Zbrodniczy kościół

 

Zastanawialiście się nad tym jak zostaje się chrześcijaninem?

Wszak normalny człowiek z wlasnej woli nie jest w stanie, aż tak zgłupieć aby nim być. Zostaje nim bo nie ma wyjścia. Miał dwie alternatywy; zostać chrześcijaninem albo umrzeć. Jednak aby nie za dużo chciało umrzeć to pokazywano mu okrutne wersje śmierci.

I wlasnie to dzis wyznajecie. Każdy jeden chrzescijanin powinien czerwienic się ze wstydu, a pózniej pozbyć się tego szałui i posmakowac wolności.


Chrzescijanie;  bestie chłodzące po ziemi czyniąc uprawomocnione ich sadystycznym bogiem zlo. I jeszcze śmią mi mówić jak mam postępować i żyć.

 

Ponieważ ludzie wierzący mają tak wykastrowane mózgi i prawda jest tak bardzo im nie na rękę, że próbują tutaj swoimi tanimi komentarzami tworzyć historię alternatywną czyli taką, w której twierdzą iż kościół katolicki to dobro.

Przypomnę zatem o prau faktach historycznych. Normalny człowiek z otwartym umysłem nie dyskutuje z faktami. Przyjmuje je i akceptuje. Ale wierzący nie mają sie za ludzi normalnych. ich religijną powinnoscią jest bronienie wiary nawet za cenę zrobienia z siebie nieuka.

 

Przypominam zatem:

Prześladowanie pogan: od chwili, gdy za sprawą Konstantyna Kościół Rzymskokatolicki stał się religią panującą, przez kolejne
15 wieków prześladował wszystkich bez wyjątku innowierców; w ten sposób eksterminował całe
narody. Całkowita zagłada dotknęła m.in. Prusów i Jaćwingów;

Prześladowanie heretyków, tj. chrześcijan ewangelicznych, m.in. krwawe łaźnie zgotowane waldensom,
katarom, protestantom, noc św. Bartłomieja w Paryżu, czyli słynna rzeź 3 tys. hugenotów z podjudzenia
papieża Grzegorza XIII;

Krucjaty, nie tylko przeciwko muzułmanom (ok. 1 mln ofiar), bo nawet przeciw katolikom (krucjata aragońska),
gdy chodziło o pieniądze i wpływy;

Święta Inkwizycja, czyli zbrodniczy system śledczo-sądowy; szacunki minimalne mówią o dziesiątkach tysięcy,
a szacunki maksymalne o liczbie przekraczającej milion straceń;

Wojny religijne: dziesiątki milionów ofiar – np. podczas katolicko-protestanckiej wojny trzydziestoletniej
(1618–1546) na wielu obszarach Europy wyginęło ponad 50 proc. populacji.

Prześladowania Żydów: od czasów Konstantyna na mocy kolejnych edyktów papieskich byli eksterminowani,
traktowani jako niewolnicy i podludzie, okradani z majątków, pozbawiani potomstwa. W ciągu 15
wieków – ok. 10 mln ofiar;

Eksterminacja Indian: po odkryciu Ameryki uznani przez Krk jako istoty bez duszy, a więc nie ludzie. W wyniku
planowego wyniszczenia całych narodów (aby zrobić miejsce dla białej rasy) chrześcijańscy konkwistadorzy
i misjonarze wymordowali ponad 70 milionów Indian. To największy holokaust w dziejach ludzkości;

Poparcie niewolnictwa: Kościół rzymski nie tylko popierał niewolnictwo, ale też czerpał zyski z niewolniczej
pracy. Bulla papieża Mikołaja V (styczeń 1455 r.) stwierdza, że niewolnictwo jest rzeczą właściwą
i miłą Bogu;

Wspieranie faszyzmu i dyktatur: wszelkie prawicowe dyktatury były miłe papiestwu; tym milsze, im dyktatura
była silniejsza. Salazar, Franco, Hitler, Mussolini – wszyscy ci krwawi dyktatorzy mogli liczyć na względy
Watykanu. Papież JPII nie ukrywał swoich sympatii do ludobójcy z Chile – gen. Augusta Pinocheta.

Wykorzystywanie seksualne dzieci. W USA, gdzie wybuchła afera, co 20 ksiądz katolicki wykorzystywał
seksualnie małych chłopców i dziewczynki. Przyjmuje się, że skala zjawiska molestowania seksualnego
przez kler Krk dotyczy nawet 5 milionów dzieci. 

 

To są fakty, nie mity w przeciwieństwie do waszej religi

Największego ludobójstwa w historii nie dokonał Hitler, ani Stalin, ani Mao-Tse-Tung. Tak przynajmniej uważa katolicki duchowny, ksiądz Jan Kracik, autor tekstu „Nawracanie w cieniu konkwisty”, zamieszczonego w katolickim
portalu „Opoka”. Zdaniem księdza Kracika, największe ludobójstwo miało miejsce w procesie chrystianizacji Ameryki Południowej.


