świat na opak

Wielkie oszustwo

Wielkie oszustwo

Niniejszy przypis powstał jako komentarz wydawców do tak zwanej V Ewangelii.

Upubliczniam go tutaj jako odrębny atykuł (gdyż istnieć tak owo może) z moimi douzupelnieniami , a ideę V Ewangelii możecie przeczytaj pod tym linkiem. I od tego należy zacząć. Bądż zakończyć. 

https://www.poganin.eu/antyteizm/wyzsze-chrzescija-stwo

 

 

Słowo od Wydawcy i od wydawcy Polskiego.

Ewangelia życia Doskonałego to V Ewangelia będącą pretekstem czterech Ewangelii kanonicznych. Te oficjalne okaleczone przez przeróbki i fałszerstwa zatraciły walory wiarogodności. Dlatego V Ewangelia awansowała do rangi autorytatywnego przewodnika do wyższego chrześcijaństwa.

Człowiek współczesny w swej żałosnej niewiedzy i wciąż postępującej degeneracji dopuszcza przerażającą gehennę bezbronnych stworzeń, tłumacząc swoje okrucieństwo rzekomą koniecznością.


Nasza wspólna Matka Ziemia od zarania dziejów po dni dzisiejsze pławi się w potokach ich niewinnej krwi, cierpiąc z nimi niewypowiedziany ból i wsłuchując się w nieprzemijającą skargę dławiącej rozpaczy.


Dla nich my jesteśmy podobni bogom, ku którym oni spoglądają w swej niedoli.  Ale my nie znamy litości, a one nie znają nadziei. Człowiek nie chce niestety zaniechać swego zbrodniczego procederu. 


Hominem te (esse) memento - pamiętaj, że jesteś (tylko) człowiekiem.


Wydawca kategorycznie potępia haniebne akty brutalnej przemocy wobec zwierząt i jednocząc się ze współczującą opinią publiczną dedykuje tej słusznej sprawie niniejsze drugie wydanie dzieła. Upoważnia go do tego również aktualna konieczność kampanii w obronie praw zwierząt, nad którą nie może być zadań pilniejszych: "Każdy dzień jest stratą a każda godzina niebezpieczeństwem"!

 

Człowieku! Bądź im bratem, a nie katem. M i s t r z  t a k  c h c e !

 

Przedmowa
"Ewangelia Życia Doskonałego" albo "Świętej Dwunastki" została przez byłego referendarza G.J. Ouseley'a około 1881 r. przyjęta i spisana. Mówi on o tym w swojej przedmowie:
"Ta Praewangelia jest przechowywana w jednym z buddyjskich klasztorów w Tybecie, gdzie została ukryta przez jednego ze społeczności eseńczyków, aby zachować w bezpieczeństwie przed rękami fałszerzy. Została ona teraz po raz pierwszy z tekstu aramejskiego przetłumaczona".

Ewangelia ta zawiera wydarzenia i rozmowy, których nie ma w dotychczas znanych Ewangeliach, podczas gdy w pozostałych wersjach prawie dosłownie zgadza się z tekstami Biblii.


Gdyby te nowe miejsca zawierały to, co z biegiem czasu z nauki Jezusa zginęło lub celowo usunięte zostało, to miałyby one dla nas bezcenną wartość.

Gdyż to że Ewangelie, od chwili gdy chrześcijaństwo za Konstantyna Wielkiego uznane zostało za religię państwową, ucierpiały wiele zmian i opracowań, nie ulega żadnej wątpliwości.

Profesor Nestle, autorytet historii Kościoła i pratekstów Ewangelii, mówi w swoim "Wstępie do krytyki tekstu greckiego Testamentu" następująco:
"Pewni uczeni zwani korektorami, zostali po Soborze Nicejskim z 325 roku po Chrystusie przez władze kościelne mianowani i faktycznie upoważnieni do skorygowania tekstu pism świętych w sensie tego, co za prawowierne już zostało uznane!"


O powstaniu Ewangelii pisze Detlef Nielsen, sławny kopenhaski profesor arabistyki i historii religii:
"Dla Kościoła i dla większości chrześcijan Biblia stanowi boską całość, spadłą z nieba księgę, która mimo niezgodności w wielu częściach, świadczy jednak o religii, którą JEZUS nam przyniósł.
Protestanccy teologowie i wykształceni laicy wiedzą jednak, że mamy do czynienia z wielką różnorodnością wielu, częściowo przeczących sobie pism, które powstały w okresie około stu lat, od 50 do 150 roku po narodzeniu Chrystusa.
Do kanonu 27. pism, które wtedy Kościół ustanowił i który później utworzył nasz NOWY TESTAMENT, zostały nie mniej niż cztery Ewangelie przyjęte. Próbowano podkreślić ich jedność, podając je wszystkie za niewątpliwe przekazania JEZUSA, które nawzajem się uzupełniają i które, chociaż widocznie różne, jednak tworzą jedną prawdziwą Ewangelię.
Ażeby to osiągnąć poddano Ewangelię obszernemu procesowi ujednolicenia. Najpierw skorygowano rękopisy Ewangelii przez pewne opuszczenia i wstawki, ażeby uzgodnić je między sobą. Kiedy w ten sposób osiągnięto użyteczny tekst, postawiono całą kościelną sztukę wyjaśniania w służbę harmonizacji, aby uzyskać jedną Ewangelię".

Historycznie można się dowiedzieć o następujących sprawach: Jedną z najstarszych Ewangelii jest Ewangelia Marka. Nie pochodzi ona jednak od apostoła Marka, lecz od tłumacza Piotra w Rzymie. Papias mówi o tym w swoim liście do prezbitera Jana: "Marek, tłumacz Piotra, kreśli z dokładnością chociaż bez większego porządku, wszystko co przechował w pamięci o tym, co JEZUS miał powiedzieć. Ponieważ zaś on sam PANA nie widział, lecz był tłumaczem Piotra, który go uczył, gdzie zachodziła konieczność, nie wyłożył wszystkich słów CHRYSTUSA w ich pełni. Nie można więc Markowi mieć za złe, że zapisał tylko to, co jemu przekazała pamięć".
Z kanonu Muratoriego (180 r, w Rzymie) dowiadujemy się dalej: "Łukasz był lekarzem; po Wniebowstąpieniu CHRYSTUSA, gdy Paweł przyjął jego jako ucznia, napisał on swoją książkę w swoim własnym imieniu i w najlepszej wierze.
PANA nie widział on w ciele. Dlatego, o ile z pewnością się czegoś dowiedział, począł opowiadać od narodzin Jana."


Czwartą Ewangelię napisał Jan. Gdy wezwali go współapostołowie i biskupi, ażeby ją napisał, on na to powiedział: "Pośćcie ze mną od dzisiaj trzy dni i co każdemu zostanie objawione, będziemy sobie opowiadali". Tej nocy objawiło się Andrzejowi, że Jan ma wszystko pod swoim nazwiskiem spisać, a wszyscy pozostali powinni to sprawdzić". Ale i te pisma nie zachowały się w oryginale.

E. Hennecke pisze w swojej
książce: "Apokryfy Nowego Testamentu" 
"Jak wiadomo świadectwa greckiego tekstu, na którym się teraz w zasadzie opieramy, pochodzą przeciętnie dopiero od czwartego wieku"!


   W tym czasie rozpoczęła się ostra walka ze wszystkimi starymi pismami, które nie zostały przez Kościół przyjęte i kanonizowane i to doprowadziło do utraty najdroższych wartości. Resche (Agrapha) o tym donosi;
"Prawdopodobnie wiele starych kodeksów podobnie do tych, które tylko jak gdyby w cudowny sposób uratowane zostały - Codex Cantabrigeniensis D i Codex Syrus-Sinaiticus, w starych bibliotekach klasztornych aż do końca IV wieku były przechowywane, wiec aż do czasu gdy tekst kanoniczny został ustalony (w roku 382 za papieża Damazego), aby po tym ulec zniszczeniu. Z nich tworzyli ojcowie święci swoje a g r a f y. Używał więc Atanazy Codex Sinaiticus, podczas gdy Makarios Wielki stosował kodeksy, które znalazł w klasztorach Pustyni Scytyjskiej".
Hennecke w "Apokryfach Nowego Testamentu"  podaje: "Pewien nacisk, który od ostatniego trzydziestolecia czwartego wieku przeciwko prywatnej lekturze pozakanonicznych pism w krajach Zachodu był wywierany, spowodował, że kompetentni orzecznicy wszystko dogmatycznie gorszące w nich określili jako dodatki albo fałszerstwa heretyków".


Ta niepewność w powstaniu Ewangelii i wielokrotne późniejsze zmiany nie są naturalnie żadnym dowodem prawdziwości przedstawianego tu ujęcia. -Z drugiej zaś strony pokazuje nam to jednak wyraźnie, jak próżna i nietolerancyjna jest dzisiejsza wiara literowa i jak daleko jest ona oddalona od prawdy!

Znacznie starsze niż uznane teksty Ewangelii są fragmenty Ewangelii, które w ostatnim stuleciu przez wykopaliska i znaleziska wydobyte zostały, te tzw. "Logia" albo "Agrapha". Przede wszystkim nie zostały one "skorygowane".
Mereżkowski mówi o tym w dziele "Jezus Nieznany ": "Najświeższe źródło jest to, z którego nikt jeszcze nie pił: Taka świeżość wypływa właśnie z Agraf. Pierwszy pocałunek miłości jest najsłodszy: Agrafy są tej słodyczy pełne".


Porównanie tych starych fragmentów z tekstem niniejszym wydało zaskakujący fakt, że duża ilość miejsc znajdujących się w Ewangelii Życia Doskonałego prawie dosłownie występuje w starych dokumentach, podczas gdy brak ich jest w uznanych Ewangeliach. I chodzi tu o szczególnie ważne miejsca jak poczęcie, chrzest JEZUSA, zakaz ofiary zwierząt.


Kończymy pięknymi słowami, którymi G. J. Ouseley poprzedził pierwsze wydanie:
"Wszystkowybaczająca miłość naszego Zbawiciela, obejmuje nie tylko ludzkość, ale również te tzw. niższe stworzenia, które dzielą z nami oddech życia, i które znajdują się z nami na ścieżce do Wyższego.  Jak byłoby możliwe wątpić w to, że Zbawiciel współczuł i litował się nad stworzeniami, które swój ból bez słowa milcząco znosić muszą? Czy nie byłoby bluźnierstwem przeciwko BOGU twierdzić, że przyglądał się ON złemu traktowaniu bezbronnych zwierząt bez współczucia lub własnej interwencji? Nie, gdy światu zatopionemu w egoizmie, zakamieniałości serca i nędzy przynosił ON zbawienie i głosił Swoją Ewangelię wszechogarniającej miłości, nie mogło być więcej miejsca dla bezlitosnej zakamieniałości wobec innych stworzeń boskich, które jak sam Zbawiciel powołane zostały do życia ze zdolnością do odczuwania zarówno radości jak i cierpienia. Zaiste kto nosi znamię Zbawiciela, stosuje też w życiu Jego wszechogarniającą miłość. I jak znikome jest to minimum współczucia dla bezsilnych stworzeń, współczucia, którego żąda się od nas! Tylko abyśmy innych stworzeń nie dręczyli! żebyśmy im pomagali, jeśli znajdują się w biedzie albo jeśli proszą o naszą pomoc! Jednakże jak mało jesteśmy przepojeni tą boską nauką miłosierdzia i współczucia!

Jak licznym bolesnym torturom poddawane są zwierzęta pod pretekstem naukowej konieczności albo dla zaspokojenia nienaturalnej żądzy lub własnej próżności!

Ewangelia ta służyć będzie jako przewodnik do wyższego chrześcijaństwa. Przekazuje nam ona kobiecą delikatność jak i męską siłę chrystusa."



 

Przedmowa do pierwszego polskiego wydania.


"Ewangelia Życia Doskonałego", którą w dalszym ciągu będziemy również nazywać "V Ewangelią" została zaopatrzona zarówno przez referendarza G. J. Ouseley'a, tłumacza angielskiego wydania, jak i przez Rudolfa Műllera, tłumacza wydania niemieckiego - w przedmowę zawierającą szereg istotnych wyjaśnień oraz pewną ilość dodatkowych komentarzy w tekście. Tłumacz niemiecki w specjalnym posłowiu podał jeszcze dodatkowe dane, dotyczące zakazu spożywania mięsa, który obowiązywał w pierwotnym chrześcijaństwie - słusznie podkreślając, iż braterski stosunek Jezusa do zwierząt oraz wynikający stąd kategoryczny zakaz składania krwawych ofiar, jak i wielokrotnie podkreślana zasada reinkarnacji, tj, wielokrotnych wcieleń - to dwa najbardziej istotne elementy, odróżniające V Ewangelię od pozostałych czterech obowiązujących oficjalnie, zwanych kanonicznymi.


Jednakże przekład z pierwotnego pratekstu aramejskiego zawiera prócz tego - bądź to opisy wydarzeń z życia Jezusa, pominięte w Ewangeliach kanonicznych wprawdzie nader kontrowersyjne, niemniej jednak istotne, bądź też wypowiedzi Jezusa wyjaśniające i pogłębiające rzeczywisty sens Jego nauki. Fragmenty te bezwarunkowo zasługują na specjalne omówienie w formie krytycznej analizy - na tle epoki i samej Nauki Jezusa.


Z jednej strony można uznać tekst Ewangelii Życia Doskonałego za miarodajny, a więc wolny od wszelkich przeróbek i fałszerstw, jakich dopuścili się korektorzy, ustanowieni po soborze w Nicei w 325 r. - z drugiej jednak strony tekst ten może zawierać błędy i pewne nieścisłości, obciążające bądź to autora lub autorów V Ewangelii względnie dokumenty, tj. materiały pisemne, które posłużyły do opracowania tekstu aramejskiego - jednolitego.

Tak więc, zakładając nawet maksimum dobrej woli i czystość intencji autora lub autorów - możliwość błędu lub nieścisłości niewątpliwie istnieje, co upoważnia zarówno nas jak i wszystkich Czytelników do krytycznego i analitycznego potraktowania tekstu.

 

Ewangelia ta została odnaleziona w jednym z klasztorów buddyjskich w Tybecie i przełożona z języka aramejskiego około 1881 r., a więc w momencie gdy nastawał przedświt Epoki Wodnika, w którą definitywnie Ziemia nasza wkroczyła około 1950 r., jak to jeszcze w średniowieczu obliczył słynny opat, a jednocześnie fizyk Camillus Leonhardus Trit-hemius (......). Epoka Wodnika zapowiadała wydatny wzrost nowych idei, pionierskich odkryć na wszystkich polach, ogromny postęp w dziedzinie nauki i techniki itd. Znalezienie więc tej pradawnej Ewangelii mogło i powinno być potraktowane jako "signum temporis", podobnie jak wiele innych faktów, takich np. jak pojawienie się po raz pierwszy ponad terytorium Stanów Zjednoczonych tajemniczego statku powietrznego, niewątpliwie pozaziemskiego pochodzenia, co w latach 1895/96 zbulwersowało opinię całego świata, dopingując niejako braci Wright do wzmożenia wysiłków w kierunku skonstruowania pierwszej "machiny latającej", co wkrótce zostało uwieńczone pełnym powodzeniem.


Do tejże kategorii należy zaliczyć fakt, iż w 1894 r. jedenastu uczonych amerykańskich zorganizowało cicho i bez rozgłosu specjalną ekspedycję do Indii, Tybetu, a częściowo i Chin, aby przeprowadzić tam badania nad niezwykłymi osiągnięciami tamtejszych wtajemniczonych, mistrzów jogi, fakirów i wszelkiego rodzaju "cudotwórców", które to osiągnięcia oficjalna nauka traktowała na ogół jako pospolite oszustwo.

Ekspedycja ta spędziła w Indiach kilka lat, weszła w ścisły i osobisty kontakt z wielu Mistrzami, zbadała ich życie, w bezsporny i naukowy sposób zbadała nieprawdopodobne ich wyczyny, stenografując wszelkie z nimi rozmowy i uzyskane w trakcie nich wyjaśnienia, uzyskała wgląd w liczne, nie znane na Zachodzie dokumenty, dotyczące historii naszej Ziemi i licznych cywilizacji istniejących uprzednio, dokonała przekładu treści tychże dokumentów itd. itd. Były to wszystko działania, mające na celu przygotować zbliżającą się Epokę Wodnika i zebrać przekonywające dowody, które gdy nadejdzie czas - zostaną przedłożone ludzkości.


Mistrzowie udzielali uczonym jak najdalej idącej pomocy, służąc im opieką i radą, a pomoc tę okazywali im nadal, tj. nawet po powrocie ekspedycji do Stanów Zjednoczonych. Niektórzy członkowie ekspedycji pozostali w Indiach na dłużej, aby tam kontynuować rozpoczęte prace. Mistrzowie jednak uważając, iż "czas jeszcze nie nadszedł" nie wyrazili zgody na ujawnienie prawdziwych ich nazwisk ani na opublikowanie wszelkich dokumentów i materiałów, które udostępnili uczonym.

Doradzili również, aby z tych samych powodów nie ujawniać pełnego składu ekspedycji ani oficjalnych stanowisk i nazwisk uczonych, które do dnia dzisiejszego pozostają nie znane.
Zgodzili się jednak, aby jeden z członków ekspedycji amerykańskiej, a mianowicie inż. górniczy Baird T. Spalding ujawnił swe incognito i uczestnictwo w wyprawie i aby opublikował niektóre zastenografowane nauki i wykłady Mistrzów oraz pewne szczegóły dotyczące ekspedycji.

I tak stopniowo ukazywały się poszczególne tomy pracy, zatytułowanej: "Życie i nauka Mistrzów Dalekiego Wschodu"- a jej ostatni 5. tom ukazał się na dwa lata przed śmiercią autora, który zmarł w 1958 r.

Możemy tu z całym naciskiem podkreślić, iż wszystkie nauki Mistrzów są całkowicie zgodne z Nauką Jezusa, który był jednym z Nich. Mistrzowie wielokrotnie podkreślali, iż Budda jest "droga do światłości", natomiast CHRYSTUS jest "SAMĄ ŚWIATŁOŚCIĄ ", a wiec stanem świadomości, który wszyscy powinniśmy osiągnąć.

Tak więc można rzec, iż praca Bairda T. Spaldinga stanowi najwspanialszy komentarz do Nauki Jezusa, komentarz rozwijający i uzupełniający założenia Prawdziwej Wiedzy, Wiedzy Odwiecznej, którą reprezentował Jezus.


Jednakże nadszedł już czas, wkroczyliśmy bowiem w Epokę Wodnika, której żywiołem jest powietrze, a więc atmosfera okołoziemska. Uzasadnia to wynalezienie samolotów i olbrzymi rozwój lotnictwa, a także pomyślnie prowadzone badania pozaziemskiej przestrzeni, ukoronowane w latach ostatnich fantastycznym sukcesem - lądowania na Księżycu, najbliższym ziemskim satelicie.


