szczyt kreacji

-dziękuj bogu chamie za dzień wolny - z rana odbieram pocztę. Aromat kawy unosi się nad biurkiem. Zwierzaki ganiają po podwórku.
-zatem gdyby nie twój bóg nigdy nie wymyśliłbyś dnia bez pracy? Z drugiej strony idealnie pasujecie do siebie. Odpierdalacie przez sześć dni totalną fuszerkę po czym siódmego mimo wszystko zadowoleni z siebie uznajecie, że wszystko jest cacy. Zatem zarówno ty i twój bóg jesteście głupi i leniwi.
-a Ty jako ateista powinieneś zapierdalać nawet w niedzielę.
-ja zapierdalam nawet w nocy gdyż walka z wielkim spierdoleniem czyli dziełem boskiego stworzenia nie pozwala mi przerwać mojej pracy. To problem oczekiwań i standardów. Twój najwyższy i wszechmocny bóg wykreował świat groteski i kanibalizmu, w którym jedno z jego dzieła zjada drugie. I był tak rad z tego, że śmiał stwierdzić, iż to wszystko jest dobre. I odpoczywać. Gdybym posiadał jego wszechmoc to bym go zawstydził. Kreuję swój mikroświat aby był symbiozą i dobrem, w którym jedno nie krzywdzi drugiego. I robię to bez wszechmocy. W zamyśle już dawno prześcignąłem waszego boga ale tego nie pojmiesz. Głupi i płytki bóg jest Ci potrzebny gdyż jest Twoim lustrem. Jego krwawa do rangi absurdu kreacja Cię zadowala gdyż wypełnia Twoje potrzeby. Wszak to akceptujesz i w tym tkwisz. I dlatego odpoczywasz rad w przeświadczeniu, że wszystko jest zajebiście po tym jak odpracowałeś tydzień ze swego życia leminga jako wykonawcy woli. Ja nawet gdy odpoczywam to nigdy nie jestem rad bo moja praca nie jest skończona. Każdego dnia ulepszam przestrzeń, która mnie otacza i każdego dnia chcę więcej i lepiej. Każdego dnia chcę sam być kimś lepszym niż byłem dzień wcześniej. Mądrzejszym, wyższym. Odrzucam tradycję gdyż nie chcę być jak moi przodkowie. Ty chcesz być taki jakim chcieli abyś był ludzie sprzed kilku tysięcy lat. Bogobojność to uległe wykonywanie ich woli. Ja nawet nie chcę być taki jak ja sam rok temu. Zatem ja ewoluuję, a Ty jesteś spełnioną kreacją swego boga i posłusznym wykonawca woli jego proroków czy mesjasza. Czyli taką samą spierdoliną jak on sam jak i świat który wykreował.

Łączą nas jedynie cechy fizyczne, a różni całość. Jesteśmy jak dwa światy zapakowane do jednego opakowania. Dlatego też czuję się tu obco. Bytuję na planecie absurdu i morza krwi. A co gorsza ten absurd i morze krwi są najwyższą imaginacją, najwyższej istoty.
Zatem skoro najwyższa istota kreuje tego typu świat to co dopiero czynią niższe istoty. I dochodzimy do sedna. Zidiociały bóg kreuje Ciebie na swoje podobieństwo. Zatem jesteś idiotą. Bóg, który konstruuje świat w jakim jedno w przerażeniu ucieka przed drugim, a drugie je zjada tworzy Ciebie. Na swoje podobieństwo. Zatem nie możesz być inny. Sam będziesz gonił budząc strach w słabszym i go zjadał. Najbardziej uznany twór na tej planecie tworzy świat, w którym poprawia mu nastrój spalanie ciał jednych jego stworzeń przez drugie. Przez te, które uczynił na swe podobieństwo. Zatem sam będziesz palił inne stworzenia i dobrze się przy tym bawił. Natomiast każdy kto kieruje się dobrem i odrzuca ten krwawy koncept supremacji i krzywdzenia staję się z założenia wrogi bogu. Staje się wyższy. Dlatego ten bóg tak bardzo nie lubi bluźnierców, że każe ich zabijać. Bluźniercy zawstydzają go, a przecież nikt nie lubi się wstydzić. Są dowodem tego, że nie trudno być wyższym od samego boga. I że trudno być niższym. No chyba, że świat wypełniony jest kreacją na jego podobieństwo czyli ludzkimi kreaturami.