„Iberyjscy przybysze - głównie przedstawiciele zbiedniałej szlachty, najemni żołnierze, złoczyńcy - żądali od Indian złota, płacąc za to świecidełkami. Wykorzystali walki plemion indiańskich, by nad nimi zapanować. Burzyli świątynie, by wykazać niemoc ich bogów. Mieszkańców zmuszano do ciężkich prac w kopalniach i na plantacjach. Złe traktowanie, morderczy rytm pracy, wysokie podatki, niedożywienie, choroby stanowiły o wiele bardziej masowe narzędzie eksterminacji niż zabijanie wprost (napadanie Indian, krwawe tłumienie ich buntów). W sumie w ciągu stu lat od konkwisty populacja tubylców w Meksyku zmniejszyła się z około 25 do 1 miliona. W obu Amerykach z około 80 milionów pozostało po pół wieku 10 milionów.

 To było największe w dziejach ludobójstwo, dokonane głównie przez Hiszpanów, Portugalczyków i Anglików.

 

Łączenie podboju z chrystianizacją dobrze było znane Europejczykom (Karol Wielki, inni władcy, krzyżacy). Walka z niewiernymi była przy tym wręcz organiczną specjalnością Hiszpanów, którzy po siedmiu stuleciach wojen, pod koniec XV wieku wyparli wreszcie (ciągle w aurze krucjat) Maurów z Półwyspu Iberyjskiego”.

Ze swej strony przypomnę, że w czasach katolickich zbrodni, popełnianych w imię Chrystusa w Ameryce Południowej (i protestanckich w Ameryce Północnej) ludność świata wynosiła około 500 mln, natomiast w połowie XX wieku, gdy szalały reżimy totalitarne, na świecie żyło kilka razy więcej ludzi: 2,5 – 3 miliardy. Warto też pamiętać o nieporównywalnych środkach technicznych, jakie wykorzystywano do zabijania ludzi w XVI i XX wieku. Mimo znacznie mniejszych możliwości, jakie mieli katoliccy (i protestanccy) zbrodniarze, ich śmiertelne żniwo było gigantyczne.

 

Krucjaty czyli wojna nawoływana przez papieży:

Jedną z największych zbrodni Kościoła były wyprawy krzyżowe. Nie były to zbrojne najazdy, jak inne. Krucjaty odbywały się w imię Chrystusa. I dziś -z perspektywy wieków - wiemy, że dawały fałszywe świadectwo jego nauce. I jeśli coś zepsuło reputację chrześcijaństwu, na pewno były to wyprawy krzyżowe. 

Efektem wypraw krzyżowych było umocnienie barier oddzielających chrześcijaństwo od islamu. Krucjaty zatruły ich wzajemne relacje. Chrześcijanie przyszli do muzułmanów i żydów z ogniem i mieczem, z rasizmem i nienawiścią, z poczuciem kulturowej wyższości i ekonomiczną
dominacją, z kolonializmem i wyzyskiem. I nie można zapomnieć, że to hierarchia kościelna apelowała do chrześcijańskich rycerzy i wojowników, by poniechali waśni między sobą i udali się na rubieże chrześcijaństwa, aby stanąć do walki z niewiernymi.
Warto też przypomnieć, że to papiestwo przejęło kierownictwo świętych wojen, samo często inicjowało kampanie zbrojne i wyznaczało ich wodza, a papież rościł sobie prawo do władzy zwierzchniej nad zdobytymi obszarami.
Trudno zapomnieć, że wyprawy krzyżowe były pielgrzymką zbrojną. Ogniem i mieczem torowały drogę wierze w Chrystusa, a więc tego, który głosił pokój Boży.
Rodzącemu się właśnie feudalnemu rycerstwu Kościół wyznaczył wzniosły cel - przy czym przelewanie krwi nie było grzechem a wojna zapewniała żywot wieczny.
Cóż może być bardziej cynicznego?
Może to, że wyprawy krzyżowe dały szansę złoczyńcom - bo uczestnicząc w nich mogli uniknąć kary za zbrodnie. Może to, że niezdyscyplinowanym księżom pomogły zrzucić jarzmo, zbuntowanym mnichom umożliwiły ucieczkę z klasztorów, a upadłym kobietom dały jeszcze większą swobodę w niemoralnym prowadzeniu się.
Wszystkich pobił swą propagandą papież Urban 11. W 1095 roku zwołał do Clermont synod, na którym rozpoczął od tego, że należy przyjść z pomocą braciom-chrześcijanom zamieszkałym na wschodzie, ponieważ Turcy posuwają się coraz bardziej w głąb ziem chrześcijańskich.
Wskazał na fanatyzm Turków Seldźuckich, którzy nie dopuszczają chrześcijańskich pielgrzymek do Palestyny, a opisując cierpienia pątników, podniósł też specjalną świętość
Jerozolimy. W końcu zwrócił się z apelem, by chrześcijaństwo zachodnie wyruszyło na ratunek Wschodu. Zagwarantował przy tym, że jak ktoś polegnie w walce, otrzyma rozgrzeszenie i odpuszczone zostaną mu wszystkie grzechy.

