Opowieść Wigilijna

Niewiara wymaga większego bólu niż wiara. To też stan ducha.

Niewiara wymaga większego bólu niż wiara. To też stan ducha.

 

    Święta kojarzą mi się jedynie z ciepłem.
Nigdy w tym czasie nie urodził się dla mnie żaden Bóg, a nawet żaden facet mający mi przynieść zbawienie.

Zbawiał mnie za to mój stary od myślenia o szczęściu i spokoju. I zbawił mnie. Był w tym lepszy od Jezusa.

W tym okresie szczególnie bo nawet jak łoisz wódę cały rok to w święta i tak łoisz jej więcej. Jest lepsza ku temu okazja, wydaje się więcej pieniędzy na pełny stół i niby wóda staje się wtedy jakimś takim złem koniecznym. Jak byłem mały to pytałem faceta na krzyżu czemu tak jest ale on tylko wisiał, bezużyteczny koleś. Nie pomógł mi nigdy, ani on ani jego niby ojciec.

Pomogła mi za to zmiana wiary w nich na niewiarę w nich. Zwyczajnie stałem się wtedy silniejszy. Wtedy gdy ich opuściełem. Tak mogłem się tylko modlić i tkwić w nadzieji, która jest złudna. Bez nich wiedziałem, że muszę robić. Mój stary opacznie uczynił mnie odpornym na to cholerstwo; nadzieję. Nie ma nadzieji, jest tylko przetrwanie i walka w sobie.

Walka o każdy dzień i każdą swoja wartość. To nie przypadek, że jestem teraz tym kim jestem. Zawsze jest tak, że na końcu jesteś tym kim powinieneś być. Ja nie jestem jeszcze na końcu ale i tak jestem tym kim być powinienem.

Nigdy też nie nabrałem się na przypowieść o Hiobie. To znany argument wierzących gdy jedną z owieczek Boga spotyka zło; Bóg Cię sprawdza, mówią. I aż cieżko mi uwierzyć, że każdy się na to nabiera. Ludzie jednak są słabi dlatego zaczynają w to wierzyć. A ja nie wierzę, że wszystko co złe powoduje diabeł, a wszystko co dobre powoduje Bóg, a w wyjątkowych sytuacjach wobec wyznawców, to tylko sprawdzian.

Ja wierzę w jedną prawdę; wierzę w prawdę, że masakr w jerozilimie dokonywali ludzie, że tortur w średniowieczu dopuszczali się następni ludzie, podczas gdy inni im na to pozwalali. Wierzę, że obozy śmierci wynalazł człowiek, gaz wrzucał inny człowiek, niewolnikami handlował jeszcze inny ale jednak człowiek, pałkami z gwożdziami zabijał dzieciątka też człowiek. Człowiek wbijał na pal, rozczłonkowywał dla zabawy, dla swej perwersyjnej pasji i to człowiek gwałci.

To robimy My, pytanie tylko czemu tacy jesteśmy. Czemu jesteśmy też tacy, że w imię Boga robimy to wszystko zapalczywiej, gorliwiej, mocniej, dłużej, więcej i bez wyrzutów sumienia. I czemu wydaje się nam, że ofiara z niewinnego zwierzęcia to coś czego naprawdę potrzebował jakikolwiek Bóg.

 

 

   Swojego zbawienia szukam jak najdalej od tego, w którym pokładacie je Wy. To nie dlatego, że nie można mnie uratować, to dlatego, że jestem poszukiwaczem, a on nie jest wystarczającym autorytetem abym chciał się przy nim zatrzymać.

Jestem wiecznym włóczęgą duchowym. Jest na świecie trzech największych poszukiwaczy Boga; To artysta, wojownik i mnich. Nie kapłan, nie dewot, nie wystraszony przed nicością pokutnik i nie ten który już wie co jest prawdą i wie, że otrzyma zbawienie. Jest pewien tego tak bardzo, że już nie musi szukać i rozglądać się. To pewnie dlatego niczego nie widzi. Może jedynie czekać na śmierć aby trafić do raju na życie wieczne, które niby mu ktoś odkupił. A jakby nie odkupił to coś by to zmieniło? Musiał odkupić bo Boga trzeba się bać i trzeba gonić w staraniach aby zaśłużyć na boskie miłosierdzie. Aby zasłużyć na powrót do domu po tym jak przecież człowieka z niego wyrzucił. Też mi ojciec. Ale to nic dziwnego. Wszak Jahwe potrafi się wkurwić jak choćby na pustyni i wyrżnąć kilka tysięcy swoich ludzkich owieczek.

Nie zazdroszczę Wam jednak waszego odnalezionego i pewnego zbawienia. Nie zazdroszczę bo ja chcę szukać. Wciąż chcę iść i wciąż chcę być otwarty na to co mnie otacza.

Cóż mi po życiu jeśli jakaś religia kastruje mą ludzką cechę odkrywcy. Cóż mi po życiu jeśli wiem, że niczego nie mogę odkryć, jeśli wiem, że nie mogę się zgubić i odnaleźć.

