ubodzy duchem


18 Niechaj się nikt nie łudzi! Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość. Nowy testament, 1 list do Koryntian, rozdział 3

Według piewców chrześcijaństwa powinieneś być głupi. Odrzucić to co wiesz, zignorować wszelkie wnioski i stać się głupcem aby przyjąć brudną naukę pasterzy, którą to arogancko nazywają mądrością.

Można skromnie chcieć zapytać czego człowiek z pustynii chce nauczyć człowieka z lasów i łąk. Bo przecież nie opierania się o drzewo w jego cieniu.

Czegóż to człowiek z pustynii walczący o każdą studnię chce nauczyć człowieka, który nauczony jest się dzielić wodą.

Co człowiek światopoglądowo uznajacy za słuszne zamurowaywanie jako ofiarę swe dzieci w ścianach swych domostw jako przekupstwo jakiegoś boga aby mu tego domostwa nie zniszczył, może chcieć nas nauczać.

To tego typu światopoglądowo ludzie stanowili o tej religii i pisali jej treść.

 

To jednak nie wszystko. Dobrze by było jakbyś obok bycia głupcem był jeszcze miernotą duchową.

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

(słowa jezusa chrystusa, nowy testament - św. Mateusz, rozdział 5)

Jezus doskonale wiedział, że taka miernota światopoglądowa i mentalna jakim był, z taką ułomną ideologią może zjednać sobie tylko tych najniższych, nieudolnych, bezradnych, miernych, wykluczonych.


Nawet do pogan nie śmiał iść gdyż zdawał sobie sprawę, że ich kultura jest pozytywna, jasna, radosna, a jego kult jest uragający duchowi, smutny, wydziedziczony i polagający na grzechu i winie. (św, Mateusz, rozdział 10)

5 Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: «Nie idźcie do pogan(...) 6 Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. A normalny człowiek nie chciał czuć się winny za coś czego nie zrobił.

 

Czym jest dziś chrześcijanin? 

Chrześcijanin jest efektem doktryny, którą w pierwotnej wersji konstruowali żydzi Zeloci, a którą przerobił do własnych celów żyd Paweł. 

Różnica między nimi była zasadnicza; żydzi zeloci, z których jeden Jan z Gamali według nich był mesjaszem nienawidzili pogan i gardzili nimi. Poganin dla ortodoksyjnych żydów to nie byl człowiek. Poganin dla nich był podludziem, tak jak słowianin dla hitlera.

Aż dudni echem krzyk jak niegodziwym jest dla siebie samego jako słowianina czyli poganina przyjmowanie doktryny tworzonej przez nienawidzących ich żydów.

Jednak Szaweł, który póżniej stał się Pawłej jako żyd też nie lubił żydów. Kolaborował z Rzymianami i łapał Zelotów, którzy napadali jego karawany. Żydzi kpili z niego gdy zaczął głosić nauki zelotów.

(o tym tutaj https://www.poganin.eu/antyteizm/jezus-chrystus-czyli-mitra)

 

Po drodze do dziś w chrześcijaństwie na czoło wysuwają się instynkty podległych i uciemiężonych: swego zbawienia szukają w nim najniższe stany społeczne.

 Gardzi się tu ciałem, higienę odrzuca, jako zmysłowość; kościół broni się nawet przed czystością (po wypędzeniu Maurów pierwszym krokiem chrześcijan było zamknięcie łaźni publicznych, których sama Kordoba liczyła 270). Nawet na dziś dzień, na rok 2020, jogę nazywa się pogańskim kultem ciała i czymś niechrześcijańskim.

Chrześcijański charakter ma pewien zmysł okrucieństwa, wobec siebie i wobec innych; nienawiść do inaczej myślących; wola prześladowania.


Na pierwszym planie znajdują się posępne i pobudzające wyobrażenia; najbardziej pożądane stany, które określa się najwyższymi nazwami. Wymyśla się znaczenia. Czymś chrześcijańskim jest nienawiść do ducha, do dumy, odwagi, wolności, do wolności ducha; czymś chrześcijańskim jest nienawiść do zmysłów, do radości ze zmysłów, do radości w ogóle.

Wiemy już dziś, czym są wszystkie kościelne pojęcia, mianowicie najzłośliwszym, jakie tylko może istnieć, fałszerstwem, które ma na celu odwartościowane natury.

 

Wszystko, co trwa od tysięcy lat to fałsz.
Sfałszowane pojęcie boga, sfałszowane pojęcie moralności: żydowscy kapłani nie poprzestali na tym.
Żydowscy kapłani dokonali owego cudownego dzieła fałszerstwa, którego dokumentem jest znaczna część Biblii: bezprzykładnie urągając wszelkim przekazom, wszelkiej rzeczywistości historycznej, przeszłość swego własnego ludu przełożyli na język religijny, to znaczy uczynili z niej głupi mechanizm zbawienia, oparty na winie względem jahwe i na karze, na pobożności względem jahwe i na nagrodzie.
Ten najhaniebniejszy akt zafałszowania historii odczulibyśmy znacznie boleśniej, gdyby kościelna interpretacja dziejów przez tysiąclecia nieomal nie stępiła w nas zmysłu prawości.

