Neftali

Przed nadchodzącą zimą

Przed nadchodzącą zimą

Lubiłbym ją gdyby serca nie przebiła mi strzała ślepego kupidyna...


...-Masz nieodgadnioną twarz- rzekła, kiedy któregoś dnia jako jedyna zrobiła mi herbatę z cytryną o poranku - A myślałam, że będę musiała wiecznie udawać, iż nie wiem kto to jest ów tajemniczy "nikt specjalny" - kiedy patrzysz na takie oblicze nie możesz czuć się zawstydzony. Są ludzie którzy jak cienie stanowią Ciebie tylko w innej postaci. A nikt porządny nie może się rumienić przed sobą samym.
Mówią, że jeśli Bóg Cię kocha spotykasz przyjaciela, jeśli nienawidzi, piękną kobietę.
Zaledwie miesiąc później podaruje mi wisiorek mówiąc:
- To święty Juda.- jej usta, śniade i wąskie usta , zostawały nieco rozchylone, jak pąk kwiecia mimo tego, że zaciskała wargi w napięciu- tylko gdy chciała pokazać, że traci do mnie cierpliwość- Juda od spraw beznadziejnych.- daje mi całusa w policzek- Zasłużyłeś.
Kiedy ujrzałem ją po raz pierwszy miała na twarzy zarysowany obraz kompletnego iddylizmu; jak mała dziewczynka gasząca świeczki na urodzinowym torcie. A herbata w pracy była znakomita.
- Znakomita, prawda?- obserwowałem jej plecy i kark, podczas, gdy ona wciąż do mnie mówiła, nie wiedząc nawet czy cały czas stoję w drzwiach. Ale ona wiedziała. Wiedziała, że wpatruję się w nią z pasją straceńca, a moje oczy szukają pocieszenia. Mogła uchronić mnie przed piekłem i o tym wiedziała.
- Wiedz, że jesteś w o tyle gorszej sytuacji, iż o bohaterach się zapomina, kiedy umrą. Każdy książę będzie żył wiecznie, a zło, którego się dopuści zostanie mu wybaczone. -sięgnęła ciastko śniadaniowe - Ty nie jesteś księciem. Nikt nie zapłacze nad twym grobem, a świat skaże na zapomnienie. - odwróciła się i nasze oczy się spotkały. –„Młodzi, razem walczcie, trwając w zwartym szeregu, Niech was nie skusi podła ucieczka, nie spęta strach. Wielkiego sobie zróbcie mężnego ducha w piersi, Nie trzymajcie się życia kiedy z mężami wasz bój” -kiedy recytowała Tyrtajosa, w jej spojrzeniu nie było obarczenia winą, ani niechęci. Przyjęła mnie takiego jakim jestem.- Jesteś dobrym człowiekiem.- zbliżyła się aby spojrzeć w moje nieprzeniknione źrenice- I powiedz...co to zmienia?

Chłonąłem jej urok i zapach. Poznałem swoja religię; wierzyłem w jej dobro i magię. Mógłbym się do niej modlić, aby tylko była przy mnie. Patrząc na nią, zaczynałem tęsknić za czymś co kiedyś utraciłem. Nie mogłem wiedzieć jeszcze co to było, ale wierzyłem, że się dowiem. Ona mi powie. Powie mi w odpowiednim czasie.
- Kiedy poznawałam mężczyznę, sympatia, uczucia kręciły się wokół trzech, góra czterech punktów. Może i ze względu na mojego chłopaka. Poznałam Ciebie i teraz jest dziewięć i pół.
- Ale to jeszcze nie dziesięć.- zauważam monotonnie.
- Nie dziesięć- patrzy uspokajająco- Nie może być dziesięć.


„Czas nie chce się zatrzymać, każdy upływający dzień postarza mnie, a ja wciąż szukam tego czego szukałem rok temu, dziesięć lat i dwadzieścia lat -
bezskutecznie. Świat pędzi, ja zaś stoję w miejscu, biegnąc za chimerami i coraz mniej wierzę, iż można je doścignąć. Nie ma bezinteresownych uczynków i uczuć, nie ma prawdy, przyjaźni i wierności, nie istnieją idee bez skazy i przysięgi bez pułapek, jest tylko zgorzknienie, które odkłada się we krwi, niczym słoje trującego drzewa.”
Łysiak; „Wyspy bezludne.”

Aniołek

Aniołek

 

