Poza definicją

   Zamyka się nas pomiędzy samymi pojęciami jakby chciano przywołać nasze istnienie do jakiejś idei.

 

Ateiści znajdują sobie we mnie sprzymierzeńca zanim zorientują się, że mój ateizm to tylko forma pośrednia zupełnie ani mnie nie definiująca ani nie wypełniająca mych potrzeb.

Bo ateizm jest szatą, która nas zdobi ale nas nie definiuje. W tą szatę możemy nadzwyczaj szybko i łatwo się ubrać. 

Wszak wystarczy stwierdzić, że boga nie ma i oto mamy cały ateizm za sobą. Jestem ateistą; boga nie ma.

Dotarłem do kresu definicji.

 

Tylko wciąż żyję więc co teraz.

Boga nie ma ale z pewnością jestem ja i świat. Więc co teraz. W ateiżmie nic bo nie kreuje nas jako człowieka. Ateizm tylko zaprzecza teizmowi. Zadanie wykonane. Zaprzeczyłem istnieniu boga.

Oczywiście teizm również nas nie kreuje. To znaczy, teizm bardzo dużo mówi o tym, że kreuje nas jako człowieka ale jeśli przyjrzymy się człowiekowi religijnemu to wypada znacznie gorzej niż ateista.

Więc teizm również niczego w samym człowieczeństwie nie zmienia na lepsze. W zasadzie teizm głośno mówi, że nie chce nas zmieniać bo jakiś stary bóg stworzył nas takimi i takimi mamy pozostać bo to jego plan.

I kim my niby jesteśmy aby ten plan podważać.

I to jest ostateczny dowód na brak rozwoju. Ludzkość w teiżmie nie jest w stanie wyewoluować.

 

Wyższość ateizmu nad teizmem jest oczywista.

Teizm deifniuje cały zakres Twojego postępowania wobec innych ludzi i zwierząt według tego co powiedział starodawny bóg i starodawny kapłan. Więc Ty dziś jesteś tym kim chciał abyś był kapłan. Obcy człowiek w obcej kulturze i jeśli przyjmiemy kapłana jako pierwszego prawodawce czyli mojżesza to i ponad trzy tysiące lat temu.

Więc w roku 2020 twój teizm chrześcijański obliguje Cię do postępowania według woli człowieka sprzed trzech tysięcy lat. To tak jakby te trzy tysiące lat stać w miejscu świadomościowo.

Jako ateista, możesz być człowiekiem który wierzy w to życie, który wierzy w moralność. Jeśli robisz coś dla nagrody jak teista (raj) albo ze strachu (piekło) lub po to by kogoś ukarać (blużniercy), to nie masz moralności. Z pewnością nie masz jej własnej, która może być wynikiem rozwoju i coraz większej wiedzy.

To w teiżmie jest zakazane; rozwój.

Teizm daje nam kilka tysięcy stron pisma, w którym niejaki bóg, kapłani, prorocy i mesjasze ustalają kogo i za co możesz zabić, ile płacić za narodziny chłopca i dziewczynki i jakie dary oddawać dozorcom tego teizmu czyli kapłanom.

Ateizm nie ma takiej książki starodwanych obostrzeń, zakazów i nakazów w której coś urojonego mówi im, że "nie pozwolą żyć czarownicy" albo zabiją krnąbrne dziecko lub dziewczynę, która nie okazała się dziewicą.

To jest bez wątpienia przewaga ateizmu i mój wybór jego jako formy sprzeciwu wobec teizmu, który uważam za prymitywny i niebezpieczny gdyż jego główną rolą jest utrzymać nas w tym prymitywiżmie.

   Jednak ateizm jest nader prosty i niewystarczalny.

 

   Orzekam, że boga nie ma gdyż nigdy go nikt nie widział. I doszedłem do końca ateizmu. I jako ateista stoję nagi w przestrzenii wytykajac palcem brudne łachmany religii.

Teizm zapyta mnie: w takim razie skąd się wział wszechświat skoro nie ma boga. Mogę otwarcie powiedzieć, że nie wiem tego z całą pewnością. Są teorie na ten temat ale osobiście uważam, że ludzkość nie jest wystarczajaco inteligntna aby mieć pewność co do tych teorii.

Mogę to powiedzieć i ów brak przekonania na temat stworzenia wszechświata ani nie przeczy ateizmowi ani nie ujmuje mojej inteligencji. Jak i również nie potwierdza tezy religii. Ponadto mogę to powiedzieć gdyż nie wyznaję doktryny, która takie mówienie nazywa blużnierstwem i obiecuje boską karę z tego tytułu czyli śmierć.

Teista nigdy nie powie tego, że w zasadzie nie ma pewności. Nie może tego przyznać. Powie z pełnym przekonaniem, że wszechświat stworzył bóg. Można zatem zapytać skąd to wie. Bo mówią tak święte pisma - usłyszysz.

Wobec tego jeśli biblia jest dowodem na pochodzenie wszechświata od boga to kubuś puchatek jest dowodem na istnienie żywego pluszaka.

Gdy odrzucimy pisma, teista powie że nie może być czegoś z niczego wobec tego oczywistym jest, że wszechświat stworzony został przez boga, bo ktoś go stworzyć musiał.

Ta odpowiedż rodzi dwa pytania. Po pierwsze kto więc stworzył boga. Inny bóg? A kto stworzył innego boga? Oczywiście poprzedni bóg. Tak logika zjada własny ogon. Dochodzimy do problemu kto zatem stworzył pierwszego boga.

Co do wszechświata z niczego to nauka bada (odwrotnie do religii, która podaje nam brudną prawde starodawnych kapłanów ale niczego nie chce badać)

Na kluczowe pytanie, ostatni bastion boga, dlaczego jest coś, a nie nic - odpowiedzmy; nie potrzebujemy cudu.
Z perspektywy filozoficznej ludzie mają problem ze wszechświatem, który miał początek. Dlatego wymyślili boga. Zamiast przyczyny i początku jest religia i teologia. 

W nauce można zdefiniować wszechświat z niczego. I to ma być gorsze niż pewność cudu oraz zrobienie niczego, z czegoś.

Zdarzało się to za sprawą religii wiele razy. Tak było w średniowieczu gdy dogmaty religijne wyparly światłe myśli Greków. W skali globalnej wszystkie one zostały zapomniane.
Tak było w jedynastym wieku w świecie arabskim, gdy centrum kultury i matematyki stało się ekonomiczną i intelektualną pustynią z powodu islamu.
I tak może stać się dziś. Ale dwudziesty pierwszy wiek stawia nam wyzwania jakich nigdy nie było. Globalne zmiany klimatu. Przeludnienie. Kryzys energetyczny. I potrzeba edukacji oraz zatrzymania zniewolenia kobiet i w wielu miejscach dzieci.
Jeśli nie zmienimy sposobu myślenia, jeśli nie będziemy gotowi na otwartą dyskusję i kreowania naszej kultury bez względu na tradycje, jeśli nie skupimy się na realizowaniu polityki społeczej opartej na rzeczywistości, możemy ten wspaniały pod wieloma względami świat obrócić w nic.
I wszyscy musimy być pewni, że tak się nie stanie. Ta praca nie może być wykonana tylko przez ateistów czy agnostyków. Ten mozół musza podjąć też wierzący bo świat to jest jedyne miejsce, mimo, że wierzą inaczej, co do którego nie mamy wątpliwości, że istnieje. I wspólne.