 

Tylko czy prawym, dobrym, miłosiernym i sprawiedliwym (jak o sobie mówi) jest dzisiejszy chrześcijanin? Wiedząc o faktach historycznych możemy skwitować to krótko; nie.

 

Dzisiejszy chrześcijanin to między innymi młoda osoba z pielgrzymki, która idzie głosząc imię boga ze słowami na ustach "zło, dobrym zwyciężaj"

Dzisiejszy chrześcijanin to bezmyślny piewca frazesów, które nie są autorstwem chrześcijaństwa lecz greckiej filozofii.

Tyle, że filozofia ta traktuje to poważnie gdy o tym mówi, a chrześcijaństwo tylko mówi.

Bo jeśli chrześcijaństwo mówi głośno aby zło, dobrem zwyciężać to aż prosi sie zapytać, w którym miejscu wypełnia treść tego frazesu:

- podczas konkwisty i genesis ludów ameryk czyli największego ludobójstwa w dziejach ludzkości. Uczynili to w imieniu chrześcijaństwa.

- podczas inkwizycji gdy urządzili chrześcijanie na ziemi istne piekło?

- podczas krucjat?

- podczas chrystianizacji australii, afryki, zbrodni w rwandzie, mordowania na dziś dzień wciąż dzieci w afrye w myśl przepisu z ksiegi kapłańskiej starego testamentu "nie pozwolisz żyć czarownicy"

W którym miejscu chrześcijanie wpełniają treść tego oświadczenia jakim sie chwalą jako ideą ich religi "zło, dobrem zwycieżaj"?

Otóż w żadnym miejscu. Nie tylko nie wypelniają treści tego frazesu lecz to oni, chrześcijanie są tym ZŁEM.

Są twórcami zla śpiewając jednocześnie dla motłochu aby zło dobrem zwycieżąć. Tylko chrześcijanie nie wiedzą co to dobro i nie czynią dobra.

 

Wiemy jak dziś zostaje się chrześcijaninem. Jesteśmy skladani na ofiarę tej religii gdy nie możemy decydować. Warunkowanie kulturowe i indoktrynacja sprawiają, że nasi rodzice i wymóg społeczny za nas decyduje.

Część wychodzi z tego gdy zaczyna rozumować ale większość nie.

Więc właściwe pytanie brzmi, nie jak zostaje się chrześcianinem lecz dlaczego wciąż pozostaje się chrześćijaninem. 

 

Kościołowi wtórowali filozofowie: kłamstwo „etycznego porządku świata" ciągnie się przez cały okres rozwoju nawet nowszej filozofii. A „etyczny porządek świata" znaczy tylko tyle, że istnieje, ustalona raz na zawsze, wola boża, która wyznacza, co człowiek ma czynić, a czego zaniechać; że wartość ludu, wartość jednostki tym się mierzy, w jak dużym czy w jak małym stopniu są oni posłuszni woli bożej. Że w losach ludu, w losach jednostki wola boża okazuje się wolą panującą, to znaczy wolą karzącą i nagradzającą, zależnie od stopnia posłuszeństwa..
Wszystko w celu pasożytniczego rodzaju człowieka; kapłana, który rozwija się kosztem wszelkich zdrowych tworów życia, nadużywa imienia boga: „królestwem bożym" nazywa taki stan rzeczy, w którym to właśnie kapłan określa wartość rzeczy; „wolą bożą" nazywa środki, dzięki którym można taki stan osiągnąć czy utrzymać; z zimnym cynizmem ocenia ludy, epoki,
jednostki wedle tego, czy przynosiły pożytek dominacji kapłanów, czy też się jej przeciwstawiały.

 

Ludzie ci upraszczali psychologię każdego wielkiego wydarzenia, sprowadzając ją do idiotycznej formuły „posłuszeństwo bądź nieposłuszeństwo względem boga".

 

Tym jest dziś chrześcijanin. Ponadto jest kimś dla kogo nie liczy się moralność i śwadomość lecz liczy się jedynie bogobojnośc czyli należyte wypełnianie woli boga. Póżniej woli mesjasza jezusa i po drodze woli kościoła katolickiego.

Chrześcijanin nie poznaje, nie odkrywa świata, nie obserwuje i nie wyciąga wniosków.

Ty patrzysz w oczy psa i widzisz głębie, czasem smutek, czasem radość, czasem obawę; wszystkie te cechy jakimi emanują również i Twoje oczy. Widzisz i wyciągasz wnioski. Uczysz się, bazując na tym zmieniasz swoje pierwotne postępowanie do tego czego się nauczysz i zrozumiesz. 