- Bogowie mnie nienawidzą.- powiedziałem podczas końca pewnego roku.
- Nieee.- skwitował mój przyjaciel z przekąsem- Wówczas spełniliby wszystkie twoje marzenia.- pochylił się, aby sięgnąć po szybko opróżnianą butelkę wódki- A ty nie masz nic. Zupełnie nic. Jak kurwa w deszcz. Brak wiary w sukces.
- Przepraszam.- chwytam delikatnie kelnerkę za nadgarstek, starając się opanować działanie alkoholu- Boję się ciemnych miejsc, czy możesz mnie odprowadzić do domu?- zrobiłem minę urwisa, ale ona nawet na mnie nie spogląda wymęczona dziesiątkami propozycji i kilometrami przebytymi po lokalu. Zapomniałem o jednej dewizie- nigdy nie podrywać kelnerek i barmanek.
- Jest tu kilku kelnerów, poproś któregoś z nich albo zamówię Ci taksówkę.- brnie zwinnie ku wolności.
- Ale ja nie proszę kelnerów i nie chodzę z taksówkami.
- Podrywać też nie umiesz.- zgarnęła puste szkło i zniknęła za filarem.
- To nowy rok.- zaśmiał się przyjaciel- Wymów życzenie.
- Właśnie je sobie pomyślałem- przegryzłem smak wódki ogórkiem kiszonym.
- Juz się spełniło. Ona luka z poza tego filara.
- Jeszcze się nie spełniło.- wskazuje mu wzrokiem faceta całującego ją w usta schwyconą w biegu- On jeszcze żyje.
- Ona go juz pogrzebała tylko jeszcze o tym nie wie.
- Pamiętaj, aby mi zawsze przypominać żebym nigdy nie podrywał kelnerek.
- Dlaczego? zawsze miałeś do nich słabość.
- Są zabiegane, podrywają je dziesiątki facetów, starają się tylko przeżyć do rana, gardzą męskim wzrokiem tutaj. mają tego najzwyczajniej dość, uśmiechają się tylko z konieczności.- kiwnął głową abym się obrócił co niechybnie uczyniłem.
- W niebie musi brakować anioła jednego.- patrzę jak nademną stoi zdyszana złotowłosa, a facet niosący dwa piwa szczerzy do niej zęby.
- Chłopie czy ty wyobrażasz sobie jak oni się tam teraz kurwa cieszą.- odpowiada na jego podryw rozglądając się po lokalu.
- Cieszą? oj chyba płaczą.- kontynuuje osesek.
- Deprawowałam wszystkich świętych i pozarażałam jakimś paskudztwem.
- ale...- smutnieje chłopak z piwami kiedy ona nie częstuje się żadnym.
- Wywalili mnie z receptą do apteki.- jej spojrzenie zatrzymuje się na mnie. Przeskakuje nad oparciem kanapy i siada. Facet od piw uznaje to za koniec rozmowy, ona sięga po paluszki.
- no to jak? bawimy się? w końcu to nowy rok.- mówi niby wesoło chociaż bez uśmiechu.
- Jeśli obiecasz, że mnie nie zarazisz tym z recepty.- przypominam ostrożnie.
- Chłopcze.- częstuje się fajką ze stołu i zapala.- obiecuję że cię nawet nie dotknę. Nie schlebiaj tak sobie.
- Czuję się więc wyróżniony zważywszy, że puszczałaś się w całym niebie, to znaczy je rozpierdoliłaś, przepraszam, wypierdoliłaś.
- Chcę się tylko napić...tak na krzywy...na ładny ryjek.
- W końcu to nowy rok.- nalewam jej wódki- Bądź moim gościem.
- Wiedziałam, że porządny z Ciebie chłopiec. że postawisz flaszkę nie chcąc za nią wpychać mi czegoś do pochwy.
- Żartujesz. wpychać tam gdzie wszyscy święci? - kumpel przydławił się trunkiem kiedy mówiłem- Nie dam rady, to znaczy on- zwróciłem wzrok ku memu rozporkowi- bo ma o sobie zbyt wysokie mniemanie. Lubi być wyjątkowy.
- Myślisz, że dla niej to jakaś różnica? jeden czy dziesięciu? po jednym i po dziesięciu woda i mydło skutkują tak samo.
- Ale może recept nie trzeba realizować.
- Czasem trafisz jednego i musisz od razu kupić 3 recepty.- stuka swoją literatką o moją i mojego przyjaciela - Nie ma rady na taką przyrodę.
- A serce nie boli?
- A co to takiego?
- Taka pompka.
- Od seksu? od seksu to boli mnie czasem tylko pochwa nie pompka.
- Więc dla pompki to bez różnicy?
- A co ma być? Ona pompuje tylko krew czy śpię, czy się pierodlę, czy jem kolacje.
- A dusza? nic tam nie kłuje?
- Czasem kłuje jak facet ma porządny sprzęt. ale nie w duszy.- wypiła jednym haustem i nie czekając na moją reakcję nalała sobie sama.
- A coś kłuje w duszy?
- Ja nie mam duszy. jestem wyrachowaną suką.
- Może mózg?
- Waży 1150 gram.
- Całkiem okazała waga.
- Zastanawiam się i po co. Czy Ty wiesz, że tam na górze żaden z tych hujków nie zapytał nigdy czy lubię np. krzyżówki?
- A lubisz?
- No ba, takiego ponad kilowego mózga trzeba karmić.
- Karmisz go krzyżówkami?
- Taa, jak to w życiu, mózg krzyżówkami, pochwę kutasami, żołądek sałatką.
- A nie mogłoby być odwrotnie?
- że co? że pochwę sałatą?
- Że jakaś fajna dieta dla pochwy.
- hahaah.- po raz pierwszy się uśmiechnęła. Była taka urocza i niewinna z twarzy. - Żartowniś. Cipka na diecie. Widziałeś kiedyś jakąś cipkę na diecie?
- Widziałem mnóstwo takich cipek.
- No co Ty.- skrzywiła się po własnym drinku - na sałacie kurwa? bez mięsa?
- Aha.
- Oszukiwały.- ucięła szybko - musiały oszukiwać. Kobieta nie wykarmi cipki sałatą. To tak jakbyś pająka chciał zmusić do jedzenia kaktusa. Przecież to mordercza bestia jest.
- Więc cipkowa dieta nie istnieje?
- Może gdzieś tam żyją takie desperatki ale ja nie jestem w stanie tak o suchym pysku...suchej cipce.
- Nie mówię o suchej, mówię o tym, że mózg krzyżówkami, żołądek sałatką, a cipkę tym jednym rarytasem.
- aaaaa.- uniosła triumfująco brew - Ty o wierności. A ja myślałam, że ty naprawdę każesz mi używać sałaty.
- No coś Ty. Nie zrobiłbym Ci tego.
- A czemu miałabym chcieć to zrobić?
- Może z takiej diety wyrosłaby Ci dusza.
- Miałam kiedyś duszę.
- Zgubiłaś?
- Całą duszę dla tego jedynego. Wieczorem raz ujrzałam jak jakaś suka wyciąga głowę spod kołdry pod którą on leżał.
- Może szukała kolczyka.
- Coś Ty, oba miała na uszach. I nie tylko kolczyki zwisały jej z uszu.
- I to wtedy oddałaś dusze?
- Przeleciałam wszystkich jego kumpli.
