Dusza

 

Dzisiejszego poranka zastałem w swoim domu śmierć. Umarł kotek, którego znalazłem w agonii kilka dni temu.

Był wycieńczony, wychudzony, niemal brak sił na reakcje.

Wydawało się, że będzie dobrze, kuracja weterynaryjna, apetyt, odpoczynek aby nabać sił.

Odczuwał, reagował, wykazywał radość i dezaprobatę. Nawiązywał interakcję z człowiekiem i z psem.

Miał wszystkie emocje jakie są i we mnie. Smutne, błądzące oczy.

 

Nie mam żadnej wątpliwości co do tego, że miał on duszę. Jak i co do tego, że zwierzęta mają to co my nazywamy duszą. Jest wielkim egoizmem i ignorancją twierdzić, że tylko człowiek posiada zdolność przeżywania emocji.

Umarł tak jak umierają zwierzęta, które jeszcze coś mogą. Szukają odosobnionego kąta aby tam wejśc jakby było im wstyd, że muszą umrzeć.

Takie umieranie jest moją fantazją. Skonać samotnie gdzieś pod drzewem z dala od spojrzeń ludzkich.

Tak jakbym miał ten sam instynkt, że umieranie na ludzkich oczach coś mi odbiera, coś mi kradnie.

Pozbawia mnie tej ostatniej chwili spokoju. Wytchnienia, a to ono w życiu jest najważniejsze. Ten obszar swojej własnej strefy, w której wiesz, że nic Ci nie grozi, że jesteś bezpieczny, a przez to możesz być błogi.

I zasnąć.

 

To wielkie szczęście jeśli stworzenie ma możliwość w tej błogości zasnąć, nie dręczone przez inne stworzenie jak choćby człowiek, który rości sobie totalitarne prawo do duszy, a nie pozwala zwierzęciu skonać spokojnie lecz je zadręcza dla swojej zabawy.

A może dla zabawy jego duszy, dla jej satysfakcji, dla jej żądzy sadyzmu.

Gdy położyłem go przy swoim poprzednim kocie, który również odszedł, powiedziałem aby go pilnował. Ten o imieniu Kitek zmarł w wieku podeszłym więc miał życiowe doświadczenie, a ten jakiemu nadałem miano Mango umarł dziś w bardzo młodym wieku.

Więc poznałem ich i uspokoiłem młodego, że będzie miał przewodnika. A kitka poprosiłem aby się o niego zatroszczył.

Usiadłem na ławce ogrodowej i miałem chwilę na myśli.

Czy życzenie im powodzenia za wielką wodą albo na łąkach szczęśliwych jest wiarą w raj? Ale taki zwierzęcy raj. Czy może jest nadzieję, że trafią do miejsca, w którym będą miały szczęście nie spotkać człowieka z jego nie tylko co tendencjami ile charakterem.

Czyli do miejsca w którym będą absolutnie bezpieczne i beztroskie. W których nikt nie będzie ich ścigał aby zabić lub podręczyć.

Czy wyobrażenie sobie tego miejsca po śmierci jest wiarą w raj? Z pewnością nie chrześcijański, z pewnością nie ten religijny jeśli weżmiemy pod uwagę największe religie monoteistyczne.

Czy taka imaginacja wiąże mnie z religią? Absolutnie nie. Dlatego, że jest imaginacją dla chwili aby złagodzić cios. Wyobrażeniem o szczęśliwości. Wyobrażeniem, którym oszukujemy swoje emocje.

To pomaga ale to nic nie znaczy.

 

Można powiedzieć, że nasza dusza kreuje świat, który ma zapewnić duszom naszych bliskich to dobre, bezpieczne miejsce wiecznego spokoju.

To stare jak stara jest ludzkość. Imaginacje, mity, wierzenia. Czyli wyobrażenie, które podejmujemy przez chwilę i we wspomnieniach. I być może uśmiechamy się wowczas nad grobami bliskich mówiąc, że wkrótce się spotkamy ale jeszcze nie teraz.

