Burzyciel

Idź w las. Idź w las, a z pewnością coś Ci się przytrafi.

Bywają ludzi jacy całe swoje życie zmierzają nad przepaść. Zmierzają z pełną świadomością faktu, że pewnego dnia znajdą się na jej skraju. I, że nie będzie drogi powrotnej, a nawet jeśli będzie to oni i tak nie wrócą. I skaczą. Nie spadają. Skaczą nie zmieniając przy tym niczego w sobie. Bo już są tym kim być powinni. I są takimi jakich siebie lubią.

Tak samo jak bywają ludzie, którym do twarzy bardziej pasuje siedzenie na krawężniku wśród obcych niż taniec pośród bliskich.
Ci z krawężnika nie mają bliskich nawet jeśli komuś lub im samym wydaje się inaczej.
Bliscy nie są dla każdego. Tak samo jak taniec nie jest dla każdego. Tylko kobiety i bogowie powinni tańczyć. Co najwyżej jeszcze szamani. Mężczyzna jest stworzony do walki, a niewiasta dla odpoczynku wojownika. Reszta jest śmiechem.

Bywałem na łąkach, polach i w lesie. Bywałem na pustyni, morzu i w górach. Bywałem też na cmentarzu i w kościele. Bywałem więc wśród zwierząt, martwych, głupich i wszelkich innych maści tego samego i mojego gatunku.

- wyglądasz na takiego co pasuje do lasu. I do pustki - bezgłośnie zatrzymuje się dziewczyna i siada na krawężniku tuż obok. Na nogach ma letnie klapki, a na jednej z kostek rzemyk. Pachniała pogodą, a nie perfumami - Całym sobą jesteś pustką.
- Mówisz o mnie takim gdy siedzę na krawężniku czy o mnie w ogóle gdy bywam człowiekiem?
- Mówię o Tobie tym, który maszeruje po bezdrożach i był wychowywany przez zwierzęta. O tym, który najczęściej wygląda na bardzo samotnego - ma też starannie pomalowane paznokcie u stóp co mi rzadko się podoba ale u niej nie przeszkadza. Całkiem fajne te obce stopy.
- Bywam też czasami świetnym towarzyszem do kawiarnianej kawy.
- Nie - prostuje nogi na rynkowym granicie. Ma też opalone uda i jedwabną spódnicę - Nie bywasz. Jakiś rok namawiałam Cię na kawę. I co? - naprzeciw w linii jej nóg dzieci chlapią się wodą z fontanny - I musiałam spotkać Cię w środku miasta siedzącego na krawężniku aby móc zamienić z Tobą słowo. I tylko dlatego, że w tym upale człowiekowi przystoi niemal każde szaleństwo.

Chodzę po odludziach i byłem wychowywany przez zwierzęta. Czasem bywam też bardzo samotny. Ale o tym już wiesz. Sama to sobie wymyśliłaś. Niektóre dusze należy najpierw wymyślić aby móc się nimi stać.

- jestem zazdrosny o jego twarz - mówię do niej patrząc na faceta po drugiej stronie deptaka. Grał na gitarze utwór Metaliki nothing else matters i wyglądał jak zaczarowany swoją innością. Nie należał do tego świata i nikt poza nim i mną o tym nie wiedział- jestem zazdrosny o jego zgorzkniałą twarz. O to oblicze, jakie jest niemal wzorem cierpienia.
- zaskakujące nieprawdaż - mówi po chwili gdy się mu przyglądała - spotkać kogoś kto ma bardziej samotną duszę od Ciebie samego. I jeszcze umie tego nie ukrywać.
- czasem potrafię zaczarować się jakąś postacią ludzką, co mnie niezmiernie dziwi jako tego, który robi wszystko aby oddalić się od swego gatunku. Ale czasem widzę co człowiek ma w środku.
- albo to tylko magia smutnej muzyki, pyłu letniego i jego ogorzałej twarzy. I upalnego znużenia. Jego i Twojego. I wystarczy aby chcieć stworzyć sobie taką duszę jaka Cię zaintryguje. Jesteś rysownikiem dusz. Jesteś łapaczem duchów - wstaje równie bezgłośnie jak szła, stanęła i przysiadła - A szkoda bo mógłbyś być czasem obcującym z ludźmi. Ale Ty obrałeś już cel nawet jeśli jeszcze nie obrałeś drogi. Zmierzasz nad przepaść bo chcesz zmierzać na przepaść. I dojdziesz tam, staniesz na jej krawędzi i skoczysz. Oczywiście, że skoczysz. Co też miałoby Cię trzymać po tej stronie kanionu. To wszystko tutaj to marność i pogoń za wiatrem.
Podniosłem na nią wzrok ale już nie ujrzałem jej twarzy. Odwrócona tyłem oddalała się. Tylko spódnica łopotała od delikatnych podmuchów gorącego wiatru.

Zbudziłem się z nieobecności po kilku minutach. Podszedłem do grającego człowieka i pozostawiłem w jego futerale banknot. Spojrzał na mnie ale ja nie patrzyłem już na niego. Nie chciałem aby wiedział, że mu zazdroszczę.

Ruszyłem w kierunku kawiarni, w której umówiłem się ze znajomym aby móc uprawiać człowieczeństwo.
Piliśmy kawę gdy po w pewnej chwili zapytałem.
- sądzisz więc, że bóg jest katolikiem?
- dobre zagranie ale wystarczy przyjąć, że człowiek jest omyłką boga co potwierdza księga rodzaju i możemy być katolikami bez obawy o rozbieżność filozofii.
- więc jeśli jest człowiek omyłką boga to czy czasem Bóg nie może być omyłką człowieka?
- ateiści chcą zaprzeczać istnieniu boga ułomnością człowieka?
- dla Ciebie jestem ateistą dla Boga konstruktywną opozycją, a wiara to naturalna ludzka słabość. Poszukiwanie sił, które nadadzą znaczeniu pyłowi w jaki się obrócimy. Może wystarczy się do tego przyznać, a nie udawać uduchowionego mędrca. Duchowość to nie to samo co wiara. Bóg chrześcijański jest tak absurdalnym bogiem, że powinien być zakazany nawet jeśli istnieje.
- i człowiek ma wierzyć w małpę?
- człowiek ma wierzyć w człowieczeństwo i nauczyć się je uprawiać.
- a co na końcu jak skończy się uprawianie człowieczeństwa śmiercią?
- nie wiem co, a Ty wiesz co?
- ja wiem, dla mnie niebo. To właśnie daje mi Bóg.
- skąd wiesz? Byłeś tam? Widziałeś? Rozmawiałeś z kimś kto był?
- to jest właśnie wiara.
- to jest wiara we wiarę. Ponadto wiara w coś co ma istnieć po śmierci nie musi wiązać się z wiarą w gniewnego, absurdalnego boga.
- nie odczuwasz strachu przed bluźnierstwami?
- to Ty masz się bać. Zresztą jeśli Twój Bóg istnieje to mi przebaczy, to jego zawód. Bóg stworzył grzech, po co się wystrzegać więc grzechu skoro to rzecz boska? Chrześcijanie są równie absurdalni co ich Bóg.
- ciąg dalszy za tydzień - wstaje od stolika i kiwa na mnie głową - chyba ktoś do Ciebie - wskazuje na wolno lecz pewnie sunącą ku naszemu stolikowi dziewczynę.
- masz już go dosyć? - zapytuje nowo przybyła gdy kumpel ubrał kurtkę.
- jest inteligentny tylko, że jest wiecznie wkurwiony - żegna się z nami wesołym machnięciem ręki, a ona siada.
- masz jedno usprawiedliwienie- patrzę jak rozpina elegancką kurtkę. I znowu przy mnie pachną drogie perfumy - puste błękitne oczy.
- biorę to za komplement.
- dobrą kawę, smakową - mówi do kelnerki gdy ta znalazła się przy nas - waniliową - kładzie torebkę na podłodze. Nigdy nie wierzyła w zabobony, że niby uciekają pieniądze. Potrafiła położyć ją dezynwolturalnie gdziekolwiek a i tak miała szmalu jak lodu. Ja nawet nie miałem tyle lodu - przemyślałam to - zwraca się teraz do mnie - to o czym ostatnio rozmawialiśmy. Nie mogę być taką złą przyjaciółką. To znaczy jeśli już mam nią być, to nie taką złą. Jednak muszę wierzyć też w to, że i Ty nie będziesz złym przyjacielem w tej sytuacji. A to znaczy, że nie możesz być sobą - posyła mi swój najlepszy bezbronny uśmiech na jaki zdolna była się skusić w mojej obecności.
- mogę być Seanem Peanem.
- jasne. Ale nie tym z Cienkiej Czerwonej Linii.
- to nim właśnie chciałem być.
- przewidywalne. To twoja twarz. Wiecznie surowa i gniewna - od dawna uważała mnie za osobnika, który nie tyle co czasem ukazuje swe gniewne oblicze lecz jest po prostu samym sobą gniewem. Jeśli gniew ma twarz to jest to Twoja twarz, mawiała - możesz być jeszcze starym kolegą ale nie było Cię dziesięć lat - obserwuje bar w oczekiwaniu na upragnioną kawę, a ja przypatruję się postaciom za oknem - byłeś w Australii.
- a mogłem być w Iraku? - trochę chce się z nią podroczyć. Lubię to z nią.
- słuchaj, nie musisz zdradzać wszystkim, że jesteś psychopatą. To znaczy nie od razu. To się wyda...- stara się być zatroskana prze chwilę - ...ale wierzę, że może nie za szybko.
- no dobra. To byłem w Armenii.
- czemu akurat tam?
- istnieje duże prawdopodobieństwo, że któryś, jeśli nie wszyscy z tych - tu prowokacyjnie dodałem swej twarzy nieco pobłażliwości - Twoich znajomych była w Australii. A o Armenii pewnie nawet nie słyszeli.
- to jest argument- wesoła kelnerka zostawia na stoliku kawę i ucieka. Zbliżający się wieczór chyba niesie ze sobą burzę. Wreszcie. - Co sądzisz o facecie który chciał wysadzić w powietrze sejm?
- obchodzą Cię takie sprawy?
- jak już Cię mam tutaj raz na dwa miesiące to chętnie poznam Twoją opinię. Sam mógłbyś być takim facetem - i znów ze mną flirtuje.
- obchodzi Cię moje zdanie?
- mam Cię za psychopatę, nie za głupka - i wciąż uśmiecha się do mnie z pobłażaniem. Często mi pobłażała i ja jej. Po prostu naprawdę ją lubiłem, gdzieś tam w środku.
- to bujda. Odwrócenie uwagi od afery pieniężnej. Nagonka na faceta, który być może jedynie co zrobił to dał upust swojej dezaprobacie na rząd na jakimś forum, napisał parę słów za dużo, a ABW zaliczyła wynik.
- no nie wiem. Ponoć miał materiały wybuchowe.
- pojedziemy do odpowiedniego sklepu i też będę miał materiały wybuchowe. Bombę można zrobić z pyłu aluminiowego i saletry amonowej. Zresztą nie twierdzę, że ich nie miał ale czy nikt nie zastanowił się nad faktem, że niby miał ich cztery tony? I jak on chciał ten sejm wysadzić? Aby przewieść cztery tony czegoś trzeba mieć ciężarówkę. Furgonetka nie wystarczy. Aby składować cztery tony trzeba mieć niezłe zaplecze. ABW rozdmuchała sprawę ale rozdmuchała ją idiotycznie, do rangi absurdu. Nagle wychodzi, że chciał użyć transportera wojskowego. Czy ich pojebało aby mówić takie głupoty lub dawać sie nabierać na takie głupoty. Za chwilę sensacyjną będzie wiadomość, że hangarował herkulesa. Nie trzeba tak kłopotliwej ilości materiałów wybuchowych aby narobić rabanu w tym kraju. Bzdura.
- lubię z Tobą rozmawiać. Wszyscy się gorączkujemy zamachem, a Ty upraszczasz sprawę do transportu - szczerze się uśmiechnęła - Nie myślałam od tej strony.
- państwo nami manipuluje tylko szkoda, że ma ludzi za idiotów. To znaczy ludzie są idiotami i wierzą w takie rzeczy ale nie wszyscy. Przestałem lubić nasze Państwo. Przyjdzie czas, że kupię sobie ciężarówkę. Od tego zacznę.
- przesadzasz. Ale to akurat norma u Ciebie.
- no tak. Ciężko z Tobą dyskutować o roli Państwa dla obywatela gdy jest się w Twojej sytuacji. Mnie natomiast moja droga w ciągu ostatnich dwóch miesięcy chciano trzy razy wsadzić do więzienia - patrzy na mnie ale już nie z pobłażaniem. Trochę jednak zamiast przejęcia jest na mnie zła - Kogo? Faceta, który naraża życie dla tego pieprzonego kraju. Nigdy nie handlowałem prochami, nie kopałem kibiców przeciwnej drużyny, nie spodobało mi się radio w żadnym samochodzie, a nawet jeśli lubię młode dziewczynki to do żadnej się kurwa nawet nie uśmiechnąłem. Straciłem duszę za spokojny sen reszty narodu i tych, którzy decydują, a trzy razy chcieli mnie zamknąć do pudła. I za dwa tygodnie idę na rozprawę w sprawie czwartego razu. Za jakieś jebane grzywny. Przecież ja tych pieniędzy nikomu nie ukradłem. Jakiś idiota stwierdził, że ukarze mnie za coś, za niewysłanego pita w czasie, za ubliżanie straży miejskiej, za sprzeczkę z durnym gliniarzem, który nie potrafi ocenić sprawcy wypadku. I tak dopierdoli trzy tysiące złotych, a jak nie zapłacę to co? To idę do pudła na trzydzieści dni. No pięknie. Wspaniały kraj. Wyobraź sobie faceta, który idzie do pudła bo nie ma na to pieniędzy. I co sie dzieje? Traci robotę, bo nawet jak nie służy gdzieś gdzie niekaralność jest istotna to pracodawca nie da mu urlopu na miesiąc. A po drugie produkuje się recydywistów. Więc z normalnego faceta, pracującego, robi się taką decyzją, takim prawem recydywistę, w dodatku bezrobotnego. Zajebisty kraj. Tak jak z tą matką, której zabiera się dzieciaki do domu dziecka, a ją do paki bo nie zapłaciła dwa i pół tysiąca złotych. To chore jest. Nienawidzę tego jebanego kraju.
- walczysz za ten kraj. Jesteś patriotą.
- nie jestem. W mojej walce nie chodzi o patriotyzm lecz o ludzi stojących z boku. I jeszcze kilka innych rzeczy - wymówiłem wolno i zbyt smutno.
- pomóc Ci? - zawsze chce mi pomagać więc ani mnie to pytanie nie dziwi ani nie oburza. Niby czemu miałoby.
- nie. dzięki.
-więc stąd Armenia - wtrąca błyskotliwie. Ceniłem ją za tą błyskotliwość - marzy Ci się jakiś tam koniec świata gdzie nikt nie da ci mandatu i nie przyjdzie po pita. Gdzie jedynym problemem będzie zebranie opału na ogień.
- nie pasuję do tego świata. A może nie do tego świata lecz do tej durnej cywilizacji, która przejmuje całkowitą kontrolę nad człowiekiem. Praworządność to posłuszeństwo, a prawo to restrykcja, nie wolność. I jeszcze każą mi kochać pedałów w imię bycia na topie. Kurwa.
- dobrze będzie zobaczyć Cię w sobotę - zbiera się do wyjścia- pokażę Cię światu. Ty na tym nie ucierpisz, miejmy nadzieję, że i świat również. tylko bądź Seanem Peanem ale nie takim z Cienkiej Czerwonej Linii.