W naszej coraz bardziej złożonej naukowej i technologicznej cywilizacji wiele problemów politycznych wymaga wiedzy. po prostu wiedzy i nauki.
Jak zatem społeczeństwo ma sprawować demokratyczną kontrolę nad rządem jeśli nie kieruje się wiedzą i nie rozumie nauki.

Szerzenie poglądów wynikajacych z rozumowania we współczesnym świecie jest nadrzędne. Co złego może być w wiedzy i oświeceniu. To może być tylko dobre." Lawrence M. Krauss

 

Drugie pytanie może być ważniejsze dla nas gdyż wskazujące na naszą nadzwyczajną arogancję i butę. Wręcz boski narcyzm.

Jakiś bóg stwarza wszechświat, miliardy galaktyk, w każdej z galaktyk miliardy układów gwiezdnych. W tym wszystkim niezliczona ilość planet. I ten sam bóg pośród całego tego ogromu spędza czas na pustynii gadając jako krzak z prymitywnym mordercą jakim był Mojżesz, a póżniej udowadniając swą potęgę pewnemu faraonowi Egiptu zamienia laskę pasterską w węża.

I irytuje go konkurencja z magami faraona, którzy umieją to samo.

Więc bóg jaki stworzył cały wszechświat, miliardy galaktyk i miliardy planet zsyła deszcz żab, komary, zanieczyszcza wody, zabija zwierzęta, a na końcu wszystkie pierworodne dzieci i pierworodne zwierzęta w Egipcie. Bo się zdenerwował konkurencją i chciał utrzeć faraonowi nosa i zmusić do wypuszczenia swoich ulubieńców ale przed tym celowo "czyniąc serce faraona twardym" aby ten jednak ich nie wypuszczał.

Schizofrenia czy skłonność do sadyzmu gdy tak robi aby wykonać całe przedstawienie zrujnowania kraju jakie sobie zaplanował.

I to jest ten wielki, wspaniałomyślny konstruktor skomplikowanego świata. Przepraszam, wszechświata.

 

I robi to wielki stwórca wszechrzeczy. Właśnie to, właśnie na plenecie ziemia wybierając sobie najbardziej prymitywny lud jako swój ulubiony.

Nie ukazał się Chińczykom, którzy już umieli pisać, czytać i badać fakty. Ukazał się niepiśmiennym, prymitywnym mentalnie i wątpliwym moralnie ludziom z pustynii. Ale i tak nikt nigdy go nie widzi. Jest albo krzakiem albo wciela się w osła aby coś powiedzieć. 

Ten wielki konstruktor wszechświata ukazał się prymitywnemu, zniewolonemu, pozbawionemu nadziei zabobonnemu ludowi.
Zmusił ich do wyrżnięcia po drodze wszystkich sąsiadujących ludów poprzez rzezie, ludobójstwa i rasizm.
I osiedlił ich w obiecanej ziemi, w której rejonie będą miały miejsce wszystkie objawienia. Nigdzie indziej. Tylko tam.

 

Jak oświadcza nam Jan w Apokalipsie: boga nigdy nikt nie widział. Oraz jak oświadczył nam Mojżesz, boga nikt nie może zobaczyć gdyż niechybnie umrze. 

To jednak nie przeszkadza teistom głosić z całą stanowczością, że on jest.

I nie dochodzi do nich świadomość, że nie jest możliwym aby istota zdolna kreować wszechświat była tak niskich standardów moralnych. To zwyczajnie nie ma sensu i nie jest zgodne z wolą tworzenia. I uniwersalną kosmiczną etyką.

W dodatku ta istota tworzy miliardy galaktyk, gwiazd i planet ale najbardziej ją wkurza to, że na planecie ziemia ludzie się onanizuj.

 

Ponadto to wielkie spóżnienie boga; Według niektórych człowiek liczy sobie 200 tysięcy lat. Są wierzący jacy twierdzą, że ich lud żyje od 100 000 lat. Przyjmijmy więc tą dolną granicę. W zupełności wystarczy.

Okazuje się więc, że ów wielki konstruktor przez około 98 tysięcylat ma wszystko w dupie.
Gwałty, choroby, drapieżniki, słabe uzębienie, które powodowało masę dolegliwości i co za tym szło śmierć w dosyć młodym wieku. Wyrostek robaczkowy czyli zbędny "organ" sprawiający śmierć w męczarniach. Generalnie człowiek ledwo dożywał przez większośc tego czasu 30 - roku życia. Niezwykła ilość śmierci noworodków czy też matek podczas porodu.

I 98 tysięcy lat trwa ta ludzka gehenna i wzajemna wrogość, aż bóg swierdza, że się tym zajmie. Bo się okazuje, że trzeba to naprawić po swoim własnym akcie stworzenia aby nie powiedzieć "spierdolenia"

Ten rodzaj wiary jest po prostu idiotyczny i skrajnie narystyczny.

 

   Opuszczając jednak zbyt wielki jak dla pojęcia wierzącego wszechświat sprawdżmy co dzieje się na ziemi w naszym domostwie. Nie wiesz o tym, że bóg mnie kocha? Moje bolące zęby już nie bolą. Kiedy już straciliśmy resztkę nadziei wygraliśmy na loterii.
Biorąc pod uwagę, że ten bóg nie zdziałał nic w życiu innych ludzi. Biorąc pod uwagę cierpienie, które zostało nałożone na jakieś bezbronne dziecko, biorąc pod uwagę umierajacych każdej doby z niedoli, głodu, chorób czy przemocy ponad 8 tysięcy dzieci, ten rodzaj wiary jest po prostu ohydny.

Jest kosmicznym wręcz narcyzmem.

Bóg ocalił moje życie w wypadku, co prawda lekarze operowali mnie kilka godzin ale dzięki bogu żyję. Drugi uczestnik wypadku zmarł, gdzieś tam na świecie w tym czasie umarło z głodu kilkaset dzieci, a w innym rejonie przeszło tsunami i zabiło kilka tysięcy. Ale ja cudem ocalalem. I sprawił to bóg; stwórca ogromnego wszechświata. Spojrzał akurat na mnie, na jednego z miliardów ludzi, na malutkiej planecie ziemia, w małym układzie słonecznym wcale w nie największej galaktyce.

 

   Ale dość już o naszym wspaniałomyślnym fanie ludzkiego gatunku. Chociaż znając treść biblii i jego postępowanie wynikłe z tej treści to z tym fanem przesadzilem. Przepraszam. Dość więc już o obrzydliwym dyktatorze z prześladowczą manią.

 

Wróćmy do ateizmu. Boga nie ma bo nikt nigdy go nie widział. Koniec ateizmu.

   Dlatego nie zajmuję się ateizmem jako takim. Ateizm nie jest celem. Ateizm jest etapem. Sam ateizm jak i religia nie są żywym organizmem. Nie funkcjonują bez nas czyli bez ludzi. Bez różnorakich ludzi. To, że odrzucisz utrzymujący Cię w zabobonach teizm niczego nie zmienia za wyjątkiem tego, iż możesz bez obostrzeń i strachu przed boską karą zrobić krok naprzód. Reszta nie zadzieje się sama.