Nie tworzę jednak wokół tego doktryny, która mówi innym, że jest właśnie tak, a nie inaczej. Doktryny, której jeśli inni nie posłuchają to znaczy, że nie tylko zginiesz ale i Twoi zmarli nad którymi ronisz łzę, będą przez Ciebiena wieki będą odczuwać strach i bół.

To dla mnie osobiste. I nad grobami waszych bliskich takie winno być.

 

To jakieś okropne barbarzyństwo uzurpurować sobie najpierw prawo do duszy jako czegoś boskiego tylko w człowieku, a następnie w dniu smutku gdybyśmy chcieli być sami z kimś kogo właśnie pochowaliśmy, dowiedzieć sie z całą stanowczością, od kogoś zupełnie ani nam bliskiego ani bliskiego mojemu kotu, że on jako zwierzę to w ogóle chuj wie gdzie pójdzie ale nie do nieba, a jeśli do nieba to aby złożyć go na ofiarę, a ja jako ten nie uznajacy jego opowieści, sprowadzam i na tego kota nieszczęście i wprowadzam siebie samego do piekła.

Zostaw mnie w spokoju ty orędowniku bólu i cierpienia. Czyż nie widzisz chamie, że tu dwie istoty łączą swą duszę we wspomnieniach i baśni.

Odejdż cieżkostopy chamie bez wrażliwości, a co dopiero duszy.

Dusza to nie jest produkt boski, ani nadany nam wyjątkowo za sprawą cudu.

Dusza to produkt naturalny do jakiego predestynuje natura, gdy daje nam życie.

Predestynuje dlatego, że tak jak i u zwierząt jak i u ludzi nie jest ona oczywista. Duszę trzeba rozwinąć, ona chce sie śmiać, biegać, uczyć, a przedewszystkim musi być karmiona dobrem i wrażliwością. Inaczej jest tylko albo prymitywnym instynktem albo bezmyślną skłonnością.

Dochodze do wniosku, że odczuwanie emocji nie jest równoznaczne z posiadaniem duszy ale jest równoznaczne z posiadaniem możliwości duszy.

Jeśli jestem człowiekiem, który żyje z kotem zaledwie kilka dni, a gdy on umiera, ronię nad nim łzy i traktuję z szacunkiem jego ciało, chowając z namaszczeniem to w jaki sposób może stawiać się przy mnie człowiek przybijający takiego samego kota gwożdziami do krzyża aby oddać hołd jakiemuś bożkowi, a pózniej rzucający go gdzieś już umarłego bądż umierającego i cierpiacego. Wyrzucający go z tym kawałkiem drewna i symbolem zła i idący bez mrugnięcia okiem się przespać.

Nie ma możliwości abyśmy mieli takie same dusze. Tylko dlatego, że jesteśmy tym samym gatunkiem zwierząt?

To dlaczego ja pomagam, troszczę się i czuję smutek gdy zwierzę umiera a oni niszczą, zadręczają i odczuwają satysfakcję.

Nic nas nie łączy za wyjątkiem cech fizycznych. Kompletnie nic. A dwie nogi i dwie ręce to za mało abym odczuwał braterstwo.

Jednak on przecież też czuje emocje; nie są to w większości emocje jakie odczuwam ja ale jednak je odczuwa. Czy przez to nie powinien mieć duszy skoro dusza jest wynikiem odczuwania emocji.

 

Jeśli przyjmiemy, że dusza to coś co po prostu posiada każdy człowiek bez względu na jego wrażliwość to tak. Pewnie ma duszę ale w tym przypadku ta dusza jest niczym, zerem, twierdzeniem, przymiotem bez znaczenia.

No bo jakie ma znaczenie jesli firmuje się nią ludżmi złymi jak i dobrymi. Nie chcę aby stawiać mnie na równi ze złymi. Z sadystami.

Ponadto w myśl tego, że emocje są oznaką duszy to wszystkie zwierzęta ją posiadają, a religia jaka sobie przywłaszcza jako jedyna prawo duszy, odrzuca ten pogląd.

To barbarzyństwo. I jak już mówiłem, egoizm. Olbrzymi egoizm, który nie tylko zamyka nas na brak poznania lecz i na cierpienie. Bo skoro imaginacja raju ma łagodzić nam cios rozstania z umierajacym to pozbawianie zwierząt tej możliwości przez doktrynę nie łagodzi go lecz wzmacnia smutek.