Liczy się droga, nie cel. Bo to droga sprawia, że odczuwasz i twoje postępowanie na niej ma wplyw na to co Cię otacza. Ludzi i zwierzęta.

To droga nadaje sens Twojemu życiu i życiu innych istot; bądż go zabiera wraz z życiem czy zniewoleniem.

To nasze postępowanie na tej drodze ma realny wpływ na świat, a nie modlitwy i mówienie o sobie jako o miłosiernym za czym nie idą żadne czyny.

Jest to w ogóle jedna z najokropniejszych rzeczy w religii; mówi ona, że cnotą jest twanie w niewiedzy.

Chrześcijanin natomiast dostaje cel. Ale po drodze masę norm religijnych aby ten cel osiągnąć.

Chrześcijanin od razu dostaje brudną "prawdę" z brudnej księgi i z ust brudnego kapłana. Chrześcijanin od razu dostaje dostosowaną pod wlasnym kątem zafałszowaną "wiedzę" o świecie.

Nie musi poznawać, nie musi sie uczyć, nie musi wnioskować. Nie musi obserwować. Ba, nie tylko nie musi ale po prostu nie może gdyż nauk religijnych i woli boga jahwe oraz jego 613 przepisów postępowania nie można podważać. Zresztą to boski plan, który nie może być zmieniony i któremu bezsprzecznie trzeba być poslusznym. Inaczej czeka go piekło.

To największy sprzeciw wobec rozwoju, ewolucji, chęci zmiany, chęci polepszania się.

W religii możesz; musisz być tylko tym kim byłeś. Nie możesz być inny. Nawet nie możesz być tym kim jesteś na wiek twego życia, na erę nowożytną. Czas jest bez znaczenia. Musisz być taki jakimi byli prymitywni pasterze, którym objawił się bóg.

Wyznajesz i gloryfikujesz ich prawdy, ich wersje świata, ich wersję moralności, ich cele polityczne, ich ułomności.

 

Chrześcijanin to synonim braku rozwoju, to synonim prymitywnego pastucha sprzed około trzech tysięcy lat gdy mojżesz spisywał boskie normy.

Tym jest dziś chrześcijanin; kotwicą trzymającą w miejscu każdą cheć rozwoju społecznego, intelektualnego, świadomościowego i moralnego. 

Poza tym chrześcijanin ma coś co nazywa nadwartością nad wszystkim innym co możemy mieć my; cel. Tyle, że jest to cel niegodny życia ale jest za to godny chrześcijanina.

Nikt normalny, nikt kto wlaściwie używa rozumu, nikt kto ceni dobro i moralność, nikt o glębokich aspiracjach nie chce takiego celu. Ba, nikt takie nie powinien przedkładać wyższości czegoś, gdzieś tam, poza tym życiem nad to co właśnie tu i teraz.

 

Ideą życia chrześcijanina jest więc ów cel. Żeby jednak go osiągnąć trzeba wypełniać wolę bożą. To nie jest coś co może być wynikiem obserwacji świata i wnioskowania. Nie, to faszystowskie kaprysy boga jahwe czy jak tam wolicie prymitywne tendencje pastuchów.

 

Idąc dalej: „wola boża", to znaczy warunki utrzymania władzy przez kapłana, musi być znana; do tego potrzebne jest „objawienie".
Mówiąc prostym językiem: niezbędne jest wielkie fałszerstwo literackie, odkrywa się „Pismo święte" i podaje do publicznej wiadomości z hieratyczną pompą, z dniami pokutnymi i z lamentami nad długotrwałym „grzechem".
„Wola Boża" była od dawien dawna ustalona: całe nieszczęście bierze się stąd, że oddalono się od „pisma świętego".

Już Mojżeszowi objawiła się „wola boża". Co się zdarzyło?
Kapłan, z całą surowością, z całą pedanterią, aż po małe i duże podatki, które należy mu płacić. Nie zapominając o najsmakowitszych kawałkach mięsiwa: bo kapłan jest pożeraczem befsztyków, raz na zawsze sformułował, co chce mieć, „co jest wolą bożą".

Odtąd wszystkie sprawy życia są tak urządzone, że kapłan jest wszędzie niezbędny; przy wszystkich naturalnych wydarzeniach życiowych, przy narodzinach, ślubie, chorobie, śmierci, nie mówiąc o ofierze („posiłku").


Pojawia się świątobliwy pasożyt, by życie człowieka pozbawić naturalności; ale w jego języku nazywa się to „uświęceniem".


Trzeba, bowiem pojąć, że każdy naturalny obyczaj, każda naturalna instytucja (państwo, sądownictwo, małżeństwo, opieka nad chorymi i ubogimi), wszystkie przez instynkt życia wysuwane żądania, krótko mówiąc, wszystko, co samo w sobie jest wartością zostaje przez pasożytnictwo kapłana (czyli „etycznego porządku świata") uczynione czymś z gruntu bezwartościowym, sprzecznym z wartością: wymaga dopiero usankcjonowania.


