opowieść o śmierci

"świętość ludzkiego życia to egoistyczna, stworzona przez człowieka gówno warta historyjka." Carlin

 

Gdy mówicie o świętości życia to w którym miejscu to praktukujecie?

Za ojców waszej religii składających zwierzęta na ołtarzu? Zabijając masowo zwierzęta na obiad? Zabijając je dla zabawy? I zabijając innych ludzi tylko dlatego, że nie wierzą w waszego boga albo są homoseksualistami?

Wy tylko wybieracie którą formę życia uznacie za świętą, a całą resztę zabijecie.

Wiecie skąd to sie wzieło? Bo sami to wymyśliliście jako ludzie. A wiecie co byłoby znacznie gorsze dla ludzkości niż brak boga? Gdyby to rzeczywiście wymyślił jakiś bóg, który jako istota najwyższa, najbardziej moralna, przykładna, godna szacunku, gdyż taki winien być bóg, bo inaczej nie ma sensu go posiadać, właśnie tak by chciał. 

(powiązany temat https://www.poganin.eu/antyteizm/bestia )

 

Ciężko zwalczyć cale życie warunkowania.

Dzisiejszego poranka zastałem w swoim domu śmierć. Umarło stworzenie, które znalazłem w agonii kilka dni temu.

Było wycieńczone, wychudzone, niemal brak sił na reakcje.

Wydawało się, że będzie dobrze, kuracja weterynaryjna, apetyt, odpoczynek aby nabrać sił. Odczuwał, reagował, wykazywał radość i dezaprobatę. Nawiązywał interakcję z człowiekiem i z innym stworzeniem; psem.

Miał wszystkie emocje jakie są i we mnie. Smutne, błądzące oczy.

 

Nie mam żadnej wątpliwości co do tego, że miał on duszę. Jak i co do tego, że zwierzęta mają to co my nazywamy duszą. Jest wielkim egoizmem i ignorancją twierdzić, że tylko człowiek posiada zdolność przeżywania emocji i świadomości życia jak i umierania.

Umarł tak jak umierają zwierzęta, które jeszcze coś mogą, które mogą. Szukają odosobnionego kąta aby tam wejść jakby było im wstyd, że muszą umrzeć.

Takie umieranie jest moją fantazją. Skonać samotnie gdzieś pod drzewem z dala od spojrzeń ludzkich.

Tak jakbym miał ten sam instynkt, że umieranie na ludzkich oczach coś mi odbiera, coś mi kradnie.

Pozbawia mnie tej ostatniej chwili spokoju. Wytchnienia, a to ono w życiu jest najważniejsze. Ten obszar swojej własnej strefy, w której wiesz, że nic Ci nie grozi, że jesteś bezpieczny, a przez to możesz być błogi. I zasnąć. 

To wielkie szczęście jeśli stworzenie ma możliwość w tej błogości zasnąć, nie dręczone przez inne stworzenie jak choćby człowieka, który rości sobie totalitarne prawo do duszy, a nie pozwala zwierzęciu skonać spokojnie lecz je zadręcza dla swojej zabawy.

A może dla zabawy jego duszy, dla jej satysfakcji, dla jej żądzy sadyzmu, bo ludzka dusza jest zepsuta.

 

Gdy położyłem go przy swoim poprzednim kocie, który również odszedł, powiedziałem aby go pilnował. Ten o imieniu Kitek zmarł w wieku podeszłym więc miał życiowe doświadczenie, a ten jakiemu nadałem miano Mango umarł dziś w bardzo młodym wieku.

Więc poznałem ich i uspokoiłem młodego, że będzie miał przewodnika. A kitka poprosiłem aby się o niego zatroszczył.

Usiadłem na ławce ogrodowej i miałem chwilę na myśli.

Czy życzenie im powodzenia za wielką wodą albo na łąkach szczęśliwych jest wiarą w raj? Ale taki zwierzęcy raj. Czy może jest nadzieję, że trafią do miejsca, w którym będą miały szczęście nie spotkać człowieka z jego nie tylko co tendencjami ile charakterem.