Powiedzmy więc sobie wprost, że to nie jest świat, który mógłby być efektem jakiegoś zamysłu kogoś, kto umiałby stworzyć taki świat. Ten świat nie może być efektem takiego zamysłu. Jeżeli miałbym rozważać stwórcę, nie rozważałbym kogoś na kształt boga z jego boskimi cechami. Rozważałbym po prostu nas, którzy wszczepili życie w to chaotyczne miejsce. Nas jako odległych przybyszów. Skoro ten świat jest tak stworzony, to nie mogła go stworzyć istota wyższa od człowieka. Nie dlatego, że człowiek jest jakiś wysoki i trudno doścignąć ten „ideał" Dla przykładu, Ja osobiście stworzyłbym ten świat całkowicie inaczej. Bezkrwawy. W którym jedno w męczarniach nie zjada drugiego. A drugie nie jest jedynie zabawą, pociechą czy pokarmem pierwszego. I najbardziej rozwinięty gatunek nie jest niespełnionym sadystą. Gatunek, który nie czerpie przyjemności z zadawania bólu. Gatunek, który nie krzywdzi. Tylko z takiego tworu mógłbym być nie tyle co dumny ile zadowolony. I tylko w takim majestacie, mógłbym być bogiem, którego nikt już nigdy nie zobaczy. Który będzie mógł odejść w świadomości, iż zostawia swoje dzieło bezpieczne. I powiedzieć głośno, że jest dobre. Bo nic co byłoby moim dziełem nie byłoby nim aby zaznawać niewyobrażalnego strachu i cierpienia z intencji mojego szczytowego działa.
Natomiast ten szczytowy twór na moje podobieństwo nie tylko nie mógłby z własnej woli być twórcą strachu i zadawać ból lecz i by zwyczajnie tego nie chciał.
Więc jeżeli ten świat jest kreacją to jest kreacją kogoś gorszego od nas. Od nielicznych nas. Albo takiego samego jak większość nas. Wprost więc aż prosi się stwierdzić, że jeżeli ten świat jest kreacją jakiegoś stwórcy to ten stwórca jest - bo musi być mentalnie, moralnie, etycznie, świadomościowo niżej ode mnie i od każdego kto kieruje się w życiu dobrem.
Stwórca nie musi być bogiem. Dziś człowiek umie tworzyć życie w laboratorium. Jest stwórcą ale nie ma nic wspólnego z bogiem.


Idąc dalej. Gdy postawisz białego człowieka umiejącego tworzyć pośród zacofanych ludów i pokaże on kilka sztuczek bądź z embrionu wyhoduje istotę to dla zacofanych ludów będzie bogiem.
Sami siebie postawiliśmy w roli zacofanego ludu dającego się nabrać na parę sztuczek, a tak naprawdę na parę plotek.
Jesteśmy prymitywni, a religie nam to udowadniają.
Biorąc pod uwagę czas istnienia ziemi na ponad 4,5 miliarda lat, a czas istnienia człowieka na niemal 200 000 lat, my dzisiejsi, a mający się za koronę stworzenia- jesteśmy zaledwie początkiem. Ale fatalnym początkiem.
Przyjmując, że inteligencja u ludzi rozwinęła się (lub została zaszczepiona według wielu badaczy) około 40 tysięcy lat temu, a najstarsze pisma datowane są na maksymalnie 15 tysięcy lat przed naszą erą co dowodzi najnowsze odkrycie w Tybecie, jesteśmy zaledwie w żłobku.
Nie przeszkodziło to nam jednak dokonać niewiarygodnej destrukcji w zaledwie ułamku czasu.
Planeta ma kilka miliardów lat. Ludzkość pisata 17 tysięcy lat. Człowiekowi gdy wszedł w epokę przemysłową, która się chwilę rozpędzała zajęło lekko ponad 100 lat doprowadzenie tego potężnego fizycznie i czasowo tworu jakim jest planeta ziemia do ruiny.
Przez ostatnie pół wieku wybiliśmy optymistycznie szacując ponad 60% gatunków stworzeń, a dziś zmiany klimatyczne ziemi są diametralne i tak dalece posunięte, iż prawdopodobnie nieodwracalne. Większość badaczy daje nam maksymalnie 60 lat.
Zatem człowiek po wynalezieniu odpowiedniego narzędzia tak wyeksploatował w swej małostkowości i chciwości ziemię – mając się za uprawnionego do tego. I wciąż za takiego się ma – że zniszczył jej długotrwałą symbiozę sumarycznie w
maksymalnie dwieście lat.