Niezbędna jest użyczająca wartości moc, która neguje w nich naturę. Moc, która właśnie dopiero tym sposobem stwarza wartość.
Kapłan pozbawia naturę wartości, świętości; kapłan może się w ogóle ostać tylko za tę cenę.
Nieposłuszeństwo względem boga, to znaczy względem kapłana, względem „prawa", otrzymuje teraz miano „grzechu".
Środki, dzięki którym można się ponownie „pojednać z bogiem", są, rzecz jasna, środkami, które jeszcze gruntowniej gwarantują podporządkowanie kapłanowi.
Jedynie kapłan „odkupuje". Naturalnym jest, zatem, że w każdej zorganizowanej przez kapłanów społeczności niezbędne stają się „grzechy"; są one właściwymi instrumentami władzy, kapłan żyje z grzechów, potrzebuje, by „grzeszono". Naczelna zasada: „bóg przebacza temu, kto czyni pokutę w języku rozumiejącego:, kto podporządkowuje się kapłanowi.

Na tym oto fałszywym gruncie, na którym wszelka natura, wszelka wartość naturalna, wszelka realność miały przeciwko sobie najgłębsze instynkty klasy panującej, wyrosło chrześcijaństwo, forma śmiertelnej wrogości wobec rzeczywistości, forma, której nic dotychczas nie prześcignęło.

 

Więć dzisiejszy chrześcijanin mówi głośno "cierpienie zwierząt jest nieważne gdyż nie mają duszy".

Dla normalnego człowieka brzmi to jak coś obrzydliwego. I wogóle czy dusza jest tu jakimkolwiek argumentem do tego czy cierpienie może być ważne czy nie.

Cierpienie to cierpienie. Żadna istota nie chce cierpieć tak samo jak mawia wczesny buddyzm "żadna istota nie chce śmierci więc nie czyń śmierci"

To jest naturalne u dobrych ludzi i etyczne gdyż dla nich etyka ma znaczenie i nie jest religijnie wypaczona. Ale chrześcijanin dostaje wymówkę aby praktykować okrucieństwo wobec zwierząt. Dlaczego? Ponieważ zwierzęta w judeo-chrześcijaństwie są składane na ofiarę. Ponadto na dziś dzień, na 21 wiek w myśl nowego testamentu usprawiedliwiamy obrzydliwe czyny zła wobec nich frazesami typu "będziesz sobie czynił ziemie poddaną" i tak dalej.

Czymś chrześcijańskim w ogóle staje się okrutne traktowanie zwierząt, a czymś niewłaściwym w chrześcijastwie cheć dobra wobec nich. 

https://www.poganin.eu/antyteizm/ciag-krotkich-mysli/mysl-54

 

Ktoś moralny nie może uwierzyć, że takie sadyzmy są systemowo gloryfikowane i uznawane za słuszne bo zgodne z wolą jakiegoś boga. I taki ktoś nie może uwierzyć, że jeśli są gloryfikowane przez jakiegoś boga to czemu ten bóg nie jest odrzucony od naszych sumień jako sadysta lecz wyznawany. Czy chcemy być sadystami skoro zostajemy z sadystycznym bogiem, splamieni krwią ofiar ludzkich i zwierzęcych? I przemocą wobec jednych i drugich?

Przypomnę tylko historyczny fakt; chrześcijaństwo jest religią, która zabiła największą ilość istnień ludzkich w historii ludzkości. 

Natomiast gloryfikowanie przemocy wobec zwierząt w imieniu boga i religii i uznanie tego za właściwe dzieje się na dziś dzień czyli na ok 2020.

 

https://www.poganin.eu/antyteizm/obrzydliwosc

 

Więc masz wypelniać wolę boga, prymitywną wolę sadystycznego boga w jednym konkretnym celu. Aby dostać się do królestwa niebieskiego.

Cóż za obleśne oszustwo. I cóż za płytka idea. Idea kija i marchewki. Wielki wszechmocny bóg musi stworzyć kij i marchewkę aby ludzie chcieli go sluchać. Słuchaj to dostaniesz się do raju. Nie słuchasz to będziesz smażyl się w piekle.

Chrześcijaństwo to płytka obrzydliwość ale i tak miliony idą jak lemingi. Mimo, że nie ma w tym żadnej wzniosłej myśli. A może wlaśnie dlatego. Wszak siłę ma motloch nie jednostki.