- Dobry sposób na...- przerwałem aby podrapać się po głowie - No nie wiem kurwa na co.- nie wiedziałem.
- Dobry sposób na zemstę.- wyręczyła mnie.
- Na kim się mściłaś? Na swoim ciele?
- Przestań. Na nim. To jasne.
- Czy ja wiem. Nie wystarczyłoby splunąć mu do stóp? tak pogardliwie?
- Chciałam aby poczuł jak to jest.
- Jak jest bzykać jego kumpli?
- Jak jest wiedzieć, że pierdolisz się z innym.
- Zyskałaś coś oprócz utraty duszy?
- Rozgłos.
- Pewnie czułaś się jak gwiazda.
- Polubiłam to. Zwyczajnie. Czemu nie można roznosić miłości po całym mieście. Sex jest przyjemny.
- Tak jak orgazm co nie znaczy, że mamy się brandzlować na ulicy.
- To nie to samo.
- Dokładnie to samo. Chcesz wiedzieć co jest najprzyjemniejsze? Powściągliwość, wówczas każdy owoc smakuje najlepiej.
- Obżarstwo też jest dobre. Jeśli dobrze się trawi.
- Zrób proste doświadczenie. Pogłodż się, dwa dni, a później pójdź do restauracji. Sam zapach potraw sprawi, że wylądujesz pod sufitem. Rozkosz. Później oczywiście zamów coś i jedz powoli. Każda sekunda będzie wiecznością. A teraz zjedz te chipsy, paluszki, śledzika, i sałatkę. Zamówimy jeszcze coś pieczonego. Jutro na śniadanie wciągnij jakąś pizzę, a po południu idź do restauracji. Nie poczujesz nic, zjesz coś to jasne ale czy odróżnisz jakieś smaki. Bez szans.
- Przerysowujesz.
- To banalnie proste. Codzienny barszcz z uszkami zabiera nam wyjątkowość świąt.
- Z facetami jest inaczej. To nie barszcz cholera.
- Więc zrób drugi eksperyment.
- Kiepski ze mnie naukowiec.
- Nie dawaj przez tydzień albo dwa. a później wybierz kogoś skrupulatnie.
- Dlaczego skrupulatnie?
- Każdy towar ma określoną jakość. To tak jak z Liścami sałaty; są soczyste, zielone, zwiotczałe...nie wiem, nie znam się na sałacie.
- Myślisz, że dyszenie samca nad Twoim uchem ma różne barwy?
- Nie wiem jak z dyszeniem samca nad uchem ale dyszenie samicy pod uchem z pewnością ma.
- Czyli, że pochwa to nie tylko pochwa ale jeszcze jakość pochwy?
- Prawie wyjęłaś mi to z ust.
- Przecież to tylko dziura do cholery. Wiem, że dla nich liczy się tylko zatkanie tej dziury jak najszybciej.
- Nie wiem jak dla nich ale są na świecie takie ktosie, którzy lubią fajne dziury.
- Samiec to samiec. Nie zeżresz nic przez miesiąc to i dżdżownice wpierdolisz.
- Pewnie z głodu tak. ale jeśli mogę polować i wybierać to nie muszę żreć małych, tłustych, śmierdzących robaków.
- Ale dopóki nie weźmiesz w dłoń nie będziesz wiedział, że jest tłusty i śmierdzący.
- Ok, ale biorę w dłoń i mogę wywalić. To, że masz coś w dłoni nie znaczy, że musisz od razu wkładać do ust.
- o kurwa.- wymówiła zbyt głośno przez co na chwilę staliśmy się stolikiem największego zainteresowania. - Nie wiedziałam.
-Najlepiej w ogóle nie sięgać jeśli nie jest się głodnym. A jeszcze lepiej sprawić tak aby chcieć być głodnym i jeść własną uprawę z wyjątkowego pola.
- kurwa.- przerwał nam przyjaciel- zaczęliście od aniołka a jesteście przy polu.- odkręcił kolejna butelkę wódki- Muszę się napić.
- Mądrala z Ciebie. Pewnie też lubisz krzyżówki.- kontynuuje ona- Co mam zrobić aby odzyskać duszę?
- Musisz znowu być małą dziewczynką.
- Że co?
- Że przestań się puszczać.
- Wtedy będą mnie szanować?
- Wtedy będą śnić o Tobie.- spotkałem się wzrokiem z niedawną kelnerką- I Ty zaczniesz szanować siebie.- minęła stolik i podążyła dalej.
- Śnić o mnie. Pięknie. Jeszcze nigdy nikt o mnie nie śnił.
- Bo każdy Cię miał. Śni się o postaciach z bajek za którymi się tęskni.
- Oni tęsknili za mną. Tak mi mówili.
- Ich kutasy tęskniły ale one nie mają ani mózgu ani duszy. Czasem się dziwię, że taka mała waga, a takie duże znaczenie dla niektórych.
- Jak odzyskam duszę to będzie mi lepiej?
- Będzie.
- Łatwiej?
- Nie
- Więc po co miałabym chcieć to robić?
- Aby było lepiej.
- Ale to łatwiej znaczy lepiej.
-Nie. Łatwiej to łatwiej, a lepiej to lepiej.
- A masło to masło. Ja nic kurwa nie rozumiem.
- To weź przestań żreć tą sałatę i skosztuj trochę protein.
- Że białka?
- Aha
- no dobra.- poprawia kosmyk włosów zalotnie- To chodź.
- Banan kurwa.- mówię wbrew pozorom bardzo delikatnie- Zjedz banana.
- Ty jesteś jakiś dziwny. Ty w ogóle jesteś stąd?
- Ne, nie jestem.
- A skąd Ty jesteś jeśli nie stąd?
- Z daleka.
- Ale z ziemi?
- 80 kilometrów na północny wschód.
- Od Ziemi?
- Od Ziemi to kurewsko daleko.
- A gdzie to?
- Do góry i w prawo.
- Do góry i w prawo.- sprawiła, że jej rozwiane wcześniej włosy nabrały ponownie smagłego uroku. Śliczna była ta Anielica.- Ja nawet nie wiem gdzie kurwa jestem a ty mi każesz do góry i w prawo.
- Jesteś w sorento.
- To miasto?
- Miasto to Bolków
- A gdzie to?
- Na dolnym śląsku.
- To gdzieś w Afryce?
- Aniołku co z Tobą? przecież 1150 gram to waga całkiem zobowiązująca.
- A co Ty kurwa myślisz, że ja wiedziałam gdzie spadałam.
- To Ty naprawdę?
- A co myślałeś? że do jakiegoś Bolkowa recepty przyjechałam wykupić? Wywalili mnie.
- Więc tam naprawdę brakuje aniołka?
- Skurwionego aniołka.- dodaje z uśmiechem- Ale jest nowy rok. Mam postanowienie.
- Masz dwa wyjścia. możesz zostać kurwą albo aniołkiem. Na tej planecie lepiej być...
- Cichoo.- przytyka palec do mych ust. pachniał cytryną po tym jak wymieszała sobie nim drinka. - Sama na to wpadnę.
- Sama to Ty wpadniesz pod pociąg towarowy wypełniony całym województwem samców. Lepiej wracaj tam skąd przyleciałaś.
- Pomysł dobry ale nie wiem jak. Ja nawet nie wiem w której części Afryki jestem.
- Pogoda jest całkiem nie afrykańska. Proszę Cię nie bądź durnym aniołkiem. Nie niszcz mojej wiary we wróżki. Wiąż fakty ze sobą.
- No dobra. więc jestem w europie. Wyglądasz jak wiking więc muszę być w europie.