Czyli do miejsca w którym będą absolutnie bezpieczne i beztroskie. W których nikt nie będzie ich ścigał aby zabić lub podręczyć.

Czy wyobrażenie sobie tego miejsca po śmierci jest wiarą w raj? Z pewnością nie chrześcijański, z pewnością nie ten religijny jeśli weżmiemy pod uwagę największe religie monoteistyczne. https://www.poganin.eu/antyteizm/chrzescijanski-raj-czyli-pieklo

 

Czy taka imaginacja wiąże mnie z religią? Absolutnie nie. Dlatego, że jest imaginacją dla chwili aby złagodzić cios. Wyobrażeniem o szczęśliwości. Wyobrażeniem, którym oszukujemy swoje emocje.

To pomaga ale to nic nie znaczy.

Można powiedzieć, że nasza dusza kreuje świat, który ma zapewnić duszom naszych bliskich to dobre, bezpieczne miejsce wiecznego spokoju.

To stare jak stara jest ludzkość. Imaginacje, mity, wierzenia. Czyli wyobrażenie, które podejmujemy przez chwilę i we wspomnieniach. I być może uśmiechamy się wówczas nad grobami bliskich mówiąc, że wkrótce się spotkamy ale jeszcze nie teraz.

Nie tworzę jednak wokół tego doktryny, która mówi innym, że jest właśnie tak, a nie inaczej. Doktryny, której jeśli inni nie posłuchają to znaczy, że nie tylko zginą ale i Twoi zmarli nad którymi ronisz łzę, będą przez całe wieki odczuwać strach i bół. 

To dla mnie osobiste. I nad grobami waszych bliskich takie winno być.

Jest okropnym barbarzyństwem uzurpurować sobie najpierw prawo do duszy jako czegoś boskiego tylko w człowieku, a następnie w dniu smutku gdybyśmy chcieli być sami z kimś kogo właśnie pochowaliśmy, dowiedzieć sie z całą stanowczością, od kogoś zupełnie ani nam bliskiego ani bliskiego mojemu kotu (kapłana), że on jako zwierzę to w ogóle chuj wie gdzie pójdzie ale nie do nieba, a jeśli do nieba to aby złożyć go na ofiarę, a ja jako ten nie uznajacy jego opowieści, sprowadzam i na tego kota nieszczęście i wprowadzam siebie samego do piekła.

Zostaw mnie w spokoju ty orędowniku bólu i cierpienia. Czyż nie widzisz chamie, że tu dwie istoty łączą swą duszę we wspomnieniach i baśni.

Odejdż cieżkostopy chamie bez wrażliwości, a co dopiero duszy.

Dusza to nie jest produkt boski, ani nadany nam wyjątkowo za sprawą cudu. Dusza to produkt naturalny do jakiego predestynuje natura, gdy daje nam życie.

Predestynuje dlatego, że tak jak i u zwierząt jak i u ludzi nie jest ona oczywista. Duszę trzeba rozwinąć, ona chce sie śmiać, biegać, uczyć, a przedewszystkim musi być karmiona dobrem i wrażliwością. Inaczej jest tylko albo prymitywnym instynktem albo bezmyślną skłonnością.

Dochodze do wniosku, że odczuwanie emocji nie jest równoznaczne z posiadaniem duszy ale jest równoznaczne z posiadaniem możliwości duszy.

 

Jeśli jestem człowiekiem, który żyje z kotem zaledwie kilka dni, a gdy on umiera, ronię nad nim łzy i traktuję z szacunkiem jego ciało, chowając z namaszczeniem to w jaki sposób może stawiać się przy mnie człowiek przybijający takiego samego kota gwożdziami do krzyża aby oddać hołd jakiemuś bożkowi, a pózniej rzucający go gdzieś już umarłego bądż umierającego i cierpiacego. Wyrzucający go z tym kawałkiem drewna i symbolem zła i idący bez mrugnięcia okiem się przespać.