Brak myśli, zmysłów, uczuć – nic-
Jak pośród głazów głazem być
Wszystko owionął grozy cień
Umarła noc i umarł dzień

 

 

 Lokal był przytulny. Przy wejściu znali moje nazwisko więc poczułem się jak ktoś ważny. I zaoszczędziłem dwadzieścia złotych. Nie miałem wątpliwości, że jest to jej lokal więc byłem pewien, że nie zbiednieje z tego względu. To były urodziny jej przyjaciółki. Miała jedną przyjaciółkę, która oprócz faktu, że była wyrachowana, była miła. Jej wadą było uzależnienie od dobrych samochodów fundowanych przez swoich za każdym razem bogatych facetów.
Nie przyszedłem tu dla niej. Przyszedłem aby się odchamić. Nie jest dobrym dla psychiki szargać jej w jaskini lub lesie bez spoczynku. Trzeba ją reanimować. Czasem, chociaż trochę.
- więc jednak - posyła mi promienny uśmiech, chociaż trochę kryje w nim zdenerwowania - postaram się abyś nie ucierpiał.
- poważnie?
- wiem, brzmi to źle ale wyobraź sobie jak zidiocieje dziki kot jeśli wrzucisz go do wybiegu małp - podejrzewam ją o manipulację ale daję spokój. Mam zamiar nie być sobą. Przynajmniej przez trzy minuty- jesteś z Armenii. Znamy się od dziecka, a od dziesięciu lat nie ma Cię w kraju. Mój chłopak zna wszystkich moich znajomych, nawet jeśli nie z widzenia to z opowieści. O Tobie nie opowiadałam - przerywa w namyśle czy oznajmić to na co się przygotowała - bo niby o czym..
- jasne- teraz ja się uśmiecham - przecież sekretem każdego trwałego związku jest szczerość oraz uczciwość, wystarczy dobrze udawać.
- nie zaczynaj - kiwa komuś głową na przywitanie - miałeś nie być sobą. Wyciągam do Ciebie rękę. Wyciągam Cię do świata. Ale na moich zasadach.
- poważnie małpka wierzy w to, że można do nich wpuścić dzikiego kota i nic strasznego się nie wydarzy?
- kurwa...- miała zamiar mnie skarcić ale podniosła tylko oskarżycielsko palec - napij się czegoś, jeszcze wszystkich nie ma, przedstawię Cię później. Bar darmowy.
- nie chcesz zarobić?
- jestem obrzydliwie bogata, nie muszę zarabiać - mówi z przekąsem - a Ty masz do zapłacenia kolejną grzywnę. Nie chcę być tą która wsadziła Cię do więzienia.

 

   Idzie witać znajomych, a ja udaję się do baru. Jest wcześnie, jeszcze dosyć luźno. Proszę barmankę o tonik z lodem.
- pierwszy raz tutaj?- zagaduje.
- tak - opieram się o blat - właśnie wróciłem z Armenii. Przyszedłem się odchamić.
- gdzie to jest?
- między morzem Czarnym, a morzem Kaspijskim. Generalnie jestem z Kaukazu - patrzę czy zrobi głupią minę ale wygląda na taką co wie o istnieniu tych mórz. Zaczyna mi się podobać.
- co tam robiłeś...- urwała nie znając mojego imienia. Sprowokowany więc dałem się złapać.
- mów mi Carlos. Przyjaciele mnie tak nazywają.
- Carlos z Armenii - dodaje cytrynę do mojego napoju i miesza rurką - I to polski - zna się na żartach. To znaczy wie jak być ironiczną. Zaczyna podobać mi się bardziej. Do tego jest ładna.
- wiesz jak to jest. Raz zrobisz coś spektakularnego, wieczorem reszta facetów się spije i już nadają Ci imię najsłynniejszego zabójcy. Takie tam pierdoły - na podeście scenicznym grała skrzypaczka w rytm brzmiącej muzyki. To też mi się podobało. Ciekawy pomysł. Ileż ja straciłem w tej Armenii.
   Stoi po drugiej stronie baru i w milczeniu mi się przypatruje. Widzi moją zmęczoną twarz z niemal dwutygodniowym zarostem i dłuższą brodą. Nie pasowałem do cywilizacji i tylko ten aspekt kazał jej poniekąd wierzyć w moje słowa.
- poważnie? - ma ładne, brązowe oczy i śniadą cerę. Jest też trochę piegowata. To moja pierwsza, ulubiona barmanka po powrocie z Azji - jesteś Carlosem, zabójcą z Armenii?
- ciiii - wyszeptuję - nie mów tego głośno. Niech to będzie nasza tajemnica.
- ale ja Ci nie wierzę - przechyla głowę na bok.
- to niczego nie zmienia - podnoszę się znad baru - idę posłuchać skrzypaczki.
- słychać ją tutaj - zauważa słusznie.
- więc idę ją pooglądać - zostawiam za sobą nieco zgubiony uśmiech - nie możesz mieć mi tego za złe. Nie widziałem takiej skrzypaczki z dziesięć lat - dodaję przepraszająco.
   Patrzyła za mną nieco skonfudowana. Tak ludzkie zmysły sygnalizują cudzą dziwność. Byłem nie tyle nowy, co inny. Zwykły nowy to żadna atrakcja.

- oto i on - zatrzymuje mnie moja ulubiona właścicielka lokalu - mój znajomy z dzieciństwa. Wrócił z...skąd Ty właściwie wróciłeś? - świetnie udaje nieświadomą, gdy przedstawia mnie jednej ze swoich koleżanek. Nikt mnie tu nie znał za wyjątkiem jej przyjaciółki, która uwielbiała odgrywać role więc z chęcią uczestniczyła w tej naszej konspiracji.
- z Kaukazu - mówię podając rękę kolejnej ładnej dziewczynie - kurde. Tu jest jak w bajce - uroda, elegancja i zapach wypełniały ten lokal. Zapach drożyzny, ciuchów z Berlina, Paryża, Londynu, perfum z Los Angeles. Tego nawet nie ma w polskich serialach. Byłem w świecie zupełnie odrealnionym.
- Dominika - wymawia swoje imię, oczekując rewanżu więc nie pozostaję dłużny.
- Carlos - oznajmiam, a moja przyjaciółka drętwieje. W jednej sekundzie zmieniła się z frywolnej, uroczej gospodyni w kłębek strachu. Wyglądała jakby chciała stąd uciec.
- Carlos? Jesteś Hiszpanem?
- to mój przydomek z wojny - przy westchnieniu nowo poznanej Dominiki, w rytm grającej skrzypaczki i muzyki, rozległ się odgłos tłuczonego szkła. Szklanka trunku wypadła mojej przyjaciółce z dłoni. Była cała sina na twarzy, wiedziałem o tym, na szczęście nie można było tego dostrzec w tym miejscu, nieco ciemniejszym od pozostałych.
- coś się stało Kasiu - zapytuje Dominika z przejęciem
- właśnie, coś się stało Kasiu - zapytuję i ja z przejęciem.
- nie, nic Carlosie, to znaczy Dominiko - odwraca się i idzie szybkim krokiem prawdopodobnie po kogoś z obsługi.
- jesteś żołnierzem?
- Kaukaz i rejon bliskiego wschodu to raczej miejsce na konflikty i manifestację sił, bez regularnych wojen oprócz kilku spektakularnych. Więc to idealny rejon dla najemników - no cóż, Sean Pean nie przeszedł. To był głupi pomysł. Nie umiem być Seanem Peanem. Od razu wszyscy by się zorientowali, że to kłamstwo.
- jesteś najemnikiem?
- byłem nim przez dziesięć lat.
- płacili Ci za zabijanie?
- czasem płacili za ratowanie- chciała ciągnąć temat bardziej ale powróciła gospodyni i przepraszając moją rozmówczynię pociągnęła mnie za ramię.
- czy Ciebie pojebało? - skarciła w kącie
- wygadałem się barmance więc musiałem być już Carlosem.
- a nie mogłeś być po prostu jakimś Stefanem?
- barmanka zna już Carlosa
- barmanka którą poznałeś pięć minut temu?
- właśnie ta.
- i nie mogłeś jej okłamać?
- okłamałem właśnie.
- nie mogłeś jej okłamać, że jesteś Stefanem?
- ale ja nie jestem Stefanem.
- Carlosem też nie jesteś - strofuje mnie starając jednocześnie odzyskać rezon.
- to pierwsze co mi przyszło do głowy - szukam jakiegoś szczerego wyjaśnienia.
- no tak. W zasadzie czemu mnie to dziwi. Przecież tu chodzi o Twoją głowę - poprawia włosy przed wielkim lustrem ściennym - a ja głupia wierzyłam, że można bez strat dla ludzkości pokazać światu nowy gatunek.
- to nie Twoja wina - pocieszam ją głupio.
- poważnie? - patrzy mi z bliska w oczy. Jednak nie umie się na mnie gniewać. Umie być sarkastyczna ale gniewna nie - wracaj do barmanki, która już wie, że jesteś Carlosem. I na razie siedź przy barze.
- ale ja chciałem posłuchać skrzypaczki.
- świetnie. Posłuchaj jej przy barze.
- czy wam wszystkim naprawdę trzeba tłumaczyć o co chodzi w słuchaniu jak gra ładna dziewczyna?
- dobra - rusza w kierunku głównego baru - ale nie rozmawiaj z nią. Nie z nią. Ona musi jeszcze trochę pograć. Po Twoich opowieściach będzie fałszować. Nikt normalny nie przechodzi do porządku dziennego nad faktem znajomości z Carlosem, najemnikiem z Armenii.