Doktryna mówi, zwierzęta nie mają duszy, a wielu ludzi nawet w tej doktrynie żyje ze zwierzętami i je chowa w grobach. Ale doktryna je deprecjonuje, napewno nie wejdą do nieba, niech się gdzieś tam błąkają.

Paradoksalnie dla zwierząt lepiej aby nie wchodziły do chrześcijańskigo nieba i się gdzieś tam z dala od niego błąkały.

 

Nastawienie ludów księgi wobec zwierząt było klarowne; były składane na ofiarę, a sam bóg mówił w księdze rodzaju, że . 2 Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie. Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, i że swąd spalonych ciał to dla niego miła woń "Noe zbudował ołtarz dla Pana i wziąwszy ze wszystkich zwierząt czystych i z ptaków czystych złożył je w ofierze całopalnej na tym ołtarzu. Gdy Pan poczuł miłą woń.

Więc błąkajcie się zwierzaki.

Dlatego gdy usiadłem na ławce pożegnałem młodego Mango oddajac go pod opiekę starego Kitka.

Nie wziałem tego z żadnej księgi, swiętej księgi, z ust jakiegoś kapłana o wątpliwej moralności czy zapisków doktora wszczykującego zwierzętom przerażliwe choroby.

Wziąłem to ze swojej wrażliwości, z dojrzałości swojej duszy bo dusza aby miała wartość musi dojrzeć.

Jak owoc. Każda jabłoń jest drzewem, które wydaje owoc ale zanim jabłko nie dojrzeje jest niepożyteczna. Jest drzewem. Nie wyda owocu jeśli nie zaistnieją odpowiednie czynniki; światło, ciepło, woda.

 

 

Tak samo jest z człowiekiem i zwierzęciem; jesteśmy drzewem mogącym zrodzić jabłko. Ale do tego muszą zapanować odpowiednie warunki inaczej nie będze owocu. Będzie suchy konar.

Mam wrażenie, że próbował przeżyć ale po tych kilku dniach odpoczywania i jedzenia zwyczajnie się poddał.

Tak jakby powiedział sobie; próbowalem ale to nie wyjdzie.

Siedząc na ławce mam myśl, że wypoczął, że nie umarł w agonii zimną nocą czując strach gdzieś na polu lecz umarł w ciepłym, przytulnym miejscu.

To bardzo ważne aby nie umierać w strachu. Przywilejem jest móc umrzeć w spokoju. Wielkim przywilejem.

Czy taka myśl coś zmienia? W rzeczy samej nic za wyjątkiem tego, że sprawia iż czujemy się trochę lepiej. Ale to dla nas.

Dla niego ten fakt zmienił wszystko; umarł bez strachu. Mógł zasnąć w spokoju, a nie walczyć o otwarcie ostatnimi siłami oczu aby móc wypartrywać jakieś niebezpieczeństwo.

Mógł odpocząć.

Czy imaginacja fajnego miejsca dla odchodzących jest religią? Nie jest. Jest podążaniem za baśnią życia. Jest pożegnaniem.

Czy człowiek ma duszę i nikt wiecej; duszę ma wszystko co odczuwa. To jestestwo, nic ponad to. Nadane z natury, zaprojektowane przez nią i rozwijane przez miliony lat.

Czy każda dusza jest wartościowa?

Nie; większość ludzi nawet jak jest jabłonią nie zrodzi nigdy jabłka. I wiele zwierząt będzie jabłonią nie musząc rodzić owocu gdyż ich instynkt w tym świecie każe zabijać dla pożywienia.

Ale żadno z nich nie wraca z pracy i nie bije żony dla zabawy. Nie oblewa drugiego psa beznyną i podpala.

Zabijają się bo o dziwo w tym według was, w tym świecie stworzonym przez boga nie można było zaprojektować tego inaczej jak wzajmnym siebie zjadaniem.

Okrutny wytwór imaginacji okrutnej istoty? Gdybym byl bogiem i miał wszechmoc świat z pod mojej ręki, będący efektem mego umysł byłby pełen symbiozy i harmonii bez zadawania bólu i uśmiercania jeden drugiego.