Nie ma możliwości abyśmy mieli takie same dusze. Tylko dlatego, że jesteśmy tym samym gatunkiem zwierząt? To dlaczego ja pomagam, troszczę się i czuję smutek gdy zwierzę umiera a oni niszczą, zadręczają i odczuwają satysfakcję. Nic nas nie łączy za wyjątkiem cech fizycznych. Kompletnie nic. A dwie nogi i dwie ręce to za mało abym odczuwał braterstwo.

Jednak on przecież też czuje emocje; on śni ale dowiesz się tego wówczas gdy spojrzysz mu w twarz gdy śpi. Z czułością, a nie ludzka zaciekłością i agresją.

Jeśli przyjmiemy, że dusza to coś co po prostu posiada każdy człowiek bez względu na jego wrażliwość to tak. Pewnie ma duszę ale w tym przypadku ta dusza jest niczym, zerem, twierdzeniem, przymiotem bez znaczenia.

No bo jakie ma znaczenie jeśli firmuje się nią ludżmi złymi jak i dobrymi. Nie chcę aby stawiać mnie na równi ze złymi. Z sadystami.

Ponadto w myśl tego, że emocje są oznaką duszy to wszystkie zwierzęta ją posiadają, a religia jaka sobie przywłaszcza jako jedyna prawo duszy, odrzuca ten pogląd.

To barbarzyństwo. I jak już mówiłem, egoizm. Olbrzymi egoizm, który nie tylko zamyka nas na brak poznania lecz i na cierpienie. Bo skoro imaginacja raju ma łagodzić nam cios rozstania z umierajacym to pozbawianie zwierząt tej możliwości przez doktrynę nie łagodzi go lecz wzmacnia smutek.

Doktryna mówi, zwierzęta nie mają duszy, a wielu ludzi nawet w tej doktrynie żyje ze zwierzętami i je chowa w grobach. Ale doktryna je deprecjonuje, napewno nie wejdą do nieba, niech się gdzieś tam błąkają.

Paradoksalnie dla zwierząt lepiej aby nie wchodziły do chrześcijańskigo nieba i się gdzieś tam z dala od niego błąkały.

Nastawienie ludów księgi wobec zwierząt było klarowne; były składane na ofiarę, a sam bóg mówił w księdze rodzaju, że, wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie. Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, i że swąd spalonych ciał to dla niego miła woń "Noe zbudował ołtarz dla Pana i wziąwszy ze wszystkich zwierząt czystych i z ptaków czystych złożył je w ofierze całopalnej na tym ołtarzu. Gdy Pan poczuł miłą woń. Dla boga miłą wonią są ciała spalonych zwierząt.

Więc błąkajcie się zwierzaki.

 

Dlatego gdy usiadłem na ławce pożegnałem młodego Mango oddając go pod opiekę starego Kitka.

Nie wziąłem tego z żadnej księgi, świętej księgi, z ust jakiegoś kapłana o wątpliwej moralności czy zapisków doktora wszczykującego zwierzętom przerażliwe choroby.

Wziąłem to ze swojej wrażliwości, z dojrzałości swojej duszy bo dusza aby miała wartość musi dojrzeć.

Jak owoc. Każda jabłoń jest drzewem, które wydaje owoc ale zanim jabłko nie dojrzeje jest niepożyteczna. Jest drzewem. Nie wyda owocu jeśli nie zaistnieją odpowiednie czynniki; światło, ciepło, woda; symbioza z innym życiem.

Tak samo jest z człowiekiem i zwierzęciem; jesteśmy drzewem mogącym zrodzić jabłko. Ale do tego muszą zapanować odpowiednie warunki inaczej nie będze owocu. Będzie suchy konar.

 

Czy imaginacja fajnego miejsca dla odchodzących jest religią? Nie jest. Jest podążaniem za baśnią życia. Jest pożegnaniem.

Spotykałem się z twierdzeniami jako kontrargument na mój zarzut, że chrześcijanie nie powinni smucić sie na grobach bo to podważa ich wiarę. Wszak, skoro mamy pewność, że nasz zmarły jest własnie w wytęsknionym raju, wykupiony z grzechów z tego łez padołu jaki powinien być miejscem pielęgnowanym przez boga ale jest menażerią zła i sadyzmu, to bez wątpienia jest to przyczynek do radości.