 

Udało mi się dotrzeć aby posłuchać skrzypaczki. Znalazłem sobie idealne miejsce. Na wysokości, środka parkietu do tańczenia, vis a vis sceny był właśnie bar obsługiwany przez moją śniadą, nowa koleżankę. Był umieszczony na podeście, którego granicą była szklana barierka. Tam też oparłem się o nią przedramionami, ze szklaneczką zimnego toniku i poczułem magię muzyki. Skrzypaczka grała dokładnie naprzeciw, cała widoczna ze swoją muzyką. Nikt dla mnie nie istniał. Nie musiałem być aż dziesięć lat na Kaukazie aby wiedzieć, że jestem obcym w tej rzeczywistości. Zatęskniłem trochę do tego czego nie mam. Kręcić się pośród bawiących się ludzi, pić alkohol, przepadać w muzyce, emocjach, flirtach, powłóczystych spojrzeniach. Nie spać w nocy, nie po to aby dotrzeć brodząc w błocie i śniegu do pilnie strzeżonego celu lecz po to aby czerpać zwyczajną przyjemność. Przyjemność obcowania z obcymi. Zawsze w klubach wolałem przebywać wśród obcych niż wśród znajomych. Przyjemność uciekania od tego co codzienne, smutne, monotonne, brudne, złe, płytkie. Bo nawet jak robisz coś nadzwyczajnego i szukasz boga boso po górach to i tak to co płytkie i złe Cię dopadnie. Musi dopaść. W cywilizacji nie ma szansy się tego ustrzec. Tylko gdzieś tam na ośnieżonym szczycie Azhdahaku, na jałowych zboczach afgańskich wyżyn, gdzieś na skraju irakijskiej wsi, przed klasztorem tybetańskim, czy nawet w portugalskim porcie rybackim. Gdzieś tam gdzie zatrzymuje się czas, możesz ujrzeć siebie. I to co masz w sobie. Przy zmysłowym graniu zmysłowej skrzypaczki też możesz dostrzec siebie ale to przemija zbyt szybko i zbyt gwałtownie. Wystarczy jedna pijana lala, albo john travolta dyskoteki aby wszystko się spartoliło. Aby filozofia przegrała z tandetą.

 

Zaczarowany na jakiś kwadrans musiałem powrócić do świata wraz z przerwą skrzypaczki. Dostrzegłem, że jest coraz więcej ludzi ale właściwie nie powinno być tłumu bo miała być to impreza zamknięta. Odwróciłem się i udałem w kierunku mojego baru.
- "wtrącił się podchodząc do kontuaru, ponury klient o aparycji Mefistofelesa" - przywitała mnie tymi słowy śniada barmanka - Ishikawa Takuboku. Dziwne ale nigdy nie pamiętałam tego cytatu aż do dziś, gdy stał się nad wyraz klarowny i taki właściwy gdy Ciebie zobaczyłam.
- ładna, wie o istnieniu morza kaspijskiego i czytuje literaturę - pokazuję oddając szklankę, że chcę raz jeszcze to samo - masz jeszcze jakieś wady?
- umiem ugotować zupę pomidorową, biegać boso, wiem, że w indiach nie żyją indianie, wciąż mam za mało butów i umiem używać średnika. W dzień pachnę perfumami, a wieczorem budyniem. Nie umiem obsłużyć lewarka i nie rozumiem jak działa prostownik, a to jak można odnaleźć się w lesie za pomocą mapy i kompasu jest dla mnie zupełną magią. Szukam kogoś kto to potrafi.
- za pomocą kompasu się nie odnajdziesz - zwracam uwagę zupełnie obojętnie - ale trafisz do celu.
- przynajmniej wiem, że mnie słuchasz.
Podchodzi Kasia.
- więc jak? - wygląda jakby znów weszła w rolę- poznać Cię z jakąś bogata znajomą? - barmanka udaje, że coś robi, przyjaciółka udaje, że niechcący mówi zbyt głośno, ja udaję, że nie słyszę - z obrzydliwie bogatą? Tak abyś nie musiał już włóczyć się po świecie.
- jasne - przełamuję się wesoło.
- poważnie? - patrzy na mnie z gniewnymi skroniami - a gdzie Twoje ideały?
- ideały są aby idealizować i żyć nimi w idealnym świecie. A że nie znam żadnego idealnego świata więc to oczywiście abstrakcja. A życie jest aby je przeżyć. Dobrze jest przeżyć je godnie - staram się również grać jakąś rolę - nie zrozumiesz tego. Trzeba wiedzieć co znaczy być nędzarzem aby zgodzić się sprzedać duszę.
- chyba dupę - wtrąca ostro.
- i tak za wszystkim stoi dusza. Ciało nie mydło, nie wymydli się. To dusza cierpi. Tylko dusza.
- za wyjątkiem tych chwil gdy łapie się jakiegoś wirusa.
- od tego bóg stworzył apteki.
- sprzedajesz więc?
- co sprzedaje? - odnalazła nas inna jej koleżanka. To dosyć dziwne ale żaden jej kolega jeszcze do nas nie podszedł.
- dupę. To znaczy duszę - wyjaśnia jej - przyjechał z Armenii, gdzie bawił się w mnicha - łapie się na tym, że słucha nas barmanka więc pospiesznie dodaje - oficjalnie w mnicha. Wrócił i postanowił żyć. Cały on, znudził się szukaniem kozic po wyżynach.
- postanowiłem przestać być facetem w łachmanach i przyjść do ludzi.
- dobrze dla Ciebie - przyglądała mi się - i dla ludzi - wzniosła milczący toast, a barmanka przywołana przez roześmianą parę poszła do nich - ktoś licytuje?
- a kto chciałby byłego włóczęgę - mówię nieco ironicznie ale ona nie mogła tego rozróżnić.
- oj, nie rób z siebie znużonego obieżyświata - Kasia jednak mnie nie zawodzi - I nie rozgadaj się za dużo bo twoje akcje spadną. Po prostu nie bądź sobą. Nie zrozum mnie źle. Kobiety pociągają inteligentni, błyskotliwi faceci ale niekoniecznie chcą z tym żyć. Od oglądania dzikich zwierząt mamy ogrody zoologiczne. Mieć w domu aligatora to niedorzeczne - znam ją i wiem, że bawi się znakomicie. Chce utrzeć mi nosa ale nie chce źle dla mnie - a tymczasem idę. Właśnie przyszła moja druga połówka - mruga do mnie oczkiem. Nie podoba mi się to.
- dzisiejszy wieczór będzie Cię kosztował jednego chłopaka - rzucam na odchodne ale chyba już tego nie słyszy. Jej koleżanka też mnie przeprasza, a barmanka jest zajęta.

 

Znowu zostałem sam, ale nie robiło to na mnie wrażenia. Byłem w tym doskonały.
Ponownie patrzę na skrzypaczkę kiedy zaczyna znów grać i dopiero teraz zdaję sobie sprawę jak olbrzymi wybór grzechów oferuje mi świat; kształt wizji, smagłej oblubienicy; radosnej i zawsze zmysłowej ale nie wyuzdanej. Takiej tańczącej w rytm Erica Claptona bez wyginania się z nosem przy parkiecie. Jednak bez wrażliwości, ale w pełni świadomej swej fantastycznej, cielesnej potęgi.

- wiesz...on jest dobrym chłopakiem. Nawet bardzo - przystaje obok mnie wysoka, szczupła dziewczyna. Jej ciało jest ładniejsze od twarzy. Zachowuje się jakby mnie znała albo zwyczajnie jest w tym dobra - wydaje się taki delikatny, bezbronny - jej słowa mają mi wyjaśnić relację tego długonogiego stworzenia z nieco korpulentnym gościem z którym przed chwilą wiła się na parkiecie. Wydawało jej się, że ją obserwuję i może stąd ta zuchwałość - to typ człowieka, który nie byłby w stanie nikogo skrzywdzić. To taki miękki, fajny facet...owszem, że zaradny, tyle, że całkowicie zaabsorbowany robieniem pieniędzy...- drgnęła, a ja odczułem impuls tego drgnięcia- w mroku odpaliła sobie papierosa- Wiesz...jest dobry dla kobiet. Troskliwy i słodki. Zawsze obsypuje mnie prezentami, gdy wraca z Włoch. Z takimi zawsze jest dobrze lecz ja w tej chwili tak naprawdę wszystko to pierdolę. Potrzeba mi czego innego. Twardego mężczyzny, który sprawi, że poczuję się jak dziecko, a nie jak pieprzona żyleta- przerwała oczekując dygresji z mojej strony ale ja nie chciałem nic mówić. Tu przecież i tak chodziło o nią - i może to głupio zabrzmi, ale ja lubię wracać do dzieciństwa. Sprawia mi to ogromną rozkosz, bo gdyby było inaczej, nie podeszłabym do Ciebie. Kobieta czasem potrzebuje łajdaka, rozumiesz? - oczywiście, że rozumiałem ale to niczego nie zmieniało. W rozumieniu nie ma żadnej komitywy, nie czyni to człowieka bliższym, nie w klubie gorących ciał - oczywiście, że kocham go za to szczęście, które mi daje. Tyle, że prawda jest taka, że ja tak naprawdę nie chcę być szczęśliwa. Nie w ten sposób. Zawsze wierzyłam w to, że kobiety nie chcą być szczęśliwe. To nudne. Pragną wrażeń, zmian. Pewnie uważasz, że jestem egoistką, gdyż myślę tylko o sobie, a zapominam o swoim dobrym chłopaku. Może jestem w twoich oczach drobną kurewką, chcącą skorzystać z możliwości pójścia do łóżka z intrygującym i obcym facetem - westchnęła , a ja poczułem bolesne ukłucie w płucach - Prawda jest taka, że jestem dobrą dziewczyną i boli mnie, że mam chęć zdradzić takiego dobrego chłopaka.
Nowe remedium na ból pięknotek. Ułożonych i znudzonych, od dawien dawna pragmatycznych ale przecież chcących marzyć i doznawać. On dobry. Ona pewnie też dobra. A gdzie ten zły? W każdej bajce jest przecież ktoś zły.
- widzisz. Podobają mi się te twoje niebiesko krystaliczne oczy, zaciśnięte usta, ogorzała, surowa twarz. I ten zarost. Ciężko się temu opierać ale jest w tej twarzy coś. Jakby ponura kontorsja, która w jakiś niezrozumiały sposób wydaje się odpychająca. Jesteś szorstki, to pewne. Ale mnie pociągają mężczyźni, których rysy odznaczają się posępnością. To dowodzi, że taki człowiek doznał w życiu wiele troski.
Odnalazł się bohater negatywny. To ten posępny, facet o niebieskich oczach.
Opróżniam szklankę do dna i nawet nie odwracam głowy w jej kierunku gdy mówię.
- z doświadczenia wiem, że jak dziewczyna chce się puścić to dlatego, że lubi się puszczać. Nie ma w tym żadnej filozofii i głębi. Tego nie trzeba usprawiedliwiać. Z tym trzeba albo walczyć albo się poddać i zaakceptować fakt, że oprócz dobrego wozu, opłaconych rachunków i stabilizacji zapewnionej przez partnera jest też głód cipy. A cipy nie nakarmisz biżuterią. Ja na ten przykład jestem odwiecznym wojownikiem walczącym ze swoimi chuciami. Ale zdaję sobie sprawę, że i przegrywam. Być może dlatego, że czasem chcę po prostu przegrać. Nie winię jednak za to jakiejś dziewczyny czy boga. Więc przestań wciskać mi farmazony - prostuję się na znak, że zaraz odejdę napełnić szklankę - Może gdybym był pijany chciałbym zmierzyć długość tych nóg. A może gdybym nie był sobą. Nie wiem. Jestem skomplikowany, nie wyjaśnię Ci tego teraz. Mam głodny mózg i duszę. Kutasa karmiłem Teresą Orłowską więc sama rozumiesz - stoi trochę jak zaczarowana albo zwyczajnie jeszcze nie dotarła do niej prawda. Prawdopodobnie wcale do niej prawda nie dotrze ale mniejsza z tym.
Idę do drugiego baru, kupuję tym razem mocnego drinka. Przysiadam tam na chwilę.

