Pył, który pogrążył etykę

zepsucie rozumu

zepsucie rozumu

Teologia, to zepsucie rozumu przez „grzech pierworodny” czyli przez chrześcijaństwo.
To główna bolączka człowieczeństwa.
Wszelcy zwiący się ateistami, innowiercami, wszelcy posądzający się o moralność i dobro zostali pchnięci na kolana pożarem budynku.
Cóż pomoże wszelka wolnomyślność, nowoczesność, wzniosłość, duchowość gdy w trzewiach pozostało się chrześcijaninem.


Chore chrześcijaństwo z jego łagodnymi, nowotestamentowymi ewangeliami wyhodowało tak ułomnego człowieka, że zaczął on się wstydzić tego, iż nie może głośno powiedzieć, jestem biały, jestem błękitnooki, jestem srogi.
Nie możesz już być dziki i wolny, masz być winny.
I jesteś winny. Przy okazji czujesz się przy tym znakomicie wzniośle. Jesteś koneserem sztuki. Zwykłe dobro nie ma szansy wygrać gdy przystawisz je obok poczucia winy jakie przez dwadzieścia wieków wywoływało w nas chrześcijaństwo.


Wciąż nie rozumiecie do czego zmierzam? Jesteśmy takimi spierdolinami moralnymi, że w ciągu 24 godzin zbieramy miliard euro nad odbudowę budynku podczas gdy wciąż na świecie każdego dnia umiera 8,5 tysiąca dzieci z głodu…i umiera znacznie więcej dlatego, że nikt im nie pomaga.
Ale nie interesuje chrześcijanina ani jego potomka(tego, który chce uchodzić za ateistę) dobro.
Interesuje go ta wzniosła chwila i ten moment gdy poczuje się intelektualistą i będzie w tej pięknej chwili tragedii kościoła tym obślinionym koneserem sztuki.

Myślę, że przypomnienie owym wolnym od doktryny iż to odbudowa symbolu sadystycznej religii, którego miejsce jest tam gdzie choćby miejsce pomnika księdza pedofila czy swastyki. Czyli w niebycie.

Dnia dzisiejszego czyli dnia, w którym opada pył pożaru notre dame i każdy kto nie płacze nad tym, każdy kto wyraża niesmak z powodu rozmiaru społecznej pomocy na ten cel podczas gdy świat potrzebuje bardziej tych pieniędzy niż remont budynku nazywany jest prymitywem.

Jeżeli wyrazisz dezaprobatę z tego powodu, jeżeli pokażesz, że to sfałszowane pojęcie dobra i moralności, że to zwyczajna obłuda to odpowiedzą ci, ze jesteś kulturowym barbarzyńcą.


Parafrazując od tego, że to obiekt wybudowany na zrabowanych majątkach i wyciętych życiach przez kościół.
To obiekt, który na tamten czas miał obrazować potęgę kościoła.
Zaraz po zakończeniu budowy wraz z inkwizycją przyszło sadystyczne zamęczanie ludzi w kuluarach tego budynku oraz palenie ich na stosach przed nim. Jak choćby samych templariuszy czyli swoich, których spalił kościół w ilości ponad sześćdziesięciu w maju 1310 roku.
Więc bronicie symbolu zła, które nie podlega dyskusji jeśli mamy świadomość faktów historycznych w związku z kościołem.

fałszywe pojęcie moralności

Największe Genesis ludzkości jak wybicie większości części populacji Indian ameryki południowej. Nawet według samych kapłanów „Nawracanie w cieniu konkwisty”, największe ludobójstwo miało miejsce w procesie chrystianizacji Ameryki Południowej.


W sumie w ciągu stu lat od konkwisty populacja tubylców w Meksyku
zmniejszyła się z około 25 milionów do 1 miliona!
W obu Amerykach z około 80 milionów pozostało po pół wieku 10 milionów! Nie było w historii tej planety większego ludobójstwa.

Żadni barbarzyńcy jakich sobie wyśnicie nie byli w stanie być tak okrutni i skuteczni.
Następnie Inkwizycja, która nie bez powodu sprawiło, ze ten okres Europy nazywamy piekłem czyli inferno.


Skala to jedno, a metody w obu przypadkach to szczyt sadyzmu, okrucieństwa, bestialstwa…zła w najczystszej postaci.


No i z trójcy wielkich festiwali zła jakie zafundowało światu chrześcijaństwo są jeszcze krucjaty czyli zbrojne wyprawy na wschód aby go grabić.
Nie były to zbrojne najazdy, jak inne. Krucjaty odbywały się w imię Chrystusa. I dziś -z perspektywy wieków.
Postępowanie krzyżowców było szokujące - nie tylko z dzisiejszego punktu widzenia, ale także w oczach ówczesnych. A jednak w ślad za ludźmi Piotra Pustelnika szli następni i pustoszyli kraje, przez które wiodła ich trasa - Czechy, Węgry, Bułgarię i Bizancjum.