- Prawie to samo plemię.
- Nigdy nie spałam z wikingiem.
- A ja nigdy nie bzykałem aniołka.
- Więc może.- zamilkła w oczekiwaniu
- Aniołka? - przyjaciel wpatrywał się w nas jak zaczarowany, jego dziewczyna tańczyła z siostrą, a ja chłonąłem urok to raz aniołka to raz kelnerki. Prawdziwy ze mnie skurwiel.- Z opowieści którą tu usłyszałem jesteś trochę inna niż aniołki z moich baśni.
- A co z tamtymi? mają mniejsze cycki?- zapytuje z przejęciem Ona.
- Czy Ty wiesz jak ciężko jest pić przy kimś takim jak Ty i myśleć o baśniach i aniołkach?
- Możesz mieć jednego.- pochyla się nad stołem- Na własność, prywatnie, na co dzień. Skoro już wylądowałam w tej afryce...przepraszam europie to czemu nie oddać się wikingowi.
- Jak na wikinga to całkiem zagorzały ze mnie słowianin. Chociaż kto wie czy kiedyś, gdzieś tam jakiś wiking nie dopadł mojej pra,pra,pra babci jak zbierała bursztyn.
- A widzisz.- całuje mnie w policzek jak mała dziewczynka, nieco tak dla żartu- Czasem wielki człowiek może zaistnieć poprzez zupełne przypadkowe, małe pierdolonko.
Czemu niby jej nie uwielbiać. Ot, taki tam zepsuty aniołek. Wywalili ją chociaż wcale się nie dziwię.
- Idę się poruszać.- puszcza do mnie oko.- Obiecuję, że będę grzeczna.
Grali coś szybkiego, trochę w głowie mi dudniło, nabrałem powietrza do płuc. Nie mogłem pić wódki, to znaczy wiedziałem, że nie mogę bo poziom agresji po wódzie wzrastał mi do pułapu poza wszelką kontrolą. Przyjaciel to wiedział ale on też lubił drastyczne próby sił. Jego dziewczyna za to wiedziała i nie lubiła. Zabrała nam flaszkę i zamieniła na wodę. Tak na godzinę, mówi, abyśmy nie rozpierdolili całej imprezy.
- Czy TY stary byłeś tutaj cały czas?- patrzy na mnie, a ja podnoszę wzrok na niego.
- W tym samym miejscu.- staram się dostrzec gibającego się Aniołka, a przez to wpadam na korpulentkę w czerwieni.
- I byłeś podczas rozmowy z nią?
- Stary.- mówię wypijając całą szklankę wody- Ja nawet z nią rozmawiałem.- resztki z dna z lodem wylałem na czoło.
- Ok. mówi dając znać, że przyjął- Więc powiedz mi czy to Anioł czy zwykła kurwa.
- A jaka kurwa jest niezwykła?- zapytuję otwierając oczy bo przy zamkniętych świat wiruje.
- Ok. Więc to Anioł czy kurwa?
- Wyszło na to, że to skurwiony Anioł.
- Stary.- nakłada sobie sałatki- Czy Ty widziałeś jej oczy?
- Widziałem jej cycki.
- Ale oczy.- wrzuca na talerz też mi. zawsze o mnie dbał.
- A to nie to samo?
- Oczy ma mniejsze.- kiwa na kelnerkę.- Ja wiem, że nie odprowadzisz go do domu ale czy mogłabyś przynajmniej przynieść mu widelec?
- A czy on kurwa nie może sam tego zrobić.- odkrzykuje zbuntowana.
- Kochasz tego gościa przy filarze?- zadaje jej pytanie na co ona zmieszana odwraca głowę aby się przekonać kto tam stoi. Stał jej facet.- Więc uwierz mi, że nie chcesz aby on sam szedł po ten widelec.
Przekonał ja, ja wygrzebałem lód z pojemnika i położyłem na czoło.
- Więc nie widziałem jej oczu. Nie mogę podnieść głowy wyżej niż wysokość ramion.
- Więc jak ona tutaj wróci to podnieś głowę. Ma oczy takie, że można się zakochać. Gdybym nie był już zakochany to bym ją już kochał.
- Nie można kochać dwóch?
- Nie.- odpowiada szybko. Lubiłem go. Był facetem z kosmosu. Nigdy nie zdradzał. Kochał jak dziecko.- Nie w ten sam sposób.
- Biorę Cię za słowo. Ma zajebiste oczy.
- Proszę.- staje nademną kelnerka z widelcem.
- O.- patrzę na nią ponad jednym promilem- To jest dziewczyna którą kocham.
- Kurwa.- zawsze, szybko ripostuje- naprawdę nie umiesz podrywać.
- Kiedy ja nie podrywam.- wzruszam ramionami zabierając widelec- Informuję tylko o swoim uczuciu.
- Więc poinformuj swoją rudą dziwkę zanim zapomni o nim i puści się na parkiecie.- odwraca się i idzie.
- Stary, przecież to kurwa zazdrość jest.- zauważa przyjaciel.
- To nie zazdrość. To zwykła dziwka.
- Ja nie o Aniołku, ja o kelnerce.
- Przecież ona mi kurwa ledwo ten widelec przyniosła.
- Ale z jaką furią.- podniósł głos.- Przecież w tym jest większe napięcie niż buziak z tym burakiem przy filarze.
- On wciąż żyje?- nie wiedziałem bo siedziałem tyłem.
- Do kolejnej flaszki.- delektuje się sałatką patrząc na swoją dziewczynę na parkiecie- Mieliśmy nie pić tyle...tak szybko. Ale jak zwykle wyszło odwrotnie.
- Uwielbiam pić w tej afryce.- podłapałem od Aniołka- mogę się schlać, zawsze trafi się jakiś wiejski kozak i zawsze mogę iść środkiem ulicy i usiąść na kamieniu. i na tym kamieniu przesiedzieć do rana. Kocham małe afrykańskie miasteczka.
- Czemu nie zabierzesz jej ze sobą?
- Muszę najpierw go zabić. Jesteś szeryfem, muszę najpierw Cię spić.
- Połowa knajpy tutaj to szeryfowie.- przypomina.
- Więc czeka mnie ciężkie zadanie. Muszę schlać was wszystkich.
- Ale ja nie o niej. Ja o Aniołku.
- O tej dziwce?
- To pomówienia. Nic złego nie zrobiła.
- Sama o sobie tak mówi.
- To baba. Nie wie co mówi.
- To dziwka.
- To Aniołek. Jeden, całkiem zajebisty Aniołek.
- A co ja będę robił z Aniołkiem?
- Nie wiem. Co się z nimi robi? Modli się do nich?
- Ty od modłów to ja mam jakiegoś skretyniałego Boga. Laskę to ja chcę mieć do łóżka.
- Wiedziałam kurwa, że kolejny szowinista.- kelnerka akurat przyniosła nową popielniczkę.- Czasem facet wydaje się fajny. Nie obcina Cię bezpośrednio na dupę, patrzy w oczy, a przy tym ma takie mądre spojrzenie i płochliwe. A później okazuje się, że to zwykły kutafon chcący złowić coś pod swoją kołdrę. Czy Wy naprawdę musicie mieć kutasy zamiast mózgów?
- A po "łóżka" był przecinek i miało być do kochania, do przebywania, do uwielbiania.
- jak dla mnie to po "łóżka" był zajebisty wykrzyknik aby wszyscy przy tym stole ujrzeli jakim samczym jesteś samcem.
