same wspaniałości

Patrząc na działania religii w dziejach, nasuwa się jedna myśl.
Wasi bogowie będą najszczęśliwsi, kiedy naród będzie walczył z narodem, rasa pożerać rasę, brat zabijać brata. Aż nikt nie zostanie przy życiu.
Jesteśmy nikim innym ponad przerażone, zabobonne, najdziksze zwierzęta niewarte łaski. Udowodnić można to robiąc prostą rzecz – pozwolić ludziom spełniać ich fantazje.
Cały ludzki gatunek potrzebuje być potworem, jakim bycie mu wmówiła religia. I jakim rzeczywiście jest, bo jakiś Bóg powiedział mu, że może.
Zabijamy lepsze od siebie stworzenia i mówimy, że nie jesteśmy mordercami. Chcemy uchodzić za koronę stworzenia. Za światłych i humanitarnych, za godne dzieci jakiegoś Boga, a w laboratoriach zadajemy wyrachowany ból niewinnym, czującym istotom, uznając to za moralne, gdyż nasz gatunkowy egoizm tak twierdzi. Ten egoizm w zasadzie wynosi i utrzymuje urojenie religijne. Bo sam ten egoizm również jest urojony. I to wina religii, bo przecież nikt inny oprócz Boga nie mógł nam powiedzieć, że jesteśmy jego dziełem, że jesteśmy jedynie istotni, że zwierzęta mają się nas bać (tak ogłasza bóg wszystkich trzech religii monoteistycznych).
I przekonanie religijne nie pozwala nam zauważyć, że jesteśmy tylko prymitywnymi mordercami, niczym więcej. Że dla satysfakcji mordujemy inne istoty, nazywając się przy tym uduchowionym. I publicznie nazywając to wartościami.
Człowiek, który myśli samodzielnie i obserwuje, wie, musi wiedzieć, że nie ma niczego, co mogłoby świadczyć o naszym większym prawie moralnym do życia, od innych stworzeń. Okazuje się, że w jakiś dziwny sposób to, co sprzyja ludzkości, nawet, jeśli to sadyzm i holocaust zwierząt, jest moralne i właściwe. A etyka krzyczy nam w twarz: jeśli nauka nie może obejść się bez torturowania zwierząt, powinniśmy obejść się bez nauki! Ale my nie uznajemy etyki, gdyż do niej nie dorośliśmy.
Jesteśmy przerażonymi naszą miałkością w skali kosmosu (stąd bogowie i życie po śmierci), zabobonnymi, najdzikszymi zwierzętami niewartymi żadnej łaski, podczas gdy mamy o sobie jak najlepsze mniemanie. Urojone, jak i cały Bóg.
Przejawem idiotyzmu jest klękanie przed Bogiem, który przez sześć dni pracy całkowicie spierdolił dzieło stworzenia, kreując świat, w którym jedno w męczarniach zjada drugie, a twór na podobieństwo konstruktora zadaje wyrachowany ból innym stworzeniom. Jest to zamysł wielkiego konstruktora o nieskończonych możliwościach. I nie dość tego, uznał to za na tyle fajne, że siódmego dnia kurwa leżał na leżaku i odpoczywał.
Dopóki się nie przyjrzymy światu i nie zaczniemy rozumieć, miast powtarzać bezwiednie, dopóty będziemy tym samym czym byliśmy gdy murowaliśmy swe dzieci w ścianach domów aby przekupić bogów do zostawienia nas w spokoju. Ludzie o takiej moralności pisali biblię zatem są moralnym drogowskazem dzisiejszych wierzących.
Musimy złożyć tylko jedną i ostateczną ofiarę aby bogowie nas wreszcie zostawili w spokoju; pamięć o nich. Aby jednak iść dalej koniecznym jest zabić w sobie pamięć o wszystkim z przeszłości. Porzucić wszelkie autorytety, które są na opak jak wszystko. Gdy zmienimy świadomość i wyjdziemy poza dotychczasowy schemat to nie potrzebna nam jest nawet historia. Gdy się zmienimy nie będziemy potrzebować żadnej polaryzacji. Nasze postępowanie nie będzie wynikiem postępowania innych w historii lecz tego co być powinno gdy już to zrozumiemy.