Napisałem: Mam wierzących za oszustów.
Główną cechą chrześcijaństwa jest wiara w królestwo niebieskie i życie wieczne.
Dlaczego więc na każdym pogrzebie, gdy ksiądz odsyła delikwenta mówiąc, że będzie żył w raju, wszyscy płaczą? Gdyby rzeczywiście w to wierzyli, nie powinni się radować? Przecież to cholerny powód do imprezy.
Złożenia gratulacji; wreszcie jesteś w raju dziadku. Tyle lat się tu męczysz, więziony przez hitlerowców po tym jak zabito ci rodzinę, później ścigany przez komunistów, ostatnio klepiący biedę przez kaczyńskiego.
Kilka lat żarcia chleba z masłem i zapożyczanie się na nie refundowany lek. W końcu zgniłe jądra od choroby, którą dał oczywiście bóg.
Więc jak można nie cieszyć się pójściem wreszcie do
wyczekiwanego raju.Tylko dlaczego wszyscy płaczą.

Bo w głębi nie wierzą w ani jedno słowo swojej religii i księdza. nawet jeśli chcą wierzyć ludzki instynkt racjonalizmu temu przeczy.
To jak z sytuacją "kroczę ciemną doliną i zła sie nie lękam bo ty jesteś ze mną"
Wiec jeśli idziecie ciemną ulicą i wyskakuje wielki drab z siekierą to czy wasze ciało nie reaguje chęcią ucieczki badż walki?
A skoro on jest z wami to dlaczego nie zostawicie spotkania z bandytą wierze? On jest z wami, niech was ocali.
Dlaczego skoro w to wierzycie, uciekacie?
Nieładny to dowód wiary. Na szczęście dla was, wasz instynkt czyli to czym obdarzyła was natura jest mocniejszy.

   Byli tacy, którzy twierdzili, że w Meksyku chrześcijanie się właśnie cieszą i radują wśród kwiatów. To miał być kontrargument na moją dygresję.
Tak, to świeto santa muerte. Ale to święto pogańskie bez względu czy kraj chrześcijański.

W tym przypadku zawsze widzę obraz dziewczynki wokół której latają motyle.

Gdy widzę ten obraz latających stworzeń i ludzi widzących w nich dusze umarłych to jest to jak piękna baśń.

Gdy widzę grób czlowieka nad którym wbito krzyż, który aby był szczęśliwy w zaświatach musi być rozgrzeszony przez lokalnego kmiota to jest to jakiś horror. Smutno, strasznie i czarno.

Bo przecież mój ojciec równie dobrze może cierpieć męki w piekle.
A w pogaństwie mój ojciec jest latającym wokół motylem chociaż kilka dni w roku.

Niech nasi zmarli bliscy będą pięknymi motylami przez chwilę, a nie ofiarami zawistnego boga, które bez jego przebaczenia dokonanego ręką kapłana mogą być palone w gorącym oleju. A ich przyszły spokój to łaska rozgrzeszającego go człowieka i niezrównoważonego boga, który w żadnym momencie swoich przykazań danych człowiekowi nie mówi abyś był dobry lecz mówi abyś był bogobojny.

Czyli dobry ale nie bogobojny trafisz na wszechczasy na tortury ale bogobojny lecz niedobry trafisz do raju.

To zależy od naszej duszy i mocy naszej wyobraźni; to co wybierzemy świadczy o pięknie naszej imaginacji.
Religijni wybierają możliwość piekła, wolni i umiejący marzyć wyberają motyle.

Twórzmy piękne baśnie, nie horrory religijne.

Wizja, że ktoś bliski z kim chcielibyśmy porozmawiać odwiedza nas lotem motyla jest dużo lepsza dla naszych uczuć, wrazliwości i samopoczucia na teraz i przyszłość niż na ten przykład pomyślunek o tym czy umierający bliski zdążył się rogrzeszyć aby nie smażyć się w piekle. I zastanawiasz się czy chodząc na grób zmarłego raz na tydzień to nie jest czasem za mało aby odkupić czy przebłagać zawistnego boga w celu przetransportowania twojego bliskiego z piekła do nieba.