Ale sam ateizm nie jest celem i odrzucenie teizmu nie czyni człowieka automatycznie dobrym. 

 

   Barbarzyńcy, poganie, chrześcijanie, cudzoziemcy, aztekowie, muzułmanie, buddyści, komuniści, ateiści, faszyści i inni mają jedną cechę wspólną. Czynnik ludzki.

W każdej z idei, formuł czy grup są ludzie dobrzy i są ludzie żli. Ale, żeby dobro rozkwitło musi sprzyjać temu idea, to znaczy nie może wstrzymywać chęci zmiany i samej zmiany. Nie może idea przeciwstawiać się wzrostowi.

W każdej formie poza zdefiniowaną boskimi przepisami religią czyli swoistą dyktaturą jak i poza samą dyktaturą człowiek może sie zmienić i ewoluować.

W religii i dyktaturze nie może gdyż jest to herezja i blużnierstwo, a za to dyktator czy to w osobie boga czy kapłana czy też tyrana przewiduje śmierć.

Dlatego w szczególności mówię o religiach wskazując ich wielka rolę w utrzymywaniu człowieka w prymitywiżmie. Nie pozwalając mu dążyć do zmiany.

Nie jest to swoiste wychwalanie innego typu człowieka. Jest to jedynie wskazywanie systemu opresji i najwyższej formy  zniewolenia jaką są religie. I to systemowego zniewolenia i psucia czlowieka wmawiając mu, że jest wolny i właściwy.

Wskazywanie okowów i kotwicy utrzymującej nas ledwo na powierzchni i bez względu na uplywający czas i wieki, wciąż w tym samym miejscu.

Nie zmienia to jednak faktu, że te idee nie są żywym organizmem, a co za tym idzie nie żyją bez naszego udziału. Bez naszej aprobaty ich. Bez naszego ich przyjęcia.

 

Więc jeśli wyobrazimy sobie człowieka który bał się piorunów, a z powodu strachu przed demonami zamurowaywał swoje dzieci w fundamentach budowli możemy z żałością spojrzeć na jego nieudatność i prymitywizm (z tego typu mentalnością ludzie wspóltworzyli biblię, która jest kanonem postępowania dzisiejszych chrześcijan)

Byliśmy nadzy i dzicy i nie rozumieliśmy świata. Nie znaliśmy pojęcia zła i dobra, chcieliśmy tylko przetrwać w chaosie robiąc zgoła bezsensowane i straszne rzeczy bądż według tamtej świadomości niezbędne rzeczy do przetrwania.

Ciężko winić człowieka z dzidą, że nie wiedział co to humanizm gdyż do niego nie dojrzał. Nie był tym kim jesteśmy dziś my. Nie miał tej świadomości. Nie miał też tych narzędzi, które zmieniają ludzkie życie jak na przykład w zakresie ochrony przed zimnem. Dziś aby ochronić się przed zimnem mamy tekstylia więc nie musimy zabijać zwierząt i obdzierać ich ze skóry. Dlaczego więc chcemy to robić? Bo chcemy gdyż to robimy.

Tamten człowiek był człowiekiem na poziomie intelektualnym jeden i dwa, czyli tym gdy jeszcze nie ma potrzeby religijnej. Jest chaos, strach przed nieznanym i próba przetrwania. Walka ze wszelkimi demonami i zagrożeniami.

Mamy więc do czynienia z prymitywizmem z powodu niedojrzałości. To wczesny człowiek. Jest okrutny gdyż w amoku walczy o przetrwanie.

 

Póżniejszy człowiek wchodzi na pułap inteligencji trzeciej, w której zaczyna tworzyć się religijność. Czyli formę ucieczki przed irracjonalnym zagrożeniem. Złe duchy zagrażają memu domowi. Już nie boje się piorunów ale przed duchami muszę stworzyć sobie obrońcę. Tym obrońcą będzie bóg. Bóg jednak jest nieodgadniony i go nie widać, zatem i nie wskazuje jasno czego chce ale mój umysł roi sobie (swoista rozmowa z nieistniejącym przyjacielem), że chciałby czegoś w zamian za opiekę.

Więc zamuruję w fundamentach dzieci (bo to cenne, często najcenniejsze co mogę mieć więc tym pokażę jak bardzo oddaję cześć temu bogu), poświęcę na oltarzu ludzkie serca w zamian za słońce, raz do roku złożymy w podzięce bogu iluś chłopców i dziewczynek. I masę, masę zwierząt. I rodzi się religijność. Wynika ona z irracjonalizmu gdy uświadomimy sobie na ten przykład, że słońce wstaje każdego dnia bez względu na ilość wyrwanych ludzkich serc ale prymitywizm ludzki syci ów irracjonalizm.

I urojenie chroni przed urojeniem

Tworzą się kulty jako swoiste zabiegi na niezrozumienie świata. I bez względu który bóg temu przyświeca jest to wynik działania ludzkiego prymitywizmu gdy zarzynamy dla przeblagania swego boga zwierzęta i ludzi. Gdy odbieramy realne życie dla przekupienia swego boga.

Jest to obrzydliwe ale na siłę możemy to zrozumieć. Mamy w końcu do czynienia z człowiekiem, który ledwo wyszedł z jaskini. Który z inteligencji na poziomie drugim czyli życiu w strachu stworzył sobie obrońcę. Oczywiście obrońca nie jest niezależnym organizmem. Jest imaginacją prymitywnego człowieka więc i obrońca jest prymitywny. Zatem ów obrońca w umyśle człowieka chce krwi i bólu. 

Jaki człowiek może dojśc do wniosku, że tego chce jakiś bóg? I jaki bóg może tego chcieć? Tylko prymitywny. To przecież nie ulega wątpliwości.

 

   Następnie część ludzi wkracza na pułap czwarty inteligencji. Jest on tożsamy z pułapem trzecim, ale dochodzi do tego już nie tylko konieczność "żywienia" boga za ochronę przed fatum i demonami lecz i regularna danina jako przekupstwo, łaska, zadośćuczynienie, przeblaganie. I tak na bazie urojonego obrońcy przed nocą (doskonale to widać w konstrukcie Mojżesza) rodzi się religijna korporacja.

Bóg więc staje się dozorcą codzienności. Odtąd wszystkie sprawy życia są tak urządzone, że bóg czyli tak naprawdę kapłan jest wszędzie niezbędny; przy wszystkich naturalnych wydarzeniach życiowych, przy narodzinach, ślubie, chorobie, śmierci, nie mówiąc o ofierze („posiłku").

Pojawia się świątobliwy pasożyt, by życie człowieka pozbawić naturalności; ale w jego języku nazywa się to „uświęceniem".

Niezbędna jest użyczająca wartości moc, która neguje w człowieku naturę. Moc, która właśnie dopiero tym sposobem stwarza wartość. Więc naszym codziennym czynom, tym czy trzymamy ręce na kołdrze i tym czy zbieramy drewno w szabas przygląda się nawyższy konstruktor wszechświata. Tak mówi rzecz jasna kapłan abyś bał się boga, a jak boisz się boga i grzeszysz (bo musisz grzeszczyć gdyż w religii niemal wszystko co naturalne staje się grzechem) to musisz prosić boga o łaskę. I kapłan tą możliwość łaskawie Ci oferuje wybierając z całego menu odpowiednią ofiarę przebłagalną czy inną. Oczywiście za dary i zwierzęta na ofiary. Nawet dokładnie rozpisuje jakie bo kapłan wie co lubi zjadać.