Należy zamknąć ten rozdział z człowiekiem i przejść do rozwijania nadczłowieka. Musimy zrozumieć, że jesteśmy punktem wyjścia, a nie celem. Skupić się na realizacji mając już zupełnie inną świadomość. Dotychczasowy świat to świat kompletnie na opak. Nie musimy go pamiętać. Nie chcemy pamiętać z jakiego powodu nasi przodkowie wpisali sport, który polegał na skutecznym zabijaniu określonych gatunków zwierząt w tradycje. I dlaczego mimo rozwoju nie potrafimy znieść tych okrutnych obrzędów gdyż to tradycja właśnie.
Jesteśmy niewolnikami wielu haseł, które przez warunkowanie kulturowe są nienaruszalne; sport, tradycja, obrzęd, świętość, religia. To wszystko w naszych umysłach to jakieś dziwne tabu jakiego nie można ruszać. Nie potrafimy zrozumieć, że sami wyolbrzymiliśmy to do takiej roli i jedynie co robimy to szanujemy zwyczajne prymitywnych ludzi jakich nie należy akceptować lecz zmieniać. Nie chcemy tych jak i żadnych tradycji. Nie chcemy żadnej nici jaka łączyłaby nas z tymi ludźmi. Nie jesteśmy już nimi. Jedynie od nich pochodzimy ale musimy porzucić tragiczny wiek niemowlęcy i wejść w dorosłość. Dopóki będziemy pamiętali jak było to będziemy pamiętali o różnicach między białym, a czarnym, między człowiekiem, a zwierzęciem i przypisanych przez nas prymitywnych wzajemnych rolach. Nie ma ról. Sami na nowo z wyższą świadomością musimy ustalić te różnice. Czarni nie są niewolnikami białych, a zwierzęta nie mają się nas bać.
Człowiek natomiast nie jest uprawniony przez żadne bóstwa i autorytety do władania. Jest dokładnie to co widzisz i czujesz.
Zapach misy owoców zamiast smrodu wnętrzności i brudu rzeźni. Powiew wiatru w parku miast zimnych i smętnych murów świątyni.
Wsparcie zamiast nękania. Harmonia zamiast chaosu i miotania się w przemocy. Zasypianie obok innych istot, które chcą jedynie aby zostawiono je w spokoju. Nie zmienimy natury zwierząt ale zmienimy swoje postępowanie wobec nich. To jest właśnie domena bycia wyższym.
Możemy decydować o tym co uczynimy bez konieczności. Świat przestanie płynąc krwią niewinnych. Człowiek będzie opiekunem miast oprawcą. Nie będzie krzyku i skowytu jako ludzkiej intencji. Będzie świat, w którym świadomy człowiek będzie mógł zaznać wreszcie szczęścia. Jedyny gatunek, który potrafi torturować nie będzie już torturował. Co zaskakujące; gatunek, który praktykując to, zwał się cały czas wywyższonym. Czy wciąż chcemy sportem nazywać strzelanie do żywych istot, a tradycją obdzieranie ich na żywca ze skóry? Tak robi człowiek. Tak nie będzie chciał robić nadczłowiek. Będziemy wyżsi. Będziemy kimś całkowicie innym. Człowiek zostanie zapomniany jako ten podobny bogom. Ten uczyniony przecież na podobieństwo boże. Nadczłowiek stanie się boski i przewyższy wszelkich bogów. I nie będzie na niczyje podobieństwo bo nie będzie chciał być podobny nikomu. Zechce sam być wzorcem. Nie jest to trudne. Bogowie nie ewoluują. Niemal wszyscy już są bardzo starzy. Natomiast każda chęć zwracania nas ku bogom powinna być zbrodnią przeciwko ludzkości.
Musimy opuścić tą ludzką poczwarę i stać się właściwym stworzeniem aby z nas kiedyś wyrosło jeszcze lepsze stworzenie zdolne być upragnionym wzorem dla życia we wszechświecie.
