Magni

Wkurwiony człowiek

- Jakie wieczory są najlepsze? - pyta szykując się do wyjścia.

- Długie.
- Samotne?
- Nie. Ze sobą samym - patrzę jak poprawia kołnierz swej bluzki.
- To nie to samo? - krzywi się.
- Pobądź ze mną jakimś wieczorem to się przekonasz.
- A co ja tutaj właśnie robię?
- Odchodzisz - zauważam - Powinienem iść spać. Wieczór po nocy, kolejny wieczór po nocy...i jeden z niewielu lęków mnie zżera; że to kolejny wieczór po ostatniej nocy.
- Wychodzę - patrzy tak jakby jej wzrok miał oszukać, że to konieczne - Powinieneś iść spać. To kolejny wieczór po kolejnej nocy...i nie możesz pozwolić aby był to jeszcze jeden wieczór po jeszcze jednej nocy.

Czy zagłębianie się w toń spokojnego Bałtyku kilkanaście minut po trzeciej nad ranem w poszukiwaniu głosu Odyna jest formą szaleństwa czy determinacji? A może był to zwyczajny kaprys aby wyciąć jakiemuś bogu niezły numer wkurwionego człowieka. Wejść do jego królestwa w butach, zdjąć podkoszulek i pokazać mu, że jest się gotów do walki. Tylko ilu było takich co wygrało z bóstwami. Niektórzy wychodzili z piekieł ale któż zabił boga. A jeśli rzecz nie w tym aby go zabić lecz w tym aby ktoś z krwi i kości zwyczajnie spojrzał na niego z bliska i splunął mu w twarz.

- Ja naprawdę staram się tylko przeżyć - mówię mu kiedy księżyc odbija się jasną poświatą od wody.
- Wiem - chrząka bez współczucia - Długo to będzie trwało?
- Zależy od tego czy jesteś taki mocny jak piszą w bajkach - z prawdziwym gniewem potęgowanym przez spore ilości wypitej wódki, mówię mu prosto w twarz.
- Podstawowa prawda o bajkach jest taka, że wszystkie kłamią. Jedyna zmienna to taka w jakiej sprawie - robi krok ku mnie i wyciąga dłoń - Chodź. Zabiorę Cię do domu. Nikt nie patrzy.

Idę za nim, fale ostudzają moje ciało, On toruje drogę ku plaży. Nie trzymamy się za dłonie. Ja i Bóg; gdyby ktoś zobaczył mielibyśmy zszargane opinie.

- Zaryzykować można tylko w imię czegoś wielkiego - mówi monotonnie - Normalni ludzie mają żony, dziewczyny, dzieci, hobby...bo brak im tego czegoś - docieramy do plaży. Patrzy na mnie w mroku - Masz pasję szaleńców wypisaną na twarzy dlatego tracisz wszystko inne. W domu nie czeka na Ciebie kobieta z kolacją i pocałunkiem - wskazuje wysoką wydmę i obiera jej kierunek.
- Dlatego Bóg stworzył smażalnie ryb.
- Dlaczego tak bardzo Ci zależy aby być człowiekiem? - spogląda podejrzliwie.
- Bo jako Bóg musiałbym być prawdziwym skurwysynem.
- No jasne - siada na piachu - A nie chcesz być skurwysynem.
- No jasne - siadam obok - To moje indiańskie imię.
Siedzimy tak w milczeniu. Ponad nami niebo rozświetla miliony gwiazd, od północy wraz z szumem morza nadciąga bryza. Nawet mewy się jeszcze nie budzą.
- Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobie samym. Nie możesz mieć racji. Chowasz się za inteligencję. Żartujesz bo boisz się brać rzeczy poważnie. Nie dbasz o pozory. Uważasz, że życie jest krótkie i przykre więc mówisz co myślisz.- położył swą ciężką dłoń na moim ramieniu i skierował abym oparł się o wydmę.- A mówić co się myśli, znaczy być chamem - wstaje podpierając się swa włócznią - Idę i z Twoim własnym zostawiam Cię szczęściem.

„Kto z moim własnym zostawia mnie szczęściem
Ten mnie zostawia w smutnym towarzystwie.
Jestem na świecie jak ta kropla wody,
Co drugiej kropli szuka w oceanie,
A co nim znajdzie swoją towarzyszkę,
Ginie samotna i niedostrzeżona.”
William Szekspir „Komedia omyłek”

Historia życia

Historia życia

  

   Każdy gest może być relikwią pod warunkiem, że ten gest jest jedynym świadectwem, iż życie miało sens choćby przez pół godziny czy też chwilę dłużej, choćby do świtu.