W dwieście lat doprowadzimy do upadku planety, która ma 4,5 miliarda! Oto Pan człowiek.
Mentalnie jesteśmy niemowlakami. W skali tysięcy lat jesteśmy niemowlakami jako gatunek. Cierpiącymi na wszystkie wady jakie mogły się nas czepić. Brak umiaru, żarłoczność, chciwość, narcyzm, zło.
Przez wieki zachowywaliśmy się jakby wszystko do nas należało. I braliśmy oraz krzywdziliśmy. I mimo, że widzimy dziś tego efekty to i tak większość z nas wciąż nie chce pozbyć się tej chciwości i amoralności. Wciąż większość ma się za uprawnioną do wszelkiego zła i destrukcji koronę stworzenia. Dlaczego? No jak widać dlatego, że przykład idzie z góry. Skoro sam bóg czuje miłą woń gdy zabite dla niego na ofiarę zwierzęta płoną to siłą rzeczy wyznający go człowiek nie wyniesie się ponad niego. Skoro sam bóg już na początku przenajświętszej księgi mówi, że mamy czynić sobie ziemię poddaną, a wobec zwierząt mamy być tak źli, iż mają się nas bać to przecież bluźnierstwem byłoby wynieść się ponad to.
Jesteśmy krańcem kreacji. Mamy boga, bóg ma nas. Byłoby to idealne dla tego duetu na kawałku litej skały pędzącej przez otchłań kosmosu, na której nie ma innego gatunku niż ten boski.
Ale niestety podróżujemy z takimi ludźmi i bogiem na pięknej planecie, która jest domem dla wielu innych stworzeń. Zatem niestety zarówno boga i nas ma też ten dom. I to jest jego największe nieszczęście. Jak i reszty mieszkańców. Musimy to zrozumieć. Nie jesteśmy koroną lecz cierniem.
Dlatego wygląda on jak wygląda. Ludzkie wynalazki w głównej mierze dążyły do jak najłatwiejszego i najskuteczniejszego zabijania innych gatunków i innych ludzi. Innych gatunków z powodu uprawnienia nas do tego przez najwyższy twór. Jesteśmy koroną stworzenia, a zwierzęta nie mają duszy i mamy czynić sobie ziemię poddaną. No i bóg przecież kochał smród palonych zwłok na ołtarzu. Obok tego nakazał wybić wszystkich pogan czyli każdego kto go nie lubi. Zatem aby robić jedno i drugie musimy opracować lepsze do tego narzędzia. To wojny religijne przyniosły najwięcej ofiar. To gorliwość wyznawców największej monoteistycznej religii czyli Twojego boga przysporzyła największej ilości cierpień i mordów.
Twór na podobieństwo swego boga przez wiele wieków gorliwie obmyślał coraz lepsze machiny aby zadawać coraz większy ból tym, których prześladował w imię swego stwórcy. To jedyna technologia instytucji stojącej na straży tego stwórcy. I w zasadzie jedyna nauka; metodyka zadawania bólu tak aby był jak największy.
Obok tego krwawa rzeź wobec wszelkich innych stworzeń. Dziś efektem tego są obozy zagłady zwierząt na niewyobrażalną skalę. Nazywamy to farmami i fermami. Patrzymy na to jak nigdy nie widzą nieba i jak cierpią ale przecież to dla naszego dobra. Ah, to nasze dobro. Jakże ono ważne. Pieniądz i żarłoczność. Nie możemy zapominać, że wszechmocny tatuś nauczył nas panowania nad wszelkimi stworzeniami, a nie nauczył powściągliwości i opamiętania. To nie misa owoców przecież koiła boskie zmysły lecz swąd palonego ciała zwierząt.
Zatem holocaust ich jest czynem zgodnym z wolą boską. Bóg ma nas aby wykonywać jego krwiożerczą wolę, a my mamy boga by się przy tym dobrze czuć i nie mieć upsmaku moralnego. Bo dokonując tej rzezi dzięki niemu i tak zasługujemy na życie wieczne. Tylko po co?