Korporacja się powiększa i zamienia w instytucję. Zostaje unarodowiona, a kapłan może redagować treść religii czy to w formie ewangelii, kanonów i dekretów aby wskazać kogo się pozbyć jako zagrożenia. I oczywiście wskazać na nowe ofiary czyli dary odpowiednie do obszaru i czasu. Kiedyś złoto, kamienie czerwone, skóry barwione i cały czas zwierzęta. Kapłan przecież musiał jeść zwłaszcza gdy był leniem.

Pułap czwarty to też wychodzenie z krwawych i irracjonalnych kultów ale nie ich niszczenie. Jednak to nie kwestia rozwoju lecz reformy. Oczywiście ofiary ze zwierząt wciąż istnieją niemal w symbiozie z tą "wznioślejszą" formą religii i często się uzupelniają. Dla przykładu chrześcijaństwo dziś z powodu wygody kapłana nie chce ofiar ze zwierząt jak judaizm, z którego się ono wywodzi.

Ale cywilizacja chrześcijańska bez problemu godzi się i ustanawia nawet takie prawo, iż bratnia religia może mordować zwierzęta w rytualnym uboju. I robić to nawet w kraju, w którym jest obca. Przy czym jedno zapewnia, iż głosi religię moralną i wyższą duchowo podczas wyrażania pełnej zgody i aprobaty na tego typu amoralne działania. I po drodze wychwalając chęc mordowania homoseksualistów, palenia heretyków i zabijania czarownic. W odpowiednim czasie oczywiście nie pozostają przy samej chęci co udowodniła nam historia.

Dodać należy, że reforma religii do poziomu cztery nie eleminuje funkcjonowania w niej jako wierzących tych z poziomu poniżej. Jak i przenikania się z poziomem drugim. Religia bowiem jest formą zniewolenia jak największej ilości ludzi więc oferuje pełen wachlarz irracjonalnych środków zapobiegawczych na problemy ludzi prymitywnych.

Dla barbarzyńcy na ten przykład cierpienie nie jest czymś przyzwoitym: potrzebuje on dopiero wykładni, by się przyznać przed sobą, że cierpi (jego instynkt skłania go raczej ku wypieraniu się cierpienia, ku cichemu znoszeniu cierpienia) Słowo „diabeł" było tu dobrodziejstwem: miało się przemożnego i straszliwego wroga; można się było nie wstydzić, że się cierpi przez takiego wroga. 

 

Zależności jest o wiele więcej ale nie o tym będziemy tu mówić.

Więc poziom trzeci i czwarty inteligencji potrzebują religii. I o ile poziom trzeci akceptuje nawet dziś odbieranie życia zwierzętom jako ofary bądż rytuał co jest w oczywistej sprzeczności z etyką to poziom czwarty jest miksem tych zabobonów które reformują wraz z rozwojem siłą rzeczy cywilizacji. Nie tyle też co samym mentalnym rozwojem ile pragmatycznym.

Czy wyobrażacie sobie dziś aby parafianie prowadzili do kościołów zwierzęta i aby kapłani na oczach ludzi znający już epokę oświecenia zabijali te zwierzęta? Szlachtowali je publicznie?

To zresztą rodzi dużo niedogodności. Po pierwsze etyczne, które już potrafimy dziś dotrzec gdyż osiągamy poziom inteligencji pięć i sześć oraz pragmatyczne. Etycznie wzbudzałoby to coraz szerzsze oburzenie społeczeństwa i w końcu religia każdego dnia przysparzałaby sobie nowych wrogów.

Pragmatyczne natomiast wynikają z charakteru kapłana. Po co sobie brudzić kościół i ręce robotą. Pieniądze czyli nowa forma ofiary są lepsze, a mięso jest w wygodnej formie w restauracji i puszce. Dziś niewolnictwo oficjalne jest foux paus więc nie miałby tego kto kapłanowi za darmo posprzątać.

Wobec tego poziom czwarty inteligencji ale wciąż potrzeby religijnej nie wyewoulował w kierunku humanizmu lecz zreformował się w kierunku pragmatyzmu i polityki (dostosowując postępowanie do rejonu świata i jego poziomu ucywilizowania)

 

Poziom piąty wychodzi z religii. Orientuje się, że jej nie potrzebuje. Orientuje się, że to bzdura, absurd, zabobon. Nie oznacza to jednak, że jego ideą jest humanizm, że przyświeca mu to co humanitarne. Nie, on po prostu uznał religię (co zresztą słuszne) za głupią.

Nie uznał jej natomiast za obrzydliwą z powodu jej traktowania na przykład zwierząt czyli z powodów etycznych czy humanitarnych. Pewnie wielu ludzi wyszlo z niej z tego powodu ale nie to jest najczęstszym powodem.

Wobec tego samo wyjście z religii (i wracając do początku - sam ateizm) nie oznaczają, że stajemy się automatycznie kimś lepszym. My tylko odzieramy się z łachmanów religii ale zostajemy nadzy. 

Jesteśmy jak nagi i zagubiony człowiek w przestrzenii poprzecinanej mnogością dróg. Wiemy których dróg unikać z powodów religijnych ale nie wiemy która droga jest właściwa dla rodzaju ludzkiego. Z tego pułapu łatwo też wpaść ponownie w czwórkę na rzecz innego kultu.

Dzieje się tak z wielu powodów, a przede wszystkim z tego, że nie dojrzeliśmy bo nigdy nie mieliśmy na to sprzyjających okoliczności. Nie mówimy o jednostkach. Mówimy o większości. Dlatego też nie po drodze mi z samym ateizmem jak i nie po drodze mi z innymi ideami.

 

Ateiści uważają, że łączy mnie z nimi wiele ale błędnie uważają, że łączy mnie z nimi całość. Bo mi nie przyświeca ateizm. Przyświeca mi dobro i etyka.

Również Ci którzy obrazili się na kościół jako organizację uważają, że łączy nas wiele wspólnego ale gdy orientują się, że ja odrzucam całą doktrynę religijną to stwierdzają, że jestem okropny. Tylko, że mi nie przyświeca wstręt do organizacji lecz dobro i etyka.

Również niejacy rodzimowiercy czy też szeroko pojęte ugrupowania słowiańskie mają wrażenie, że coś ich ze mną łączy gdyż wspominam chrześcijaństwo jako tyrana innych kultur między innymi naszej. A kiedy orientują się, że odrzucam wszystkich bogów i drwie z każdych wierzeń i zabobonów, odwracają się i z pogardą stwierdzają, że nie będą rozmawiać z czlowiekiem, który nie wierzy w bogów. Tak jakby wiara wartościowała człowieka. Tak jakby religijność definiowała rodzaj ludzki.

I z triumfem i złośliwością psotnego dziecka stwierdzają, że z przyjemnością spalą kukłe czarownicy w swoim obrzędzie. Tylko ten czyn świadczy o nich, a nie o mnie. I to ich ma wartościować. To ma ich czynić wyższym od człowieka nie oddajacego hołdu bogom, kultom i obrzędom.

Tyle, że ja nie kieruję się bogiem omega na rzecz boga alfa i odwrotnie. Kieruję się dobrem i etyką.

