Mordercy Bogów

---------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------

   Cóż powinno być naszą doktryną? Że nikt nie daje człowiekowi jego właściwości, ani Bóg, ani społeczeństwo, ani rodzice i przodkowie, ani on sam sobie.

 

   To będzie długa opowieść. Długa opowieść o człowieku marzącym. W każdym z nas, w którym tkwi choćby pierwiastek ducha antyku jest taki marzący człowiek.
To człowiek, który szuka cnót w sobie i chce przekazywać je innym. Z prostego powodu to czyni. Pragnie aby świat był lepszy. Nie robi tego po to aby zrzeszać tłumy pod jakimś krzyżem, w domu z bez kwiatów czy pod symbolem półksiężyca.


Chce postawić swoją stopę na skrawku ziemi. Nie będąc chrześcijaninem ani muzułmaninem ale o dziwo zostawiam ślad.


Czuję się trochę jak człowiek w nicości. Otacza mnie wojna dwóch bogów. A tak naprawdę otacza mnie wojna boga cynicznego, który podzielił swoje plemiona. Mniejsza o merytorykę. Nie chcę mówić o jego istnieniu, nie istnieniu, gniewie, okrucieństwu, głupocie, cynizmie, wyrafinowaniu.
Ale na wstępie powiem tylko jedno. Nie, nie po złości, nie mam dziś takiego nastroju.

Dotyka mnie gorycz, ponownie wielki smutek. Doszedłem do wniosku, zapewne nie jedyny, że ludzkość nie ma prawa dłużej istnieć.


Chciałem powiedzieć w kontekście boga, którego ludy wrzeszczą dookoła mnie. Ciężko być od was wolnym. Prześladujecie mnie, nie ważne, że prześladujecie siebie wzajemnie. To nie moja sprawa ale ja chciałbym abyście przynajmniej mi dali spokój.


Dajcie spokój człowiekowi antycznemu.


Nie chcę być taki jak wy, nie chcę nawet być podobny do was. Wyjaśnię to jednym zdaniem bo w tym temacie wypowiedziałem ich już setki tysięcy.
Teraz powiem tylko, że nie chcę być człowiekiem boga. I nie boję się szatana. Dlaczego? Bóg według Starego testamentu zabił 2,476,633 (dwa miliony, czterysta siedemdziesiąt sześć tysięcy, sześćset trzydzieści trzy) osoby. Szatan 10 (dziesięć).Nie, nie dziesięc milionów, nawet nie dziesieć tysiecy. Dziesięć osób.


Powiedz mi teraz, kto tu jest zły? Tak, tak to da się policzyć. Zwyczajnie czytając od początku do końca można to zliczyć. Tak jak wiek ziemi według Biblii. Ma on 6 000 lat (sześć tysięcy) Co na to dinozaury.


   Mniejsza z tym. Ja tutaj nie o tym. Chce napisać o swoim własnym miejscu na planecie zwanej ziemią. To obiekt w kosmosie, obracający się wokół słońca, nie odwrotnie co wynika z nauk kościoła.
Nie czytajcie tego z antypatią. Bądżcie przez chwile ludźmi antyku. Czyli bez każącej i karzącej, uzurpującej wielkiej ideologii. Wyobraźcie sobie, że stoicie w dolinie. Tak, wiem Coelho napisałby, że stoicie na szczycie góry. Ale unikajcie szczytów. Tam nic nie ma. Jest zimno, wietrze i samotnie. To w dolinie jest życie. Spójrzcie na to co was otacza. Czy nie chodzi o to aby się tym zaopiekować? Aby zatroszczyć się o dobro naszej planety.

Jakim będziemy człowiekiem gdy doliny zamienimy w betonowe łąki, a wszystkie wolne zwierzęta obedrzemy ze skóry. Jakim będziemy człowiekiem hodując inne życie dla zysku, patrząc w ich ślepia i odbierając im życie po to by wystroic się w futerko.


Czy nie widzicie, że dziś jesteśmy gorsi od tych dzikich ludów przed nami. Nazywamy ich tak ale o ile oni byli bogatsi w dobro od nas. Zazdroszczę im. I nie mieli tych możliwości, które mamy my.
Co do gór, to unikajcie ich. Zburzcie je. Religie wcale nie przenoszą gór, wznoszą je tam gdzie ich nie ma. Potrzebujecie dowodu? Spójrzcie na Europę. Jeden lud religijny wybija drugi lud religijny wcale nie ukrywając tego, że robi to w imię boga. A ja się pytam po co?
Czy nie wystarczy, że świat jest piękny, musi żyć w nim jeszcze Bóg?

Nie oceniajcie tego co tu przeczytacie. Nie poszedłem z nikim na wojnę. To raczej bezgłośny krzyk o człowieczeństwo. Pozwólcie, że wyłożę Wam pewne sprawy, a Wy uznajcie tyle ile będziecie mogli.
To nie wojna, nie będę krzyczał, że Bóg jest wielki. Chcę pokazać Wam jak bardzo odeszliśmy od siebie, jak bardzo odeszliśmy od człowieczeństwa.
Nie obrażam tu nikogo, nawet jeśli ten ktoś bardzo mocno wierzy. Pokazuję inny punkt widzenia i krzyczę z wielką tęsknotą do wartości. Bo nie przeżyjemy tacy jacy jesteśmy. Nie ma na to możliwości.

 

Więc proponuję wziąć kubek kawy. Może być herbata, wskoczyć pod kołdrę albo usiąść w ulubionym fotelu. Bądźcie przez chwilę wolni od wszelkiej ideologii, poczujcie się jak dziecko, które czyta zupełnie nową opowieść fantazy.
Zwyczajnie przez to przebrnijcie, umyjcie kubek i połóżcie się wieczorem spać.

 

Przeprowadziłem ostatnio kilka krótkich rozmówek.
Pierwsza była barmanka w knajpie na mojej dzielnicy. Piłem herbatę i zaczęliśmy wymieniać boskie uwagi. Jest studentem biologii, jest naukowcem. Wierzy, mi nie chce się za bardzo mówić, prowadzę masę podobnych dyskusji i trochę jestem już zmęczony. Słucham.

Ona broni idei wiary, nie atakuję jej, wyjaśniam tylko, że kościół stoi przeciw wszelkim naukom. Zaczepiamy temat ewolucji, ona pełna entuzjazmu pyta czy wierze w syreny. Bo jest dowód na to, że istniały.
- bardziej uwierzę w istnienie syreny niż niby wszechmocny twór na niebie – mówię, nie do końca znając się na syrenach.
Pełna pasji wyjaśnia, że małpy zbliżyły się do wody i część z nich postanowiła w niej żyć. I tak ewoluowały.
Nie wiem, nie mam zdania na temat powrótu zycia z lądu do wody  ale ewolucja jest faktem. Mogło tak być. Jestem trochę przeziębiony i trochę zmęczony więc nie wnikam. Jednak patrzę na nią, widzę, że naprawdę wierzy w te syreny. Mówiąc o tym jej twarz wyraża więcej entuzjazmu niż gdy mówi o bogu, w którego wierzy.
- no dobrze – mówię przełykając herbatę – więc jak ma się teoria ewolucji, w którą wierzysz. A wierzysz. Jesteś naukowcem wiec wiesz, że ją udowodniono i życie udowadnia nam ją cały czas.
Więc jak ma się ta teoria do Adama i Ewy, a tak naprawdę do Adama i Lilith?
Patrzy na mnie i nic nie mówi. Otwierają jej się tylko trochę oczy.
- No bo według biblii, nauk kościoła, Twojej wiary, nie było ameby, życie nie wyszło z wody, nie powstaliśmy od małpy, a krokodyl nie może mieć więcej niż sześć tysięcy lat. Był Adam i Lilith. Od razu, od pstryknięcia palcem, pierwsi ludzie.
Wciąż milczy. Ona oczywiście o tym wszystkim wiedziała. Była wykształcona, ciekawa świata, dążyła do posiadania wiedzy. Ale nigdy tego tak po prostu nie postawiła obok siebie.
- To są dwie zupełnie odrębne od siebie tezy. Nie da się ich wyznawać razem.
- a kim jesteś Ty – pyta obudzona.
- Zawszę mówię, że jestem Antagonistą ale to właściwie nic nie znaczy.
- więc.
- Chyba jestem człowiekiem antycznym. A nawet poganinem. Wybieram kult ziemi przeciw kultowi głoszącemu zło bogu. Zawsze.
- człowiek antyku – uśmiecha się odchodząc – no tak, masz już swoje lata – wróciła do swoich obowiązków.

 

Właśnie przypomniałem sobie, że jako młody chłopiec odchodząc od wiary w monoteistycznego Boga, zagłębiłem się w mitologii Greków i Rzymian, Nordów i Germanów. Tam byli moi bogowie i kult człowieka.
Kim więc jestem- spoglądam smutno poza bar – Kim możesz dziś być ów człowieku antyku. W okrutnym świecie Jahwe i Allaha ciężko odnaleźć się wolnemu człowiekowi.
Świat antyczny jest wspólną ojczyzną ludów Europy . To Grecja stworzyła najgłębsze podstawy tego, czym do dziś żyjemy ale już tylko historycznie nie mentalnie. Rzym odegrał przede wszystkim rolę skarbnicy wiedzy i przewodnika po niej. Wchłonął kulturę Grecji i opanowawszy świat zaszczepił ją czyli dał europejskiej kulturze formę dla treści Antyku
Dzięki piśmiennictwu otrzymała Europa wspaniałe dziedzictwo ducha greckiego.
Swą nieśmiertelność zapewniła sobie kultura grecka także przez mity. Mity są pełne archetypów, które przekazują głęboka prawdę o człowieku. Przykładem takich adaptacji może być postać Prometeusza, który jest wzorem poświęcenia się dla dobra ogółu i poniesienia za to surowej kary. Syzyfa, który uosabia bezowocną prace, nie przynoszącą żadnych wymiernych rezultatów.
Odysa, czyli wiecznego podróżnika, szukającego drogi do domu, do celu. W mitach traktują o bardzo uniwersalnych problemach, które nie zmieniają się z upływem czasu.
Ale kim jesteś człowieku antyku.
Warto zwrócić uwagę na fakt, iż dorobek kultury antycznej nie został zauważony od razu. W epoce bezpośrednio graniczącej z antykiem, czyli w średniowieczu, bardzo silnie odżegnywano się od osiągnięć i nurtów antycznych, doprowadzając do tego, że po jakimś czasie odeszły one w niepamięć i nie były powszechnie znane.
Inna była również filozofia i światopogląd średniowieczny - skoncentrowany był na Boga, nie jak wcześniej na człowieka.
Bóg stał się tematem sztuki i literatury, która była w większości anonimowa. Przełam nastąpił w XIV i XV wieku ( umowna datą jest 1453 - zdobycie Konstantynopola. Od tej pory zaczynają pojawiać się nurty i kierunki renesansowe, które miały zupełnie zmienić oblicze kultury europejskiej, przywracając do łask osiągnięcia antyku. Ogromną rolę odegrał tu nowatorski nurt - humanizm, którego korzeni należy szukać właśnie w starożytności.
Humanizm, jakże się to wszystko różni od okrutnej ideologii religii monoteistycznej. Humanizm czy nadczłowiek Nietzchego.
Ludzie zatracili świadomość wierzeń na rzecz świadomości wiary. Udowodnił mi to ostatnio przyjaciel. Inteligentny facet, który sprawił, że albo ja nie umiem być zrozumiany albo wierzący nie potrafią odróżnić mitologii od zachłannej, egoistycznej religii. 


„Długo się broniłem
wreszcie się poddałem.
Kiedy jeden człowiek przemieni się w pył
Powstanie drugi człowiek.”
Goethe

 

   Przemieńcie proszę w pył dzisiejszego człowieka. Zdajcie sobie sprawę, że religia monoteistyczne nie zrobiła dla ludzkości nic dobrego. Musimy odejść od tej ideologii, celowo nie piszę filozofii, gdyż nie jest ona filozofią.
Odnajdźmy w sobie człowieka antycznego. Ten człowiek był pełen cnót, a chrześcijaństwo, które go zabiło było przeciw tym cnotom.
Gdyby Bóg w którego wierzycie był dobrym bogiem, rzekłby wam:
Ponad wolność nie ma nic.
Z ciemności wyłonił się Chaos; brzemię i nic więcej, mieszanina niezgodnych nasion, skłóconych żywiołów.
Z Chaosu zrodziła się Gaja- ziemia; rozłożysta, bezpieczna podstawa dla wszystkich. Naradza się również Tartar- najgłębsza ciemność. I zradza się Eros- najpiękniejszy z nieśmiertelnych Bogów, Miłość, jako potęga kosmiczna zdolna łączyć sporne żywioły.
Eros jest najwcześniejszym dzieckiem. Miłość wchodzi na świat wraz z jego stworzeniem. Nikt z nas tego nie wymyślił, nikt z nas nie powołuje jej do życia. To potęga kosmosu, jaka po narodzinach Ereba i Nocy; dwoistej ciemności, łączy ich w parę i dopiero z ich miłości powstaje Eter i Dzień.
Tam gdzie coś się rodzi przychodzi Eros i nic mu się nie może oprzeć. Przez niego Gaja stała się małżonką swego syna Uranosa, a póżniej kolejnego ze swych dzieci.
Ponad Miłość nie ma nic; nawet Ja jestem zerem przy Erosie. Istniał przede mną, a ja istnieję dzięki niemu. To wynik jego potęgi sprawił, iż mogłem zaistnieć. Doceniam go, doceniam bardziej, niż każde z was, gdyż każde z was ubrało miłość w szaty pragmatyzmu, ergo cywilizacji. Nie istotne jakiej, czy starożytnej, czy atomowej. To tylko okresy przejściowe do kolejnego etapu, a każdy etap wyrabia sobie monopol na wizerunek Erosa, a On się nigdy nie zmienia. Zawsze będzie łączył bez względu na wszystko. Nic mu się nie oprze, a jeśli tak nie jest, to przykro mi wam to uświadamiać, ale to nie miłość. To nie Eros zapukał do waszych drzwi. To kupidyn, jakiś Tartuff, marionetka boga, obłuda świata, pseudonimfa. Jakaś ułuda co zwodzi podróżnika na bezdroża, na których są tylko bagna- zwodzi każdego swym powabem złotego blasku, a nikt nie dostrzega, że to tylko tombak. Jak się tego ustrzec? Zaiste, jest to bardzo proste- nie poszukujcie złota, wówczas nikt nie wciśnie wam tombaku.
Eros nie błyszczy. Nie idźcie w kierunku blasku. Tylko oszuści świecą błyszcząc w ciemności, aby zwabić naiwną ofiarę i ją pożreć.
Prawdziwego boga można znaleźć tylko w sobie samym; nie jestem prezydentem, ani marszałkiem sił sprzymierzonych. Wystąpcie z szeregu, bowiem szereg czyni z was marionetki, na tym samym sznurku. Jest was tak wielu po jednej stronie barykady, i macie mnie jednego na ustach, a tak bardzo nienawidzicie tych stojących obok.
Już nawet mniejszą wściekłość budzą w was ci z naprzeciwka, aniżeli sąsiedzi. A gdy obdarzę większą łaską, któregoś z was, jesteście gotowi go sprzedać, bądź zabić. Jak już powiedziałem, pijecie własną krew z moim imieniem na ustach, a wasze serca są puste. Widzicie tylko siebie i oczekujecie ode mnie wszelkich przymiotów związanych z funkcją Boga...- lecz Ja jako ten sam Bóg krzyczę do was, abyście uczyli się od źrenicy widzieć wszystko oprócz siebie! Uczcie się!
Dlaczego mając mnie za Boga uważacie się za najlepszych? Ponieważ jestem najmiłosierniejszym z Bogów? Tak więc, czy to Ja uczę was nienawiści do pogan i do odstępców. To ja nauczyłem was nawracania ich, upuszczając ich ludzkiej krwi?
Tak, niestety tak.

Pamiętajcie, że kto w cudzym cieniu siedzi sam cienia nie daje. Spod mojego cienia nigdy nie rzucicie własnego. Tak jakbyście nie istnieli, nie żyli, a tylko...tylko egzystowali. Jeśli nie posiadacie cienia, nie jesteście suwerenni. Waszą wolność dzierżę Ja, i nigdy jej nie odzyskacie, jako, że brak wam heroizmu, zdolności do podniesienia oręża i stoczenia bitwy.

Życie to walka, ale biją się tylko odważni, reszta nie podnosi oręża, godząc się na wszystko za pozostawienie w spokoju. Wojna ze mną nigdy nie kończy się wygraną. Możecie odnieść kilka istotnych zwycięstw, ale w końcu musicie skapitulować. „Śmierć weszła na świat przez zawiść diabła”, a diabeł jest moim wytworem.
Ci którzy nie walczą, muszą iść na kompromis ze złem, a wiara we mnie ma im w tym pomóc. Przestrzeganie trwałych zasad bycia człowiekiem, bez przymierza ze złem prowadzi do cierpienia, a nawet bezlitosnej samotności. Ale z drugiej strony „niczego nie można dokonać bez samotności”, jak mawiał Picasso.
Wszyscy nim umrą muszą zaznać bezbrzeżnej samotności. To ona podwaja fizyczny ból i pogłębia depresję. Jedynym co może ocalić to Bóg i nie muszę to być Ja. Szukajcie Boga w sobie; on jest tylko tam.

„Widziałem Pana stojącego nad ołtarzem i On rzekł;- uderz w głowicę i niech
zadrżą wiązania dachu i niech spadną na głowy wszystkich!
Pozabijam mieczem pozostałych, nie umknie z nich żaden, co ucieka, ani nie
Ocaleje z nich żaden co się ratuje.
Gdyby udali się do Szeolu, stamtąd ręka moja ich weźmie, gdyby wstąpili do
Nieba, stamtąd ich ściągnę; gdyby schowali się na górze Karmelu i tam ich
Znajdę i chwycę.
Gdyby się skryli przed mymi oczami w głębokościach morza i tam nakażę
Wężowi, aby ich ukąsił. Gdyby poszli w niewolę przed swymi wrogami i tam
Nakażę mieczowi by ich pozabijał.
Skieruję oczy moje na nich, ale dla niedoli, a nie ich dobra.”
Stary Testament. Księga Amosa r.9 wers 1-5


Uczyniłem, abyście się odnaleźli, z tą tęsknotą, którą tylko Ja widzę i którą tylko Ja ukoję, kiedy tylko ujrzę wasze łzy.
Czasem kiedy mam przypływ tkliwości zmuszam samego siebie, aby naczerpać z szali łaski i zrobić coś dobrego; coś bezgranicznie dobrego...

I przybyłem...
...pewnie mi nie uwierzysz, ale właśnie spojrzałem na ciebie i przybyłem.
Wątpisz? Cóż- nie wejdziesz do królestwa niebieskiego ze zwątpieniem. To ci właśnie obiecano. Powiem ci jednak coś na ucho- to g...prawda- pchasz się do mnie, nie zastanawiając się nawet jak tu jest. Z tego względu usilnie starasz się być dobrym człowiekiem i możliwe, że rzeczywiście jesteś dobry. Chciałbym, aby tak było, ale prawda jest taka, że im bardziej jesteś dobry tym dalej znajdziesz się w kolejce do bram edenu. To jedyna prawidłowość, a druga jest taka, że jeśli jesteś dobry, to nie wiem po co starasz się tutaj znaleźć. To enklawa gwałcicieli, ss-manów, dyktatorów i najbardziej zwichniętych małp gatunku ludzkiego. Mówię małp, bo oni to prawdziwe małpy. Aż nie masz pojęcia jaką małpą może być człowiek.

Raj to sanktuarium takich właśnie typów. A więc zadaję ci pytanie- jesteś dobry?...
Każdy łotr, każdy zbrodniarz i każdy gwałciciel jest po tysiąckroć bardziej oczekiwany w niebie, aniżeli miliardy prawych ludzi...to wszystko. Nie idź tam.
Najśmieszniejsze jest to, że wierząc w sprawiedliwość moją i będąc dobrym, nagle naćpany idiota z braku gotówki, strzela ci w plecy i ty trafiasz na aleje boga, za jakiś czas spacerując po owym gaju, natkniesz się na tego frajera, jaki dla paru setek poczęstował cię ludzką miłością w postaci dziewięcio milimetrowego pocisku...cóż, tak to wygląda.
Możesz być szlachetny i dobry, a nie ujrzysz tak intensywnej radości na twarzy Jahwe przy powitaniu, jaką ujrzy gwałciciel, który na łożu śmierci przyjął sakrament.
I wiesz co? Po prostu przyszedłem. Przyszedłem, bo mam dosyć tych zresocjalizowanych małp, biorących na siłę małe dziesięcioletnie dziewczynki i katujących na śmierć kilkunastoletnich chłopców. Mam dosyć mimio, że sam ich do tego nakłoniłem. Uważasz, ze Bóg tez nie może mieć dość?
Pytasz o raj? Cholera...to nic innego jak humanitarny pensjonat dla morderców. Największe prawo do życia tam mają ci, co bez skrupułów zabierają życie innym. Wyrżnij całą dzielnicę, a później zgłoś się jako nawrócony, a dam ci apartament w najlepszym hotelu edenu, z obsługą na wysokich obcasach i bez pruderii. Uwierzysz? Mam to wszystko. Kurwy i ladacznice piją kawę ze świętymi. Ale jaja...tylko cicho. Nie mów tego nikomu.
Lubię taki jeden tekst gdy rozmawiam ze swoim bratem Allahem. Mówi mi:
- moje niebo będzie pełniejsze, obiecałem coś czego nie dasz im ty. Siedemdziesiąt dwie dziewice – oznajmia pełen zadowolenia.
Smutnieję nieco bo powinienem mieć właśnie taką twarzy gdy mówi się o zniewoleniu kogoś dla satysfakcji kogoś innego. Ale tylko udaję.
- Tylko co na to dziewice – zapytuję, chociaż kogo to obchodzi.

Na tym opiera się sens łykania opłatków. Łykają je tylko źli i ci co są niepewni swej dobroci. Jeśli jesteś dobry, to daj sobie spokój. Nie napełniaj kieszeni firm produkujących zbawicielskie żarcie. To manna zwyrodnialców. Ty jej nie potrzebujesz. Taką samą manną jest fakt, że dla twojej satysfajci w raju musza oddawać ci się aż siedemdziesiąt dwie kobiety. Ba, musi oddawać Ci się choćby jedna. I naprawdę chcesz przekonać kogokolwiek, że wierząc w to i to akceptując jesteś dobry?

Przyszedłem właśnie do Ciebie. Nie wiem dlaczego. Odpowiedź jest w tobie. Znajdż ją, ale wiedz, że skoro tu jestem to jesteś tego wart. Jednak nie bierz tego tak do siebie. To tylko subtelne wyróżnienie. Mógłbyś być sukinsynem, a ja przyszedłbym do ciebie. Bo widzisz? Adorowanie skurwysyństwa to też moja domena. Jestem dobrem i złem, stwórcą i niszczycielem. Tak, tak i nie jest i nigdy nie było inaczej.
Pomyśl- dałem wężowi umiejętność perswazji. I to moja zasługa, gdyż jam jest stwórcą wszechrzeczy. Wywaliłem twoich rodziców z ogrodu i nie dlatego, że zawinili. Nie bądź naiwny. Nie zawiniliby, gdybym tego nie chciał. Jeśli wierzysz we mnie, to wierzysz również w moją wszechmoc; w moją wszechwiedzę i całą masę tych bzdur, którymi cię indoktrynowano.
Jacyś debile namazali na tobie jak na czystej tablicy, parę banałów, stek niedorzeczności i dekalog- idiotyczne restrykcje tyczące się świata marzeń. Dlaczego marzeń. Uwierz, kurwa, że nie ma takich ludzi. Jeśli istniejesz to istnienie to zmusza cię do łamania przykazań. Nie ma innej możliwości. Możesz być wspaniały, ale musisz być grzesznikiem. Nie o tym chcę jednak mówić- powiedz mi, dlaczego nie chcesz wytrzeć tej tablicy? Co cię powstrzymuje? Strach? Niewiedza? Komfort wiary? Łatwość? Zastanów się nad tym.