- Ale kurwa tu siedzi tylko jeden gość.
- Więc on już wie. Za dwadzieścia złotych dj ogłosi to przez mikrofon.
- Masz stówę skarbie.- wyciągam banknot i wkładam jej do kieszeni- Niech ogłosi to pięć razy. Niech powie, że jestem największym skurwielem na tej planecie.
- Nie przesadzaj.- odrzuca banknot - To mała wiocha. Do planety nam daleko. Szkoda kasy, zostaw na swoją dziwkę, może to jej zaimponuje.
- A Tobie?
- Mi nie imponuje kasa.
- To dobrze, bo ja jej nie mam.
- Oszczędzałeś cały rok aby zagrać kozaka na wiejskim sylwestrze?
- No coś Ty.- przyjaciel z sąsiedniego stolika skombinował wódkę- Zaciągnąłem kredyt w providencie.
- I teraz jesteś kozakiem z Wrocławia co?- przysiadła na oparciu- słyszałam o Tobie. Ostatnio jakaś dupa wydrapała Ci oczy. Musiałeś być napalony na nią.
- Z tym kredytem mógłbym być na balu u prezydenta, a przyjechałem na wieś. Opowiadali mi o Tobie, postanowiłem zmarnować cały kredyt aby móc być blisko. Oczy wydrapała mi dupa ratując życie swojemu chłopakowi. Nie śmiej się bo dziś możesz być w podobnej sytuacji.
- Ja nie mam chłopaka.
- Jasne.- podaję jej kieliszek wódki- A ten pod filarem wymyśla mi już tortury
- Jeśli go tkniesz to Cię zabiję.
- Chcesz być moja?- pytam od niechcenia, a ona wypija kolejny kieliszek. wchodzi znajomy.
- Muszę iść. szef przyszedł.
- Bądź moja.- chwytam ją za rękę, znajomy podchodzi i patrzy.
- Stary kurwa. Wiedziałem, że bez Ciebie się nie obejdzie.- patrzy na nią i na moją rękę.- Widzę, że moje pracownice dbają o samopoczucie klientów.
- Przepraszam, ale...- zaczęła, a znajomy po przywitaniu się usiadł.
- Spokojnie.- uśmiechnął się do niej szeroko.- Jeśli masz tutaj kogoś uszczęśliwiać to właśnie jego.- uniósł w górę kieliszek- tylko kurwa wywal tego swojego do domu. To grozi holocaustem.
- Przepraszam szefie ale ja wracam do roboty. ten tutaj juz ma swoją dziwkę.- "ten tutaj" brzmiało upokarzająco.
- A to dziwne bo on unika dziwek jak wampir lustra.
- to nie dziwka. To Anioł.- wtrąca przyjaciel.
- Anioł.- zainteresował się- Tutaj? w Bolkowie? Kurwa, coś mnie ominęło?
- Zwykła panienka huj wie skąd.- wyjaśniłem polewając kolejkę.
- Nie chuj wie skąd tylko z nieba i nie panienka tylko anioł.
- Gdzie niby to zjawisko?
- Ty mu nie mów bo ten facet ma dwa kutasy w każdej z półkul. One nie znają się na krzyżówkach.
- Jakie one?
- Te kutasy pod czaszką.
- Stary, ja jestem zajebisty w krzyżówkach. krzyżuję blondynki i brunetki w jednym miejscu; moim samochodzie.
- A ja was pierdolę. wszystkich. Idę usiąść na kamieniu.- wstałem nieco się kolebiąc i starałem się przeskoczyć oparcie kanapy .
- Kochanie gdzie Ty idziesz.- słyszę głos. Dobiega gdzieś z ciemności. odwracam się do niej i widzę postać Anioła.
- Zostaw mnie. - nawet przy kilku promilach nie upadam bez walki. odpycham kogoś, zatrzymuję się przed ślicznotką z tacą.
- Nie wygłupiaj się. Nie możesz go zabić. W ogóle nie możesz mu nawet powiedzieć "spierdalaj" Ja go kocham.
- A ja mam to w dupie. liczy się tylko to co ja czuję.
- Słuchaj.- zbliża usta do mego ucha.- za dziesięć minut mam przerwę. Chodź na zaplecze. Właściciel to Twój przyjaciel, załatwi wszystko.
- Angi.- odpowiadam jej- Ale ja nie chce się jebać. .- kiedy ja jej szepczę, moje usta dotykają jej ucha- Ja chcę kochać.
- Aleś Ty się najebał.- głaszcze mnie pobłażliwie po głowie.- Numer masz w kieszeni. Jak jutro wytrzeźwiejesz, to zadzwoń.
- Jeśli przeżyję bo mam inny plan.- mówię i idę w stronę wyjścia.
- Skarbie.- dopada mnie inny głos.- Nie tam.- łapią mnie delikatnie dłonie. Podnoszę wzrok i widzę jej oczy. Niespokojną toń.- Wszystko czego potrzebujesz jest tutaj.- obraca mnie i kieruje na powrót do stolika.- Ja i przyjaciele.
- A kim Ty jesteś?- mrużę oczy kiedy podchodzi dziewczyna przyjaciela i nie zwracając uwagi na Aniołka przytyka do mych ust lodowaty napój.
- Jeśli chcesz aby wszyscy żyli.- chwyta jej dłoń aby ona wzięła literatkę- To on musi pić wodę. Tylko wodę.
- Skarbie.- powtarza Aniołek- Wróciłam z parkietu do Ciebie.- głaszcze mnie po policzku.- Dla Ciebie.
- Poczekaj.- koncentruję się aby obdarzyć ją uśmiechem.- Skombinuję dla Ciebie jakiś medal.
Zostawiłem ją zdezorientowaną i skierowałem się do wyjścia. Dopadła ją dziewczyna przyjaciela:
- Zrozum dziewczyno, że to Marsjanin. każdy z takich dziwolągów jest cudzoziemcem w każdym miejscu, nawet we własnym domu, pośród własnej rodziny poprzez swą wybitność, czyli inność. To intruz z Marsa, obcy, nigdy nierozumiany i nigdy do końca niezaakceptowany. Taki człowiek w bliskim kontakcie zawsze jest cudzoziemcem... -dalej nie słyszałem, wyszedłem na minus dziesięć stopni. usiadłem na krawężniku. Po chwili podeszła kelnerka, dostałem buziaka jak przez mgłę, później też dostałem buziaka nieco dłuższego i nie wiem czy od tej samej kelnerki. Chwile potem zjawiła się dziewczyna przyjaciela. Ona jedyna o mnie tu dbała, nie mówiąc o przyjacielu ale o niego też trzeba było dbać. co by było gdyby nie te wspaniałe kobiety. Matki, siostry, bliskie One.
- Stary.- mówi przyjaciel kiedy siedzę na powrót przy stoliku.- To całkiem gorąca ziemianka. Jesteś wolny, ona jest zajebista. Bierz ją, jest tutaj obca. Potrzebuje dachu nad głową, a Ty potrzebujesz aby ktoś poszedł po syrop kiedy masz 41 stopni gorączki.
- Aniołku.- mówi mój przyjaciel do niej.- I co teraz?
- Nie wiem. To znaczy wiem, że chce wrócić ale nie wiem jak się dostać do nieba.
- Aniołku.- powtarza.- Ja wiem jak to zrobić.- oznajmia i zapisuje na kartce jakieś słowa- Znajdź się jutro tam. Stamtąd dostaniesz się do nieba.