 

I to okazuje się obce tym wszystkim ludziom oraz ugrupowaniom. I jest im obce. Zarówno dobro jak i etyka.

Nie mówimy tutaj o sfałszowanym pojęciu dobra i etyki. Sfalszowanym przez religie. Nawet wśród tych którzy odrzucali religie stosunkowo wcześnie. W naszej cywilizacji niewiele to zmienia jeśli nie jesteśmy w stanie pojąć czym jest etyka.

Z prostego powodu; istniejemy w epoce ryb, w epoce religijnej. Światopoglądem ogólnym rządzą religie, a Europa i część bliskiego cywilizacyjnie nam świata jest chrześcijańska.

I w związku z działalnością kościoła katolickiego w świecie i głównie Europie wyparła wszelką wolną myśli i walczyła ze wzniosłą filozofią jak z herezją. Idealnym przykładem była inkwizycja. Nie mówiąc już o samym wyniesieniu chrześcijaństwa z powodów pragmatycznych dla cesarstwa; doktrynowego popierania i wychwalania niewolnictwa zupełnie przeciwnie niż wcześniejsze rozważania mędrców rzymskich i greckich.

Nie znaczy to oczywiście, że starożytny Rzym był światły i dobry. Powiedzieliśmy sobie wcześniej dlaczego. To wynik czynnika ludzkiego jako takiego; tego, że człowiek nie dojrzał do etyki i humanizmu. W każdej epoce i rejonie byli myśliciele ale to były promile w porównaniu do wyznawców doktryn. To kwestia proporcji, a najbardziej tą proporcję na rzecz prymitywizmu przechyla religia.

 

I tu musimy wrócić do tego, że wszelkie doktryny jak i religia nie są autonomicznym organizmem. Są one wyborem ludzkim. Jeśli więc człowiek akceptował z własnej woli i wybierał prymitywną religię to dlatego, że wypełniała ona jego potrzeby.

Inną kwestią jest zmuszanie do przyjęcia tej religii ogniem i mieczem co robiło chrzescijaństwo. Jednak to nie zmiania jej idei bo po pierwsze władcy którzy do niej zmuszali sami ją akceptowali i szerzyli. 

Ponadto nawet jesli jakiś wladca z powodów politycznych nie miał wyjścia (tak mówi się o Mieszku I) oraz póżniej Polanie nie mieli wyjścia i zostali zmuszani do przyjęcia chrześcijaństwa (były nawet krucjaty przeciw opornym słowianom) to dziś nikt już nas nie zmusza ogniem i mieczem w Polsce do wyznawania tej religii.

Więc można zadać sobie pytanie dlaczego w niej tkwimy. Gdyż wypełnia nasze populistyczne potrzeby. A, że jest formą zniewolenia to zakłamuje nam wszystko; dobro zamienia w bogobojność, naturalizm w grzech, a amoralność w moralność.

I nie pozwala nam tego zmienić. To jest rola religii i kapłanów.

Dziś przecież bóg nie sprawia, że słońce wstaje. Wiemy dlaczego jest wschód słonca. Bóg dziś nie służy obronie nas przed zjawiskami, których nie rozumieliśmy. Dziś bóg ma jedną rolę; utrzymać nas takich jakimi chce widzieć nas kapłan. Dlaczego? Bo kapłan istnieje tylko dzięki wierzącym, którzy go utrzymują, a w wielu rejonach jak w i przeszlości również byli jego niewolnikami, a każda chęć zmiany tego stanu jest dla kapłana największym zagrożeniem.

Więc mimo rozwoju człowiek tkwi w religii, a ona nie pozwala mu przejrzeć na oczy. Taka jest jej rola; nie pozwolić człowiekowi ewoluować.

Dlatego dziś technologicznie człowiek jest bardzo rozwinięty i nie musi bać się burzy ale mentalnie, świadomościowo tkwi w jaskini z dzidą gryząc zęby gdyż religie występują jawnie przeciw humanizmowi, rozwojowi, wiedzy, zmianom.

 

Dziś dzień w dwudziestym pierwszym wieku największa z religii monoteistycznych w imieniu swych przepisów prześladuje, torturuje i zabija dzieci w afryce. Bo kiedyś, gdzieś tam bóg tej religii oznajmił, " że nie pozwolisz żyć czarownicy"

 

   Prymitywizm ludzki jako taki nie jest zatem wynikiem religii lecz ludzkiej niedojrzałości. Natomiast trwajacy prymitywizm ludzki w dzisiejszych czasach jest własnie wynikiem działania religii. Wszelkich.

 

Wyższa myśl istnieje nie od dziś.

Tak jak i weganizm, który chrześcijanie wymieniają jako coś nowego i zdrożnego. Weganizm jest wcześniejszy od mięsożerstwa ale dziś nam się wmawia z pełnym przekonaniem, że weganizm jest błędem i opiera się to również na przesłankach boga, który nakazywal nam aby zwierzęta się nas bały. Który kazał nam czynić sobie ziemię poddaną.

Pokrótce tylko wyjaśnie, iż jest tak dlatego, że bóg jest wymysłem człowieka. I to w dodatku człowieka, który jadł mięso, składał na ofiary zwierzęta, znęcał się nad nimi. Czyli czlowieka, o którym mówimy tu od początku. Prymitywnego.

Nazwijmy go w skrócie człowiekiem bez umiaru. I tak oto wieczny lud eseńczyków (długowieczni z powodu weganizmu) przegrywa z ludzkim brakiem umiaru i świat wygląda jak wygląda; jest planetą intencjonalnego cierpienia czynionego przez homo sapiens. A religie to pochwalają.

 

Więc zarówno humanizm, wyższa myśl, umiar, chęć nie krzywdzenia zwierząt, weganizm, dobro i etyka to nic nowego. To było bardzo naturalne w ludziach, którzy wychodzili z jaskinii i odrzucali dzidę.

Tego była pełna starożytna filozofia, o której dziś teiści chcą mówić jako o protoplastach religii. Ale to nie była religia tak samo jak niejaka V Ewangelia czyli ewangelia tak zwanego wyższego chrześcijaństwa nie była religią lecz własnie filozofią.

 

Takie pojęcia jak dobro, etyka, humanizm i folozofia to były obrzeża i zaledwie promile.

Człowiek pospolity był prymitywny i taki pozostał bo takim go złapała religia i takim go zostawiła. Bo to jest boży plan. Niczego nie zmieniać.

I dziś w skrajnych sytuacjach mamy technologicznie stację kosmiczną krążącą po orbicie kulistej ziemi i przekazującą nam ten obraz na żywo, a obok tego religijnego człowieka wciąż gloszącego to co głosi biblia, że ziemia jest płaska.

Dopiero w 1992 roku kościół katolicki przyznał, że zgodnie z poglądami Galileusza to ziemia krąży wokół słońca.

Ta teoria heliocentryczna nie była zresztą nowością w myśli europejskiej. Przed Galileuszem był Kopernik, a przed nimi znał ją już najwybitniejszy astronom grecki żyjący w II wieku przed naszą erą; Arystarch z Samos. Kopernik nadał jej tylko naukową podbudowę, a Galileusz opublikował czym naraził się na gniew kościoła i areszt inkwizycyjny.

Areszt tylko dlatego, że wycofał się publicznie z głoszonych tez, które według kościoła były herezją. Gdyby tego nie zrobił zostałby zabity. Z powodu przekonań religijnych, religii która glosiła się za dobrą i miłosierną.