Jeszcze nie skończył przemawiać, jak rozległy się pierwsze okrzyki: "Deus le volt!" (Bóg tak chce!). Entuzjazm przeszedł oczekiwania Urbana. Ogłosił, że wszyscy winni być gotowi do opuszczenia swoich domostw w dniu Wniebowzięcia następnego roku, po zebraniu plonów z pól. Armie gromadzić się mają w Konstantynopolu.
Papież Urban nasilił kampanię propagandową. W jego imieniu akcję agitacyjną poprowadził wędrowny mnich. Piotr Pustelnik. To za jego przyczyną przez całe lato 1096 płynął na Wschód chaotyczny, lecz nieustający strumień pielgrzymów, pozbawionych z
początku i przywódców, i organizacji. On sam poprowadził z Kolonii dwadzieścia tysięcy ludzi, nie myśląc o tym, jak taką armię wyżywić. Nic dziwnego, że już na Węgrzech - katolickich przecież - w grodzie Zemuń, doszło do zażartej bitwy. Poległy w niej cztery tysiące Węgrów, w ręce napastników dostały się znaczne zapasy żywności. Dzielni ludowi
krzyżowcy Piotra Pustelnika w strachu przed zemstą króla węgierskiego z najwyższym pośpiechem przeprawili się przez Sawę. Aby zbudować tratwy, zrabowali całe drewno, jakie tylko udało się uzyskać z domów mieszkalnych. Armia Pustelnika zanim ujrzała jakiegokolwiek niewiernego, zdążyła doszczętnie najpierw splądrować, a potem puścić z dymem Belgrad.
Kiedy dotarła do Konstantynopola, grabieże wśród wschodniochrześcijańskich braci stały się czymś powszednim. I gdyby tylko chodziło o żywność, można byłoby to zrozumieć - człowiek głodny jest nieobliczalny. Jednak ludzie Piotra Pustelnika włamywali się do pałaców i willi na przedmieściach nie tylko dla zdobycia jedzenia. Grabili wszystko,
co wpadło im w ręce, kradli nawet blachę ołowianą, którą kryte były kościoły. Przewodził im Walter bez Mienia - którego miano mówiło samo za siebie. Jego oddziały napadały na wsie i łupiły miejscową ludność, która składała się przecież wyłącznie z chrześcijan greckich.
Postępowanie krzyżowców było szokujące - nie tylko z dzisiejszego punktu widzenia, ale także w oczach współczesnych. A jednak w ślad za ludźmi Piotra Pustelnika szli następni i pustoszyli kraje, przez które wiodła ich trasa - Czechy, Węgry, Bułgarię i Bizancjum. Ich przejście znaczyły stosy trupów, ale rzadko mówiło się: wojna, częściej zaś: iterhieroso-lymitanum (szlak jerozolimski) lub via Sancti Sepul-cri (droga Grobu Świętego, za który radośnie śpiewały poznańskie słowiki).

Tenże Gotszalk, gdy sformował już armię, ta przechodząc przez Węgry bez opamiętania grabiła wsie, kradła wino, zboże, owoce i woły. A kiedy chłopi węgierscy stawili opór tym gwałtom, krzyżowcy wbili na pal kilkunastoletniego chłopca. Król węgierski, Koloman, sam wymierzył sprawiedliwość, skoro nie mógł się jej doczekać od rycerzy Chrystusa.
Zmasakrował oddziały Gotszalka, tak że nie został nikt przy życiu.

W końcu, 3 czerwca 1098, krzyżowcy zdobywają Antiochię. Turcy giną w
straszliwej rzezi, a obok nich wyrzyna się też wielu chrześcijan, którzy mieszkali w Antiochii. Nikt nie pyta, jaką wiarę wyznaj ą mieszkańcy grodu.

Podobnie będzie w Jerozolimie, pod mury której 7 czerwca 1099 podchodzi pierwsza krucjata. W oblężeniu Jerozolimy uczestniczyło tysiąc dwustu rycerzy i dwanaście tysięcy piechurów. Zaś w mieście, w którym znajdował się Grób Boży, żyło więcej chrześcijan niż
muzułmanów. I to również oni stali się bezbronnymi ofiarami zwycięzców szturmu z 13 na 14 lipca. Krzyżowcy, pijani zwycięstwem odniesionym po tylu udrękach, rozbiegli się po ulicach i wdzierając się do domów i meczetów zabijali każdego, kto wpadł im w ręce,
nie wyłączając kobiet i dzieci. Kiedy Rajmund z Aguilers wszedł do meczetu Al-Aksa, musiał się przedzierać przez stosy trupów i brodzić we krwi, która sięgała mu do kolan.
"Nie można było bez przerażenia patrzeć na tę masę zabitych, na te członki odrąbane,
walające się wkoło, na te strugi krwi zalewające ziemię..." - pisał Wilhelm z Tym. Rzeź trwała trzy dni. Krew spływająca w wąskich uliczkach sięgnęła, jak mówiono, aż do kolan, a w mieście nie ostał się żywy ani jeden muzułmanin, ani jedna muzułmańska kobieta i dziecko. Nie było też w Jerozolimie Żydów, bo schronili się wszyscy w wielkiej synagodze
i w niej zostali spaleni żywcem. Masakra w Jerozolimie odbiła się szerokim echem w całym świecie. Nikt nie wiedział, ilu
ludzi zginęło. Nawet wśród wielu chrześcijan rzeź ta wywołała zgrozę, tym bardziej że ten krwawy dowód jednego fanatyzmu religijnego zagrażał odrodzeniem fanatyzmu drugiej strony.
Chrześcijańska Europa wiadomość o zdobyciu Jerozolimy przyjęła z entuzjazmem i radością. Wszyscy ówcześni kronikarze przerywali opisywanie miejscowych wydarzeń, aby odnotować ów dowód wspaniałej łaski Bożej. Uczestnikom pierwszej z siedmiu wielkich wypraw krzyżowych udało się bowiem zdobyć Jerozolimę, dokonać likwidacji jej mieszkańców i ustanowić w Palestynie królestwo łacińskie, którego zwierzchnikiem został papież.