To nie jest świat, który mógłby być efektem jakiegoś zamysłu kogoś, kto umiałby stworzyć taki świat. Ten świat nie może być efektem takiego zamysłu. Jeżeli miałbym rozważać stwórcę, nie rozważałbym kogoś na kształt boga z jego boskimi cechami. Rozważałbym po prostu nas, którzy wszczepili życie w to chaotyczne miejsce. Nas jako odległych przybyszów. Skoro ten świat jest tak stworzony, to nie mogła go stworzyć istota wyższa od człowieka. Nie dlatego, że człowiek jest jakiś wysoki i trudno doścignąć ten „ideał" Dla przykładu, Ja osobiście stworzyłbym ten świat całkowicie inaczej. Bezkrwawy. W którym jedno w męczarniach nie zjada drugiego. A drugie nie jest jedynie zabawą, pociechą czy pokarmem pierwszego. I najbardziej rozwinięty gatunek nie jest niespełnionym sadystą. Gatunek, który nie czerpie przyjemności z zadawania bólu. Gatunek, który nie krzywdzi. Tylko z takiego tworu mógłbym być nie tyle co dumny ile zadowolony. I tylko w takim majestacie, mógłbym być bogiem, którego nikt już nigdy nie zobaczy. Który będzie mógł odejść w świadomości, iż zostawia swoje dzieło bezpieczne. I powiedzieć głośno, że jest dobre. Bo nic co byłoby moim dziełem nie byłoby nim aby zaznawać niewyobrażalnego strachu i cierpienia z intencji mojego szczytowego działa.
Natomiast ten szczytowy twór na moje podobieństwo nie tylko nie mógłby z własnej woli być twórcą strachu i zadawać ból lecz i by zwyczajnie tego nie chciał.
Więc jeżeli ten świat jest kreacją to jest kreacją kogoś gorszego od nas. Od nielicznych nas. Albo takiego samego jak większość nas. Wprost więc aż prosi się stwierdzić, że jeżeli ten świat jest kreacją jakiegoś stwórcy to ten stwórca jest -bo musi być mentalnie, moralnie, etycznie, świadomościowo niżej ode mnie i od każdego kto kieruje się w życiu dobrem.
Zapamiętajcie też rzecz jedną. Stwórca nie musi być bogiem. Dziś człowiek umie tworzyć życie w laboratorium. Jest stwórcą ale nie ma nic wspólnego z bogiem.
Idąc dalej. Gdy postawisz białego człowieka umiejącego tworzyć pośród zacofanych ludów i pokaże on kilka sztuczek bądź z embrionu wyhoduje istotę to dla zacofanych ludów będzie bogiem.
Sami siebie postawiliśmy w roli zacofanego ludu dającego się nabrać na parę sztuczek, a tak naprawdę na parę plotek.
Jesteśmy prymitywni, a religie nam to udowadniają.
Odrzucacie humanizm, etykę i dobro na rzecz korzyści i zabobonu. Można więc zadać sobie proste pytanie czy warto, aby dla korzyści jednego gatunku zamęczyć i wymordować inne stworzenia? Tylko po to, aby utrzymać jeden, najbardziej krwiożerczy gatunek. Otóż nie warto. Świat pełen takiego gatunku, a bez zwierząt, jest piekłem.
W waszej moralności chrześcijańskiej dla materialnego zysku bronicie zajadle i propagujecie obdzieranie zwierząt ze skóry. Hodowanie ich. Więzienie ich przez całe ich życie. Barbarzyństwo wobec nich, aby obedrzeć je ze skóry dla pieniędzy. To jest właśnie wasza moralność chrześcijańska. Moralność religii, która oszukała was, że w niej możecie nazywać się dobrymi i uduchowionymi. A to nie jest żadna moralność, lecz jest to po prostu barbarzyństwo i zło. Oczywiście abyście uznali to za dobre i słuszne i abyście czuli się z tym postępowaniem dobrze i abyście nie mieli kaca moralnego postępując okrutnie i aby takie zwyczajne odruchy ludzkie wam nie wadziły, to wpisujecie to w doktrynę swojej religii. Czyli sankcjonuje to wasz Bóg. Najwyższy twór, który ma zawsze racje. Ten Bóg, który już przy Kainie i Ablu łaskawiej patrzy na zabijane zwierząt, jako ofiarę dla niego, niż na plony. Później przy Noem imprezuje, bo Noe złożył niektóre zwierzęta w ofierze dla Boga, czyli zabił i spalił (notabene usilnie ratowane po gatunku przed potopem), a Bóg poczuł miłą woń i stał się przez to łagodny i skory do przymierza. Spalone ciała stworzeń go ułaskawiły, wprawiły w dobry nastrój. Czyli spalone życie na ołtarzu jest dla Boga miłą kurwa wonią. Nie zapach cytryn i pomarańczy, nie aromat kwiatów. Ciała w ogniu są dla Boga waszego miłą wonią, a wy przed nim klękacie – jesteście takimi samymi degeneratami, jak i on.