Nadciąga ku mnie; roziskrzona nimfetka, umalowana i urocza, cała pogodna. To przyjaciółka Kasi. Jest ładna i seksowna i nigdy przez ten pryzmat nie mogłem zrozumieć czemu wiąże się z beznadziejnymi facetami. Nawet Katarzyna dziwiła sie jak to możliwe, że każdy jej kolejny facet jest zwyczajnie fizycznie wręcz odpychający.
- człowiek nie powinien tak pomiatać swoim życiem jak ty - wita się ze mną całusem w policzek. Nie byliśmy aż w takiej komitywie ale to była poza. Teraz każdy się tak chce witać. To takie amerykańskie. A Ola to dziewuszka o hebanowych ramionach i filigranowym ciele. Ciężko się do niej doczepić za wyjątkiem charakteru - zupełnie jakbyś czerpał jakąś szczególna przyjemność, jakąś dumę, robiąc z siebie romantycznego nieudacznika. Obiekt własnego, niezwykle osobliwego poczucia humoru.
- wszystkiego najlepszego Ola - wznoszę toast - kwiaty w wazonie przy pierwszym barze.
- kolejne urodziny a mi się trochę nie chce żyć - siada naprzeciw na hokerze - To wszystko jest takie nudne.
- no tak. W gotowych na wszystko proza wygląda inaczej.
- nie jestem próżna. Ale szybko się nudzę.
- nowy chłopak, zamiana audi na bentleya. Ale bentley jak widać nie do każdego pasuje, więc zmienia się go na nowiutką bmw serii 5. Tylko, że jest brzydsza. Myślę, że masz wadę mózgu Ola - uśmiecha się całą sobą bo chyba bierze to za drobną ironię. Ale ja mówię całkiem poważnie.
- pieniądze to nie wszystko.
- jeśli się je ma - kolejna która mało wie o byciu nędznikiem. Czasem chciałbym te wszystkie gwiazdy zapakować na ciężarówkę i wysłać do jakiegoś zakątka bośni bez karty kredytowej- ja jestem dopiero na etapie wycenienia swojej duszy.
- to nic trudnego. Trzeba po prostu zaakceptować fakt, że nie jest się kimś wyjątkowym.
- i z tym mam problem. Zawsze chciałem być wyjątkowy i jeździć cadillakiem.
- no cóż - posłała mi kontorsję uśmiechu - cadillakiem już jeździsz - klepie mnie koleżeńsko po udzie abym czasem nie pogniewał się za jej złośliwość - Dla mnie zawsze będziesz jak demon zła. Demon zła ze swoim planem.
Przeprosiła mnie i poszła. W końcu była solenizantką a ja byłem kimś kogo spotkała raptem dwa razy w życiu. Nawet nie musieliśmy udawać, że mamy o czym rozmawiać.

Wracam do jedynej słusznej rzeczy w dotychczasowym wieczorze jaką powinienem się cieszyć. Idę posłuchać skrzypaczki w ulubionym miejscu. Czuję jakby jej istnienie stało się podnietą do straszliwej, głębokiej zadumy.

- wydajesz się tutaj nie pasować - mój melomański trans przerwał pierwszy facet dzisiejszego wieczoru. Przystanął około metr ode mnie więc na pierwszy rzut oka nie groziło gejostwem albo też wiedział jaki jest neutralny dystans. Na drugi rzut oka też nie wyglądał na geja, był jak wokalista zespołu rockowego.
- tak jakbyś Ty tu pasował - biorę to za komplement ale trochę mu zazdroszczę bo on nie pasuje tu bardziej.
- jak to się dzieje - uśmiecha się, ja jednak nie staram się zakolegować. Z początku wydaje mi się dziwnym, że facet zaczepia obcego faceta - Takie błędy.
- człowiek musi się czasem zgubić - staram się nie odwracać w jego kierunku aby czuł mój dystans - Czasem może być to po prostu samotność.
- samotność?- żachnął się- Samotność, to nic innego jak brak dmuchania.
- nigdy nie dmuchałeś w samotności? - teraz z ciekawością patrzę kto to. Bez wątpienia jakiś fan metalu ale może lubi też kutasy. Nie mógł chyba aż tak się pomylić aby podejść do mnie.
- tyle mówi się o kultowych pojęciach jak miłość i samotność w znaczeniu kosmicznym. Jakie to wszystko szlachetne. Miłość jest dobra i samotność także jest dobra, ale już dmuchanie jest złe. Dlaczego?- tu uczynił niewiadomy gest ręką, ściszając nieco głos- Kurewstwo nie istnieje. To ludzki wymysł i tylko dla nas tak wiele znaczy. Zresztą, zwierze kapitalizmu nie jest ewenementem w tej dziedzinie. Gwałty, prostytucja, wszystko odbywa się w świecie zwierząt z równą częstotliwością, jak na ulicach naszego miasta. Samce pewnego gatunku amerykańskiej pszczoły, stoją na straży najlepszych kwiatów i kiedy samica chce być dopuszczona do nektaru, musi odbyć z samcem stosunek - przyglądał się eleganckiej kobiecie, która stała przy stoliku poniżej podestu - kiedy czuję się samotny, wiem, że nastał czas, aby dmuchnąć jakąś kobietę. Znam bardzo do tego odpowiednią, prawie jak malowidło, ale ma jeden feler. Interes męski traktuje jako szczoteczkę do zębów, a zęby myje trzy razy dziennie i nie zawsze tą samą szczoteczką. To moja żona- dopiero teraz potraktowałem go poważnie, a jego zdeterminowane do zazdrości spojrzenie wyrażało milczącą nienawiść- I jak myślisz? Co mam do uczynienia?
-Nic na to nie poradzę- odrzekłem tonem wyrażającym szacunek nie dla niego jako człowieka, lecz dla jego cierpienia, co niewątpliwie umiał rozróżnić- Kobiety od awantury w raju cieszą się złą reputacją, ale to wina mężczyzn - pomyślał chyba, że będę idealnym partnerem do ekspresji jego cierpienia. Pomylił się - Ja właśnie idę popracować nad tym aby którąś dmuchnąć- skłamałem ale to był dobry pretekst aby się od niego uwolnić i aby już mnie nie szukał.

- człowiek nie powinien na wolności chodzić z taką twarz- głos, który doszedł do mnie z za pleców, był niczym śpiew syreny, a ja stałem się Odyseuszem, którego zapomniano przywiązać do masztu. Sposób jednak nie należał do najmilszych - Albo masz zły dzień albo naładowaną broń.
- tylko nie mów proszę, że dzień bez uśmiechu to dzień stracony - to czarująca mnie skrzypaczka. Wykorzystała druga przerwę aby spotkać się ze swoim fanem. Trudno nie zauważyć jedynego faceta wpatrującego się w jej muzykę z jawną perwersją wymalowaną na twarzy.
- nie lubisz się uśmiechać? - jej reakcja na szczęście udowodniła, że nie myśli zgodnie z tym frazesem, którego nienawidziłem.
- jestem trochę inwalidą. Moja twarz tak po prostu wygląda. Nie możesz winić mnie za niepełnosprawność.
- jestem Magda- podała mi swą dłoń, którą wedle powinności uścisnąłem.
- Filip- rzekłem, podając jej swą szklankę z trunkiem- Wypij moje zdrowie- zaproponowałem.
- Nie lubisz alkoholu?- umoczyła swe pełne, świadome swych doświadczeń usta w żubrówce z sokiem jabłkowym w której wcześniej pławił się mój język i uśmiechnęła się.
- jeszcze dwa łyki i stanę się zuchwały
- nie przy mnie - powiedziała, a ja poczułem emfatyczny zapach jej wyśmienitego ciała.
- a czym różni się picie przy tobie?
- tym, że prawdziwa kobieta posiada szczególny dar, wzbudzania w mężczyźnie tego co dobre i szlachetne.
- a co z nie prawdziwymi kobietami?
- lubię cię. Zupełnie jakbyś był mi bliski. Wszystko co mówisz, nawet jeśli musi to być poważne, jest jakoś powykręcane, aby miało posmak ironii. Wyrażasz się o sobie z sarkazmem, albo dezaprobatą.
- otóż to- oblizałem językiem wysuszone wargi i uśmiechnąłem się do siebie.
- ooo - wyjękuje radośnie ale tak aby mnie to urzekło - rekonwalescencja poprzez uśmiech. Będziesz chodził - puszcza mi oczko ale tylko po to abym wiedział, że traktuje mnie życzliwie. Śmiem twierdzić, że jest jedną z tych, która nigdy nie puszcza oczka do obcego faceta. Cóż mogę powiedzieć i cóż począć z sobą. Nie dam rady Bogom; wynalezienie bomby jądrowej jest niczym przy pomyśle Zeusa z Pandorą; „jest złem zesłanym przez Bogów na ludzi”, „jest pułapką, której ludzie nie zdołają sprostać.” A mogłoby się wydawać, że jestem melomanem.

