sadyzm jako dobro kulturowe

List otwarty do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Rady ds. Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego przeciwko wpisaniu "Polskiej kultury łowieckiej" na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego.
---------------------------------------------------------------------
Stanowczo sprzeciwiamy się wpisaniu na tę listę „Łowiectwa polskiego jako elementu kultury narodowej" – jest to inna nazwa wniosku złożonego przez Polski Związek Łowiecki (PZŁ) zdradzająca jego rzeczywisty cel, jakim jest legitymizacja bezkarnego zabijania dla przyjemności mimo narastającej krytyki społecznej tego procederu. Wniosek ten pod pozorem zachowania elementów kultury związanych z łowiectwem próbuje usankcjonować samo polowanie, tak jak jest ono obecnie uprawiane tzn. łącznie z polowaniami zbiorowymi i innymi praktykami znęcania się nad zwierzętami nazywanymi „zwyczajami praktykowanymi podczas polowania" (str. 3).

Wnioskodawcy chcą zachować „polską kulturę łowiecką jako całość, a nie jej poszczególne elementy", czyli postulują to, co jednoznacznie negatywnie zaopiniowała w 2015 r. dr hab. Dorota Rancew-Sikora, socjolożka z Uniwersytetu Gdańskiego, w odniesieniu do poprzedniego wniosku złożonego przez PZŁ1. Przy okazji organizacja ta próbuje zapewnić sobie kontynuację ustanowionego w PRL monopolu na kontrolę polowań w Polsce jako jedyny strażnik „kultury i etyki łowieckiej" (str. 2 i 3 Załącznika nr 3 do Wniosku).

Wniosek składany jest w imieniu wszystkich (ok. 120 tys.) polskich myśliwych podczas gdy wiadomo, że większość z nich zainteresowania jest jedynie zabijaniem (wielu łącznie z „polowaniem w puszce" do wychowanych w niewoli zwierząt), a tylko mniejszość poważnie kultywuje tradycyjne obrzędy. Wniosek oczywiście pomija notorycznie naganne elementy „polskiej kultury łowieckiej jako całości", w szczególności alkoholowe libacje i ich obyczajowe skutki udokumentowane w polskiej literaturze myśliwskiej, ale wśród obrzędów zasługujących na ochronę z zaskakującą szczerością przytacza (str. 11, w sekcji „Wiedza i praktyki dotyczące przyrody i wszechświata"!) rubaszne seksistowskie zabawy łapania młodych kobiet za nogi w celu zapewnienia powodzenia polowania - im wyżej, tym większej zwierzyny można się spodziewać („im większy zwierz, tym wyżej bierz").

Wśród skarbów kultury łowieckiej wnioskodawca przytacza żargon łowiecki, który eufemizuje śmierć i cierpienie ofiar – myśliwy nie zabija zwierzęcia lecz pozyskuje zwierzynę, a ranione zwierzę nie krwawi, tylko idzie z niego farba itp. Innym skarbem mają być moralnie zakłamane msze św. Huberta, który zaprzestał polowania, bo dostrzegł jego zło, a mimo to składa mu się w ofierze trupy zabitych dla przyjemności zwierząt. Oprócz dyskryminacji kobiet, których „nie wolno dotykać, podawać broni przygotowanej na polowanie", wśród zasługujących na ochronę „praktyk dotyczących przyrody i wszechświata" pierwsze miejsce zajmuje hodowla psów myśliwskich, która jak każda hodowla uprzedmiotawia właśnie te zwierzęta, które dla innych są towarzyszami życia i członkami rodziny. Wszystkie wymienione we wniosku praktyki łowieckie – język/gwara, ceremoniały (ślubowanie myśliwskie czy pokot) i kulinaria – składają się na kulturę zabijania, która jest moralnie zła, bo służy do legitymizacji orgii okrucieństwa w jakie przekształcają się zbiorowe polowania z nagonką polegające na strzelaniu do ogarniętych przedśmiertną paniką zwierząt brutalnie wygonionych pod lufy na otwartą przestrzeń, albo na strzelaniu na oślep do stad ptaków, z których znaczna część dogorywa następnie w szuwarach.

Znęcaniem się nad zwierzętami jest też tradycyjne zimowe polowanie przy lisich norach polegające na tym, że wytresowany do tego pies wypędza lisa z nory pod lufy myśliwych. W stosunkach międzyludzkich złe elementy kultury, takie jak kanibalizm, kliterotomia, kodeksy letalnej przemocy jako kary dla kobiet czy tradycyjne szykany wobec kobiet niezamężnych oraz prominentne kiedyś w zachodniej elitarnej kulturze honoru pojedynki, są (albo były) piętnowane i eliminowane. Najwyższy czas, aby wyeliminować, a nie chronić również te elementy kultury, które szerzą cierpienie i śmierć wśród bytów pozaludzkich tylko dla wyuczonej w dzieciństwie (często przez polujących rodziców) zabawy w zabijanie.