- Jesteś teraz tak nieszczęśliwy jak się wydaje.
- Myślisz, że jedyną liczącą się prawdą jest ta, którą można zmierzyć...że nie liczą się intencje, serce, troska?
- I tak byłbyś nieszczęśliwy.
- Moim celem miało być poświęcić się i nie dostać nic w zamian?
- Nie. Ty zwyczajnie nie wierzysz aby cokolwiek miało jakikolwiek cel. Niszczysz jedyną dobrą rzecz w swoim życiu...pozbawiasz ją znaczenia...nie wiem po co miałbyś chcieć żyć.
Siedzieliśmy na moście z nogami zwieszonymi nad wodę kiedy nadjechał autobus.
- Ty nie żyjesz - stwierdzam bez przejęcia siedząc w środku i obserwując małą dziewczynkę, która kiedyś umarła mi na rękach.
- Wszyscy umierają - uśmiecha się.
- A ja?
- Jeszcze nie.
- Powinienem był.
- Dlaczego?
- Bo życie nie powinno być kwestią przypadków. Bo samotni, niszczący wszystko mizantropii powinni umierać. A pełni wigoru, czyniący dobro, zakochani, którzy gonią o pierwszej w nocy aby Ci pomóc powinni być puszczani wolno. - przyglądam się jak ona wypatruje migające latarnie na ulicy - Znienawidzi mnie.
- Zasłużyłeś na to...w pewnym sensie.
- Jest najlepszą przyjaciółką
- Wiem...co teraz?
Opieram łokcie na udach, pochylam się, przecieram dłońmi czoło.
- Mógłbym tu zostać z Tobą
Spogląda na mnie z kpiarskim uśmieszkiem, zupełnie jak nie Ona.
- Wysiądź z autobusu.
- Nie mogę.
- Dlaczego nie?
- Ponieważ...ponieważ tutaj nie boli.
Znów przygląda się migającemu krajobrazowi.
- Nie chcę cierpieć, nie chcę być nieszczęśliwy...i nie chcę żeby ona mnie nienawidziła.
- Cóż.. Nie zawsze możesz mieć to co chcesz. Czasem możesz mieć to czego potrzebujesz...wysiądź z autobusu...Nie martw się. Tragedia trwa chwilę, reszta Twojego cierpienia to Twoje dzieło.

 


   Muzyka wypełniła pomieszczenie, tancerki tańczyły w rytm migających świateł.