Co gorsza nas mają też zwierzęta ale kto by się nimi przejmował. Wiesz, że gdyby zwierzęta miały swoją religię to diabłem w niej byłby człowiek? One nie mają według was duszy. My ją mamy. Taką piękna, że bez mrugnięcia okiem zabijamy inne stworzenia aby stał nam lepiej kutas czy torturujemy je aby wygładzić nasze zmarszczki. Znosimy to udając smutek - bo przecież człowiek doznał już epoki oświecenia i niektórzy są oświeceni więc trzeba przed nimi udawać- że to konieczne dla dobra ludzkości i jej rozwoju.
Gdy słyszę takie dictum zawsze robię dziwną, pytającą minę czy aby nasze dobro ma wyższa wartość niż życie innych stworzeń. I tu pojawia się problem. Bo w umyśle, który obserwuje i nie skażony jest żadną dyktaturą nakazującą mu niczego nie zmieniać i być wiernym tradycji czyli pradawnej, dzikiej świadomości jasno jawi się ta nieuczciwość i zło.
Otóż nie ma absolutnie niczego co nadaje nam większe prawo do życia od innych. Gdy przestaniesz być arogancki i pozbędziesz się tego kosmicznego wręcz narcyzmu człowieka religijnego, któremu jakiś bóg wmówił iż jest wspaniałym, szczytowym jego osiągnięciem, które zasługuje na życie wieczne w raju to będziesz w stanie to zrozumieć. A że życie wieczne nie będzie już na tej planecie to jakie ma znaczenie w jakim stanie ja zostawicie. Ważne tylko abyście żyjąc tutaj czuli się winni nie dlatego, że zadajecie wyrachowany ból i śmierć niewinnym stworzeniom ale dlatego, że jakiś niby jego syn umarł za waszą przyszłość po śmierci. Dlatego krzyże na drogach z jego truchłem, kapliczki z jego matką i wielkie budynki do współczucia mu pochłaniają środki pieniężne. Realne środki, które wolimy przeznaczyć na symbole tego wielkiego aktu zawstydzenia nas zamiast na wykarmienie, leczenie i opiekę nad bezbronnymi w naszym świecie stworzeniami. I krzywdzonymi najliczniej przez nas.


Gminy w Polsce nie mają na utrzymanie schronisk nie mówiąc już o nowych. Usypia się zwierzęta z tego powodu. Za to w tych samych gminach ilość krzyży przy drogach jest niezliczona, a kwota niemal 20 miliardów rocznie wydatkowanych z państwowych pieniędzy na utrzymanie zabobonu niknie. Kwota za którą można wykarmić wszystkie potrzebujące stworzenia i je leczyć czyli dokonać realnego dobra. Ważniejsze dla nas jest urojone dobro czyli posłuszeństwo krwiożerczemu i pradawnemu bogu aby trafić do urojonego miejsca. Bogu, który jest tak zidiociały, że oprócz trupów zwierząt rajcuje go pożyczenie sobie pewnego syna ziemskiej kobiety aby po tym jak zostanie on przybity do krzyża, ogłosić, że to dla nas. Wielki konstruktor wszechświata, najwyższy bóg zrobił to dla mnie. Poświęcił własne dziecko dla mnie. Dla mnie. Jestem aż tak istotny, że bóg pozwolił umrzeć dziecku za mnie. Jaki ojciec zabija własne dziecko dla innych ludzi? No właśnie.
I zrobił to tylko po to abym w tak druzgocącym stanie mentalnym żył wiecznie obok wszelkich degeneratów, którzy trafili tam po wypowiedzeniu paru słów nad ciastkiem udającym ciało boga. I to wszystko jest piedestałem naszego bytu. Szczytem właściwego dążenia zamiast opiekuńcze postępowanie wobec słabych i bezbronnych i opieka nad nimi. Tutaj, w realnym świecie odczuć.
Swoistym samo zaoraniem boga jest wszechmocna męczarnia przez sześć dni i odpoczywanie siódmego w kontencie, że dzieło stworzenia jest dobre. A świat zadowalający skoro niczego nie zmieniam.
Zatem usiadł bóg w przekonaniu dobrze wykonanej pracy i zamknął projekt. Siedział tak jakieś cztery tysiące lat po czym zorientował się, że świat jest tak spierdolony, że prawie nikt nie jest zadowolony. Zatem tak spierdolił dzieło stworzenia, że nie jest rajem to co stworzył w zamyśle boskiego i nieograniczonego konstruktu.
Bóg więc oznajmia, że w nagrodę za miłowanie go zabierze każdego z tego padołu łez w fajne miejsce. Bo wiecie, sześć dni konstruowałem w majestacie swojego geniuszu i na końcu powiedziałem, że to co stworzyłem jest dobre ale gdy sami dostrzegliście, że to wszystko to jakiś żenujący padół łez pełen chorób, cierpienia i śmierci to nie poniosę odpowiedzialności za naprawę tego lecz stworzę lepsze miejsce. Myliłem się raz i już raz spierdoliłem swoją kreację ale teraz to będzie sztos.
W zasadzie stworzenie królestwa niebieskiego po czterech tysiącach lat od stworzenia świata to dowód boski na przyznanie się do fuszerki.