Toż to skazywanie siebie samego na wieczny horror.

 

Ktoś powie, że osoby rozmawiajace z motylem należy zamykać w szpitalu psychiatrycznym. Że to psychoza.

A czy klękanie w zimnnych murach i modły do trupa lub nigdy widzianego boga to nie czasem powszechna psychoza?

My przynajmniej w swojej nie mamy rzeczywistych obostrzeń, praktyk, opłat, rytuału, czy przepisów jakie zwierzę w jaki sposób mamy poświęcić za śmierć człowieka aby przekupić krwiożerczy twór czy zachłannego i amoralnego kapłana.I nie mamy mnogości przepisów kiedy i za co możesz, a wręcz musisz kogoś zabić gdyż tak nakazuje Ci tówj bóg.

 

Więc czy człowiek ma duszę i nikt wiecej; duszę ma wszystko co odczuwa. To jestestwo, nic ponad to. Nadane z natury, zaprojektowane przez nią i rozwijane przez miliony lat.

Czy każda dusza jest wartościowa?

Nie; większość ludzi nawet jak jest jabłonią nie zrodzi nigdy jabłka. I wiele zwierząt będzie jabłonią nie musząc rodzić owocu gdyż ich instynkt w tym świecie każe zabijać dla pożywienia.

Ale żadno z nich nie wraca z pracy i nie bije żony dla zabawy. Nie oblewa drugiego psa benzyną i podpala. To robi tylko jedno zwierzę. Człowiek.

Zabijają się bo o dziwo w tym - według was - świecie stworzonym przez boga nie można było zaprojektować tego inaczej jak wzajmnym siebie zjadaniem.

Okrutny wytwór imaginacji okrutnej istoty? Gdybym byl bogiem i miał wszechmoc świat z pod mojej ręki, będący efektem mego umysł byłby pełen symbiozy i harmonii bez zadawania bólu i uśmiercania jeden drugiego.

Ale ja mam duszę, a wasz bóg to uschnięty kawał bezużytecznego drewna.

Czy więc zwierzę może zrodzić jabłko? Bez wątpienia.

Zawsze w tym przypadku w mojej głowie mam obraz pewnego zdjęcia z mojego domu. Na tym zdjęciu jest pies, kot i ptak. Pies który z natury zjada kota, kot jaki z natury zjada ptaka i ptak jaki z natury unika człowieka.

Na tym zdjęciu wszyscy siedzą razem na łożku, na którym leży też czlowiek, który według praw boga i jego sugestii powinien zjadać je wszystkie lub składać na ofiarę aby pan odczuwał miłą woń. ( https://www.poganin.eu/antyteizm/prawdziwy-symbol-chrzec59bcijanstwa )

I niestety zjada i składa na ofiarę; bo jest bezduszny bez względu na to jak bardzo siebie oszukuje i chce stawiać ponad innymi istotami i blisko wymyślonego tworu który ma nadać mu tej wyjatkowej rangi. Aby właśnie stawiał się ponad wszelkimi stworzniami bez dociekań, że może być inaczej.

Na szczęście niektórzy rodzą jabłko i odchodzą od tego, co wmawiane jest nam od pokoleń, że inaczej sie nie da, że tak jest bo było i być powinno, że taki jest swiat, co oczywiste, jako dzieło dobrego boga.

Więc pokazuję bogu fucka i mówię, że świat może być inny bo jestem inny. Nie krwiożerczy, nie żarłoczny nawet jeśli on i miliony jego wyznawców uważają inaczej.

Pokazuję bogu czyli cywilizacji nie rozwijającej się świadomościowo wielkiego fucka bo wy wciąż jesteście prymitywni i barbarzyńscy, a niektórzy z nas, którzy rozumieją, że nasze ego musi być pośród innych stworzeń,a nie nad nimi, starają sie z całych sił czynić świat miejscem dobrym dla wszystkich.