Zupełnie odwrotnie niż u mnie, gdy przechadzam się po ogrodzie wypełnionym zapachem kory. Ależ ze mnie niegodziwy antychryst.
Oczywiście, żeby w ogóle to usankcjonować, to się wpisuje już w Księdze Rodzaju, na samym początku, że pan Bóg chciał, abyśmy czynili sobie ziemie poddaną. Ale i nie tylko. To byłoby za mało dla psychopatycznego Boga. Otóż dodaje on, że mamy być tak źli wobec zwierząt, iż mają się one nas bać!
To również odwrotnie niż w moim ogrodzie, gdzie zwierzęta różnego gatunku tulą się do siebie, a moja obecność sprawia, że odpoczywają błogo. Co jest kurwa ze mną nie tak?
Czyli wasz łaskawy i miłosierny (takimi przymiotami go charakteryzujecie) Bóg mówi o tym, że zwierzęta mają się nas bać i mamy sobie czynić ziemię poddaną, bo tego chce Bóg i taką rolę nam dał. Czyli nawet dziś, w XXI wieku, jakieś 3800 lat po tym, jak ów zdegenerowany Bóg ustalał prawo ze zdegenerowanym kapłanem, dziś wciąż mamy mentalnie być tacy, jak oni i w zasadzie te zwierzęta zadręczać na każdym kroku, bez żadnej refleksji, bez żadnych okruchów dobra. Jest to przecież ze wszech miar słuszne, bo chrześcijańskie! Być katem, a nie bratem – oto słowo boskie. Podczas gdy powinno być zupełnie inaczej, jeśli chcemy być dobrzy.
Wasza tak zwana wartość, o której mówicie jedynie wy sami, jest wynikiem wyłącznie waszego narcyzmu, wybujałego egoizmu wyniesionego do rangi wręcz abstraktu. I to religia was tak oszukała.
Uważacie, że jesteście dobrzy, podczas gdy wszelkie wasze czyny udowadniają jasno, że jesteście źli. Wasze religia jest zbudowana na krwi ofiarnej. Jesteście bogobojnymi mordercami, nic ponad to.
Poczynię pewien truizm, który prawdopodobnie obrazi wasze uczucia religijne. Otóż życie wieczne to bujna roślinność, a nie Jezus Chrystus. Tylko, że bujna roślinność to efekt umiaru i trudu ludzkiego, a to przecież zbyt dużo dla korony stworzenia. Zatem większą wartość dla was ma żałosny chłopiec umarły na krzyżu bo obiecał wam nagrodę. Życie wieczne poza tym miejscem. Zatem tu chodzi o korzyść.
Jeśli chodzi o nastawienie do świata, to zdegenerowaliśmy go w imieniu swego egoizmu. Mordowanie zwierząt na kosmiczną skalę, aby zaspokoić naszą pazerność. Niszczenie ziemi na kosmiczną skalę, aby zaspokoić nasz brak umiaru i przepych. Zniszczyliśmy ziemię i niszczymy zwierzęta. Pytanie, co więcej możemy zniszczyć, będąc tak bardzo boscy i żyjąc w pragnieniu zbawienia. Dobrze, że uroiliście sobie to zbawienie poza tym miejscem i życiem, bo nie mielibyście się gdzie podziać. Punkt dla was za przezorność niszczyciele. W końcu w raju nie ma zwierząt i problemów z klimatem, są tylko chrześcijańscy święci i godni zbawienia. Same kurwa wspaniałości.
Ach ci wielcy bogowie, których wielbimy, jako naszych stwórców. Jakże czujemy się wyjątkowi wierząc w to, że jesteśmy dziełem bogów, czy też dziś, w obrębie naszej rzeczywistości, wielkiego Boga chrześcijańskiego monoteizmu. Jakże nas to wartościuje. Ale czy aby słusznie? Czy aby z pewnością powinniśmy czuć się wyjątkowi? Czy aby z pewnością zdajemy sobie sprawę, kim byliśmy w zamyśle stworzenia? ? I w zasadzie, jaki był powód uczynienia nas? Czy nasz kosmiczny wręcz narcyzm przetrwa próbę prawdy? Mity sumeryjskie to najwcześniejsze mity, będące, jak i cały Sumer, protoplastą dzisiejszej cywilizacji. Potop, stworzenie ludzi z gliny nie jest autorskie dla Boga biblijnego, lecz właśnie dla mitów sumeryjskich. Sam Sumer datowany jest do 4 tysięcy lat przed naszą erą. Później z tego co nas interesuje mamy Babilon, Mitranizm, a następnie judaizm i chrześcijaństwo.