Bóg starotestamentowy to zadufany i pewny siebie tyran, który wybrał sobie ulubione plemię jakie miało wybijać wszystkich na drodze do obiecanej ziemi. Niektórych w drodze wyjątku brać w niewolę. Bóg był twórcą wszechświata i świata ale był pewien obszar, który umiłował sobie w szczególności. Tam chciał osiedlić wybranków. W pewnym momencie zasnął i już nie płonął jako krzak czy nie grzmiał jako wulkan.
Po tysiącach lat obudził się już jako inny bóg i dla innych. Stwierdził, że świat jaki stworzył jest bardzo chujowy dlatego nagrodą dla oddających mu cześć nie będzie jakieś tam wybrane miejsce w tym świecie. Okazało się, że cały znany mu świat podbity jest przez Cesarstwo Rzymskie, na którego skraju żyją straszni barbarzyńcy. Bóg nie umiał jeszcze przetransportować wybrańców do Nowej Zelandii. Nie wymyślił tak dobrych statków i tak skutecznej kartografii, a w zasadzie to jej nie odkrył czyli zapomniał, że w ogóle stworzył Nową Zelandię. Cały znany mu świat - stworzony przez niego- był chujowy, a Grekom i Rzymianom z ich mitologią co najwyżej mógł naskoczyć tak samo jak jego wybrane wieśniaki, którzy żyli pod okupacją. Bóg nie potrafił tego ogarnąć dla swoich wiernych. Tyle im obiecywał, a wylądowali pod okupacją. Hellenizm trzymał zarówno boga starotestamentowego jak i jego wybrany, okrutny naród pod butem.
No nic. Trzeba usunąć się w cień aby nie było wstydu. Udam, że są oni tak beznadziejni, że zamilkłem przez to na wieki. To zawsze ich wina. Mój gniew czy moje milczenie to zawsze ich wina. Wierzą w to i niech tak zostanie. Zostawiam zatem Izraelitów.
Pora zaprzyjaźnić się z silnymi. Pora zaprzyjaźnić się z Grekami i Rzymianami. Ale coś muszę im obiecać. Głupio obiecywać Rzymianom wybrane miejsce na ziemi bo w zasadzie niemal wszystkim władają. Wszystkim znanym i im...i co gorsza i mi. Wiem. Wyślę do nich swego niby syna w łachmanach aby straszył końcem tego wszystkiego. Po drodze niech też gada, że to wszystko to nic niewarte gówno bo i tak cały sens życia - właściwego oczywiście czyli bogobojnego - prowadzi do zamieszkania w królestwie niebieskim.
Zatem tak.
Najwyższy twór czyli bóg kreuje tak paskudne miejsce i tak paskudnego człowieka, że po czasie stwierdza, że w zasadzie sensem wszystkiego nie jest to miejsce i ten człowiek lecz miejsce poza tym miejscem i człowieka poza tym życiem. Czyli martwy.
Bo człowiek fajny i właściwy to będzie wtedy gdy już umrze. Niebywałe.
Jest to aż tak wspaniałe, że w tym jednym przypadku zgodzę się z Waszym bogiem. Człowiek najlepszy jest wtedy gdy nie żyje. A wspaniałe miejsce boskiego dążenia fizycznie nie istnieje na ziemi bo przecież tu jest tak paskudnie, że kto by tam chciał tu żyć na wieki. Przepraszam, a kto to stworzył?