W 1001 roku rozpoczęło się oblężenie Cezarei. Miasto zostało wzięte szturmem przez krzyżowców 17 maja. Zwycięskim rycerzom dowódcy pozwolili plądrować bez żadnych ograniczeń, doszło wszakże do aktów tak przerażających, że oburzyły one nawet wodzów wyprawy. Najstraszniejszej masakry dokonano w Wielkim Meczecie, dawnej synagodze
Heroda Agrypy. W świątyni tej schroniło się wielu mieszkańców, którzy błagali o litość. Wycięto ich w pień, zarówno mężczyzn, jak i kobiety, na posadzce utworzyło się jezioro krwi. W całym mieście uratowała się tylko garstka dziewcząt i dzieci, a także główny
sędzia oraz dowódca garnizonu.
W 1187 roku Jerozolimę zdobywa sułtan Sala-dyn. Sułtan ów, o którym wizjoner Joachim da Fiore mówił, że podobnie jak Herod, Mahomet i Antychryst, uosabiał jedną z siedmiu głów bestii Apokalipsy -w rzeczywistości był nad podziw szlachetnym wojownikiem, którego cnót próżno by szukać wśród tych, którzy mienili się rycerzami Chrystusa. Kiedy z broniącej się jeszcze przed jego oddziałami Jerozolimy przyszedł do Saladyna dowódca garnizonu, Balian, sułtan oświadczył mu, że poprzysiągł zdobyć Jerozolimę mieczem i że tylko bezwarunkowa kapitulacja może zwolnić go z tej przysięgi. Przypomniał Balianowi masakrę, jakiej dopuścili się chrześcijanie w tym mieście w 1099 roku. Dlaczego miałby postąpić inaczej? Balian ostrzegł wówczas Saladyna, że jeżeli nie zgodzi się na honorowe warunki kapitulacji, doprowadzeni do rozpaczy obrońcy obrócą całe miasto w perzynę, nie wyłączając świętych przybytków islamu, i wymordują wszystkich uwięzionych jeńców muzułmańskich. Saladyn znany był z wspaniałomyślności, zwłaszcza gdy uznawano jego władzę. Zależało mu też na tym, by Jerozolima możliwie jak najmniej ucierpiała. Zgodził się więc na ustalenie warunków kapitulacji. I tu raz jeszcze okazał się wspaniałomyślny. Zamiast proponowanych z początku stawek: mężczyzna za dziesięć dinarów, kobieta za pięć, a dziecko za jednego dinara - wiedząc, że w mieście przebywa około dwudziestu tysięcy chrześcijan, z czego większość to ludzie ubodzy, których nie stać na zapłacenie takiego okupu - zgodził się za kwotę stu tysięcy dinarów uwolnić wszystkich. Jednak Balian wiedział, że nie zdoła zebrać i takiej kwoty. Uzgodniono więc, że za trzydzieści tysięcy dinarów zostanie uwolnionych siedem tysięcy mieszkańców. Na rozkaz Baliana garnizon złożył broń i w piątek, 2 października, Saladyn wkroczył do Jerozolimy. Był to 27 dzień miesiąca Radżaba, rocznica dnia, kiedy Prorok odwiedził we śnie Jerozolimę i został stamtąd przeniesiony do nieba.
Arabscy zwycięzcy zachowywali się przyzwoicie i po ludzku. O ile przed osiemdziesięciu laty Frankowie brodzili we krwi swych ofiar, muzułmanie nie plądrowali ani nikomu nie uczynili krzywdy. Za to ci, co mienili się wyznawcami Chrystusa, który głosił błogosławieństwo ubogim, okazali teraz swe prawdziwe oblicze. Wprawdzie Balian opróżnił całkowicie skarbiec
królewski, ale niełatwo przyszło mu skłonić szpitalników i templariuszy do wyrzeczenia się zgromadzonych przez nich bogactw, zaś zachowanie się patriarchy Jerozolimy i jego kapituły zasługuje na specjalną uwagę.
Patriarcha ów wywołał wręcz prawdziwe zgorszenie u Arabów. Wprawdzie zapłacił za siebie dziesięć dinarów, ale opuścił miasto, uginając się pod ciężarem złota, ze sznurem wozów wyładowanych dywanami i zastawą stołową. Jak pisze Steven Runci-man, dzięki resztkom donacji cesarza Henryka II uzyskało wolność siedem tysięcy ludzi, ale gdyby zakony rycerskie i Kościół okazały się mniej skąpe, można byłoby oszczędzić niewoli jeszcze wielu tysiącom.