- Są ludzie którzy swym charakterem niszczą wszystko co zbudowali rozumem.
- Dzisiaj byłem w miejscu gdzie było czterech mężczyzn i dwa wielkie psy...
- Tak, tak...- przerwała całując mnie w usta - i zaraz opowiesz mi o tym, że wybrały Ciebie...- wzięła mnie za rękę i pociągnęła na parkiet  - Jeśli będziesz tu stał jak kretyn z taką miną i bez ruchu to Cię wywalą.
- Tak...już mnie wywalili dzisiaj z autobusu.
- Dlatego jesteś taki smutny?
- Nie jestem smutny. Mam bogate wnętrze. Laski na to lecą.
- Decyduje Twój wygląd. To jak mieć laurkę w sypialni. Charakter masz najgorszy. Na Twoim czole jest napis " nie wchodzić"
- Dziwne - sięgam po trunek z jej ręki -  Mieli go umieścić w moim biurze.
- Jesteś błyskotliwy, zaskakujący, seksowny. Ale z Tobą byłabym samotna. Zrozum. Przy nim jest dla mnie miejsce.
- Idealny związek. O niczym sobie nie mówicie więc nie macie się o co kłócić. Duża miłość, duże kłamstwa.
- Jest łatwiej kiedy nie dba się o uczucia innych.
- Już je zraniłaś, tylko on o tym nie wie.
- Jeżeli mu nie powiem to nie będzie cierpieć...- przystaje na chwilę aby uważniej przyglądnąć się mojej twarzy - Czy Ty czujesz odrazę?- pyta prawie z oburzeniem
- Jestem skomplikowanym facetem. Czuje odrazę z wielu powodów.
- Nie da się zapanować nad emocjami...
- Tak, ale można panować nad działaniami.
- Czy miłość oparta na kłamstwach nie jest realnym uczuciem? Nie daje rozkoszy?
Nie odpowiedziałem. Nie wiem co miałbym odpowiedzieć. Że życie w złudzeniu przynosi uczucie zmarnotrawienia na końcu.
- Filip, pobaw się. Potańcz, wyluzuj, zapomnij - zarzuca mi ręce na ramiona - To święto zakochanych.
- Dla mnie to piątek.
- Czemu nie spotykasz się z ludźmi?
- Bo zawsze jestem nieszczęśliwy.
- I nie musisz przynajmniej udawać, że wszystko jest ok?
- Wiara w to, że ludzie są fajni nie czyni ich takimi...dzisiaj spotkałem dwa wielkie psy z czterema facetami...
- Tak, Tak...zaraz usłyszę, że wybrały Ciebie...Dzisiaj coś się stało prawda?
- Nic nadzwyczajnego. Dzień jak codzień.
- A jednak...przy każdym bliższym związku musisz sprawdzić jak daleko możesz się posunąć. Pewnego dnia to musi runąć, co jedynie potwierdzi Twoją teorię, że w związkach jest coś za coś, a Ty nie potrzebujesz kontaktów ludźmi albo na nie nie zasługujesz. Filip, jeśli czujesz się źle w samolocie to wyskakujesz. A Ty wolisz sobie wyobrazić ucieczkę niż jej spróbować. Bo jeśli się zawiedziesz nie będziesz miał nic.
- Daj mi się napić - podszedłem do baru - Na to kim jesteśmy składa się milion rzeczy. Zmienimy jedną, zmienia się wszystko.
- Fajnie, że nie dbasz o pozory. Że życie jest krótkie i przykre więc trzeba mówić co się myśli. Ale wysil się...będę zaraz kolejną która skreśli Cię na kartce. Tak chamsko, jednym, szybkim pociągnięciem ołówka.
- Musisz stanąć na końcu kolejki.
- Nie chcę używać ołówka - znów całuje mnie w usta - Chodź dzisiaj ze mną.
- A Ty co? Jesteś zakochana. Co się stało, że chcesz dymać ludzi wprost?
- O Rany - wypija mi drinka jednym haustem- Jesteś tak nieszczęśliwy jak się wydaje. Niektórzy blokują uczucia i emocje i czekają aż zaczną ich boleć - podnosi głos - Zdrowi - rzuca we mnie kostkę lodu wydobytą z mojej literatki - Zdrowi wolą je wyrażać choćby w postaci zdrad.
- I to czyni Cię lepszą ode mnie?
- Nie zawsze chodzi o seks.
- Naprawdę? Od kiedy?
- Nigdy nie będziesz wolny. Nigdy się nie zmienisz.
- Posłuchaj - pochylam się nad barem i patrzę w oczy kelnerki, która od dłuższego czasu przysłuchuje się nam - Miłość zwyczajnie wywołuje złe decyzje.
- Czy to coś okropnego, że chcę się z Tobą kochać, a nie być z Tobą?...naprawdę?
- Dla Ciebie czy dla mnie?
- Dla Ciebie.
- Wolałbym aby chodziło o coś innego.
- Ja wiem co Ci dolega - odezwała się śliczna barmanka. One wszystkie tutaj były śliczne - Musisz cierpieć. Nie lubisz sam siebie ale siebie podziwiasz. Boisz się zmian, utraty wyjątkowości. Uważasz, że cierpienie Cię uszlachetnia - zapaliła papierosa i wydmuchała dym wprost w moją twarz.- A zwyczajnie przez cierpienie nie jesteś lepszy od innych tylko bardziej nieszczęśliwy.
- Są dziewczyny które prześpią się nawet z bezkręgowcem - mówię wyciągając dłoń po papierosa z jej paczki - Nie Ona, bo Ona sypia tylko ze mną i ze swoim facetem ale...ale są takie - patrzyłem na nią głupkowato.
- Powinieneś usłyszeć siebie kiedy z nią rozmawiasz. Nic innego na świecie nie ma znaczenia.
- Ale ja wyjdę z tego.
- Tak - przypala mi papierosa zapalniczką. Pierwszy papieros od kilkunastu lat - I dokąd pójdziesz?
- Zakończę ten dzień. Wiesz co jest najlepszym na końcu każdego dnia? Jutro wszystko zaczyna się od nowa.
- Albo najgorszym. Nie pogardzaj dziewczyną tylko dlatego, że jest z innym, a sypia z Tobą.
- Dlaczego?
- Bo dzisiaj zrobiłeś coś gorszego.
- Dzisiaj spotkałem czterech facetów i dwa wielkie psy w jednym...
- Jasne...wiemy wszyscy. Psy, zupełnie obce psy lgnęły do Ciebie. A o mrocznej porze dnia jesteś latającym zabójcą. Masz zajebiste życie Filip. Psy, ciemne ulice, samotność, jaskinie. I wieczna tortura możliwością życia normalnie.
- To nie prawda, że blisko jest od miłości do nienawiści.
- Jasne. Prawdą natomiast jest to, że im piękniejsza suknia tym bardziej znać na niej brud.
- Zawsze chciałem być skurwielem...
- Ludzie zawsze będą popełniali ogromne błędy. Będą jedli mięso ale od Ciebie będą wymagać abyś był wegetarianinem. A jak skosztujesz choćby kawałka ryby to stwierdzą, że jesteś gówno wart. A przecież jesteś zbudowany z tego co oni.
- Właśnie kurwa.
- Kurwa właśnie - wraca Ona - Wyjdź z tego klubu.
- Dlaczego? - pyta ją barmanka.
- On zwyczajnie tutaj nie pasuje.
- Chcesz mieć na niego monopol?
- Właśnie.
- Może kiedyś, kiedy w okolicy zabraknie napalonych kocic.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Że on nie jest dla tej jedynej...
... dochodziły mnie ich głosy i głosy muzyki. Ciała na podeście wiły się w erotycznym spazmie.
- Widziałem dzisiaj czterech mężczyzn i dwa psy w jednym miejscu - mówię do dziewczyny tańczącej nademną - Dwa ogromne psy z których jeden spał, a drugi podszedł ...zupełnie obcy. Chodził dookoła, wciskał głowę pod moją rękę, a kiedy kucnąłem zmęczony w oczekiwaniu, zwyczajnie przycisnął swój łeb do mojego policzka. Gdy mówiłem coś do ludzi składających mojego jeepa, psina lizała moje ucho. A jak znów nic nie mówiłem kierowała głowę tam gdzie ja, będąc tuż przy mnie. Czy to się w życiu w ogóle liczy do tego jakim jesteś człowiekiem?
- Posłuchaj - mówi Ona do Niej - w życiu jest tak, że siódemki związują się z siódemkami, czwórki z czwórkami, czasami zmienia to duża forsa lub ciąża ale Ty masz przynajmniej 2 punkty straty nad nim.
- Więc myślisz, że błąd matematyczny sprawi, że będzie Ci wierny?
- Liczby nie kłamią kochana. Jestem pewna, że chcesz go po prostu uprowadzić do swojego gniazda, powiesić nogami do góry i złożyć w nim larwy. Taka wyrachowana suka jak Ty.
- I w czym problem? Nie jesteście już przyjaciółmi.
- I słusznie. Co nie znaczy, że pozwolę mu umrzeć.