Pojawiają się zatem dwa wnioski jeśli chodzi o chcących być chrześcijanami; mamy do czynienia z ludżmi śliniącymi się na frazesy, których nie poddają weryfikacji ale brzmią ładnie oraz mamy ludzi którzy nie radzą sobie z jestestwem, z życiem, z ewentualną jałowością życia i chcą aby coś im obiecano. Nagrodę za określone postępowanie. Więc dostają niebo. Ale nie ma nagrody bez konsekwencji. I nie ma braku konsekwencji za nie przestrzeganie kanonu postępowania boga, mesjasza i kapłanów.

Wszak jak papież każe iść i mordować koty jak grzegorz IX w 13 wieku to macie bez zastanowienia sie mordować koty. Jak papież każę palić na stosach współobywateli to macie to robić. Jak macie płynać za wielką wodę i rzucać niemowlaki na pożarcie świniom i psom to macie tak czynić.

Jak tego nie zrobicie zgrzeszycie przeciw bogu, a efektem tego będzie kara w piekle.

 

Więc bóg wam mówi, bo kapłan wam mówi, który mówi, że bóg wam tak mówi, że człowieka zbierajacego drewno w szabas trzeba zabić, że dziewczynę uprawiającą seks przed ślubem trzeba ukamienować, że dziecko posądzone o czary (co jest wymysłem kapłanów) należy zabić.

I tego przestrzegacie bez względu na rozwój społeczny, bez względu na wynik rozumowania, itd. Nie możecie się zmienić. Bóg objawiony się nie zmienia, ba Biblia się nie zmienia.

Ona już zdefiniowala nam wszystko. Bycie dobrym chrześcijaninem oznacza więc wypelnianie tej dawno zdefiniowanej "prawdy" bez względu na coraz większą znajomośc świata, ludzi, wszechświata, rozwój, inteligencję.

Chrześcijanin nie chce być inteligentny. Chce być bogobojny. I nie może ewoluować, nie może się zmienić.

 

Jeśli się umieszcza punkt ciężkości życia nie gdzieś w życiu, lecz w „zaświatach"; w nicości - to zabiera się życiu w ogóle punkt ciężkości.
Wielkie kłamstwo o nieśmiertelności osobowej niszczy wszelki rozum, wszelką naturę w instynkcie. Wszystko, co w sferze instynktów ma dobroczynne działanie, co wspiera życie, co stanowi porękę przyszłości, budzi odtąd nieufność.
Żyć tak, by życie nie miało już żadnego sensu ; to staje się teraz „sensem" życia.
To dzięki pożałowania godnemu schlebianiu, osobistej próżności człowieka zawdzięcza chrześcijaństwo swój triumf przyciągając do siebie wszystkich nieudatnych, sfrustrowanych, pokrzywdzonych, wszystkie wyrzutki i odpadki ludzkości.

Nie da się ukryć, że chrześcijaństwo jest buntem wszystkiego, co pełza po ziemi, przeciw wszystkiemu; co wysokie: ewangelia „niskich" czyni niskim.

 

Obrzydzeniem napawa mnie stan mentalny wierzących. Bardziej czują winę z powodu onanizmu niż z powodu zamordowania zwierzęcia.

Bogobojnych ludzi ze wsi zżera poczucie winy za ominięcie niedzielnej mszy ale bez mrugniecia okiem topią ledwo narodzone zwierzęta. Wogóle nie wzbudza w nich poczucia odpowiedzialności czekajacy na napojenie pies na łańcuchu. Uwięziony na cale swoje życie.

Mają się za takich bliskich bogu dzięki swej wierze, za takich właściwych, godnych, ułaskawionych. Podczas świąt tak dobrze się czują klękając, śpiewając psalmy, obiecując poprawę i prosząc o wybaczenie, aby zaraz usiąść do wielkiego braku umiaru i zjeść niewinne stworzenie, którego pół ciała i tak wyląduje w śmieciach.

 

Modlicie się do boga o którym nie macie żadnego pojęcia. Modlicie się do mesjasza o którym również nic nie wiecie. Wyznajecie i bronicie doktryny o której nie macie żadnego pojęcia.

Przykro mi chrześcijanie ale nie macie żadnej wiarygodności.

 

Każdego dnia usłyszycie mentorski głos religii, że jesteście gorsi bo wasze życie nie ma sensu gdyż nie ma celu.

Ale to nie cel nadaje sens. Ba, cel jest bez znaczenia. Niczego on nie zmienia. Zaistnieliśmy i musimy nauczyć sie jak życ tak aby nasze życie wypelnioło normy tego czym ono wogóle jest; a jak zrozumiemy, że wartością jest życie to musimy rozumieć, że wartością jest życie każdego ze stworzeń. Odbieranie go innym stworzeniom bądż innym ludziom którzy nie chcą przyjąć naszej religii jest złe.

Więc godząc się na to systemowo jesteśmy wyznawcami doktryny zła i twórcami zła.

 

 

 

 

1 list do koryntian rozdział 6

Ale ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana, a Pan dla ciała. Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa?9 Czyż wziąwszy członki Chrystusa będę je czynił członkami nierządnicy? Przenigdy! Ten zaś, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem. Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? 20 Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci12. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!