Wszystkie te mity jak i biblia dowodzą jedną prawdę; człowiek był uczyniony aby być niewolnikiem. Aby służyć bogom i produkować im pokarm. A w biblii aby doglądać ogrodu pełnego złota i drogich kamieni.
Zatem gdy upieracie się przy hołdzie dla tych bogów jak i dla boga biblijnego to upieracie się przy swej niewolniczej i robotniczej roli. Nic ponad to. To nie powinno was wartościować lecz przynosić uczucie wstydu.
Relacja wierzącego z bogiem to układ biznesowy; wykonuj moje wskazania, przestrzegaj moich nakazów i zakazów, a nagrodzę Cię przyjęciem do raju i życiem wiecznym w nim. Jeśli nie będziesz robił tak jak nakazałem to ukarzę Cię zsyłając do strasznego miejsca tortur. Religia opiera się na relacji biznesowej. Wykonuj, a ja Ci wynagrodzę. Bóg was kupuje obietnicą i strachem. Wierzący powinni się wstydzić uległości wobec tej relacji zamiast ją gloryfikować co zawsze robią mówiąc, że wiara wartościuje.
Jesteście kupującym nic ponad to. Płacicie przez całe życie w ratach za bilet do miejsca fajnego bądź bolesnego. I to wiara w nagrodę sprawia, że to robicie. Zatem Wasz egoizm i wielkie oczekiwanie kreuje Wasz światopogląd.
Ot, cała religia.
Relacja między wierzącym, a bogiem nie jest wartościowa. Jest wyrachowana.
Jedyna wartościowa relacja to relacja między Tobą, a stworzeniem, które odbiera na innym pułapie niż intencjonalność i wyrachowanie. Które nie obiecuje i nie może niczego Ci zagwarantować. Ta relacja to nie układ obietnic i darów lecz wynik Twojego postępowania i tego kim jesteś.
Żadni bogowie i żadne religie nie zastąpią tego uczucia gdy przychodzi stworzenie które czuje instynktem, zapachem, gestem. I wtula się w Ciebie jakbyś był ostatnią istotą na ziemi.
Tylko potęga międzygatunkowej więzi pokazuje kim jesteś. To w jaki sposób traktujesz inne stworzenia. Bezbronne, słabsze. To nie fakt jak dobrze grasz na niedzielnym obiedzie po odbębnionej mszy lecz to w jaki sposób traktujesz tych, których przez prymat gatunkowy możesz krzywdzić.
"Świetną to rzeczą mieć siłę olbrzyma, Ale tyranią, siły tej używać jak olbrzym." Wiliam Szekspir
W religii zawsze chodzi o nas.
To ostoja naszego egoizmu, a wręcz kosmicznego narcyzmu. W więzi międzygatunkowej nigdy nie chodzi o nas lecz o te istoty po drugiej stronie. I to choćby dowodzi, że to w tym miejscu jest duchowość, a nie mam jej w religiach.
I musimy wiedzieć, że nasz kaprys to często ich dramat. Nasza uciecha to często ich piekło. Wystarczy przyjrzeć się czynom ludzkim. Nazywamy to tradycjami i sportami. Nauką gdy zadajemy cierpienie aby opracować coś co wyłagodzi nam zmarszczki. Jesteśmy kosmicznymi narcyzami. I oprawcami. Okaleczamy i zabijamy inne istoty aby stał nam lepiej kutas. Obwieszamy się ciałem zwierzęcia i nazywamy to modą. Wieszamy na ścianach głowy bezbronnych istot i mlaskamy przy tym w poczuciu wyższości. Czułość skurwysyny. Czułość to jest to do czego jako gatunek nie dorośliśmy. I nie dorośniemy bo czułość wymaga od nas skupienia się na kimś drugim. A my skupiamy się tylko na sobie. I nie na kimś drugim kto da nam dupy lecz na kimś drugim który nic nam nie da.
Na początku była ciemność.
Później pojawił się ogień, a odgłosy nocy stały się mniej przerażające.
Mogliśmy przestać truchleć w jaskini i usiąść przed jej wejściem ze światłem aby się mniej bać. I tak narodził się człowiek grillujący.