   Biały wielki kaukaz, zupełnie obcy. Kiedy dowiedziałem się, że zostałem zdemaskowany wiedziałem, że nie ma odwrotu. Dlaczego to uczyniłem wiedząc, że mnie odkryją? Bo podświadomie doskonale wiem, ze amputacje są lepsze od opatrunków. Albo nie...amputacje są czasem zwyczajnie niezbędne. I aby się ocalić należy stanąć na skraju przepaści i skoczyć. Bez względu na przekonania, ideologię, wiarę, nadzieję. Zwyczajnie trzeba skoczyć.
Biały, wielki kaukaz który lizał mnie po uchu, zupełnie obcego przedstawiciela najgorszego z gatunków wywołał jedyną nutę radości na twarzy kiedy spadłem na dno przepaści. Było życie jako wszystko i był kaukaz jako ten pierwiastek. To On sprawił, że usiadłem i jestem tutaj. Bo nawet jeśli żyjesz i jesteś idealistą czyli kimś zupełnie z innej planety i nawet jeśli zrobisz coś durnego i skażą Cię na katorgę i zapomnienie - sami będąc całkowitymi głupcami - przychodzi stworzenie które czuje instynktem, zapachem, gestem. I wtula się w Ciebie jakbyś był ostatnią istotą na ziemi. Różnica gatunków? Uwierz mi, że więcej znaczy pysk potężnej bestii przy policzku niż uśmiech niegroźnego człowieka.
 

nocna łąka spowita mgłą

nocna łąka spowita mgłą

   

Są tacy ludzie dla których najpiękniejsze historie to historie równocześnie najsmutniejsze. Są tacy ludzie , którzy są lepsi w smutku niż w śmiechu.