  Jeden dzień później wszedłem do domu. Siedziała ona z moim kotem na łóżku tuż przy piecu. Wyglądali jak dwie jakieś nierealne istoty z bajki. spojrzała tylko na mnie podczas gdy kot zamiauczał i podszedł. Spojrzałem na kartkę leżącą na biurku z własnym adresem pisaną ręką mojego przyjaciela. Zrozumiałem w mig, że klucze zdobyła od sąsiadki opiekującej się kotem. Cóż, została, jak kot trzy lata temu.

 

dzień święty święcić

dzień święty święcić

 Jeden miesiąc i trzynaście dni później wchodzę do domu, w czajniku ciepła woda, w tle słychać muzykę, to z sypialni. Otwieram drzwi, spod kołdry wychyla się Ona. Patrzy na mnie przez chwilę jak opieram się o futrynę.
- Zgubiłaś kochanie kolczyki? - zarzuca kołdrę aby ukryć jego twarz. On dyszy ciężko.
- Wiesz przecież jak je lubię.- uśmiecha się wstając. Jest całkiem naga, ma wspaniałe ciało. Tak wspaniałe jak podczas sylwestra.- Tak skrupulatnie wybierałeś ten prezent.
- A on?- pytam kiwając głową na faceta leżącego w moim łóżku- Co on zgubił?
- Oj kochanie, nie rób scen. Ja wiem, że Ty szybko tracisz cierpliwość ale proszę Cię nie rób scen. Zaraz przypalisz papierosa, mimo że nie palisz tak jakby życie to była wyreżyserowana scena z melodramatu. Nie rób scen, to tylko zwykły facet, nikt specjalny.
- Pomagał Ci szukać skarbie?- pytam chociaż wcale nie mam fajek. Nie palę od kilkunastu lat ale ona chyba nie zakodowała.
- Oj kochanie nie rób scen. proszę Cię tylko, nie awanturuj się. Ostrzegałam, że nigdzie nie wychodzimy, nic się nie dzieje. To kino, dwa razy w tygodniu to samo za miesiąc obejrzymy na satelicie. Teatru nie lubię wiesz o tym, a dyskoteki Ciebie denerwują. Nie rób scen. zawsze jesteś taki poważny kiedy mnie o coś podejrzewasz, oj przestań już.
- Dobrze skarbie,- układam rozrzucone jej ubranie- Powiedz mi tylko dlaczego.
- Co dlaczego?
- Dlaczego obciągasz temu facetowi w moim własnym łóżku?
- Wielkie mi halo.- wyciąga bluzkę z moich rąk- Taki byle kto a Ty robisz awanturę. Oj jak Ty uwielbiasz się awanturować. zawsze miałam obawy co do tego. Nawet mnie ostrzegano, że przesadzasz w kwestii wierności kobiet.