Ja chcę wędrować. Trzeba być wyzbytym pragnienia poszukiwania, odkrywania, dążenia do bycia lepszym, do wzrostu, do szybowania, do odnajdywania duszy.
Trzeba być narodzonym, zaprogramowanym i miętolonym niedorzeczną księgą w którym jest słowo niedorzecznego Boga.

I trzeba stanąć już w jednym miejscu jeśli się w niego uwierzy i nie można się ruszyć na krok. On jest wrogiem wszystkiego co ludzkie w człowieku, co naturalne, co determinuje do wzrostu, ciekawości, rozumowania, wzniosłości. Jest wrogiem intelektu i duszy. To treser, władca marionetek, cyniczny lalkarz.

Przykro mi patrzyć na takie widowisko, przykro mi widzieć, że człowiek chrześcijański jest człowiekiem skończonym w ewolucji, skończonym we wzroście.
Nie trzeba być ani geniuszem ani prorokiem aby dojść do wniosku, że religia to zło; wystarczy być dobrym z historii. Dlaczego więc te miliony zindoktrynowanych tego nie wiedzą.

Bo się boją, bo nie są w stanie podróżować bez pewności, że zostanie im wybaczone, że tam gdzie idą jednak coś będzie, bez gwarancji na ukojenie bólu i szczęśliwy koniec drogi.

Muszą wiedzieć, że coś jest po ciemnej stronie rzeki i muszą wiedzieć, że nie trafią do piekła, którym je straszono. To nie jest typ ludzi, którzy rzucają się w toń, w ciemność, w bezkres bez gwarancji na sukces. Nie można winić innych za brak zuchwałości, krytycyzmu, i brak chęci do nieustannego poszukiwania.

Nie każdy może być przecież poszukiwaczem. 

 

   Jedne z operatrów Specjalnej Jednostki Wojskowej GROM bardzo ładnie napisał w swej historii:

"Chcemy być przygotowani, gdy czyjaś matka,brat lub siostra będą w rękach bedgajów. Rozumiemy, że nie każdy jest silny i sprawny. Nie każdy poradzi sobie z kimś złym. My tak. Wybraliśmy takie, a nie inne zycie, by nikt nie musiał martwić się, że jest za słaby.. Albo, że został sam i nie może na nikogo liczyć. Jeśli się nam tylko pozwoli, to pojawimy się w każdym miejscu na ziemi i zaryzykujemy swoje życie, by taką osobę uratować"

   

 Życie i świat jest pełen bedgajów.

To nie narzędzia szatana, to dwunożne istoty z tej samej rodziny Homo habilis, przy czym wciąż tylko nieliczni stali się homo sapiens czyli człowiekiem myślącym. To brak myślenia wciąż utrzymuje wielu z nas w tym samym miejscu co wieki temu. W miejscu konieczności wojen religijnych, wojen plemiennych, barbarzyńskiej tradycji dla jakiej już dziś nie ma usprawiedliwienia. Kara smierci poprzez zabicie kamieniami dla kobiety, którą zgwałcono? Naprawdę, nikt nie widzi tego, że tradycja zabijaw  nas ducha.  We wszystkich, bo każda niemal tradycja ma mroczne praktyki. Czemu nie chcemu wzrostu ponad to. Skoro mój pra,pra,pra...pra dziadek musiał zabijać rywala, porywać mu samicę i dokonywać gwałtu aby mieć potomstwo, to czy ja nie mogę telefonicznie umówić się na randkę? A umawiamy się tak, prawda, więc czemu nie zmienimy wszystkiego co już nie ma żadnego absolutnie sensu. Skoro nie rozumiemy, że wiara; czysta wiara i brak krytycyzmu zabija w nas człowieczeństwo to taki stan rzeczy będzie trwał jeszcze długo. 

   

   Jakim człowiekiem trzeba być intelektualnie aby być przekonanym, że jeśli Bóg istnieje to chce kamieniowania, składania ofiar, palenia czarownic, śmierci pierworodnego i tych wszystkich niedorzeczności na przełomie życia wielkich kultur religijnych. 

Naprawdę nikt z nas nie widzi, że jeśli Bóg o którym każdy z Was myśli, którego każdy z Was ma na ustach, jesli ten Bóg istnieje to te wszystkie robione przez Was rzeczy w jego imieniu są niedorzeczne.

Nie widzi, bo człowiek lubi taki być. jednak prawda jest trochę smutniejsza.

Bóg tych trzech wielkich religii jest Bogiem złym, gniewnym, sam o sobie tak mówi, jest Bogiem mściwym, morderczym, fałszywym. I pamiętając o tym, kapłani waszej wiary tak włascie was zindoktrynowali. Takich własnie Was ulepili. Złych w środku poprzez swoją potulność i bezkrytyczne posłuszeństwo wobec Boga. I coś co jest największą pysznością; poprzez wiarę w to, że jesteście lepsi.

Zdajecie sobie sprawę z tego, że gdybyście żyli kilka wieków temu to maszerowalibyście teraz, grabiąc po drodze, zabijając i gwałcąc ale niosąc krzyż na Jerozolimę.

"Bóg tak chce" Pamiętajcie o tym jak będziecie łamać się opłatkiem.

 

   

Zaloguj się