Ale to jeszcze nie wszystko. Już na początku Epoki Wodnika, a więc przy końcu ostatniej, tj. II wojny światowej -pojawiły się w okołoziemskiej atmosferze tajemnicze statki UFO (Unidentified Flying Objects), będące statkami międzyplanetarnymi, należącymi do mieszkańców innych planet zarówno naszego Układu Słonecznego jak i niektórych planet naszej Galaktyki, tj. Drogi Mlecznej. (jeśli sceptycy się w tym miejscu uśmiechają z niedowierzaniem to zastanówcie się nad tym co jest barziej prawdopodobne. To, ze ktoś ożywia zmarlych i amrtwychwstaje czy , że w tak olbrzymim wszechświecie może istnieć inne życie poza planetą ziamia. Ponadto w przypadku wierzących, przypominam iż w starym testamencie mamy kilka relacji opisujących bardzo sugestywnie lądowanie statku kosmicznego - dopisek własny)

Jednak Nasza świadomość w oparciu o stare nawyki, podbudowane pseudonaukowymi przesłankami, wynikającymi z omszałego schematu obowiązującej ortodoksji naukowej - faktu tego uznać nie chce.

A przecież piloci UFO, ludzie znacznie bardziej rozwinięci niż nasza ziemska ludzkość - przybywają nie po to aby dokonać "inwazji", ale po to aby nam służyć bezinteresowną, braterską pomocą i radą, w tym tak trudnym dla Ziemi okresie. Wszystko więc wskazuje na to, że piloci statków UFO są tymi samymi wysoko rozwiniętymi istotami, które dawniej przybywały na Ziemię, a których współczesna ludzkość zwała "synami nieba" lub "bogami".

Widząc przelatujące ich statki prorok Ezechiel pytał za frasowany: "Kim są ci, którzy lecą niby chmura, niby synogarlice do swych gniazd?".
Piloci statków UFO w trakcie kontaktów osobistych z niektórymi ludźmi Ziemi udowodnili, iż posiadają wysoką znajomość Praw Kosmicznych, a więc Praw Boga, że żyją w myśl zasad Nauki Chrystusa, stosując ją ściśle w całym swym życiu, są więc w stanie stałej harmonii z całym Kosmosem. Potwierdzili również, iż Osoba Jezusa - Mistrza z Nazaretu nie jest im obca, a przeciwnie - znają Go, szanują, wysoko cenią, a także - kochają.


Na zakończenie pragniemy podkreślić, iż na całym już świecie ujawnia się stale narastający kryzys wszelkiego rodzaju autorytetów. Najbardziej jest to widoczne na odcinku życia politycznego, społecznego, a także i religijnego, natomiast nauka działajaca w konwencji przyjętego światopoglądu - dzięki rozwojowi astronautyki i innym osiągnięciom, a zwłaszcza przez wytrwałe zaprzeczanie możliwości życia na innych planetach oraz negowanie realnego istnienia w naszej atmosferze pozaziemskich statków UFO - jak dotąd wychodzi obronną ręką. Do czasu jednak, kryzys autorytetów na odcinku nauki będzie tym głębszy, im dłużej nauka będzie przeciwstawiać się ujawnieniu przed ludzkością całej prawdy.


Tak więc - wszystko wskazuje na to, że nadszedł już czas aby każdy człowiek - posługując się własnym rozumem dążył do wyrobienia sobie własnego, osobistego poglądu na sprawy najbardziej istotne, odrzucając na bok gotowe formułki usłużnie mu podsuwane przez rzekomych "specjalistów" jak również omszały schemat kryteriów, jakimi dotąd się posługują.


Niniejsza V Ewangelia przynosząc nowe fakty i właściwe sformułowania Nauki Jezusa - pozwala Czytelnikowi na indywidualną ocenę materiału, nasze zaś wyjaśnienia i komentarze - ocenę tę niewątpliwie ułatwiają. Ostateczne tedy konkluzje Czytelnika mogą zostać wyprowadzone w oparciu o fakty -na podstawie logicznego rozumowania, a więc bez oglądania się na legendy i etiologiczne mity, jakie wytworzyły autorytety teologiczne.

(Warszawa, w marcu 1971 Kazimierz Zaleski)

 

 

Przedstawiona Ewangelia różni się przede wszystkim w dwóch rzeczach od znanych dotychczas: Miłością do zwierząt i żądaniem powstrzymania się od mięsa, oraz w nauce o odrodzeniu.
W naszym stuleciu uważa się te sprawy za mniej ważne, poboczne i trudno jest niektórym uwierzyć, że Chrystus przywiązywał do tego duże znaczenie.

Jeśli natomiast przestudiujemy zachowane pisma z tamtych lat szczególnie ojców Kościoła, rzuca się w oczy konsekwentne odrzucenie wszelkiego pożywienia pochodzenia zwierzęcego. Do tego dochodzi jeszcze odrzucenie ofiar zwierząt i miłość różnych świętych do zwierząt jako towarzyszy.

Przypomnijmy sobie tylko Św. Hieronima, który mieszkał z dwoma lwami w jaskini lub Świętego Franciszka z Asyżu, który uwolnił gołębie, oswoił wilka i wygłaszał kazania do ryb!
Chcemy dać kilka historycznych świadectw, które udowodnią, że całe wczesne chrześcijaństwo ściśle przestrzegało całkowitego wyrzeczenia się mięsa i które odpowiednio dają pośrednio dowód prawdzie tej Ewangelii.

 

   Najpierw coś o eseńczykach, których założenia są bardzo podobne do głoszonych przez Chrystusa; pomyślmy tylko o wspólnocie majątków, o trosce o innych, o bezżeństwie eseńczyków. Chociaż nie da się wykazać bezpośredniego związku z Jezusem, wykazuje to co wiemy o nich, że idea powstrzymania się od mięsa była wtedy powszechnie głoszona i bardziej oczywista i zrozumiana niż dzisiaj.
Pliniusz (Historia Naturalna V.17) nazywa eseńczyków "gens aeterna" wiecznym gatunkiem.
Hipolit, autor "Philosophhumana" (IX.27) powiedział o nich, że według ich nauki o wierze są najstarszym narodem Ziemi.
Najlepiej zna eseńczyków Józef Flawiusz {Vita II), który w młodości spędził trzy lata pod nadzorem pewnego wierzącego starca imieniem Banos, który był eseńczykiem bądź nazareńczykiem. Jan Chrzciciel był również nazareńczykiem.  Bogobojny stary Banos również przypomina sposobem życia Jana Chrzciciela: nosi ubranie z liści i kory, żywi się surowymi korzeniami i dokonuje na sobie w dzień i w nocy chrztu - "udaje się do zimnej wody ze względów zdrowotnych" - i ostatnie słowa u Józefa są takie same jak o Janie Chrzcicielu. 26.
"Sposób ich życia podobny jest do tego, jakiego Pitagoras nauczał Hellenów", dodaje Józef. "Wspólnota majątkowa, bezżeństwo, powstrzymywanie się od mięsa i krwawych ofiar były im właściwe; nosili białe szaty lniane - znali magię, teurgię i symbolikę liczb".

Eseńczycy są gorliwcami praw mozaistycznych i dlatego są przeciwnikami Pawła z Tarsu (twórcy dzisiejszego chrześcijaństwa); ofiarnictwo określili oni jako podstawowe zło religii, a zniesienie jego jako zadanie Jezusa, którego czcili jako człowieczego proroka; miejsca Biblii, które podają przepisy ofiar, uznali za późniejsze fałszerstwa, czcili świątynię, ale nie wchodzili do niej ze względu na składane tam ofiary i uznali wszelkie pożywienie zwierzęce za bezbożne i sprzeczne z naturą.

Tak opisuje ich Epifaniusz w "Clemantynach". "To co teraz nazywa się chrześcijaństwem, istniało już zawsze od początku świata aż do pojawienia się ucieleśnionego Chrystusa", według cudownych słów Św. Augustyna. Ogniwem między Chrystusem i "chrześcijaństwem" jest działalność eseńczyków."


A teraz o samym chrześcijaństwie: Historia Kościoła opowiada, że pierwszym zborem Jezusa był zbór ebionitów, tzn. biednych i dobrowolnie biednych. Chrześcijaństwo w swym pierwszym socjalnym kształcie było praktyczno-socjalnym ruchem na rzecz biednych niż doktryną, w którą się później przekształcił.


Nazwa "ebionici" była z tego powodu początkowo używana dla wszystkich zwolenników Jezusa, aż się stopniowo utarła dla kierunku, który był najbliższy esenizmowi.


Że ci ebionici uznawali pożywienie zwierzęce za bezbożne i przeciwne naturze, świadczy o tym Epifan. rozdz. 30,6, jak i Klemens z Aleksandrii w homiliach 3, 45, 52, 8, 15, 19.
W leukańskich aktach Jana Bóg czczony jest jako Ten, który przez wszystkie stworzenia się ujawnia i nawet ujawnił się zwierzętom.
O apostołach powiedział Delitsch, wielki uczony, co następuje: "Galilejska prostota panowała w ich kręgu. Uczniowie zaspokajali swój głód ziarnem, które palcami wydłubywali z kłosów, a w ostatnim czasie ograniczyli się do czystych potraw roślinnych, jak to wiarogodnie podają Piotr, Mateusz i Jan".


W homiliach Klemensa z Aleksandrii opisuje Piotr własnymi słowami swój tryb życia: "Żyję chlebem i oliwkami, którym tylko sporadycznie dodaję jakąś jarzynę".
W innym miejscu zapewnia Klemens, że Mateusz żywił się tylko roślinnym pożywieniem i nie dotykał mięsa.
O Św. Janie pisze historyk Kościoła Hegerippus, że nigdy nie spożywał mięsa.

Św. Augustyn opowiada: "Jakub; brat Pana, żywił się nasionami i roślinami i nie dotykał ani mięsa, ani wina ".


W słynnym Liście Pliniusza do Trafiana donosi się, że pierwsi chrześcijanie nie jedli nic, co było do życia zrodzone, lecz tylko cibum innoxium - niewinne potrawy.

(Porównaj Epifaniasz lib. X 96 ed. Goeschen). Kiedy zostali oskarżeni, że przy swych ofiarach przelewają ludzką krew, bronili się słowami: "Wy, którzy wiecie, że brzydzimy się krwi zwierzęcej, jak możecie wierzyć, że spragnieni jesteśmy ludzkiej krwi?"
Cerdon, Syryjczyk, i Marcion z Synope, syn biskupa z Pontu, stworzyli gnostyczną naukę, która, aż do piątego wieku we Włoszech, Syrii i Arabii cieszyła się wielkim uznaniem. Marcionici mieli liczne zbory kierowane przez własnych biskupów. Unikali oni spożywania mięsa i picia wina.
Tacjan, który stał się słynny swymi Harmoniami Ewangelicznymi (Harmonia Ewangelii), przeszedł na stronę gnostycyzmu. Jego zwolennicy, Sewerianie, Eukratycy i Apotaktycy powstrzymywali się od spożywania mięsa, picia napojów wyskokowych i wyrzekali się majątków.

Tu możemy też znaleźć powód, dlaczego "korektorzy" ("Correctores") wszystkie miejsca o jedzeniu mięsa i o powtórnym narodzeniu skreślili; gdyż były to ważne zasady gnostyków, a gnostycy byli przez Kościół państwowy uznani za konkurencję i obawiano się ich.

Przez wykreślenie tych miejsc z Ewangelii odcięli się od gnostyków i powoli podcinali ich wpływy, jak również zapewnili sobie większą liczbę zwolenników. Gdyż wstrzęmięźliwość, której żądał Chrystus, była i jest jeszcze dziś nie do przyjęcia dla każdego.
Pomimo naszej pełnej czci i poważania dla tradycji nie uważamy takiego postępowania za właściwe. Ale że Kościół w walce z gnostykami nie wyrzekł się żadnego środka, dowodzi sfałszowanie listu Pawła, w którym gnostycy nazwani zostali bezbożnikami.
Dr W. Winach pisze o tym: (Czy Jezus był nazirejczykiem?)
"Wiemy więc obecnie dokładnie, że pierwszy list do Tymoteusza jest sfałszowany. Fałsz zdradza się sam na końcu. Przestrzega przed sektą gnostyków, których za czasów Pawła jeszcze nie było. Jest to interesujące, że ten sfałszowany list jest jedynym pismem Nowego Testamentu, w którym poleca się jedzenie mięsa (4,ł -9) i picie sfermentowanych napojów (5,23). Wolno więc przypuszczać, że tego fałszerstwa mogli dokonać tylko niewstrzemięźliwi chrześcijańskiego zboru i miało na celu tylko osłonić niewstrzemięźliwych autorytetem apostoła Pawła. 

Jest interesujące, że właśnie buddyści posługują się tym listem, aby wykazać mniejszą wartość chrześcijaństwa w porównaniu z ich religią. Byłoby obowiązkiem Kościoła chrześcijańskiego ogłosić oficjalnie wszędzie to fałszerstwo i przyznać się do tego i określić ten list w naszych wydaniach Nowego Testamentu jako sfałszowany".

O walce, jaka toczyła się między tymi dwoma poglądami, zachowały się liczne świadectwa. Tylko jeden przykład:
Liczba tych, którzy powstrzymywali się od spożycia mięsa, jeszcze w 400 lat po Chrystusie, była tak duża, że na zebraniu w Ankra postanowiono, że duchowni, którzy żyć chcą pożywieniem roślinnym, muszą skosztować mięsa i to pod karą usunięcia z urzędu!
Przy czym ojcowie Kościoła, którzy przez tenże Kościół uznani zostali za świętych, byli surowymi, często fanatycznymi wrogami spożywania mięsa.

Kilka wyjątków z ich dzieł, którymi zakończymy to posłowie, pokaże niedwuznacznie, jak poważnie i konsekwentnie czołowi przedstawiciele chrześcijaństwa pierwszych trzech stuleci tę kwestię traktowali. Jak mogliby jej takie znaczenie przyznawać, gdyby nie było to żądaniem ich Mistrza?
Klemens z Aleksandrii żył w latach 150-220 i uchodzi za twórcę aleksandryjskiej szkoły teologicznej. We wszystkich swoich pismach występuje on przeciwko nieumiarkowaniu i przeciw jedzącym mięso:
"Niektórzy ludzie żyją, aby jeść jak nierozumne zwierzęta, których życiem jest tylko żołądek i nic więcej. Ale Nauczyciel poleca nam, aby jeść, żeby żyć. Gdyż ani jedzenie nie jest naszą sprawą, ani zadowolenie - celem. Dlatego należy dokonać wyboru w pożywieniu, musi ono być proste i nie podniecające, tak jak dla prostych i nie zepsutych dzieci ma służyć utrzymaniu przy życiu a nie zbytkowi. Bogaci nie poznali jeszcze, że Bóg zaopatruje stworzenia Swe w jedzenie i picie nie dla radości, lecz dla utrzymania i że ciało dlatego z nadmiaru potraw nie odnosi żadnej korzyści. Przeciwnie ci są najsilniejsi, najzdrowsi i najszlachetniejsi, którzy spożywają umiarkowaną strawę, tak jak słudzy zdrowsi są i silniejsi niż ich panowie, a rolnicy są nie tylko silniejsi, ale i mądrzejsi niż właściciele ziemscy i bogacze. Gdyż nie zakopali Ducha pod pożywieniem. Całkiem nienaturalnie i nieludzko jest paść się jak bydło i karmić się dla śmierci."

Wydaje się, że to wskazywał także Chrystus, gdy błogosławił chleby i gotowe dania, czym nakarmił swych uczniów i dał piękny przykład prostej diety.
Powinniśmy się wystrzegać takich środków spożycia, które fałszują nasz głód i pobudzają nas do jedzenia bez głodu. Czyż nie ma między prostymi dużej różnorodności zdrowych potraw? - Jarzyny, korzenie, oliwki, zioła, mleko, ser, owoce i różne suszone środki odżywcze.
I z artykułów spożywczych należy wybierać te, które bez użycia ognia można spożywać, gdyż są zawsze gotowe i są najprostsze."

Według tego żył apostoł Mateusz ziarnem, owocami o twardej łupinie i jarzynami bez mięsa. A Jan, który najbardziej doskonalił się w umiarkowanym jedzeniu, jadł młode pączki i dziki miód.
Twierdzi się również, że ciało dzieci przez wstrzemięźliwą dietę rośnie prawidłowo i tym samym Duch, który przenika wzrastające ciało, nie będzie zahamowany nadmiernymi potrawami i powstrzymywany w swobodnym rozwoju".


Do luksusowych i godnych potępienia pożywek zalicza Klemens również białe pieczywo, gdyż jest to odmiana koniecznego artykułu i prowadzi tylko do otyłości i zmiękczenia.
Bazyh Wielki, ojciec Kościoła, arcybiskup Cezarei i patriarcha wschodnich mnichów, urodził się w 329 r. w Cezarei w Kapadocji. Studiował w Konstantynopolu, Atenach i w Cezarei w Palestynie, gdzie poznał Grzegorza z Nazjansu, poświęcił się karierze prawnika, którą zajmował się i jego ojciec, wkrótce wycofał się w samotność, aby zagłębić się w studia duchowne.
Na temat diety znajdujemy w listach następujące uwagi: "Ciało, które obciążone zostaje potrawami mięsnymi, nękane jest chorobami, umiarkowany tryb życia czyni je zdrowsze i silniejsze i ucina korzenie zła. Opary potraw mięsnych zaciemniają światła ducha. Obojętne jakiego rodzaju potrawami mięsnymi napełniony zostaje żołądek, powoduje to nieczyste ruchy, dusza zostaje zagłuszona pod ciężarem pożywienia, traci panowanie i zdolność myślenia.
Tak długo jak się żyje umiarkowanie, mnoży się szczęście domu, zwierzęta będą znajdować się w bezpieczeństwie, nie będzie przelewana krew, zwierzęta nie będą zabijane. Kuchenne noże będą bezużyteczne, stół będzie pokryty owocami, które daje natura i można się tym zadowolić. Jan Chrzciciel nie miał ani łóżka, ani stołu, ani dziedzictwa, ani wołu, ani zboża, ani piekarza, ani żadnych koniecznych potrzeb życiowych, dlatego zdobył pochwałę, której udzielił mu Syn Boży, że jest największy z ludzi.
Jeśli kochasz mięso i tuczysz swoje ciało, Duch twój staje się ociężały, tłuszcz, który osadza się z mięsa, osłabia siły Ducha. Czy nie gardzisz tymi szkodliwymi potrawami mięsnymi?
Trudno jest kochać cnoty, jeśli się cieszy potrawami mięsnymi i ucztami" .