Wy chccie świat miejscem dobrym dla samych siebie i tylko siebie bo jesteście tworem boskim czyli ową koroną stworzenia, której należy się wszystko gdyż takim stworzyl to wasz bóg. I nie można tego zmienić bez względu na to, że mijają wieki i nie siedzimy już z włocznią w jaskini.

No nie sidzimy w jaskini ale wciaż siedzimy z włocznią odziani w skórę zwierząt.

Czas dla ludzi religii nic nie znaczy.

Tylko ludzie z rozwinietą duszą, tylko ci, których jabłoń wydała owoc widzą, dokladnie widzą jak można wykorzystać czas i wszystko zmienić. Jesteśmy mądrzejszi o tysiące lat ale nie chcemy z tego korzystać. Wciąż chcemy być prymitywni.

Destrukcja życia to myśl przewodnia człowieka religijnego. Pana czlowieka.

 

https://www.poganin.eu/antyteizm/majaczenie

 

Żadna dusza nie lubi gdy się ją więzi.

Zrób coś dla swej duszy i uwolnij ją spod jarzma religii.

Z początku będziesz wystraszony.

Jak każde dzikie zwierze, któremu otworzysz klatkę po latach.

Kiedyś przez ułamek czasu było ono wolne ale tego nie pamięta. Wszystko co tak naprawdę zna to więzienie.

W dodatku wmówiono Ci, że zamknięto Cię w okowy aby Cię ulepszyć.

W religii oswajanie zwierzęcia zwie się jego „ulepszaniem". W normalnych uszach brzmi to nieomal jak żart. Kto wie, co się odbywa w menażeriach, ten wątpi, by bestię tam „ulepszano".

Bestia słabnie, staje się mniej szkodliwa, na skutek depresyjnego poczucia strachu, na skutek bólu, na skutek ran, na skutek głodu przeobraża się w chorowitą bestię.

Staje się owcą. Musi być owcą; nie może już być wolna, dzika, nieuchwytna, dumna, szybka, majestatyczna.

Ma trwożnie spoglądać na boga i kapłana i oddawać się na jego ołtarz.

W tej doktrynie prawdziwa owca jest zarzynana na nim lub palona; bez względu na metodę jest pozbawiana życia. Taka to doktryna. Mordercza.

Ale Ty jako ta owca jesteś również składany bez ustanku na tym ołtarzu; to twój czas, to twoje życie, to twoja odpowiedzialność, to twoje siły w wymiarze twoich pieniędzy które oddajesz.

Tak ma się sprawa z oswojonym człowiekiem, którego „ulepszył" kapłan.

We wczesnym średniowieczu, gdy kościół był przede wszystkim menażerią, wszędzie polowano na najpiękniejsze okazy „blond bestii takich jak Polan, Wikingów, Germanów.

„Ulepszano" ich. A jak potem wyglądał taki „ulepszony", którego udało się siłą i podstępem zwabić do religii?

Jak karykatura człowieka, jak wyrodek: stawał się „grzesznikiem", siedział w klatce, zamknięto go pośród samych straszliwych pojęć.

I tkwił tam, schorzały, zmarniały, okaz złej woli w stosunku do samego siebie; pełen nienawiści wobec instynktów życia, pełen podejrzliwości wobec wszystkiego, co było jeszcze potężne i szczęśliwe.

Jednym słowem, „chrześcijanin".

Ujmując rzecz od strony fizjologii: w walce z bestią jedynym środkiem, który pozwala ją osłabić, może być przyprawienie jej o chorobę.

Na tym znał się religia najlepiej: psuje człowieka, osłabia go; utrzymując jednak, że go „ulepsza"

Przecież nikt nie daje człowiekowi jego właściwości, ani jakikolwiek bóg, ani społeczeństwo, ani rodzice i przodkowie, ani on sam sobie. Człowiek nie jest następstwem jakiegoś własnego zamierzenia, jakiejś woli, jakiegoś celu; byłoby absurdem, gdyby chciał przytoczyć swą istotę ku jakiemuś celowi.

