisaż ale to jakoś na początku lata.

To była ciężka droga, a ja muszę zdjąć ten bagaż i na chwilę usiąść.

Pamiętajcie, że pisarstwo to zawód, który w zasadzie w tym momencie uprawiam jako jedyny. Zatem zrozumcie, że książka musi się sprzedawać, a egzemplarze z dedykacją muszą być droższe.
Realia twórców sztuki i wydawców w tym kraju są podobne to każdej płaszczyzny; marne.

Zatem ta książka mimo, że jest szczerym i bezkompromisowym głosem -i co za tym idzie nie jest w naszym społeczeństwie populistyczna - stała się produktem.
To efekt wielkich wyrzeczeń i ogromu czasu. To efekt zaglądania w twarzy wszystkiemu co śpi i definiowania tego co mroczne. Pisarstwo jest zapisywaniem swojego przeżycia samotności. Ja podjąłem tę walkę, a oto jej efekt. Ty natomiast chcąc go poczuć powinieneś wynagrodzić mi moje poświęcenie.

 

Privacy preferences
__cookiemgr_infotext__

Privacy declaration

Show details
Our webpage stores data on your device (cookies and browser's storages) to identify your session and achieve basic platform functionality, browsing experience and security.
__cookietype_func__

Zaloguj się