Barbarzyństwo krzyżowców wobec Bizantyjczyków przeszło -jak pisze Steven Runciman - wszelkie wyobrażenia. Od dziewięciu stuleci to wielkie miasto było stolicą cywilizacji chrześcijańskiej. Przetrwało w nim mnóstwo pomników starożytnej sztuki greckiej, wszędzie też spotykało się arcydzieła znakomitych rzemieślników bizantyjskich.
Wenecjanie znali się na wartości tych dzieł, więc korzystali z każdej możliwości grabieży bezcennych skarbów, które wywozili do siebie, by zdobić nimi tamtejsze pałace i świątynie.
Natomiast Francuzów i Flamandów ogarnął szał niszczenia. Rozpasany motłoch rozbiegł się po ulicach, rabując wszystko, co błyszczało, a niszcząc to, czego nie można było zabrać. Zatrzymywano się zaś tylko po to, by mordować, gwałcić lub włamywać się do piwnic z winem. Nie oszczędzono ani klasztorów, ani kościołów, ani bibliotek. W kościele
Bożej Mądrości pijani żołnierze zdzierali jedwabne zasłony, rozbili w proch srebrny ikonostas, deptali po świętych księgach i ikonach. W klasztorach gwałcono zakonnice. Ów rozlew krwi i grabież trwały trzy dni, aż w końcu piękne miasto obrócono w kompletną ruinę. Nawet Saraceni okazaliby więcej miłosierdzia -wołał z rozpaczą historyk Nicetas - i
miał rację. Odtąd w pamięci chrześcijan wschodnich utrwaliło się barbarzyństwo łacinników. Nigdy też im go nie wybaczyli. Schizma w oczach wschodnich chrześcijan była już zupełna, nieodwracalna i ostateczna.

W ocenie historyków czwarta krucjata była największą w dziejach zbrodnią przeciwko ludzkości. Doprowadziła do zniszczenia lub rozproszenia bezcennych skarbów przeszłości, gromadzonych w Bizancjum z tak wielkim pietyzmem, i zadała tym samym śmiertelny cios kulturze i cywilizacji. Efektem tej krucjaty stała się też narastająca odtąd stała wrogość między wschodnim a zachodnim chrześcijaństwem. Dokonane - w imię Chrystusa - zniszczenia kultury bizantyjskiej stało się największą tragedią średniowiecza.

Koszty krucjat w kategoriach straconego życia i zmarnowanego wysiłku były
nieobliczalne. Ich wydźwięk - moralnie wątpliwy, straty - niepowetowane. I ponad dwieście lat chybionych celu wypraw krzyżowych nie nauczyło rycerzy Chrystusa nawet ani krzty humanitaryzmu. Dali temu dowód w Aleksandrii w 1365 roku. Tu nie szczędzono nikogo. Nie mniejsze piekło niż muzułmanie przeszli aleksandryjscy chrześcijanie i żydzi.
Splądrowano również warsztaty i magazyny należące do kupców europejskich. Krzyżowcy grabili meczety i grobowce, rabując lub niszcząc wszystkie ich ozdoby, nie pomijając również kościołów. I tylko pewna bogata, ułomna Koptyjka zdołała uratować część drogocennych przedmiotów należących do jej gminy, oddając w zamian cały swój
majątek. Wdzierano się do domostw, a mieszkańców, którzy nie oddali natychmiast swego mienia, zabijano na miejscu całymi rodzinami. Około pięciu tysięcy jeńców - zarówno chrześcijan, jak i żydów, i muzułmanów - przeznaczono na sprzedaż w niewolę. W mieście panował odór ludzkich trupów i zwierzęcego ścierwa. Masakra w Aleksandrii raz jeszcze ukazała prawdziwy finał wypraw krzyżowych, które stawiały sobie za cel
odzyskanie Ziemi Świętej.

Historycy w ocenie krucjat i popełnianych w imię Chrystusa zbrodni są zgodni. Życie i trud milionów ludzi, których pochowano na Wschodzie, można było z większym pożytkiem wykorzystać dla naprawy ich rodzinnego kraju - mówił Gibbon. "Prawdę mówiąc, jedynym owocem, jaki chrześcijanom na trwałe przyniosły wyprawy krzyżowe, była morela" - pisał Jacques Le Goff. Wszystkie wyprawy krzyżowe znaczyły swój szlak okropnościami, które trudno sobie wyobrazić nawet tym, którzy przeżyli masakry i mordy
XX stulecia.

Czas krucjat wykazał, jak można było skalać najwyższe ideały okrucieństwem i chciwością, a ludzką energię i wytrwałość zniweczyć ślepą, ciasną obłudą. Święta wojna, prowadzona w imię Boga, okazała się pasmem nietolerancji, zakończyła zaś ruiną krajów Bliskiego Wschodu i Bizancjum. Upadły kwitnące miasta, żyzne dotąd pola i winnice obrócone zostały w pustynię. I pustynia ta w wielu miejscach pozostała do dziś.