Jest to najpiękniejsze samo zaoranie w dziejach. A wy w dodatku klękacie całe życie w podzięce za to, że wasz bóg melodyjnie spierdolił świat i was. I nie naprawił tego lecz dał obietnicę. A żebyście potraktowali tą obietnicę poważnie to nie przybije tylko przysłowiowej piątki lecz własnego syna do krzyża. Tak naprawdę pożyczył sobie syna pewnej kobiety, który stał się narzędziem jego fanaberii ale kto by się z was tym przejmował. Odda go w tym lepszym miejscu już jako trupa. A Wy macie wartość wtedy tylko gdy już tu umrzecie.
Kulminacja kreacji gdy wykona przez swe życie prymitywną wolę, prymitywnego boga umrze aby zostać zabranym do fajniejszego miejsca. I to nazywacie wyższością. Podczas gdy ludzi dobrych, którzy tutaj za życia chcą tworzyć symbiozę i opiekować się słabszymi, a zależnymi od naszej intencji stworzeniami wytykacie palcem jako pogan niegodnych życia.
I tej wielkiej grotesce oddajecie hołd oraz realne środki czasowe bądź pieniężne. Podczas gdy - raz jeszcze powtórzę - schroniska dla zwierząt zamyka się z powodu braku pieniędzy i żyjące istoty z tego powodu są zabijanie. My to ładnie, aby poczuć się lepiej nazywamy; usypianiem.
Śpij maleństwo, śpij. Nie jesteś nic winien ale musimy zakończyć twoje życie bo nie stać nas na 5 złotych dziennie aby cię wykarmić. Ale jesteśmy cywilizowani i umiemy rozwiązywać problemy. Zatem śpij. Nie obraź się ale urojony bóg jest dla nas ważniejszy niż twoje realne spojrzenie.
Dlatego państwo i gminy dają mu pieniądze, wydają dziesiątki i setki tysięcy na pomniki. Tak, te same gminy które rozkładają ręce gdy schronisko prosi o pieniądze.
Krzyż z martwym człowiekiem jest dla nas cenniejszy niż wasze realne życie. Postawienie go na kolejnym rozdrożu też kosztuje, a to, że tym kosztem musicie umrzeć. Cóż. Nie możecie konkurować z Jezusem. To ten facet, który ma nas zabrać z tego miejsca w lepsze. I który twierdził, że to co jest tutaj nie ma znaczenia. Więc wybaczcie ale sami rozumiecie; nie macie znaczenia. A pójść z nami nie możecie.
I powiemy jeszcze o sobie, że jesteśmy lepsi, cywilizowani. Uduchowieni.


Śpij. Odbieramy Ci życie bo jesteśmy zbyt głupi i chciwi. Poza tym nasza cywilizacja wierzy w wielkiego boga, który uwielbia ofiary. Kiedyś z was czyli zwierząt ale dziś z pieniędzy. Nie ma ich dla was. Płacicie cenę naszej religijności i prymitywizmu. Płacicie cenę naszej boskości czyli narcyzmu.
Niegdyś rozwój ludzkości wystrzelił. Pojawiły się eposy o protoplastach ludzkości i stwórcach jako bogach.
Po czasie te mity zamieniły się w bardzo restrykcyjne i faszystowskie religie monoteistyczne.
Od tamtego czasu ludzkość przestała ewoluować. Rzuciła kotwice rozwoju mentalnego i zabraniała podróży pod pozorem bluźnierstwa karanego przecież śmiercią.


To bardzo proste do zrozumienia. Wszak dzisiejszy chrześcijanin czyli sąsiad z iphonem mentalnie pozostał na moralności sprzed 3500 lat kiedy do Mojżesz spisał dekalog od boga.
Jesteśmy niemowlakami. Niedojrzali i niedorozwinięc

Zaloguj się