 

- Chciałbym powiedzieć, że nie umiem bez niej żyć - patrzy na mnie szklanymi oczyma, ściskając w dłoni wypalającego się papierosa - I chciałbym nie umieć bez niej żyć. Ale ja muszę bez niej żyć.
Kiedy tak siedział na moście, z nogami zwisającymi nad wodę, ja włożyłem ręce w kieszeń tak jakby ten gest miał zniweczyć powagę jego opowieści. Gdzieś w oddali na niebie poczęła latać para jastrzębi.
- Jeżeli to co powiedziałeś musi mieć jakikolwiek sens to...
- To nie ma gorszej świadomości niż pragnienie nieumiejętności życia bez niej - przerwał mi. Ileż razy ćwiczył w plutonie dywersyjno-rozpoznawczym tutaj, na tym poligonie. Ileż razy odmrażał sobie palce czołgając się godzinami w lodowatym błocie, ileż razy wyskakiwał z samolotu ciemną nocą. A teraz siedział na moście jak cień człowieka. Oczy miał tak mocne jak niegdyś ale teraz już nie patrzył tak samo. Gdy stawałeś naprzeciw On był daleko. Niby patrzył wprost w twoją twarz ale był zupełnie nieobecny. Ten z którym latałem w przestworzach...aż spadliśmy i połamaliśmy sobie gnaty.
- To był idealny początek. Jakbyś kurwa Bułhakowa przeczytał. Wychodziłem z urodzin znajomego, mówię do niej "podwiozę Cię", a ona słodko się uśmiechając na to " dobrze, pod warunkiem, że jest to po drodze". Patrzę wtedy na nią i już wiem, że to coś chwyta mnie za gardło. Mówię "no niezupełnie". Poważnieje, tak jakby naprawdę się przejęła i pyta "nie?". Wpadłem kiedy tak się w nią wpatrywałem i nawet nie wiem kiedy jej rzekłem "Ja nie mam żadnej drogi."
Człowiek bez drogi. I co z tego, że mógł przeżyć zderzenie z kilkoma oprychami jak zwyczajnie nie miał szczęścia w życiu. Przychylności Boga...zawistnego skurwiela.
Obaj wiedzieliśmy, że życie składa się z trzech prawidłowości; tego co ludzie mówią, tego co sobie i innym roją i tego co rzeczywiście robią. Nie mieliśmy złudzeń wobec człowieka. Rozumieliśmy, że wewnątrz każdego toczy się wojna żywiołowych sił - zło i dobro, szczodrość i egoizm, idealizm i cynizm, tęsknota do tego co szlachetne i pobudliwość do tego co najgorsze. A na zewnątrz wszystko jest teatrem.
Podczas gdy obaj traktowaliśmy pobłażliwie facetów zapinających rozporek i w tym samym momencie rozglądających się za nową zdobyczą, On musiał przekonać się na własnym sercu, że albo na zabój albo wcale. We mnie też była ta tęsknota za czymś głębszym, co mogłoby uśpić moje myśli o kobiecie mieszkającej wewnątrz mojego mózgu, wciąż obecnej przed moimi oczyma i nieosiągalnej.


- jest tutaj- pokazuje chirurg małą laleczkę.
- boże jaka Ona ładna.
- wycięliśmy Ci ją z serca - mówi z triumfem.
- wreszcie - westchnął ale bez ulgi- ...tylko dlaczego tak boli.

 
Ostatnia noc mamiła mnie koszmarami krwawych operacji.