Gdy przez następne kilkanaście minut snułem się i nie mogłem odnaleźć w klubie dopadła mnie Kasia.
- zgadnij kogo poznała dzisiaj moja etatowa skrzypaczka- wzruszyłem tylko ramionami bo niby co miałem powiedzieć - filipa - mówi akcentując
- aaaaaaa.
- szkoda, bo mogłaby poznać Carlosa - wygląda jakby chciała mnie walnąć- Ale zna filipa, który znany jest w świecie jako Carlos. A Magda jest bliską znajomą mojego chłopaka. Wręcz mój chłopak ją uwielbia.
- nic dziwnego - mówię z przekonaniem - świetnie gra.
- jasne. Bo każdy facet to zapalony meloman. Wszyscy się świetnie znacie kurwa na muzyce.
- jest powód, dla którego ludzie kłamią - adresuję do niej swój najbardziej naturalny uśmiech- to działa. Pozwala społeczeństwu funkcjonować. To odróżnia człowieka od zwierzęcia.
- wiem o tym. Kilka lat już się znamy. To wystarczająca szkoła życia. Co nie zmienia faktu, że jestem zła. Nie na niego. Na Ciebie.
- zapomniałem. A tak poważnie to jej chyba nie chciałem wciskać farmazonu - patrzy na mnie niecierpliwie.
- jest powód dla którego ludzie kłamią, pamiętasz? - czeka czy zareaguję ale nic nie mówię - to działa - chciała jeszcze coś powiedzieć ale zbliżył się do nas jej chłopak. Patrzył na mnie z zaciekawieniem. Nigdy o mnie nie słyszał i nigdy mnie nie widział, a przecież jest już ze swoją dziewczyną kilka lat.
- znajomy? - zapytuje ją ale wbrew obawom, Katarzyna znakomicie umie grać różne role
- to facet który nie ma żadnej zalety - mówi od niechcenia - w dodatku jest nieobliczalny.
- tak - patrzę na niego, nie mogę jej rozczarować więc patrzę trochę głupkowato - oprócz tego jestem jawnym wrogiem społeczeństwa.
- bo ty nie jesteś zwyczajny - trochę ryzykowała mówiąc to - błądzisz gdzieś w ekstremach. Jesteś sam. Byłeś sam przez całe życie - dobrze to starała się rozegrać. W końcu miałem być poszukiwaczem przygód wypranym z atrakcji życia.
- pamiętam Cię z przed dziesięciu laty - dołączyła do nas Ola, która w wyreżyserowany sposób położyła mi dłoń na ramieniu, przytuliwszy jednocześnie do mego prawego boku - zanim wyjechałeś do Armenii. Chciałeś wtedy być fajny i jeździć cadillakiem. Wróciłeś i wiem, że cadillaca juz masz - pomagała Katarzynie jak umiała ale przy tym wyśmienicie się bawiła. Uwielbiała takie serialowe knowania - pozostaje wierzyć, że za kolejne dziesięć lat będziesz fajny - i mówiąc to pocałowała mnie w policzek. Widziałem jak twarz partnera Kasi łagodnieje, tego mu było trzeba. Wiedzy, że jestem bliższy Oli niż jego dziewczynie. Nie wiedział tylko, że to i tak kłamstwo - i zgadzam się z Kasią, z małą różnicą. Nie masz żadnej zalety oprócz tego, że jesteś nieobliczalny.
- za dziesięć lat nie planuję już żyć - odpowiadam z uśmiechem w oczach - ja już mam prawie sto lat. Nie czuję się stary ale wiem, że gdzieś tam ktoś już napisał moją śmierć. Gdzieś tam na jakimś Syryjskim wzgórzu - częstuję się lampką wina roznoszoną przez kelnerkę - tam właśnie się wybieram w tym miesiącu. Nad jakąś przepaść.
- nie chciałbyś zostać tu z nami? - zagaduje wścibsko Ola - pożyć trochę?
- nie pasuję do was - mówię z przekąsem - wszyscy macie fury za minimum dwieście tysięcy, ja mam furę za dwadzieścia. A w Syrii jeżdżą na osłach, tam przynajmniej będę kimś.
- rozejrzyj się - wtrąca Kasia - połowa z tych kobiet jest samotna. I zamożna. Wystarczy chcieć zmienić swoje życie. Zmienić je we właściwym kierunku.
- rzecz w tym, że dla mnie tamten kierunek jest właściwy. Zmierzam bliżej mezopotami. Chcę pogadać z bogiem jeśli istnieje. A jeśli istnieje to tam jest jego dom. To nie prawda, że jest bogiem wszystkich. jest bogiem jednego plemienia. I tam go znajdę. I zapytam go czy umie tańczyć.
- a jeśli nie istnieje? - wtrąca kolejna z koleżanek, chwilę przysłuchująca się rozmowie. Coraz więcej osób zebrało się przy nas. Wszak solenizantka i właścicielka lokalu były najlepszymi wabikami na towarzystwo.
- będę wiedział, że miałem rację - nie uśmiecham się do niej, ani do nikogo innego. Mimo, że grałem Carlosa, to w środku znów chciałem być sobą.
- czy dobrze rozumiem? Ścigasz coś, czego wiesz, że nie ma? - ola wciąż wtulała się w mój bok. Zacząłem podejrzewać, że nie była to tylko gra lecz i trochę ochota. Miała jednak idealny pretekst.
- wiecznie ścigam jakieś mary i wizje. Elfy, które nie istnieją i demony jakich nie ma. I gubię się na bezdrożach bliskiego wschodu. To najlepsze co może przydarzyć się człowiekowi. Sposobność zgubienia się.
- Ja uważam, że SPA ale co mi tam - uprzednio poznana Dominika nie pozostała bierna w rozmowie - jestem tylko próżną panienką. Ale nie czyni mnie to wcale gorszej - teraz wpatruje się we mnie ciężko - więc nie wiem czemu niby patrzysz na mnie, na nas tak obarczająco.
Wzruszam delikatnie ramionami.
- nie przejmuj się. Ja na wszystkich tak patrzę - pomyślałem, że nie mogę zabrnąć zbyt daleko w okazaniu niechęci tym ludziom więc uśmiechnąłem się - to jedyna broń nędzników przeciw możnym świata. Ich wydumana wyższość duchowa i intelektualna. Musimy być w czymś lepsi.
- oj, nie bądź taki - ola upija mojego wina - nie taka wydumana. Jesteście lepsi w przedzieraniu się przez lasy, broczenia w bagnie i jedzeniu chleba z masłem. My natomiast jesteśmy lepsi w dawaniu napiwków, zwiedzaniu kurortów, zamawianiu przez internet - teraz nieco poważnienie i ścisza głos ale wciąż chce wydawać się wścibską - nasza przewaga jest tylko taka, że jak zechcemy to możemy spróbować jak to jest broczyć w bagnie, a Ty nie możesz spróbować jak to jest opalać się na plaży Barbados.
- z tym, że bagna mają to do siebie - teraz i ja ściszam głos - że wciągają takie dziewczynki jak Ty w mgnieniu oka. I już nie puszczają.
- Dowcipniś. Ale nie winię Cię. Jesteś skomplikowanym człowiekiem. Czujesz odrazę ale pewnie czujesz odrazę z wielu powodów - proszona znakiem ręki, mówi przepraszająco i odchodzi - Nie jesteś taki zły. Poza momentami gdy jesteś.
Podczas zamieszania z kolejnymi przybywającymi znajomymi udało mi się wydostać z tłumu i ponownie zająć miejsce przy ulubionym barze, a raczej przy ulubionej barmance.
Gdy tylko mogła uwolniona od obowiązków, podeszła.
- no dobra. Jesteś aspołeczny i wyraźnie nie lubisz ludzi. Więc co Ty właściwie tutaj robisz?
- wolno mi przyjść i nie lubić ludzi tutaj.
- nie lubić ludzi ale jednak przyjść do nich?
- nie lubić ludzi i przyjść do nich aby nie lubić ludzi.
- ja mam wujka. Napalony skurwiel. Gdy miałam czternaście lat widziałam jak się ślini na mój widok gdy biegałam w rybaczkach. Nie lubię skurwiela. I wiesz jak to się przejawia? Unikam go.
- ja jestem wścibski. Lubię wiedzieć, że ktoś wie, że go nie lubię.
- jesteś dziwny. I przez to też ciekawy. Każdy teraz jest taki do rany przyłóż, a jak w dodatku jesteś niczego sobie i musisz całą noc stać za barem to każdy idiota z fiutem chce być Hemingwayem ze sztucerem. I polować. I oblegają bar całą noc w przekonaniu, że są świetnymi myśliwymi i w przeświadczeniu, że każdy z nich jest lepszy od drugiego czającego się z boku. Mam po dziurki w nosie tego do rany przyłóż i tych wszystkich, ale masz piękne buty, wyglądasz jak z Paryża, pachniesz jak moje dzieciństwo, gdzie byłaś całe moje życie, kochałem Cię od małego. O żesz mać. Kuriozum gatunku. A Ty? Włazisz, siadasz milcząco i łypiesz złowieszczo. I nic się nie zmienia. Nie potrzebujesz, to nie otwierasz gęby. Jesteś tajemniczy całą noc. I w dodatku to nie poza. Wyglądasz jakbyś był tym wszystkim znudzony. Ale to tylko dodaje Ci uroku.
- nie otwieram gęby bo nie umiem podrywać. Siadam i powtarzam zaklęcia aby wypadły ci książki z rąk tuż przede mną na chodniku, abym wywrócił się motocyklem tuż przed Tobą na ulicy, aby urwało Ci koło, a ja abym miał lewarek. I takie tam snuję te swoje jednostronne bujdy. A jak nic się nie dzieje to napawam się tym przemijaniem. I to jest coś co mam zamiast Boga.
- niektórzy mają boga. Inni muszą go sobie wymyślać.
Mruży powieki swych roześmianych oczu, gdy przerywa nam dziewczyna.
- zatańczymy? - pyta mnie nowo przybyła.
- nie - wyraźnie skonfudowana robi niezgrabnie krok w tył po czym znika szybko.
- strzeliła focha - uśmiecha się barmanka oczami - a propos. Jesteś gejem?
- ejjj - strofuję ją trochę oburzony - dlaczego tak o mnie myślisz?
- ona tak myśli.
- trzeba to wyprostować. Pocałujemy się? - zbieram się na odwagę aby wpatrzyć się w jej oczy wystarczająco długo.
- co? - jest zaskoczona ale nie urażona - chcesz popełnić taki błąd? Stracisz branie. Te wszystkie wypacykowane...- teraz jej twarz staję się skupiona - ...ej, jesteś jednym z nich? Bo nie wyglądasz ale mogę się mylić.
- nie.
- więc co tu robisz? wynajęli cię dla równowagi?
- przyjaźnię się z właścicielką.
- jasne. bo przecież to właśnie robią faceci z kobietami. Przyjaźnią się.
- no dobra. wstaw tam duży cudzysłów. wiadomo o co chodzi.
- a więc spałeś z nią. Może nie śpisz ale kiedyś, gdzieś tam spałeś.
- tylko nikomu nie mów - wskazuję na nią obarczająco palcem.
- poważnie? spałeś z taką dziewczyną?
- ej, z Tobą też mógłbym spać.
- jesteś bardzo uprzejmy - wtrąca złośliwie - mówił Ci to już ktoś?
- nie - zauważam głupkowato - zazwyczaj mówią, że jestem opryskliwy.
- głupcy, co - przypatruje mi się w milczeniu. Zauważa, że moja twarz się zmienia. Zauważa, że powoli znikam stąd - Dlaczego na imprezie jesteś smutny? - zapytuje więc abym jeszcze tu pobył.
- Dotąd udawało mi się to ukryć.
- aha - robi zabawną minę - udawało - trochę się śmieje ze mnie. Przełykam napój i opieram się ciężko o kontuar.
- nie mogę spać w nocy. Nie mogę się nawet zdrzemnąć. Za oknem wyją moje grzechy. Wiem, że tam siedzą.
- jakie grzechy tam siedzą - też opiera się o kontuar. Patrzy na moją twarz.
- byłem daleko od domu. A tam była tylko ciemność. Musiałem umieć w niej przetrwać. A przetrwać mogłem tylko będąc niszczycielem. Niszczycielem światów. Ludzkich światów.
- popełniłeś coś parszywego w jakimś mrocznym dniu?
- było wiele mrocznych dni.
- zmień to. jest lato pachnące żywicą. Wyjdź któregoś takiego dnia na miasto. Poprzechadzaj się alejkami.
- nie lubię miasta. W mieście jest zawsze syf i małpy.
- w mieście są też piękni ludzie.
- tak jak mówiłem - ponawiam monotonnie - syf i małpy.
- człowiek jest czarujący nawet jeśli jest trochę pesymistą lub malkontentem. Ujdzie też ponurak. Ale nie przesadzaj, dobrze.
- Nie oceniaj mnie. Co będzie jeśli wszyscy będziemy chcieli być szczęśliwi, zdrowi i żyć długo.