W biurze z koszmaru obudziła mnie koleżanka.
- Idź już do domu. Kupiłam ci lekarstwa zanim się rozchorujesz na dobre.- kładzie na moim biurku reklamówkę- I znajdź wreszcie kogoś kto będzie robił to za mnie. - wychodzi i znika. Pomyślałem o moim Aniołku, którego wyciągnąłem z knajpy w sylwestra. Wywalili ją z nieba i nie miała gdzie się podziać. Przygarnąłem stworzenie ale ona nie chodziła do apteki widocznie. Ciekawe czy w ogóle wykupiła te swoje recepty.
Zdecydowałem się iść do domu ale coś mnie podkusiło aby zadzwonić do niej i jej o tym powiedzieć.
- Halo skarbie.- wita mnie szczęśliwa, prawie jak zdyszana.
- Chyba będę chory.- informuję ją.- Wychodzę mimo że miałem posiedzieć dłużej. Za chwilę więc będę w domu.- staram się cedzić słowa aby przyjęła do wiadomości.- To bardzo ważne kochanie, więc mnie nie zawiedź. Masz na to piętnaście minut.
- Dobrze skarbie. Mam dla Ciebie obiad.- jest naprawdę zachwycona, czuję to w jej głosie- Czekam niecierpliwie.
Wychodzę z biura i wsiadam w wyziębiony samochód. Jadę w kierunku domu, powoli, słuchając radia. Po piętnastu minutach wchodzę do domu. Anioł mnie wita, na patelni schabowy z ziemniakami. ładnie podgrzane.
- Dziwnie pachniesz.- zauważam kiedy daje mi buzi- Proteinami. - stwierdzam od niechcenia.
- Banan kochanie.- uśmiecha się- Jadłam banana.
- A masz dla mnie?.- zapytuję pełen nadziei.
- Kochanie, kupiłam ale tak mi posmakowały, że zjadłam wszystkie.- kiedy to mówi ja wyciągam kartkę z jakimś rachunkiem i wrzucam ją do kosza na śmieci.
- A to dziwne bo nie ma skórek.
- Skarbie.- miesza ziemniaki ze schabowym aby podgrzały się z drugiej strony.- Jak zjadłam te owoce to mi było głupio takiej zachłanności i abyś nie zauważył poszłam i wyrzuciłam śmieci.
- A te wczorajsze?- pytam smutno- Nie mogłaś wyrzucić i tych wczorajszych?- wskazuję głupio na prawie pełen kosz.
- Jakoś nie pomyślałam - śmieje się niewinnie.- Głuptas ze mnie.
- Skarbie muszę Ci coś powiedzieć.- wieszam płaszcz i myję ręce w kuchni..
- Coś się stało?- pyta z niepokojem.
- Miałem stłuczkę.
- Samochodem? - kładzie mi dłoń na ramieniu- Ale wszystko ok?
- Z autem czy ze mną?
- No z Tobą.
- Jak widać.
- A z autem?
- Na szczęście jechałem jeepem. A wiesz jaki on jest.
- Prawdziwe z niego bydlę. Wiem.- uśmiecha się uspokajająco.- Więc nic poważnego.
- Tylko orurowanie się urwało jak przypierodliłem w niego.
- Więc pospawasz i będzie ok. - podała mi obiad z patelni.
- A nie mogłaś kochanie ugotować czegoś? Ten kotlet jest z niedzieli, a dzisiaj mamy wtorek.
- Skarbie chyba nie wymagasz abyśmy codziennie gotowali. To znaczy abym ja gotowała. Czy Ty wiesz ile to czasu zajmuje?
- Wiem ile czasu moja praca zajmuje. Wstaje rano i wychodzę. Wracam po zmroku.
- Co z tym jeepem kochanie?
- Pospawam i będzie ok.
- Więc nic się nie stało. A z czyjej winy?
- No ja byłem na głównej, on był na podporządkowanej.
- Więc nie Twoja, naprawisz z jego ubezpieczenia.
- Właściwie można byłoby tak myśleć gdyby nie pewien szczegół.
- Jaki skarbie?- docieka polewając ziemniaki tłuszczem.
- Zjechałem nim na trawnik i rozpędziłem do prędkości sześćdziesięciu na godzinę. Trawnik już nie był główną.
- Jak to trawnik. - spojrzała na mnie z przejęciem- Po co miałbyś to robić skarbie?
- Aby go trafić dobrze. Czaił się z wyjazdem jak jakiś niedzielny kierowca z toyoty avensis. Wiesz jak nie lubię takich hujków. Więc zjechałem na trawnik.
- Ale kochanie dlaczego miałbyś chcieć go trafić a nie ominąć?
- Po prostu nie lubię takich hujków. Wiesz o tym.
- Ale to nie powód skarbie aby kasować każdego niedzielnego kierowcę bo ich nie lubisz.
- Myślisz, że przesadziłem?- uniosłem na nią wzrok- Widzisz, jak tak jechałem i zobaczyłem ten mały, czerwony samochodzik wyjeżdżający spod naszego bloku, coś mi krzyczało abym mu przypierdolił.
- Krzyczało?
- "Przypierdol mu". mówił głos. "przypierdol mu, to facet który Ci coś ukradł"- patrzę na nią, a ona wyciąga na talerz z moim obiadem dwa ogórki.
- Ale jak ukradł skarbie? - postawiła mój wymarzony obiad na stole.- To złodziej jest? Czy coś nam zginęło i Ty to przede mną ukryłeś?
- Nie wiem kochanie. Ale głos mówił wyraźnie. I mu przypierdoliłem.
- No to ma za swoje. Przestanie kraść złodziej jeden. Twoje przeczucia zawsze się sprawdzają więc zrobiłeś słusznie.
- Niestety ale masz rację kochanie.
- Zamknęła go już policja? Tego złodzieja?
- Pewnie go zamkną po tym jak uwolnią go z wraku. Wbiłem go w budynek.
- Kochanie o czym Ty mówisz.- sięgnęła do okna.
- Wkomponowałem go i ten jego czerwony samochodzik w skraj budynku.- skosztowałem ziemniaków. Były okropne.
- Ale...kto to był? zabiłeś go? - obserwowała jak strażacy tną blachę.
- Nie wiem kto. Nikt go nie zna. Ponoć wyszedł z naszej bramy. Może był u sąsiadów.
- Kochanie.- zamyka okno i staje nade mną- Zajechałeś niewinnego człowieka.
- Nie przesadzaj.- kotlet też do dupy- Nikt nie jest bez winy.
- Ale on...- wyszła na przedpokój i przyniosła paczkę.- On przywiózł Ci tylko paczkę.
- O tej porze?
- To kurier.- wymyśla szybko- Nie listonosz.
- A to dziwne bo jak mu przypierdoliłem to sąsiad powiedział, że musiał kogoś odwiedzać bo tu od trzynastej siedzi.
- Może zaparkował i poszedł paczki roznieść.- zauważa.
- A może zaparkował nie tylko na podwórku.
- Co przez to rozumiesz?
- Twój garaż, to znaczy Twoją pochwę, chociaż kto kurwa wie czym ona różni się od garażu.
- Ty skurwysynu.- mówi rzucając jednocześnie talerzem z moim obiadem o podłogę. To się najadłem.