Zamknąłem ogród pełen wonnej żywicy i złota i skazałem ciebie na tułaczkę. Następnie pozwoliłem, aby zazdrosny skurwiel zabił lepszego z braci. I to nie koniec...uczyniłem wszystko, aby temu skurwielowi zapewnić bezpieczeństwo, aby nikt nie upomniał się o gest sprawiedliwości.
A później? Cholera, później to już narobiłem tyle zamętu i przelałem tyle krwi, że nawet tego nie pamiętam. Za niesubordynację karałem śmiercią- przypomnij sobie pustynię. Wyrżnąłem cztery tysiące dzieci, kobiet i mężczyzn. Piękna masakra i wszystko przez gniew. Jednak to tylko kropla w morzu. Zabiłem ponad dwa miliony. Ale starałem się. Starałem i popierałem swoje starania przymierzami. Ile ich było? Za dużo, aby można to uznać za wiążące. W końcu- tego też nie mów nikomu- używałem słowa przymierze, z częstotliwością z jaką rodzaj ludzki dokonuje wiarołomstwa, Zbyt często.
W dodatku ta powódź. Nie chciałem, ale robiąc krok musiałem zrobić drugi i kolejny. Marzyłem o wybranym plemieniu. O wielkim rodzie. O mocarnym państwie, ludzi czystej krwi, którą wybiorę. Byłem Bogiem wybrańców, a nie ludzkości. Nigdy nie chciałem całej ludzkości. Rozpieprzyłem Sodomę i Gomorę za pomocą mych wojennych zastępów. A przecież Ja, jako wszechmocny mogłem problem rozpusty w tych miastach rozwiązać inaczej, prawda?


I naprawdę mogłem, ale po prostu nie chciałem.
Uwielbiam sceny batalistyczne. Spróbuj zliczyć bitwy, do których sprowokowałem. Setki, tysiące. Wybrałem sobie dzieci Izraela i niedaleko Edrei powiedziałem do Mojżesza: „Nie bój się go. Dam go bowiem w twoje ręce, jego i jego ludzi i wszystkie ich miasta, całą ziemię. Postąpisz z nim tak, jak postąpiłeś z Sichonem, królem Amorytów, który mieszkał w Cheszbonie.” Zapewniłem mu zwycięstwo, aby się nie bał i rozpieprzył wojska Oga na pólnocy od Ramot Gileadu.
Jakże to były wspaniałe bitwy...wspominam i już jestem szczęśliwy, a teraz kilku partyzantów palestyńskich podkłada bomby na ziemiach Izraelskich. Same podchody. Batalie to ja rozumiem, ale terroryzm jest mniej widowiskowy.
Podprowadziłem Izrael pod Jerycho, gdzie Jozue za pomocą moich rad zrujnował to wielkie miasto w proch, a jedynym mieszkaniem, które ocaliłem, było mieszkanie kurwy, Rachab.
Myślicie, że agitowałem dobrych? Blagier. Na naczelnika narodu podzielonego izraela, wybrałem największego zakapiora, łupieżce i najemnika, niejakiego Jeftego.
Samsona natchnąłem wielką siłą, aby mógł skuteczniej zabijać. No cóż. Taki kaprys. Wspaniała ludzka maszyna do zabijania.

A teraz opowiem ci anegdotę; to zdarzenie z zamierzchłych czasów i jak najbardziej prawdziwe. Możesz o tym przeczytać, ale ja ci opowiem.
To był czas wojny. Zresztą normalny stan rzeczy w tamtych wiekach. Pokój był stanem anormalnym. Otóż kiedy zrobiłem z tego zbira Jeftego naczelnego wodza Izraela, zgromadził on wojsko i gotów był do wyruszenia przeciw Amonitom. Bał się jednak skurwiel, tak więc, aby mieć pewność, że ja wszechmocny go nie opuszczę złożył przysięgę (niektórzy próbują mnie tym przekupić i większości się to udaje)
Powiedział:- „O Panie, w zamian za najlepsze od Ciebie, dam Ci to, co ja mam najlepszego. Jeśli sprawisz, że zwyciężę ofiaruję Tobie tego, kto pierwszy wyjdzie mi na spotkanie od drzwi domu po moim powrocie. I złożę Tobie z niego ofiarę całopalną.”
Wyobrażacie sobie równą głupotę? Ten łotr nie był na tyle mężczyzną, że potrzebował gwarancji swego powrotu przekupując mnie. I trafił w dziesiątkę, bo nie wiem czy wiesz, ale ja uwielbiam ofiary.
Więc co miałem zrobić? Co uczyniłbyś na mym miejscu? Takiś mądry? Obiecał, a ja pomogłem mu rozgromić Amonitów. Tak się zapalił do mordu, a ja tak chciałem mu pomóc, że w końcu zrównaliśmy z ziemią dwadzieścia miast.
No i wraca bohater, któremu brak męstwa do domu, a na spotkanie wybiega...nie kto inny jak jego ukochana córka...
...myślę, że wszystko inne jest milczeniem. Ten tchórz sprzedał życie swej jedynaczki. I tak naprawdę nie istotne, czy to córka, czy kto inny. On kupczył czyimś życiem, w zamian za swe bezpieczeństwo. Co za skurwiel. Mój wybranek.

Wiesz jednak co jest w tym wszystkim najbardziej bolesne...oto cała prawda. Wyłożę ci ją. Nie musisz słuchać. Umówmy się, że ja będę mówił, a ty możesz w każdej chwili odejść. Dobrze?
On był tchórzem. Nikt kto potrzebuje ślubu, aby wyruszyć na wojnę nie jest odważny. Nikt, kto żąda gwarancji ode mnie o swym bezpieczeństwie nie jest mężczyzną. Nikt, kto oferuje w zamian życie innego człowieka nie jest godzien życia. Taka jest prawda.

Druga prawda jest jeszcze smutniejsza. Tchórz złożył obietnicę, mając nadzieję, że wywinie się ofiarą służebnicy, czy kogokolwiek. Tak się jednak nie stało. Jego córka była zapłatą. Nie mam w tym miejscu na myśli intencji tego człowieka. Był głupcem i spotkał go los głupca. Dążę do tego, abyś zobaczył to co mroczne; Ja, Bóg, który jest dobrocią samą w sobie, który jest miłosierdziem, który rządzi wszystkim sprawiedliwie- Ja, wziąłem ofiarę z dziewicy ludzkiego rodu. Dla mnie przelano kolejną, niczemu winną krew. To była ofiara dla mnie, dla Boga, w którym szukasz szczęścia...
...życzę ci znalezienia tego.
Mógłbym opowiedzieć ci setki równie tragicznych historii. Zabijałem i kazałem zabijać. Żądałem ofiar i napawałem się radością, kiedy zarzynano dla mnie kilkunastoletnią dziewczynkę. Taki jestem. Tego nic nie zmieni i nie moja wina, że wierzysz akurat we mnie.

 

Prawda jest jedna. Nie ma innej. Nigdy nie ma dwóch prawd; jestem demonem. Jestem wszystkim w co wierzysz i wszystkim czego się boisz. Nie mogę oprzeć swego kultu na obietnicach i miłej retoryce. Strach jest największym sprzymierzeńcem religii...i niewiedza...tylko silną ręką mogę skupić motłoch wokół siebie. W czasach dużej konkurencji muszę posiadać monetę przetargową. To umiejętność mordowania. Posłuchaj. Wybrałem sobie plemię i poprowadziłem przez wszystkie ziemie, które ono podbijało. Zdobyłem wszystko co pragnąłem. Pomogłem im zwyciężać, a oni przekonani o mojej potędze wierzyli tylko w nią. Strach przed tą siłą eliminował pragnienie innego Boga.
Mogę to zrobić z każdym. Buddyzm? Buddyzm jest piękny. Pewien człowiek powiedział, że największym zdobywcą jest ten, który potrafi zwyciężać bez bitwy. Ładne, prawda? Buddyzm mi się podoba. Tam nie ma przemocy i dlatego mogę potęgą wiary we mnie rozpieprzyć całą tą filozofię, cały Tybet i wszystkie świątynie. Starłbym ich z powierzchni ziemi, a ich krew płynęłaby dolinami, aż do Oceanu Indyjskiego. W tym tkwi siła. Szał i pęd zawiści religijnej jest jak narkotyk. To gigantyczny zastrzyk adrenaliny. Wystarczy, że dam go Chrześcijanom, a podniosą krzyże w lewe ręce, do prawych wezmą broń ciężkiego kalibru i popędzą przestrzelić głowę Buddzie.
Nie zrobię tego...nie, nie dlatego, że stałem się litościwy. Nigdy nie byłem litościwy i nigdy nie będę. Nie zrobię tylko dlatego, że wyznaję pewną prawdę. Wierzę, że nikt nie potrafi zdradzać tak jak przyjaciel i nikt nie bije mocnej, aniżeli sami swoi. Co z tego? A no to z tego, że najpierw dopieprzę braciom bliźniakom... najpierw zamorduję Islam. Mamy ten sam rodowód, więc kurwa dlaczego wszyscy się tak bardzo nienawidzą?


Niektórzy mnie przeklinają, a inni mają do mnie pretensje. Ci co wierzą i cierpią, zarzucają mi nieczułość i degradują, nie mogąc mnie ściągnąć na ziemię. Ci, którzy błagają mnie, aby ich pomścić, robią ze mnie bandytę. Proszący o bogactwa mają mnie za bankiera. Co jest do cholery, mówię sobie? Nie potraficie wierzyć? Wierzyć nie oczekując przymiotów z tym związanych? Wierzyć bez gwarancji nagrody? Zadośćuczynienia? Myślicie kurwa, że odmawiany pacierz to klucz do mojego ogrodu? Stawiacie wielkie budowle do rozmów ze mną, gdzie wieszacie na krzyżu mego syna, którego nie ocaliłem. Nie ocaliłem i co z tego? Był ofiarą i to wam się spodobało najbardziej. Facet, który przychodzi, aby odpuścić wam grzechy. Oj, jak wy się dobrze z tym czujecie. Jacy jesteście teraz bezpieczni. Jak bardzo zbliżyliście się do mnie mordując mi syna. Ale wystarczy, że on wam wybaczył i już wpadliście w pułapkę własnego skurwysyństwa. Nic tak bardzo nie dotyka skurwiela, jak przebaczenie mu. Wszystko pryska. Stara się być skurwielem, a Ty mu wycinasz taki numer. Cały wysiłek jaki włożył w to, aby znaleźć się w punkcie, do którego dotarł poszedł na marne. Joszua omamił was w ten chytry sposób. Rzucaliście w niego kamieniami, wytykaliście palcami, a on was załatwił przebaczając. I teraz każdy debil czuje się winny, a jak czuje się winny to jest skruszony, a jak jest skruszony to stara się być lepszy.

Mój syn nie był geniuszem. Nie był nawet bystry. To cwaniaczek. Manipulator. Strzelił prosto w dziesiątkę potrzeb słabych i ubrał ich słabość w szaty szlachetności, zabierając chęć dążenia do polepszenia swego losu, wyniesienia się nad normę intelektualną i godności.
Faryzeusze są potępiani, a Chrystusowy kult szerzy nędzę intelektualną- i co dalej? Nie możesz się wyłamać i chcieć więcej, bo to już pycha, a z tym nie wejdziesz do królestwa niebieskiego.
Tylko heroizm mi się podoba. Nie potrzebują mnie i gardzą postawą mego syna. Nigdy nie pozwolą, aby napluto im w kaszę. To ci, którzy nie należą do tłumu. To tak zwany człowiek antyczny, to poganin, to ten który wyznaje kult życia.

 


   Miałem powiedzieć o rozmowie z przyjacielem.
W świetle dzisiejszych wydarzeń czyli bolesnego upadku europejskiej cywilizacji wpadłem na pomysł afiszu.
Zapytałem go gdyż miał znajomych w tym robiących o produkcję dla mnie koszulki z afiszem, z przodu: No God, No Religion, No Evil, a z tyłu „in the name of Odin i challenge you Allah”
Odpisał to co się spodziewałem.
„yyy, ale to nie ma sensu...
jeśli "no god i no religion", to co tu robi odyn, który też jest bogiem z dość rozwiniętej, celtyckiej mitologii
a w dodatku nie był zbyt miły. Pomieszanie z poplątaniem taka koszulka”
Ja na to.
Odyn nie jest uznawany za boga w tradycji dzisiejszej kultury więc dlatego. To manifestacja zabicia bogów mitycznych, którzy dawali ludziom znacznie więcej cnót. I o ile byli też okrutni, o tyle Ci okrutni nigdy nie nawoływali do masakr typu krucjaty, czy inne. Po drugie każdy mityczny bóg miał określoną rolę. Zły do walki ze złem więc dlatego Odyn mało miły i uzbrojony w topór. Świetna forma uczciwości. Nie ukrywał się pod szatą miłosiernego pięknisia. Nie, potrzebowałeś zemsty, wzywałeś Odyna lub Aresa, potrzebowałeś wiedzy szedłeś do świątyni Ateny.  A Allah jako symbolika zła. Informacja dla tych, którzy maja Allaha w sercu, że im się przeciwstawia mityczny gość z toporem, na którego nie działa fałszywa ani piękna retoryka.


On na to:
To ja nie wiem co Ty za kulturę masz na myśli, bo ta którą ja znam czerpie garściami z mitologii celtyckiej i greckiej. Odyn, Bóg wojny vs "no god" , to lipa jest. Ja bym przeciwstawił przód, który jest fajny, z odpowiedzią co zamiast, np technokracja, albo coś jak platońskie państwo idealne, ale to nie będzie miało wyrazu, który chcesz osiągnąć . Co by nie robić, człowiek generalnie nie jest w stanie żyć bez wiary (czyli religii) i są na to dowody.


Więc odpowiedziałem lakonicznie gdyż zna już moje zdanie z długich dyskusji więc się nie powtarzałem.


Ja żyję bez wiary i daje sobie radę. A mitologia jest uznawana przez ludzi mądrych jako scheda antyku, a dewoci nie uznają ani Odyna, ani Zeusa, ani Ateny jako bogów. Zapytaj. Nakrzyczą na Ciebie, że to bluźnierstwo i, ze jest tylko jeden Bóg. Zapytaj swojego pasterza w budynku bez kwiatów. Mitologia to dla nich tylko rys literacki. Wierzą tylko w Boga Jahwicznego. Boga jedynego. Przy nim nie może istnieć żaden inny Bóg. Odyn dla nich to postać fantastyki historycznej.


Odparł:
Ii tu się mylisz. Wierzysz w prawdy uniwersalne, jak: przyjaźń, miłość, tolerancja, wierność ideałom, szacunek dla matki, kobiety i dziecka... w lojalność wobec przyjaciół i nienawiść wobec wrogów
wiesz, że nie wolno Ci zabijać, ani kraść - każdy zdrowy człowiek to ma i miał od zawsze. Różnica jest tylko taka, że jedni kiedyś ubrali to w dziesięć przykazań i rozwinęli w twórczą cywilizację, a inni uznali, że można gwałcić dzieci i kozy, i zabijać "nieposłuszne" kobiety - oni są w czarnej dupie od wieków i zasługują na eksterminację, bo nie są w stanie nic stworzyć i biorąc to wszystko pod uwagę zgadzam się, że ludzie wyznający allacha są "źli"


   Intencje miał dobre ale popełnił podstawowy błąd w twierdzeniu.
- Nie mieszaj w to wiary. Wiara w Boga, w dodatku kreacjonistę jest zupełnie czymś innym niż wyznawaniem wartości. To właśnie ta wiara zniszczyła cnoty i wartości, które już dzicy poganie mieli lepsze. Czyli wartościowsze. Co do historii dziesięciu przykazań i jednego z nich, mianowicie nie zabijaj przypomnę Ci tylko resztę tej historii.

Księga Wyjścia „ Zatrzymał się Mojżesz w bramie obozu i zawołał: «Kto jest za Panem, do mnie!» A wówczas przyłączyli się do niego wszyscy synowie Lewiego. 27 I rzekł do nich: «Tak mówi Pan, Bóg Izraela: "Każdy z was niech przypasze miecz do boku. Przejdźcie tam i z powrotem od jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie: kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego"». 28 Synowie Lewiego uczynili według rozkazu Mojżesza, i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów7. 29 Mojżesz powiedział wówczas do nich: «Poświęciliście ręce dla Pana, ponieważ każdy z was był przeciw swojemu synowi, przeciw swemu bratu. Oby Pan użyczył wam dzisiaj błogosławieństwa!”


Przykro mi ale chyba inaczej pojmuję miłosierdzie. To nie są moje wartości. Ani żadne z wartości które wymieniłeś, typu przyjażń, wierność rodzinie, szacunek dla matki, córki etc. To jest wręcz dokładnie przeciwność. Bóg jest okrutny i sam o sobie tak mówi. „I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza: «Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Zostaw Mnie przeto w spokoju, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem”. Prawdziwe słowa miłosierdzia, miłosiernego boga.
Nie chcę tego, po prostu nie chcę tego. Szukam wartości, a nie bezwartości, aby nie nazywać tego okrucieństwem jaka szerzy fundamentalna księga Chrześcijaństwa. Ktoś z wierzących teraz zechce mi powiedzieć, no tak ale oni przeciwstawili się woli Boga i dlatego on kazał zabijać.


Więc mogę wzruszyć tylko ramionami i rzec ze niesmakiem, cóż to za pastrzec, za ojciec, za bóg, który fakt ulania posążku karze takim okrucieństwem. Po prostu zabija. Kolejny przypadek psychozy Boga. Pierwszy, wywalenie swoje dzieła, swoje dzieci z ogrodu eden. Za co? Za zerwanie z drzewa, które sam posadził. Powiecie, testy człowieka, którego on nie zaliczył. Czyli szukanie sobie powodu do wywalenia z domu.

   Poza tym. Wyobraźcie sobie siebie. Przynosicie choinkę do domu, wieszacie na niej słodycze. Wychowujecie swoje dzieci. Wychowujecie, czyli uczycie życia. Mówicie do dzieci, nie zjadajcie z choinki słodyczy bo to złe. Dzieci jak to dzieci, co może być złego w zjedzeniu, poza tym ludzką rzeczą jest błądzić, rzeczą rodzica wybaczać, uczyć. No i te wasze dziatki zjadają, przychodzicie i narasta w was furia. To jest czyn, który z niewiadomego powodu (psychozy) sprawia, że wyrzucacie te biedne, bezbronne dzieciaki z domu. Postąpicie tak? Czy dobry rodzic tak postępuje? Nie. Nie postępuje.Macie bardzo prosta odpowiedź na to jakich wartości uczy Was, Wasz bóg.

 

Napisał więc:


Nie mieszam, przeczytaj jeszcze raz. Tym bardziej, że nie chodzę do kościoła, ale potrafię docenić niezaprzeczalny wkład w rozwój kultury, sztuki (w tym militarnej), medycyny, etc. etc. Chcesz udowodnić coś, co jest nie do udowodnienia - gdyby nie kościół i wiara nie byłoby teraz Polski (to nie tak daleka historia); od obrony Częstochowy zaczynając, na żołnierzach AK i obaleniu komuny kończąc (a po drodze wiele innych wydarzeń z Chrystusem i Marią w rolach głównych. Kreacjonizm w opozycji do konsumpcjonizmu sam w sobie jest motorem rozwoju na każdej płaszczyźnie.A skoro słowo Jezus/Bóg tak Cię mierzi, to możesz używać "siła sprawcza" - nie ma to żadnego znaczenia :) tak samo jak niewiara (w cokolwiek) nie ma żadnej siły sprawczej.


   Więc podesłałem mu kilka wypracowań na temat taki, że do rozbiorów polski przyczynił się papież, czyli kościół, ponadto po przyjęciu Chrześcijaństwa przez polskę pozbawiliśmy się suwerenności, samostanowienia.


Siła sprawcza to siła sprawcza, a ściśle opisana, podytkowana wiara wyznaczająca co możesz, a czego nie i sankcjonująca wszystko w Twoim, życiu i karząca każdy grzech, ba powołująca grzech do życia to nie jest już siła sprawcza.


Musisz najpierw sobie przypomnieć w co wierzysz, w kogo wierzysz. Nie masz pola manewru do żadnej z filozofii jeśli wierzysz w chrześcijaństwo. Ono nawet mówi Ci, że to słońce krąży wokół ziemi.


Chrześcijaństwo nie wierzy w ewolucję, wierzy w kreację. Powinniście wyraźnie zobaczyć tę różnicę.
Papież powiedział do Galileusza:
- Musisz zmienić swoją książkę. Musisz napisać, że słonce krąży wokół ziemi, ponieważ tak jest napisane w Biblii. Biblia jest świętym, boskim pismem, napisanym przez samego Boga, a Bóg nie może popełnić błędu. - Nawet papież nie może popełnić błędu, jest nieomylny.
Galileusz musiał mieć ogromne poczucie humoru. Powiedział:
- Nie widzę w tym problemu. Mogę zmienić swoją książkę, mogę napisać że słońce krąży wokół ziemi, ale pamiętaj; to niczego nie zmieni. Ziemia ciągle będzie krążyć wokół Słońca. Ziemia nie będzie czytać mojej książki. Tak samo Słońce. Dlaczego tak bardzo się tego boisz? Mogę to udowodnić w sposób naukowy.


   Chrześcijanie zabili więcej ludzi w świecie, niż jakakolwiek inna religia. Na drugim miejscu są muzułmanie, ale to chrześcijanie tu przodują i to z dobrze znanych powodów. Zabijali ludzi, aby zmusić ich do stania się chrześcijanami. Oczywiście, jeśli staje się przed wyborem pomiędzy śmiercią, a chrześcijaństwem, to każda krucha ludzka istota wybierze raczej chrześcijaństwo, aniżeli śmierć. Pojawił się wiec strach: "Zostanę zabity. Jedyną alternatywą jest zostanie chrześcijaninem".
Nie tylko chrześcijanie tak mówią... Nawet Jezus powiedział: "Każdy, kto idzie do Raju Boga, idzie tam poprzez mnie, nie ma innej drogi. Ja jestem drogą. Sprowadź ludzi na tę drogę, nawet jeśli miałbyś ich do tego zmusić". Przyświecały mu dobre intencje.
Trzeba to rozumieć.


Przesłałem też mu moje inne wypracowanie, na co skwitował:
-echhh, Ty cały czas nie rozumiesz o co mi chodzi…Ja też nie jestem fanem kolesi w sukienkach – pedofili i złodziei (sumień i pieniędzy)Mówię o tym, że mimo wszystko normalni ludzie potrafią podnieść się i budować – zjednoczeni obojętnie czym – akurat przez ostatnie 100lat właśnie dzięki religii katolickiej w naszym (polskim) przypadku - jak dużo tekstu byś nie przytoczył, to jest faktem;
i jeśli trzeba będzie prać muslimów, to nie będzie to w imię „czystych idei” świeckiego Państwa, tylko w imię chrześcijańskiego Boga (i niech tak będzie, skoro jest to jedyny sposób wyplenienia islamskiej zarazy)
No God, no religion, no evil jest dobrym tekstem wg mnie, ale bez odwołania do innego Boga (i to wojny) - i tu wracamy do głównej tezy od której się zaczęło…Pod Grunwaldem Bogurodzicę śpiewali Krzyżacy, Polacy, Litwini i kto tam jeszcze był, a Waffen SS miało naszywki „Got mit uns” – biorąc to wszystko pod uwagę również stwierdzam, że radykalizowanie religii (każdej) jest złem samy w sobie, ale weź pod uwagę co wyrosło w UK, Europie i USA, a co w Afryce i na bliskim wschodzie…
Tzw. wyższość idei wolnościowych i ochrony jednostki jest niezaprzeczalnie po stronie katolicyzmu (cokolwiek by nie mówić o inkwizycjach, krucjatach itp. itd.)