Grzegorz z Nazjansu był przyjacielem Bazylego. Jako ojciec Kościoła z Kapadocji okazał się nie tylko zdolny jako praktyczny duchowny, ale i był znany jako myśliciel i pisarz i z tego powodu otrzymał przydomek "teolog".
Mówi on: "Proście Boga o chleb; który jest konieczny do utrzymania przy życiu, gdyż pozostałe jest tylko wynalezione przez tych, którzy lubują się w ucztach i zabawach wieku tego i należy do tego gatunku, który rozsiany jest wzdłuż drogi. Siewem dobrego ojca jest pszenica, z której piecze chleb, a luksus potraw mięsnych jest kąkol, który rośnie w pszenicy.
Tak samo ludzie uwikłani w trosce o próżne rzeczy stają się bezużyteczni, o ile ich dusza tylko tym jest zajęta. Ucztowania z potrawami mięsnymi są haniebną nieprawością
i życzę, abyście przede wszystkim starali się podawać waszej duszy pożywienie, które posiada wieczną trwałość".

Jan Chryzostom urodził się w 344 r. w Antiochii i pochodził z zacnego rodu. Początkowo poświęcił się studiom prawniczym i uczył się u sławnego retora Libaniusza, następnie porzucił te studia, dał się ochrzcić i wstąpił do klasztoru, a potem zamieszkał z pustelnikami w górach, gdzie w ciągu czterech lat zajął się studiami teologicznymi.
Z powodu swojej teologicznej uczoności Jan nazywany był "Augustynem Greków", z uwagi na dobroczynności nazwany "dawcą datków", jego wymowność przyniosła mu przydomek "Chryzostom" - złotousty.
Dzieła jego są obszerne i obejmują 242 listy i 700 rozpraw, przemówień i publicznie odczytanych homilii. Chryzostom - jak wspomnieliśmy - pędził długi czas surowe życie pustelnika i prowadził również w ciągu całego pozostałego życia najprostsze i najsurowsze życie. Tę prostą i bezmięsną dietę poleca kilkakrotnie w swych pismach, w swej złotej księdze, również i młodzieży.
Opisuje on życie, jakie on sam i jego mnisi prowadzili, następująco:
"Nie płyną tu strumienie krwi, mięso nie jest tu ćwiartowane, smaczne potrawy i ciężka głowa jest tym mnichom nie znana. Nie czuje się tu okropnych zapachów potraw mięsnych, czy nieprzyjemne wonie kuchni i nie słychać hałasów ani wrzawy. Spożywa się tylko chleb, który zdobywany jest własną pracą i wodę, której dostarcza czyste źródło. Jeśli życzy się wyjątkowo obfitego posiłku, składa się on z owoców i spożywany jest z większym smakiem niż królewskie dania.
Wy jednakże dążycie drogą wieków i zwyczajem tygrysów, ale ich natura skazała na spożywanie mięsa, podczas gdy nas Bóg wyposażył rozumną mową i zmysłem sprawiedliwości. A mimo to staliśmy się gorsi niż dzikie zwierzęta!"

Hieronim urodzony w 331 r. w Dalmacji, studiował i żył w Rzymie. Zachowała się następująca jego odpowiedź kpiącemu:
"Tak samo jak według słów Pana rozwody początkowo były niedozwolone, później jednak gdy ludzie stali się gorsi, Mojżesz zezwolił na nie, tak samo spożywanie mięsa zwierzęcego było zakazane aż do Potopu.
- Od Potopu jednakże otrzymujemy nerwy i śmierdzący sos mięsa do jedzenia, tak jak buntującemu się ludowi na pustyni rzucono przepiórki. Jezus Chrystus, który przyszedł na końcu dni, doprowadził koniec na początek, tak że nie wolno nam dzisiaj ani przepędzić kobiety, ani jeść mięsa. Jak mówi apostoł {Rzym.14,21): Będzie lepiej, jeśli nie zjesz mięsa i nie napijesz się wina. Gdyż używanie wina zaczęło się ze spożywaniem mięsa, po Potopie.
Gdy Eliasz uciekł przed Izabelą i położył się pod drzewem, rozkazał mu anioł, aby wstał i jadł: I co znalazł prorok? Mały chleb upieczony w popiele i naczynie z wodą. Czyż nie mógł mu Bóg zesłać smacznego wina, cudowne potrawy mięsne i innych różności?"

Ta nauka o wstrzemięźliwości była respektowana przez cały stan mnichów chrześcijańskich. Augustyn, Antoni i Franciszek z Asyżu żywili się bez mięsa i swym zakonom nadali odpowiednie reguły. Później, kiedy zakony stały się bogate i potężne, nie przestrzegano tego żądania, jak i wielu innych - np. bezmajętność - już tak dokładnie, i ten dawniej tak ważny ideał chrześcijaństwa poszedł w zapomnienie.
Czy nie byłoby w naszych dzisiejszych czasach korzystne, abyśmy go znowu przypomnieli i zamienili w czyn? -R Műller

 

PRZYPISY
Zeller wskazuje na paralelę chrześcijańskich eseńczyków, ebiomtów jako też nazarenów i osenerów, również do eseńczyków odgałęzionych partii (Epiphan. Panor. XVIIh; XXI,), którzy odrzucali spożywanie mięsa.

Dokładnie wyraża się Zeller o świętych ucztach eseńczyków - patrz: Theol. Jahrbuchern XV (1856); dalej o wegetariańskiem zagadnieniu u eseńezyków.
W związku z eseńczykami należy wspomnieć o jednej z nimi pokrewnej żydowskiej sekcie, w której Philo widzi urzeczywistnienie naturalnego sposobu życia: sekta terapeutów. Pismo "De vita contemplativa", które napisał Philo (ed. Cohn-Wendł) według badań Wendlanda i Conybearer'a przyjmuje się dziś powszechnie za autentyczne. Radykalna asceza miejscowych terapeutów w Egipcie nosi wymowne wegetariańskie piętno.


Ta zapowiedź narodzin podobna jest do owej o Samsonie, patrz Sędziów 13 - 16.
"I ukazał się Anioł Pański owej niewieście, a rzekł do niej: Otoś teraz niepłodna, aniś rodziła; ale poczniesz i porodzisz Syna.
13.4: Przetoż się teraz strzeż, abyś nie piła wina, i napoju mocnego, i byś nie jadła nic nieczystego.
13.5: Bo oto poczniesz i porodzisz Syna, a brzytwa nie postoi na glowie Jego, bo nazarejczykiem Bożym będzie to Dziecię zaraz z żywota: a On pocznie wybawiać Izraela z ręki Filistynów."


Narodzenie Samsona zostało jego rodzicom przez anioła z nieba oznajmione jako szczególna łaska i jako cud. Anioł powiedział do żony Manuego: "Otoś niepłodna i nigdy nie rodziłaś, ale poczniesz i porodzisz syna. Przeto się teraz strzeż, abyś nie piła wina i mocnego napoju, i abyś nie jadła nic nieczystego. Bo oto poczniesz i porodzisz syna, a brzytwa nie postoi na głowie jego, bo poświęconym Bożym będzie to dziecię zaraz za żywota matki". (Trzykrotnie anioł powtórzył ten przepis matce, sam bowiem odmówił pokarmu z koźlęcia, "sam gdyby miał czas do zatrzymania się". Nowo narodzony jest więc już od chwili poczęcia nazarejczykiem, jak on to sam później oświadczy przy wyjaśnieniu swojej bohaterskiej mocy).

 

 O wielce spornym dogmacie o narodzeniu się z panny pisze prof. D. Nielsen: "Spośród 27. nowotestamentowych pism, które tworzą historyczną podstawę chrześcijaństwa, tylko dwa wymieniaj panieńskie narodzenie, a ta nauka znajduje się w otwartym przeciwieństwie do pozostałej treści danych pism.

Jezus sam nigdy nie wspominał o tej nauce, również nie głosili jej Jego apostołowie albo uczniowie; nie znajdujemy jej u pierwszych chrześcijańskich zborów na terenie żydowskim i była ona zupełnie obca dla żydowskiej religii i dla Starego Testamentu.
Mesjanistyczne miejsce u Izaj. 7,16, które według greckiego i staroniemieckiego tłumaczenia brzmi: "Die Jungfrau ist schwanger und gebiert einen Sohn" w tłumaczeniu polskim: "Oto panna pocznie i porodzi Syna". Miejsce to w rzeczywistości nic nie mówi o "panieńskim narodzeniu".
Podobnie jak narodzenie się z panny w Starym Testamencie opiera się tylko na niewłaściwym tłumaczeniu jednego słowa, tak narodzenie się Jezusa z panny może się opierać w Nowym Testamencie jedynie tylko na paru wierszach znajdujących się na początku Ewangelii Mateusza i Łukasza, które pod względem tekstowym okazują się nieścisłe.


U Łukasza znajdują się dwa wiersze (1,34,3, które o tym wzmiankują i stoją w widocznej sprzeczności z całokształtem, i dlatego zupełnie słusznie są uważane przez nowszą teologię szkoły historycznej za wstawkę jako fałszerstwo tekstu.
U Mateusza w rozdz. I stoi narodzenie się z panny również w sprzeczności z pozostałą treścią Ewangelii, mianowicie ze znajdującą się w tymże rozdziale tablicą genealogiczną.
Gdy później narodzenie się z panny zostało przeszmuglowane do tekstów, wówczas ta tablica genealogiczna stała się główną przeszkodą dla nowej nauki, i my możemy jeszcze ustalić wyraźne usiłowania przepisywaczy przy harmonizowaniu przez sprostowania i dodatki. Znajdujemy się właśnie w okresie czasu, kiedy nie było jeszcze ustalonego tekstu biblijnego. "Była różnorodność pism" -jak świadczy o tym ojciec Kościoła, Origenes (trzeci wiek) - "różnorodne", w których pisarze "dopisywali albo pomijali to, co im pasowało".

W wyrażeniu tablicy genealogicznej u Łukasza: "Jezus był Synem Józefa" (Łukasz 3,23) zostały dodane słowa "jak mniemano", jest to dodatek, który całą tablicę genealogiczną czyni bezsensowną, gdyż jakiż by ona miała sens, że Józef pochodzi od Dawida, jeśliby Józef nie był rzeczywistym ojcem Jezusa tylko opiekunem? W tym wypadku ani kropla krwi Dawida nie płynęłaby w żyłach Jezusa.


Rodowód u Mateusza podaje w ten sposób: Dawid spłodził Salomona, Salomon spłodził Roboama itd. Matan spłodził Jakuba, Jakub spłodził Józefa, a Józef spłodził - tak jak i w pierwotnym tekście - Jezusa, którego zowią Chrystnaem.

Zaraz za tą tablicą genealogiczną jest wtrącona relacja o narodzeniu się z panny; relacja ta wyraźnie zwraca szczególną uwagę, że Józef nie spłodził Jezusa. A więc byłoby to konsekwentniej usunąć całą tablicę genealogiczną; ale pewien stary rękopis Mateusza zawierał taką tablicę genealogiczną. Zadowolono się przeto tym zwykłym środkiem harmonizującym tekst, przekreślono "Józef spłodził Jezusa" i wstawiono po pierwszym wymienieniu Józefa: "męża Marii, z której się narodził Jezus". Wstawka, która jak ostry nóż rozcina więzy krwi między Jezusem a Józefem, ale jednocześnie czyni całą tablicę genealogiczną bez znaczenia.

Nie można pojąć przy tym konieczności, po co było zadawać sobie trud badania przodków Józefa, jeśli ten nie był ojcem Jezusa.

 


Fałszerstwo to, które nowoczesna krytyka Ewangelii na tym miejscu przekazanego tekstu Mateusza pragnęła rozpoznać, zadokumentowało się niedawno w sposób wprost nieoczekiwany. Dwie angielki, Lewie i Gihson, znalazły w 1892 roku w starym klasztorze na Synaju pergaminowy rękopis z pewną legendą świętych.

Przy bliższym badaniu okazało się, że rękopis jest tzw. palimpsestem. Pierwotny tekst zestał wytarty, aby można było ów materiał zapisać nowym tekstem. Obecnie przy zastosowaniu środków chemicznych pierwotne pismo można było odczytać, i spostrzeżono wówczas, że była to część starego syryjskiego rękopisu Ewangelii. Ten bardzo wartościowy rękopis zwany synaityckim palimpsest (Sinai-Pałimpsest) - zachował pierwotne warianty (wersje) i prowadzi między innymi do tablicy
genealogicznej u Mateusza, gdzie można odczytać wyraźne słowa: "Józef spłodził Jezusa".


Według mowy apostoła Piotra w Dzieje Apostolskie 2 Jezus nie jest nazwany Bogiem tylko mężem, przez którego Bóg czynił wielkie rzeczy.

Przez naturalne narodzenie się był on jako syn Józefa z rodu Dawida.

Dla Pawła Jezus jest właśnie Synem Bożym tylko w sensie duchowym, przez naturalne narodzenie się, jednakże jest synem Dawida, to znaczy syn Józefa.

(Nielsen, Der geschichtliche Jesus/Historyczny Jezus) "Coś podobnego znajdujemy u Tomasza w jego historii dzieciństwa Jezusa, tylko z tą różnicą, że tam wersja jest nieprawdopodobna i bez głębszego znaczenia, podczas gdy tu opowiadanie to budzi wrażenie prawdy i piękna. Pierwsza opowiada, że Dziecko Jezus ulepiło z gliny wróbelki i wprawiło je do latania - rzecz, której by nie uczynił żaden święty człowiek, nawet gdyby mógł to uczynić; gdyż na pewno by nie wykorzystał niezwykłych sił na to widowisko, aby zadowolić próżność albo ciekawość przyglądających się.
Z drugiej strony czyn, który tutaj jest przytoczony, odpowiada naszym oczekiwaniom, że On uwalnia ptaki złapane w sidła, i gdy te były tak przestraszone i ogłuszone, że nie mogły odlecieć, On zdał na nie siłę i odwagę, że mogły potem odfrunąć. Tu nie jest trudno rozpoznać prawdę od fałszu, i znowu niewątptiwie leży przyczyna fałszowania, jak w kanonicznych Ewangeliach, ale tej wiadomości nie da się ukryć, żre Zbawiciel kochał zwierzęta i je ochraniał."


Mereżkowski "Jezus Nieznany": "Pierwsi chrześcijanie, ebionici, nauczają: Jezus był grzesznikiem, jak wszyscy, i dopiero podczas chrztu, kiedy wraz z Duchem-Gołębiem wszedł w Niego Chrystus - stał się bezgrzeszny". (jezus więc staje się jak budda; oświeconym)


W wiedeńskim dzienniku "Der Tag" z dnia 2 czerwca 1926 r. czytamy: "Archeolog, profesor Nikolaus R o e r i c h, który powrócił po trzyletniej podróży ekspedycyjnej przez niezbadane obszary Azji, znalazł w klasztorze buddyjskim w Tybecie dokumenty, z których ma wynikać, że Jezus Chrystus w wieku 29 lat przedsięwziął z Palestyny podróż do Indii dla studiowania religii buddyjskiej.


Manuskrypt zawierający ten opis, liczy 1500 lat i został znaleziony w klasztorze Homis w Tybecie. W manuskrypcie tym Jezus widnieje pod imieniem "Issa".


   W. Bauer donosi o pewnym ciekawym znalezisku w nieprzebytej pustyni północnych Indii. Tam w pewnym mieście, z którego dzisiaj pozostały tylko ruiny, a zbudowanym przez mongolskiego cesarza, znaleziono napis arabski nad bramą jednego zburzonego mostu, mający następujące brzmienie: "Jezus - pokój Mu - mówi: Mostem jest ten świat, idź przezeń i nie buduj sobie żadnego domu!"


Uwaga tłumacza niem.: W oryginale "Locusttree", dziś drzewo świętojańskie, także tłumaczono przez akację. "Locast" oznacza także podzwrotnikową szarańczę - stąd ludowa wersja biblijna, że Jan odżywiał się szarańczą.


"Bez wątpienia Jan był nazirejczykiem. Nazirejczykiem był znany Jakub, zwany Sprawiedliwym, brat Zbawiciela."
Nie pił on ani wina, ani innych szumiących napojów i nie jadł mięsa. Nie było nożyc na jego głowie, odrzucał on nawet używanie odzienia, pochodzenia zwierzęcego, na przykład - wełny.
I oto jesteśmy bliscy pytania, czy Jezus nie był nazarejczykiem.
W greckim pratekście mamy dwa zupełnie różne słowa, które obydwa przedtem tłumaczono nazarejczyk (Nazarener) a mianowicie "Nazarenos" i "Nazoraios". Najnowszy naukowy tłumacz Carl Weizsacker rozróżnia w swoim tłunaczeniu Nowego Testamentu oba wyrażenia. Nazarenos tłomaczy slowem nazareńezyk albo z Nazaretu, natomiast Nazoraios tłumaczy nazorejezyk (Nazoräer). Nie ulega wątpliwości, że słowo nazorejczyk (Nazoräer) przedstawia jedynie dialektycznie inną formę od Nasiräer (nazarejczyk). W dużym naukowym komentarzu do N. Test. prof. Holzmann podaje wyraźnie, że Nazoraor znaczy tyle oo Nasirąer i tak to słowo jest wielokrotnie użyte.
W Dziejach Apostolskich 24,5 chrześcijanie są nazwani "sektą nazareńczyków" (Nazoróer). Tych Nazoräer znajdujemy jeszcze w czwartym wieku, a Epifaniasz podaje wyraźnie, że oni nie jedli mięsa.
Słowo hebrajskie Nasir znajdujemy w greckim thunaczeniu St. Testamentu, w Septuagincie, przełożone przez słowo hegiasmenos, Bogu poświęceni".


   


Mereżkowski w swojej książce "Jezus Nieznany" powiada: "Ewangelia Hebrajczyków posiada może nawet aramejski pratekst, albo jest źródłem naszego Mateusza"! A więc źródło pierwszorzędnej rangi!
Prawie dosłownie znajdujemy to miejsce w Słowie Pańskim w Koptyjskiej Biblii: "Człowiecze, czemu bijesz swoje zwierzę!
Biada wam, że nie słyszycie, jak ono do swego Stwórcy w niebiesiech skarży się i wola o zmiłowanie. Po trzykroć biada zaś temu, przeciwko któremu w swoim bólu krzyczy i skarży się! Nie bij go nigdy więcej, abyś i ty znalazł zmiłowanie".