To my wynaleźliśmy pojęcie „cel": w samej rzeczywistości brak celu. l jesteśmy konieczni, jesteśmy cząstką fatum, należymy do całości, istniejemy pośród całości; nie ma niczego, co mogłoby sądzić, mierzyć, porównywać, potępiać nasze istnienie.

Z początku więc będziesz wystraszony.

W zasadzie zwrócono Ci wolność, której nie znałeś.

Póżniej zacznieć widzieć więcej. A gdy zaczniesz więcej widzieć to i zaczniesz więcej wiedzieć.

Kiedy już będziesz więcej wiedział, przestaniesz się bać.

Ujrzysz, że to co Cię otacza to Twój dom bez względu na to ile razy ci mówiono, że to tylko miejsce przejściowe do domu wiecznego.

Dotknij drzew, poczuj woń siana, odczuj powiew wiatru, a zrozumiesz, że liczy się tu i teraz. Że liczy się ten dom i to życie, na które zasługujesz bo zostało Ci nadane takim samy prawem natury jak każdej innej istocie. I jesteś po prostu cząstką fatum ale jakże dla siebie istotną. Więc zrób to dla siebie; bądż wolny dla siebie bo to jest wszystko co tu i teraz masz. I wszystko co do czego mozesz mieć pewność.

Nie musisz za ten fakt cierpieć i bać się grzechu. Już nie. Teraz już jesteś wolny; koniec ze strachem, koniec z grzechem, koniec z twoim namiestnikiem w postaci kapłana i boga.
Nie potrzebujesz ich.

Stań i się rozejrzyj; czyż nie wystarczy, że świat jest piękny, musi żyć w nim jeszcze bóg.

Po czasie nabierzesz pewności siebie; odzyskanie wolności po wiekach niewoli nie jest łatwe.

Ale gdy zyskasz wiedzę nabędziesz z nią i pewność.

Ujrzysz, że już nie ma niczego co chce Cię zniszczyć i co zmusza Cię do klękania. Już nikt nie będzie chciał karać Cię za marzenia.

Zdziwisz się.

Całe życie byłeś owcą, całe życie ktoś cię doglądał i pilnował.

Mówiono Ci, że nie możesz tego i tamtego, a musisz to i tamto.

Sprawiono, że nawet przestałeś patrzeć poza niewolę, a przecież żadna dusza nie lubi być więziona.

Więc dlaczego chcą Cię więzić mówiąc jednocześnie, że coś dla Ciebie robią.

Jeśli chcą coś dla Ciebie robić niechaj więc puszczą Cię wolno. Niechaj zostawią Cię w spokoju. Zastanawiałeś się kiedykolwiek do czego jesteś im właściwie potrzebny? Dlaczego tak bardzo im na Tobie zależy?

Oni wiedzą, że poza bezkresną wolnością nie widać nieba, woda potoku nie chłodzi nóg, las nie drapie po twarzy, a ptak nie przefrunie pędem.

Dlatego dają Ci środek zastępczy, którego nigdy nie ujrzysz, nigdy nie poczujesz i nigdy nie dotkniesz ale to bez znaczenia bo wmawiają Ci z przekonaniem powołując się na magiczną książkę, że to jedyna rzecz na świecie warta uwagi.

Reszta absolutnie nie ma najmniejszego znaczenia. Tylko pamiętaj, abyś nie przychodził do tej wielkiej, tajemniczej rzeczy z pustymi rękami ( księga wyjścia, rozdział 34, wers 20 - i nie wolno się ukazać przede Mną z pustymi rękami)

Nie pozwalaja Ci tej rzeczy poznać bo sami jej nie znają ale opowiadają o tym, deprecjonując wszystko co możesz poczuć za murem. Tak zamieniają lwy w owce. I kradną Twoją duszę.

A tylko poza murem jest woda, która studzi zmęczone stopy. Deszcz który budzi śpiącego w trawie. To poza nim jest turzyca w jakiej możesz zasnąć bez bycia ocenionym.