 

   Dziś mamy pełen w zasadzie wachlarz poziomów inteligencji od jeden do sześć. Jestem niemal pewnien, że spokojnie i w tym wieku znależlibyśmy ów jeden. Sam czas mimo, że wymusza na nas rozwój to równie dobrze może niczego świadomościowo i moralnie nie zmieniać w człowieku.

Mamy więc też sześć ale sześć abyśmy się dobrze zrozumieli to nic nowego na przestrzeni kilku tysięcy lat od starożytnej filozofii do dziś. To nikły ułamek czasu jeśli chodzi o ludzką inteligencję. Nikły w kontekście gatunku i samego człowieka ale jakże długi w kontekście wieku i ludzkiego życia.

Poziom sześć inteligencji nie oznacza ludzi znajacych nazwy gwiazd niewidocznych gołym okiem i robiących skomplikowane kalkulacje matematyczne w pamięci. Poziom sześć oznacza inteligencję emocjonalną będącą wynikiem rozumowania; czyli zrozumienie, że człowiek jakiego znamy jest tylko początkiem. Człowiek z niższych poziomów jest niemal dla niego tym, czym jest małpa dla człowieka. Pośmiewiskiem i wstydem.

 

Poziom sześć to zrozumienie świata ale to wlaściwe zrozumienie świata odrzucając uwarunkowanie kulturowe i poczynania ludzkości wynikłe ze strachu i prymitywizmu. To świadomość nie skażona urojeniami, politycznymi celami, uprzedzeniami. To chęć dobra i etyki. Nic ponad to.

Poziom sześć to poziom gdy rozumiemy i wiemy, że dobrze rozumiemy. Zrozumienie idei życia, jego symbiozy i tego co etyczne nie jest trudne gdy jest się już wolnym od uwarunkowania kulturowego i gdy odrzuci się błędne filozofie, filozofie z pogranicza religii oraz samą religię.

I wszelkie inne doktryny i idee do których przywołuje się człowieka.

Bo nawet gdy masz watpliwości i coś ci nie pasuje to gdy zostaniesz prawicowcem to już Cię do niego ta idea douzupełni. Czy to faszystą czy komunistą. Czy też katolikiem. 

Tylko musisz pamiętać o tym, że w sprzyjajacych wolności czasach to Ty wybierasz. Ty wchodzisz w tą ideę i Ty ją akceptujesz. I to ona Ciebie wyraża.

 

Poziom piąty to odrzucenie religii ale wciąż nieumiejętność patrzenia. Gdzieś tam coś Ci majaczy gdyż odrzuciłeś kotwicę ale wlaściwie to nie wiesz w którym kierunku chcesz płynąć i czy w ogóle chcesz płynąć.

Możesz nawet nauczyć się odróżniać dobro od zła (wcześniej całkowicie zafałszowane religią) ale to nie znaczy, że będziesz chciał kierować się dobrem. Do tego nie wystarczy tylko odrzucić religii, kotwicy.

Musimy również wspomnieć, że w poziomy w zasadzie trzy i cztery wpisują się ludzie, którzy odczuwają niespełnienie etyczne w religii i zdają sobie sprawę z jej rozbieżnością z dobrem ogólnie pojętnym ale uwarunkowanie kulturowe nie pozwala im się temu przyjrzeć. A ich poziom inteligencji właśnie skłania do potrzeby religijnej. Więc w tym tkwią. Rozumowo nie są w stanie tego sobie ułożyć, a emocjonalnie nie są w stanie tego przezwyciężyć.

 

To na poziomie szóstym nie potrzeba ani doktryn, ani wzorców aby odróżnić dobro od zła i chcieć tego pierwszego. 

Jeśli człowiek zrozumie, że życie jest wartością dla każdego ze stworzeń to zrozumie, że odbieranie go jest odbieraniem wartości. Jest nieetyczne. Do tego wystarczy się rozejrzeć i chcieć być opiekunem, a nie oprawcą.

Dziś już nie ma konieczności być okrutnym wobec innych stworzeń. Czas i rozwój technologiczny oraz pojawiajaca się w dziejach wyższa filozofia skłaniają nas do takich rozważań, że bezsensowne odbieranie życia innym stworzeniom jest po pierwsze zbędne po drugie niemoralne. Gdy już wzrośnie w Tobie ziarno takiej myśli to na końcu dojdziesz do wniosku, że aby to zrozumieć należało się jedynie z uwagą rozejrzeć. I chcieć być dobrym.

W konsekwencji trwanie w tym i czynienie tego jest przejawem Twojejego stanu świadomości, poziomu uduchowienia i rozwoju mentalnego. Skoro nie musząc być, jesteś prymitywny to dlatego, że taki własnie jesteś. Nie rozwiniesz się na zawołanie. To długi proces ksztaltowania swojej świadomości i rozumowania w kierunku dobra. Pojęcia tego czym ono jest. Bo dobrem nie jest czubek mojego własnego nosa i mój dobrobyt kosztem zwierząt i kosztem innych ludzi. Dobrem jest nie czynienie krzywdy.

 

Nie ma we wszechświecie gatunku, który chciałby własnej zagłady i uznał to za etyczne. I nie powinno być gatunku, który uznaje za nieetyczne odbieranie życia swoim przedstawicielom, a jednocześnie odbiera je innym gatunkom, wmawiając sobie, że to jest etyczne. Etyka jest uniwersalna. Bo chodzi przecież o istnienie. Żadne ze stworzeń nie chce śmierci więc zadając ją mu, odbierasz mu jego wartość.

 

Można powiedzieć, że ludzie są nijacy. I tacy pozostaną. Ponieważ ten rodzaj pragmatyczneego systemu czy to ekonomicznego, politycznego czy religijnego, takich ich potrzebuje, a przez jeszcze warunkowanie kulturowe Ci ludzie tacy po prostu chcą być. Pasuje im brutalność wobec zwierząt, brak wyższego celu jako lepszego człowieka. Pasuje im brak umiaru i stawianie się w roli pana życia. 

Cechuje nas egoizm.

Ustanowiliście mianio "świętość życia" Kto tak powiedział? Bóg? Jeśli znasz historię i biblię to zdajesz sobie sprawę, że bóg to główna przyczyna śmierci. Hindusi, muzułmanie, żydzi, chrześcijanie zabijają się wzajemnie i innych bo ich bóg im powiedział, że to dobry pomysł. I że w zasadzie tak trzeba bo to innowiercy, poganie, innymi słowy, blużniercy.

No i stoją na drodze do naszego szczęścia, a nasze szczęście jest najważniejsze i jedynie prawdziwe i słuszne. Więc w którym momencie praktykujecie świętość choćby ludzkiego życia.

I dlaczego tylko ludzkie życie jest święte? W którym momencie staliśmy się na przyklad lepsi od psów? Podajcie mi pięć przykładów dlaczego jesteśmy lepsi od psów? Dlaczego bardziej zasługujemy na życie.

I takie idee o koronie stworzenia, świętości ludzkiego życia i czynieniu sobie ziemi poddanej wywyższają i utrwalają religie.