W Ewangelii Ebionitów czytamy: "Przyszedłem, aby znieść ofiary, a jeśli nie zaprzestaniecie ofiarować, gniew nie przestanie was nękać".
Mereżkowski powiada: "Wierzcie: według nauki Izajasza i pozostałych proroków, przy przyjściu Jezusa nie będzie się składać na ołtarzu ofiar z krwi ani darów!"
Ważne jest również i to, by zdać sobie sprawę, że rzeczywiście wszędzie, dokąd przyszło młode chrześcijaństwo, raz po wszystkie razy ustały krwawe żydowskie ofiary. Tej jednakże przemianie o przeogromnym znaczeniu poświęca się za mało uwagi. Patrz 4 Mojż. 11,4: (Cytuję z Biblii Tysiąclecia)
Izraelici również szemrali mówiąc: "Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? Wspominamy ryby, któreśmy darmo jedli w Egipcie, ogórki, melony, pory, cebulę i czosnek. 6. Tymczasem tu giniemy pozbawieni tego wszystkiego. Oczy nasze nie widzą nic poza manną".
Mojżesz natomiast sprzecza się z Bogiem i życzy sobie samemu śmierci (4 Mojż. 11,15).
Lecz potem mówi on tak do ludu: 18. "Poświęćcie się na jutro, a będziecie jeść mięso. Narzekaliście przed Jahwe i wołaliście: Kto nam da mięso, abyśmy jedli? O, jak nam dobrze było w Egipcie! Teraz da wam Jahwe mięso do jedzenia.
19. Będziecie je spożywać nie przez j e d e n dzień tylko albo dwa, albo pięć czy dziesięć lub dwadzieścia;
20 lecz przez cały miesiąc, aż wam przez nozdrza wyjdzie i przejmie was wstrętem: o d r z u c i 1 i ś c i e bowiem Jahwe, który jest pośrodku was, i narzekaliście przed Nim mówiąc: Dlaczego wyszliśmy z Egiptu?"


(4 Mojż. 11,18.) Gdy wypełnił się czas, posłał Jehowa "wicher", który napędził chmury przepiórek od morza i rzucił je tam, gdzie szli izraelici na jeden dzień drogi, na "dwa łokcie wysoko" (rozdział 11,21, 30 i past.).
A lud dzień i noc zbierał przepiórki i przyrządzał.
Przy dobrym jedzeniu mieli mięso jeszcze między zębami, wtedy rozgorzał gniew Jahwe przeciw ludowi i Jehowa zesłał bardzo wielki upadek.


Większa część ludu umarła z powodu jedzenia mięsa i została tamże pochowana. I nazwano to miejsce grobami pożądliwości, ponieważ tam pogrzebali oni pożądliwych między ludem" (5,34).


Biblia polska z r. 1879: Ozeasz 8,13: "Z ofiar darów moich ofiarują mięso i jedzą, ale ich Pan nie przyjmuje; już wspomnę nieprawości ich, i nawiedzę grzechy ich".
Ozeasz 8,13: "Lubią ofiary krwawe i chętnie składają, lubią mięso, które wówczas jedzą, lecz Jahwe nie ma w tym upodobania.
Wspominam wtedy na ich przewinienia i karzę ich za grzechy".
"Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga, nie zaś całopaleń". (6,6). Biblia Wujka.'
"Ofiary przynosić będą, będą ofiarować mięso i jeść, a Pan nie przyjmie ich; teraz wspomni na nieprawości ich i nawiedzi grzechy ich".

Atbenagoras mówi o tym (O zmartwychwstaniu umarłych 25): "Tak musi bezwarunkowo być zmartwychpowstanie bezdusznych albo też zupełnie uwolnionych ciał. Muszą wystąpić ci sami ludzie znowu w podwójnej naturze swej istoty".

Słów tych nie ma w Ewangeliach kanonicznych, ale należą one do zbioru tzw. "Słów Pańskich", zniszczonego przez ortodoksów "Zbioru Skarbów" (Mereżowski) "Jezus Nieznany".


Rzekł Jezus: "Czy kiedykolwiek pochodził prorok ze świątyni? A ci, którzy żyją ze świątyni, czyż nie prześladowali zawsze proroków? Albowiem wy jesteście ludźmi z krwi i z brzucha i czyż nie uczyniliście ze świątyni jatkę mięsną i kuchnię; ponieważ lubicie mięso wołu i owcy, i powiedzieliście, że Wiecznemu podoba się taka ofiara wołu i owcy".

Te trudne dla nas do zrozumienia słowa znajdują się w bardzo starych pismach, na przykład w tzw. Aktach Piotra:
"Jeżeli nie uczynicie prawego lewym i lewego prawym i tego, co jest na górze, tym, co jest na dole, i tego, co jest z tyłu, tym, co jest z przodu, nie poznacie królestwa". (Akta Piotra 38. Phil. Akta 34.)
"Oto, ostatnie czynię jak pierwsze, a pierwsze jak ostatnie". (Didask. 156, L. 75. Hauler, Barnabas 6,15. Ta wypowiedż znajduje się także w Syryjskiej Nauce Apostołów XXVI, 136,28.).




Odpowiadając mu, Jezus rzekł: Ja jest Zmartwychwstaniem i Żywotem, Ja jest Dobrem, Pięknem i Prawdą, a kto w Ja wierzy, nigdy nie umrze, lecz będzie żył wiecznie.
Jak w Adamie wszyscy umierają, tak w Chrystusie (Jaźni kosmicznej) wszyscy znowu zmartwychwstaną.
Błogosławieni, którzy w Ja umierają i stają się doskonałymi na podobieństwo Ja, ci bowiem odpoczywają od prac swoich, a uczynki ich idą za nimi.
Oni bowiem przezwyciężyli zło i stali się kolumnami świątyni Bożej, i nie będą więcej wychodzić; będą bowiem odpoczywać w wieczności.

(własny dopisekJa wierzę w człowieka jego cząstkę materialną z jednej strony ograniczoną fizyką wszechświata jak i jego niematerialną cząstkę niepodlegającą prawom wszechświata . Aby istota niematerialna w człowieku mogła tworzyć, myśleć, istnieć, dochodzić sensu należy zapewnić jej fizyczne medium działania, czyli wszechświat, ciało, planety całe to medium, dopiero wtedy istota niematerialna może się rozwijać, ewoluować w ciele materialnym w osi czasu i przestrzeni.

Już od jakiegoś czasu naukowcy spekulują nad pajęczą siecią spajającą istoty posiadające potocznie mówiąc duszę, jeżeli według Was te nazewnictwo nawiązuje do jakiejkolwiek religi i Wam to przeszkadza lub w jakiś sposób ogranicza Wasze logiczne myślenie to nazwijcie cząstkę istoty, człowieka sobie inaczej .

Człowiek w swej istocie jest nieograniczony, największą jego zaletą , bronią i cudem jest ogromna, nieograniczona wyobraźnia, tylko dzięki niej można by rzec, że istota posiadająca nieograniczoną wyobraźnie jest wszechmogąca. Smucą mnie i martwią ludzie którzy w swej nieograniczoności są tak bardzo ograniczeni. Ograniczeni do wykładni proroków, bogów, bożków.

Wierzę że dusza jest nieśmiertelna i może przekraczać granice czasu i przestrzeni i wierzę że to w niej jest cząstka NI "Najwyższego intelektu" który spaja, łączy dusze dobrych ludzi przekładających dobro i byt wszelkich istot rozumnych i nie ponad wszystko inne. Tylko nierozwinięta prawidłowo dusza człowieka zagubionego w złożoności prozy życia, zagubiona nie potrafi się zsynchronizować z wszechrzeczą, z tą siłą spajającą wszystko, tacy ludzie są nieszczęśliwi i zagubieni.

Na próżno szukamy boga na zewnątrz on jest w nas, my nim jesteśmy, doskonałym przykładem jesteś Ty Perun (tak nazywam mnie brat i paru znajmoych ze względu na moje pogaństwo), mówisz że NI(najwyższy intelekt) nie istnieje, ale wierzysz w dobro dla drugiej istoty i dla świata, jesteś twórczy nie destrukcyjny i tym samym sobie zaprzeczasz bo pytasz się gdzie był NI jak działo się zło, a no nie było go w sercach złoczyńców, gdybyś tam był to NI byłby na miejscu, kiedy ludzie się zorientują i spostrzegą że to od nich wszystko zależy w nich jest potęga i siła , tak samo potężnie destrukcyjna jak i twórcza a szukają NI na próżno nie w tym miejscu.

To dzięki wyobraźni wylądowaliśmy na księżycu , to dzięki wyobraźni będziemy podróżować po galaktyce , to dzięki wyobraźni będziemy tworzyć istoty na nasze podobieństwo , to dzięki wyobraźni będziemy w dalekiej , dalekiej przyszłości tworzyć inne wszechświaty i jedynym ograniczeniem jest tutaj czas , który na końcu naszej drogi nie bedzie miał już znaczenia bo zapanujemy i nad nim.

Piękny tekst czlowieka, który cały czas przekomarzał się ze mną utrzymując, że jest chrześcijaninem, podczas gdy zawsze się z niego śmiałem, że nie jest, znając jego wartości i doprowadzajac do konieczności odpowiedzi, że wcale nie chwali tego boga za jego czyny i uważa go za bestię.

Nagle popełnia coś takiego. Filozofia w czystej postaci. Zwróciłem szczególną uwagę na ta frazę:

gdybyś tam był to NI byłby na miejscu, kiedy ludzie się zorientują i spostrzegą że to od nich wszystko zależy w nich jest potęga i siła

Jest do zdanie niesamowicie proste w przekazie ale tak niezwykle zawiłe w idei. I niezwykle precyzyjnie ujmuje całość.

I bez znaczenia jest, że wiem o tym iż to od nas wszystko zależy. Cały czas o tym mówię, walcząc z przekonaniem, że tradycja i tolerowanie ustalonego już jakiegoś boskiego planu, jak i wypełnianie jakiejś boskiej woli degeneruje człowieka.

Znaczenie ma właśnie to, że gdybyś tam był to bóg byłby na miejscu. (bo ty jesteś bogiem)

Stańmy się takimi ludżmi, którzy jeśli gdzieś będą to bóg będzie na miejscu. A boskośc płynąca z naszych czynów; czynów dobra, wsparcia i etyki powstrzyma i zapobiegnie złu. (https://www.poganin.eu/antyteizm/brat))

 


1. Ewangelista Jan znał opis trzech innych Ewangelii, co się obecnie powszechnie przyjmuje, i wygląda właśnie na to, jakoby wiódł on spór z synoptykami, gdyż w sześciu różnych miejscach (Jan 13,l i 29; 18,28; 19,14 i 31,42) podkreśla, że Ostatnia Wieczerza i Ukrzyżowanie Jezusa miały miejsce przed świętem Paschy i że Ostatnia Wieczerza nie mogła być ucztą wielkanocną. Jan mówi też jedynie o kolacji i żadnym słowem nie wspomina o zapodanych w innych Ewangeliach przygotowaniach do Paschy.
2. Paweł pisze w 1 Kor. 5,7: "Albowiem na naszą Wielkanoc jako Baranek został ofiarowany Chrystus". Dopiero niedawno rozpoznano, że w tym miejscu znajduje się ważne zapodanie czasu. Baranki paschalne zabijano o godzinie trzeciej po południu w świątyni w Jerozolimie. Dokładnie w tym czasie Jezus umarł na krzyżu, i to pragnie Paweł zaznaczyć. Miejsce to jest ważnym potwierdzeniem relacji Ewangelii Jana, ponieważ miejsce to jest daleko starsze niż wszystkie cztery Ewangelie i ono zapewnia o tym, że Jezus jeszcze przed rozpoczęciem święta Paschy zmarł".


W Ewangelii Aramejskiej, rozdz. 83,4 podobnie jak w trzech pierwszych Ewangeliach czytamy, że Józef z Arymatei prosi o Ciało, ponieważ był to dzień przygotowania do sabatu. To pasuje tylko, jeśli dzień następny był świętem Paschy.
Dalej: "Ani w Dziejach Apostolskich, ani w całym pozostałym Nowym Testamencie nie czytamy nic o tym, by prazbór obchodził święto Paschy. Młody zbór bowiem na samym początku zmienił kult żydowski i zaprowadził na jego miejsce nowy obrządek. Ale ku temu nie miałby jeszcze mocy, gdyby inicjatywa nie wyszła od ich Mistrza.
Gdyby Chrystus rzeczywiście obchodził ze swymi uczniami święto Paschy, to na pewno jeszcze dziś i my obchodzilibyśmy to święto".

 

"Jakub, brat Paua, był nazywany "Dikeos", Sprawiedliwym, od dni Pana do naszych. Zanim się urodził, poświęcony był Bogu; ani wina, ani innego napoju odurzającego nie brał do ust, ze zwierząt nie jadł niczego, nożyce nie dotknęły jego głowy, nie nosił szat wełnianych tylko lniane i tylko jemu było dozwolone wstępować do Najświętszego (świątyni w Jerozolimie). 

 


   Mistrzowie stwierdzili, iż poczęcie Jezusa faktycznie było mentalne, tj. niepokalane, jak to miało miejsce w wielu uprzednich przypadkach na Ziemi, gdy pojawiali się Awatarowie, tj. istoty mające odegrać szczególnie doniosłą rolę w życiu ludzkości. Bliższe szczegóły można znaleźć w pracy Bairda T. Spałdinga - "Życie i nauka Mistrzów Dalekiego Wschodu", stanowiącej sprawozdanie z ekspedycji.


Wypada jeszcze zaznaczyć, iż mentalne, tj. niepokalane poczęcie Jezusa bynajmniej nie wyklucza możliwości, iż Józef stosownie do rozkazu Anioła Gabriela faktycznie wszedł w swe prawa małżeńskie, a zatem, że małżeństwo zostało skonsumowane. Jest również rzeczą stosunkowo obojętną, czy Maria w momencie narodzin Jezusa była jeszcze dziewicą, czy też nie.

Natomiast jest absolutnie pewne, iż z chwilą rozwiązania, a zatem narodzin Dziecięcia -Maria przestała być dziewicą, stając się normalną kobietą. Należy z całym naciskiem podkreślić, iż naiwne koncepcje teologiczne jakoby Maria nawet po urodzeniu Jezusa pozostała nadal dziewicą - nie mają najmniejszego uzasadnienia i są wręcz absurdalne.

Wynika to z faktu, iż Prawa Kosmiczne, a więc Prawa Boga są absolutnie obowiązujące dla wszystkich, a jakiekolwiek "wyjątki" nie mogą mieć miejsca. Koncepcje tego rodzaju stworzono w ograniczonej świadomości, po to aby podkreślić rzekomo "unikalny" charakter Jezusa, którego potraktowano jako jedyny, swego rodzaju "niepowtarzalny" wyjątek.

Z tych więc powodów jest więcej niż prawdopodobne, iż Maria po urodzeniu Jezusa i wypełnieniu przeznaczonej dla niej roli była faktyczną małżonką Józefa, wykonującą rygorystycznie nakazy i zakazy Zakonu Mojżeszowego, a zatem mogła i niewątpliwie miała dalsze jeszcze potomstwo zrodzone oczywiście w sposób naturalny. Potomstwo to byłoby rzecz jasna rodzeństwem Jezusa, o którym wspominają zarówno V Ewangelia, jak i pozostałe - kanoniczne. Do tej sprawy jeszcze powrócimy.


Anioł Gabriel i jego rola
Dla wielu ludzi interesującym może być pytanie: "Dlaczego to właśnie Anioł Gabriel wybrany został na mentalnego ojca zarówno Jana Chrzciciela, jak Jezusa?" Żadna z Ewangelii nie daje na ten temat najmniejszych wyjaśnień, a których nie można również znaleźć ani w materiałach odnoszących się do okresu wczesno- chrześcijańskiego, ani też w obfitych rozprawach i dysertacjach teologicznych. Dlaczego?
Ten brak wyjaśnień, a nawet jakichkolwiek informacji wynika z tego, iż Kościół wprawdzie przyjmuje istnienie i całą hierarchię aniołów, jednakże nie zdaje sobie sprawy z tego, iż podobnie jak człowiek stanowi szczyt jednej określonej linii ewolucyjnej, tak aniołowie i archaniołowie stanowią analogiczny szczyt innej, różniącej się znacznie od materialno-duchowej linii człowieka.


Jeżeli ciało człowieka zbudowane jest ze zwartej, fizycznej materii, tej materii jaką znamy, to "ciało" aniołów zwanych w Indiach "Devas" - zbudowane jest z materii eterycznej, odpowiadającej najmniej zagęszczonemu rodzajowi materii - w normalnych warunkach dla wzroku fizycznego niedostrzegalnej.

Źródła hinduskie, a także teozoficzne podają, iż aniołowie stoją na szczycie linii rozwojowej rozpoczynającej się od tzw. "duchów natury" i "duchów żywiołów" - podtrzymujących przejawy Jedynego Życia w całym wszechświecie.


Prastare źródła okultne zarówno Indii jak Egiptu podają, iż niektórym aniołom została powierzona rola "aniołów planetarnych", a więc opiekunów poszczególnych planet. W tym ujęciu Gabriel jest właśnie aniołem planetarnym Ziemi, co całkowicie wyjaśnia jego szczególną rolę, uwypukloną we wszystkich Ewangeliach.
Ponadto - znana jest co najmniej jeszcze jedna misja Anioła Gabriela: oto źródła muzułmańskie podają, że Anioł Gabriel był tym aniolem, który w swoim czasie podyktował Mahometowi cały tekst Koranu, którego zresztą niedogodne wersety, tj. sury - zostały następnie w odpowiedni sposób spreparowane przez hierarchię muzułmańską.

Stało się więc to samo, co miało miejsce w odniesieniu do Ewangelii: ograniczona świadomość ludzka podstawiła swe własne, ciasne i ograniczone sformułowania na miejsce niedogodnych dla istniejących przyzwyczajeń i nawyków.


Czytelników, którzy pragnęliby nieco dokładniej zapoznać się ze sprawą dwóch odrębnych linii ewolucji - ludzkiej i anielskiej oraz zagadnieniem tzw. "duchów natury i żywiołów" odsyłamy do następujących opracowań: C. Jinarajadasa "Człowiek we wszechświecie ", Biblioteka Polsko-Indyjska 1957, oraz Karl Spiessberger, "Duchy żywiołów - duchy natury" {to ostatnie - przekład polski tylko w maszynopisie). Obie te prace możliwie wszechstronnie omawiają poruszone tu zagadnienia.



"Słowa Św. Mateusza są dla nas przedmiotem wiary: wierzymy przeto, że Jezus Chrystus narodził się z Marii z czego wynika, że Maria jest Matką Boga, skoro Chrystus jest Bogiem".

Otóż nie. powyźsza opinia jest skończonym absurdem i nie ma nic wspólnego z rozumem i zasadami logiki, która powinna być podstawą każdego prawidłowego sądu. Wynika to z następujących przesłanek: Można uznać za bezsporne, iż z Marii narodził się Jezus, zapowiedziany kandydat na Chrystusa, kandydat z uwagi na niepokalane poczęcie - do pewnego stopnia "uprzywilejowany" ale - nic ponadto.