Ich przejście znaczyły stosy trupów, ale rzadko mówiło się: wojna, częściej zaś: iterhieroso-lymitanum (szlak jerozolimski) lub via Sancti Sepul-cri (droga Grobu Świętego) za które to katolicy śpiewają chwalebne pieśni.
Tenże Gotszalk, gdy sformował już armię, ta przechodząc przez Węgry bez opamiętania grabiła wsie, kradła wino, zboże, owoce i woły. A kiedy chłopi węgierscy stawili opór tym gwałtom, krzyżowcy wbili na pal kilkunastoletniego chłopca. Król węgierski, Koloman, sam wymierzył sprawiedliwość, skoro nie mógł się jej doczekać od rycerzy Chrystusa.
Zmasakrował oddziały Gotszalka, tak że nie został nikt przy życiu.

 

W końcu, 3 czerwca 1098, krzyżowcy zdobywają Antiochię. Turcy giną w
straszliwej rzezi, a obok nich wyrzyna się też wielu chrześcijan, którzy mieszkali w Antiochii. Nikt nie pyta, jaką wiarę wyznaj ą mieszkańcy grodu.
Podobnie będzie w Jerozolimie, pod mury której 7 czerwca 1099 podchodzi pierwsza krucjata. W oblężeniu Jerozolimy uczestniczyło tysiąc dwustu rycerzy i dwanaście tysięcy piechurów. Zaś w mieście, w którym znajdował się Grób Boży, żyło więcej chrześcijan niż muzułmanów.

I to również oni stali się bezbronnymi ofiarami zwycięzców szturmu z 13 na 14 lipca. Krzyżowcy, pijani zwycięstwem odniesionym po tylu udrękach, rozbiegli się po ulicach i wdzierając się do domów i meczetów zabijali każdego, kto wpadł im w ręce, nie wyłączając kobiet i dzieci.

Kiedy Rajmund z Aguilers wszedł do meczetu Al-Aksa, musiał się przedzierać przez stosy trupów i brodzić we krwi, która sięgała mu do kolan.
"Nie można było bez przerażenia patrzeć na tę masę zabitych, na te członki odrąbane, walające się wkoło, na te strugi krwi zalewające ziemię..." - pisał Wilhelm z Tym.

Rzeź trwała trzy dni. Krew spływająca w wąskich uliczkach sięgnęła, jak mówiono, aż do kolan, a w mieście nie ostał się żywy ani jeden muzułmanin, ani jedna muzułmańska kobieta i dziecko. Nie było też w Jerozolimie Żydów, bo schronili się wszyscy w wielkiej synagodze i w niej zostali spaleni żywcem.

Masakra w Jerozolimie odbiła się szerokim echem w całym świecie. Nikt nie wiedział, ilu ludzi zginęło. Nawet wśród wielu chrześcijan rzeź ta wywołała zgrozę, tym bardziej że ten krwawy dowód jednego fanatyzmu religijnego zagrażał

Nie będziemu tu zatrzymywać się dłużej nad przypominaniem okrucieństwa jakim chrześcijaństwo obdarzyło ludzkość.

Chrześcijaństwo, które teraz sięga do kieszeni publicznej było złem nie tylko w kontekście moralnym ale również w kontekście owych dorobków kultury jak to ładnie mówicie broniąc tej katedry.


Bo kościól zniszczył większość budowli antyku, jego dzieł, jego osiągnięć naukowych. Ba, zniszczył sam antyk. Chrześcijaństwo pozbawiło nas plonu kultury antycznej, a w późniejszym czasie także plonu kultury arabskiej. Cudowny świat kultury hiszpańskich Maurów, pokrewny nam u swych podstaw, przemawiający do zmysłów i smaku został zdeptany. Krzyżowcy zwalczali później coś, przed czym leżeć w prochu bardziej by im przystało - kulturę, wobec której nawet dziewiętnasty wiek zapewne wydałby się sobie nader ubogim, nader „późnym". Ta katedra reprezentuje wielkość sadyzmu i zbrodni kościoła, jego butę, jego potęgę rabunku i wyzysku. Oraz jest symbolem prześladowcy.

 

Przekwalifikowaliśmy się. Staliśmy się pod każdym względem skromniejsi. Nie wywodzimy już człowieka z „ducha", z „bóstwa", na powrót postawiliśmy go między zwierzętami. Uważamy go za najpotężniejsze zwierzę, ponieważ jest on najbardziej przebiegłym zwierzęciem: następstwem tego jest jego duchowość. Z drugiej strony, bronimy się przed próżnością, która i tutaj chciałaby dojść do głosu: jakoby człowiek był wielkim, ukrytym celem ewolucji zwierzęcej. W żadnym razie nie jest on koroną stworzenia, każda istota obok niego stoi na tym samym szczeblu doskonałości. Twierdzę ponadto, że człowiek jest relatywnie biorąc, zwierzęciem najbardziej nieudanym, najbardziej chorowitym, które najniebezpieczniej zbłądziło i odeszło od swych instynktów.