 

- Jasne. Cóż można powiedzieć. Zawsze na koniec dyskusji o wydarzeniach biblijnych, czy historycznych jak krucjanty, inwkizycja, przychodzi taki moment, że wierzący zaczyna o ideologii miłosierdzia, wspólnoty, czegokolwiek, katolickiego. I powołujecie nowo testamentowe, łagodne ewengelie. No bo okrutną bilię trzeba wybielić. I okrutną historię. Zatrzec zło. Zapominasz jednak o jednym. Dobro, wartości i cnoty to nie domena katolików.


Mówisz, że muzułmanów będą prać chrześcijanie bo nikt inny. Więc co ze mnę? Nazwałem się dziś człowiekiem antyku, bez wiary w Boga Jahwicznego, ba, gardzący wiarą w Boga Jahwicznego. Gardzący ta fałszywą wartością. Chcę wyznawać kult ziemi, moją biblią będą mity. Są cudowne w tym, że dają mi wybór. Nie nakazują. Nie obiecują kary. Dają mi wybór. Traktują mnie jak wolnego i zdolnego decydować o sobie.
Ale wracając do sedna. Więc nie ma miejsca dla mnie w walce z najeżdżcami Allaha Nie jestem człowiekiem Boga więc nie jestem godzien walczyć ze złem?

Bo widzisz, świat jest pełen ludzi, którzy nie są zniewoleni Bogiem takim jak Jahwe czy Allah.
I ci ludzie mają więcej wartości, niż wierzący o czym nie jesteście w stanie sobie wyobrazić.
Poganie byli lepszymi ludżmi od Chrześcijan. Ale Chrześcijaństwo ich uśmierciło. Jest w tym nalepsze.


Tak jak widzicie nie ma miejsc a w świecie wielkich Bogów, z wielkimi kutasami dla człowieka antyku. Jeżeli wyznajesz wartości mityczne, wartości skupiające się wokół polepszania świata to tak jakbyś nie istniał.

To jest mój ból. Bo nawet jeśli mi podobnych znajdę kilkuset, kilka tysięcy, kilkadziesiąt to w proporcji do milionów owieczek Jahwe i Allaha jest nas promil.
Jaką to daje konkluzję? Bardzo prostą i bardzo wiodczną. Świat nie wygląda tak jak wygląda z przypadku. Wygląda tak jak wyglądał od narodzin wielkiej monoteistycznej religii. Choćby średniowiecze, ale nie ma co powtarzać historii okrucieństw.

Świat wygląda tak właśnie dlatego, że większość ludzi wierzy w Bogów monoteistycznych i postępuje według ich żądań.

 

   Mówi się, że chrześcijaństwo stworzyło cywilizację. Całkowity nonsens i absurd!
Oczy chrześcijan są ślepe. Nie mogą się przyjrzeć egzystencji, ponieważ uniemożliwiają im to pisma. Pisma nie pozwalają im przyjrzeć się rzeczywistości. Gdzie był twój Bóg i twoi chrześcijanie, kiedy tworzono "Rigwedę"? Kiedy pisano Upaniszady, w Europie panowało barbarzyństwo. Będziecie zdziwieni dowiadując się, że arytmetyka powstała w Indii, proch armatni i karabiny maszynowe zostały wymyślone przez Chińczyków przed narodzeniem Chrystusa. Alfabet narodził się w Indii, tak samo astronomia.

Każdy myślący chrześcijanin musi się w głębi wstydzić. Zło poczynione w imię wiary jest najznamienitsze w historii ludzkości. Problem w tym, że nowe, łagodne, pokojowe ewengelie tego nie zmienią. Ponadto chrześcijaństwo na 15 wieków zabiło wiele wynalazków starożytnego Rzymu, Walczylo z Galileuszem, kłamało, ukrywało. to nie ono jest, było nośnikiem historii, ono oszukiwało historię. Przekazywanie wiedzy, choćby Rgwendy istniały na długo przed narodzinami chrześcijaństwa, Odyseja, Homera to VIII wiek przed naszą erą! Cywilizacja przed narodzinami chrześcijaństwa była piękna, później nastało dziesięć wieków ciemności średniowiecza i dwadzieścia wieków bagna.
Filozofia Nietzchego natomiast jest prosta w konstrukcji i pragnie, krzyczy aby pielęgnować w sobie nadczłowieka. porusza do rozwoju, do pielęgnowania siebie, a nie zmuszania innych do wiary w ich gnoma, do przestrzegania ich zakazów, nakazów, do zniewalania, do zabijania. Do patrzenia w niebo i życiu w pokucie aby tylko nie rozgniewać gniewnego boga pychą. Nie można wybiec na łąkę i tarzać się w trawie jeśli zabrania tego religia. wszędzie ma być bóg, a życie jest tylko stanem przejściowy do raju. Więc po co zwlekać? Niech ida już do tego raju skoro i tak żyją tylko z ideą aby tam się dostać, a nie aby czuć powiew wiatru, szum morza, tęten kopyt dzikich koni. nie, macie klęczeć w zimnych murach koscioła i prosić o wybaczenie. to tyle w temacie bycia stworzeniem i życia.

Prawda jest smutna. Dzisiejsza cywilizacja białego człowieka jest cywilizacją złego człowieka. Z powodu bardzo prostego. Pychy. Pychy powstałej z wiary. Z poczucia pewności, że jest się koroną stworzenia mając błogosławieństwo Boga.
O czym mówię? Przyjrzyjmy się temu co jest złem. Zapomnijcie o Bogach. Nie da się? Ok, przypomnijmy sobie Indian dzikiego zachodu. Mieli wspaniałe wierzenia. Nie wyznawali kultu wszechmocnego gnoma. Nikt im nic nie kazał. Mieli swoje rytuały bo to ważne ale odrębne od religii również. Żyli i pragnęli żyć w symbiozie z naturą. Byli dzikimi ludami, powiecie. Tak ich można nazwać. Ale dlaczego? Zastanowiliście się kiedyś nad tym, że każdy kto wierzył w Boga uznawał tego kto nie jest chrześcijaninem, dzikim?
A ja mówię, ze było w nich wspaniale piękno. Zabijali zwierzęta na tyle tylko na ile to konieczne.
Przyszedł biały człowiek boga i zabijał bizony dla zabawy. Zostawiali trupy, nie obdarte ze skór co swiadczyło, że ich nie potrzebowali i nie pozbawione mięsa, co znaczyło, że nie byli głodni. Ale byli ludźmi Boga. Można byłoby więc domniemywać, że są ludźmi wyznającymi piękne wartości. Otóż jak widać nie. Ten choćby prosty fakt to udowadniał. Odbierali życie innej istocie dla zabawy. Dlaczego? Bo mogli.


A co robił dziki Indianin? Zabijał tylko po to by mieć skóry i jedzenia. Poza tym uśmiercał jak najszybciej aby zwierze nie cierpiało. Co robią wzynawcy religii w dzisiejszym wieku na świecie? Choćby w Polsce? Otóż Ci wspaniali, wartościowi ludzie wymuszają i dokonują rytualnych mordow na ziewrzetach. Zwierze umiera przez trzydzieći minut w męczarniach, w pełni swiadome. Co to dla mnie znaczy? Zbędne, wyrafinowane okrucieństwo w imię Boga, wiary, religii, cokolwiek. Co to dla mnie znaczy więcej? Taki człowiek jest po prostu zły. Nie ważne czy później z czułością tuli swe dziecko. Jest po prostu zły, bo człowiek jest tak dobry jak jego najgorszy czyn.


Mamy się za cywilizowany twór. Za wartościowy Twór ale takie czyny i pozwalanie na takie czyny jest oznaką tylko jednego. Większej prymitywności (nie używam słowa dzikości, bo w niej nie ma nic ujmującego) niż Indianin biegający z łukiem i bez Boga.

   Ale to wina właśnie Boga. Rytualne mordy są dokonywane w imię religii. Od kiedy ma się Boga stajesz się Panem świata. Świat uczyniony jest dla człowieka, ba dla mężczyzny. Z resztą, czyli zwierzętami i kobietami możesz robić co chcesz.
I dziś w świecie cywilizowanym, mając się za koronne stworzenia z tymi, których powinniśmy darzyć opieką, robimy co chcemy, zabijamy, torturujemy. Uważamy, że należą do nas. Nie, nie należą. Są częścią świata, w którym żyjemy.


Rozmawiałem ostatnio chwilę z głąbem. Dla mnie głąb to określenie tępaka, idioty i śmiecia w jednym.
- zwierzęta sa po to by służyć człowiekowi.
- kto tak powiedział.
- to wynik inteligencji. My ją mamy i staliśmy się władcami świata. Wola Boska, czyniąc nas ludżmi. Sam powiedział, że uczynił zwierzęta dla nas.
- Dlatego chciałbym aby ta cywilizacja wymarła – przypominam mu początek dyskusji – człowiek dnia dzisiejszego, człowiek myślący jak ty. Człowiek będący tobą powinien zdechnąć, wymrzeć, nie istnieć.
Po pierwsze gdyby zwierzęta były uczynione dla człowieka przez Boga, to po co miałby Bóg, stwarzać, skorpiony, pająki, węże, roztocza, komary…mogę wymieniać tak bez liku stworzenia istniejące, czyli niby te które musial powołać Bóg do życia, a absolutnie nie dające człowiekowi nic, a nawet czyniące mu śmierć. Wyrachowany ten twój Bóg – mówię mu – poza tym chorobą tej cywilizacji i aby było jasne, mówiąc cywilizacji mam na myśli człowieka religijnego, człowieka Boga jest właśnie owa świadomość o byciu koroną stworzenia. Przez to wybijamy zwierzęta, dokonujemy zagłady gatunków, rytaualne uboje, fermy futrzane. Fermu futrzane. Jesteś dobry? Jeśli tak to nie mów mi, że popierasz hodowlę zwierząt futerkowych, czyli pole upraw, które zrywasz, czyli zabierasz im istnienie dla zysku. Bo mamy tekstylia, nie musimy się ubierać w futra. Ale wciąż mordujemy, nie,nie, po prostu zabieramy życia innym istotom. Dlaczego? Oczywiście, że dlatego, że możemy. Ale tak naprawdę dlatego, że jesteśmy żli. Buddyzm mówi, nie pozbawiaj życia żadnej istoty bo ono chce żyć.
Jakim prawem sądzisz w ogóle, że możesz decydować o tym, kto, co powinno żyć? Bo masz się za lepszego? Jakim prawem pod argumentem, że należy utrzymać ten proceder jak fermy zwierząt dla zysku, gdyż gwarantuje on miejsca pracy. Więc jeśli tak jest to znaczy, ze jesteśmy żli.
Nie pamiętam już kto mądry to powiedział ale rzekł kiedyś „jeśli nauka nie potrafi się obejść bez torturowania zwierząt, to powinniśmy obejść się bez nauki”. To bardzo prosta filozofia. Albo jestem dobry albo udaję, że jestem dobry, a złe uczynki usprawiedliwiam rozwojem. Jaki kurwa rozwój? Żeby mieć krem na zmarszczki zabijamy w męczarniach zwierzęta? I Ty chcesz to nazwać dobrem albo wspanialą cywilizacją? No cóż, ja chcę aby ta cywilizacja zdechła aby człowiek dzisiejszy wymarł. Wymarł śmiercią tragiczną.
- życie jest okrutne – powiedział – Dzięki inteligencji mamy narzędzia i możemy ich używać. Panujemy nad zwierzętami.
- tak – wstaję od stołu – życie jest okrutne. Dlatego Ci mniej inteligentni zabijają teraz Twoich cywilizacyjnych ziomków. Gwałcą ich, publicznie przewidują i obiecują im śmierć. I wiesz co. Jestem za. Dlaczego? Bo ta cywilizacja musi upaść. Dwa wielkie ludy księgi, chrześcijanie i muzułmanie musza upaść. Zginąć do ostatniego bo inaczej nic na ziemi się nie zmieni. Wciąż człowiek będzie zagarnial wszystko co daje ziemia dla siebie, dla korzyści nie licząc się z żadnym innym życiem. Nie martwię się bo upadki potężniejszych cywilizacji już następowały więc jestem dobrej myśli. I mam nadzieję, ze wrócimy do pogaństwa.
Wtedy też przyjdzie taki gość jak, ja, z toporem w ręku i za fakt, ze jesteś zły, wbije ci go w potylicę. Dlaczego? Bo mogę. Natura dała mi siłę do tego. I mój mityczny Bóg mnie do tego zainspirował. Odyn sprawił, że będę miał to co wy, dziś ludzie księgi, że będę miał poczucie bycia koroną stworzenia.
Ale słabszych będę bronił bo to po prostu jest dobro. Dobra nie należy usprawiedliwiać.

Nie trzeba mówić, jestem dobry ale czasem musze zrobić żle bo to lepsze dla nauki, dla rozwoju, dla gatunku. To tak nie działa. Po co nam inteligencja jeśli nie potrafimy pewnych rzeczy rozwiązać niczym innym niż mordowaniem.
Kilka lat temu, wiek dzwudziesty pierwszy, jesteśmy wspaniałą cywilizacją. I co robimy? Wybijamy stworzenia, mordujemy psy na potęgę, wrzucając niedobite do przydrożnych rowów. Dlaczego? Bo piłkarskie mistrzostwa na ukrainie nie byłyby tak ładne z bezdomnymi psami na ulicach.

A wydaje się, że kwestię bezdomności zwierząt inteligentna istota może rozwiązać inaczej. Wszak domeną inteligencji jest kreatywność. I jest ale domeną zła jest zabijanie. A wszyscy którzy to robią chodzą do kościołów, synagog, cerkwi.
Nie jesteście dobrzy.


   Nie potrafię tego ścierpieć. Kiedyś moja duszę chcieli ratować szamani. Opisałem to tak:

Napiłem się kawy z milczącą twarzą. Zimno puściło, czarująca sekretarka pozostawiła zapach perfum, delikatne światło odbijało się od ciemnych zasłon. Zapragnąłem naraz aby czas się zatrzymał.
"Człowiek może znieść bardzo dużo, lecz popełnia błąd sądząc, że potrafi znieść wszystko." Fiodor Dostojewski
Sięgnął po książkę leżącą na ławie i otworzył w miejscu zakładki. Poczułem przez chwilę, że to wszystko było zaplanowane, że wiedział o tym gdzie będziemy siedzieli. Zaczął czytać "silniejszego od nienawiści, Tima Guenard.
- "Są też osoby bardzo „jak należy”. Spotykając się z nimi, pytamy: „Wszystko w porządku?” One odpowiadają: „W porządku”. Nie mogą powiedzieć nic więcej, ponieważ są więźniami samych siebie i społecznego jarzma. Nie mogą wypowiedzieć cierpienia, które je dusi i łamie. A my przechodzimy, nie zauważamy ich spojrzeń – świateł alarmowych, nie słyszymy ciszy ich krzyku, nie dostrzegamy nawet, że na barometrze ich serca wskazówka zatrzymała się na kresce „burza” - zamknął książkę i odłożył. - To dlatego byłeś u lekarza od serca? Wiedziałeś zawsze dlaczego wskazują Ci drogę ale nigdy nie jadą w nią z Tobą, prawda? Trzeba pamiętać, że ten drugi też chce aby dać znak.
- Daję znać. Wszystko mam wypisane na twarzy - nie było to przekonywujące stwierdzenie na co się uśmiechnął.
- Na twarzy masz wytatuowane wszystko co daje ludziom znać aby trzymali się daleko. Kto w przyrodzie zbliża się do drapieżnika w jaskrawym ubarwieniu? Nikt kto chce żyć. Dziwisz się?
Nie walczysz z ludźmi dlatego, że ich nie lubisz, to nie byłoby dla Ciebie nawet trudne. Ty walczysz z ludźmi bo masz im za złe, że nie są bohaterami z literatury. Gardzisz nimi i idziesz dalej szukając wejścia do świata, który nie istnieje. I każdego dnia coraz bardziej jesteś tego świadom i każdego dnia coraz mniej pogodnie na nich patrzysz. Tak jakbyś był strasznie zły, że musisz tutaj z nimi żyć. Nie, wcale nie masz się za lepszego tak jak większość nienawidzących Ciebie sądzi. Ty zwyczajnie wiesz jak być człowiekiem i mówisz im kiedy nie umieją być ludźmi. Nie dzielisz człowieka na płeć, kolor skóry, religię. Wymagasz tylko abyśmy byli ludźmi bez względu na fakt w jakiego boga wierzymy. Tylko bycie ponad podziałami jakich wymaga od nas choćby wiara, pozwala być człowiekiem, prawda? Tego od nas oczekujesz i nienawidzisz gdy udowadniamy, że nie umiemy być ludźmi. Nie ma dumnych wojowników, zabijających dostojnego jelenia tylko dla pożywienia, są podli szubrawcy goniący stado bizonów dla sportu, zabawy. Są wypacykowani faceci mający się za hardych, bo wycieńczają ogłupiałego byka na arenie i go zabijają. I są wiwatujący ludzie na jego śmierć. I w dodatku mają się za bardziej cywilizowanych od tych siedzących na arenie starożytnego Rzymu. Potępiają tą historię ale robią dokładnie to samo. I w którym z tych miejsc jesteśmy ludźmi? Jak ktoś kto wyrzuca psa z pędzącego samochodu na autostradzie może być godnym twego gatunku? Tyle dyskutuje się o moralności o dobru i o złu, a nikt z tych mądrych nie umie poznać, że na świecie najlepszymi są ludzie, którzy umieją zamordować innego człowieka bez mrugnięcia okiem, a płaczą nad podpalonym kotem. Czyje życie jest wartościowsze? zwierzęcia czy człowieka? Człowieka, powie każdy ale Ty powiesz, że oba mają taką samą wartość. To Ci dolega. Nienawidzisz gatunku ludzkiego dlatego, że ma się za nadrzędny i dlatego tak często jesteś dramatyczną siłą natury. Mógłbyś zabijać ludzi bez żalu, każdego kto krzywdzi niewinne życie. Gatunek który ma się za nadrzędny powinien posiadać najważniejsza umiejętności, prawda?
Nic nie powiedziałem. Znowu się zmieniłem.
- Kto może decydować o tym czy w imię lekarstwa na raka możemy skazywać na cierpienie tysiące zwierząt. Jeżeli nauka nie umie obejść się bez torturowania zwierząt to powinniśmy obejść się bez nauki, prawda? Nikt nie ma prawa pastwić się nad słabszym życiem i dlatego tak bardzo chciałbyś ich pozabijać aby pokazać im, że jest ponad nimi większa siła. Siła gniewu. Ktoś już Ci powiedział, że mógłbyś wykładać o nienawiści, masz to wypisane na twarzy. I to jeden z powodów dla których mało kto się zbliża do Ciebie. Dopiero gdy ten ktoś udowodni Ci, że jest godzien bycia człowiekiem, łagodniejesz. To pierwsza zasługa, oswoić Ciebie, pokazać, że nie przyszli z kijem jak do uwiązanego psa aby się nad nim pastwić. - zgasił papierosa i pochylił się w moją stronę - Gdyby Cię Filip spuścić z łańcucha jakim jest cywilizacja, wybiłbyś znaczną część ludzkości. To jest Twoja tragedia, Twój Bóg umieścił Cię w złych czasach. Musisz żyć wśród istot, które tak bardzo chciałbyś upokorzyć za zło. Nie zasługujemy aby mieć się za istoty nadrzędne i dlatego upokarzasz ludzi tak bardzo. Nie umiesz przejść obojętnie nawet jeśli okoliczności wskazują, że masz małe szanse na przeżycie. W świecie przyrody mało które zwierzę tak robi. Rosomaki są takie popaprane ale człowiek powinien mieć rozsądek. Więc dlaczego? Za obcego człowieka?
- Wkurwia mnie to. Tak zwyczajnie.- sięgnąłem po papierosa, zapaliłem. Nie lubiłem ale zapaliłem jak bohater powieści.
- Takie odruchy maja głębszy imperatyw. Świat składa się z tchórzy dbających o własne dupy, kurew, szmaciarzy, znakomitej większości ludzkich cieniasów, całej rzeszy tych którzy nigdy nie ujrzą więcej niż ich nos i obejście, zgwałconych przez bogów, ludzi bez duszy i serc i składa się też z tych którzy mają serca tak skrzywdzone przez świat legend i baśni, krew zahartowaną przez męstwo z pradawnych opowieści i okoliczności życiowych, że zwyczajnie robią coś gdyż dla triumfu zła, wystarczy aby dobrzy ludzie nic nie robili. W galaktyce jest miliardy satelit, przeróżnych planet ale tylko odpowiednia mieszanka pierwiastków, składu chemicznego, odległości od gwiazd może sprawić, że zaistnieje na niej życie. Tak jest z ludźmi. Jest nas miliony ale tylko właściwa mieszanka okoliczności może stworzyć człowieka w pełni tego słowa znaczeniu.
- Czyli biały królik który boi się nie zdążyć na czas nie istnieje?
- Istnieje.- uśmiechnął się - Tak jak i goniąca go Alicja i cała kraina czarów.- wyciągnął dłoń i dotknął mojego serca- Tutaj.
- Czyli mam przejebane? Nie ma gdzie uciec przed ludźmi?
- Tutaj.- raz jeszcze wskazał na serce- Ucieka się tutaj- uśmiechnął się- To dlatego Cię tak ostatnio boli. Bardzo chcesz uciec.
 