"Prędzej czy później na którymś etapie stałego związku, usłyszysz: {kochanie, musze z Tobą poważnie porozmawiać} sądząc, że chodzi o comiesięczną poważną rozmowę na temat braku kobiecych ubrań w domu, przestraszysz się umiarkowanie gdyż bywają w życiu gorsze rzeczy niż bezwstydna zachłanność dyktatorów mody i właścicieli magazynów. Jednak tym razem będzie coś gorszego niż tekstylia, biżuteria i wyspy Bahama na urlop. Ona zacznie mówić, że ma okropny kryzys psychiczny z którym musi się uporać bo inaczej do reszty zwariuje. jest znerwicowana, zmęczona, zagubiona, przytłoczona, wykończona, rozbita, i pod kreską, nie rozumie samej siebie oraz sensu życia. W tym celu mimo, że bardzo Cię kocha pragnie na jakiś czas Cię opuścić i pomieszkać gdzieś sama, samiuteńka, co pomoże jej odpocząć, przemyśleć wszystko, zregenerować nerwy i wyjść na prostą wiodąca do waszego wspólnego szczęścia. całe to gadanie o potrzebie chwilowej samotności, dzięki której będzie mogła uładzić się sama ze sobą i podreperować swą psychikę, znaczy jedno; ma dość ukradkowego spotykania swego gacha i chce z nim jakiś czas pomieszkać na stałe. Będzie truła swoje pierdoły bardzo długo, bardzo przekonywująco i bardzo szczerze, gdyż bardzo solidnie przygotowała się do tego. Tobie zaś nie wolno przerywać, zadawać pytań, dziwić się robić miny, protestować, perswadować, itp.- słuchaj w milczeniu, jak święty na obrazie, gdyż wszystko jedno co byś wtedy mówił, nie będzie to miało żadnego znaczenia, ona juz pod jęła decyzję; nie warto robić z siebie durnia. Przyjdzie jednak moment taki, iż twoje zdumiewające milczenie przestraszy ją. Wstrzyma grad swoich słów i popatrzy na Ciebie pytającym wzrokiem. Wówczas spokojnie zapytaj - Kim on jest? lub- Czy on pali Marlboro? czy coś w tym rodzaju. Nie dlatego byś był ciekaw kim on jest lub czy pali, lecz dlatego aby ona zrozumiała, że ty nie jesteś kretynem. reakcją będzie atak furii ( wówczas zapoznasz się z całkowitym rejestrem swoich najgorszych cech) dalej kaskada nadzwyczajnie rzeczowych zaprzeczeń wobec haniebnego pomówienia, które wysunąłeś i wreszcie repetycja wykładu pod tytułem - Musze się uporać sama ze sobą- Ty jednak już tego przed chwilą wysłuchałeś, więc powtórka Cię nudzi. Wstajesz bez słowa, narzucasz płaszcz i wychodzisz z domu biorąc na spacer psa, co pozwoli jej zadzwonić do ukochanego, tobie zaś da odrobinę ciszy, tlenu, głębszego zrozumienia faktu iż dama tym się różni od człowieka, że myśli wyłącznie spodem."

Waldemar Łysiak


- Święta Ci się popierdoliły kochanie.- udało mi się wtrącić podczas jej paplaniny.
- Co Ty znowu wymyślasz.- wyciągnęła z naszej lodówki żubrówkę.
- Walentynki z wigilią.- tłumaczę podczas gdy moja piękność przyrządza sobie drinka.- Dobrze skarbie. Pozwolę ci zrozumieć.- informuję widząc jej znakomitą, aktorską twarz- Popierdoliło Ci się z wigilią i talerzykiem. Dzień zakochanych z dniem karmienia nieznajomych.
- Ale to nie wigilia tylko dzień zakochanych. Nasz dzień.
- Poważnie? Chcesz świętować?
- W końcu się kochamy/
- Nie Aniołku, to nieprawda.
- To nie ten dzień?
- To nie miłość.
- Nie kochasz mnie?
- Miłości nie ma z tym nic wspólnego.
- Więc proszę Cię, nie przerażaj mnie już. Nie wytrzymam tego dłużej kochanie.
- Dobrze. To nie nasz dzień. Jedno z nas, jednego nie kocha.
- Więc to jednak musisz być Ty, bo ja cię kocham. Wiem to.
- I nigdy mnie nie zdradzisz?
- Nigdy.
- I nigdy nie zdradziłaś?
- Skarbie. Nigdy.
- A kurier?
- Co z nim oprócz tego, że go stuknąłeś.
- Co tutaj robił od trzynastej?
- Zmarzł facet. Jest minus dziesięć. Poczęstowałam go herbatą. Wiesz, że jestem troskliwa.
- Tak wiem. Do dziś gdyby nie koleżanka z biura nie miałbym aspiryny nawet.
- Kochanie a Ty chory jesteś?
- Nieee, te czterdzieści jeden stopni to temperatura ciała kogoś z mojej planety. Ale przecież mogłaś o tym nie wiedzieć, wszak Ty nie jesteś stąd.
- Kochanie wybacz. Zaraz pójdę do apteki.
- Mam już wszystko czego mi potrzeba. A Ty teraz zajmij się kurierem. Jest minus dziesięć, a on tam z połamanymi rękami, miednicą i nogami leży. Przyrządź mu herbatkę z miodem i cytryną... I znajdź wreszcie kurwa lewy kolczyk w naszym wspólnym łóżku. A jak już go znajdziesz kwiatuszku to po prostu wypierdalaj.
 


 

Zaloguj się