Dlatego sam ateizm nie wystarczy do niczego. Bo on jedynie orzeka, że boga nie ma. Nie musi mi mówić tego ateizm. Ja widzę, że boga nie ma. I widzę, że nigdy go nie było. Gdyby istniał jakikolwiek bóg świat nie mógłby tak wyglądać.

 

Niedojrzali ludzie chcą wypełniać swe prymitywne potrzeby ale chcą też czuć, że postępują właściwie. I pewien system im na to pozwala i ich w tym utrwala; system oferujący przeróżne usprawiedliwienia dla swojego podłego poczynania czyli religia. I w dodatku oferuje zmycie win.

 

Każdy system religijny, który nie skłania czlowieka do poszukiwań, wykraczania ponad starodawne "prawdy", ewolucji, jest po prostu zły. Stoi w sprzeczności z rozwojem jak i checią bycia lepszym. I każdy system który nie tylko głosi ale i aprobuje amoralne postępowanie wobec zwierząt jest zły.

Nawet jeśli wewnętrznie przetworzy sobie dobro i zło na bogobojność i grzech.

 

Świat to spacerniak motłochu, biednego duchowo i mentalnie ludzkiego gówna, które dla satysfakcji strzela do niewinnych stworzeń nazywając to sportem lub je torturuje. Czyni to ten motłoch również innym ludziom. Często tylko dlatego, że ktoś im powiedział, że jakiś bóg uznaje to za dobry pomysł.

Ludzkość to prymitywny gatunek, który mając tekstylia wciąż obdziera żywe istoty ze skóry i nazywa się przy tym dobrym i moralnym.

Sokrates już dawno temu mówił, iż robiąc to nie mamy prawa do mówienia o pokoju i miłości.

 

Ponad siebie mogą wyjść jedynie jednostki, którym przyświeca wolna myśl jaka może rozkwitać i rosnać, a nie idea określonego szeregu postępowań w bardzo ścislych ramach. Bo zmiana tego nie spodoba się bogu.

Bogu, który oglaszał (Księga Izajasza 60) Bo naród i królestwo, które by ci nie służyły, wyginą, i poganie zostaną całkiem wygładzeni.

Bóg obiecuje nas wygładzić jeśli nie będziemy mu służyć. A nazywają go dobrym i miłosiernym.

Tak obiecał i chciał bóg ojciec, a co gorsze dla nas, tak chce też jego syn i tak zwani apostolowie.

 

Dlatego w walce o świadomość i wyższego człowieka - bo nie o ateizm chodzi - istonym jest wyzbycie się wszelkich religii, które są najwyższą formą zniewolenia.

Religia zaczyna się od urojenia i pogłębia w ludziach te właśnie urojenia. Sprawiając, że mimo uplywu czasu, rozwoju technologii i świadomości ogólnej, uważamy, że śmierć jakiegoś zwierzęcia poprawi nasz los.

Co gorsza też uważamy, że jakaś najwyższa istota, która jest za nasz los odpowiedzialna chce wlaśnie tej śmierci.

 

Więc skoro uznajemy to za dobry i słuszny pomysł, to wiara w taką istotę - z założenia wyższą od nas, co jest groteskowe skoro chce ofiar i krwi - stawia nas najniżej w ewolucji.

Religie więc udowadniają, że człowiek i tylko człowiek potrafi spaść niżej od zwierzęcia. I nie chodzi o to w którym miejscu są zwierzęta lecz o to w którym miejscu jesteśmy my jako gatunek u którego rozwinął się umysł i który potrafi kreować, wyobrażać sobie i planować. Oraz który wyksztalcił w sobie moralność.

 

Religia potrzebuje nas prymitywnych i dzikich i za pomocą nazwanych przez siebie: "wielkimi" czy "świętymi" zakazuje nam eweoluować.

W filozofii czy w wolnej myśli gdy dążysz do rozwoju, za tydzień, za miesiąc, za rok możesz byc kimś lepszym.

Cała zresztą religia czy to ustami boga, mesjaszy, apostołów i innych jej orędowinków mówi nam, że nie możemy nic wiedzieć na żaden temat. Człowiek który chce wiedzieć musi ale to musi już niemal natychmiast odkrywać fałsz i absurd religijnych twierdzeń.

Religia boi się zdemaskowania więc nie możesz niczego chcieć poznać. I masz być tym kim byłeś gdy ta religia Cię zastała. Więc jeśli chcesz być gorliwy w tej religii to będziesz wiecznie na poziomie trzecim lub czwartym inteligencji podczas gdy czlowiek może osiągnąć poziom szósty.

I nie tylko będziesz tkwił na tym poziomie ale zrobisz wszystko aby przekazać tą mentalność swoim potomkom. I tak oto ludzkość mimo upływających wieków krąży wokół płomienia świecy. 

 

Religijna bezrozumność przez wieki niszczyła świat zabijając na ofiary zwierzęta i ludzi oraz czyniła zarówno ludziom jak i zwierzętom holocaust ale wciąż jej chcemy.

Nie tylko chcemy ale wręcz pragniemy tego szału pozbawieni umiejętności zrewidowania wiedzy o niej czy przekonań jakie ona głosi o świecie.

A przecież wystarczy przyjrzeć się właśnie tym co głosi ona o fizycznym choćby świecie i wszechświecie aby od razu wiedzieć, że religia za każdym razem się myli. Więc i bóg się myli. Czy bóg w ogóle kiedykolwiek widzial ziemię z góry skoro twierdził, że jest płaska, a nad niebem jest woda i do sklepienia przyczepione są słońce, księżyć i gwiazdy?

Każde religijne stwierdzenie dowodzi, że religia nie zna prawdy podczas gdy głosi, że mówi prawdę.

 

 Dopiero gdy odrzucimy wszelkie doktryny (wszak konstruktu ludzkiego czyli z wielką cechą omylności jak i powodu głoszenia tych tez) i zbadamy rzeczywistość możemy stać sie kimś lepszym. W zasadzie dopiero wówczas zechcemy być kimś lepszym.

W religii musimy być tylko bogobojni, tylko tacy jakimi chce nas prymitywny bóg definiując swoje oczekiwania przez prymitywnego kapłana.

Bóg zarówno jak i kapłan nie ewoluuje.

 

Nie trzeba przyjmować żadnych doktryn ani przyjmować żadnych "prawd". Również nie musicie przyjmować mojej tezy.

Możecie obserwować świat, zbadać go wnikliwie i wyciągnać własne wnioski bazując na wiedzy i obserwacji. Tak jak i ja to zrobiłem.

Oczywiście aby to zrobić należy zdobyć pewną wiedzę i obserwować bez uprzedzeń. I wniosek nasuwa się tylko jeden. Może być tylko jeden.

Wszystkie drogi rozważań prowadzą do oświecenia, że nie zasługujemy na to aby nazywać się i czuć jak korona stworzenia. Że nie jesteśmy uprzywilejowani. Nie jesteśmy w jakiś dziwny sposób ułaskawieni z podłości przez jakieś byty. Że jesteśmy nieudatni, chorzy, prymitywni. Dopiero gdy to zrozumiemy, a będziemy mieć wykształcone niezafałszowane poczucie dobra to zrozumimy dokąd zmierzamy. I przede wszystkim zechcemy tam zmierzać wynosząc się poza prymitywizm.