   

-------------------------------------------------

-------------------------------------------------

 

   „Tak przyjdź i teraz do mnie, spod udręki
wyrwij mię takiej ciężkiej! Czego serce
łaknie, wypełnij wszystko. Sama moim
bądź sprzymierzeńcem.”
-Safo-


- Dlaczego narodził się Magni? W zasadzie oprócz jednego epizodu z Panią psychiatrą i jej snem nie miałeś nic wspólnego z mitologią nordycką. zawsze uwielbiałeś mitologię grecką. Jedyne posągi jakie masz w domu znamionujące starożytność to Ares, Bóg wojny i Nike, Bogini zwycięstwa. Jesteś oczytany, inteligentnym więc czemu nie Adonis? Bachus? Nie, musiał to być Bóg wojny. Jednak czemu wściekły Magni? Nagle, znikąd mitologia nordycka. Czy uwierzyłeś w to, że możesz mieć coś wspólnego z wikingami? Pewnie Ci to mówiono, a co ze snem dojrzałej kobiety w dodatku lekarki dusz? To Twój hołd? Nie sądzę. Magni pasował Ci idealnie. Potężny ojciec, który sprawił Ci olbrzymie zło, który był postrachem całej dzielnicy ale którego jednak musiałeś ratować. Czyż nie tak zrobił Magni? I w dodatku poszedł spuścić wpierdol innym? Magni jest wyrazem Twojej duszy, Ołowiany jest wyrazem Twego serca, a "zły" jest pragnieniem aby móc walczyć z tymi wszystkimi mającymi się za dobrych ludzi.
- Był jeszcze Apacz- przez chwilę ujrzałem znów korytarze jednostki w armii gdzie mnie tak nazywano.
- Tak, hołdem dla ukochanego narodu. Musiałeś być dumny i dumnie nosisz tych dwoje Indian na ramionach. Nienawidzisz świata bo nie daje Ci możliwość stania nad Little Big Horn i czekania na tego cholernego mordercę Custera. Jak bardzo byś pragnął stać naprzeciw niego jako wojownik. I zabijać powoli, wpatrując się w oczy. Widzieć jego ból za wszystko co uczynił. To zżerało Twoją duszę od dzieciństwa i wykroiło w niej nienawiść do zła. I oto z dziecka, poprzez Apacza narodził się Magni. Brakuje tylko potężnego młota Filipie. I przez to cierpisz. Czas wojny dla kogoś takiego jak Ty musi być czasem normalnym, czas cywilizacji to ludzkie zoo które ujarzmia bestię w kajdany i klatkę. - sięgnął do barku, odkręcił wódkę, wlał do dwóch literatek i przyprawił sokiem. Podał mi jedną z nich i stukając o nią wypił swoją jednym haustem- A mogłeś wciąż walczyć, prawda? Dowiedziałem się paru rzeczy o Tobie co nie było łatwe, nikt Cię nie zna, a przecież o fajnych chłopakach na mieście się mówi- uśmiechnął się.
- Może dlatego, że nie jestem fajnym chłopakiem.- odwzajemniłem uśmiech, dopiłem drinka i poprosiłem gestem o drugiego.
- Mogłeś służyć jako PMC, chronić życie. Miałeś po służbie wojskowej otwarte drzwi wszędzie, więc czemu nie? Z jakiego powodu nie opuściłeś domu? Jaki powód był tak potężny, że powstrzymał Cię przed tym wszystkim do czego teraz tak bardzo tęsknisz? Czy Magni musiał być w pobliżu Thora aby móc powstrzymywać go od zła które ze sobą niósł? Nie umiesz spełniać pragnień za wszelką cenę, prawda? Małoletni chłopiec nie chodził na imprezy gdy ktoś mógł krzywdzić Twoich bliskich. A pióro jest silniejsze od miecza, coś w Tobie musiało dokonać takiego wyboru, dusza. Tak też docieramy do końca legendy o Magnim, wściekłym facecie z młotem. Walczysz piórem niemal z całym światem i może nawet jeśli jeszcze niedawno wierzyłeś, że możesz być szczęśliwy, teraz nie masz już złudzeń. Nikt Cię nie rozumie i co gorsze nikt Cię nie uratuje. Nie przed światem, nic Ci nie grozi od świata. Jesteś tak zakorzeniony w poszukiwaniu wartości mistycznych, że wchodzisz w coraz większą ciemność. A wiesz co jest w absolutnej ciemności? Nic. Kompletnie nic nie widać, wyciągasz dłoń przed oczy i nie widzisz nawet jej. W jaskini do której schodzisz nie widać nic, absolutnie nic. Nawet jeśli dotknie Cię jakaś dłoń nie możesz wiedzieć czy ta dłoń nie chce Cię zabić.- urwał aby zaczerpnąć tchu, mówił z pasją jakby mówił trochę o sobie - Twoja dusza obumiera z powodu tęsknoty. Tęsknoty do walki z bronią.- wstał, podszedł do okna i odchylił zasłonę. Przez chwilę patrzył na świat, po czym odwrócił się do mnie - Dlaczego?- zapytał retorycznie, po czym dodał smutno - Bo tylko pocisk może Cię zabić Magni.

 

   Nie ma w świecie wielkich Bogów miejsca dla człowieka antyku.
Jest jednak nadzieja.

Większość mówi, że starożytny Rzym był gorszy od dnia dzisiejszego. Jeśli zapytasz dlaczego, powiedzą Ci, rozpasanie seksualne, homoseksualizm, usłyszysz nazwisko Kaliguli.
Słucham tego i się trochę dziwię. Wyobraźmy sobie senat. Rzeszę mężczyzn w wielkim imperium, w którym większość poprzez władzę i pieniądze popada w rozpasanie. Uprawia wyrafinowane uciechy cielesne. Wyobraźmy sobie Cezara zwichniętego moralnie. Powszechny wśród elit homoseksualizm. A obok piękno antyku, wolność wyznania. Nie dzisiejsza,.Prawdziwa wolność wyznania. Nie nawoływanie do zbrojnych marszy w imię kościoła, nie mordowanie wszystkich w imię tępienia herezji.

Kult życia.
I to były te straszności starożytnej cywilizacji. Potęga Rzymu była znacznie większa, od potęgi Unii Europejskiej. Bo unia to taka potęga geopolityczna. Spójrzmy na nią, szmat czasu po kulturze starożytnej, którą ganimy.
Komisja Europejska narzuca społecznością rozmiar ogórka, czym może palić we włanym piecu aby ogrzać własne ciało, czy może wędzic mięso czy nie, mógłbym wymieniać bez liku. Mianowicie chodzi o to, że rozpasana komisja europejska, elita ludzi zarabiających olbrzymie pieniądze na wymyślaniu i nakładaniu nam zakazów i nakazów, po nocach dopuszcza się równie zwichrowanych czynow jak rozpasany senat. Tylko o nich nikt jeszcze nie napisał. Historia to pokaże. Ludzie kościoła każdego dnia wykorzystują seksualnie setki dzieci, rozpasanie dnia dzisiejszego, gorsze od starożytnych elit. Kaligula to przysłowiowy leszcz przy dewiacjach jakich dopuszczają się dzisiejsze elity. A jeśli pomyślimy o oficjalnych i powszechnie szerzonych zboczeniach też ludzi dnia dzisiejszego czyli muzułmanów to starożytny człowiek krajów arabskich zanim narodził się Islam był przy nich człowiekiem renesansu.
Ludzie, którzy wymyślili astronomię stali się mordercami w namiotach zdolnymi tylko do krzyczenia  Allah Akabar. To nie jest rozwój.

Tyle tylko przyniosła religia oparta na fundamentach biblijnych.


  Ktoś mi dziś powiedział:
-wiele rzeczy w sumie przeczy religii, ale zdarzają się cuda, mniejsze lub większe, badacze w pewnym momencie, mimo że wiedzą ze chrześcijaństwo przeczy ewolucji itd. nawracają się, ludzie przed śmiercią, pod wpływem chwili też się nawracają. To też ma znaczenie, może to ze strachu a może siła wyższa.
Odparłem trochę wymijająco, bez zbytniej przesady.
- Tak. Cuda białaczki u dzieci na przykład. Mniejsza z tym.
- no nie zawsze jest kolorowo – mówi ta osoba.
- To skoro Bóg wyciąga jednych z wypadku to po co go powoduje?- trochę się rozbudziłem -Wychodzisz z wypadku bez nogi, z urazem. siedzisz na wózku resztę życia ale mówią, dzięki bogu cud, przeżyłem. Uwielbiam wiadomości w serwisach informacyjnych. Dziecko cudem wyszło z wypadku. Rodzice nie żyją, dziecko nie będzie chodzić ale cudem wyszło z wypadku. Gdzie tu jest cud? Wyśmienita siła sprawcza Boga. Bo skoro nadarza się cud to jest to zazwyczaj siła sprawcza Boga według wierzących. No ale skoro przeżył straszny wypadek i jest to ręka Boga to czyja ręka spowodowała wypadek. A skoro jeden cudownie zdrowieje, to czemu nie zdrowieją inni albo czemu oddziały dziecięcej onkologii są pełne? Test Boga na wiarę? Kara za grzechy? Czemu wiec umierają niemowlaki? Za grzechy rodziców?
Jeśli przyjmujesz, że cud to opatrzność boska to samo zdarzenie jest opatrznością czyją? Szatana? Jeśli tak, to znaczy, że Bóg to marny obrońca skoro nie radzi sobie. A nie radzi, bo ludzie chorują i umierają w cierpieniach nawet jeśli nie zdążyli na to zgrzeszyć.

Jednak chciałem już zakończyć o tym.
To kolejny powód tego, że świat potrzebuje nowej, wartościowej tym razem filozofii.

 

   Biblia mówi, że nie powinno się niczego zmieniać, ani nawet próbować zmienić, ponieważ Bóg uczynił wszystko doskonałym. Jest to ostateczna wypowiedź przeciw rewolucji, zmianie, ewolucji, polepszaniu losu biedoty i chorych. To fundamentalne motto chrześcijaństwa: "niczego nie zmieniać", oznacza śmierć dla ludzkości, śmierć dla tej pięknej planety.
Chrześcijaństwo jest najbardziej przestarzałą religią. Wszystkie jego założenia są absurdalne. Człowiek musi się pozbyć wszystkich religii, w tym chrześcijaństwa, w przeciwnym bowiem wypadku nigdy nie będzie zdrowy, nie stanie się jednością, nigdy nie pozna radości i błogosławieństw życia. Nigdy nie pozna prawdy. Jeśli religie nadal będą istnieć, całą ludzkość wpędzą w szaleństwo. Nadszedł czas, aby pozbyć się chrześcijaństwa i wszystkich tak zwanych religii, będących różnymi odmianami tej samej głupoty.
To działo się na przestrzeni wieków i dzieje się teraz na naszych oczach. Orgia bezmyślnego szaleństwa.
Wiara nie jest cnotą, nie stanowi wielkiego wkładu do ewolucji człowieka. Wiara jest największą przeszkodą, stojącą na drodze człowieka poszukującego prawdy. Zanim wyruszysz na jej poszukiwanie, już wręcza ci się brudną wiarę z drugiej ręki i mówi ci się, że to wystarczy.
Religie uczą wiary, ponieważ nie są w stanie pomóc ci w znalezieniu prawdy. Same nie wiedzą, czym jest prawda.
Mówię wam, że absolutnie żadna wiara nie jest potrzebna.
Miejcie wiarę w siebie i z głęboką ufnością poszukujcie swoich korzeni. Nie znajdziecie ich w kimś innym, w żadnych pismach, w żadnym pasterzu, mesjaszu czy proroku. Absolutnie nie.
Wiara to największa przeszkoda dla poszukujących prawdy.

Jeśli coś stało się dobrego, dokonał tego Bóg, jeśli wydarzyło się zło, dokonał tego człowiek albo to dzieło szatana czyli wroga Boga. Wiec patrząc na świat, na ilość zła czynioną na świecie, Szatan jest mocniejszy od Boga, bo zła jest więcej niż dobra, a dobra nikt nie broni przed złem. Bo zło zabija dobro, zło ma się dobrze. Ma się lepiej w dzisiejszej Europie. To Ci dobrzy, wyznający nowe, łagodne ewangelie cierpią od tych wyznającego agresywnego brata Jahwe. Więc gdzie jest jahwe? Pojechał na urlop nikomu nic nie mówiąc?
Zginą tysiące, tysiące zostaną zgwałcone, kolejne tysiące skrzywdzone, na koniec biały człowiek wreszcie użyje „armat” i zmiecie szaleńca islamskiego ze swojego lądu, a wy powiecie, dzięki bogu?
A do tego czasu Bóg się przygląda temu widowisku z siedzenia w pierwszym rzędzie? I decyduje kto zostanie wysadzony, kto ścięty, kto zgwałcony, kto spalony, kto sprzedany? Które dzieci, które dziewczynki potraktowane jak mięso w rzeźni? Czy na ten sadystyczny spektakle trzeba mieć tysiące lat aby móc mu się spokojnie przyglądać?


Najgorszym złem jest fakt, że ludzie wierzą i chcą wierzyć w takiego Boga. Bezczynnego, bezsilnego, kochającego zbrodnię i zło. I to czyni człowieka złym. Idea propagująca zło i nawołująca do niszczenia innowierców lub karania heretyków.
A gdybyśmy zajęli się sobą i otoczeniem? Nie patrzy przez jakiś czas w niebo, opuśćmy smutne budowle bez kwiatów. Zapomnijcie o Bodu, a odnajdziecie w sobie naturalne dobro, które każda istota nosi w sobie.


   Miałem zapisaną gdzieś rozmowę jaką przeprowadziłem niegdyś z kapłanem. Wówczas byłem bardziej biegły w tej sztuce. Odnalazłem ją.
-Więc posądzasz Chrystusa o przemoc?
- Czyż nie powiedział On po co przyszedł na świat?
- Mianowicie?
- Święty Mateusz, rozdział dziesiąty, wers trzydziesty czwarty: „Nie myślcie, żem przyszedł pokój czynić na ziemi. Przyszedłem na ziemię czynić nie pokój, lecz miecz.”
- Tak.- zgodził się, bowiem nie miał innego wyjścia- Ale miecz przeciw niewiernym.
- Żadna religia, która szerzy miłość przelewając krew nie zasługuje na cień uwagi.- rzekłem- Poza tym jak mawiał filozof Lao Ca: „Największym zdobywcą jest ten, który potrafi zwyciężać bez bitwy.” Bóg tego nie potrafił co jest kolejnym dowodem, iż nie jest wszechmocnym jakim się ogłosił.
Kapłan pochylił głowę, aby przezornie ukryć nienawiść w piwnych ślepiach i westchnął.
- Jeżeli szatan chodzi po ziemi, to jest Tobą synu.
Wciąż nie unosił głowy bojąc się, iż popadnę w gniew lecz ten manewr miałem wyćwiczony; gniew był bezcelowy.
- Jeśli szatan chodzi po ziemi to gra właśnie z Bogiem w strategiczne szachy pod tytułem; Serbia(to było dawno teraz możecie sobie dodać do tego jakikolwiek inny konflikt bądź dzisiejszą europę)
Dopiero teraz uniósł głowę.
- Nie możesz winić Boga za wojny, które wszczyna człowiek.
- Nie winię go. Zastanawiam się po prostu co On wówczas robi.
- Źli ludzie, którzy uczynili tą tyranię będą sądzeni przez Boga za swe grzechy.
- Oczywiście - zmarszczyłem czoło- Tyle, że za ich proces płacą niewinni, najczęściej kobiety i dzieci, które nie mają pojęcia, dlaczego ktoś je rozbiera i zamyka w wielkiej, mrocznej komorze, stłoczonego z lamentującymi mamami i co oznacza ów syk dochodzący ze wszystkich stron.
- To dzieło szatana. Najlepsza jego kampania przeciw Bogu.
-„Ja dałem rozkaz moim poświęconym; z powodu mego gniewu zwołałem moich wojowników.”- pochyliłem się w jego stronę, aby mógł odczuć srogość mego wejrzenia - To słowa Boga, nie Szatana. Przytoczę tylko trzynasty rozdział z Księgi Izajasza, a ksiądz przerwie, gdy uzna, że kłamię.- „Uwaga! Gwar na górach, jakoby tłum mnogiego...To Pan zastępów robi przegląd wojska do bitwy...Pan i narzędzia Jego gniewu, aby spustoszyć całą ziemię. Zawyjcie bo bliski jest dzień Pański, nadchodzi jako klęska z rąk Wszechmocnego. Dlatego wszystkie ręce opadają, topnieją wszystkie serca ludzkie...Każdy odszukany będzie przebity, każdy złapany polegnie od miecza. Dzieci ich będą roztrzaskane w ich oczach, ich domy będą splądrowane, a żony zgwałcone...Wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone. Nad noworodkami się nie ulitują, ich oko nie przepuści także niemowlętą...”
Przez chwilę tylko cisza wypełniała to miejsce. On pełen kontemplacji, a ja drżący w spazmie niewysłowionego gniewu, dla gniewnego Boga. Wiedziałem, że nigdy nie pogodzę się z taką okrutnością, a ona nie pozostawi mnie spokojnym.
- To wyrok na Babilon, synu- wykrztusił wreszcie, ale bez przekonania.
- To mordowanie, nic poza tym. Nie pamiętam już w której księdze, ale chyba u Izajasza, napotkałem słowa, które stanowią meritum religii opierającej się na kulcie Jahwe...”Tłoczyłem je w moim gniewie i deptałem je w mojej porywczości. Posoka ich obryzgała mi szaty i poplamiłem sobie wszystko odzienie...Albowiem dzień pomsty był w moim sercu i nadszedł rok mego wykupu.”
-Tak, to prorok Deutero-Izajasz relacjonuje wieści od Boga – uprościł - Ale może on był idiotą. No wiesz- zerkał na mnie bez przekonania - Te wszystkie wieści co do wytycznych Jahwe, jego obietnic i pogróżek. Nie uważasz, że jest sporo tych proroków i mesjaszów co twierdzą, że rozmawiali z najwyższym, bądź przyszli zbawić ludzkość?
- Szkoda, że tak potężna religia opiera się na relacjach idiotów opowiadających o Bogu okrutniku.- chyba wyczuł w mym tonie sarkazm.
-Wciąż mówisz o krwi?
- O krwi, która obryzgała mu szaty – zamyśliłem się- Ale nie przypadkowa i nie od obcej ręki.- zakończyłem- Zgadzam się, iż większość pism Starego Testamentu została utrwalona na piśmie wiele setek lat po wydarzeniach, do których się one odnoszą, jednak żydowscy skrybowie między VIII a V wiekiem przed naszą erą pisali o wydarzeniach bliższych czasom, w których żyli.
-Pisali i pisali.- zauważył- Wierzy pan we wszystko, co ktoś napisze?
-Umówmy się więc, że Biblia to tylko saga rodzinna. Skoro ksiądz podważa autorytety tych, jacy relacjonowali zbrodniczość Jahwe, to co z resztą? Czy wiara polega na wybiórczości? Wszak Chrześcijaństwo wyrosło w tyglu Starego Testamentu. Jeżeli wierzy ksiądz w słowa Mojżesza, iż otrzymał płyty kamienne z dekalogiem od Boga, to musi ksiądz wierzyć, że otrzymał także instrukcje o zamordowaniu trzech tysięcy ludzi na pustyni. Skoro nie ufa ksiądz Amosowi, jako temu, co wprowadził niemal sadyzm Boga do swej księgi, to dlaczego wierzy ksiądz Hiobowi?
- „oszczędzasz wszystko, bo wszystko Twoje, panie miłośniku życia.” Księga Mądrości, rozdział dziesiąty- patrzyłem jak ściska krzyż zwisający na piersi gdy to mówił.
- Amos udowadnia, że Bóg wcale nie oszczędza i nie miłuje życia: „Oto Ja, zmiażdżę was, tak jak miażdży walec wozowy napełniony snopami. Szybkobiegacz nie będzie miał gdzie uciec, mocarz nie okaże swej siły, a bohater nie ocali życia; nawet najmężniejszy sercem pomiędzy bohaterami będzie w tym dniu nagi uciekał.” Tak Bóg mówi przeciwko Izraelowi, co udowadnia Amos. Proszę przeczytać.- zaproponowałem - Okrutne, niemal sadystyczne wersje śmierci Bóg przepowiada ludziom, po czym wszystko wypełnia.
- „Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! - mówi Pan. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna” –nie omieszkał mnie skarcić- Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni, dóbr ziemskich będziecie zażywać – wpatrzył się pewniej w moje oczy- Ale jeśli się zatniecie w oporze, miecz was wytępi, albowiem usta Pańskie [to] wyrzekły”.- od niechcenia poprawił kołatkę- Taką właśnie przyszłość przepowiedział ci Izajasz.