Trzeba tu pamiętać, iż Jan Chrzciciel również był kandydatem uprzywilejowanym, a mimo to świadomości Chrystusowej nie osiągnął.

Jest oczywistym nonsensem twierdzenie, jakoby Maria "porodziła Chrystusa", a więc Boga, który istniał zawsze, a zatem nie mógł się narodzić w jakimś określonym momencie czasowym. Ponadto Chrystus jest jedynie stanem świadomości, co Mistrzowie wielokrotnie podkreślali, nie będąc przeto "osobą" nie może się rodzić fizycznie.
Równie błędną i równie naiwną jest koncepcja Św. Bernarda, który utrzymuje, że: "Najświętsza Dziewica nie pojawia się niespodziewanie, nieprzewidzianie, przypadkiem. Była od wieków wybrana, od wieków znana Wszechmocnemu, który ją Sobie przygotował, aby stała się kiedyś Jego Matką". I właśnie to "przygotowanie" i to "posłannictwo" - teologia określiła jako "predestynację Marii".
Nie możemy tu oczywiście omawiać wszelkich teologicznych koncepcji, odsyłamy przeto czytelnika do pracy noszącej tytuł: "Życie Marii Matki Bożej", napisanej przez A. Nicolas i ks. E. Dąbrowskiego, rozdział "Boży Plan" i następne.

Z tych wszystkich zawiłych rozważań i sformułowań ma wynikać, jakoby Maria była Matką Bożą już w samym założeniu, a jednocześnie Małżonką Boga oraz Córką Boga, co wynikało również z błędu w założeniu, które naiwnie ograniczało Boga, wyposażając Go w "osobowość".
Zgodnie z Nauką Jezusa i nauką wszystkich prawdziwych Mistrzów - Bóg jest to bezosobowa ZASADA KIEROWNICZA, a jednocześnie INTELIGENCJA UNIWERSALNA, która może przejawić się w człowieku jako Chrystus, tj. Bóg w człowieku.



V Ewangelia jest jedyną, która przynosi informacje, jakich na próżno szukać by w Ewangeliach kanonicznych. Tak więc mamy wiadomość, iż już jako chłopiec wskrzesił względnie ożywił dwanaście martwych wróbli, złapanych w sidła przez swych rówieśników. Widywano również, iż pod Jego stopami na nieurodzajnej ziemi - wyrastały kwiaty. Nie były to oczywiście "cuda", a więc coś co wykraczało lub sprzeciwiało się prawom natury.

Przeciwnie - były to czyny, w których niższe prawo zastąpione zostało przez wyższe, co zgodne jest z Prawami Kosmicznymi ustanowionymi przez Boga, jako Jedyną, Wielką - ZASADĘ KIEROWNICZA.

Wydarzenia te wskazują, iż Jezus już jako niedorosły chłopiec, grzeszny i poddany tym wszystkim pokusom, jakim podlegają wszyscy ludzie - przejawiał niekiedy Chrystusa, będącego, jak mówią Mistrzowie "właściwością Bożą" przynależną i tkwiącą w każdym człowieku.

Dla jej ujawnienia zbyteczne jest wszelkie "pośrednictwo", wystarczy bowiem, aby człowiek przyjąwszy właściwą postawę, jak to uczynił Jezus - uznał siebie jako Chrystusa, po czym będzie w stanie przejawić Jego Moc, czyli Moc Boga. Przebłyski tej Mocy ujawniające się u Jezusa początkowo tylko sporadycznie, w miarę tego jak Chrystus poczynał dominować nad Jezusem - stały się stałą Jego właściwością, "właściwością Bożą", którą Jezus w sobie rozwinął i umocnił.


Błąd teologów polega więc na tym, iż zamiast przyjąć zgodnie z prawdą, nauką Jezusa i wszystkich innych Mistrzów, że człowiek zdolny jest uznawszy w sobie Chrystusa stać się Nim; a więc stać się Synem Bożym, czyli Bogiem, co potencjalnie jest dla wszystkich możliwe - uporczywie i kurczowo trzymają się poglądu, że "Chrystus-Bóg ukazuje się nam jako Syn Boży; który stał się człowiekiem w tajemnicy Wcielenia. Nie stał się Bogiem w chwili swego Wcielenia. Nie jest On człowiekiem, który stał się Bogiem, ale Bogiem, który stał się Człowiekiem za sprawą Ducha Świętego, w dziewiczym ciele Marii"


Czyniąc więc z Jezusa jedyny i niepowtarzalny unikat teologowie za jednym zamachem oddzielili Chrystusa od ludzkości, oddalili od niej nawet samą myśl o odzyskaniu Synostwa Bożego, a jednocześnie ustanowili żałosny monopol religii, która może się pochwalić posiadaniem "wcielonego Boga", ukrzyżowanego następnie jako "ofiara" za grzechy swych niewdzięcznych wyznawców.

I na tym tylko opiera się całe współczesne chrześcijaństwo, jak to bowiem szczerze wyjaśniają autorzy w cytowanej pracy: "Jeśli Ukrzyżowany nie był Bogiem, jeśli był tylko sprawiedliwym, świętym czy prorokiem, słowem tylko człowiekiem w takim lub innym stopniu zjednoczonym z Bogiem, a nie samym Bogiem - cała nauka chrześcijańska traci swój sens. Krzyż upada, Odkupienie rozwiewa się jak mgła".

Wprawdzie krzyż jako odwieczny symbol nie upadnie, ale taka nauka bez wzglęgu na to, czy będziemy ją nazywać "chrześcijańską", czy też inaczej - jako potworny anachronizm musi upaść i to ,jeszcze w bieżącym - XX wieku.

 

Pierwszych nauk Zakonu i Prawa Bożego udzielono Jezusowi w Nazarecie, który nie był podówczas miastem, ale klasztorem dla neofitow sekty eseńczyków. Nazarejczycy byli więc akolitami eseńczykow.

Miasto, które obecnie wskazuje się jako Nazaret powstało około 350 r. po Chrystusie. Datuje się to od czasów, gdy po soborze w Nicei w 325 r. cesarzowa Helena popadła w manię religijną, na skutek czego patriarchowie powołali specjalną komisję, która miała ustalić lokalizację miejscowości biblijnych. Wówczas nie mogąc tego dokonać - po prostu nadano wielu miejscowościom te nazwy, jakie przechowały się do dziś, aby tylko zaspokoić cesarzową i nie przyznać się do niepowodzenia.


Jezus ukończywszy 12 lat i mając już ustabilizowane możliwości dalszego rozwoju, udał się do Egiptu, gdzie spędził lat cztery na studiach przy świątyni, jaką była Wielka Piramida Cheopsa, ściśle związana z życiem Jezusa. Tam właśnie otrzymał pierwsze wtajemniczenia w Wielkie Misteria, poznał naukę Ozyrysa, Hermesa Trismegistosa i innych wielkich poprzedników, a przynajmniej poznał ją na tyle, ile było to możliwe w Jego wieku, stosownie do stopnia posiadanego w tym czasie rozwoju. Wielka Piramida jako świątynia i szkoła dla wtajemniczeń istniała już od 36.000 lat i była zbudowana przez mieszkańcow innej planety, pragnących dopomóc w ewolucji ziemskiej ludzkości, a jednocześnie ustabilizować dość chwiejną równowagę magnetyczną Ziemi.

W Wielkiej Piramidzie Jezus jako kapłan świątyni spędzić miał 4 lata, po czym powrócił do Nazaretu względnie do domu.



Chrzest Jezusa
Opis chrztu Jezusa zawarty jest w rozdziale VIII piątej Ewangelii.

Jest on zgodny z wczesnochrześcijańskimi źródłami, natomiast różni się od opisów Ewangelii kanonicznych, w których tekst został odpowiednio spreparowany. Jasne i niedwuznaczne wyrażenie: "Jam go dziś spłodził", oznaczające, iż Chrystus narodził się w Jezusie w momencie chrztu - zostało jako niewygodne - opuszczone. Nastąpiło to dlatego, iż słowa te najwyraźniej zaprzeczały oficjalnie przyjętej wersji, w myśl której z dziewicy Marii narodził się w unikalny sposób Chrystus, czyli mówiąc inaczej - sam Bóg.
"Jaśniejący obłok i przenikających z niego dwanaście promieni światła" - również zostało opuszczone. A jak to rozumieć? Sam obłok mógł być, choć oczywiście nie musiał - pozaziemskim statkiem UFO, który wytwarzając potężne pole elektromagnetyczne jonizuje otaczające powietrze, dzięki czemu fizyczne kontury statku nie są widoczne, a zamiast tego widoczny jest jedynie świetlisty obłok. Współczesne obserwacje wielokrotnie to potwierdziły, a uczeni kanadyjscy z Wilbertem Smithem na czele - opracowali teoretyczne podstawy tego zjawiska. We właściwym miejscu omówimy również i inne przypadki współdziałania statków UFO z misją, jaką miał do wykonania na Ziemi, Jezus.
Dostrzeżonych podówczas dwanaście promieni posiada znaczenie zarówno symboliczne, jak faktyczne. Pamiętamy, że w myśl starożytnych nauk Mistrzów Dalekiego Wschodu - w głowie każdego człowieka znajduje się 12 ośrodków, służących do percepcji właściwych energii, które to ośrodki u Awatara, tj. przyszłego Chrystusa i Syna Bożego są szczególnie ważne.

U Jezusa owych 12 ośrodków poprzez niepokalane poczęcie znajdowały się w szczególnie dobrej, a więc "uprzywilejowanej" sytuacji, obecnie zaś w czasie chrztu zostały one w szczególny sposób wzmocnione, ustabilizowane i przygotowane do właściwej, a więc pełnej wydajności.

Ze względu więc na 12 ośrodków - było również 12 stabilizujących promieni, o czym oczywiście ani korektorzy, ani późniejsi teologowie wiedzieć nie mogli lub nie musieli.
Należy dodać, iż starożytna Kabała Hebrajczykow uważając Boga za Wielką Białą Światłość - przywiązywała szczególną wagę do nauki o świetle, której była poświęcona specjalna księga - Księga Zohar. Odblaskiem tej pradawnej wiedzy jest okoliczność, iż i w chrześcijaństwie ortodoksyjnym Bóg często jest nazywany Światłością.
Można więc stać na stanowisku, iż przez chrzest zakończył się wstępny, a więc przygotowawczy okres działalności Jezusa, i z tą chwilą - ustabilizowawszy w sobie Chrystusa - mógł stać się "bezgrzeszny".


Pozostaje jeszcze wyjaśnić sprawę "głosu" z nieba, a być może ze zwisającego nieruchomo statku kosmicznego UFO dostrzegalnego jedynie w postaci świetlistego obłoku. Głos ten przez niektórych słyszany był w postaci artykułowanych dźwięków, składających się na przytoczone w wersecie 2. słowa, natomiast przez innych - jedynie w postaci "grzmotu" względnie czegoś w tym rodzaju. "Czemu tak było?" pyta dr Doreal i niezwłocznie tak formułuje swe wyjaśnienia: "Dźwięk był wibracją z Umysłu Boskiego, mógł więc być słyszany jedynie przez tego, w którym otwarte było wewnętrzne, duchowe ucho. Dźwięk ten jednak był tak potężny, że nawet ci, których ucho było zamknięte - odczuli wstrząs, jakby gromu". Wyjaśnienie to jest nader istotne i prawdopodobnie jest ono słuszne.

(dopisek wlasny. przyjrzyjmy się co w podobnej kwestii mówi nam Stary Testement i ksiega Ezechiela już w rozdziale 1

oraz blask dokoła niego>, a z jego środka [promieniowało coś] jakby połysk stopu złota ze srebrem, <ze środka ognia>. 5 Pośrodku było coś, co było podobne do czterech istot żyjących. Oto ich wygląd: miały one postać człowieka. 6 Każda z nich miała po cztery twarze i po cztery skrzydła. 7 Nogi ich były proste, stopy ich zaś były podobne do stóp cielca; lśniły jak brąz czysto wygładzony. 8 Miały one pod skrzydłami ręce ludzkie po swych czterech bokach. Oblicza <i skrzydła> owych czterech istot - 9 skrzydła ich mianowicie przylegały wzajemnie do siebie - nie odwracały się, gdy one szły; każda szła prosto przed siebie. 10 Oblicza ich miały taki wygląd: każda z czterech istot miała z prawej strony oblicze człowieka i oblicze lwa, z lewej zaś strony każda z czterech miała oblicze wołu i oblicze orła3, 11 <oblicza ich> i skrzydła ich były rozwinięte ku górze; dwa przylegały wzajemnie do siebie, a dwa okrywały ich tułowie. 12 Każda posuwała się prosto przed siebie; szły tam, dokąd duch je prowadził; idąc nie odwracały się.
13 W środku pomiędzy tymi istotami żyjącymi pojawiły się jakby żarzące się w ogniu węgle, podobne do pochodni, poruszające się między owymi istotami żyjącymi. Ogień rzucał jasny blask i z ognia wychodziły błyskawice. 14 Istoty żyjące biegały tam i z powrotem jak gdyby błyskawice.
15 Przypatrzyłem się tym istotom żyjącym, a oto przy każdej z tych czterech istot żyjących znajdowało się na ziemi jedno koło. 16 Wygląd tych kół <i ich wykonanie> odznaczały się połyskiem tarsziszu, a wszystkie cztery miały ten sam wygląd i wydawało się, jakby były wykonane tak, że jedno koło było w drugim. 17 Mogły chodzić w czterech kierunkach; gdy zaś szły, nie odwracały się idąc. 18 Obręcz ich była ogromna; przypatrywałem się im i oto: obręcz u tych wszystkich czterech była pełna oczu4 wokoło. 19 A gdy te istoty żyjące się posuwały, także koła posuwały się razem z nimi, gdy zaś istoty podnosiły się z ziemi, podnosiły się również koła. 20 Dokądkolwiek poruszał je duch, tam szły także koła; równocześnie podnosiły się z nimi, ponieważ duch życia5 znajdował się w kołach. 21 Gdy się poruszały [te istoty], ruszały się i koła, a gdy przestawały, również i koła się zatrzymywały: gdy one podnosiły się z ziemi, koła podnosiły się również, ponieważ duch życia znajdował się w kołach. 22 Nad głowami tych istot żyjących6 było coś jakby sklepienie niebieskie, jakby kryształ lśniący, rozpostarty ponad ich głowami, ku górze. 23 Pod sklepieniem skrzydła ich były wzniesione, jedno obok drugiego; każde miało ich po dwa, którymi pokrywały swoje tułowie. 24 Gdy szły, słyszałem poszum ich skrzydeł jak szum wielu wód, jak głos Wszechmogącego7, odgłos ogłuszający jak zgiełk obozu żołnierskiego; natomiast gdy stały, skrzydła miały opuszczone. 25 Nad sklepieniem które było nad ich głowami, rozlegał się głos; gdy stały, skrzydła miały opuszczone.
26 Ponad sklepieniem, które było nad ich głowami, było coś, o miało wygląd szafiru, a miało kształt tronu, a na nim jakby zarys postaci człowieka. 27 Następnie widziałem coś jakby połysk stopu złota ze srebrem, <który wyglądał jak ogień wokół niego>. Ku górze od tego, co wyglądało jak biodra, i w dół od tego, co wyglądało jak biodra, widziałem coś, co wyglądało jak ogień, a wokół niego promieniował blask. 28 Jak pojawienie się tęczy na obłokach w dzień deszczowy, tak przedstawiał się ów blask dokoła. Taki był widok tego, co było podobne do chwały Pańskiej8. Oglądałem ją. Następnie upadłem na twarz i usłyszałem głos Mówiącego.")


Rodzeństwo Jezusa
Istnienie rzeczywistego rodzeństwa Jezusa, a zatem istnienie potomstwa Józefa i Marii zrodzonego na naturalnej drodze, a więc sposobem fizycznym - wiąże się oczywiście z dwoma aspektami sprawy, a mianowicie - "permanentnym dziewictwem" Marii, uznawanym oficjalnie przez Kościół, oraz normalnym współżyciem małżeńskim, jakie po nacedzeniu Jezusa mogło lub faktycznie miało miejsce. Bezspornie, obie te alternatywy wzajemnie się wykluczają, tj. zastosowanie mogła mieć tylko jedna z nich.
Przypisywanie Marii dziewictwa nawet po urodzeniu Jezusa, wykluczyliśmy jako nonsens z punktu widzenia stałych i nieodmiennych Praw Kosmicznych, nie dopuszczających jakichkolwiek "wyjątków".

Nie od rzeczy będzie tu przytoczyć wyjaśnienia dra Doreala, który tak oto pisze na temat dziewictwa Marii: "Dokumenty odnośnie Marii wskazują nam, że Maria i jej rodzina należała do eseńczyków, a w rytuale eseńskim wyrażone było przekonanie, że w świątyni powinna się znajdować dziewica kapłanka. Maria była taką dziewicą-kapłanką świątyni i choćby weszła w związek małżeński - uważana będzie za dziewicę. Także według starej żydowskiej tradycji, kobieta była uważana za dziewicę do czasu gdy porodziła swe pierwsze dziecko, a nawet idąc dalej swego pierwszego syna". To mogło być tłem, na jakim późniejsi teologowie wyhaftowali dziwaczną koncepcję - "permanentnego dziewictwa".


Jeśli jednak z chwilą narodzin Jezusa dziewictwo Marii przestało istnieć lub istniało jedynie jako mit -były, jak to już zaznaczyliśmy uprzednio - wszelkie podstawy do tego, aby Józef wszedł w swe prawa małżeńskie oraz aby zgodnie z Zakonem Mojżesza - skrupuletnie je wykonywał co najmniej raz w tygodniu. Nie ma podstaw do przypuszczania, aby Maria również pilnie przestrzegająca przepisów Zakonu, mogła lub chciała się temu oprzeć. W tych więc warunkach było nader prawdopodobne, iż Jezus istotnie miał młodsze rodzeństwo.
I tak w rozdziale IV, werset 3. wyraźnie stwierdza, że Jezus był "pierwszym Synem Marii". Wprawdzie nie tworzy to dowodu, że
byli również następni - synowie lub córki, ale - jeżeli małżeństwo w ogóle posiada tylko jedno dziecko, nie wyróżnia się go określeniem "pierwsze", które w takim przypadku jest bez sensu.


V Ewangelia w rozdziale VI, werset 8. podaje takie oto sformułowanie: "Oto ojciec Twój i matka Twoja i bracia Twoi i siostry, stoją na dworze i chcą z Tobą mówić". Teologowie pragnący za wszelką cenę utrzymać wersję "permanentnego dziewictwa" Marii utrzymują, iż chodzi tu jedynie o braci i siostry cioteczno-stryjeczne, a ściśle - o dzieci Marii Kleofasowej, siostry Józefa, które wedle zwyczajów obowiązujących na Wschodzie, a więc i w Izraelu - nazywano po prostu braćmi lub siostrami.