Jeżeli ktokolwiek uważa miedzy innymi takie pierdolenie jak wyżej za wartościowe, czy za bardziej wartosciowe od filozofii czy jakiejkolwiek świadomej myśli ludzkiej powinien czym prędzej udać się do lekarza od głowy.

 

Nauka zapewnia wyzwolenie. Coś czego nie akceptuje religia.
To uświadomienie sobie, że akceptacja prawdy, akceptacja odpowiedzi przed postawieniem pytania prowadzi donikąd.

Mamy naukowe wyjaśnienie skąd się wzięliśmy i musimy teraz nadać swemu życiu własny sens. Spójrzmy więc światu w twarz i zmierzmy się z faktem, że nie będziemy tu trwać wiecznie. Musimy w pełni wykorzystać krotki czas jaki mamy na tej planecie. Zróbmy ją więc tak dobrą jak możemy i spróbujmy pozostawić ją w lepszym stanie niż ją zastaliśmy.

Czy byl pierwszy człowiek?
Na pierwszy rzut oka wydaje się oczywiste, że musiał być pierwszy człowiek, pierwszy królik i pierwszy nosorożec.
Ale ludzie są ludźmi, choć ich przodkowie nimi nie byli. Jeśli cofniemy się dość daleko, to naszymi przodkami były ryby.
Czy był taki moment kiedy ostatnim rodzicom Homo Erectus urodziło się pierwsze dziecko Homo Sapiens?
Odpowiedź brzmi "nie".

Nigdy nie było pierwszego człowieka.

Nigdy nie było pierwszego królika i pierwszego nosorożca bo każdy kiedykolwiek urodzony organizm był tego samego gatunku co jego rodzice.
A także dlatego, że wszystko zachodziło stopniowo i bardzo wolno.
Naszym pradziadkami nie tylko były ryby sprzed dwustu milionów lat ale wcześniej nawet jakieś robale.


Ludzie naprawdę mają problem ze zrozumieniem, że zwierzęta zamieniają się w inne zupełnie niepostrzeżenie i nie da sie tego zauważyć.
To wcale nie jest paradoks. Wszystko działo się bardzo, bardzo powoli.
W pewnym okresie życia przestajemy myśleć, że jesteśmy w średnim wieku, a zaczynamy sądzić iż jesteśmy starzy.
Ale nikt nie idzie spać jako człowiek w średnim wieku, a rano budzi się stary.

Richard Dawkins

 

Pokazuję bogu fucka i mówię, że świat może być inny bo jestem inny. Nie krwiożerczy, nie żarłoczny nawet jeśli on i miliony jego wyznawców uważają inaczej.

Pokazuję bogu czyli cywilizacji nie rozwijającej się świadomościowo wielkiego fucka bo wy wciąź jesteście prymitywni i barbarzyńscy, a niektórzy z nas, którzy rozumieją, że nasze ego musi być pośród innych stworzeń, a nie nad nimi, starają sie z całych sił czynić świat miejscem dobrym dla wszystkich.

 

Wy chcecie świat miejscem dobrym dla samych siebie i tylko siebie bo jesteście tworem boskim czyli ową koroną stworzenia, której należy się wszystko gdyż takim stworzył to wasz bóg. I nie można tego zmienić bez względu na to, że mijają wieki i nie siedzimy już z włocznią w jaskini.

 

No nie siedzimy już w jaskini ale wciąż siedzimy z włócznią odziani w skórę zwierząt.

 

Czas dla ludzi religii nic nie znaczy. Mentalnie jesteście Abrahamem idącym na prosbę boga wypatroszyć własnego syna. I jeszcze uznajecie to za dobry pomysł i słuszny czyn.

 

Tylko ludzie z rozwinietą duszą, tylko ci, których jabłoń wydała owoc widzą, dokladnie widzą jak można wykorzystać czas i wszystko zmienić.

Jesteśmy mądrzejszi o tysiące lat ale nie chcemy z tego korzystać. Wciąż chcemy być prymitywni.

 

Destrukcja życia to myśl przewodnia człowieka religijnego, trwającego w zabobonach, nie mogącego się rozwinąć. Pana czlowieka.

 Reszta to tylko ludzkość. — Nad ludzkością
trzeba górować siłą, wysokością duszy — pogardą.
Fryderyk Nietzsche

 

Do tego właśnie służy mi czułość – czułość jest bowiem sztuką uosabiania, współodczuwania, a więc nieustannego odnajdowania podobieństw.

Tworzenie opowieści jest niekończącym się ożywianiem, nadawaniem istnienia tym wszystkim okruchom świata, jakimi są ludzkie doświadczenia, przeżyte sytuacje, wspomnienia. Czułość personalizuje to wszystko, do czego się odnosi, pozwala dać temu głos, dać przestrzeń i czas do zaistnienia, i ekspresji. To czułość sprawia, że imbryk zaczyna mówić.