Ale ja mam duszę, a wasz bóg to uschnięty kawał bezużytecznego drewna.

Czy więc zwierzę może zrodzić jabłko? Bez wątpienia.

 

Zawsze w tym przypadku w mojej głowie mam obraz pewnego zdjęcia z mojego domu.

Na tym zdjęciu jest pies, kot i ptak. Pies który z natury zjada kota, kot jaki z natury zjada ptaka i ptak jaki z natury unika człowieka.

Na tym zdjęciu wszyscy siedzą razem na łożku, na którym leży też czlowiek, który według praw boga i jego sugestii powinien zjadać je wszystkie lub składac na ofiarę aby pan odczuwał miłą woń.

I niestety zjada i skłąda na ofiarę; bo jest bezduszny bez względu na to jak bardzo siebie oszukuje i chce stawiać ponad innymi istotami i blisko wymyślonego tworu któy ma nadac mu tej ryjatkowej rangi. Aby właśnie stawiał się ponad wszelkimi stworzniami bez dociekań, że może być inaczej.

Na szczęście niektórzy rodzą jabłko i odchodzą od tego, co wmawiane jest nam od pokoleń, że inaczej sie nie da, że tak jest bo było i być powinno, że taki jest swiat, co oczywiste jako dzieło dobrego boga.

To zdjęcie jest dowodem na istnienie duszy w każdym stworzeniu. I na moc tworzenia. 

Stworzyłem mocą swego mógu, który jako jedyny w swiecie zweirząt może projektować (i to jest jedyna wyższośc czlowieka nad zwierzętami) środowisko, w którym zwierzęta w naturze zjadajace siebie, leżą obok siebie i nie odczuwają swego instynktu. 

Został on zaburzony, został ukierunkowany na symbiozę. Skoro nie są głodne, to nie muszą zabijać siebie wzajem. Mogą obok siebie żyć. Ich jabłoń wydała owoc. W ich wzroku jest spokój, ciekawość, harmonia.

Obok tego obrazu jednak dudni mi w glowie wielka swiadomość; na zewnątz tego domu jest istota, któa nawet jak nie jest głodna to z checią zabija dla satysfakcji, jaką nazwie sportem czyli rozrywką. 

To zdjecie jest dowodem na to, ze w odpowiednim środowisku jabłoń zakwitnie w każdym z nas. 

Ale tylko w odpowiednim środowisku.

 

Więc pokazuję bogu fucka i mówię, że świat może być inny bo jestem inny. Nie krwiożerczy, nie żarłoczny nawet jeśli on i miliony jego wyznawców uważają inaczej.

Pokazuję bogu czyli cywilizacji nie rozwijającej się świadomościowo wielkiego fucka bo wy wciąź jesteście prymitywni i barbarzyńscy, a niektórzy z nas, którzy rozumieją, że nasze ego musi być pośród innych stworzeń, a nie nad nimi, starają sie z całych sił czynić świat miejscem dobrym dla wszystkich. 

Wy chcecie świat miejscem dobrym dla samych siebie i tylko siebie bo jesteście tworem boskim czyli ową koroną stworzenia, której należy się wszystko gdyż takim stworzył to wasz bóg. I nie można tego zmienić bez względu na to, że mijają wieki i nie siedzimy już z włocznią w jaskini.

No nie siedzimy już w jaskini ale wciąż siedzimy z włócznią odziani w skórę zwierząt.

Czas dla ludzi religii nic nie znaczy. Mentalnie jesteście Abrahamem idącym na prosbę boga wypatroszyć włąsnego syna. I jeszcze uznajecie to za dobry pomysł i słuszny czyn.

 

Tylko ludzie z rozwinietą duszą, tylko ci, których jabłoń wydała owoc widzą, dokladnie widzą jak można wykorzystać czas i wszystko zmienić. Jesteśmy mądrzejszi o tysiące lat ale nie chcemy z tego korzystać. Wciąż chcemy być prymitywni.

 

Destrukcja życia to myśl przewodnia człowieka religijnego, trwającego w zabobonach, nie mogącego się rozwinąć.

Pana czlowieka.

Zaloguj się