- „Niegodziwy ustami chce zabić bliźniego, lecz przenikliwość prawych wybawia”- odparowałem księgą przysłów- Grzech pierworodny jest jak tragikomedia Szekspira. Bóg w swej dobroci i wszechmocy lepi człowieka, a będąc wszechwiedzącym wie, iż jego dzieło będzie dobre...i było dopóki nie zechciało być mądrzejsze.
-To ręka kobiety- przypomniał- I jak widać ona tylko zerwała, a skosztował mężczyzna. Dlatego mądrość jest udziałem jednej płci-„Początek grzechu przez kobietę i przez nią też wszyscy umieramy” -Księga Mądrości Syracha 25:24.
Widocznie bardzo dobrze się bawił, spoglądając to tu, to tam i szydząc z kobiet, których najpewniej co najmniej nie tolerował, a co dopiero lubił.
- Księga Rodzaju oznajmia: „A Bóg widział, że wszystko co uczynił było bardzo dobre.” Niewiele później, zaledwie w rozdziale szóstym ten sam Bóg zaczyna żałować, że dokonał swego dzieła: „Żałował Pan, że uczynił człowieka na ziemi i bolał nad tym w sercu swoim.” Nie przewidział, że jego dzieło będzie grzeszne. Skoro tak, to nie można go nazwać wszechwiedzącym. Jednak Bóg nie tylko tego nie wiedział, ale i żałował. Żal jego ma formę niezadowolenia z powodu dokonania czegoś. Matki zwierzęcia ludzkiego nie mające w sobie tak bezgranicznej dobroci jak Boska, rodząc dzieci z pewnością nie żałują tego czynu, zwłaszcza, iż wybór ich był świadomy i zdecydowany. Nie żałują wydania potomstwa, nawet wówczas, gdy ono czymś zawini; a już z pewnością nie karają go wyrzuceniem z domu.
- Konstatujesz więc, że kobiety są lepsze od Boga?
- Niezaprzeczalnie.- odparłem odważnie, co go poruszyło do głębi- Bóg o tym wiedział, dlatego tak bardzo ich nienawidził. To stuprocentowy mizoandryk. Dlatego też nie rozmawiał z kobietą dopóki ta nie popełniła grzechu.
- A o czym miał z nią rozmawiać- dorzucił sardonicznie kończąc kolejnego drinka.
- Dlaczego Bóg zamiast stworzyć kobietę i mężczyznę, by ci byli równi sobie jak człowiek człowiekowi, stwarza tylko mężczyznę? Dopiero z niego kształtuje kobietę? Jest to jawny paradoks logiczny. Wszakże dla „wszechmogącego” Boga stworzenie kobiety z prochu ziemi nie stanowiłoby żadnego problemu. Lepił z gleby wszelkie stworzenia tak jak i mężczyznę. Dlaczego więc nie powtórzył tego sprawdzonego przecież procesu w sprawie kobiety? Albo nie potrafił, co nie wchodzi w rachubę, albo musiał mieć powód, by stworzyć kobietę właśnie z mężczyzny- nabrałem głęboko powietrza do płuc i podrapałem się po skroni- Księga Rodzaju wyraźnie informuje nas, iż: „Stworzył Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży stworzył go.” Logika nasuwa jedyną, rozsądną odpowiedź; Bóg na swoje podobieństwo stworzył tylko mężczyznę. Sam jest przecież mężczyzną.
-Posłuchaj.- przerwał dosyć głośno, acz wciąż zachowywał się uprzejmie- Logika ma się nijak do wiary. To anomalia faryzeuszy.
-Czym jest logika?
-Pochodną greckiego logikós ;zgodny z rozumowaniem.
-Zgodny z rozumowaniem. Wszakże jest to dyscyplina filozoficzna, a nawet księdza faworyt Jezus, syn Syracha pisał: „Mądrość biednego podniesie mu głowę i posadzi go między możnymi.” Jednak dalej. Bóg stwarza mężczyznę i umieszcza go w Edenie. Rosną tam też dorodne drzewa, między innymi „drzewo poznania dobra i zła” oraz „drzewo życia”. W Raju pojawia się człowiek, obok drzew, których owoce jednego dają nieśmiertelność, a drugiego pozwalają zdobyć wiedzę. Księga Mądrości mówi: „...nieszczęsny ten kto mądrością gardzi i karnością.” Ale Bóg zabrania mężczyźnie jeść z drzewa poznania; można więc powiedzieć, że świadomie utrzymuje go w niewiedzy, a bez niej jak wiemy nadal wędrowalibyśmy nadzy wśród drzew.
- Sądzę, że wyszłoby nam to na dobre.- wtrącił z zadowoleniem.
- Skoro Bóg nalega, by mężczyzna nie jadł z drzewa poznania dobra i zła, po cóż jednocześnie stwarza owe drzewo? Kształtuje człowieka i chcąc mu dać szczęście umieszcza go w Raju, gdzie równocześnie zasadza fatalne drzewo. Jeśli czuł się w powinności hodować taką roślinkę mógł to zrobić gdzie indziej, a nie pod nosem tego, któremu zabronił z niego kosztować. Wiemy z pewnością, że drzewa tego nie zasadził szatan: „Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia pośrodku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła.”
- Nie wpadłeś czasem na pomysł, że Bóg mógł w ten sposób podpuszczać człowieka, aby go wybadać?
- O ile wiadomo bezgraniczna dobroć równa się takiej samej ufności. Osoba Boska to nurt radykalnie pozytywny, więc i całkowicie ufny. Jeśli tak, to nie może być mowy o wątpliwościach w człowieka i zasadzeniu tego drzewa w celach propagandowych.- wyjaśniłem- poza tym jak czytamy w Księdze Mądrości: „ Daje się bowiem znaleźć tym co Go nie wystawiają na próbę. Objawia się takim, którym nie brak wiary w niego.”
Słowa tego cytatu zwrócone są w celu pouczenia człowieka, lecz aby to zadziałało ów Bóg- stwórca tego człowieka winien dać mu przykład i żądając wiary i nie wystawiania go na próbę, osobiście powinien tego nie czynić. Raczej nie wchodzi w rachubę fakt, iż ktoś taki jak Bóg poddaje sprawdzianowi swoje dzieło, o którym przecież powiedział, że jest dobre. Wszechwiedzący Bóg z pewnością zdawał sobie sprawę z konsekwencji umieszczenia człowieka tuż obok zakazanego drzewa. Wniosek jest taki, iż Jahwe działał z premedytacją, z odgórnie przewidzianymi rezultatami.
- Bardzo ładnie, ale dlaczego? Musiał mieć ku temu ważne powody.
- Może szukał pretekstu, aby wyrzucić człowieka z raju.
- Pretekstu?
- Najpierw zagwarantował mężczyźnie suwerenność i nieśmiertelność, aby następnie stworzyć kobietę, która odważyła się zerwać fatalny owoc poznania. Nie ulega wątpliwości, że Bóg wiedział co robi stwarzając niewiastę. Doskonale zdawał sobie sprawę, że ona bez skrupułów sięgnie po wiedzę. Tak tez się stało.
- Niestety- oznajmił tonem pokutnika.
- „Szczęśliwy, kto mądrość osiągnął, mąż, który nabył rozwagi: bo lepiej ją posiąść niż srebro, ją raczej nabyć niż złoto, zdobycie jej lepsze od pereł, nie równe jej żadne klejnoty”- skontrowałem- Księga Przysłów określa mądrość jako bezcenny skarb. I zgadzam się z tym oraz w tej batalii jestem po stronie kobiety.
-Biologia przysłania ci oczy- próbował przez chwilę uciekać przed mym spojrzeniem.-„Wino i kobiety wykoleją mądrych, a kto przylgnie do nierządnic, będzie bardziej bezwstydny; padnie łupem zgnilizny i robaków i zatraci się dusza zuchwała.” Księga Mądrości Syracha 19:2
-Logika otworzyła je szeroko- skwitowałem- A biologia to zjawisko, które dla księdza jak i reszty kleryków stało się reliktem, lub wypaczonym zewem natury, bowiem znane są skandale pedofilii, czy homoseksualizmu wśród najbliższych Panu. Sodoma i Gomora jest w wielu budowlach, które winny być sanktuariami wiernych, a stały się enklawami grzeszników. Księga Przysłów ładnie mówi: „ Ścieżka prawych - to światło poranne, wschodzi - wzrasta aż do południa; droga grzeszników jak gęsty mrok, nie wiedzą, o co się potkną.”
-„ Nie szukaj tego, co jest zbyt ciężkie, ani nie badaj tego, co jest zbyt trudne dla ciebie.”- warknął jakby przestrzegając. Złościło mnie jego mentorstwo, ale był niegrożny.
-Proszę nie mówić mi o biologii. U księdza biologia to coś porośniętego chaszczami i pajęczyną.
- Cieszę się z tego, gdyż zwierzęce popędy nie zdołały nade mną zapanować.
- Czemu akurat zwierzęce? To ludzka rzecz. Pociąg seksualny, hormony, pot...wszystko co ludzkie nie jest mi obce.
-„Nie idź za twymi namiętnościami: powstrzymaj się od pożądań! Jeżeli pozwolisz duszy swej na upodobanie w namiętnościach, uczynisz z siebie pośmiewisko dla twych nieprzyjaciół.” Jezus, syn Syracha, rozdział 18.
-...zajrzyjmy na chwilę w kuluary mitologii. Nie pozostaje żadnych wątpliwości co do tego, że podarowanie przez Zeusa ludziom Pandory- pierwszej kobiety, było karą; Zeus po kradzieży płomienia dokonanej przez Prometeusza „natychmiast za cenę ognia sprawił ludziom zło” Mity mówią o stworzeniu kobiety na zgubę dla człowieka; „Jest złem zesłanym przez Bogów na ludzi.”
- To tylko mitologia, synu- przybrał nonszalancką pozę- Tylko mitologia. Bajki dla szkoły podstawowej.
- W takim razie Stary Testament to również bajka, bowiem ma wiele wspólnego z mitologią; jest i potop, występują giganci jak i sławny Jazon, czy też Menelaos. Tyle, że Biblia niesprawiedliwie osądza herosów mitologii. A różnica? Różnica tkwi w tym, że w mitologii gniew Boski ukazany jest jawnie; Zeus, a Jahwe różnią się tym, że pierwszy przedstawiony jest w świetle ciągłej i okrutnej rywalizacji o władzę, podczas gdy drugi, jako „wszechdobra” osobliwość- odetchnąłem- Cóż. Jak dotąd udowodniliśmy, że ta osobliwość nie była taka wszech- dobra.
Jahwe identycznie jak Zeus wymierza ludziom karę; robi to w imieniu grzechu pierworodnego. Odczuwa gniew i chęć zemsty, więc nie możemy nazwać go dobrym Bogiem. Skoro nie jest dobry, to może wszechwiedzący? Raczej przewidywalny, ale bardziej podstępny . Podstęp jego uwidacznia się w stworzeniu człowieka i narzędzia jego klęski. To zupełnie jakbyśmy zabraniali dziecku jedzenia słodyczy, a jednocześnie wkładali mu do kieszeni tabliczkę czekolady. Bóg mówi; nie sięgaj po owoce tego drzewa, a równocześnie drugą ręką przybliża go do pnia. Jak wiemy Bóg na swoje podobieństwo stworzył tylko mężczyznę, a ponieważ tak to uczynił, nie mógł mężczyzna stać się istotą, która pierwsza dopuściła się grzechu. Tak też Bóg w swej przebiegłości stworzył kobietę na podobieństwo już nie swoje, lecz właśnie mężczyzny; kobieta nie jest więc na modłę Boga, dlatego odpowiedzialność za grzech, który ona uczyni nie dotknie Jahwe, ani bezpośrednio, ani pośrednio.
I dlaczego Bóg karze za owy grzech, nie tylko Adama i Ewę, ale także- niby rzeszę wspólników- całe ich niewinne potomstwo? Przecież wnukowie ich nie mieli w grzechu pierworodnym swego udziału, ani nawet o nim nie wiedzieli. Idąc drogą uczciwości, skoro Bóg widział winę kobiety i mężczyzny mógł posunąć się do wygnania ich z Raju, ale już ich pokolenia winien przyjąć na powrót do Edenu.
A co z wężem? Dlaczego gad ten potrafił mówić i dlaczego był tak biegły w perswazji, iż przekonał kobietę do fatalnego uczynku? Jedynie Bóg jako stwórca wszechrzeczy mógł dać mu takie talenty. I dlaczego w ogóle ją przekonywał? Wiemy, że wąż jest dzieckiem Bożym. Bóg jest stwórcą wszechrzeczy. Interesującym jest brak kontaktu niewiasty z Bogiem. Bóg tylko mężczyźnie udzielił przestrogi; niewiasta najprawdopodobniej o wszystkim dowiedziała się z ust swego partnera. Zauważmy, że Bóg szukając ludzi, po tym jak popełnili grzech wołał tylko na mężczyznę: „Gdzie jesteś?” -On odpowiedział: „usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi i ukryłem się.”
- Nie rozumiem- poinformował kapłan, rozkładając dłonie w bezradności.
- Bóg nie zapytuje- gdzie jesteście? Nie uwzględnia w swym pytaniu liczby mnogiej. Nie zapytuje o kobietę, a później docieka o występek, robiąc to także tylko w stosunku do mężczyzny.
- To ciekawe.- wtrącił popijając martini małymi łyczkami.
- „Rzekł Bóg; któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?”- ponownie przytoczyłem słowa Księgi Rodzaju- Bóg wyraźnie mówi, że to jemu właśnie zakazał jeść. „Ci”, nie zwraca się do dwojga. Nie formułuje pytania; Czy może zjedliście z drzewa, z którego Wam zakazałem jeść? Zakaz został udzielony tylko i wyłącznie mężczyźnie, który z kolei napomknął o tym kobiecie.- patrzyłem przez moment jak Katarzyna w czarnym żakiecie i równie ciemnej spódnicy przemierza marmurowy zagajnik w kierunku windy, a następnie znika za olbrzymim filarem- Tak więc, czy można obarczać niewiastę winą za popełnienie grzechu?
- Ale niewiasta wspomina podczas rozmowy z wężem.- tu ksiądz urwał- Mówi o tym Księga Rodzaju, w rozdziale trzecim: „Niewiasta odpowiedziała wężowi:- owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział- Nie wolno wam jeść z niego, ani go dotykać, abyście nie pomarli.”
- Użyła słowa „Wam” ale jak dokładnie wiemy, Bóg nie zwracał się bezpośrednio do kobiety. Nie rozmawiał z nią. To mężczyzna zapewne oznajmił jej, iż Bóg zabronił jeść owych owoców. Tak właśnie relacjonuje się wiadomość przekazując ją kolejnej osobie. Do kobiety bezpośrednio Bóg odezwał się dopiero wtedy, kiedy ta zerwała owoc. Najpierw z zapytaniem: „Dlaczego to uczyniłaś?” a później karząc ją: „Obarczę Cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą.”
- Więc jednak rozmawiał z nią - kącik jego grubych warg wykrzywiła ironia.
- To monolog.- poprawiłem- Rozmowa tak nie wygląda. Wcale z nią nie rozmawiał, jedynie do niej przemówił i to dopiero wówczas, gdy ta stała się grzeszna. Nie uwzględniał jej wcześniej i zwracał się do człowieka z jawnym pominięciem jej osoby. Czyżby nie traktował jej na równi ze swym bezpośrednim tworem- mężczyzną?
Mężczyzna jest stworzony na podobieństwo Boże. Musimy traktować Mężczyznę nie jako człowieka, lecz jako kopię boga, i tak go tymczasem nazwijmy. Stanie się On człowiekiem po dopełnieniu grzechu. Kopia Boga jest zbyt doskonała, aby popełnić jakikolwiek grzech. Mężczyzna ma cechy tylko i wyłącznie Boskie; Wąż o tym wiedział i dlatego nawet się do niego nie odzywał. Nie kusił jego doskonałości, gdyż nie było szans na powodzenie. Nie było możliwości, by kopia Boga zrobiła cokolwiek wbrew Boskiej woli. Bóg postanawia stworzyć mężczyźnie pomoc. Tak więc ulepił z ziemi różnego rodzaju zwierzęta; Mężczyzna jednak nie odnalazł wśród nich godnej sobie pomocy. Żadna z tych istot nie chodziła tak jak On na dwóch nogach. Bóg więc postanowił stworzyć istotę o odpowiednich gabarytach dla mężczyzny. Przypomnijmy co Bóg przy tym powiedział...
- „...uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc.”- wyręczył mnie ksiądz w cytowaniu Księgi Rodzaju.
- Właśnie.- potwierdziłem- Nie szukał partnera dla mężczyzny, lecz pomoc co trzeba dokładnie rozróżnić. Co by się stało, gdyby Bóg ulepił Kobietę z Ziemi?
Zastanawiał się przez chwilę, a następnie wzruszył tylko ramionami.
-Nie powstałyby kawały o blondynkach- chciał być zabawny.
-Raczej byłaby kolejną fuszerką.- odebrałem lampkę z winem i uśmiech przemiłej nastolatki - Po pierwsze byłaby na jego podobieństwo. Kolejna kopia Boża. Po drugie, byłaby równa mężczyźnie
- Konsekwencje?
- Mężczyzna i kobieta byliby na równi w hierarchii, więc Kobieta nie mogłaby być do pomocy dla Mężczyzny. Spójrzmy na takie zjawisko okiem współczesnej technologii. Wyobraźmy sobie genetyka i przeanalizujmy co się dzieje, kiedy genetyk stwarza istotę ze swego nasienia, a co się dzieje, kiedy robi to z obcego nasienia.
Podczas, kiedy genetyk zapładnia jajeczko własnym plemnikiem jest zarówno konstruktorem jak i ojcem zarodka. Natomiast, gdy genetyk zapładnia jajeczko obcym plemnikiem jest tylko konstruktorem.
- Chodzi o to, że w pierwszym przypadku kod genetyczny będzie miał właściwości konstruktora, a w drugim, kod genetyczny jest obcy konstruktorowi?- zerknął na mnie spod byka- Konstruktor więc nie może odpowiadać za charakter potomka?
- Bóg wybrał drugą metodę stworzenia Kobiety; dlatego ona nie będąc Jego kopią zdolna jest do wykonywania czynności negatywnych, sprzecznych z ideologią Boskości. Nie ma Ona w sobie cech Boskich.- przegryzłem na pół ząbek mandarynki- I Wąż o tym wiedział.

- „Będą się bali w mieście człowieka, co umie władać językiem, a porywczy w mowie ściągnie na siebie nienawiść.”- nie omieszkał mieć ostatniego słowa i na odchodne ponownie zatrudnił Jezusa, syna Syracha, Eklezjastę, jednak odebrałem to jako komplement tym razem pod moim adresem

„Cierpliwy jest lepszy niż mocny,
opanowany - od zdobywcy grodu.”
Księga Przysłów 16:32

   Dręczy mnie swoboda, ten idyllizm w jej postaci, co skłania do absolutnie nie wiązania jej z jakąkolwiek tragedią. To raczej Ewa sięgająca po owoc, lecz ta przepaska biodrowa będąca oznaką wstydliwości jest bezwzględnym dowodem na fakt, iż grzech pierworodny już się dokonał. Więc Ewa tyle, że po uzyskaniu pełnej świadomości. Skromna, a jednocześnie wyuzdana w tej skromności. I wolna, niepodległa- sielska.
Tak więc posiadam ją okiem zapalonego estety. Wenus z Milo- piękność bez ręki. Stateczna twarz powleczona kontorsją nostalgii, otoczona po bokach krótkim kosmykiem włosów zaczesanych kapryśnie do tyłu i tam spiętych w kok i opadających w żlebie grzbietu.

Spoczywam tak i nigdzie się nie spieszę. Bo i po co? Myślę o człowieczeństwie; patrzę na Arabów w wiadomościach i staram się dojść do tego co jest sensem życia. Czy zabijanie w imię gniewnego Boga? Czy dhimmis –„Ludy Księgi” to tylko maszynki w ręku Bogów do przelewania krwi? Czy nie mamy własnego sumienia? Czym różnimi się od zwierząt? Zaiste jesteśmy gorsi, gdyż zagryzamy się w imię ideałów, a one tego nie robią. Po co nam świętości skoro mamy Dżihad-świętą wojnę. Po co nam rozum, jeżeli używamy tylko rąk? Na co przydaje się inteligencja, skoro jedziemy na bestii i miast zwyciężać bez bitwy, skaczemy do gardeł jak wilki. I nie po to, żeby przeżyć lecz po to, aby wysławić imię Boga. Jakiegokolwiek.

Tak więc wiedzie nas na posłuszeństwo, a oporny nie zazna spokoju. Plemiona udowadniające fakt, iż człowiek jednak nie zasługuje na powrót do raju. Przelewają krew w imię bezrozumnych haseł. Zagryzają się i teraz już tak naprawdę nie pamiętają w imieniu czego, jakich korzyści; wiedzą tylko na rzecz czyich nakazów:


„Gdy miecz błyszczący wyostrzę
i sąd podejmie ma ręka.
Na swoich wrogach się pomszczę,
Odpłacę tym co mnie nienawidzą!
Upoję krwią moje strzały, mój
Miecz napasie się mięsem, krwią
Poległych i uprowadzonych, głowami
Dowódców nieprzyjacielskich.”
Księga Powtórzonego Prawa 32:41-42

Wciąż leżę, ale nie już taki spokojny. Ronię łzę, kiedy słyszę, że ludzie z organizacji humanitarnych działających w afryce wykorzystują seksualnie małe dziewczynki za torebkę cukru. Ronię łzę, bo człowieczeństwo to tylko ideologia herosów, a dychająca jedynie w legendach. Nie ma człowieczeństwa i jeżeli mówi się o apokalipsie to wierzę, że w pełni zasługujemy na przybycie czterech jeżdżców.
Bóg Izraela był i jest Bogiem wojny. W objawieniu świętego Jana boskie wojska, nieugięte i gniewne maszerują do walki. Islamscy fundamentaliści zgubili prawie że czternaście wieków i wciąż pojmują świętą wojnę, tak jak Mahomet w tamtych realiach, niedowidzący i odporni na wiedzę, iż struktura świata jest diametralnie inna. Rozpętują więc nowe wojny i konflikty na rzecz politycznych rozstrzygnięć, a wyrażając idee starożytnego języka świętych ksiąg. Tak oto korona stworzenia niczego nie uczy się przez naście setek lat.
„Bóg jest martwy”
Nietzsche

- Oboje wiemy, że Bóg nienawidzi kobiet. Ich role są ustalone. – powiedziałem jeszcze księdzu - Przeznaczeniem niewiast jest niewolnictwo w stosunku do mężczyzn. Bóg zwraca się do kobiet tylko wówczas, gdy planuje morderstwo. Relacje między mężczyzną, a kobietą są podobne do relacji między człowiekiem, a psem. Wspomina o tym księga Rut, kiedy teściowa jej tak rzecze; „Umyj się i namaść...a kiedy się położy to zauważysz miejsce jego spoczynku, wyjdziesz, odnajdziesz miejsce przy jego nogach i położysz się, a on sam wskaże ci co masz czynić.”
- To zależność kulturowa- zauważył sofizmatycznie.
- Oczywiście, ale każda kultura ma swój zalążek w świętych księgach. Taką oto kulturę przedstawia Biblia:
- „Oto Ja zmiażdżę was tak jak miażdży wozowy walec napełniony snopami. Szybkobiegacz nie będzie miał gdzie uciec, mocarz nie okaże swej siły, a bohater nie ocali życia; nawet najmężniejszy sercem pomiędzy bohaterami będzie w tym dniu nagi uciekał.” (Księga Amosa, rozdział 2, wers 13)
- „Zesłałem na was zarazę jak i na Egipt; wybiłem mieczem waszych młodzieńców, a konie wasze uprowadzono, w ogniu spłonęły wasze obozy, kiedy gniewałem się na was.” (Księga Amosa, rozdział 4, wers 10)
- „...Oto opuszczę pion ołowiany pośrodku ludu mego, Izraela. Już mu więcej nie przepuszczę.” (Księga Amosa, rozdział 7, wers 8)
- „I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi- czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy na pustyni pomarli? Nie ma chleba, ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny- Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi tak, że wielka liczba Izraelitów pomarła.” (Księga Liczb, rozdział 20, wers 5)
- „To ja sprowadziłem na was klęskę głodu we wszystkich waszych miastach i brak chleba we wszystkich wioskach...to Ja wstrzymałem dla was deszcz na trzy miesiące przed żniwami” (Księga Amosa, rozdział 4, wers 6)
- „Tego dnia pieśni dworskie zamienią się w lamenty- wyrocznia Pana- mnóstwo trupów, na każdym miejscu rozrzucone, cisza.” (Księga Amosa, rozdział 8, wers 3)
Starał się zaoponować, wykrzyczeć, lecz bezsensowność jakiejkolwiek dygresji, pozbawiała go animuszu.
- „W dzień ten pomdleją z pragnienia piękne dziewice i młodzieńcy...upadną i już nigdy nie powstaną.” (Księga Amosa, rozdział 8, wers 13)
Wolno i leniwie przełknął resztki Jezusowej krwi, ubierając się w szaty pokutnika, zmuszonego przez wyższą siłę do zaakceptowania zła.
- „Niesłuszny gniew nie może być usprawiedliwiony, przebranie miary w gniewie jest jego upadkiem.”(Księga Mądrości Syracha R.1,w 22)- chyba straciłem umiar, a pragnienie pognębienie przeciwnika wzięło górę nad opanowaniem, jednak w porę przygryzłem sobie język- Bóg okazuje się nonsensowny w swej „uczciwości.” Za zjedzenie owocu, karze mężczyznę i kobietę wygnaniem z raju i pozbawieniem nieśmiertelności. Za morderstwo popełnione przez Kaina na bracie, karze Bóg także wygnaniem. W dodatku daje Kainowi znamię, które miało chronić go przed ewentualną śmiercią: „Ale Pan powiedział- O nie! Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną pomstę poniesie! Dał też Pan znamię kainowi, aby nie zabił go ktokolwiek go spotka.”
Kiedy Bóg naprawdę pożałował, że stworzył człowieka? W czasach Gigantów i herosów, kiedy ludzie rozmnażali się bez przeszkód na ziemi: „Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi, i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi i zasmucił się.” Bóg jednak nie pozostaje przy żalu. Postanowił zgładzić ludzi. Księga Rodzaju w rozdziale szóstym opisuje: „ Wreszcie Pan rzekł; zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi; ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem. Tylko Noego darzył pan życzliwością.”
- A więc wiemy na pewno, że bóg nie jest dobry?- przemówił wreszcie, jednak głosem wysoce sardonicznym, wskazującym wciąż na jego zarozumiałość i małostkową pychę.
- „Potem Bóg tak rzekł do Noego; Ja, Ja zawieram przymierze z wami i z waszym potomstwem, które po was będzie...zawieram z wami przymierze, tak, iż nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię. Po czym Bóg dodał; a to jest znak przymierza, które ja zawieram z wami i każdą istotą żywą jaka jest z wami, na wieczne czasy.” Tak mówi Pierwsza Księga Mojżeszowa, na co Druga Księga Mojżeszowa odpowiada: „ I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza; Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Zostaw mnie przeto w spokoju, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem.”
Bóg już jawnie mówi o gniewie w sobie. Chce go nawet spotęgować. Radykalnie dobra istota nie może odczuwać gniewu, tym bardziej chcieć go czuć. Bóg także łamie dane słowo; lud, z którym mamy do czynienia w obecności Mojżesza jest ludem także od Noego. Jak wiemy to Noe zaludnił ziemię po potopie. Bóg więc chce wyniszczyć lud, któremu obiecał przymierze oraz który wyprowadził z Egiptu. Nic go nie usprawiedliwia, nawet fakt, że człowiek wciąż był grzeszny. Bóg jest istotą najwyższą, a więc nie godną przelewania krwi, gniewu jak i wiarołomstwa.
„Gdy Pan poczuł miłą woń, rzekł do siebie; Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości. Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego co żyje, jak to uczyniłem.” To kolejna jego obietnica o jakiej dowiadujemy się z księgi Rodzaju. Mimo, iż Bóg przyrzekł sobie jak i człowiekowi przymierze oraz wie o niedoskonałości ludzkiej, pragnie w swym gniewie ponownie niszczyć go. Mojżesz starał się zapobiec tragedii: „Dlaczego Panie płonie gniew Twój przeciw ludowi Twemu, który wyprowadziłeś z ziemi Egipskiej wielką mocą i silną ręką. Czemu mają mówić Egipcjanie;- w złym zamiarze wyprowadził ich, chcąc ich wygubić w górach i wygładzić z powierzchni ziemi? Odwróć zapalczywość twego gniewu i zaniechaj zła, jakie chcesz zesłać na Twój lud.” Jednak Jahwe jest zdecydowanym dokonania rzezi;” I rzekł do nich; tak mówi Pan Bóg Izraela; każdy z was niech przypasze miecz do boku. Przejdziecie tam i z powrotem od jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie; kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego. Synowie Lewiego uczynili według Mojżesza i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów.”
Mlasnął podobnie jak przedtem, a z jego ust wydobyło się suche echo.
- Tragiczne.
- Najcięższą zbrodnią jakiej może dopuścić się człowiek jest morderstwo. Kain popełnia najgorszą odmianę morderstwa jaką jest bratobójstwo. Za ten czyn zostaje zesłany na wygnanie. W dodatku dostaje od Boga atut, by nikt go nie mógł zabić. Bratobójca podziela taki sam rodzaj kary, jakiej doświadczyli jego rodzice za zerwanie owocu z drzewa. Ludzkość natomiast za zepsucie moralne zostaje skazana przez tego samego Boga na śmierć, zwaną zagładą. Jest to zresztą globalna zagłada, a księga Mądrości mówi mądrze: „Umiłujcie sprawiedliwość sędziowie ziemscy.”