Chciała coś przemyśleć i powiedzieć lecz widząc nieco zniecierpliwionego klienta odeszła.
Ja też postanowiłem się przejść. Zauważyła mnie w korytarzu Kasia i pociągnęła do stolika solenizantki. Nie chciałem tego ale wiedziałem, że muszę to przeżyć. Dałem się więc przedstawić i usadzić. ktoś polał mi wina, obok siedziała Ola. Wszedłem w środku jakiejś dyskusji. Wypacykowany facet mówił.
- żyjemy w ciemnogrodzie, w którym nie toleruje się inności i wolności słowa i orientacji. Dlatego pójdę na tą paradę. Chcę być uznawany za obywatela nowoczesnego społeczeństwa.
Wypiłem wino i nalałem kolejną porcję. Istniała obawa, że nie zniosę ich na trzeźwo.
- a ja chcę żyć w społeczeństwie pozbawionym strachu przed niezależnością słowa i przekonania. Nie chcę być terroryzowany tolerancją. Nie chcę być zmuszany pod szantażem uznania za zacofanego do aprobaty dewiacji. Gdzie jest więc wasza tolerancja teraz? Tolerujecie gejostwo a nie tolerujecie braku tolerancji? Gdzie jest więc wasza nowoczesność?
- Nowoczesność to aprobowanie odmiennych świadomości ludzkich.
- ja mam odmienną świadomość ludzką. Nie toleruję pedałów - celowo użyłem słowa pedałów, aby trzech pedałów siedzących przy stoliku, co do których nie miałem wątpliwości, że nimi są wiedziało, że nimi gardzę - polański też miał odmienną świadomość ludzką gdy lubieżnie wykorzystywał trzynastolatkę. I cały naród polski to finalnie tolerował. Ba. Cały naród według zeznań dziennikarzy trzymał za tego pedofila kciuki.
- To nie to samo. Homoseksualiści walczą o możliwość kochania.
- ja kocham swojego kota. Co nie znaczy, że mam walczyć od razu o przyzwolenie na wkładanie mu czegoś pod ogon.
- ale mój chłopak - nie wytrzymał jeden pedałów - nie ma ogona.
- i nie ma też cipy - uświadomiłem go o czym chyba zapomniał.
- mówimy o miłości. Mamy prawo do kochania.
- jedynie do czego macie prawo to do uprawiania człowieczeństwa. I do walki z demonami i chorobą. urządzajcie parady, które pokażą mi, że walczycie o swoją godność, a nie o dawanie dupy. Że walczycie o bycie mężczyznami. O bycie mężczyznami takimi do jakich zaprogramowała was biologia. Gejostwo jest słabością gatunku. Nie można zaaprobować słabości gatunku. I nie można absolutnie walczyć o tolerowanie tego gdyż stanie się ta słabość prawidłowością- może i ktoś chciał przerwać ale ton mego głosu i pewność słów sprawiły, że każdy słuchał - A to nie jest prawidłowością. Po prostu nie jest. jakiś pedał w sejmie szantażuje naród i mówi, że pewien doktor twierdzi, że homoseksualizm to nie choroba. A ja twierdzę, że nie trzeba być ani filozofem ani naukowcem aby wiedzieć, że członek pasuje do pochwy i że jest to zgodne z programem biologicznym. Istota ludzka będąca gejem jest niepełnosprawna. W myśl gatunku gejostwo jest niepełnosprawnością. I nie ma innej prawdy, nie należy tego tłumaczyć i bronić. Należy to zrozumieć i z tym walczyć. Sami powinniście chcieć z tym walczyć gdyż jest to urągające dla gatunku, człowieka, osoby, mężczyzny. Nie macie prawa wylegać na ulicę i żądać ode mnie tolerancji dla czegoś co jest sprzeczne z naturą rzeczy, a po drugie co budzi moje obrzydzenia. Ja nie chcę być tolerancyjny i jeśli ktoś uważa, że to czyni ze mnie człowieka zacofanego to ten ktoś ma braki intelektualne albo całkowicie niesprawny mózg.
- jesteś homofobem i tyle - rzuca ktoś.
- i myślisz, że to dla mnie obraza? Chcę być homofobem, pedofobem, gwałcicielofobem, idiotofobem, ksenofobem, kurwofobem, kapłanofobem. Chcę być antysemitą. I mam być tolerowany w myśl waszej miłości do wolności wyznania. To jest moje wyznanie. Antagonizm.
- w dodatku jesteś gburowaty, wulgarny i prosty - dodaje trochę urażony bo przecież pedał to istota wrażliwsza.
- Chcę być niszczycielem i ty masz to tolerować. tego wymagam. Nic ci do tego, a jak masz obiekcje to znaczy tylko tyle, że jesteś zacofanym tradycjonalistą, który nie dorósł do nowoczesnego świata - wypijam kolejny kieliszek wina i wstaję kierowany ochotą zamienienia paru słów z barmanką, która widziałem, że jest wolna od pracy tymczasowo - tak jakby gejostwo było wynalezione przez was i istniało tylko w tym niby nowoczesnym świecie. A starożytni walili wszystko, więc jaki niby ma to być przejaw nowoczesności gatunku taka tolerancja. Chcesz usprawiedliwić chłopaku słabość do dawania dupy to przyznaj się to tego, że jesteś chory na wirus pedalstwa i z nim walcz. tylko wtedy zasłużysz na jakąkolwiek tolerancję.

 

Zanim jednak doszedłem do baru, dogoniła mnie Kasia. Stała przez chwilę i po prostu na mnie patrzyła. Jak zwykle z pobłażaniem ale i sympatią.
- znalazłam ci przyjaciela - mówi pomijając wydarzenia przy stoliku co oznaczało, że ma takie samo zdanie - też jest socjopatą - i poprowadziła mnie do innego stolika przedstawiając kilku chłopakom.
Rozmawiali o Jezusie. Pomyślałem, że to jakieś magiczne miejsce ze stolikami mojego sumienia. Albo, że Kasia chciała abym utarł nosa pewnym jej znajomym. No i oczywiście nie wytrzymałem.
- kolejni fani mordowania niewinnych zwierzątek - mówię z jawną pogardą. O ile co do zjawiska pedalstwa nie czułem gniewu to już do chrześcijan przejawiałem jawną wrogość - czy wam się wydaje, że śmierć baranka przejedna boga? I że dwa tysiące lat po czasach znachorstwa i ciemnoty religijnej rytualne zarzynanie bezbronnych zwierząt, czyli znęcanie się nad nimi, innymi słowy zadawanie bólu w imię rytuału, w imię imienia boga czyni z was ludzi świadomych i inteligentnych? Jesteście ciemniakami zgubionymi w krwawej jaskini. Wiara w tak durne rytuały u człowieka który ma laptopa jest dowodem na fakt, że ten człowiek powinien zostać na drzewie. Nie ma potrzeby abyście schodzili z drzewa. Świadomość ludzka to świadomość duchowa. Umiejętność odróżniania konieczności zabicia od zabicia w imię obrzędu, tradycji, zabobonnych wierzeń. Nie czyni z was to nawet ludzi tylko głupich ale i okrutnych. Poza tym wydaje wam się, że mam czcić człowieka, który spotkał wariata z pustkowia jedzącego szarańczę. I dał się mu wykąpać w wodzie i nabrać na brednie, że to nada mu sens istnienia? Jan Chrzciciel był obłąkany a Jezus stał się terrorystą. Nie był wyjątkiem co mogłoby go uczynić postacią bohaterską. Wielu występowało wówczas przeciw władzy, przeciw poborcom podatkowym i chciało dokonać rewolucji. Jezus nawet nie był anarchistą w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Walczył z Rzymską okupacją Galilei co czyni go terrorystą. Nie był nikim wyjątkowym. To jego wyznawcy, równie ubodzy umysłowo, ideologicznie tchórze wykorzystali śmierć Jezusa i na tym napisali przyszłość.
- nie ma o czym dyskutować - obudził się jeden z nich trochę wciągnięty przez mój wywód - Jezus był kimś niewątpliwie wyjątkowym. Bezspornym faktem na to jest ilość ludzi których zachwycił.
- Hitler więc też był kimś wyjątkowym. Zachwycił niezliczoną ilość ludzi. Tak niezliczoną, że zalała ona całą Europę. A Jezus zachwycił tylko kilkunastu i umarł. Wyszło mu to na dobre bo męczennictwo jest lepsze niż terroryzm dla pamięci innych. Gdyby Hitler umarł jako męczennik, a nie tyran to nazizm byłby wciąż tak groźny jak chrześcijaństwo.
Popatrzyłem na nich ostatni raz i postanowiłem odejść. Nie miałem już z nimi nic do zrobienia. Wstał za mną jednak ten, który miał być moim nowym przyjacielem socjopatą.
- jesteś w porządku - uśmiecha się do mnie chcąc traktować całą tą gadaninę jak jakiś alkoholowy wybryk wśród swoich - nie idź. napijmy się. Kasia mówiła, że mamy wiele wspólnego.
- Kłamała. Nie ma w tym miejscu nikogo z kim miałbym cokolwiek wspólnego - podchodzi roześmiana Ola.
- Wyglądasz jakbyś już chciał stąd uciec - udawała zamartwianie się - chyba nie wolisz wrócić do swojej groty z wiszącą na ścianie dziewczyną z plakatu niż być tutaj pośród tych wszystkich...- tu uczyniła gest rękoma jakby chciała omieść cały lokal -...żywych, żwawych i roześmianych. No, być może "roześmianych" to nie jest dla Ciebie argument.
- w domu tylko plakat dziewczyny? - uśmiecha się kompan - masz rację. Jednak nie jesteśmy podobni.
- facet kocha wymyśloną istotę, która nigdy mu nie odpowie - dodaje Ola wesoło.
Dostrzegam Kasię rozmawiającą z kimś z obsługi.
- Jak Wy waszego Jezusa - pozostawiam po sobie zbyt ironicznie i zostawiam ich. Podchodzę do Kasi, ona podaje mi literatkę wody.
- socjopata z Ciebie, wiesz o tym - uśmiecha się.
- czy bycie socjopatą wobec socjopaty to nieprawidłowość?
- potańcz, zabaw się. Zmień się.
- ja nie tańczę.
- tak, tak. Jesteś jak Humprey Bogart. Ja Ciebie znam ale reszta tutaj nie. Dla nich jesteś tylko dziwakiem. Siedzenie przy barze z drinkiem przystoi tylko w Casablance i tylko właścicielowi lokalu dlatego Bogart mógł być Bogartem Ty nie możesz nim być. Jak będziesz się tak smętnie snuł i robił sobie wrogów to już nikt do Ciebie ni podejdzie. To znaczy, żadna nie podejdzie bo przecież nie o facetów chodzi. A i że Ty nie podejdziesz bo nigdy nie podchodzisz to jesteś skazany na wyobcowanie. Żadna nie włoży ręki do terrarium z dziwnym stworzeniem nawet jeśli jest fajne. Tym bardziej gdy ma taką minę - chce dobrze dla mnie nawet jeśli czasem wykorzystuje mnie do niecnych czynów. Ale zna moje mocne i słabe strony. Poza tym jestem jedynym człowiekiem który trzyma ją jeszcze na powierzchni tej części świata, która jest ponura, zwyczajna, smutna, prozaiczna - Groźny wąż z wnerwem na twarzy odstraszy nawet najbardziej napaloną Ewę.
- wtedy chodziło o jabłko.
- oczywiście. Przecież zawsze chodzi o jabłko. O to co jedno może podarować drugiemu.
- sądzisz, że gdybym był wężem Ewa nie zerwałaby jabłka? - naturalnie mnie zaciekawiło to zagadnienie.
- jesteś dobry. Gdybyś żył w raju byłbyś właśnie wężem. Ale wiedząc o szwindlu Boga z grzechem pierworodnym - czuję zapach jej perfum gdy się zbliża. Nie chce podnosić głosu aby mogła być słyszalna dobrze mimo muzyki więc się nieco przybliża - tak, tak. Czytam twoje rozprawy z biblią. Najciekawsze jest jednak to, że w zasadzie nawet gdybym chciała się nie zgodzić to nie mam ku temu powodów. Więc wyobrażam sobie Ciebie jako tego cholernego kusiciela, którego rolą nadaną przez Boga jest zwiedzenie Ewy, aby ojciec wszechrzeczy miał pretekst do wywalenia ludzi z raju - rozluźniła się wdając się ze mną w te często toczone rozmowy w zasadzie o niczym - jesteś uwodzicielski ale jesteś dobry. Wiem, że spojrzałbyś na tą biedną dziewczynę przy twym drzewie i najzwyczajniej zniechęciłbyś ją do jabłka. Aż trudno uwierzyć mi samej w moje słowa ale zniechęciłbyś ją do grzechu. Szybciej wywiniesz numer Bogu niż niewinnej dziewczynie.
- no nie wiem. Taka niewinność to jak grall. Skalać, sprofanować takie cudo jest dzikim pożądaniem.
- Nie jesteś święty ale nie jesteś barbarzyńcą duchowym. Nie profanujesz świętości ani nie kalasz. Tego typu niewinność ktoś taki jak Ty bierze pod opiekę, ochronę, nawet przed najwyższym. To jest właśnie Twoje zło; antagonizm wobec tego co być powinno jako tradycja, wiara, norma społeczna.
- zapominasz się - mówię zamyślony - jesteś gospodynią na imprezie, a zmieniasz się w filozofa. Nie dziś bo rozpęta się między Tobą, a tym Twoim chłopakiem burza. Uwierz mi. Znam się na oznakach pogody.
- musisz się z tym, źle czuć, że kobieta przy Tobie zmienia się w filozofa, zamiast w frywolną, lubieżną, beztroską, namiętną...
- czy ty mnie w ogóle znasz - przerwałem jej na co się uśmiechnęła.
- droczę się - mówi z przekąsem - z moimi znajomymi nie da się droczyć. wszyscy są tacy jak należy. Jakbyś miał znajomych z jednej fabryki. wiesz co zrobią i co powiedzą i co myślą. A Ty? Ty jesteś zaskakujący oprócz tego, że jesteś psychopatą. Ale to in plus. Zrozumiałam to dopiero niedawno.
- tak. Dobrze jest być widzem dramatycznej osobowości. Gorzej występować w takiej roli i trzymać się życia.
- jeśli jesteś niezadowolony ze swojego życia zmień to. Ale nie zrobisz tego. Próba zmiany jest oznaką zdrowego umysłu. Rozumiem więc, dlaczego ta idea jest ci obca.
Dołączyły do nas dwie dziewczyny i witając się z Kasią przedstawiły się i mi. Nigdy nie zwracam uwagi na to co do mnie mówią nowo poznane osoby więc już w tej samej chwili nie miałem pojęcia jak mają one na imię.
- mój przyjaciel - mówi Kasia z nutką melancholii w głosie.
- mężczyzna taki przyjacielem kobiety? - zainteresowała się niższa z imponującym dekoltem. Oczywiście, że umiejętnie odsłoniętym. Nie ma nic złego w kobietach podkreślających swoje walory - takie zjawisko w kosmosie nie istnieje.
- Tak się nazywa faceta, któremu nie wiadomo jaką dać rolę - wtrącam uwalniając Kasię od wmawiania im, że naprawdę jesteśmy przyjaciółmi z czym się nie zgadzałem - to oczywiście błędna nomenklatura ale cieszy serce kobiety.
Pociągnął je obie jakiś chłopak wskazując wspólnych przybyłych znajomych, a Kasia posłała mi zadumane wejrzenie.
 