- Przecież wiesz, że można znać kobiety albo je kochać. Trzecie nie istnieje.
- I mówi mi to facet, który znając je, jednocześnie je kocha - zareagował wyciągając do mnie dłoń z paczką papierosów. Nie paliłem od kilkunastu lat.
- Ale w teorii jestem całkiem niezły - uśmiecham się i siadam obok niego. - Pewna moja przyjaciółka...
- Zaczyna się jak u braci Grimm. Kompletna bajka - przerywa mi.
- Więc wyobraźmy sobie na chwilę, że przyjaźń między kobietą, a mężczyzną istnieje...
- Nie - przerwał zdecydowanie - Wyobraźmy sobie tylko, że zanim nie kochasz kobiety jest ona doskonała.
- Tak, to brzmi zdecydowanie bardziej prawdopodobnie - skusiłem się aby zapalić.- Więc pewna Ona, powiedziała, że mężczyzna winien być chowany dla wojny, a niewiasta dla odpoczynku wojownika; wszystko inne jest głupotą".
-  Ładne, ładne...- pokiwał głową z aprobatą.
- Tak, tylko pytanie co Ona robi jak wojownik walczy w obcej krainie.
- Jak to co - obraca do mnie głowę z głupkowatą miną - Daje dupy wieśniakowi.
- Żaden facet, choćby bardzo pociągający nie jest dość pociągający by sprawić, iż będzie jedynym pociągającym. Kolega z pracy nigdy nie chodzi w domowych kapciach i zmiętolonej koszulce lub w wytartym dresie. A czas który ten jedyny marnuje na oglądaniu meczy, kolega z pracy spędza na adorowaniu. No i jest nowy.
- Chcesz mnie wyleczyć metodą wbijania igły?
- Chcę wyleczyć samego siebie. Metodą tracenia tego co gloryfikuję. Zdeptania myśli jaka urosła w mojej głowie do rangi ideologii.
- Więc jak wyjeżdżasz w krucjatę, to one rodzą małych wieśniaków?
- Są na to zbyt sprytne. To znaczy dają zbyt sprytnie.
- A co z tymi kutasami, którzy zdradzają swoje wieśniaczki gotujące im w ich własnych domach?
- Tak jak mówisz - zaciągam się - Są kutasami.
- Więc jak wierzyć w cuda? I skąd brać świeżą energię na szukanie Grala?
- A tego stary to ja nawet sam nie wiem.
- Uwielbiam fragment Byrona "Nigdy nie widziałem kobiety równie źle się zachowującej - jak wyrachowana, zimna kurwa, którą zresztą była. Ale była przy tym bardzo ładna. Była to najpaskudniejsza suka z jaką się w życiu spotkałem, a widziałem ich już wiele."
Spoglądałem na niego w milczeniu widząc jak cynicznie się uśmiecha. Był gotów wywinąć światu jakiś niezły numer.
- To o tej w której się zakochałeś źle?
- To o tej, którą spotkałem po tym jak się zorientowałem, że się źle zakochałem. Złamałem trzy ręce tamtej nocy ale nie miała mi za złe amantów.
- I Cię wynagrodziła.
- Każdy dostał to co chciał. Ona uznanie swej atrakcyjności i mogła spokojnie wrócić do narzeczonego, a ja...a ja chciałem się włóczyć po ulicach, upijać się, marznąć nocą, palić fajki pod murem i budzić się obok nagich, obcych kobiet.
- I przypadkiem brać odwet na miłych chłopcach z ciepłymi posadkami, nowymi meblami i autami w leasingach. Pierdolić im żony i dziewczyny.
- Zabierałem im wszystko - wcale się nie uśmiechał.
- Ale oni o tym nie wiedzieli. Więc nic się nie działo tak naprawdę.


   Poza bezkresną wolnością nie widać gwiazd, morze nie chłodzi nóg, las nie drapie po twarzy, wiatr nie targa koronami drzew, ptak nie przefrunie pędem. Im solidniejszy mur tym więcej pokus spoza muru wabi serce i ciało. Tylko poza nim jest rosa, która budzi śpiącego w trawie, poza nim jest mgła i cień wzgórza. Poza nim jest deszcz który zwilża wyschnięte wargi, poza nim woń dzikich ziół i krzyk wolnych zwierząt. Poza nim złodziej i grzech. Smak surowego mięsa. Magia grzechu istnieje tylko poza murami. Tylko tam można przyjrzeć się własnej duszy, znajdując skarb choćby był to kamyk polny lub zagubione pióra szarych ptaków. Nie ma doskonalszego remedium na niesmak życia niż ucieczka i grzech. Choćby jedno nocne wybiegnięcie na łąkę spowitą mgłą.

Zaloguj się