 

Nawet człowiek o najskromniejszych aspiracjach do prawości musi dziś wiedzieć, że „etyczny porządek świata" jest kłamstwem. Wiemy już dziś czym są wszystkie kościelne pojęcia, mianowicie najzłośliwszym, jakie tylko może istnieć, fałszerstwem, które ma na celu odwartościowanie natury.
To właśnie przez odwartościowanie natury jesteśmy dziś tak nieudaczni nie tylko w czynach ale i decyzjach. Nie mamy żadnej odwagi do decydowania.
Przy opadającym pyle katedry należy milczeć i być skruszony. Jeśli nie jesteś jesteś kulturowym barbarzyńcą.
To nie ważne, że wpłaciłeś na fundację dla głodujących dzieci, na ofiary wojny. To nie ważne, że czynisz dobro i jesteś dobry.


Nie o dobro chodzi w religii, co za tym idzie we wspólnocie.


Chodzi o wspólne poczucie winy i cierpienie. Gdy czujesz się winny to cierpisz i zdejmujesz szatę by otulić najbogatszą instytucję na planecie ziemia, jaką jest kościół.
Etycznie dokonujesz barbarzyństwa na zdrowym rozsądku i moralności. Z jednej strony umierający z głodu ludzie, brak lekarstw, wszystkiego, z drugiej nieco spalony budynek.
Na pierwsze nie dasz, na drugie przelewasz, ślesz, bijesz się w pierś.
Liczy się bycie uczonym koneserem renesansu. Jebać humanizm.

Drogie dzieci umierające każdego dnia z głodu w ilościach ponad ośmiu tysięcy, drogie gwałcone kobiety, zwierzęta zagłodzone, ledwo dyszące z braku warunków do życia; drogie cierpiące istnienia, wybrałyście sobie zły czas z krzyczemiem o pomoc do cywilizowanego świata.
Cywilizowany świat ma już swoje katharsis; to po prostu budowla, na którą w przeciągu jednego dnia zebrano miliard euro.
Tak, na remont budynku. Cały świat łączy się w pięknym geście. Piękny czyn ludzkości dla ludzkości.
A was już będzie jutro minimum mniej o osiem tysięcy.

Pożar ten zdemaskował poziom etyki i moralność dzisiejszego człowieka.
Oprócz tego obrońcy katedry wznoszą jeszcze rwetes, że ktoś woli pomóc uchodźcom wojennym tymi pieniędzmy.
Dziwne? Dziwne ale jak zdasz sobie sprawę, że w światopoglądzie chrześcijańskim nigdy nie chodziło o życie i dobro to zrozumiesz ten fakt.
Ktoś powie ale ateiści i innowiercy tez dają. Dają. Już ujawnili się na grupach ateistycznych, że są tylko fasadą ateizmu, jak i inni innowiercy.
I dają dlatego, że są tworem indoktrynacji dwudziestu wieków, ich przodków, ich rodzin ich otoczenia.
To właśnie szkopuł tego problemu. Nawet gdy mienisz się opozycjonistą wobec chrześcijaństwa nagle okazuje się, że dwa tysiące lat gówna to zbyt długo w gównie aby być czystym.
To jest właśnie to co kosciół zrobił doskonale.
Ubezwłasnowolnił nasze rozumy, wolną wolę, odwagę w stanowieniu, a nawet umiejętność myślenia.
Głupiejecie dla symboli, zwłaszcza dla symboli krzyża.
Odbiera wam rozum.

Wiemy dziś, wie nasze sumienie, co w ogóle są warte, do czego służyły niesamowite wynalazki kapłanów i Kościoła, dzięki którym udało się osiągnąć ów stan samopohańbienia ludzkości, stan, którego widok może budzić odrazę. Pojęcia, takie jak „zaświaty", „Sąd Ostateczny", „nieśmiertelność duszy", sama „dusza"; są to narzędzia tortury, są to systemy okrucieństwa, dzięki którym kapłan stał się panem, pozostał panem.
Każdy to wie: a mimo to wszystko pozostaje po staremu. I zostanie bo nie zrobicie niczego gdyż jesteście chorzy, tak jak chora jest cywilizacja chrześcijańska. Nikt nie może swobodnie postanowić, że zostanie chrześcijaninem; nie można się „nawrócić" na chrześcijaństwo, trzeba być na to dostatecznie chorym.