Wniosek jest fundamentalnie sprzeczny z art. 2 konwencji UNESCO w sprawie ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego, które to dziedzictwo ma odpowiadać „wymogom wzajemnego poszanowania między wspólnotami, grupami i jednostkami, oraz zasadom zrównoważonego rozwoju", ponieważ przeważająca większość, tzn. ok. dwie trzecie polskiego społeczeństwa jest przeciwne polowaniu i tylko 18,5 proc. akceptuje polowanie takie, jak jest.

Statystyki te wyrażają przede wszystkim moralny sprzeciw wobec kwintesencji zła, jakim jest zabijanie i zadawanie przedśmiertnych cierpień dla przyjemności. Podstępne usankcjonowanie tego zła przy okazji ochrony rytuałów, zabaw i żargonu myśliwskiego byłoby pogwałceniem polskiej moralności publicznej i wywołałoby uzasadnione oburzenie milionów cywilizowanych Polek i Polaków, dla których elementarne poszanowanie życia i doznań podmiotów pozaludzkich jest wymogiem przyzwoitości.

Myślistwo dzieli ludzi również dlatego, że myśliwi stanowiący zaledwie 0,3 proc. obywateli monopolizują dostęp do dobra wspólnego, jakim są dzikie zwierzęta. Polowanie niewspółmiernie intensyfikuje chroniczny strach dzikich zwierząt i pozbawia cywilizowanych ludzi coraz bardziej pożądanego, pełnego kontaktu z przyrodą wraz ze zwierzętami, a nie tylko z pustym lasem. Blisko 50 tys. polowań zbiorowych organizowanych jest co roku także w najcenniejszych przyrodniczo miejscach Polski i na terenach służących aktywnemu wypoczynkowi czy zbieraniu runa leśnego, co znacznie zaostrza konflikt z większością społeczeństwa.

Tradycyjne łowiectwo nie zgadza się też z wymaganym przez art. 2 konwencji respektowaniem zrównoważonego rozwoju, których ma zaspokajać potrzeby wszystkich ludzi również następnych pokoleń, a nie tylko mniejszości kultywującej atawistyczną przyjemność zabijania. Gospodarka populacjami dla zrównoważonego rozwoju powinna uwzględniać postęp wiedzy naukowej oraz bieżący stan populacji poszczególnych gatunków, co stoi w jawnej sprzeczności z tradycyjnym europejskim polowaniem (obecnie określanym jako rekreacyjne) dla przyjemności zabijania czy kultywowania tanatologicznych rytuałów. Myśliwi osłabiają populacje, zakłócając działanie doboru naturalnego zarówno przez odstrzał osobników według tradycyjnych łowieckich kryteriów (zwłaszcza na trofea), jak i przez zawzięte tępienie drapieżników kontrolujących te populacje.

Wbrew nieustającym deklaracjom troski o przyrodę polscy myśliwi nie przestają prześladować zwierząt z gatunków wykazujących dramatyczne spadki liczebności, takich jak zające, kuropatwy, jarząbki i niektóre gatunki kaczek (głowienki i czernice) i nie przestają zatruwać naszego środowiska (zwłaszcza terenów wodno-błotnych) tonami ołowiu (500-640 ton rocznie).

PZŁ triumfalnie oznajmia, że „narodowe kultury łowieckie są już wpisane na listy krajowe w Republice Czeskiej, Słowenii i na Węgrzech, a w Rumunii i Słowacji procedura jest w toku". Jest to triumf międzynarodówki silnych postkomunistycznych związków łowieckich ukształtowanych przy wsparciu i udziale komunistycznych reżimów, a szczególnie ich służb bezpieczeństwa, które, jak
wiadomo, były dobrze reprezentowane w PZŁ, co wcale nie przeszkadzało (wbrew koniunkturalnym twierdzeniom wnioskodawcy na str. 15-16) w kultywowaniu obrzędów łowieckich łącznie z polowaniem hubertowskim (chociaż poza elementami sakralnymi).

Znamienne, że w krajach zachodnich starsze i bardzo wyrafinowane tradycje łowieckie nie zostały w ten sposób nobilitowane, a w tradycjonalistycznej Wielkiej Brytanii wręcz zakazano tradycyjnych polowań na lisy z użyciem psów. Nasz Sejm przyczynił się w ubiegłym roku do ograniczenia łowieckiego okrucieństwa, zakazując ćwiczenia psów myśliwskich na żywych zwierzętach oraz udziału dzieci w polowaniach. Podwyższa to poziom naszej cywilizacji, której najlepszym, szeroko uznanym przez najwybitniejszych uczonych - od Leona Petrażyckiego i Norberta Eliasa do Stevena Pinkera - miernikiem jest kontrola przemocy. Dlatego wpisanie „polskiej kultury łowieckiej jako całości" na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego wraz z samym polowaniem jako podstawą i spoiwem tej całości byłoby regresem cywilizacyjnym i opóźnionym efektem 40-letniego zastoju w rozwoju wolnego społeczeństwa pod panowaniem komunizmu.

* Lista sygnatariuszy

Prof. dr hab. Andrzej Elżanowski, Przewodniczący

Dr hab. Dorota Probucka, Prof. UP, Z-ca Przewodniczącego

Prof. dr hab. Adam Chmielewski, Członek Zarządu

Dr hab. Ewa Podrez, Prof. UKSW, Członkini Zarządu

Zaloguj się