Inkwizycja.

U progu trzeciego tysiąclecia chrześcijanie nie chcą się już w imię Chrystusa wzajemnie zabijać, wojny religijne - przynajmniej na zachodzie - nie cieszą się popularnością, tendencja do jednoczenia się wszystkich chrześcijan przybrała szlachetną nazwę ekumenizmu. Nie znaczy to jednak, by na drodze "zbłąkanych owieczek" nie pojawiały się kłody. Nowym hobby chrześcijaństwa staje się inkwizycja.

Dzisiaj brak jakiegokolwiek uzasadnienia, by poglądy heretyków uważać za zbrodnie, karać ich za nie torturami i śmiercią. A jednak w średniowieczu Kościół rzymskokatolicki opanował istny szał nienawiści do heretyków. Wypowiedziano im krwawą wojnę, podczas której zginęły ich tysiące. To tylko jeden z przypadków w historii, gdy żarliwa i ślepa wiara występując w obronie cnoty i prawdy, ginęła w mordach i krwi. Kościół stawał się coraz bardziej bogaty i chciwy, mnisi i dostojnicy kościelni lubieżni i okrutni, a nadto także skorumpowani. Coraz trudniej było znaleźć wśród duchownych ludzi przestrzegających głoszonych przez Kościół zasad miłosierdzia, ubóstwa, czystości. Papieże dążyli do niepodzielnego panowania nad światem chrześcijańskim, l tylko kwestią czasu stało się, kiedy ich racje zaczęto poddawać w wątpliwość.
Dziwny i okrutny los spotkał także templariuszy. Tym dziwniejszy, że aż do XIV wieku powszechnie uważani byli za bohaterów. Zakon rycerski templariuszy powstał w 1119 roku, powołał go pobożny rycerz, Hugues de Payns, w celu walki z muzułmanami, choć głównym ich celem stało się zapewnienie bezpieczeństwa pielgrzymom na szlaku wiodącym do Jerozolimy. W uznaniu dla bohaterstwa rycerzy, król Jerozolimy, Baldwin II, oddał im skrzydło swego pałacu, znajdujące się w bliskim sąsiedztwie świątyni Salomona. Czasy krucjat przeminęły. Templariusze zawsze gotowi byli walczyć z niewiernymi na Wschodzie. Skoro jednak główny cel ich działalności przestał istnieć, zakon wszedł w nową rolę. Dzięki licznym nadaniom i operacjom finansowym zgromadzili templariusze wielkie bogactwa w Palestynie i Europie, co zapewniło im ogromne wpływy polityczne i przywileje. Szybko to dostrzeżono zgodnie z zasadą, że bogactwo zawsze wzbudza zawiść. Na początku XIV wieku król Francji, Filip IV Piękny, zapragnął zagarnąć majątek rycerzy. Inkwizycja stała się jego bronią. Oskarżył templariuszy o herezję. Pierwotny cel zakonu poszedł w zapomnienie. Oskarżenia Filipa IV, nieprawdziwe w każdym calu, wzięły górę. Filip IV stwierdził, że templariusze opluwaj ą krucyfiks, oddają cześć diabelskiemu bożkowi, Bafohometowi, utrzymują związki homoseksualne. W 1307 roku Filip IV skonfiskował dobra zakonu. Potem rozpoczął się proces oskarżycielski połączony z torturami, zakończony wyrokiem skazującym na śmierć przez spalenie na stosie. Około czterdziestu żołnierzy zginęło podczas tortur w Paryżu. Żaden z nich nie oskarżył współbraci. W 1313 roku papież, Klemens V, ogłosił bullę potępiającą zakon. Oznaczało to koniec templariuszy. Ostatni mistrz zakonu, Jacques de Molay, został spalony na stosie.
Warto wspomnieć o jeszcze jednym fakcie. Wśród nieprawomyślnych wyznawców Kościoła znalazł się także Galileusz. Został uznany za heretyka, ponieważ hołdował prawdzie niezgodnej z wiedzą Kościoła. Rzym zaś odmawiał uznania dla odkryć naukowych, jeżeli nie wynikały one z Biblii lub nie zyskały aprobaty papieża. Nieomylność papieża była przecież zasadniczym elementem religii katolickiej. Otóż Galileusz ogłosił, że to Ziemia obraca się wokół Słońca, a nie na odwrót. Teorię tę wprawdzie zaprezentował wcześniej Mikołaj Kopernik, ale odkrycie swoje zdradził jedynie najbliższym, a pełny tekst dzieła "De revolutionibus orbium coelestium" opublikowano dopiero na rok przed jego śmiercią, w 1543 roku. Galileusz w 1614 roku napisał list, w którym wyłożył swojąteorię. Jego kopia została przesłana św. inkwizycji. Uznano jednak, że teoria ma niewiele związków z Kościołem, więc nie wniesiono przeciwko uczonemu oskarżenia. Gdy jednak Galileusz udał się do Rzymu, wówczas papież. Paweł V, postanowił ponownie przedstawić teorię tę inkwizycji. Galileuszowi wytoczono proces. Teorię kopemikańską uznano za niedorzeczną, bo sprzeczną z Pismem Świętym i odstąpiono od oskarżania Galileusza o herezję. Wydano jednak orzeczenie, by zaprzestał nauczania i obrony teorii kopemikańskiej. Gdy Galileusz zażądał od Rzymu certyfikatu, w którym byłoby wyraźnie napisane, czego mu się zabrania, Watykan prośbie odmówił. W 1632 roku Galileusz opublikował "Dialog o dwóch najważniejszych układach świata. Wyraźnie kpił w nim z poglądów Kościoła. Wówczas ponownie postawiono go przed trybunałem. Galileusz był już wtedy starym człowiekiem i w obawie przed torturami poglądy swe odwołał. Skazano go na dożywotni areszt domowy.