Przyjmijmy, iż tak było istotnie, ale czy miałoby to oznaczać, iż rzeczywistych braci i sióstr - nie nazywano tam braćmi i siostrami? Chyba wniosek taki byłby nonsensem. 


Jest więc bezsporne i absolutnie pewne, iż tekst wspomnianego wersetu, wprawdzie może się odnosić zarówno do własnego rodzeństwa Jezusa, jak i przyrodniego, w każdym jednak razie nie przesądza, że rodzeństwa własnego nie było lub być nie mogło. Teologiczna więc teza choćby została podparta przez autorytety tej miary, co Św. Hieronim zwalczający pogląd Helwidiusza około 383 r. -wybiera tylko tę alternatywę, która jest dla niej dogodna, a to oczywiście nie jest zgodne ani z rozumem, ani z logiką, ani nawet z czysto ludzką przyzwoitością.
Warto jeszcze dodać, iż np. Jakuba zwanego Sprawiedliwym, a będącego synem Marii Kleofasowej -nawet Ewangelie kanoniczne określały jako "zwanego bratem Pana", co właśnie oznaczało, iż nie był on faktycznym bratem Jezusa w ziemskim tego słowa znaczeniu. Gdyby w wersecie 8. po słowach "ojciec Twój i matka Twoja" dodano jeszcze słowa "oraz zwani Twymi braćmi i Twymi siostrami", to - mielibyśmy całkowitą pewność, iż chodziło tu o rodzeństwo cioteczno-stryjeczne; skoro zaś takiego zawężającego określenia brak - można i należy przypuszczać, iż autor miał tu na myśli właściwe rodzeństwo Jezusa.

 



Stosunek Jezusa do zwierząt

Rudolf Műller tłumacz niemieckiego wydania słusznie podkreśla, iż życzliwy i przyjazny, a można by rzec wręcz braterski stosunek Jezusa do zwierząt został w V Ewangelii podkreślony niezwykle silnie. To fakt, który korzystnie odróżnia tę Ewangelię od wszystkich pozostałych, zwanych kanonicznymi.


I tak w V Ewangelii możemy znaleźć tę troskę o zwierzęta, w postaci: wyraźnego zakazu polowań i łowów (II-24 i 25), obowiązku uwolnienia zwierząt od cierpień (IV-5), obowiązku dawania im odpoczynku po pracy dla człowieka (VI-7 i 8), zakazu znęcania się lub dręczenia zwierząt (XXXVIII-1, 2, 5), zakazu odbierania im życia (XLYI-10), itd. itd.

Ponadto wiemy, że Jezus: uwolnił z sideł i wskrzesił 12 martwych wróbli (VI-7 i 8), wybawił z ciężkiej opresji lwa (VI-18 i 19), uwolnił ptaki z klatek (XLI-l-5), wystąpił w obronie katowanego konia (XXI-1-6), skarcił surowo chłopców dręczących kota (XXIV-l, 2 i nast.), wstawił się za zbytnio obciążonym wielbłądem (XOXI-12) itd., itd. Dlaczego czynił to wszystko?


Otóż Jezus, który zgłębił dokładnie pradawną naukę Ozyrysa, Hermesa Trismegistosa, Buddy i innych wielkich swych poprzedników, wiedział dokładnie i stale głosił, że: "Bóg jest Wszystkim we wszystkim", a mówiąc inaczej, że Wszystko, co tylko istnieje - jest Przejawem Boga. Wiedział On, iż zwierzęta, podobnie jak rośliny a jeszcze wcześniej minerały - należą do tej samej linii ewolucyjnej, co człowiek, który wprawdzie stoi na jej szczycie, ale dzięki temu bynajmniej nie nabiera prawa do pomiatania tym wszystkim, co go poprzedziło ani też dręczenia lub zabijania - stojących najbliżej człowieka - zwierząt.
Jezus podkreślał, iż Stwórca tchnął w zwierzęta to samo życie, co w człowieka. I nie tylko życie - tchnął w nie również w zależności od stopnia rozwoju - cząstkę Swej Inteligencji, Swej Świadomości, a więc cząstkę Swego Ducha.

Jezus niewątpliwie znał odwieczne nauki Indii, w myśl których przyjmuje się, iż zwierzęta wprawdzie nie posiadają indywidualnej duszy, którą ma jedynie człowiek, ale posiadają coś w rodzaju "duszy zbiorowej", a więc "duszy gatunku", która po nieskończenie długim okresie kolejnych przemian jakim dany gatunek podlega - dosięga tego, iż wyodrębnione jej cząstki dojrzały już do tego, aby uczynić dalszy krok naprzód w pochodzie ku swemu Stwórcy. Od tego momentu wyodrębnione cząstki duszy zbiorowej wcielają się, już jako dusze indywidualne - w ciała prymitywnych lub dzikich plemion, szczepów lub ras ludzkich. Dlatego właśnie Jezus i wszyscy Mistrzowie - traktowali zawsze zwierzęta jako braci, a mówiąc ściśle "młodszych braci".


Jeśli jednak ewolucja zwierząt przebiegała na ogół prawidłowo i zgodnie z Planem Bożym, to człowiek mający już duszę indywidualną, rozwiniętą świadomość i wolną wolę wyboru jednej z istniejących co najmniej dwóch alternatyw - nader często wyłamywał się i postępował niezgodnie z Prawami Kosmicznymi, co właśnie na naszej Ziemi spowodowało obecny jego upadek. Doszło więc do tego, iż człowiek i tylko człowiek - potrafi spaść niżej od zwierzęcia.


W takim przypadku zachodzi przypadek głównego uwstecznienia, którego przykładem są tzw. "ludzie śniegu", czyli yeti. Członkowie ekspedycji amerykańskiej otrzymali w 1894 r. dokładne wyjaśnienie tego problemu przez Mistrzów, z którymi w ciągu kilku lat obcowali. Byli oni nawet świadkami uwalniania kilku mieszkańców górskiej wioski, porwanych uprzednio przez "ludzi śniegu" i uwięzionych w ich górskich kryjówkach. Mistrzowie na prośbę mieszkańców udali się do "osiedla" yeti i uwolnili uprowadzonych, którzy byli cali i zdrowi.
Jeśli wszystkie zwierzęta, nawet najdziksze wykazują pełne zaufanie do Mistrzów, uważając Ich za swych opiekunów i władców, łasząc się do Nich lub kładąc u Ich stóp, to "ludzie śniegu" przy zetknięciu się z Mistrzem niejako wrastają w ziemię i stoją tak długo, jak długo Ten nie oddali się i nie zniknie z pola widzenia. Paraliżuje ich strach, potworny wręcz strach, będący prawdopodobnie reminiscencją strasznych przeżyć, których musieli doznać ich odlegli przodkowie w trakcie katastrofy Atlantydy, a więc około 12.000 lat temu.

Przodkowie ich uciekając w góry wyszli wprawdzie cało, ale izolowani od dziesiątków, a następnie setek i tysięcy łat zupełnie zdziczeli, zatracili zdolność ludzkiej, tj. artykułowanej mowy, czyli całkowicie się uwstecznili. Mistrzowie nie są im w stanie dopomóc tak długo, jak długo ich świadomość nie wzniesie się na wyższy poziom, na którym mogliby oni pozbyć się paraliżującego strachu i na podobieństwo zwierząt okazać przyjazne zaufanie.


Działa tu obowiązujące Prawo Kosmiczne, w myśl którego wola człowieka, a nawet wola tak upadłego człowieka, jakim jest yeti, musi być szanowana. Nikomu więc nie można pomóc i nikogo nie można "zbawić" wbrew jego woli, słusznym więc jest stare powiedzenie, iż "Bóg najlepiej pomaga tym, którzy sami sobie dopomóc potrafią".


Powracając do zasadniczego tematu można stwierdzić, iż zakaz składania krwawych ofiar wielokrotnie powtarzany w V Evangelii - jest naturalną konsekwencją braterskiego stosunku, jaki człowiek powinien wykazywać wobec zwierząt. Tak więc zakaz ten występuje bardzo często.

Ponadto Jezus przypomina, iż wczesny Jahwe bynajmniej nie domagał się krwawych ofiar, a pierwotny Zakon Mojżesza również ich nie przewidywał. Degeneracja kultu religijnego stała się więc niejako rezultatem degeneracji hierarchii kapłańskiej oraz całej społeczności izraelskiej.


I wreszcie ostatni z zakazów, łączących się ze sprawą właściwego stosunku do zwierząt, tj. zakaz spożywania mięsa, wyraźnie wymieniony również przez  Anioła Gabriela w odniesieniu do Elżbiety i Marii. Zakaz ten wynika nie tylko z rozumowania, iż skoro nie wolno zabijać zwierząt, to tym samym nie wolno i nie należy spożywać ich mięsa. Są tu jednak i inne powody, a mianowicie te, iż mięso zabitego zwierzęcia zachowuje niskie, zwierzęce wibracje, a zwłaszcza te, które łączą się z naturalnym oporem zwierzęcia w chwili okrutnej jego śmierci.

Wibracje strachu, bólu i poczucia zadanej krzywdy trwają stosunkowo długo i niekorzystnie oddziałują na duchowy rozwój konsumenta, wydatnie go hamując.


Jeśli więc po soborze w Nicei w 325 r. chrześcijaństwo stało się oficjalną religią, a Kościół uzyskał podstawy swej materialnej potęgi, to fakt ten, jak słusznie zaznacza prof. Hermann Oberth ("Katechizm Uranidów"), stał się jednocześnie powodem duchowego upadku Kościoła, objawiającego się nieuchronnymi koncesjami na rzecz zwycięskiego Konstantyna i jego następców. Właśnie ten kompromis doprowadził do usuwania z Ewangelii kanonicznych niewygodnych fragmentów, przerabiania tekstu i fałszowania nauki Jezusa, aby tylko uczynić ją bardziej "strawną" dla możnych tego świata i bardziej dogodną dla wzmocnienia i ugruntowania pozycji Kościoła.

 


Reinkarnacja w nauce Jezusa
Zasada reinkarnacji, tj. ewolucji poprzez kolejne narodziny i śmierci, a zatem zasada wielokrotnych wcieleń była w ciągu pięciu wieków oficjalnym poglądem Kościoła. Trwało to aż do 504 r., kiedy to na soborze w Nikozji zgromadzeni ojcowie soborowi uznali, iż będzie dogodniej dla Kościoła jeżeli się przyjmie - absurdalną zasadę krótkiego jednorazowego ziemskiego żywota, którego zakończeniem miała być "nagroda" w postaci wieczystego pobytu w bliżej nieokreślonym "niebie" względnie "kara", którą miał być wieczysty pobyt w równie nie określonym "piekle".

Ponieważ Kościół zgodnie z własnym mniemaniem dzierżyć miał klucze od "Królestwa niebieskiego", a więc i owego bliżej nie określonego nieba, przeto jego wpływ na wiernych, gruntownie uzależnionych od Kościoła jako "dzierżyciela" owych kluczy, dzięki temu wydatnie wzrastał; a o to przecież chodziło. Było to tym łatwiejsze, iż już wcześniej postarano się o usunięcie z "ujednoliconego" tekstu Ewangelii kanonicznych tych wszystkich nauk Jezusa, które zbyt jawnie i zbyt jasno formułowały zasadę wielokrotnych wcieleń, co podówczas uczyniono niejako "na wszelki przypadek".


Zobaczmy teraz, jak przedstawia się sprawa reinkarnacji w pierwotnym, a więc nie sfałszowanym tekście V Ewangelii.
Wymienimy tu kolejno te wszystkie fragmenty wypowiedzi, które pośrednio lub bezpośrednio odnoszą się do tego problemu:
A. Anioł Gabriel mówiąc do Zachariasza o Janie, tak oto oświadcza: "On to pójdzie przed nimi w duchu i mocy Eliaszowej"... co jest wstępem do późniejszej wypowiedzi Jezusa. Wzmianka ta jest zapowiedzią i potwierdzeniem pośrednim. (I-6).
B. Jezus na przyjęciu u celnika Lewi (XVI-10) tak oto mówi: "Gdyż jak stare szaty zamieniacie na nowe, podobnie też zmarłe ciało zamienione będzie na żywe ciało, a co przeszło, zamienione będzie na to, co nadejdzie"
C. Nauczając w świątyni (:~VII-2) Jezus powiedział: "Błogosławieni, którzy poczynili wiele doświadczeń, przez cierpienie bowiem staną się doskonałymi. Będą oni jak aniołowie w niebie i nie będą nigdy umierać ani na nowo się rodzić. Śmierć i narodziny nie będą więcej mieć mocy nad nimi. "
D. I nieco dalej (:~VII-8) Jezus mówi: "Tak i wy musicie przechodzić przez wiele przemian, aż będziecie doskonali". Potwierdzenie bezpośrednie.
E. W rozmowie ze ślepcem (XLI-12) Jezus gromi jego niewiedzę i mówi: "Nie znasz nawet zdarzeń ze swego poprzedniego życia i nie możesz przywołać na pamięć swego poczęcia i swoich narodzin".
F. Mówiąc o poszukiwaniu znaków i duchach nieczystych (YL-7) Jezus wyjaśnia: "...temu kto bluźni przeciwko Synowi Człowieczemu, będzie odpuszczone. Ale kto bluźni przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym życiu, ani w następnym życiu".
G. Przekazawszy uczniom 12 przykazań "według Ducha Świętego" (XLYI-7), Jezus udzielał im rozmaitych wyjaśnień, a między innymi dotyczyło to i Eliasza, który miał poprzedzić pojawienie się Chrystusa. Jezus tedy rzekł: "Lecz powiadam wam - Eliasz już przyszedł i nie poznali go, ale zrobili z nim, co chcieli. Tak i Syn Człowieczy ucierpi od nich". (XLVI-28).
Wtedy zrozumieli uczniowie, że mówił im o Janie Chrzcicielu. Jan był więc inkarnacją Eliasza.
H. Mówiąc o własnej inkarnacji (LV-3) Jezus oświadcza: "Ja kładę życie swoje, aby je znowu wziąć. Nikt Mi go nie odbiera, ale Ja kładę je sam. Mam Moc dać moje ciało i mam Moc znowu je wziąć". Jest to najwyższy, a więc finalny wyraz zasady reinkarnacji, a więc reinkarnacji - uzależnionej od własnej woli, co dostępne jest jedynie dla Mistrzów. 

I. Po namaszczeniu przez Marię Magdalenę; Jezus między innymi powiedział (LXV-8): "Nie zwlekajcie z dnia na dzień, z jednego okresu na drugi; z eonu do eonu w mniemaniu, że jeśli powrócicie na ten świat, poznacie tajemnice i wejdziecie do Królestwa Światłości"
J. Nauczając o wewnętrznym Chrystusie, właściwym dla każdego człowieka (LIX-2, 3) Jezus powiedział: "Oni bowiem przezwyciężyli zło i stali się kolumnami w świątyni Bożej i nie będą więcej wychodzić, będą bowiem odpoczywać w wieczności". I dalej: "Ale dla tych, którzy zło czynili, nie ma pokoju. Będą oni bowiem wchodzili i wychodzili i przez wiele wieków będą musieli znosić cierpienia dla polepszenia siebie, aż staną się doskonałymi". Potwierdzenie bezpośrednie.
X. Dla dobrych natomiast, którzy "weszli do żywota": Nad nimi ani śmierć, ani narodziny w swoim powtarzaniu się już żadnej mocy nie mają"... (LIX-4).

 Udzielając ostatnich swych nauk apostołom Jezus zakończył tzw. "wyznanie apostołów" następującymi słowy: "Wierzymy w oczyszczenie duszy przez wiele narodzin i doświadczeń, w zmartwychwstanie umarłych, w życie wieczne wszystkich sprawiedliwych, w wieczność i spokój w Bogu na zawsze. Amen"


Powyższe wypowiedzi jasno i niedwuznacznie potwierdzają, że Jezus - podobnie jak wszyscy Wielcy Mistrzowie - wyznawał i głosił Odwieczną Naukę o Reinkarnacji jako konsekwencję planu ewolucji, której celem było i jest - "powrót do Ojca-Matki, tj. "Boga".


Nauka o reinkarnacji, którą głosił Jezus była tak jasna i niedwuznaczna, iż nie może być nawet mowy o jakimkolwiek "niezrozumieniu" lub "przeinaczeniu" Jego słów.

Można natomiast mówić o świadomym i z góry zamierzonym fałszerstwie, dokonanym przez korektorów i ich mocodawców, co miało na calu wzmocnienie i ugruntowanie dominacji Kościoła nad całą chrześcijańską społecznoscią.

Dr Doreal w pracy "Tajemne nauki Jezusa" pisze: "Ja sam spędziłem w Indiach i Tybecie ponad osiem lat. Dwa łata przebywałem w klasztorze, w którym Jezus spędził lat pięć... w czasie nie znanego nam okresu swego życia. Gdy tam byłem
dyskutowałem z jednym z lamów nauki chrześcijańskiej - powiedział on: "Wiemy więcej o naukach Jezusa niż wy w świecie zachodnim, ponieważ On tu spędził pięć lat".


Jeśli chodzi specjalnie o naukę reinkarnacji, to w tymże klasztorze przechowała się tradycja kontrowersji, jaka miała miejsce pomiędzy Jezusem a niektórymi lamami, którzy utrzymywali, iż reinkarnacja, tj. zmartwychwstanie-zachodzi w tym samym ciele, które człowiek posiadał w trakcie poprzedniego żywota. Jezus wprawdzie nie wykluczał i takiej możliwości (tylko w niektórych przypadkach) ale zasadniczo stał na stanowisku, iż w każdej inkarnacji przyjmuje się inne, nowe ciało, stare bowiem musi powrócić do ziemi, tj. materii, z której powstało. Można dodać, iż po ukrzyżowaniu Jezusa Jego fizyczne ciało zostało zabrane przez uczniów i spalone, to zaś, w którym Jezus ukazywał się po swym Zmartwychwstaniu - było już ciałem nowym, powołanym wprost z Substancji Bożej.



Zakon nie nowy, ale stary
Jezus rzekł: Oto daję wam nowy Zakon, który wprawdzie nie jest nowy, ale stary".

Jezus podkreślił w ten sposób, iż to co mówi, nakazuje lub zakazuje wprawdzie wydaje się czymś nieznanym i nowym, jednakże - jest to "Zakon Stary", który jako Odwieczna Prawda ukazuje się ponownie w postaci "12 przykazań dla Królestwa Izraela według Ducha Świętego".
Prastare tradycje okupne wspominają, iż w swoim czasie Mojżesz również przygotował 12 tablic z tyluż przykazaniami, ujrzawszy jednak swych podopiecznych tańczących wokół złotego cielca - tablice te rozbił w gniewie. Potem tablice te zostały restytuowane, ale zawierały już tylko 10 przykazań, jakie znamy do dnia dzisiejszego. Zaważyły tu względy oportunistyczne, które spowodowały, iż 2 przykazania najbardziej niedogodne - zostały opuszczone. Można domniemywać, iż chodziło tu o zakaz zabijania niewinnych zwierząt, zakaz spożywania ich mięsa oraz sprawę zawierania nieczystych małżeństw (XLVI-12, 13).