- przyjaźnimy się - powiedziała.
- nie przyjaźnimy - odparłem cicho - przeżyliśmy romans, czasem sypiamy ze sobą, a czasem pijemy kawę. Wtedy Ty ganisz mnie za bycie odludkiem, a ja mam pretensje do tego, że jesteś człowiekiem. Dwa kompletnie odrębne gatunki, które nie wiedzieć czemu spotykają się czasem w tym samym miejscu aby móc poudawać, że są sobie bliskie. A przez to, że są dwoma odrębnymi gatunkami zwyczajnie nie mogą być sobie bliskie. Nawet jeśli bardzo chcemy wierzyć, że jest inaczej - zamyśliła się. Trochę winiła siebie za to, że zbyt późno pokazała mnie światu i trochę winiła mnie za to, że nie mogła pokazać mnie wcześniej. Zbyt długi proces oswajania wypaczył charakter tego stworzenia przybyłego z lasu wobec tych, którym chciała się nim pochwalić - Jesteśmy sobie obcy. To tylko gloryfikowanie kilku chwil gdy jest nam ze sobą rozkosznie. Gdy było rozkosznie. Nie należy idealizować takiej znajomości. Żadna znajomość kończąca się łóżkiem nie musi być wyjątkowa. Kiedy kończy się flirt, ukratkowe spojrzenia, niedomówienia tego co moglibyśmy sobie dać, a o co siebie zapytać zaczyna się pornografia. Nudny film bez porywającej fabuły.
   Stała chwilę bez ruchu, patrząc przed siebie tymi swymi mądrymi, ciemnymi oczami. Ceniłem ją poza tymi momentami gdy jej trochę zazdrościłem i przez to właśnie pozwalałem się sobie na nią irytować. Jednak nie mogłem jej niczego zarzucić oprócz tego, że zarzuciłbym jej wszystko gdybym tylko chciał. Każdy jej gest wobec mnie był jednocześnie właściwy jak i błędny. I odwrotnie. Aż dziwiło mnie czasem, że w ogóle siebie tolerujemy.

 

"Nie rozumieją mnie: nie jestem językiem dla tych uszu.
Za długo w istocie żyłem w górach, zanadto wsłuchiwałem się w szelesty drzew i w poszumy strumieni: i oto mowa ma jest dla nich mową pasterzy kóz.
Dusza ma nieporuszona jest i jasna jako wzgórza o poranku. Oni jednak sądzą, żem jest zimny i żem szyderca w żartach okrutnych.
I teraz oto spozierają wciąż na mnie i śmieją się. A śmiejąc się, nienawidzą mnie jeszcze. Lód jest w ich śmiechu".

Fryderyk Nietzsche Tako rzecze Zaratustra

 

- nie jesteś romantycznym bohaterem powieści podróżniczej - poprawia włosy i przenosi wzrok na mnie. Często patrzyliśmy sobie w oczy ale czy to cokolwiek w życiu zmienia - nie jesteś czarującym wędrowcem. Jesteś nieudacznikiem. Oczywiście, że jesteś wyjątkowy. Bycie nieudacznikiem nie przeszkadza być wyjątkowym. Ale bycie wyjątkowym nie zmienia tego, że wciąż jesteś nieudacznikiem. Większość bohaterów tego typu powieści to nieudacznicy, a jednak większości ludzi wydają się oni tacy fascynujący i nietypowi. Bo i tacy są. W końcu wędrowiec bez domu, bliskich i w starych ciuchach musi być nietypowy dla wszystkich mających mieszkania, partnerów, samochody, topowe ubrania i kablówkę - widzę jak kończy swój trunek. Wiem, że zaraz odejdzie, tak jak i wiem, że nie lubi mnie ani osądzać ani obrażać ale musi to czasem robić gdyż na to zasługuję. A może tym jest właśnie przyjaciel aby móc znieść prawdę o nas samych wypowiedzianych z jego ust. Może to właśnie mówi kim dla siebie jesteśmy.

 

"Kto chce mieć przyjaciela, winien chcieć i wojować za niego, a kto wojny pragnie, winien potrafić być wrogiem. Należy w druhu swoim czcić jeszcze i wroga. Czyż możesz przystąpić do przyjaciela, nie przechodząc na jego stronę? W przyjacielu winieneś mieć najlepszego wroga. A w sercu swojem najbardziej skłonnym być mu wówczas, gdy mu się opierasz"

Fryderyk Nietzsche Tako rzecze Zaratustra

 

 

- mogę przeprosić cię jedynie za to, że nigdy nie istniałeś. Bo mimo, że jesteś gruboskórny to tęsknisz za tym co ludzkie w przyjaciołach. A przyjaciół przecież zaprasza się na wieczór filmowy, na wino w imieniny, wspólnie organizuje się sylwestra. Przyjaciół chce się mieć przy sobie w ważnych chwilach swego życia i chce aby byli oni uczestnikami. A uczestniczysz mniej w moim życiu niż zwyczajni znajomi i dlatego nie jesteś przyjacielem. Mogę przeprosić Cię też za to, że niewystarczająco mocno i skutecznie walczyłam z Tobą o Twoje człowieczeństwo. Przepraszam Cię za to, że przegrałam z Twoimi demonami. A Ty mnie przeproś za to, że Twoje demony przyniosły mi strach. Wielki strach i niepokój. I to ten niepokój sprawił, że musiałeś być ukryty. Przeproś mnie za moją wieloletnią bojaźń o siebie, o Ciebie i o nas. Jeden człowiek nie czuje takiej bojaźni o drugiego człowieka jeśli ten drugi człowiek nie jest mu przyjacielem. Więc daruj sobie swoje mądrości i bądź już sobie pustelnikiem. Jako pustelnik gdy opowiadasz o górach, wiewiórkach i Bogu masz rację. Ale na przyjaciołach to Ty się gówno znasz - była kwintesencją wszystkiego czego można było szukać w drugim człowieku gdy wprowadziło się ją we właściwą nutę. Miała kilka twarzy ale tę twarz gdy podstępem wyłudzałem z niej kim właściwie jestem lubiłem najbardziej. Odłożyła pustą literatkę na stoli obok i dotknęła mego przedramienia. Dla każdego ten gest był koleżeńską aprobatą lecz dla przyjaciół musiał być pocieszeniem - Chcesz mieć wokół siebie demony. Bo jesteś odważny. Twoja odwaga chce się śmiać. Lubisz nocne wędrówki i zaglądać w twarz wszystkiemu co śpi. Ciekawi Cię jastrząb na gałęzi i wskazujesz go palcem jak dziecko i skradasz się za nim wiedząc, że za sekundę i tak odleci. A wszyscy Ci tutaj wskazują palcem lubieżne laski i robią wielki huk bo im głośniejsze dla nich wejście tym wedle ich przekonania lepsze wrażenie. Ty jesteś cichy, niemal bezszelestny. Taki musi być łowca demonów. Jesteś człowiekiem, który chce zginąć. Chciałabym to zmienić ale wiem, że Ty tego nie zmienisz. Muszę więc Cię zrozumieć i zaakceptować. To jest rola przyjaciela aby umieć znieść to Twoje złowieszczo łypiące ślepia pełne wzgardy gdy patrzysz na innych. Nie gardzisz jednak konkretnymi nimi lecz człowiekiem jako gatunkiem. Czyli gardzisz i sobą ale Ty przynajmniej nad sobą pracujesz aby być nadczłowiekiem. Znam Twoje tendencje, a raczej znam Twoją drogę. Widzę jakie mosty chcesz przejść aby dojść do celu. Jednak rozejrzyj się. To ludzkoland. Wesoły park wesołych ludzi. Płytkich i głębokich ale nigdy zbyt głębokich aby Cię ukoili. A Twoja dusza jest głęboka, nawet gdy jest zraniona. To nie oni wkroczyli w Twój świat. Ty wkroczyłeś w ich albo jeszcze też nie zdołałeś się uwolnić. Bądź sobie łowcą demonów ale nie szukaj ich tam gdzie ich nie ma. Wiesz o mnie wystarczająco dużo. Wiesz o mnie, że i ja lubię zmoknąć. Nie bądź jednak zbyt ciężką kroplą z chmury. W takim deszczu nie chcę sie znaleźć.
- wcale nie lubisz moknąć - wtrącam z uśmiechem w kącikach ust - nie lubisz tankować samochodu, nie chodzisz do kina i uwielbiasz być w swoim domu. Wiem o Tobie też to wszystko o czym nie mają pojęcia Twoi znajomi. Znam Twoje mroczne sekrety i bywam Twoim sumieniem. Człowiek jest często brudną rzeką i trzeba być morzem aby przyjąć tą brudną rzekę. Ja jestem Twoim morzem, nawet jeśli nie wpadam z kwiatami na imieniny i niedzielne obiady.
- niektóre psy łatwo dają się wziąć na smycz. Inne pamiętają, że były wilkami. Nie nadaję Ci roli formalnej gdyż nigdy nie będziesz dobrym, to znaczy akuratnym przyjacielem. Zapominasz o moich urodzinach, nie wpadałbyś na imprezy okolicznościowe czy nie pojechałbyś z podobnymi mi na wycieczkę. A moje przyszłe dzieci nauczyłbyś strzelać i zabijać. I jeszcze oburzyłbyś się na rodziców, że zakazują uczenia tych cennych według Ciebie umiejętności. A później chciałbyś je wyciągnąć do jakiegoś kraju na końcu świata aby wisieć na skale. Wujek Niszczyciel nie byłby przykładnym wujkiem w świecie, w którym musiałabym je wychowywać. A znając Twój urok moje dzieci przepadłyby w Tobie i musiałabym używać swoich pieniędzy na facetów z wielkimi umiejętnościami aby was odnaleźli i mi je zwrócili. Rozumiesz mnie? - teraz i ona się uśmiecha. Cieszy się, że zapowiadająca się gradowa chmura przemieniła się w pył - Rozumiesz dlaczego nie wprowadzam Cię do swojego świata? Nie gardzę Tobą wbrew temu co myślisz. Mam do Ciebie wiele szacunku ale ja chcę żyć normalnie, standardowo. Dla mnie zwykłe życie jest synonimem spełnienia dla Ciebie jest piekłem. Ja jestem szczęśliwa będąc w miejscu w którym mieszkam, mając znajomych i przebywając w domu. Ciebie nosi, chcesz szukać, błądzić, gubić się, odkrywać. Nie gardzę tym. Rozumiem to. Ty też mną nie gardź. Rozum mnie.
- nie zaszkodzi nieco trucizny od czasu do czasu.
- nie tym, którzy umieją po tym przeżyć. Wszystkich innych zabija lub kaleczy.
- rany są dobre. rany uczą, wzmacniają.
- książki są równie dobre. Ja się wolę edukować poprzez naukę. Pójdź na drugą stronę ciemnej wody, wróć i opisz co tam jest. Ja siedząc w fotelu dowiem się dzięki temu tego samego. Rozumiesz mnie? Nie każdy jest, nie każdy chce być odkrywcą. Nie każdy lubi mieć wokół siebie demony. Ty lubisz, my możemy o tym czytać. Chcesz wędrować. Nie chcesz być wyzbytym pragnienia poszukiwania, dążenia do bycia lepszym, sprawniejszym, szybszym. Musisz mieć świadomość, że można coś odkryć, że możesz się zgubić. Pragniesz szybować, odnajdować, zaglądać w twarze śpiących elfów. Miliardy ludzi chodzi do kościoła wierząc w Boga, Ty wierzysz w elfy, baśnie, rusałki, gnomy, trole, demony. Te miliardy mają Cię za wariata, a wierzą w to samo. Wierzą w jednego wielkiego gnoma. Tylko są ślepi aby to widzieć. Ja to widzę i dlatego Cię rozumiem. I lubię to w Tobie. Ale Ty łazisz nocą po innych krainach i wpatrujesz się w twarze niebezpiecznych istot. Nie wymagaj ode mnie abym Ci towarzyszyła. Brak mi na to odwagi i determinacji. I wcale tego nie potrzebuję. Rozumiesz? Nie potrzebuję tego, a Ty bez tego umierasz. Chciałam pokazać Ci trochę istot w moim świecie. Przyszedłeś i całkiem dobrze sobie radzisz. Ale to Twój wygląd daje Ci fory. Przyciągasz kobiety i mimo, że masz odpychający charakter wobec większości ludzi, to Amor jest snajperem skuteczniejszym niż afront. To jednak sprawia też, że większość o ile nie każdy tutaj facet raczej nie jest zadowolony z Twojej obecności. Mniemam jednak, że i to się Tobie podoba. Lubisz chadzać po linie. Chadzaj więc ale nie spadnij. Chciałabym abyś czasem dawał się zaprosić do mojego lokalu. I lub mnie taką jaką jestem nie zmieniając mnie. Tego potrzebuję. Tak jak Ty moim tak ja i twoim jestem sumieniem. Z tą tylko różnicą, że Ty byłeś wychowywany przez zwierzęta. A teraz idź bo łypie tu co chwilę Twoja barmanka. To dobra dziewczyna ale może czas wybrać inną dobrą, która przy okazji sprawi, że skusisz się aby zatrzymać gdzieś w naszym świecie.
- mógłbym. Myślę, że mógłbym - odpowiadam ale bez przekonania - jestem trochę zmęczony tym wszystkim. Może czas znaleźć sobie bogatą kobietę aby wreszcie nic nie robić.
- to tak nie działa. Żadna kobieta z pieniędzmi nie będzie utrzymywała tylko dlatego, że kocha.
- no coś Ty. Przecież to znany schemat z literatury. Zamożna kobieta utrzymuje swojego mężczyznę marzyciela, twórcę, niespełnionego artystę. Coś za coś.
- czyli co za co? jej ciężka praca i pieniądze za Twoją wiarę w baśnie i pogoń za elfami? Kiepska wymiana.
- to też ciężka praca tylko mało intratna w kapitalistycznym świecie.
- życie marzeniami nie jest mało intratne. Jest zupełnie niedochodowe. Żyjemy w świecie w którym nie płacą za głowy troli czy smoków. I żyjemy w kraju w którym nie płacą nawet za głowy terrorystów z talii kart. Więc może czas chodzić do biura.
- i do siedemdziesiątki oszczędzać na złodziejskiej pensji u jakiejś kapitalistycznej tuzy aby na starość móc mieć na abonament państwowej manipulatorskiej telewizji? Dzięki ale nie skorzystam. Wolę płynąć przez ciemne morze wpław, wspiąć się na wysoki szczyt i skoczyć gdy będzie trzeba. Są psy, które wciąż mają krew wilków. I szybciej zdechną niż przeżyją w klatce.
- w życiu do wszystkiego trzeba mieć też trochę szczęścia. Uważam, że jesteś kimś kto odnalazłby się i byłby dobry we wszystkim co robi. Więc zdobycie zawodu nie byłoby trudne. Ale rozumiem miejsce w którym jesteś i Twój bunt. Do tego aby było dobrze, aby mieć dobrą pracę, dom, możliwości trzeba też właśnie szczęścia. Chociaż trochę. Dobrego startu rodziców, którzy nawet jeśli nie dają nam niczego to zaszczepiają w dziecku chęć dążenia do robienia interesów. Ty musiałeś od małego walczyć. Walczyć z ojcem i wszelkimi innymi demonami. Uczyłeś się jak przeżyć. Nie zdążyłeś nauczyć się jak zarabiać, jak szanować pieniądze, jak robić interesy. Kiedy mówiłam o nieudaczniku, nie miałam na myśli pogardy lecz współczucie. I jest mi smutno. W głębi wiem, że sytuacja w jakiej się znalazłeś to nie Twoja wina. Niektórzy żeglują zawsze pod wiatr. Oprócz sympatii boga gniewu, wichrów i wojny potrzeba też Ci sympatii jakiegoś Boga opatrzności. I w głębi naprawdę Cię za to wszystko co ze sobą zrobiłeś bardzo szanuję. Jednak moja powierzchowność trochę jest poirytowana, że nie chcesz szukać normalnej pracy.
- jest wiele rzeczy do jakich się nie nadaję. Nie umiem też tańczyć. I nie umiem bić brawo. Nie uginam karku i nie piszczę na koncertach. Za to wyśmienicie strzelam z broni snajperskiej i równie dobrze z każdej innej. Umiem też przeżyć w strefie odizolowanej bez sprzętu i w ciągu kilku minut od porwania samolotu zlikwidować czterech terrorystów jako pasażer. Ale za to nikt nie płaci dobrze. Chyba, że zbrodniarze. Tego jednak też nie umiem aby swój celownik umieścić na głowie palestyńskiej dziewczynki. Duszy się nie sprzedaje. Czasem diabeł podstawia nogę i wtedy już lepiej iść do piekła niż dobić rozmyślnego z nim targu. Umiem też używać mózgu ale za to w tym kraju też się nie płaci. Bo należy używać programu myślenia tego kto ci płaci. Więc robotem też być nie umiem.
- nie umiesz żyć w tym świecie. A świat w którym byś umiał już dawno przeminął. No cóż, trzeba będzie na Ciebie uważać.
- nie martw się - wzdycham zamieniając u kelnerki z tacą pustą szklankę na szklaneczkę wypełnioną wodą - jak mało kto umiem ścigać ukryte po jamach, górach, w pyle czy śniegu zło i włazić za nim w ciemność aby wytargać brocząc we własnej krwi, tracąc rozum.
- Stracisz rozum - mówi z troską - stracisz wszystko. A ja stracę przyjaciela.