 

A co jeśli w tej historii powiem Wam, że bywając w różnych stadiach ducha rozmawiam z Bogami? Wchodząc w ton bałtyku swego czasu rozmawiałem z Odynem. Nie dziwcie mi się, pomyślicie, wariat ale przecież Wy co tydzień chodzicie do kościołów rozmawiać z Bogiem.
Powiecie, że Jezus to co innego niż Odyn. To właśnie udowadniałem przyjacielowi. A jak zareagujecie gdy powiem wam, że ja, heretyk, człowiek antyku porozmawiałem sobie raz z Jezusem? Jasne, że tak, przy winie gadam nawet ze swoim starym, który jest po drugiej stronie ciemnej wody.
Ale opowiem Wam o wieczorze z Joszuą. To było dawno temu. Walczyłem wtedy z wieloma demonami.

Co wówczas gdy pod choinką też są koszmary.
Czy myślicie, że przyszedł czynić pokój na ziemi? Spytam go aby tylko powtórzył prawdę, o której już wspominał.

...”czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu; troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce...”
Ewangelia według św. Łukasza.

Jest noc, a On wchodzi i siada. Mówię do niego „nie rób tego tutaj”. Nie reaguje tylko i wylewa resztki z butelki wina. Ten gość nie rozumie, myślę sobie, jest zajebisty, a nic nie rozumie.
- Jeśli nie masz nic do roboty - wciąż jest w łachmanach, jak zdjęty ze swojego krzyża - to nie rób tego tutaj - tłumaczę, gdy opada w głąb kanapy. Wreszcie może odpocząć
- Masz choinkę - zauważa wśród świeczek rozdzierające mrok salonu malutkie lampki, dekorujące drzewko - Nie masz serca, a masz choinkę -pochyla się nad ławą gdy przez moment nasz wzrok się spotyka - Dlaczego?
- To prezent - mówię otwierając kolejne wino. Jest chłodne i różowe. Można byłoby spędzać z nim każdy wieczór.
- Nieeeee - szepcze z przekąsem - Dlaczego nie masz serca?
- Bo zawsze miałem tylko choinkę - patrzymy obaj w ciemność. Mógłbym go polubić, mógłbym gdybym nie miał go za oszusta.
- Nigdy nie znalazłeś paczki pod nią?- patrzy jak nalewam mu trunku - Nigdy nikt nie podarował Ci serca?
- Mojego?
- Nieee - i znowu ten mentorski ton - Swojego
- Więc teraz szukamy prezentów? A co z moim sercem?- lubiłem stawać się ironiczny przy Bogu.
-Ty go nie masz - wznosi toast z uśmiechem - To już wiemy. Masz za to choinkę. Więc pytam o prezent. To idealny wieczór na prezent… nie sądzisz?
- Dostałem choinkę. Żywą jak widzisz.
- Nie przejmuj się. To minie.
- Choinka?
- Jej życie.
- Choinki?
- Choinki, Jej, która ją przyniosła. Twoje - patrzy na mnie - Za parę dni będzie po wszystkim.
- Po moim życiu?
- Po choince - smutnieje - I po mnie.
- To był Twój wybór. Nie uważasz.
- Tak - wzdycha jak człowiek wyrywający się ze zdradliwej toni - Dałem się przybić do krzyża za takich jak Ty.
- Ja kiedyś dałem z siebie zrobić idiotę dla tych, które pozbawiły mnie serca.- siadam naprzeciw niego na sofie.
- Sami się pozbawiamy życia i serca. Ja nie miałem wyjścia, Ty zwyczajnie chciałeś je uszczęśliwiać. Obaj mamy w sobie coś z idioty - poważnieje - myślisz, że jesteśmy zbyt dobrzy?
- Dobrzy?- Lisa Gerrard wypełnia pokój. Ten głos, ten głos w jej śpiewie…- przecież ja nie mam serca.
- Kto Ci takich głupot naopowiadał?
- Chyba Ty.
- Eeeee - machnął ręką - Nie możesz wierzyć żadnemu Bogu.
- Czasem człowiek chciałby zrobić coś szalonego.
- Wierzyć?
- Wierzyć Bogu.
- Najpierw zacznij wierzyć w Boga.
- Nie mogę.
- Daję ludzkości często tego kto idzie walczyć w pierwszej linii.-jego ton jest monotonny- jest jak istota z innego koszmaru. I nie udaje lepszej a nawet z tym jest wszystkim lepszą od nich.
- Samson, Eneasz, Prometeusz…
- I wielu, wielu innych...- przerywa - Zapomnij o tym, że każdy człowiek to ten sam gatunek. Nawet zapomnij o tym, że Ty jesteś z Marsa, a one z Wenus. Zapomnij o tym, że mężczyźni których widzisz na podwórzu są z Twojego kontynentu, ba z Twojej planety.
- Jest nas zbyt wielu.
- Jest was tak dużo jak innych gatunków. jak koty na sawannie tak podobne, a jednak tak różne. Uciekający gepard, wściekły lew, leniwy lampart, dostojny tygrys. Dlaczego macie się wszyscy za ludzi? Dlaczego nie chcesz uwierzyć w inne gatunki człowieczeństwa?

Przyjdę do ciebie w północ ciemną,
Drogę przez półmrok wskaże mi tęsknota...
A ty, choć o swym przyjściu nie powiem,
Wyjdziesz i sam otworzysz mi wrota.

Choć ciemno będzie, nie spytasz, kto jestem...
Dotkniesz mej dłoni i zaraz się dowiesz...
W głębokiej ciszy o nic słów szelestem
nie spytam ciebie - a ty mi odpowiesz

- Nie sypiam ostatnio Jozue - wyrywam się ze zdradliwej toni - Nocą przychodzą koszmary.
- Jak sobie radzisz - pyta naprawdę przejęty albo jest po prostu dobrym Bogiem.
- Nie radzę - wymawiam zamykając okno. Dziewczynka zostaje wtulona w ożywioną postać, chłopcy którzy rzucali w nią śnieżkami zamarli tak, a koleżanki odwróciły plecami.
- Więc czemu wciąż trwasz?
- Bo nie potrafię umierać.
- Wielu chciałoby abyś potrafił
- Tak, wiem. W prezencie pod choinkę.
- Pod ich choinkę.
- Tak... moja jest zbyt piękna.
- Żywa i zbyt piękna. Taka żywa i taka piękna.
- Zastanawiałeś się czemu do dalekich krain przybywają rycerze aby zabijać smoki?
- Chcą być bohaterami?
- Nie posądzaj ich o choćby pierwiastek heroizmu. Przed smokami to oni włażą do nor. Chcą narobić szumu wokół siebie. Wszak wystarczy przybyć w intencji zabicia smoka aby zwrócić na siebie uwagę.
- Więc nigdy nie staną naprzeciw?
- Podłożą ci barana z siarką. Wykopią dołek jak będziesz daleko. Zastawią pułapkę podczas twego snu. Zaplanują śmierć będąc w bezpiecznym schronieniu. A we wsi będą spiewać pieśni o swym bohaterstwie.
- Ale po co? Po co zabijać smoka, który nikomu nic nie robi.
- Istnieje. To wystarczający powód aby chcieć go zabić.
- tak się ostatnio czuję. Niewierny wśród korony stworzenia. Jak smok. Jestem złym człowiekiem Joszua.
- Chowałeś psa do grobu zimą po kolana w błocie na mrozie, przygarnąłeś kota wyrzuconego przez jakiegoś śmiecia, ryzykowałeś życie dla obcych ludzi, ratujesz pająki z umywalki… - dotyka mej piersi - masz tu w sobie coś czego nie wyrwie Ci żadna siła. A jeśli mają Cię za demona to albo są głupcami albo już nie mogą nic uczynić aby Ci się przeciwstawić. Jesteś obcym w ich dżungli. Obcym, który pojawia się i ukazuje komuś inny świat. Co mogą oni uczynić gdy tracą kogoś kto przecież należał do nich. Muszą zapolować na to obce zwierze. A że nie płynie w nich krew wojowników, ranią tylko tego kogo uważali, że kochają.
- Więc czasem smoki są lepsze od ludzi?
- Czasem wszyscy jesteśmy lepsi od ludzi.

"Pragnę, abyście mogli znaleźć całkowitą ufność do siebie, aby jedynymi siłami, które mogłyby was rozdzielić, były wojny i śmierć, a nie upływający czas czy chwila słabości. Pragnę, abyście byli wolni i niezależni od słabości. Aby nie przeżerała ona tak skutecznie tego co nazywacie miłością. Aby nigdy i nigdzie nie był w stanie szargać waszymi uczuciami ..."
Mario Puzo
Podaruję ci to co w religii buddyjskiej nazywa się „Sopa” - cierpliwość i zdolność wytrzymywania. Jest to przeciwieństwem tchórzostwa i pasywności. Zaufaj mi; jestem mistrzem magii. Chcę stać się opiekunem dla potrzebujących, przewodnikiem dla tych, którzy zgubili drogę. Okrętem dla tych, co przemierzają ocean, mostem dla przechodzących przez rzekę, azylem dla tych, którzy nie mają gdzie się schronić i lampą dla tych, którzy przynoszą ciemność...a dla Ciebie? Dla ciebie chcę stać się tym wszystkim ...wsłuchaj się jak rozbrzmiewa mój głos; rzucam ostatni czar. To tylko słowa, ale nie zapominaj, że pióro jest silniejsze od miecza. A więc wciąż jesteś ze mną? To dobrze? Teraz zapamiętaj…- przerywa gwałtownie gdy do drzwi rozlega się pukanie. Wstaję spoglądając jednocześnie na zegarek. Jozue znika.
- Przepraszam - słyszę głos kobiety, kiedy otwieram drzwi tu ż przed północą - jestem Lola - pachnąca Diorem francuska aktoreczka wyciąga dłoń.
- Nie ma za co. Wszak imion się nie wybiera - zauważam jak biedne dziewczę marznie.
- Przepraszam za porę - poprawia mnie, trochę mając mnie za idiotę. Cóż, nie potrafiłem się tego wyzbyć. Wszak ciężko jest zmusić wiewiórkę do jedzenia żab - Wpuścisz mnie czy mam to robić przy sąsiadach?
- Zgrzytać zębami z zimna? - patrzę jak to śliczne stworzenie poprawia kosmyk włosów obok ucha.
- Nie skarbie - mówi tak jakby znała moje imię - Kochać się do utraty tchu - jak zwykle udaje zawstydzoną i nawet ten gatunek umie przybrać na zawołanie rumieniec na twarzy.
- Będę musiał płacić czy to od mikołaja - nie da się zmusić mnie do traktowania spraw poważnie. Sarkazm płynie w krwi, zwłaszcza gdy wiem, że biedny Jezus będzie musiał się temu przypatrywać.
- Są święta - przekracza próg bez zaproszenia. One zawsze wiedzą, że faceci ich nie wyrzucają. I wierzą, że jest to spowodowane chęcią dymania ich a nie po prostu dobrym sercem. Jakże mógłbym wyrzucić łanię na śnieg. A jakże mógłbym w ogóle chcieć wydymać łanię - Możesz położyć mnie pod tą choinką - uśmiecha się do lustra w przedpokoju. Jest piękna i o tym oczywiście wie.
- Ten kto Cię przysłał zapomniał, że nie lubię niespodzianek
- Sama się przysłałam skarbie - ściąga futerko aby odkryć dekolt. To dlatego samce ptaków tańczą jak debile przed samiczkami. A one i tak odlatują - Zasłużyłeś na najlepsze.
- Taaa - rozglądam się czy aby Jozue z pewnością nigdzie się nie schował - Tylko mikołaj popierdolił paczki z adresami - teraz nasz wzrok się spotykał - Miałaś mieć 450 koni i skórzane siedzenia.
- Skarbie - sięga aby przyrządzić drinki - Jeżdżę równie szybko a ciągnę jeszcze lepiej.
-Taaaa - zapalam światło aby nie siedzieć z nią w mroku, a ona odbiera to jako okoliczność do podziwiania jej wdzięków. Nigdy się kurwa nie zrozumiemy - I pewnie możesz zapakować w siebie tyle samo pasażerów - Chyba usłyszałem jak z ciemności parsknął śmiech.
…Nie możecie mnie wynić za to,że jestem skurwielem i nie dymam każdej laski. Nie możecie mnie wynić za to, że wolę auta od zuchwałych kobiet, za to, że dusza kładzie mnie na sofę w sobotnią noc i sięga po literaturę zamist ciało zabierać na dyskotekę. Nie możecie skazać dlatego, że mózg przemienia mnie w drapieżnika, gdy ktoś chce po mnie sięgnąć jak po zabawkę. Nie możecie…
- Gdybym się tu kurwa nie tułała po nocy na to zadupie, jebaną zimą to bym Ci normalnie przywaliła - syknęła gniewnie. Ciekaw byłem jak długo wytrzyma ta Pandora. Trochę się zawidołem, odpadła na wstępie - Ale są święta. Czas miłości i wybaczania.
-I chciałabyś pewnie abym spełnił z Tobą piąte przykazanie - mówię i widzę, że nie zna żadnego z przykazań - Miłował bliźniego swego jak siebie samego - tłumaczę, gdy wyciąga papierosa -nawet ja tu nie palę - zauważam.
- Bo Ty nie palisz wcale - przypomina.
- Co nie zmienia faktu, że jest tu nie palone - zdmuchuję płomień jej zapalniczki na co wydaje się urażona - nikt nigdy nie zabronił Ci palić - nie pytam, wiem.
- Nigdy - wzdycha gniewnie.
-Tam jest balkon -wskazuję palcem.
- Ale - już przestaje grać. Nie panuje nad złością - ale jest zima.
- Pewnie gdyby było lato, inaczej byś się ubrała - zauważam, patrząc na bluzeczkę odsłaniającą pępek, pół dekoltu, i spódniczkę, która już chyba krótsza być nie może.
-Kurwa - rozumie aluzje - Ty hańbisz męskość chłopie - wstaje i sięga po futerko.
- taaaa - wstaję z grzeczności - Mój mózg jest cięższy od kutasa. To prawda.
- Jak można nie chcieć przelecieć dupy, która prawie naga przychodzi nudnym wieczorem do mieszkania faceta - spadają jej papierosy i zapalniczka. Pochylam się i podnoszę - I to zajebistej dupy. Chłopie, żaden facet mi się nie oparł.
-To jesteś złotą medalistką - oboje patrzymy jak poprawia włosy przed lustrem - Ale na tej olimpiadzie dostajesz srebro.
Nieprawdą jest, że mężczyźni szybciej od kobiet nudzą się miłością i wiernością. Nie macie zaprogramowanej wierności i miłości. Tego się trzeba nauczyć, ale większość nie zdaje egzaminu.
- Jesteś impotentem?- docieka - Ciotą? Co z Tobą? Pachniesz jak facet, nawet wyglądasz. Więc czemu… czemu nie bierzesz laski tak jak robi to każdy facet.
- Jak każdy piesek?- pytam głupkowato gdy Sting gra.
- Jak każdy facet - podnosi głos.
- Widziałem pieski spółkujące z nogami swoich właścicieli - przekrzykuję coraz głośniej śpiewającego geniusza, a Jozue coraz lepiej się bawi - Ruchają wszystko, masz rację. ..Chyba nie jestem pieskiem - urywam bo ponownie z muzyką miesza się śmiech.
- Ale samcem kurwa. Przynajmniej wyglądasz - maluje usta szminką.
- Skarbie - parafrazuje jej imię - Niektóre zwierzątka nie jedzą padliny znalezionej na sawannie. Muszą polować same i wybierać ofiary …tylko wówczas jest okazja aby złapać zębami za kark.
- Za co kurwa - jeśli zaczęła kląć to znaczy, że przestała trzymać fason. Ale Sting nadrabiał za nią.
- Widziałaś kiedyś jakiś film przyrodniczy?
- Przyrodniczy?
- Taki, w którym pokazują zwierzątka - mówię podając jej szal z podłogi.
- Ocipiałeś - teraz patrzy czy brwi się nie pokrzywiły - A po co niby. Oglądam fashion TV.
- A widziałaś kiedyś psa walącego na ulicy drugiego psa?
- No przecież. Mamusia miała dwie suczki jak byłam mała.
- Więc wiesz jak wygląda dymanko z wywalonym jęzorem na wierzchu i żałosnym spojrzeniem.
- Taaak - uśmiecha się do siebie - psy są pojebane. Zupełnie głupieją jak widzą sukę.
- A widziałaś kiedyś tygrysa zbliżającego się do tygrysicy?
- No co Ty? W zoo?
- W ludzkim zoo, skarbie - gaśnie kolejna ze świeczek - zbliża się do niej powoli, uważnie, ona okazuje irytację, on zabiega o nią. Kiedy wie, że może być bliżej spróbować jej ciała, ryzykuje ale wciąż w gotowości aby nie zostać zranionym. Wchodzi na nią, mięsnie naprężone, w oczach instynktowna płochliwość, że ktoś mógłby nakryć to dostojne stworzenie w intymnej sytuacji - zapalam płomień - łapie ją za kark zębami. Niby brutalnie ale ile w tym uczucia; tak jakby nic oprócz tej chwili nie trwało. Ona wtulona w ziemię, on w spazmie rozkoszy trzymający jej kark w potężnym uścisku. Czy Ty wiesz ile w tym emocji? - mówię i docieram do drzwi aby czym szybciej ją wypuścić.
- Pojebało Cię - łapie się na ten gest - żeby mnie ktoś kurwa po szyi gryzł. Jak ja się ludziom pokażę.
- Przecież i tak jesteś złota medalistką - kiwam głową na znak, że to już do widzenia.
-Szkoda - mruczy - Bo fajnusi jesteś - łapie mnie za podbródek - Tylko chyba to nie jest twój dzień skarbie - składa usta w pocałunku i cmoka.
- Ależ Lola - posyłam jej uśmiech szczęściarza - To jest właśnie mój dzień - zamykają się drzwi, obracam się do ciemności.
Zostaje tylko Sting. ..

Znowu odwiedził mnie. Chyba zapomniałem jak to jest kiedy oczy stają się wąskie, przenikliwe ale takie spłoszone.
Jak to jest kiedy bogowie zamiatają i gaszą światło.
- Jesteś demonem.
- Nie możesz niczego zrobić?
- Ja?...Wystarczy, że uczyniłem, abyście się odnaleźli, z tą tęsknotą, którą tylko Ja widzę i którą tylko Ja ukoję… kiedy tylko ujrzę wasze łzy.
- Więc mam płakać?
- A nie mógłbyś?
- Jako demon?
- Fakt …więc może jako człowiek.
- Człowiek …ok., to mógłbym zrobić.
- Dobrze więc …ale to wówczas kiedy staniesz się człowiekiem… tymczasem chodż ze mną.
- Gdzie.
-Tam gdzie tygrysice robią „miau”
- Do zoo?
- Na dyskotekę kretynie.

Duchowość jak widzicie nie jest domeną wierzących. To nie tłum szuka Boga. Unikajcie Bogów, których wykrzykuje tłum.
Jest trzech na świecie największych poszukiwaczy Boga. Boga jako ducha wartości. To Mnich, artysta i wojownik.


Jeżeli zechcesz, inne wyłożę ci teraz słowo
Składnie i umiejętnie, a ty przechowaj je w sercu.
Jak z jednego są szczepu bogowie i śmiertelni ludzie.”
„Prace i Dnie” Hezjod

 

-------------------------------------------

-------------------------------------------

   Zrobiło się zbyt magicznie, a miało być tragicznie.Wróćmy więc do prozy życia i fałszywych wartości. Teraz ujrzymy co zrobiono z człowiekiem. Do czego sprowadzono życie.


   Czas sformułować zasadę. Nad wszelkim naturalizmem w moralności, to znaczy nad wszelką zdrową moralnością, panuje jakiś instynkt życiowy — jakiś nakaz życiowy zostaje wypełniony określonym kanonem „powinności", jakaś przeszkoda i jakaś wrogość na drodze życia zostają dzięki temu odsunięte na bok. Odwrotnie, moralność sprzeczna z naturą, to znaczy niemal każda moralność, jaka dotychczas stanowiła przedmiot nauczania, czci i propagowania, zwraca się właśnie przeciwko instynktom życia — jest już to skrywanym, już to głośnym i bezczelnym ich potępieniem. Mówiąc: „Bóg patrzy w serca", owa moralność neguje najniższe i najwyższe pragnienia życiowe, Boga zaś czyni wrogiem życia... Świątobliwy, w którym Bóg ma swe upodobanie, jest idealnym kastratem... Życie dobiega końca tam, gdzie zaczyna się „Królestwo Boże"...


Chrześcijaństwo jest metafizyką kata.


Cóż powinno być naszą doktryną? Że nikt nie daje człowiekowi jego właściwości, ani Bóg, ani społeczeństwo, ani rodzice i przodkowie, ani on sam sobie.


Człowiek nie jest następstwem jakiegoś własnego zamierzenia, jakiejś woli, jakiegoś celu, nie jest próbą osiągnięcia ideału człowieka" czy „ideału szczęścia", czy „ideału moralności" — byłoby absurdem, gdyby chciał przetoczyć swą istotę ku jakiemuś celowi. To my wynaleźliśmy pojęcie „cel": w samej rzeczywistości brak celu... l Jesteśmy konieczni, jesteśmy cząstką fatum, należymy do całości, istniejemy pośród całości — nie ma niczego, co mogłoby sądzić, mierzyć, porównywać, potępiać nasze istnienie, kto by tak bowiem czynił, ten sądziłby, mierzył, porównywał, potępiał całość. Poza całością nie ma niczego!


Pojęcie „Bóg" jest dotychczas największym zarzutem przeciwko istnieniu. Przeczmy Bogu, przeczmy odpowie¬dzialności w Bogu: dopiero tym wybawiamy świat.
Kapłan ( dziś czytaj to jako ksiądz, polityk, ktoś kto uważa jaki powinieneś być)chce oswoić człowieka. Oswajanie zwierzęcia zwie się jego „ulepszaniem": w naszych uszach brzmi to nieomal jak żart. Kto wie, co się odbywa w menażeriach, ten wątpi, by bestię tam „ulepszano". Bestia słabnie, staje się mniej szkodliwa, na skutek depresyjnego poczucia strachu, na skutek bólu, na skutek ran, na skutek głodu przeobraża się w chorowitą bestię.