Po dziesiątkach wieków robiący dokładnie to samo tyle, że przed domem z drewna i cegły, a cały jego światopogląd jest efektem ekscesu gdy jedna małpa zdołała przekonać drugą, że ktoś niewidzialny kazał oddać jej banana i się za nią bić i zabijać innych.
Ciąży na nas to cały czas jako ułomność gdyż uznajemy to za słuszny i w zasadzie patetyczny pomysł. W imieniu którego składamy w ofierze życie niewinnych stworzeń i zabijamy każdego kto się z tym nie zgadza. I krzyczymy głośno do bogów, że jesteśmy dobrzy i zasługujemy na życie wieczne.
Mamy się za inteligentnych podczas gdy jesteśmy jedynie wykonawcami starodawnej woli obcego człowieka nie wiedzącego nawet o istnieniu kangura. Dla którego ziemia była płaska. Oprócz elektrycznego dziś grilla nic się nie zmieniło.
Jesteśmy jaskiniowcami dla których większą wartość ma drewno w postaci wyciosanego krzyża niż rosnące drzewo. Dla których dobrym uczynkiem jest przeznaczenie realnych środków na okazalszy kościół niż karmę dla zwierząt w schroniskach.
Jesteśmy tragikomiczną cywilizacją dla której bogowie są ważniejsi niż istoty patrzące na nas bojaźliwym wzrokiem mówiącym tylko aby dać im łyka wody czy kęs pożywienia. Lub po prostu pozwolić żyć.
Przez ostatnie pół wieku wybiliśmy optymistycznie szacując ponad 60% gatunków stworzeń, a dziś zmiany klimatyczne ziemi są diametralne i tak dalece posunięte, iż prawdopodobnie nieodwracalne. Większość badaczy daje nam maksymalnie 60 lat.
Zatem człowiek po wynalezieniu odpowiedniego narzędzia tak wyeksploatował w swej małostkowości i chciwości ziemię – mając się za uprawnionego do tego. I wciąż za takiego się ma – że zniszczy jej długotrwałą symbiozę sumarycznie w maksymalnie dwieście lat.
W dwieście lat doprowadzimy do upadku planety, która ma 4,6 miliarda! Oto Pan człowiek.
Mentalnie jesteśmy niemowlakami. W skali tysięcy lat jesteśmy niemowlakami jako gatunek. Cierpiącymi na wszystkie wady jakie mogły się nas czepić. Brak umiaru, żarłoczność, chciwość, narcyzm, zło.
Przez wieki zachowywaliśmy się jakby wszystko do nas należało. I braliśmy oraz krzywdziliśmy. I mimo, że widzimy dziś tego efekty to i tak większość z nas wciąż nie chce pozbyć się tej chciwości i amoralności. Wciąż większość ma się za uprawnioną do wszelkiego zła i destrukcji koronę stworzenia.
Niegdyś rozwój ludzkości wystrzelił. Pojawiły się eposy o protoplastach ludzkości i stwórcach jako bogach.
Po czasie te mity zamieniły się w bardzo restrykcyjne i faszystowskie religie monoteistyczne. Od tamtego czasu ludzkość przestała ewoluować. Rzuciła kotwice rozwoju mentalnego i zabraniała podróży pod pozorem bluźnierstwa karanego przecież śmiercią.
To bardzo proste do zrozumienia. Wszak dzisiejszy chrześcijanin czyli sąsiad z iphonem mentalnie pozostał na moralności sprzed 3800 lat kiedy do Mojżesz spisał dekalog od boga, a bóg żądał ofiar ze zwierząt w ilości niezliczonej i zatrważającej.
Ofiarność z życia zwierząt ferując im strach przetrwała w Polsce do dziś. Człowiek XXI wieczny wciąż wypełnia umowę ze swoim bogiem. Ofiary i wykonywanie jego woli w zamian za miejsce w raju.
Oczy żyjącej istoty są dla was bez znaczenia. Liczy się tylko bilet abyście mogli żyć wiecznie. Marni i żenujący jako ludzie ale wieczni. Czy jest cokolwiek gorszego?
Jesteśmy niemowlakami. Niedojrzali i niedorozwinięci.
Z tak niedojrzałym umysłem zawładnęliśmy światem. I dzisiejszy jego schyłek to efekt właśnie naszej ułomności spowodowanej wiekiem niemowlęcym. Takimi chcemy być w przeświadczeniu, że jesteśmy efektem ewolucji czy też boskiej kreacji.

Zaloguj się