Jezus tedy restytuował te przepisy w dawnej ich postaci, skutkiem czego liczba przykazań wzrosła do dwunastu.
Można dodać, iż według wyjaśnień pilotów UFO - statków pozaziemskich z innych planet, na planetach ich, gdzie Nauka Chrystusowa jest dokładnie znana i całkowicie zrealizowana w życiu codziennym - również istnieje dwanaście nieomal analogicznych przykazań. Wskazuje to, że wszystkie one - opierają się na powszechnie obowiązującym Prawie Kosmicznym, jednym dla całego Wszechświata.


I wreszcie należy podkreślić, iż Mojżesz i Eliasz, którzy ukazali się w momencie Przemienienia się Jezusa i rozmawiali z Nim
- zostali okryci przez "jasny obłok", co prawdopodobnie było manifestacją statku kosmicznego, którym następnie odlecieli. W ten sam sposób uprzednio tenże Eliasz - znikł z oczu Elizeusza, ulatując w niebo rzekomo na ognistym rydwanie.

Jak wszystko wskazuje, ten "rydwan" nie był niczym innym niż pozaziemskim statkiem kosmicznym UFO, pochodzącym z innych planet.
Do sprawy tej jeszcze powrócimy na zakończenie naszych objaśnień i komentarzy.


Wskrzeszenie Łazarza
W oczach teologów wskrzeszenie Łazarza uchodzi za najbardziej spektakularny, a więc i czołowy "cud" Jezusa. Tymczasem jednak - odkąd istnieje Wszechświat nie zdarzył się w nim ani jeden "cud" w rozumieniu teologicznym, a więc rozumiany jako wydarzenie sprzeczne lub stojące poza tzw. "prawami natury".
Wspomniane prawa natury stanowią jedynie najniższą płaszczyznę, tę jaka nam jest znana, poza którą rozciągają się jeszcze inne, znacznie wyższe płaszczyzny życia regulowane wedle wyższych i doskonalszych praw, których nie rozumiemy i nie znamy.

Wszystkie te prawa, zarówno niższe jak i wyższe - należą do wszechobejmującego zespołu Praw Kosmicznych, będących Prawami Boga.

W doskonałej hierarchii Praw Kosmicznych obowiązuje zasada, że prawo wyższe, a więc doskonalsze obejmuje również prawa niższe, a więc mniej doskonałe, zmieniając niekiedy bieg wydarzeń, czyli wchodząc niejako w kompetencje prawa niższego, obowiązującego na ogół na niższym planie życia.
Tak więc na planie materialnym śmierć uważana jest jako zjawisko nieodwracalne, natomiast na wyższym planie jest to tylko stan przejściowy, który może zostać odwrócony, a więc zmieniony
- łącznie z tzw. wskrzeszeniem, tj. przywróceniem status quo ante. To właśnie miało miejsce w przypadku wskrzeszenia Łazarza.
A jak to jest możliwe? Jezus w rozdziale LVI, werset 18  wyjaśnia: "Gdy nić życia jest przerwana wtedy ono nie wraca, ale gdy jest jeszcze nienaruszona - wtedy jest jeszcze nadzieja".

Słowa te wyjaśniają problem jedynie częściowo, w rzeczywistości bowiem zawsze istnieje możność przywrócenia życia fizycznego, tyle tylko, iż w zależności od czasu jaki upłynął od momentu śmierci - metody przywrócenia życia, a więc wskrzeszenia mogą i muszą być odmienne . i różne.


A czym jest owa "nić życia", o której wspomina Jezus? Prawdopodobnie jest to, co w pradawnych naukach okultnych zwie się zazwyczaj "srebrnym sznurem" lub "srebrną nicią", łączącym każdego człowieka z jego Duchem, który posiadając zbyt potężne wibracje nie może bezpośrednio przebywać w fizycznym ciele człowieka.

Dlatego też zgodnie z Prawami Kosmicznymi - delegaturą Ducha w obrębie ciała fizycznego jest dusza, zwana również ego lub w terminologii Freuda średnie "ja", podczas gdy Ducha człowieka określa się mianem najwyższego "ja". Punktem stykowym duszy i ciała jest niewielki wyrostek sterczący ku górze, w który zaopatrzony jest gruczoł endokryniczny mieszczący się mniej więcej w środku głowy, znany pod nazwą szyszynki {Glandula Pinealis).

Tak więc - dusza połączona "srebrnym sznurem" z Duchem - może niejako przycupnąć u szczytu szyszynki, do której również przytwierdzony jest ów "srebrny sznur", utworzony z subtelnej, niedostrzegalnej materii. Należy zaznaczyć, iż szyszynka jest najważniejszym ośrodkiem z tych 12. ośrodków znajdujących się w głowie, o których uprzednio była mowa. Drugim równie ważnym gruczołem (ośrodkiem) jest przysadka mózgowa {Hypophysis Cerebri).


Po śmierci dusza opuszcza ciało, pozostaje jednak połączona z nim przy pomocy "srebrnego sznura", co trwa przez pewien czas - aż do rozkładu ciała, kiedy to i ów "srebrny sznur" ulega przerwaniu.
Ponadto istnieje jeszcze bezpośrednie połączenie człowieka z samą ZASADĄ ŻYCIA, owym ŻYWOTEM BOŻYM, który przez
Jezusa został do pewnego stopnia wyodrębniony i wymieniony obok Istoty Boga, tj. Ducha. Otóż, jak to wyjaśnia dr Doreal w pracy: "Cztery plany leczenia, czyli poradnik metafizycznego uzdrawiacza" - w prawej górnej części serca znajduje się maleńki eteryczny pęcherzyk, zwany "Ultima Mortens" (to, co umiera ostatnie), stanowiący jakby delegaturę JEDYNEGO ŻYCIA, tj. ŻYCIA BOGA, w indywidualnym ciele osobniczym. Ultima Mortens żyje jeszcze przez 3 doby, licząc od momentu śmierci ciała fizycznego, istotnie więc - umiera jako "ostatnie".


Jeżeli chodzi o wskrzeszenie człowieka, to gdy ma ono nastąpić w czasie owych prekluzyjnych 3. dób - mag lub Mistrz może tego dokonać energiami, uprzednio nagromadzonymi we własnym ciele fizycznym, bowiem życie nie uszło jeszcze całkowicie z ciała zmarłego. Jest to więc pierwszy sposób, sposób niejako uproszczony, stosowany w "lżejszych" przypadkach. Inaczej jest jednak gdy od chwili śmierci upłynęło więcej niż 3 doby, tak np. jak to miało miejsce w odniesieniu do Łazarza. Wówczas należy powołać WIELKĄ MOC, czyli całą Potęgę Boga, której jednak używać lekkomyślnie lub nadużywać nie wolno. Dr' Doreal tak oto pisze o tym:
"Chodzi tu o to, iż można się do niej odwołać, tylko wtedy gdy wszystkie dane człowiekowi siły zawiodły. W moim życiu trafiłem tylko na trzy przypadki, gdzie musiałem odwołać się do Nieuchwytnej Potęgi Boga, aby uzyskać Jej pomoc. Posłużyłem się Mocą Boga, ale jest to siła, która przepływa przeze mnie, a wszelkie prawa zostają w tym celu odłożone na bok... Wzywam wielką Moc Boga, tylko wtedy gdy ma się objawić cudowne wyrażenie tej Mocy".
"Osoba, która ma się stać przewodem (tej Mocy) musi najpierw się przygotować, zanim powoła lub przyjmie tę Moc w siebie. Jej cel i pragnienie, wola działania i przejawienia-muszą być czyste. Lepiej jest w ciągu pewnego określonego czasu przed tym -pościć, tj. nie przyjmować pożywienia. Jeśli nie jest to możliwe - nastąpi po tym pewien fizyczny skutek, który sami będziemy zmuszeni ponieść. Świadomość koncentruje się tu na drugiej sekcji szyszynki. Należy
mieć wolę; aby gruczoł wibrował niebieskim światłem, takim jak niebo. Następnie - w myśli musi pojawić się czteroliterowe słowo:
JOD-IiE-VAU-HE słowo używane przez kabalistów i innych okultystów. Wzmagając wibracje myślimy o tym słowie {jest to jedno z Imion Boga, używanych w Hebrajskiej Kabale) w jego wyraźnych symbolach, przy czym siła wibracji szyszynki dostarcza brakujących samogłosek.
To co teraz budujemy stanowi ramę, utrzymującą Moc, gdy przepłynie. Gdybyśmy tego nie dokonali, a powołali Moc - byłoby bardzo źle. Tworzymy tedy ramę, powodując potężne wibracje niebieskiego światła.
Potem następuje moment, gdy cale wnętrze głowy przestaje jakby istnieć i - jest się tylko świadomością i można widzieć równie dobrze tam, jak i tu".

Oznacza to, że kontakt został nawiązany, wyciągamy przeto rękę nad osobą, którą pragniemy uzdrowić (wskrzesić), a Moc i Siła spływa i osoba ta zostaje ponownie ożywiona i niejako odtworzona, nawet jeżeli dusza opuściła już ciało - zostanie ona przywołana z powrotem, jeśli oczywiście nie odeszła zbyt dawno temu".
"Takie jest właściwe odczytanie "KSIĘGI TOTHA", jeżeli się ją właściwie rozumie".


Ponieważ Jezus świadomie zwlekał z udaniem się do domu chorego Łazarza, nie spiesząc się, nawet wtedy gdy otrzymał już wiadomość o jego śmierci - przybył do jego domu dopiero czwartego dnia, a więc zapewne już w momencie, gdy Ultima Mortens jako ostatnie - już umarło. Jezus wiedział więc dobrze, że będzie musiał posłużyć się Wielką Mocą Boga, do czego celowo dopuścił, aby dać tym lepsze świadectwo Mocy Ojca - ku chwale Syna. Drugim przypadkiem użycia przez Jezusa Wielkiej Mocy było, jak podaje dr Doreal - wskrzeszenie córki wdowy. We wszystkich innych przypadkach wystarczała Moc, jaką reprezentował Chrystus, trwale z Nim zjednoczony.
Jezus znał więc Prawa Kosmiczne, a znając je i ściśle ich przestrzegając dokonywał takich czynów, jakie były przeznaczone dla Synów Bożych, tj. ludzi zjednoczonych z Chrystusem. Wyjaśnia też, iż "Czyny, które Ja czynię i wy czynić będziecie i większe ponad nie" przez co podkreślał, że sam nie jest "unikatem", a więc, że wszystkie te możliwości przynależą każdemu człowiekowi, stano- wiąc właściwe jego dziedzictwo.



Niebo i piekło
Prawo PRZYCZYNY I SKUT'KU jest jednym z najważniejszych Praw Kosmicznych - Praw Boga. W myśl tego prawa każdy czyn człowieka - wywołuje dla niego skutek - dobry lub zły. Ten skutek nie jest więc ani "nagrodą", ani "karą", a tylko bezpośrednim dziełem człowieka, rezultatem jego własnego działania.

Przemyślny jednak człowiek pragnąc uwolnić się od odpowiedzialności za własne swe czyny - starał się przerzucić tę odpowiedzialność na kogokolwiek innego, choćby nawet na Boga. Uczyniwszy sobie tedy Boga "na obraz i podobieństwo swoje" i wyposażywszy Go w czysto ludzkie przywary twierdził, iż to Bóg w zależności od Swej "fantazji" lub "humoru" - przydziela "nagrody" lub "kary".


Konsekwencją tego naiwnego poglądu było, że zlokalizowano niejako miejsca przydziału owych "nagród" i "kar", nazywając je odpowiednio - "Niebem"i "Piekłem", nie zadając sobie trudu określenia, gdzie właściwie mogą się one znajdować.

Wierzono więc tylko, iż znajdują się one gdzieś poza Ziemią i stanowią miejsce pobytu człowieka względnie jego duszy - po śmierci.
Jezus pragnąc, aby Jego nauki zostały chociaż w części zrozumiane - używał oczywiście powszechnie przyjętych określeń i terminów, inaczej bowiem nikt zrozumieć Go nie byłby w stanie. Jednocześnie jednak zawsze podkreślał, że "Królestwo Boże jest w was", a zatem, że "niebo" Oraz "piekło" Są jedynie stanami świadomości człowieka, a więc, że mogą być osiągnięte TU i TERAZ, a nie dopiero po śmierci.


"Wieczne więc potępienie" jest niczym innym, jak teologicznym absurdem. Jezus tego nigdy nie powiedział, a wprost przeciwnie zaznaczył, iż istnieje możliwość siedmiokrotnego oczyszczenia, co spowoduje uwolnienie od grzechów. Zrozumiałe jednak, iż o jakimkolwiek oczyszczeniu może być mowa jedynie wtedy gdy istnieje czas dla jego dokonania i odpowiednie ku temu warunki, których nie można sobie inaczej wyobrazić, jak tylko przez reinkarnacje, tj. konieczność wielokrotnych wcieleń.

Wprowadzając tedy absurdalne pojęcie "wiecznego potępienia" należało oczywiście wprowadzić - równie absurdalną zasadę "jednego życia" i odwrotnie. Jak widać, te dwa absurdy są ze sobą nierozłącznie związane i wzajemnie się warunkują.


I wreszcie interesujący jest ostatni werset zamieszczony w rozdziale LXVII V Ewangelii. Brzmi on:
"A okrutni i niemiłosierni odejdą na kaźń wieczną i jeśli nie będą żałowali - zostaną zupełnie zniszczeni. Sprawiedliwi zaś i miło¬sierni wejdą do żywota wiecznego i wiekuistego pokoju".
Jeśli los sprawiedliwych nie budzi najmniejszych wątpliwości, bowiem jako złączeni z Bogiem - całkowicie się w Nim roztopią, to zastanawiający jest los grzeszników. Słowa odnoszące się do nich należy rozumieć tak, iż mają oni dwie alternatywy: primo - żal, dający możliwość uwolnienia się od "wiecznej kaźni", oraz secundo - brak tegoż żalu, powodujący "zupełne zniszczenie". A jak rozumieć te dziwne słowa?
Jesteśmy zdania, iż określenie "zupełne zniszczenie" może się odnosić jedynie do tych ludzi, którzy w momencie cyklicznej likwidacji Wszechświata Przejawionego -będą się znajdować w stanie grzechu przy jednoczesnym braku jakiegokolwiek żalu. Wchłaniając w Siebie Wszechświat Bóg nie będzie ich mógł przyjąć w Siebie, zostaną tedy "zupełnie zniszczeni". Wynika to zeznanego wszystkim Mistrzom faktu, iż Życie Boga wykazuje dwie fazy - aktywną i pasywną, w trakcie których - przy pierwszej Bóg przejawia się, tj. z własnej Substancji wyłania Wszechświat, będący wskutek tego Bogiem w Przejawieniu, w drugiej natomiast przechodzi w stan bierny, wchłaniając w Siebie cały Wszechświat, likwidując dzięki temu - własne Swe Przejawienie. Jest to więc faza "odpoczynku", określana przez Hindusów słowem "PRALAYA".

 



Trójca, czyli terner hermetyczny
W V Ewangelii Jezus niejednokrotnie cytuje sformułowanie wzięte bezpośrednio ze słynnej "Tablicy Szmaragdowej", której autorem według opinii starożytnych - był Hermes Trismegistos.
Z tego właśnie źródła pochodzi zdanie, wyjaśniające, że we Wszechświecie obowiązuje powszechne Prawo Analogii. - "Jak w górze, tak na dole". Reminiscencją tego ujęcia są słowa figurujące w modlitwie "Ojcze Nasz", a mianowicie - "Jak w niebie, tak i na Ziemi".
Tarot, będący kwintesencją systematu filozofii hermetycznej, a także i Kabała - będąca jej odmianą - rozpowszechniona wśród Hebrajczyków przyjmowały, że cały wszechświat jest spolaryzowany, tj. ubiegunowiony, co stanowiło konsekwencję faktu, iż sam Bóg jako Zasada Kierownicza -również jest spolaryzowany.

Jeśli jednak we Wszechświecie wszelkie przeciwieństwa, tj. antynomie - występują jaskrawo, a więc przeciwstawne sobie bieguny nie są we właściwy sposób zrównoważone, to gdy chodzi o Boga - sprawa przedstawia się inaczej. Bóg i Jego polaryzacja znajdują się w stanie doskonałej harmonii i równowagi, a więc oba bieguny są idealnie sobie równe i właśnie dzięki temu istnieje doskonały stan naturalny, tj. harmonia i równowaga.


Podstawową przeto zasadą dla każdego hermetysty - było naśladowanie Boskiego Prawzoru, tj. dążenie do osiągnięcia harmonii i równowagi, a więc wyeliminowanie ostrych przeciwieństw. Zasadę tę wyobrażano sobie graficznie w postaci trójkąta równobocznego, zwanego również "trójkątem hermetycznym". Trzy wierzchołki tego trójkąta reprezentowały kolejno: biegun dodatni (+), biegun ujemny (-) oraz stan neutralny, tj. stan harmonii i równowagi.

Starożytność dobrze więc wiedziała, iż wszelkie pojęcia jakie może wytworzyć umysł ludzki mogą istnieć jedynie w oparciu o zasadę polaryzacji, zwaną także zasadą antynomii. Tak więc powstała niezliczona ilość "antynomicznych par": dobro i zło, piękno i brzydota, góra i dół, męskość i żeńskość, ojciec i matka itd. itd.
Na tej podstawie więc wielkie religie Wschodu przyjmowały, że Bóg jako spolaryzowana ZASADA KIEROWNICZA może być przedstawiony w postaci Trójcy, stanowiącej jednocześnie doskonałą JEDNOŚĆ, co wyrażano zwrotami: "TRÓJCA W JEDNI" lub "JEDNIA W TRÓJNI".

Ponieważ jednak Jednia za jaką zawsze względnie aspekty - poczęto nadawać im odrębne nazwy, a mianowicie:
BIEGUN DODATNI (+) BIEGUN UJEMNY (-) STAN NEUTRALNY 
Ojciec, aktywność, męskość. Matka, pasywność, żeńskość. Syn Boży, Chrystus.
Jeśli jednak wtajemniczeni i okultyści dobrze widzieli, że określenia ojciec, matka i syn - stanowią jedynie definicję umowną, ułatwiającą zrozumienie problemu, to ograniczony umysł większej części ludzkości - wprawdzie przyjął zasadę "Trójcy w Jedni" względnie "Jedni w Trójcy", ale poszczególne elementy lub aspekty potraktował jako "osoby", stwarzając sobie "osobowego Boga" - na miarę własnej małości i towarzyszącej jej ignorancji.