Kiedy Kościół rzymskokatolicki został ogarnięty szałem nienawiści do heretyków, wypowiedziano im krwawą wojnę, w której zginęły ich tysiące. W obronie cnoty i wiary zapłonęły stosy. Kościół wykorzystał wszystkie znane sobie od lat metody, by na heretykach wymusić przyznanie się do winy. Przez lata walki z heretykami metody te usprawnił i wzbogacił. Dzięki inkwizycji Kościół realizował tylko własne cele. Zadaniem inkwizytorów było uzyskanie od heretyków przyznania się do winy. Dobór metody zależał tylko od oprawców. Kościół posiadał pełne uprawnienia śledcze i podejrzanych nie przekazywał już władzom świeckim. Od momentu posądzenia o herezję nie mieli oni żadnych praw obywatelskich. Majątki ich były natychmiast konfiskowane, pomnażając tym samym bogactwo Kościoła. Zyskiwali na tym także inkwizytorzy. Nic więc dziwnego, że i biskupi, początkowo odnoszący się z rezerwą do walki z heretykami, dołączyli z czasem do inkwizytorów w zamian za konkretne materialne zyski.

Najważniejszym warunkiem i zarazem kryterium doboru była odraza do heretyków. Do stwierdzenia winy potrzebne były zeznania dwóch świadków. Zawsze znaleźli się usłużni donosiciele. Zadenuncjować heretyka mógł każdy, nawet kryminalista. Zeznania takiego świadka stanowiły pełnowartościowy dowód w procesie. Drugiego świadka nietrudno było znaleźć. Zawsze można go było przekupić - albo też zmusić torturami - by potwierdził zeznania pierwszego. Oskarżony teoretycznie nie pozostawał bez szans. Zamykano go najpierw w jego własnym domu i poddawano intensywnemu przesłuchaniu. Jeżeli nadal odmawiał odstąpienia od herezji, doprowadzano go przed inkwizycję. Obrońcę zapewniała mu tylko władza papieska. Każdy inny prawnik, który podjąłby się obrony, oskarżany był o taką samą zbrodnię. Inkwizytorzy byli zaślepieni nienawiścią i żądzą zysku. Upajali się swoją władzą. W ich fanatyzmie nie było miejsca na sprawiedliwość. Jedynym ich celem było zmuszenie ofiar do przyznania się do winy. Cel uświęcał środki. Nieprzyznanie się do herezji oznaczało, że oskarżony nie chce się wyrzec swojej wiary.

Według inkwizytorów światu zagrażali nie tylko heretycy, ale także i czarownice. Inkwizycja wynajdowała ich niezliczone rzesze. Papież Innocenty VIII był przerażony "epidemią" czarownic w Europie. Najwięcej spalono ich w Niemczech. W dwudziestu dwóch miasteczkach w pobliżu Triem, w Nadrenii, w ciągu sześciu lat spłonęło trzysta sześćdziesiąt osiem kobiet. Większość kobiet spalono na stosie, jednak co bardziej wyrafinowani kaci wynajdowali coraz to nowe sposoby tortur i pozbawiania życia. I tak czarownice poddawano próbom: łez, wody, szpilek, ognia i wagi. Były to ordalia, czyli sądy boże.
Próba wody nie dawała kobiecie posądzonej o czary żadnej szansy ujścia z życiem. Gdy pławiona z kamieniem u szyi tonęła - oznaczało to jej niewinność. Gdy unosiła się na powierzchni, czemu sprzyjały ówczesne ubiory - oznaczało to jej związek z czarną magią,
ponieważ ciało nie chciało się zanurzyć w wodzie, którą była chrzczona.
Próba łez miała udowodnić, że czarownica jest nieczuła na ból, nie umie płakać nawet podczas wymyślnych tortur. Inkwizytorzy twierdzili przy tym, że czarownice nie ronią łez dlatego, ponieważ służą one grzesznikom do zmywania grzechów. Jednak gdy nawet ofiara zalewała się łzami, nie świadczyło to jeszcze ojej niewinności. Inkwizytorzy bowiem
dokonywali oceny i orzekali, które z łez były prawdziwe, a które udawane.
Próba wagi miała natomiast wykazać, że cza-• rownice są lekkie jak piórko. Zamiast odważnika kładziono na szalę Biblię. Jeżeli czarownica okazy- wała się cięższa, podejrzenie było słuszne. Tylko gdy szale równoważyły, poddawana próbie uznawana była za oczyszczoną z zarzutów. To się oczywiście nie zdarzało.
Próba ognia nakazywała przejście przez szpaler ognia. Kiedy kobieta zapłakała bądź zapaliła się lub nie miała znamienia, przypisywano to jej czarom szatańskim. Każdy wynik był zły.