 

Świętość w chrześcijaństwie to zabiedzone ciało i dusza. Dzień dzisiejszy to jej wynik.

Świętość, która sama jest tylko szeregiem przejawów zabiedzonego, wyczerpanego nerwowo, nieuleczalnie zepsutego ciała i umysłu.
Musicie zdać sobie sprawę z tej ułomności, na która teraz cierpi społeczeństwo w wyniku niszczenia ducha człowieka przez dwadzieścia wieków.
Co jest dobre? Co jest dostojne? Wszystko, co zwiększa w człowieku poczucie mocy, wolę mocy, samą moc.
Co jest liche? Co jest ujemne? Wszystko, co pochodzi ze słabości.
Pytaniem jest, co ma zastąpić ludzkość w łańcuchu istot, człowiek wydaje się być końcem. Szkopuł w tym, jaki typ człowieka należy wyhodować, jakiego typu człowieka należy chcieć, jako istoty wyższej pod względem wartości, jako istoty godniejszej życia.
Na dziś dzień rzeczywistość ukazuje, że godniejszy życie według standardów społecznych jest wrażliwiec sztuki niż człowiek chcący ratować innych.

Ten społecznie wyższy pod względem wartości typ dość często się już pojawiał: hodowano go i osiągnięto: zwierzę domowe, zwierzę stadne, chore zwierzę człowiek — chrześcijanin.

Chrześcijaństwa nie powinno się gloryfikować: wydało ono wojnę na śmierć i życie temu wyższemu typowi człowieka, wszystkie jego fundamentalne instynkty skazało na wygnanie. Chrześcijaństwo wzięło stronę wszystkiego, co słabe, co niskie, co nieudatne, sprzeciw wobec instynktowi samozachowawczemu właściwego życiu. Zepsuło rozum nawet najpotężniejszych duchowo natur, ucząc odczuwać naczelne wartości duchowe, jako grzeszne, jako błędne, jako pokuszenie.


Zwierzę, gatunek, musi być zepsute, jeśli traci ono swe instynkty, jeśli wybiera, jeśli preferuje to, co dlań szkodliwe. Samo życie przejawia się instynktem wzrostu, instynktem trwania, instynktem mocy: gdzie brak woli mocy, tam następuje schyłek.
Chrześcijaństwo nazywa się religią współcierpienia, a ten, kto współcierpi traci siłę.


Przekwalifikowaliśmy się. Staliśmy się pod każdym względem skromniejsi. Nie wywodzimy już człowieka z „ducha", z „bóstwa", na powrót postawiliśmy go między zwierzętami. Uważamy go za najpotężniejsze zwierzę, ponieważ jest on najbardziej przebiegłym zwierzęciem: następstwem tego jest jego duchowość. Z drugiej strony, bronimy się przed próżnością, która i tutaj chciałaby dojść do głosu: jakoby człowiek był wielkim, ukrytym celem ewolucji zwierzęcej. W żadnym razie nie jest on koroną stworzenia, każda istota obok niego stoi na tym samym szczeblu doskonałości. Twierdzę ponadto, że człowiek jest relatywnie biorąc, zwierzęciem najbardziej nieudanym, najbardziej chorowitym, które najniebezpieczniej zbłądziło i odeszło od swych instynktów
Ale coś się stało. Niemal dwa tysiąclecia i ani jednego nowego Boga. Zamiast tego wciąż jeszcze, jak coś uprawnionego w człowieku, ten godny pożałowania Bóg chrześcijańskiego monotonoteizmu, ten hybrydyczny twór upadku, twór z zera i sprzeczności.
W chrześcijaństwie na czoło wysuwają się Co instynkty podległych i uciemiężonych: swego zbawienia szukają w nim najniższe stany społeczne.
Jako zajęcie, jako środek na nudę uprawia się tu kazuistykę grzechu, samokrytykę, inkwizycję sumienia; stale podtrzymuje się poprzez modlitwę uczucie wobec Mocarnego, nazywanego „Bogiem"; rzeczy najwyższe uważa się tu za nieosiągalne, za dar, za „łaskę".


Gardzi się tu ciałem, higienę odrzuca, jako zmysłowość; Kościół broni się nawet przed czystością (po wypędzeniu Maurów pierwszym krokiem chrześcijan było zamknięcie łaźni publicznych, których
sama Kordoba liczyła 270).

Efektem właśnie tej doktryny, tej hodowli jesteście dziś wy, ci którzy są zatrwożeni pożarem kościoła, a umieranie głodnych ich nie interesuje.
Upadek humanizmu w 21 wieku. A tak naprawdę zdemaskowanie tej fasady etyki, która jest podłą obłudą niby dobrego człowieka.
 

 

 

 

Materiał filmowy

 

https://www.youtube.com/watch?v=111pJkvzRik

Zaloguj się