Moja dusza rzuca cień

nikt nie jest aż tak zajebisty aby brudzić drugiemu w jaskini

„Czyń jak przykazał w praczasach Wąż, ów
sławny mój krewny
A że się swoją boskością przerazisz, tego bądź pewny.”
Goethe „Faust”


Tak, jestem postacią z komiksu. Nawet ja, kiedy stoję naprzeciw tego lustra widzę, że te oczy są takie obce. Ciepłe, ale obce.

I tak patrzą na świat po tej stronie i wiedzą coś, o czym większość ludzkości się nigdy nie dowie.
Wy, którzy widzicie mnie i chcecie zarzucić groteskowość mojej postaci, ubarwić ją swą ironią wiecie doskonale, że nawet nie umiecie mnie zranić. Ale próbujecie, bo cóż wam pozostało chcąc mnie strącić z okładki tej czarnobiałej historii.
Jestem postacią z komiksu, ale w przeciwieństwie do was moja dusza rzuca cień.
Dopiero za chwilę zrozumiecie jak bardzo boicie się tego cienia...i dlatego walczycie ze mną.


No i wy, które chcecie tak bardzo dostać się do tego opowiadania, a kiedy tutaj wchodzicie zaczynacie rozumieć, że czarno biały kadr za cholerę na was nie leży. I uciekacie zarzucając mi, że jestem postacią z komiksu. I to o kiepskiej scenografii...

Cóż, jestem.

 

  Moja dusza rzuca cień;  to mój cień na was.

Wchodzicie do mnie i pouczacie, oceniacie, macie brudne buty przy tym. A ja patrzę na was i nie sadźcie, że będę sprzątał po takim gościu. Jestem czarną postacią z komiksu, która ugnie wasze karki do samej podłogi, gdy tak się wpieprzycie w to, na co możecie tylko patrzeć.

Macie się za takich zajebistych, a przychodzicie ze świata, na który ja sobie zerkam z przymrużeniem oka. I tak naprawdę mogę zrobić z wami wszystko, a wy ze mną nic.
Wystarczy, ze użyję odpowiednich słów, aby ujrzeć wasz gniew. Albo waszą miłość. To ja wybiorę. Ale miłość jest nudna. Jedynie zakochiwanie się jest wspaniałe, bycie zakochanym to już klęska. Zresztą, na ucho wam powiem, że w miłości nigdy nie miałem szczęścia. W nienawiści to, co innego, ale w miłości nie.

   Wchodzicie do mojego świata i widzicie tego, kogo moglibyście kochać, całować, nienawidzić, męczyć, zatłuc, objąć, milczeć, patrzeć, słuchać, opluć.
Ja jestem wciąż jeden i ten sam; wciąż ta nudna postać z komiksu i tych dziwnych oczach. Tak, to już zdążyłem zrozumieć, kiedy leciała mi łza a źrenica wciąż była szeroka. Przecież to stan euforii. Czy to już choroba umysłowa, że gardzi się szczęściem a rozpamiętuje troski?
Ja pozostaję wciąż ten sam; nudny z tendencją do opowiadania wam historii. Ale dlaczego wy idziecie do kogoś, aby napluć mu na dywan? Dlaczego wchodzicie do czyjegoś domu chcąc poderżnąć gardło gospodarzowi? Zastanawialiście się, co jest tego przyczyną?


   Postać z komiksu musi rzucać cień. Ok., nie musi być bohaterem, bohaterowie żyją, ja jestem postacią, która musi zginąć.
Nie jestem jakiś zajebisty, o cholera, co to to nie; mam więcej wad niż dziesięcioro was razem wziętych. To nie jest ekspozycja zajebistości. To wersja mojej próżni i ochota opowiadania historii. Pomyśl, że jestem kolesiem siedzącym na kamieniu wzdłuż szlaku. Możesz przysiąść i możesz przejść obok. To jak się zachowasz zależy tylko od Ciebie; i daje świadectwo, jakim jesteś człowiekiem. To nie ja tutaj jestem megalomanem.
Pokazuję siebie, bo postać musi mieć twarz. I nie jestem w tej kwestii idealistą. Zbliżamy się do ludzi patrząc na nich. Wszystko, co związane z palpitacją mięśnia sercowego zaczyna się od spojrzenia w twarz.

Kłamiesz, jeśli twierdzisz, że jest inaczej.


 Jestem postacią z komiksu; to dosyć smętna historia. Jestem taki, ale mogę być jeszcze inny. Płynie we mnie krew, ale wy jej nie zobaczycie. Nigdy, bo żadne z was nie jest w stanie mnie zranić. Umrę samotnie jak dzikie zwierzę, ukryte w gęstwinie i czekające na ostatni cios z kopa w plecy.
Ale to później, teraz pozwólcie mi zacząć, a postaram się skończyć.

   A co jeśli szukam magii, której nie ma? I co jeśli i wy to zrozumiecie? A przecież od dziecka zaszczepiano nam ideały z baśni. Dlaczego wciąż nie możemy wierzyć, że na końcu każdej historii jest szczęśliwe zakończenie?

A co jeśli to my piszemy te zakończenia? Gubię się w tym wszystkim, bo wbrew temu, co większość z nas wciska sobie do mózgów to nie my sami decydujemy o naszym losie.
No dobrze, zacznijmy a postaram się skończyć...Zapnij pasy. Droga będzie wyboista. Skoro już chcecie, proszę. Ja przestaję być skurwielem i zaczynam kolorować kartki tego komiksu. Ty przestań być megalomanem i poczęstuj się drinkiem. Usiądź w fotelu i zachowuj się jak na gościa przystało.

Niechaj historia opowiada się sama...

Zaloguj się