Nie inaczej ma się sprawa z oswojonym człowiekiem, którego „ulepszył" kapłan. We wczesnym śre-dniowieczu, gdy Kościół rzeczywiście był przede wszystkim menażerią, wszędzie polowano na najpiękniejsze okazy „blond bestii"(Polan, Wikingów,Germanów) — na przykład „ulepszano" dostojnych Germanów. A jak potem wyglądał taki „ulepszony" Germanin, którego udało się zwabić do klasztoru? Jak karykatura człowieka, jak wyrodek: stawał się „grzesznikiem", siedział w klatce, zamknięto go pośród samych straszliwych pojęć... I tkwił tam, schorzały, zmarniały, okaz złej woli w stosunku do samego siebie; pełen nienawiści wobec instynktów życia, pełen podejrzliwości wobec wszystkiego, co było jeszcze potężne i szczęśliwe. Jednym słowem, „chrześcijanin". Ujmu¬jąc rzecz od strony fizjologii: w walce z bestią jedynym środkiem, który pozwala ją osłabić, może być przyprawienie jej o chorobę. Na tym znał się Kościół: psuł człowieka, osłabiał go — utrzymując jednak, że go „ulepsza".

 

   Weźmy inny przykład tak zwanej moralności. Przykład hodowli określonej rasy czy określonego gatunku. Najwspanialszym przykładem służy moralność indyjska, usankcjonowana religijnie pod postacią „prawa Manu". Postawiono tam zadanie równoczesnego wyhodowania nie mniej niż czterech ras: rasy kapłanów, rasy wojowników, rasy kupców, rasy chłopów, wreszcie rasy służących, . Rzecz jasna, tutaj nie jesteśmy już pośród poskramiaczy zwierząt: by można było wymyślić choćby tylko plan takiej hodowli, niezbędny jest stokroć łagodniejszy i rozumniejszy gatunek człowieka. Możemy odetchnąć, opuszczając chorą, więzienną atmosferę chrześcijańską i wkraczając w ten zdrowszy, wyższy, rozleglejszy świat. Jakże ubogi jest Nowy Testament w po-równaniu z kodeksem Manu — Ale również ta organizacja musiała być straszliwa — już nie w walce z bestią, lecz w walce z jej przeciwieństwem, z człowiekiem nie hodowanym, z mieszańcem, z czandalą. I znów nie miała innego środka, który pozwoliłby go uczynić niegroźnym, słabym, niż przyprawić go o chorobę — była to walka z „wielką liczbą". Być może niczemu nasze uczucia nie sprzeciwiają się bardziej niż owym środkom, którymi posługiwała się indyjska moralność. Na przykład trzeci edykt ,który w sprawie „nie¬czystych warzyw" zarządza, że jedynym pożywieniem, na które pozwala się czandalom, ma być czosnek i cebula, pismo święte zabrania bowiem dawać im ziaren czy owoców, które rodzą ziarno, czy wody, czy ognia. Ten sam edykt stwierdza, że wody nie wolno czandalom czerpać ani z rzek, ani ze źródeł, ani ze stawów, a jedynie z bagien i zagłębień wyci¬śniętych przez zwierzęce stopy. Ponadto, edykt stwierdza, że czandalowie nie mogą prać swej odzieży ani myć się, łaskawie przyznana im woda może bowiem służyć tylko gaszeniu pragnienia. Wreszcie zakaz skierowany do niewiast z kasty służących, który zabrania im udzielać jakiejkolwiek pomocy rodzącym niewiastom z kasty czandalów, podobnie jak inny, dotyczący niewiast z kasty czandalów, który zabrania im wzajemnie sobie pomagać przy porodzie.Taka straż zdro¬wotna nie mogła nie przynieść efektów: zabójcze zarazy, obrzydliwe choroby płciowe, w odpowiedzi na to z kolei „prawo noża", zarządzające kastrację i wycinanie sromu. — Sam Manu powiada: „Czandalowie są owocem cudzołóstwa, kazirodztwa i zbrodni ( teza stanowiąca konieczne następstwo pojęcia hodowli). Ich odzieżą mają być jedynie łachmany zdjęte ze zwłok, naczyniami rozbite garnki, ozdobami złom, kultem złe duchy; mają bez spoczynku wędrować z miejsca na miejsce.
Moralność hodowli i moralność oswajania są godne jedna drugiej, jeśli chodzi o środki, dzięki którym forsują swe cele: jako na¬czelną zasadę możemy sformułować twierdzenie, że kto chce czynić
moralność, musi mieć bezwarunkową wolę czegoś zupełnie przeciwne¬go. Jest to wielki, niesamowity problem: psychologia „ulepszaczy" ludzkości.

Pierwszy dostęp do tego zagadnienia zawdzięczamy drobnemu, w istocie też skromnemu dziedzictwie wszystkich filozofów
i kapłanów, którzy „ulepszali" ludzkość. Ani Manu, ani Platon, ani Konfucjusz, ani żydowscy i chrześcijańscy nauczyciele nigdy nie wątpili w swe prawo do kłamstwa. Nie wątpili w zupełnie inne prawa...Ujmując to w postać formuły, zapewne można powiedzieć: wszelkie
dotychczasowe środki, które miały ludzkość uczynić moralną, były z gruntu niemoralne.


Teologia, to zepsucie rozumu przez „grzech pierworodny" (przez chrześcijaństwo) to główna bolączka człowieczeństwa. Cóż pomoże wszelka wolnomyślność, nowoczesność, wzniosłość, duchowość gdy w trzewiach pozostało się chrześcijaninem, ka¬tolikiem muzułaminem, judaistą, ciemniakiem kulturowym.


George Sand trafnie ujął twórczość człowieka. Kompletnie w swych symptomach przeciwną człowiekowi hodowanemu ku chrześcijaństwu.
„Aby mogła zaistnieć sztuka, aby mógł zaistnieć jakikolwiek czyn i ogląd estetyczny, nieodzowny jest wa¬runek fizjologiczny: upojenie. Upojenie musi dopiero zintensyfikować pobudliwość całej machiny: bez tego nie powstanie żadna sztuka. Zdolność do niej mają wszystkie odmiany upojenia, nawet najbardziej różnorako uwarunkowane: przede wszystkim upojenie erotyczne, ta najstarsza i najpierwotniejsza forma upojenia. Tak samo upojenie, które pojawia się w następstwie wielkich pragnień, potężnych uczuć; upojenie świętem, rywalizacją, brawurowym dokonaniem, zwycięstwem, wszelkim ekstre¬malnym ruchem; upojenie okrucieństwem; upojenie niszczeniem; upoje¬nie niektórymi zjawiskami meteorologicznymi, na przykład upojenie wiosną; upojenie narkotyczne; wreszcie, upojenie woli, upojenie nagromadzonej i wezbranej woli. — Istotą upojenia jest poczucie intensywności sił, poczucie pełni. Dzięki niemu człowiek użycza czegoś rzeczom, zmusza je, by odeń coś wzięły, gwałci je — proces ten nosi nazwę idealizowania. Musimy się uwolnić w tej kwestii od pewnego przesądu: idealizowanie nie polega, jak powszechnie sądzą ludzie, na pomi¬janiu czy odsiewaniu pomniejszych, ubocznych aspektów. Wręcz przeciwnie, zasadniczą rolę odgrywa w nim ogromne wydobywanie głównych rysów, dzięki czemu znikają pozostałe.


W stanie tym człowiek wszystko ubogaca, czerpiąc z własnej peł¬ni: widzi to, co chce widzieć, widzi to jako wezbrane, stłoczone, potężne, przeładowane siłą. Przeobraża rzeczy, które zaczynają odzwierciedlać jego moc — które stają się odbiciem jego wartości. Ów mus prze¬obrażania w coś wartościowego jest sztuką. Wszystko nawet, czym człowiek nie jest, mimo to staje się dlań rozkoszą; w sztuce człowiek cieszy się sobą jako doskonałością. — Można by sobie wyobrazić odwrotny stan, specyficzną antyartystyczność instynktu — sposób bycia, który by wszelką rzecz ubożył, rozcieńczał, zasuszał. Istotnie, historia obfituje w takich antyartystów, w takich wygłodnialców życia: którzy z koniecz¬ności muszą rzeczy wchłaniać w siebie, wysysać, wychudzać. Przypadek ten dotyczy autentycznego chrześcijanina.”

   Nasze instytucje do niczego się już nie nadają: w tej kwestii jesteśmy jednomyślni. Ale nie one są temu winne, lecz my. Gdy zaginęły nam wszystkie instynkty, z których rodzą się instytucje, giną nam również instytucje, ponieważ my się już do nich nie nadajemy.
Demokratyzm zawsze był schyłkową formą siły organizującej. Aby ist¬niały instytucje, musi istnieć pewien rodzaj woli, instynktu, imperatywu, aż złośliwie antyliberalny: wola tradycji, wola autorytetu, wola odpowie¬dzialności, rozciągająca się na wieki, wola solidarności w łańcu¬chu przeszłych i przyszłych pokoleń. Gdy owa wola jest obecna, rodzi się twór w rodzaju imperium Romanum: czy Rosji, lub USA jedy¬nej mocy, która jest dziś trwała, która może czekać, która może coś jeszcze obiecywać . Tym bardziej autokratycznej Rosji, stanowiącej pojęciowe przeciwieństwo żało¬snej europejskiej państewkowości i nerwowości, która z chwilą powsta¬nia nowego trendu ideologicznego multikulturowości osiągnęła stan krytyczny... Całemu Zachodowi obce są już owe instynkty, z których wyrastają instytucje — z których wyrasta przyszłość: jego „nowoczesnemu duchowi" być może nic nie jest równie niemiłe. Zachód nawet nie ma pomysłu na nową filozofię, na nowy ustrój. Ba, zachód dziś nawet nie zachowuje się jakby chciał przeżyć.
A ten zachód, ta Europa to przecież takie potęgi ludzkie jak Wikingowie, germanie, Galowie, Celtowie, Słowianie. Z tych potężnych, wojowniczych, jakże ludzkich plemion istnieje już tylko jedno. I być może dlatego to piszę, będąc wciąż Słowianinem. Ale jestem zagrożony. Na moje instynkty. Instynkty jakże naturalne dla istoty żyjącej, a zagrożonej, instynkty walki o słabszych, o bliskich, o wolność, instynkt walki z nadciągającą hordą, ze złem. Na ten instynkty, naturalne odruchy życia narzuca mi się okowy. Zabrania mi się być wolnym. Nie mogę posiadać narzędzia, którym się zechcę obronić przed tym złem, mimo, że to zło nie podlega już dywagacji. Ono jest już zdefiniowane. Jest autentycznym złem tuż obok mnie. Ale nie tylko mi się nie pozwala, zagłusza się mnie, szuka się narzędzi aby utrudnić mi moje życie. A przecież nie dostałem tego życia od nikogo kto decyduje o tych niby przepisach prawa. Życie nie podlega sankcjonowaniu. Ono przychodzi na świat.


Żyjemy dla dnia dzisiejszego, żyjemy w wielkim pośpiechu — żyjemy bardzo nieodpowiedzialnie: i właśnie temu dajemy miano „wolności". Dla instynktów, które instytucję czynią instytucją, mamy pogardę, nienawiść, odmowę: uważamy, że tam, gdzie choćby tylko rozbrzmiewa słowo „autorytet", pojawia się groźba nowego niewolnictwa. Tak daleko sięgnęła dekadencja w instynkty wartościujące naszych polityków, naszych partii politycznych: instynktownie preferują oni wszystko, co prowadzi do rozkładu, co przyspiesza koniec.
Europa w przeciągu pół wieku zabiła w sobie srogą krew swych przodków. Ludy, których zbrojnie nie wytępiła żadna armia, nawet wielcy rzymianie nie opanowali żadnego z tych plemion. Te ludy przestały istnieć w efekcie zabicia w sobie własnej tożsamości.


   Śmiem twierdzić dziś, że chore chrześcijaństwo z jego łagodnymi, nowotestamentowymi ewangeliami wyhodowało tak ułomnego człowieka, że zaczął on się wstydzić tego, iż nie może głośno powiedzieć, jestem biały, jestem błękitnooki, jestem srogi.

Nie możesz już być dziki i wolny, masz być tolerancyjny. To znaczy, masz zapomnieć kim byleś, skąd pochodzisz.


   Po tym jak zabiliśmy wszystkich pomocnych Bogów, w postaci Odyna, Thora, Zeusa, Aresa, po tym jak my Słowianie uciekliśmy od tak kreatywnego, twórczego pogaństwa przestaliśmy być dumni. Dzień kupały to tylko folklor, za to mamy masę innych świąt nie związanych z naszą historią.


Co jest zlego w odrębności? Co jest złego w oryginalności, w czystości krwi? Uatrakcyjnianie kulturowe jest tylko wtedy atrakcyjne gdy dana kultura coś wnosi. Czy też chcemy powołać do życia rytuały Majów i będziemy wycinać serca.
Ludzie mówią, nie można się temu sprzeciwić bo to tradycja. Tak jak z ubojem rytualnym. I człowiek renesansu, człowiek twórczy, wrażliwy musi godzić się na fakt, że jakiś głąb zgodził się aby inny głąb zabijał w męczarniach żywe istoty.


A co to zmienia? Jaka tradycja? Jeżeli jakiś kretyn dwa tysiące lat temu żarł szarańcze na pustyni to ja mam ją jeść dziś gdyż musze kultywować jakąś tradycję? A może on był zwichrowany albo nie miał co jeść?
Po co nam inteligencja i rozwój jeśli wciąż siedzimy w rytuałach powołanych do życia przez albo dzikusów albo zarobkiewiczów albo desperatów, albo z konieczności.


   Znacie przypowieść o garnku? Znakomicie unaocznia ona zasadność tradycji. Młoda matka gotuje w wielkim garnku kawałek mięsa, przychodzi jej córka i pyta dlaczego tak, skoro mamy mniejszy garnek. Mama odpowiada, ponieważ moja mama, twoja babcia tak robiła. Wiec idzie dziecko do babci i pyta. Babcia na to, ponieważ moja mama, Twoja prababcia tak robiła. Na szczęście prababcia żyła, biegnie zafrapowana dziewczynka do prababci i pyta o to samo, dlaczego gotowałaś tak mały kawałek mięsa w tak wielkim garnku, ona na to – bo nie miałam innego garnka.


Tak powstają tradycje. Czlowiek nadaje znaczeniu zbędnym głupotom. Nie wierzysz. Odpowiedz mi na pytanie jaki sens- jaki sens, poszukaj sensu- mają mordy byków podczas corridy?
…szukaj…


Nie mają. A nawet urąga to duchowi człowieka.


   Spójrzcie na to, piękna filozofia buddyjska mówi, żeby nie czynić śmierci bo żadna istota nie chce śmierci. Hiszpanie są krajem bardzo bogobojnym. Kładą kwiaty pod rzeźbami Matki Boskiej, modlą się gorliwie, można byłoby domniemywać, że są człowiekiem wartościowym. Przecież religia nadaje wartości, wartościuje człowieka. Niewierny jest prymitywnym poganinem.
I co robi ten bardzo wartościowy, religijny człowiek? Dla zabawy zadaje śmierć zwierzętom.


To kolejny powód dlaczego dzisiejsza cywilizacja powinna wymrzeć. Potrzebujemy człowieka antyku. Ktoś powie, że w antyku też się tak działo. Działo bo człowiek z natury jest zły ale dzis człowiek robi większość z tych rzeczy z wyrachowania. Robi to, nie musząc tego robić. Robi to mając się za światłego. jeśli nie chcemy tego zmieniać to po co nam ewelucja.


Przywróćmy Bogów, nawet jeśli mają topory czy włóćznie ale nie udają łaskawych i miłosiernych w tym. Stoją na straży naszych pokoleń i naszej wolności. Ich postawa, ich zbroja, ich twarz ukazana gniewnie, srogo mówi każdemu kto chce przyjść do naszego domu i zabrać nam nasze córki, nasze dzieci, naszą wolność, nasze życie; nie oodam ich.
Postawa naszych ciężko uzbrojonych Bogów mówi im, że nie. Nie, to mój lud i aby go bronić użyję swego młota; chciałbym aby orzekł Thor.
Zamiast tego mamy gościa wiszącego na krzyżu, który przychodząc rzekł aby nadstawiać drugi policzek. Właśnie to robi teraz europa. Pytanie tylko jest takie; chcemy wisieć na krzyżu? Czy cel życia to zawiśnięcie na krzyżu albo dostanie się do obiecanego raju? A może to promień słońca o poranku wkaradajacy się przez okno, kot leniwie przychodzący i wtulający się w naszą pościel, roześmiane dziecko śpiące w bezpiecznym snie w drugim pokoju. Bo ma obrońcę, ma opiekuna. Co by było z tym dzieckiem gdybyście wy, wierzący w raj i tak robiący wszystko aby tylko mieć wize do tego raju, do niego odeszli? Zostałoby i cierpiało głod, niemoc. Czy może w swej dewiacji moralnej zabralibyście je do tego swojego raju. A jeśli ono nie chce raju? Jeśli ono chce po prostu biegać boso po łące i budzić się każdego dnia bo świat jest piękny?


Czy bezbożna wilczyca nie chroni swoich młodych? Czy całe stado ich nie chroni? Naturalny instynkt życia, nie potrzeba jej do tego ideologii. Nawet inteligencji. Dlaczego? Bo tego chce życie. Zycie chce żyć.
Chodzi tylko o istnienie bo to wszystko tutaj co mamy.

 

   Pewnego dnia zupełnie z przypadku znalazłem ta samą tęsknotę u Nietzchego. Pisał on w Zmierzchu Bożyszcz:
Na zakończenie kilka słów o owym świecie, do którego szukałem dostępu, do którego być może znalazłem nowy dostęp — o świe¬cie antycznym. Mój smak, który może stanowić przeciwieństwo tole¬rancyjnego smaku, również w tej sprawie niczego nie afirmuje. Odnosi się to do całych kultur, odnosi się to do książek — odnosi się to również do miejsc i krajobrazów. W gruncie rzeczy, niewielka liczba starożytnych książek liczy się w moim życiu; nie ma wśród nich dzieł najbardziej sławnych. …Do dziś żaden poeta nie wzbu¬dził we mnie równie wielkiego zachwytu artystycznego, jaki od samego początku wywołała we mnie Horacjańska oda. W niektórych językach nie można nawet pragnąć osiągnąć tego, co osiągnął Horacy. Owa mozaika słów, w której każde słowo tryska siłą jako dźwięk, jako miej¬sce, jako pojęcie, w prawo, w lewo, ponad całość, owo minimum, jeśli chodzi o rozmiar czy o ilość znaków, owo maksimum, jeśli chodzi o osiągniętą dzięki niemu energię znaków. Wszystko to jest rzymskie, i niech wierzy, kto chce, par excellence dostojne. Na tym tle cała reszta poezji jawi się jako coś nazbyt popularnego, jako sentymentalna paplanina...Grekom nie zawdzięczam podobnie silnych wrażeń; Grecy, trzeba to wprost powiedzieć, nie mogą być dla nas tym, czym są Rzymianie…Moja nieufność sięga samych głębi: uważam Platona za tak oddalonego od podstawowych instynktów helleńskich, za tak prze-moralizowanego, tak preegzystencyjnie chrześcijańskiego—już u niego pojęcie „dobry" występuje jako pojęcie naczelne — że całe to zjawisko chętniej określiłbym dosadnym słowem „wyższy szwindel" czy też, jeśli kto woli, „idealizm", niż jakimkolwiek innym. Dla chrześcijaństwa, tej wielkiej fatalności, Platon jest dwuznacznością i fascynacją, która nosi nazwę „ideału" i dzięki której szla¬chetniejsze natury starożytne mogły same siebie błędnie rozumieć i kro¬czyć drogą wiodącą do „krzyża. Ostatecznie, takie natury, jak Tukidydes i Platon, różni odwaga wobec rzeczywistości: Platon tchórzy przed rzeczywistością — zatem ucieka w ideał; Tukidydes włada sobą, zatem również świat rzeczy zachowuje w swym władaniu... 

 

   Sięgnijcie po mitologię, zobaczcie jak Homer aż siedem stuleci przed narodzinami Chrześcijaństwa czyli tego bez czego wy nie widzicie świata, opisał już pięknie tęsknotę człowieka za domem.
. Uważacie, że dopiero chrześcijaństwo, że dopiero ten Jahwiczny Bóg nadal światu sens.
Bzdura. Toż to straszliwe barbarzyństwo dla antyku tak myśleć. Piękno literatury, poezji, wartości choćby kardynalnych istniejących przed wielką religią, to już istniało na długo przed Chrystusem.
Mity, mówię wam, mity są piękniejszą pieśnią o piękniejszych bogach niż neidorzeczna księga o okrutnym jedynym Bogu. Ba, mity są pieśnią o człowieku złotym, o człowieku prawdziwym, tym który chce się rozwijać, czerpać z istnienia.
Biblia jest pieśnią o człowieku marnym, przewrotnym, bojaźliwym, bogobojnym, okrutnym, niemorlanym, niehonorowym, o szaleńcu.

 

   W moim kraju mówi się „Bóg, honor, ojczyzna”. Tylko nikt nie ma pojęcia, że bóg nie wymagał od swych wyznawców honoru ani nie był honorowy. Ale o tym możecie sobie przeczytać, mam tylko jedno pytanie.
Dlaczego? Dlaczego od razu jak się rodzę jest mi narzucany slogan, który nie jest zgodny z moim sumieniem. Nie należę do polski, nie należę do wrocławia, nie należę do prezydenta czy premiera, Nie należę do komisji europejskiej ale ona decyduje, o tym co mogę. A ojczyzna, w której się urodziłem i którą tworzyli moi przodkowie mówi mi od pierwszego dnia „Bóg”. I chce napsiać na czystej tablicy mojego jestestwa od razu fałszywe wartości.
Chce mnie wyhodować. Nie musi już mnie oswajać. Chce mnie wyhodować. Ale ja nie jestem zwierzęciem hodowlanym, jestem potomkiem ludów Odyna, Magniego, Peruna, Posejdona, Ateny, Świętowita.


Żaden z tych bogów i żaden z panteonu bogów mitycznych nie hodowal człowieka. Oprócz okrutnych idei sięgania kapłanów po religijność, są tylko dwaj bogowie hodujący człowieka. To Jahwe i Allah. Nie wierzycie? Nie rozumiecie?
Spójrzcie w twarze dzisiejszej hordy, która zalała europę. Spójrzcie na ich twarze i wsłuchajcie się w słowa. Jakie słowa usłyszycie najczęściej? Allah Akabar. Czyli Bóg jest wielki. I robią to w jego imieniu, robią to aby się jemu przypodobać. Są wyhodowani.


Powiedzcie mi po co tym ludziom mózg ważący tyle co mój jeśli mówią głośno i  wprost, że jeśli Allah nakazuje zabić małe dziecko gdy nie wierzy w koran  to oni muszą je zabić, nawet własne. 
Oddają swe córki, dzieci, które nic nie rozumieją. Dziewczynki w wieku sześciu lat na żonę zwyrodniałym samcom pełnym pornograficznej chuci. Oddają je świadomie. Dlaczego?

Bo Allah to usankcjonowal. Nie ma ludzi, sa tylko wykonawcy woli Boga.