Wolter obliczył, że w imię wiary 9 468 800 chrześcijan straciło życie za sprawą innych chrześcijan. Większość z nich to ofiary inkwizycji.

Teologowie katoliccy odpowiedzialność za inkwizycję zrzucaj ą wyłącznie na
średniowieczną hierarchię kościelną, która w tej materii weszła we współpracę ze średniowiecznymi władcami politycznymi i włączyła do kościelnego prawa elementy przymusu i represji, tak przecież obce duchowi Ewangelii. To ludzie Kościoła są winni, a nie Kościół - mówią także i dziś, kiedy Jan Paweł II u progu trzeciego tysiąclecia chce
przeprosić świat za zbrodnie w imieniu Kościoła.
Cóż, można i tak. Kościół katolicki jest niezrównanym mistrzem hipokryzji.

Z dziewięciu papieży zasiadających w Watykanie w latach 1555-1591 ośmiu było poprzednio inkwizytorami. Wiedząc, że gorliwa działalność inkwizytorska toruje drogę do najwyższych godności i dochodów kościelnych, biskupi i inkwizytorzy prześcigali się w
akcji palenia książek, w prześladowaniach uczonych i w posyłaniu na stosy wszystkich tych, którzy ośmielili się myśleć i czuć inaczej, niż głosiła to oficjalna doktryna katolicka.
Jedno jest pewne. Wbrew temu, co się oficjalnie głosi, wszystkie podstawy ideowe średniowiecznej inkwizycji pozostały w Kościele rzymskokatolickim nadal żywe i aktualne po dziś dzień. Nie płoną dziś stosy, ani nikogo nie poddaje się fizycznym torturom, ale nadal istnieje średniowieczny trybunał inkwizycyjny - niegdyś zwany Congregatio Sanctae
Inquisitionis Haereticae Pravitatis, dziś natomiast krócej: Congregatio Sancti Officii - i tak, jak kiedyś, zgromadzeniu temu przewodzi sam papież.

Początki inkwizycji sięgaj ą czasów późnego cesarstwa rzymskiego, kiedy to w IV wieku chrześcijaństwo stało się religią oficjalnie obowiązującą w imperium rzymskim, a cesarze zobowiązywali wszystkich poddanych im chrześcijan do wyznawania ortodoksyjnej nauki
chrześcijańskiej. W średniowieczu w myśl tej tradycji heretyków uznawano za wrogów Kościoła i państwa, papiestwo zaś stało się tyranem świata wyposażonym w najstraszliwsze narzędzie nacisku - inkwizycję. Nic więc dziwnego, że cesarze i królowie świata chrześcijańskiego bezwolnie poddawali się zarządzeniom rzymskich biskupów. Ci zaś
gorliwie tropili wszystko, co mogło być uznane za heretyckie, co było choćby tylko śladem sprzeciwu wobec doktryn i dekretów Watykanu. Wystarczało, że usłyszano o najmniejszej wątpliwości lub kwestionowaniu dogmatów papieskich, by pozbawić życia bogatego lub biednego, wysoko lub nisko urodzonego.
Nie ma wątpliwości, że inkwizycja była instytucją szatańską, bo tylko szatan ma władzę nad umysłami złych ludzi. Miliony ciał męczenników skazanych przez inkwizycję wołały i nadal wołają do Boga o pomstę. To Fiodor Dostojewski odważył się pierwszy użyć słowa inkwizycja jako słowa klucza,
słowa-syntezy, służącego do opisania wszystkiego, co w Kościele urządzone jest nie na sposób Chrystusowy, lecz ludzki lub, co gorsza, diabelski właśnie.
I nie rzecz w tym ile diabła odnajdujemy teraz jako bardziej świadomi w poczynaniach kościoła przez wieki. Nie da się usprawiedliwić ideologii zrzucając winę na ludzi bo to właśnie owa ideologia tworzy dokładnie takich ludzi. Takie zachowania to nie wyjątek lecz reguła. Rzecz w tym, że znakomita większość z nas wciąż w dogmaty, tą skrzywioną ideaologię, "prawdę" tworzoną przez jeśli nie tych samych to takich samych ludzi w imię jakiegoś dziwnego tworu boga lub niby zbawiciela anarchisty wierzy. Wierzy ślepo i amen.

 

https://www.poganin.eu/antyteizm/ciag-krotkich-mysli/obce-artykuly/jak-watykan-zniszczyl-polske

https://www.poganin.eu/antyteizm/kosciol-katolicki

Zaloguj się