Pojęcie przeto "Boga w trzech osobach" jest czymś absurdalnym, sprzecznym z logiką i zdrowym rozsądkiem. Bóg "osobowy" to Bóg uczyniony na miarę człowieka, Bóg stworzony w jego świadomości - "na obraz i podobieństwo swoje". Jest więc rzeczą szczególnie żałosną, iż teologowie Kościoła chwycili się właśnie tej wersji, wersji dającej świadectwo degeneracji i upadku człowieka, a jednocześnie stanowiącej zaprzeczenie Nauki Jezusa i całej Pradawnej Wiedzy, którą ludzkość zdobyła.

 


Eli, Eli Lama Sabachtani
Ukrzyżowanie, które w starożytności było karą, stosowaną przez niektóre narody dla przestępców - posiada w okultyzmie
własne, specyficzne znaczenie.


Jezus pragnąc wykonać dawne proroctwa, a jednocześnie wskazać ludzkości, iż śmierć, jej największy wróg - może zostać pokonana przez zmartwychwstanie - z własnej woli zdecydował się na faktyczne ukrzyżowanie, zamiast symbolicznego, stanowiącego stopień wtajemniczenia.

Jednakże jest nonsensem przypuszczać, by stanowił On "ofiarę", którą Bóg złożył sam Sobie - na "odkupienie" ludzi.

Handlowa mentalność Żydów mogła oczywiście dopuścić do tego, iż uznała możliwość "transakcji" pomiędzy ludźmi a Bogiem, "transakcji", której przedmiotem miał być Jego własny Syn - pierworodny i unikalny. Takie ujęcie sprawy mogło oczywiście pochlebiać Żydom, a jednocześnie pozostawało w całkowitej zgodzie z krwawymi ofiarami, tolerowanymi przez Zakon Mojżesza.


Tymczasem jest oczywiste, iż nikt nikogo nie może ani "zbawić", ani "odkupić", każdy bowiem człowiek musi to uczynić na własny rachunek i we własnym zakresie.

Inni mogą mu jedynie wskazać "drogę", co czynił Jezus, a więc dopomóc jedynie pośrednio. Musi istnieć świadoma wola człowieka i nawet Bóg nie byłby w stanie go "zbawić" - wbrew jego woli.
Obecnie przejdziemy do tzw. "ostatnich słów", jakie wypowiedzieć miał Jezus na krzyżu, na chwilę przed swą śmiercią. Wszystkie Ewangelie zgodnie podają, iż słowa te były: "ELI, ELI LAMA SABACHTANI" i miały oznaczać :"Boże, Boże czemuś
Mnie opuścił".


Badacz - płk James Churchward, w pracy noszącej tytuł: "Święte symbole MU" - tj. Lemurii przytacza wyjaśnienia, jakie na ten temat otrzymał od pewnego rishi, wtajemniczonego i najwyższego kapłana starej buddyjskiej świątyni. Ów rishi był guru autora. Oznajmił on, że: "Z ksiąg Nowego Testamentu wynika, że Jezus był Mistrzem Sił Kosmicznych, jak i to, że doskonale znał Pierwotną Religię. Nie jest tam jednak powiedziane, że znał język lemuryjski, tj. język Mu. Znajomość jednak tego języka udowodnił - wypowiadając znane słowa, podczas gdy był przybity do krzyża".
"To nie był ani język hebrajski - ciągnął rishi - ani żaden inny język, którym mówiono w Azji Mniejszej za czasów Jezusa. Jest to czysty język OJCZYZNY, tj. MU, źle wymówiony i źle akcentowany w Nowym Testamencie. Powinno to być napisane i wymówione tak:
"HELE, HELE LAMAT ZABAC TĄNI", co oznacza: "Mdleję, mdleję - ciemność pokrywa moją twarz".


Te słowa są logiczne, sytuacyjnie i psychologicznie uzasadnione i jako zgodne z prawdą - mogły być przez Jezusa wypowiedziane. Stary rishi dodał jeszcze: "Nie jestem odosobniony w tym tłumaczeniu. Zmarły już Don Antonio Batres Jaurequi, znany uczony Maya z Guatemali, w swej książce noszącej tytuł: "Historia Ameryki Centralnej" pisze: "Ostatnie słowa Jezusa na krzyżu - wypowiedziane zostały w języku Majów, najstarszym ze znanych języków". Pisze on dalej, iż powinny one brzmieć:
HELE, HELE, LAMAH SABAC TANI", co ma oznaczać: "Teraz mdleję - ciemność pokrywa moją twarz".


"Tak więc - wyjaśnia rishi - zasadniczo się zgadzamy. Drobne różnice dają się łatwo wytłumaczyć: Jaurequi wymawia słowo
"LAMAH", a ja wymawiam "LAMAT". On wymawia słowo "SABAL", a ja wymawiam "ZABAC". Różnica. ta pochodzi stąd, iż tłumaczenie zostało dokonane przez dwie linie kolonizacji. Moje pochodzi od Naga Majów ze Wschodniej Azji. Jauregui'ego zaś-od nowoczesnych Majów z Ameryki Centralnej. W zasadniczych jednak punktach - oba, choć pochodzą z tak odległych części świata - są ze sobą zgodne".


Jezus bynajmniej nie "stworzył" nowej religii lecz przeciwnie - powrócił do Pierwotnej Religii Człowieka, pierwszej i jedynej, która była znana w Ojczyźnie, tj. MU. On sam to zresztą potwierdził mówiąc, iż wprawdzie wydaje się, że głosi Nowy Zakon - faktycznie jednak nie jest to Zakon Nowy, ale stary.


Jest rzeczą wręcz zdumiewającą, iż Ewangelie ograniczają się jedynie do opisu około 42. dni z życia Jezusa, co dr Doreal specjalnie podkreśla, cała zaś reszta Jego życia pozostaje dla Kościoła i teologów - całkowicie nieznana. Wydaje się przeto rzeczą więcej niż dziwną, iż Kościół nigdy nie przedsięwziął najmniejszych wysiłków w kierunku wykorzystania materiałów, znajdujących się w posiadaniu przedstawicieli innych krajów i innych religii, jak można przypuszczać obawiając się, aby prawda o Jezusie nie podważyła zakrzepłego schematu oficjalnie obowiązu- jących dogmatów.

Utworzywszy cały systemat etiologicznych mitów niejako uzupełniających dogmaty - Kościół trzyma się uporczywie stworzonej przez siebie wersji - wbrew Nauce Jezusa, logice i rozumowi.

 


 "Wniebowstąpienie" Jezusa
Wydaje się faktem bezspornym, iż Jezus nie posiadał najmniejszych złudzeń co do tego, iż Jego Nauka zostanie przeinaczona, przekręcona i wręcz sfałszowana. Świadczą o tym i to świadczą dobitnie - następujące Jego słowa:
"Jednakże przyjdzie czas, gdy ciemność okryje Ziemię, a wielka ciemność opanuje naród i wrogowie prawdy i prawości będą panować w moim imieniu i urządzą królestwo tego świata i ujarzmią narody i skuszą wroga do bluźnierstwa, stawiając w miejsce moich nauk poglądy ludzi i w Moim imieniu będą uczyć, czego nie uczyłem i poprzez swe tradycje zaciemnią to, czego nauczałem". (XCV-3).
Chyba mało kto będzie miał wątpliwości odnośnie tego, że proroctwo Jezusa - całkowicie się zrealizowało.
Następnie Jezus wydał ostatnie niejako dyspozycje swym uczniom i - "gdy to powiedział, podniósł swe czyste i święte ręce i błogosławił ich. ł gdy ich błogosławił - został od nich oddzielony i obłok, który jaśniał jak słońce - zabrał Go sprzed ich oczu".(XCV-6).


W interpretacji kościelno-teologicznej było to oczywiście "cudowne" i unikalne wydarzenie, które nastąpiło równie wyjątkowo, jak wyjątkowym i unikalnym Synem Boga miał być Jezus. A tymczasem wiele wskazuje na to, że wszystko odbyło się zgodnie z obowiązującymi Uniwersalnymi Prawami Kosmicznymi, a więc bez jakichkolwiek "wyjątków". Cóż zatem zaszło?

Czy był to jakiś specjalny rodzaj lewitacji? Nie, nie była to lewitacja, choć i taka ałternatywa mieści się w granicach logiki i rozumu. A zatem?
"Obłok, który jaśniał jak słońce" był niczym innym jak UFO, tj. statkiem kosmicznym, który jonizując otaczające go powietrze - wydzielał jednocześnie silny blask. Pole elektromagnetyczne wytworzone przez statek - "oddzieliło" Jezusa od uczniów, którzy zostali jakby odsunięci. Cały opis zjawiska przytoczony w 6. wersecie rozdziału XCV do złudzenia wprost przypomina relacje współczesne, dotyczące UFO, w czasie lądowania lub wznoszenia się. Takich relacji pochodzących od licznych, wiarogodnych świadków, jak to zaznacza prof. Hermann Oberth i inni badacze liczy się dziś na tysiące.


Nie koniec jednak na tym. Istnieje relacja, która potwierdza bezpośrednio, iż tzw. "Wniebowstąpienie Jezusa" odbyło się właśnie tak, jak to wyżej przedstawiliśmy. Pośród wielu ludzi, którzy mieli możność nawiązania bezpośrednich kontaktów z pilotami UFO, pochodzącymi zarówno z rzekomo "nie zamieszkanych" planet naszego Układu Słonecznego, jak i innych planet naszej Galaktyki, znajduje się również amerykański kupiec zbożowy - Reinhold O. Schmidt, odznaczający się prostotą i szczerością, a także dużą odwagą cywilną.
Reinhold O. Schmidt nie wahał się publicznie przyznać, iż często spotyka się z pilotami UFO i odbywa podróże ich statkami, co ściągnęło na niego prześladowania ze strony władz, łącznie z próbami umieszczenia go w szpitalu dla umysłowo chorych. Lekarze jednak byli na tyle uczciwi, iż orzekli, że Schmidt jest człowiekiem absolutnie normalnym, zdrowym na ciele i umyśle. Dano mu więc spokój, ograniczając się jedynie do kampanii prasowych, mających na celu podważenie jego relacji, "niewygodnych" dla sfer oficjalnych, zaprzeczających uparcie istnieniu statków UFO.



UFO {statki kosmiczne) i Biblia
Literatura ufologiczna, która ukazała się od 1945 r., przyniosła wiele dowodów na to, że pozaziemskie statki kosmiczne zwane w skrócie UFO -przybywały na Ziemię przed tysiącami lat zawsze niosąc pomoc ziemskiej ludzkości w trudnych dla niej chwilach. Biblia zawiera wiele reminiscencji wskazujących co najmniej na interwencje pozaziemskich czynników, które starożytność nazywała "bogami", "aniołami", "ludźml z nieba" itp.


W poprzednich wyjaśnieniach przytoczyliśmy niektóre przypadki, w których opisy figurujące w Biblii do złudzenia przypominają współczesne relacje dotyczące UFO. W ufologii jest więc zupełnie naturalne, iż tzw. "widzenie Ezechiela" jest po prostu opisem statku kosmicznego, a "ognisty rydwan" Eliasza - statkiem UFO podczas lotu.

Ponieważ relacje współczesne wielokrotnie potwierdziły, iż pozaziemskie statki UFO - równie dobrze poruszają się w powietrzu jak i w wodzie, przeto biblijne relacje o "wielkiej rybie", w której brzuchu Jonasz mial przebywać przez trzy dni - dotyczą oczywiście statku kosmicznego, który przyjął Jonasza na swój pokład.

To więc, co w biblijnych opisach jest przedstawione i interpretowane jako "cud", było normalnym i naturalnym zjawiskiem, przebiegającym według nie znanych, niemniej jednak naturalnych praw.


W czasach najnowszych zjawiska tego rodzaju również się zdarzają. I tak np. słynne na całym świecie wydarzenia w Fatimie - zgodnie z relacjami świadków, również mogą być traktowane jako manifestacja statku kosmicznego. Jeżeli nawet postać kobieca, która przez niektórych była widziana w czasie tego, istotnie była Marią, matką Jezusa - to brak jest jakichkolwiek podstawowych przeszkód by nie przyjąć, iż Maria, obecnie być może już istota doskonała, nie mogłaby się takim właśnie statkiem UFO posługiwać.
Dlatego też słuszne jest mniemanie, że pojawienie się nad naszą Ziemią licznych eskadr pozaziemskich statków kosmicznych - ściśle się wiąże z rozpoczętą już Epoką Wodnika i tymi wszystkimi zmianami, które w trakcie tego będą miały miejsce. Z realnym istnieniem UFO, często też zwanych "latającymi spodkami" trzeba się poważnie liczyć, i to nawet wtedy gdy nauka i religia wzdragają się uznać to oficjalnie z uwagi na dogmatyczne swe zastrzeżenia.


Jest więc oczywiste, iż im szybciej zdołamy przekroczyć "barierę ignorancji" wznoszącej się w naszej świadomości - tym lepiej.

 


Dusze bliźniacze" a pojęcie androgyna
Wyjaśnienia i komentarze do V Ewangelii, które opracowaliśmy w 1971 r. - nie obejmują oczywiście tych wszystkich aspektów okupnych, które by można lub należało wyjaśnić. Wybraliśmy więc wówczas jedynie te, które naszym zdaniem były już możliwe do wyjaśnienia, zawierającego jeśli nie "całą prawdę", to przynajmniej możliwie duże zbliżenie się do niej, a więc znaczny procent prawdopodobieństwa. Nie przypisywaliśmy sobie jakiejkolwiek "nieomylności", byliśmy jednak zdania, iż wyjaśnienia nasze są bardziej zbliżone do rzeczywistości, a więc i prawdy niźli ciasne i dogmatyczne interpretacje teologiczne, których zadaniem było: ukrycie, zatajenie i zniekształcenie prawdy.



Kluczem do zrozumienia słów Jezusa jest werset 8, V Ewangelii, a mianowicie: "Nie dziwcie się temu, albowiem jak jest na górze, tak i na dole, a jak na dole, tak i na górze, a to co jest na Ziemi, tak jest i w niebie".

 Jest to nieomal dosłowny cytat ze słynnej "TABLICY SZMARAGDOWEJ" Hermesa Trismegistosa, który jako twórca właściwego światopoglądu religijno-naukowego i Wielki Wtajemniczony - żył na Atlantydzie około 20 tysięcy lat przed Chrystusem.

Tablica Szmaragdowa zawiera kwintesencję jego nauki, która w pełni rozwinięta przechowała się w postaci doktryny "TAROT", studiowanej przez wszystkie szkoły okupne zarówno w starożytności jak i w średniowieczu. Jezus miał więc całkowitą rację wyjaśniając, iż Jego nauka jest tylko pozornie "nowa", w gruncie rzeczy bowiem jako odwieczna - jest ona nader wiekowa. Niewątpliwie była to i jest - prawda.


Jezus bardzo silnie tu podkreśla, iż zarówno sam BÓG jak i cały Wszechświat, a także człowiek - podlegają PRAWU POLARYZACJI, tj. antynomii, które dla człowieka jako istoty uwarunkowanej przez czas i przestrzeń {trójwymiarową) - jest jednocześnie Prawem PRZYCZYNY I SKUTKU.



Post Scriptum

- Co cię skłoniło by ukazać to w ten sposób?

- (ja) dobro zwierząt. I dostrzeganie, że wielu ludzi chce wierzyć i nie mają siły aby z tego wyjść. I nie rzucą wiary. Więc pora ukazać im tajemniczy apokryf aby uczynic ich lepszym w wierze. Zresztą napisałem to w artykule dokładnie.

-Wiem. Ale ciągle mnie zastanawiasz. Jesteś dziwny/

- (ja) to jest proste. Mi chodzi o dobro, a do tego prowadzi zrozumienie, oświecenie

- ty, który tak nienawidziles postać jezusa. I twierdziłeś, że nie ma w nim żadnego dobra.

- (ja)według V ewangelii to budda. To zupelnie inna postać niż Jezus Nowo Testamentowy, co do którego zdania nie zmianiam.

- to połączona postać.

- (ja) to mędrzec buddyjski, który opowiada o dążeniu do własnej boskosci. Ja go nie kupuje. To o czym on mówi w usankcjonowanym chrześcijaństwie jest wciąż podłe, a to o czym mówi w Ewangelii V jest dla mnie oczywiste od dawna. Mój artykuł wcale nie mówi o tym, że lubię postać Jezusa Chrystusa, bo nie ma kogo. Wedlug faktów nigdy nie istniał. Dla mnie to odwieczny i znany z wielu religii kult słońca. W przypadku ewangelii V to opowieść pokazana przez człowieka dobrego. To autor wartościuje postać. Zresztą, wyższe chrześcijaństwo to nie chrześcijaństwo usankcjonowane, powszechnie wyznawane lecz jego przeciwieństwo. Już nawet podczas samego aktu spłodzenia Jezusa. To wbrew pozorom kompletnie dwa inne światy. W tej filozofii i starożytnej wiedzy są kosmici, których nie ma i nie będzie nigdy w kościele. Mimo tego, że jasny ich obraz jest w biblii (Ezechiel, w rozdziale 1 swojej księgi ze Starego testamentu przedstawia nam niewątpliwą wizję technologii i przybyszów z nieba. Patrz Stary testament, Księga Ezechiela, rozdział 1,wers 4-28) Ponadto trzeba zrozumieć, ze biblijny Jonasz z ciała wieloryba może wydostać się po trzech dniach tylko dlatego, że wieloryb nie jest wielorybem lecz pojazdem nie znanym wówczas ludzkości. Również reinkarnacja, której nie dopuszcza znane nam powszechnie chrześcijaństwo, a wyższe chrześcijaństwo bez niej się nie obchodzi. To są kompletnie dwie inne rzeczy. Chrześcijanstwo to doktryna. Wyższe chrześcijaństwo to filozofia.

- więc nie oznacza to nawrócenia?

-(ja) nie ma takiej opcji. Moja etyka nie pozwala mi na wyznawanie obostrzeń religijnych i boga, który jest kreaturą i sadystą. Ba, piąta ewangelia nie tylko nie powoduje, że jakkolwiek przychylniej chce patzreć na bogów lecz powoduje jeszcze większą niecheć do zinstytucjonalizowanej religii oraz potwierdza dotychczasowe moje wartości. Również pozwala wyciagnać wniosek, że gdy jesteś oswiecony przeciw światu to mimo iż czujesz sie samotny i osaczony to wczesniej byli tacy sami, gdzieś dalej są podobni i będą rownież następni.

Zaloguj się