Czułość jest tą najskromniejszą odmianą miłości.

To ten jej rodzaj, który nie pojawia się w pismach ani w ewangeliach, nikt na nią nie przysięga, nikt się nie powołuje. Nie ma swoich emblematów ani symboli, nie prowadzi do zbrodni ani zazdrości.

Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest „ja".

Czułość jest spontaniczna i bezinteresowna, wykracza daleko poza empatyczne współodczuwanie. Jest raczej świadomym, choć może trochę melancholijnym, współdzieleniem losu. Czułość jest głębokim przejęciem się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu.

Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa i tożsamości. Jest tym trybem patrzenia, które ukazuje świat jako żywy, żyjący, powiązany ze sobą, współpracujący, i od siebie współzależny.

Literatura jest właśnie zbudowana na czułości wobec każdego innego od nas bytu. To jest podstawowy psychologiczny mechanizm powieści. Dzięki temu cudownemu narzędziu, najbardziej wyrafinowanemu sposobowi ludzkiej komunikacji, nasze doświadczenie podróżuje poprzez czas i trafia do tych, którzy się jeszcze nie urodzili, a którzy kiedyś sięgną po to, co napisaliśmy, co opowiedzieliśmy o nas samych i o naszym świecie.

Nie mam pojęcia, jak będzie wyglądało ich życie, kim będą. Często o nich myślę z poczuciem winy i wstydu.

Kryzys klimatyczny i polityczny, w którym dzisiaj próbujemy się odnaleźć i któremu pragniemy się przeciwstawić, ratując świat, nie wziął się znikąd. Często zapominamy, że nie jest to jakieś fatum i zrządzenie losu, ale rezultat bardzo konkretnych posunięć i decyzji ekonomicznych, społecznych i światopoglądowych (w tym religijnych). Chciwość, brak szacunku do natury, egoizm, brak wyobraźni, niekończące się współzawodnictwo, brak odpowiedzialności sprowadziły świat do statusu przedmiotu, który można ciąć na kawałki, używać i niszczyć.

Olga Tokarczuk

 

Czułość jak pisze Olga. Czułość to jest coś czego nie ma, bo tego nie zna treść religii; począwszy od księgi rodzaju starego testamentu i palenia zwierząt na stosie po apokalipsę jana z końca nowego testamentu.

Nie ma w treści najbardziej rozpanoszonej religii na swiecie słowa czułość. Nie ma na nie miejsca,  a i nie ma miejsca na czułość w czynach tej religii w okresie jej istnienia.

Mimo, że mówi o sobie jako niosącej pokój, miłość i dobro. Mówi to jednocześnie podpalając stos z drugim czlowiekiem albo rozpruwając mu wnętrzności gdyż odmówił zostania chrześcijaninem.

Zawłascza sobie takie pojęcia jak dobro i moralność i je przeinacza; wierzących, którzy z wyrachowaniem zabijają stworzenia, strzelajac do nich, dręcząc, sadystycznie męcząc szkoląc na nich inne zwierzęta do polowań, nazywa sie w tej doktrynie "etycznimi myśliwymi".

Podczas gdy już nawet rozumujące i zdrowe świadomościowo dziecko wie, że etyka stoi zupełnie w sprzeczności z byciem mordercą. Jakkolwiek chcecie na to spojrzeć, myśliwy jest po prostu mordercą, a cala doktryna deprecjonuje wartość życia zwierząt.

https://www.poganin.eu/antyteizm/zalamka

Ta miłosierna według siebie samej doktryna niosąca pokój i dobro nie może zaakceptować odmowy i inności. Nie umie sobie z tym poradzić. Nie wie co to czulość. Nie wie co to ożywcza moc wzięcia obcego, innego na kolana i utulenia. Nie wie co to zaglądanie w twarz stworzeniu i wzięcie go pod swoją opiekę.

https://www.poganin.eu/antyteizm/prawdziwy-symbol-chrzec59bcijanstwa

Do tego trzeba czułości. Na próżno szukać jej u ludzi wyznajacych doktrynę w której słusznym jest składanie na ofiary zwierząt i idea "uczynisz sobie ziemie poddaną"

Nawet w kontekście tak chętnie używanego tego twierdzenia (choćby w polsce w ostatnim roku przez wiceministra środowsiska, chcąc usprawiedliwić słuszność wybicia dzików) widać hipokryzję chrześcijańską, która traktuje słowa swego boga wybiórczo.

Ta część Ksiegi Rodzaju, rozdział 1 mówi nam:

28 Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi».