 

Poszła do swoich, a ja chwilę postałem sam. Słuchałem muzyki przeplatanej graniem skrzypaczki ale nie patrzyłem na nią. Zniknąłem gdzieś w swoich myślach wspierając się na barierce.
- kiedy opuściłam Cię dziś na rynku, poszłam kupić książkę i wypiłam kawę - rozpoznałem głos, który przy mnie rozbrzmiał. Nie odwróciłem się do niej gdy oparła się obok i tak stała przy mnie. Poznałem ją też po zapachu delikatnie słodkich perfum. Lubiłem ją od kiedy ją spotkałem po raz pierwszy ale nigdy nie widziałem jej twarzy - wróciłam i usiadłam nieco bliżej gitarzysty, który Ci się spodobał. W którym spodobało Ci się tak bardzo cierpienie. Niezwykła twarz. Mam tę kontorsję wciąż wyrysowaną w myślach. Wcale nie jesteś podobny do tego mężczyzny. Z profilu wyglądasz zupełnie inaczej, a jednak emanujesz tym samym. To kąciki ust was zdradzają. I nie cierpienie tak Cię zafrapowało w nim. Było w nim to co jest teraz i w Tobie gdy tu stoisz, a ludzie przemijają obok. Patrzysz na nich w swojej własnej przestrzeni czasowej i mimo, że noc mija, kolejne trunki są wypijane, one najpierw niechętne, aż do chwili gdy  się z nimi całują. Oni z początku wstydliwi teraz podrygują na parkiecie machając ogonkami. Wszystko się zmienia, od taktu poprzez wesołość do wstydu. Od trzeźwości do upojenia. Od charakteru do upokorzenia. Wszystko się psuje, bo się zmienia. I nigdy w takich miejscach na lepsze. Tylko ty się nie zmieniasz. Wciąż masz tą ponurą, nie smutną ale ponurą twarz. Smutek to szata jaką zostawia się poza takimi miejscami. W tej kwestii tylko oczy Cię zdradzają ale to widzą niektórzy. W tym mężczyźnie, który grał z tym ogromnym cierpieniem na twarzy, a ludzie przechodzili było coś jeszcze, coś znacznie większego co was łączy i co ci się tak spodobało - mówiła podczas gdy kątem oka dostrzegłem jej nagie, opalone ramię. Znowu miała na sobie koszulkę na ramiączka i zapewne zwiewną spódnicę. Jakżesz to bardziej pasuje do ładnej kobiety gdy nie wciska się w obcisłe, ledwo wciągalne mini, zbyt małe spodnie czy też nastocentymetrowe szpile, a później chodzi jak małpa, która spadła z drzewa i jeszcze nie posiadła umiejętności poruszania się na dwóch nogach . A czyż nie można jak ona mieć płaskich butów pasujących do pyłu ziemi i lekkości w stroju idealnego na letnie wieczory - to ta pogarda w kącikach ust. Klasyczna, olbrzymia wzgarda i znużenie światem. Ludzkim światem. Nawet gdy się uśmiechał delikatnie do rzucających mu pieniądze, jego rysy łagodniały ale w kącikach ust wciąż pozostawała ta olbrzymia pogarda. Patrzę na Ciebie i wiem, że gdybyś się odwrócił i spojrzał na mnie kąciki twych ust pozostaną takie same. Nie drgną, nie zmienią się. Nawet jeśli Ci się spodobam i nawet jeśli mnie lubisz.
Odwróciłem głowę w jej stronę i spojrzałem w jej twarz. Ona patrzyła teraz przed siebie, jakby celowo chcąc abym bezwstydnie dowiedział się kim jest. W kącikach mych ust drgnęło coś smutnego ale nic się nie zmieniło. Wyprostowałem się na powrót w stronę sali klubowej, gdy ona w tej samej chwili ponownie wpatrywać zaczęła się w mój profil.
- od dawna wiedziałem, że pewnego dnia diabeł podstawi mi nogę - mówię monotonnie - i zawlecze mnie do piekła.
- nie wierzysz w Boga, a wierzysz w diabła?
- wierzę w upiory. W mroczne istoty ścigające Cię w odmętach lasu aż do świtu. I w elfy nakładające liście w świetle dnia na krwawiące rany. I w to, że po zmierzchu i tak zostanę w tym lesie. Że zamiast uciec aby być jak najdalej od upiorów i chadzać z człowiekiem, ja naostrzę sobie kij i przyczaję się na tego, który mnie ściga.
- przyczaisz czy zapolujesz?
- lubię zaglądać w twarze wszystkiemu co śpi. I wychowywały mnie zwierzęta. Nie będę gonił aby zabijać. Ścigać należy tylko prawdziwe zło. Reszta demonów nawet jeśli jest krwiożercza jest w swoim naturalnym środowisku. Nie chcę być myśliwym aby cieszyć męską próżność zakładaniem sideł. Chcę mieć włócznię podczas swojej wędrówki aby móc się obronić.
- najpotężniejszą włócznią jest twój umysł aby móc się obronić przed największym upiorem. Bogiem w jakiejkolwiek postaci - zauważa, a w jej głosie słychać nutę zwycięstwa. Zatrzymuje kelnerkę i zabiera z jej tacy dwa drinki. Czeka chwilę aż uznam, że należy się wyprostować i wreszcie ujrzeć jej oczy. Staję więc naprzeciw, a ona podaje mi szklaneczkę trunku. Robi gest w milczącym toaście - wypijmy za elfy, wróżki, czarownice, trole, gnomy, demony, diabła i boga. Wypijmy za wszystkie te upiory.


   Ma ciemne oczy jakby bez źrenic.


- za upiory. Za tych dzięki którym umiemy rozpalić ogień aby rozświetlić ciemność. Iza te dzięki którym umiemy leczyć rany i wciąż żyć.
- i za Ciebie - uśmiecha się łagodnie - abyś umiał odróżnić jednych od drugich.
 

Zaloguj się