 

To co było i jest populistyczne, a w szczególności chrześcijaństwo zepsuło rozum nawet najpotężniejszych duchowo natur, ucząc odczuwać naczelne wartości duchowe jako grzeszne, jako błędne, jako pokuszenie.
Zwierzę, gatunek, musi być zepsute, jeśli traci ono swe instynkty, jeśli wybiera, jeśli preferuje to, co dlań szkodliwe.

Samo życie przejawia się instynktem wzrostu, instynktem trwania, instynktem mocy.

Nawet człowiek o najskromniejszych aspiracjach do prawości musi dziś wiedzieć, że „etyczny porządek świata" jest kłamstwem.

Wiemy już dziś czym są wszystkie kościelne pojęcia, mianowicie najzłośliwszym, jakie tylko może istnieć fałszerstwem, które ma na celu odwartościowanie natury.

To właśnie przez odwartościowanie natury jesteśmy dziś tak nieudaczni nie tylko w czynach ale i decyzjach. Nie mamy żadnej odwagi do decydowania.
Wiemy dziś, wie nasze sumienie, co w ogóle są warte, do czego służyły niesamowite wynalazki kapłanów i kościoła, dzięki którym udało się osiągnąć ów stan samopohańbienia ludzkości, stan, którego widok może budzić odrazę.

Pojęcia, takie jak „zaświaty", „sąd ostateczny",„nieśmiertelność duszy", sama „dusza"; są to narzędzia tortury, są to systemy okrucieństwa, dzięki którym kapłan stał się panem, pozostał panem.

 

Odrzucenie religii prowadzi do zdania sobie sprawy kim naprawdę jesteśmy. A tylko ta świadomość może sprawić, że bedziemy wiedzieć jaką drogą pójść dalej.

I zdamy sobie sprawę, że tylko poza religią czlowiek może zrozumieć, że winien być obrońcą, a nie oprawcą. Będzie w stanie osiągnąć wynikającą z naszej skłonności do duchowości i z rozważania uniwersalną świadomość. Świadomość istoty żyjącej jako tej która nie chce własnej krzywdy więc samo z siebie zrozumiałe będzie, iż nie może tej krzywdy czynić innym istotom.

Do tego jednak potrzebna jest duchowość, a ta jest w stanie rozwinąć się tylko w zdrowym środowisku, w zdrowym umyśle, nie skażonym prymitywną, zabobonną myślą, w której na łożu swej śmierci masz być taki sam jaki byleś i jakiego chcieli Ciebie kaplani mówiąc Ci, że takim chce Ciebie bóg.

 

Przy czym poziom szósty jest zaledwie początkiem i powinien być dzisiejszym minimum aby czynić świat lepszym.

 

 Nie zamykam się pośród pojęć. Wyszedlem poza nie gdyż żadna doktryna nie spełnia moich oczekiwań. Ateizm jest formą ale nie celem. Odrzucenie religii też samo w sobie nie jest celem lecz etapem do pozbycia się kajdan.

Wówczas będziesz wolny i możesz przyjrzeć sie swojej egzystencji i światu. Nie przez zamydlone oczy doktryną religijną i setkami przepisów boga czy kapłana. Przyjrzysz się światu takiemu jaki on jest. I zrozumiesz, że nie jesteś sam na planecie ziemia i że ta planeta to twój dom, a dom nie powinien być krwawym safarii w ludzkim wykonaniu.

Czy natomiast pójdziesz w kierunku dobra to już jest inna historia.

Odrzucenie religii wcale tego nie gwarantuje. Stwarza taką sposobność ale nie gwarantuje. Bo człowiek jest niedojrzały i słaby. Czlowiek jest nieudatny. 

Jeśli przyjrzeć się egzystencji ludzkiej wstecz to wniosek może być tylko jeden; musimy wyjść poza tego czym był i dziś jest człowiek (pomijając oświecone jednostki) i jaką cywilizację tworzy i o jaką cywilizację się wręcz bije.

Bo skoro nastała wielka nowina z niejakim Jezusem Chrystusem i świat miał być zbawiony i lepszy to dlaczego od dwóch tysięcy lat jest gorzej niż było wcześniej bez owej nowiny, bez owego zbawienia i bez owej ofiary za nas z syna boga.

I nie tylko się temu przyglądamy ale tkwimy w tym...i niczego nie chcemy zmieniać bo ta doktryna głośno krzyczy, że nie możemy niczego zmieniać bo ten bóg który ma na to wpływ ustalił wszystko doskonale. I to jest jego boski plan, a za przestrzeganie go wynagrodzi nas wtedy gdy tu już umrzemy.

Bóg tak mówi, a my przytakujemy. I tego chcemy i w tym nie tylko tkwimy ale z przemocą narzucamy tą wolę wszelkim innym.

 

   Jestem za porzuceniem bogów i pielęgnowaniem człowieczeństwa. I jeśli człowieczeństwo jest tym co obserwuję to jestem za porzuceniem nie tylko bogów ale i człowieczeństwa i dążeniem do nadczłowieka.

Do wyższego człowieka.

Dzisiejszy człowiek nie spełnia mych standardów. Tak samo jak nie spełniał i Waszych standardów bełkocący dzikus z jaskini.

Ludzie mimo ewolucji technologicznej i silą rzeczy świadomościowej nie mogą się przyjrzeć egzystencji, ponieważ uniemożliwiają im to pisma święte i kapłani.

Pisma święte nie pozwalają im przyjrzeć się rzeczywistości, a religie jakie firmują, akceptują ludzi prymitywnych i takich wynoszą nad cały świat. Wmawiając im, że są doskonalym tworem boga i jak będa posłuszni czyli tacy jakich chce ich kapłan sprzed kilku tysięcy lat, to będą żyć wiecznie gdzieś tam poza tym życiem. Pod warunkiem, że wybiją pogan czyli wszystkich, którzy nie wierzą w wielkiego konstruktora wszechświata jaki zamieszkał na planecie ziemia i strzelał fochy na kobiety innych narodów gdy te rozmilowały mężczyzn z jego wybranego plemienia. 

Co za tym szło, ów wspanialy konstruktor nakazał swoim wybrankom zabić te kobiety, przy okazji ich meżów, synów i córki, a zostawić tylko te które były dziewicami do seksualnej niewoli dla swych wybranków. Czyli dzieci. W tym przypadku 32 tysiące.

I taki czlowiek jest tworem skończonym i spełnionym. Według boga i religii. I ma zapewniony jakiś raj.

Wobec tego zarówno jakość tego boga jak i jakość tej religii jest dla mnie obrzydliwa. Ujemna. Bezwartościowa.

 

I wierzący ma tego boga ale nie różni się kompletnie niczym od prymnitywnego człowieka bojącego się piorunów. Jest tak samo prymitywny ale i niebezpieczny w tym gdyż głosi swoją wyższość nad innymi. I zmusza innych do wyznawania swojego urojenia.

A jego bóg kipi nienawiścią do wszelkich innych i w dogodnych warunkach (cywilizacyjnie) jak może to chce aby ich zabijano. To znaczy on chce zawsze aby ich zabijano ale kapłan i wierni robią to w dogodnych warunkach.

Cała historia jest wypełniona aktami zbrodniczości ludzi boga. Najznamienitszymi. Ale to już inna historia. Opowiedziana wiele razy.

 

 

https://www.poganin.eu/antyteizm/sokrates-w-trzech-aktach

 

 

 

Zaloguj się