Poza nim woń poziomek i krzyk wolnych zwierząt. Poza nim nikt nie zmusza CIę do klęczenia i bania się.

Tylko tam można przyjrzeć się własnej duszy, znajdując skarb, którego nikt Ci nie odbierze i nikt nie zmusi poczuciem obowiązku do oddania; do oddania swych myśli, pragnień, fantazji i odkupienia owych gdy powiedzą Ci, że są grzeszne.

Na każdym kroku musisz wykupić swoje myśli bo każda rodzi poczucie winy.

I oczywiście strach

Żadna religia nie może istnieć bez tworzenia w ludziach strachu; strachu przed piekłem, karą, wiecznym ogniem. Żadna religia nie zgromadzi ludzkich mas, by móc je eksploatować, jeśli wcześniej nie wzbudzi w nich poczucia winy i strachu.

Osoba, która czuje winę, musi sobie jakoś znaleźć zbawiciela.
Popełniło się grzech, a wszystkie religie tworzą tyle grzechów, ile jest tylko możliwe.
W istocie grzech jest wszystkim, co daje wam szczęście.

A wiecie kto nie czuje tego poczucia winy i strachu?

Człowiek wolny. Wejrzyjcie w swoje dusze i posłuchajcie ich. Posłuchajcie jak krzyczą aby je uwolnić.

Aby je zwolnić z tego obowiązku cierpienia za nie swoje czyny i wiecznej pokuty za jakąkolwiek wolną myśl.

I za śmiech.
A twoja dusza chce się śmiać; pozwól jej na to. Uwolnij ją.

Kiedy to zrobisz poczujesz, że nie potrzebujesz żadnego zbawienia!

Odnajdziesz siebie. Nie potrzebujesz żadnego pasterza i nie chcesz, żeby nazywano Cię owcą.

Zrozumiesz, że religia zmienia lwy w owce.

Ktoś, kto mówi: "wierzę w boga", nie rozumie ani jednego słowa z tego, co mówi.

To, że się w coś wierzy oznacza brak wiedzy. Jest to całkowita ignorancja. Ludzie wmusili w siebie tę ideę, a ty trzymasz się jej jakby ona była dobra. Ona ani nie jest dobra ani moralna; ona nawet nie jest przyzwoita.

Człowiek, który wierzy w boga, nie powinien być z tego dumny, ale powinien się wstydzić.
Wiara ukrywa twoją niewiedzę. Wiedza jest czymś całkiem innym.

Jednak chrześcijaństwo i wszystkie inne religie stale wprowadzają chaos do umysłów ludzi.

Samo chrześcijaństwo zwodzi z założenia tych nieudatnych. Sam jezus rzekł «Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. (św. Mateusz, rozdział 5)

Tak mówił jezus, doskonale wiedział, że taka miernota światopoglądowa i mentalna jakim był z taką ułomną ideologią może zjednać sobie tylko tych najniższych, nieudolnych, bezradnych, miernych, wykluczonych.

Nie widzą różnicy pomiędzy wiarą, a wiedzą. Ślepiec może wierzyć w światło, ale to mu nie pomoże. Aby ujrzeć światło potrzeba oczu, a wtedy nie ma już potrzeby, by wierzyć.

Religia jest więzieniem dla każdej duszy; odwartościowuje ona naturę. Nie możesz już stanowić o sobie, dostajesz dekalog i nawet nie jesteś uczciwie informowany jak bardzo zacieśnia on kraty twojego więzienia.

I masz wierzyć, nie możesz wiedzieć. Wiedza przeszkadza; już to jest dowodem na to jak bardzo jesteś oszukiwany.

A przecież świadomość jest ważniejsza od wiary. A wolność cenniejsza od jakiegokolwiek kultu, obrzędu, tradycji czy też okrutnej doktryny uzależniającej Waszą ludzką duszę od kaprysów sadystycznego boga.

 

https://www.poganin.eu/antyteizm/sokrates-w-trzech-aktach

 

https://www.poganin.eu/antyteizm/swiat-na-opak

Zaloguj się