Jakże korzystne są te słowa dla dzisiejszego chrześcijanina, gdy w roku 2019 twierdzi, że zwierzęta nie mają duszy, że wegetarianizm i weganizm jest zły, bo jest antychrześcijański, że wogóle chęć nie wyrządzania krzywdy zwierzętom jest niewłaściwa bo niezgodna z doktryną chrześcijańską i słowem boga.

Tylko ten hipokryta chrześcijanin nie doczytuje tuż za tym tesktem, jak kolejny wers mówi nam kim jesteśmy; jesteśmy weganami.

29 I rzekł Bóg: «Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem.

30 A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona». I stało się tak. 31 A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre.

 

Ale to już nie odpowiada supremacji i dzikości ludzkiej. Biblia często używa sformuowania "dzikie bestie" wobec oczywiście zwierząt. Na dziś dzień gdy obserwuję człowieka i cofam się aby spojrzeć na jego drogę i czyny wiem już bez wątpienia, że na ziemi jest tylko jedna dzika bestia. Właśnie człowiek.

Dlaczego tak jest? Dlaczego tacy jesteśmy? Bo primitywne doktryny utrzymują nas w tym stanie dzikości. Nie pozwalają nam się rozwinąć. Nie pozwalaja nam nawet sie rozejrzeć. Wszelkie rozglądanie się jest sprzeciwem wobec boga i jego boskiego planu.

Tak jak zerwanie owocu poznania już na samym początku religijnej drogi.

Już na początku ta religia pokazała nam czym jest gdy ceną zdobycia wiedzy jest wyrzucenie przez własnego ojca, który powiedział, że wszystko co uczynił było bardzo dobre, z domu.

Na wieczną tułaczkę, choroby i cierpienia.

To czułość, to znaczy jej brak. Tylko nieczuły ojciec wyrzuca swoje dzieci z domu za zerwanie cukierka z choinki.

I tylko nieczuły człowiek nie rozumie, że to miejsce jest wspólnym miejscem dla wszystkich stworzeń, a czynienie z niego i nich ziemi poddanej cechuje sadystę i nienawistnika, miast duchowy gatunek.

 Czułość to coś co musimy w sobie odnależć aby zrozumieć kim jesteśmy i jak dużo zla tworzymy. Bez tej cechy nie dostrzeżemy własnych czynów i niczego poza czubkiem własnego nosa.

 

Ludziom wierzącym ale nie odnajdującym się w istocie tej wiary i jej okrucieństwu, czyli ludziom odczuwającym lecz potrzebującym wiary dedykuję artykuł z linku. Może być w tej kwestii dla was fundamentalny i zbawienny.

https://www.poganin.eu/antyteizm/wyzsze-chrzescija-stwo

 

POST SCRIPTUM

Jak już zaczepiliśmy więcej o księge rodzaju i stworzenie 

(temat dokładniej opisany tu:https://www.poganin.eu/antyteizm/ciag-krotkich-mysli/mysl-54)

To chcę nadmienić tylko słowo odnośnie całego tego gównianego planu kracji.

Kreacjonista co chwilę wtyka boga w jakąś dziurę; to istny bog zapchajdziura.

Jak czegoś nie wiemy w kontekście teorii eweolucji to kreacjonista macha triumfalnie ręką i mówi "to bóg".

Tak zwani wielcy religii jak na ten przykład święty augustyn mówi:jest jedna jeszcze droga kuszenia. To choroba ciekawości. To ona pcha nas byścmy starali się poznać tajemnice natury o których wiedza na nic nam sie zda i o których czlowiek nie powinien nic wiedzieć"

Cała zresztą religia czy to ustami boga, mesjaszy, apostołów i innych jej orędowinków mówi nam, że nie możemy nic wiedzieć na żaden temat.

Człowiek który chce wiedzieć musi ale to musi już niemal natychmiast odkrywać fałsz i absurd religijnych twierdzeń.

Religia boi sie zdemaskowania więc nie możesz niczego chcieć poznać.

W kwestii kreacjonizmu zawsze śmieszyły mnie jeszcze dwie kwestie. Po pierwsze skoro ktoś musiał nas stworzyć jak i caly wszechświat, to kto stworzył boga.

Wszak kracjonizm to stworzenie przez wielkiego projektanta. Więc skąd się wział ów projektant? Od innego? Kto stworzył tamtego wcześniejszego? I tak dalej.

Druga kwestia ujawnia nam już calkowity absurd; bóg w swoim doskonalym zamyśle tworzy świetnych drapiezników, którzy mają zaprojektowane ciało i zmysły do skutecznego chwytania ofiary. Zaprojektowane zresztą przez niego osobiście. Celem jest stworzyć skutecznego drapieżnika.

Jednocześnie obok niego projektuje inne zwierzęta aby umiejetnie unikały schwytania tego drapieżnika bądż się broniły. On to kreauje w swoim doskonałym zamyśle.

Mogę więc zapyać; komu właściwie kibicuje bóg, a komu robi na złość.

 

 

Zaloguj się