 

Wiec powiedz mi. To człowiek z wartościami? Czy to człowiek, który ma prawo żyć?
Dziś się mówi, że każde życie jest święte. Mówi się to w myśl ideałów Chrześcijańskich. Na nieszczęście ideały muzułmańskie takie nie są. Nie, nie na nieszczęście dla nich lecz na nieszczęście dla nas.
Skąd w ogóle taki pomysł? Skąd w ogóle pomysł, że życie ludzkie jest święte, ba, skąd pomysł, że zycie ludzkie jest choćby równe? Ja nie chcę aby moje życie, w którym jestem dobry, walczę ze złem było równe życiu, no nie wiem, tych co podłożyli bomby tego co pokroił nauczycielkę, skurwysyna, który podpala psa. Mogę wymieniać na kolejne kilkadziesiąt stron. Nie rozumiesz? Życie Hitlera? Życie Kaligilu? Życie Stalina, życie…no nie wiem, wpisz sobie w gogle ,”zbrodniarze” albo spójrz gdzieś bliżej na śmiecia rzucającego swoje dziecko o ścianę.
I powiedz mi jakim prawem jakaś idea wmusza we mnie traktowanie tych jednostek zwichrowanych jako mnie, jako innych, twórczych, jako narażających swe życia dla ochrony innego życia?
Skrócę myśl ale powiem, obrażacie tą ideą ratowników, wszystkich tych dobrych co w pocie czoła ścigają zło.
Pamiętajcie wiec; życie ludzkie nie jest święte. Człowiek człowiekowi jest drapieżnikiem. I należy bronić się przed drapieżnikiem, unicestwić go, wyeliminować ze świata. Zło należy eksmitować z życia, nie ma innej możliwości aby uchronić dobro.
Wciąż was nie przekonałem? Przeczytajcie więc co robili ludzie, ludziom. Bliższa koszula ciału wiec przeczytajcie o armii UPA co robiła polakom. A gdy zakończycie, zapytajcie siebie czy życie ludzkie jest święte. Albo zapytajcie siebie czy wydarzyłoby się wiele zła, gdyby oprawcy z UPA po prostu przestali żyć.


  Jednak co chcę abyście zobaczyli. Wiara w łagodne ewangelie pozbawila nas instynktu. Giniemy. To nie jest apokalipsa. To się dzieje każdego dnia. Giniemy. Na naszej ziemi (mam na myśli europe) Na ziemi wielkiego europejskiego Chrześcijańskiego mocarstwa każdego dnia, gwałcą nasze dzieci, mordują nasze dzieci, biją nasze dzieci. Gwałcą, mordują, biją nas.
Są dwa powody tego wszystkiego. Dość absurdalne. Jeden to „istnienie” Boga. Drugi to „nie istnieje” Bogów.


   Zabiliśmy potężne bóstwa i piękne mity i nie jesteśmy już ludźmi wolnymi. Jesteśmy ludźmi wyhodowanymi.
I przez łagodne ewangelie wyhodowano nas ( mam na myśli oczywiście większość oraz decydentów europejskich) na człowieka kulawego. Inwalidę. Pozbawiono nas determinacji do walki.


Bogowie umarli. Żaden nie dzierży potężnego topora. Jest jeden i wisi na krzyżu. Nie jest zdolny do walki. Nigdy nie był, zawsze był tchórzem i słabeuszem. I dwa tysiące lat zajęło mu zarażenie swą chorobą potężną Europę. Europę Germanów, Wikingów, Galów, Celtów, Polan.


   To bitwa, a raczej rzeż proroków. Nie zrobicie już nic miłosierni chrześcijanie. Przyjmujecie swą milosiernością (ja nazywam to głupotą ) dzikie ludy do swych domów. Dzikie ludy, których celem jest zabicie nas wszystkich.


To rzeż proroków. Najgorszym jest to, że wyhodowanie was sprawiło, że jesteście słabi moralnie. Bo moralnością jest dźwignięcie włóczni i pójście na przełęcz. Czyż nie potępilibyśmy spartan gdyby oddali swe dzieci i żony dzikusom?

Nie wolimy czytać o bohaterstwie pod Termopilami?

Czyż nie czujecie ciepła w sercu gdy czytacie o trzystu bohaterach oddających swe życie aby zło nie weszło do ich miasta? Oczywiście, że każdy czuje to ciepło.

Wiec czemu odłożyliście tarcze i włócznie i uginacie kark przed złem?


   Dzisiejszy człowiek nie ma determinacji do drastycznych rozstrzygnięć. Dzisiejszy człowiek robi jedno. W zaciszu domu lub budynku bez kwiatów modli się do faceta na krzyżu aby go uratował.
Ale facet na krzyżu to akurat prorok, który dostaje niezły wpierdol od drugiego proroka, Mahometa.
Dlaczego? Bo Mahomet nie zapomniał, że kwiaty i uśmiech nie zatrzymają zła.
Jak to mówią amerykańscy traperzy. Albo niedźwiedź zjada Ciebie, albo Ty zjadasz niedźwiedzia.

 

To nie jest zarzut. Czuję tylko smutek. Dlaczego? Bo nie liczę się ja nawet jeśli to rozumiem i umiem podnieść oręż. Ja pójdę na przełęcz i stanę z włócznią i tarczą. Wypełnię swój honor i poczucie istnienia. Nie oddam życia za kraj. Mój kraj mi nic nie daje. Mój kraj traktuje mnie jak wroga i zabiera mi wolność na każdym kroku. Mój kraj i mój kontynent. Nie należę do kraju. Nie należę do kontynentu. Nie należę do prezydenta ani do komisji europejskiej.
Należę do siebie samego. Moje istnienie jest odrębne. Nie kupiłem od nikogo życia abym był komuś coś winny. Po prostu stanę na przełęczy i oddam życie z czystego instynktu. Nie zatraciłem go. Ze złem idę walczyć. Po prostu. Nie musze nadawać temu żadnej filozofii. Jak dzikie zwierze. Jest zagrożone, idzie walczyć. Jest zagrożone ejgo stado, staje do boju. 


Ale to nic nie zmieni. Takich jak ja jest wielu i wszyscy będziemy walczyć. I zginiemy bo będzie nas tylko trzystu.
A co później się stanie?


Zróbcie tak. Przeczytajcie teraz o armii perskiej, co robiła wchodząc na europejską ziemie. Przeczytajcie o tym co stało się gdy upadły Termopile.
Jakże mało to będzie chrześcijańskie i filozoficzne.


   Czuję niemoc. Niemoc bo nie chcę aby ktoś mnie wyręczył. Nie chcę aby ktoś mnie obronił. Wstanę i pójdę oddać własną krew aby zabić wroga. Tak po prostu. I wielu mi podobnych. Ale czuję niemoc. Nie wystarczy już znaleźć wojowników. Trzeba im jeszcze pozwolić być wojownikami.


Czuję niemoc. Nasze ludy, nasi bliscy, nasze potomstwo, nasze matki, nasi dziatkowie potrzebują obrony. Widzą wojowników, widzą tych, którzy mogliby ich obronić. Ale nie wystarczy dziś być wojownikiem. Dziś trzeba mieć zgodę ludzi, którzy są bezpieczni gdyż są chronieni przez uzbrojonych po zęby specjalistów. Nie powiedzą oni, idźcie i czyńcie swoją powinność. Zatrzymajcie zło.

Nie, oni przychodzą i zabierają moją tarczę i włócznię. Zostawiają mnie bezbronnego. Krew we mnie wrze. Moje ciało domaga się walki, zatrzymania zła ale zostałem nagi. Zdecydowali o tym inni. Lepsi? Ważniejsi? Dla istnienia nie ma ważności. Czy czujecie mój ból?


Czy potraficie sobie wyobrazić, że zostałem nagi. Czy czujecie się tak jak ja? Wrzucony do koloseum z gołymi rękami i z wpuszczonymi lwami.


Jestem tylko widowiskiem. Mam zdrowe ciało, zdrowe ręce, mogę walczyć, bystry umysł ale jestem tylko widowiskiem.

Nie wyhodowano mnie, nie dałem się ale to niczego nie zmieniło. Wyhodowano tysiące obok mnie, a w przypadku demokracji to większość decyduje o losie indywidualności.

Możesz być bohaterem, możesz być artystą, możesz być niesłychanie twórczy, możesz być geniuszem, możesz być ostoją honoru i dumy ale to jest bez znaczenia. Bez znaczenia bo ideologia chrześcijańska, ideologia dzisiejszego białego człowieka to ideologia tłumu, pokory, posłuszeństwa.

Zobacz więc siebie, ty, który chcesz coś zmienić, zobacz wiec siebie w tłumie. Obok Ciebie jest stu wyhodowanych. Pozbawionych instynktu, determinacji, poczucia istnienia, woli walki.
Nie masz znaczenia. Nie mam znaczenia. Nie mamy znaczenia.
Nasza cywilizacja upadnie. Wielu z nas zginie. To nic wyjątkowego.

 

Upadek Imperium Rzymskiego to długotrwały proces obejmujący kilka wieków.. Kiedy tylko zaczynamy mówić o degrengoladzie wielkich imperiów, nieuchronnie pierwszy przychodzi nam do głowy właśnie starożytny Rzym.
Edward Gibbon nie miał wątpliwości: całe zło zaczęło się pod koniec panowania Marka Aureliusza, a główną przyczyną był upadek starorzymskich cnót spowodowany szerzeniem się chrześcijaństwa. To nie jest wymysł. To są fakty. I nie zrozumcie mnie żle. Nie atakuję waszej wiary. Wierzcie sobie w co chcecie, ja na ten przykład wolę wierzyć w rusałki. Są po prostu milsze dla oka niż martwe ciało przybite do krzyża. To nie moja wrażliwość. Tak po prostu.
Chodzi mi tylko o człowieka, a mianowicie o to co stało się z człowiekiem. Bo nie wiem jak Wy ale chciałbym abyśmy odnaleźli w sobie odwagę do walki o życie.

Nawet jeśli bardzo głęboko wierzysz to posłuchaj tego jak o relacji faktów. Nie dotknę Boga. Powiem tylko i wyłącznie o Idei.
Chrześcijaństwo nie było religią narodową, nie było uwarunkowane rasowo, zwróciło się ono ku wszelkiego rodzaju wydziedziczonym, wszędzie miało swych sprzymierzeńców. Chrześcijaństwo zwróciło urazę, instynkt ludzi z gruntu chorych, przeciwko zdrowym, przeciwko zdrowiu. Wszystko, co udatne, dumne, butne, zwłaszcza piękno, kłuło je w oczy i uszy.
Dziś na każdym kroku dudni echem ta manipulacja, ta indoktrynacja. To straszliwa idea symboliki krzyża. Wszystko, co cierpi, wszystko, co wisi na krzyżu, jest boskie. Chrześcijaństwo było zwycięstwem, przyniosło zagładę bardziej dostojnemu usposobieniu; chrześcijaństwo było do tej pory największym nieszczęściem ludzkości.

Imperium Rzymskie, które istniało jest najwspanialszą z dotychczasowych form organizacji, osiągniętych w ciężkich warunkach, w porównaniu z którą wszystko wcześniejsze i późniejsze jest tandetą, partaniną. Ci świątobliwi anarchiści zrobili sobie „pobożność" z tego, że zburzyli „świat" Hellenistyczny. Nie pozostał kamień na kamieniu , aż mogli nad nim zapanować nawet Germanie i inne chamy. Chrześcijanin i anarchista: obaj dekadenci, obaj niezdolni do działania innego niż likwidowanie, zatruwanie, dewastowanie.
Imperium Rzymskie było godnym największego podziwu dziełem sztuki ale było ledwie początkiem. Jego budowa była obliczona na tysiąclecia. Organizacja ta była dostatecznie mocna, by wytrzymać marnych cesarzy: przypadkowość osób lecz nie była dostatecznie mocna, by oprzeć się najbardziej zepsutemu rodzajowi zepsucia, by oprzeć się chrześcijanom. Za sprawą skrytego robactwa, które pośród nocy, mgły i dwuznaczności wkradało się we wszystkie jednostki i z każdej wysysało powagę wobec rzeczy prawdziwych, w ogóle instynkt realności, za sprawą tchórzliwej, niewieściej i słodkiej bandy ta ogromna budowa stawała się coraz bardziej obca duszom.
Krętactwo bigotów, potajemność konwentykli, posępne pojęcia, takie jak piekło, jak ofiarowanie niewinnego, przede wszystkim zaś powolnie rozniecany ogień zemsty, zemsty czandalów ; to zapanowało nad Rzymem, ten sam rodzaj religii, którego pierwotnej formie wydawał walkę już Epikur. Epikur zwalczał nie pogaństwo, lecz „chrześcijaństwo", to znaczy zepsucie dusz przez pojęcie grzechu, przez pojęcie kary i przez pojęcie nieśmiertelności. Zwalczał on podziemne kulty, całe ukryte
chrześcijaństwo. I Epikur byłby zwyciężył, każdy zacny duch w Cesarstwie Rzymskim był epikurejczykiem: wtedy pojawił się Paweł. Paweł, ten żyd. Odgadł on, w jaki sposób z pomocą niewielkiego sekciarskiego ruchu chrześcijan na poboczach judaizmu można rozniecić „pożar świata",w jaki sposób z pomocą symbolu „Boga na krzyżu" można skupić w ogromną moc wszystko, co nizinne, co potajemnie buntownicze, całe dziedzictwo anarchistycznych intryg w Cesarstwie.
Cała praca antycznego świata na darmo: brak mi słów, by wyrazić swe uczucie wobec czegoś tak potwornego. Cóż po Grekach? Cóż po Rzymianach? Wszystkie przesłanki uczonej kultury, wszystkie metody naukowe już istniały, ustaliła się już wielka, niezrównana sztuka dobrego czytania, ta przesłanka przekazu kultury, jedności nauki; na najlepszej drodze było przyrodoznawstwo, powiązane z matematyką i mechaniką. To wszystko już istniało. Już przed ponad dwoma tysiącleciami. A także dobry, subtelny takt i smak. Przy czym nie jako tresura mózgu! Nie jako kultura o chamskich manierach! Lecz jako ciało, jako gest, jako instynkt. Jednym słowem, jako rzeczywistość.
I wszystko to na marne. Przez noc stało się to jedynie wspomnieniem.
Grecy! Rzymianie! Dostojność instynktu, smak, metodyczność badań, geniusz organizacyjny i administracyjny, wiara, wola ludzkiej przyszłości; i wszystko zasypane przez noc nie w wyniku jakiegoś zdarzenia naturalnego. Nie rozdeptane przez Germanów czy innych ciężkostopych. Lecz zhańbione przez podstępnego, potajemnego, niewidzialnego, anemicznego wampira. Nie pokonane; wyssane. Skryta żądza zemsty, małostkowa zawiść stała się panem! Wszystko, co mizerne, co samo w sobie cierpiące, co nawiedzane przez liche uczucia, cały do getta podobny świat dusz za jednym razem wzięły górę. I sprawił to Jezus terrorysta.

Chrześcijaństwo pozbawiło nas plonu kultury antycznej, a w późniejszym czasie także plonu kultury arabskiej. Cudowny świat kultury hiszpańskich Maurów, pokrewny nam u swych podstaw, przemawiający do zmysłów i smaku został zdeptany. Krzyżowcy zwalczali później coś, przed czym leżeć w prochu bardziej by im przystało - kulturę, wobec której nawet dziewiętnasty wiek zapewne wydałby się sobie nader ubogim, nader „późnym".
Oczywiście, chcieli łupić. Wschód był bogaty.
Reszta to tylko ludzkość. — Nad ludzkością
trzeba górować siłą, wysokością duszy — pogardą...
Fryderyk Nietzsche


Co jest dobre? Co jest dostojne? Wszystko, co zwiększa w człowieku poczucie mocy, wolę mocy, samą moc.
Co jest liche? Co jest ujemne? Wszystko, co pochodzi ze słabości.
Pytaniem jest co ma zastąpić ludzkość w łańcuchu istot, człowiek wydaje się być końcem. Szkopuł w tym, jaki typ człowieka należy wyhodować, jakiego typu człowieka należy chcieć, jako istoty wyższej pod względem wartości, jako istoty godniejszej życia.
Imperium Chrześcijańskie czyli biała Europa upada, niektórzy twierdzą, że już upadła. Z prostego powodu. Przeidealizowała siebie jako człowieka. Zdefiniowała cel człowieka, to był największy błąd. Gdy mówią Ci jak się urodzisz i zaczniesz rozumieć, mówią Ci po co żyjesz. Zawsze się dziwiłem gdy ksiądz z pełnym przekonaniem wyjaśniał po co żyję. Nie pytałem go skąd to wie, skąd to jego przekonanie. Nie wyglądał mi na gościa od którego miałem usłyszeć prawdę.
Zrozumiałem za to bardzo szybko, że nie liczy się cel. Nie żyje się po coś. Zaistniało się i to jest życie.
Nie liczy się cel podróży, lecz sama podróż. Bo jaki jest cel życia? Instynktem życia jest prokreacja, to naturalne ale nie ma ono celu. Az nagle ktoś mi mówi, że celem życia jest miejsce w niebie. Jakim kurwa niebie, ja się pytam. A co z tu i teraz? Więc po co czuję? Czemu umiem płakać i śmiać się? Czemu odczuwam powiew ciepłego powietrza na policzku, smak owoców, toń wody? Po co umiem czuć jeśli celem mojego zaistnienia jest dostanie się do nieba. I to nie nieba z którego ktoś powrócił i zdał relację. Nie. Mam żyć tak posłusznie aby dostać się do obiecanego nieba. Nie chcę tego waszego nieba zbytecznych. Bo okazuje się, ze na świecie jesteśmy zbyteczni skoro to tylko forma przejściowa.
Jak można, jak zdrowy umysł, może chcieć wierzyć w taką ideę. Mówisz, że to pomaga z uczuciem nicości po śmierci. Dobrze, wierz w takim razie w Walhallę w Krainę wiecznych Łowów Indian, w Pola Elizejskie ale żyj tu i teraz, a nie skromnie istniej aby odkupić coś czego nikomu nie zabrałeś.

Chrześcijaństwa nie powinno się gloryfikować: wydało ono wojnę na śmierć i życie temu wyższemu typowi człowieka, wszystkie jego fundamentalne instynkty skazało na wygnanie. Chrześcijaństwo wzięło stronę wszystkiego, co słabe, co niskie, co nieudatne, sprzeciw wobec instynktowi samozachowawczemu właściwego życiu. Zepsuło rozum nawet najpotężniejszych duchowo natur, ucząc odczuwać naczelne wartości duchowe jako grzeszne, jako błędne, jako pokuszenie.
Zwierzę, gatunek, musi być zepsute, jeśli traci ono swe instynkty, jeśli wybiera, jeśli preferuje to, co dlań szkodliwe. Samo życie przejawia się instynktem wzrostu, instynktem trwania, instynktem mocy: gdzie brak woli mocy, tam następuje schyłek.
Chrześcijaństwo nazywa się religią współcierpienia, a ten kto współcierpi traci siłę.

Przekwalifikowaliśmy się. Staliśmy się pod każdym względem skromniejsi. Nie wywodzimy już człowieka z „ducha", z „bóstwa", na powrót postawiliśmy go między zwierzętami. Uważamy go za najpotężniejsze zwierzę, ponieważ jest on najbardziej przebiegłym zwierzęciem: następstwem tego jest jego duchowość. Z drugiej strony, bronimy się przed próżnością, która i tutaj chciałaby dojść do głosu: jakoby człowiek był wielkim, ukrytym celem ewolucji zwierzęcej. W żadnym razie nie jest on koroną stworzenia, każda istota obok niego stoi na tym samym szczeblu doskonałości. Twierdzę ponadto, że człowiek jest relatywnie biorąc, zwierzęciem najbardziej nieudanym, najbardziej chorowitym, które najniebezpieczniej zbłądziło i odeszło od swych instynktów
Nawet człowiek o najskromniejszych aspiracjach do prawości musi dziś wiedzieć, że „etyczny porządek świata" jest kłamstwem. Wiemy już dziś czym są wszystkie kościelne pojęcia, mianowicie najzłośliwszym, jakie tylko może istnieć, fałszerstwem, które ma na celu odwartościowanie natury.
To właśnie przez odwartościowanie natury jesteśmy dziś tak nieudaczni nie tylko w czynach ale i decyzjach. Nie mamy żadnej odwagi do decydowania.

Wiemy dziś, wie nasze sumienie, co w ogóle są warte, do czego służyły niesamowite wynalazki kapłanów i Kościoła, dzięki którym udało się osiągnąć ów stan samopohańbienia ludzkości, stan, którego widok może budzić odrazę. Pojęcia, takie jak „zaświaty", „Sąd Ostateczny",
„nieśmiertelność duszy", sama „dusza"; są to narzędzia tortury, są to systemy okrucieństwa, dzięki którym kapłan stał się panem, pozostał panem.
Każdy to wie: a mimo to wszystko pozostaje po staremu. I zostanie bo nie zrobicie niczego gdyż jesteście chorzy, tak jak chora jest cywilizacja chrześcijańska. Nikt nie może swobodnie postanowić, że zostanie chrześcijaninem; nie można się „nawrócić" na chrześcijaństwo, trzeba być na to dostatecznie chorym. My inni, którzy mamy odwagę, by cieszyć się zdrowiem, a także odwagę, by gardzić, śmiemy gardzić religią, która uczyła fałszywie rozumieć ciało i rozum. Która nie chce się wyzbyć zabobonnej wiary , która niedostateczne odżywianie się ma za „zasługę", która zwalcza zdrowie jak swego rodzaju wroga, diabła, pokusę, która wmówiła sobie, że w ścierwie ciała można nosić „doskonałą duszę", i musiała sobie w tym celu sporządzić nowe pojęcie „doskonałości", bladą, chorowitą, idiotycznie marzycielską istotę, tak zwaną „świętość".
Świętość, która sama jest tylko szeregiem przejawów zabiedzonego, wyczerpanego nerwowo, nieuleczalnie zepsutego ciała i umysłu.
I wy też tacy jesteście. Decydujący o losie ludzi, mający nas reprezentować, mający nas traktować poważniej niż swego Boga miłosiernego. Nie traktujecie nas poważniej bo gdyby tak było słuchalibyście nas, a nie żałosnych ideałów miłowania bliźniego swego i tolerancji zła.
Nie mogę już na was patrzyć i każdy kogo znam też nie może. Więc spełnijcie swą patriotyczną powinność i odejdźcie.
Życie i świat jest pełen bedgajów.
To nie narzędzia szatana, to dwunożne istoty z tej samej rodziny Homo habilis, przy czym wciąż tylko nieliczni stali się homo sapiens czyli człowiekiem myślącym. To brak myślenia wciąż utrzymuje wielu z nas w tym samym miejscu co wieki temu. W miejscu konieczności wojen religijnych, wojen plemiennych, barbarzyńskiej tradycji dla jakiej już dziś nie ma usprawiedliwienia. Kara śmierci poprzez zabicie kamieniami dla kobiety, którą zgwałcono? Naprawdę, nikt nie widzi tego, że tradycja zabija w nas ducha. We wszystkich, bo każda niemal tradycja ma mroczne praktyki. Czemu nie chcemy wzrostu ponad to. Skoro mój pra,pra,pra...pra dziadek musiał zabijać rywala, porywać mu samicę i dokonywać gwałtu aby mieć potomstwo, to czy ja nie mogę telefonicznie umówić się na randkę? A umawiamy się tak, prawda, więc czemu nie zmienimy wszystkiego co już nie ma żadnego absolutnie sensu. Skoro nie rozumiemy, że wiara; czysta wiara i brak krytycyzmu zabija w nas człowieczeństwo to taki stan rzeczy będzie trwał jeszcze długo.

Jakim człowiekiem trzeba być intelektualnie aby być przekonanym, że jeśli Bóg istnieje to chce kamieniowania, składania ofiar, palenia czarownic, śmierci pierworodnego i tych wszystkich niedorzeczności na przełomie życia wielkich kultur religijnych.
Naprawdę nikt z nas nie widzi, że jeśli Bóg o którym każdy z Was myśli, którego każdy z Was ma na ustach, jeśli ten Bóg istnieje to te wszystkie robione przez Was rzeczy w jego imieniu są niedorzeczne.
Nie widzi, bo człowiek lubi taki być. jednak prawda jest trochę smutniejsza.
Bóg tych trzech wielkich religii jest Bogiem złym, gniewnym, sam o sobie tak mówi, jest Bogiem mściwym, morderczym, fałszywym. I pamiętając o tym, kapłani waszej wiary tak właśnie was zindoktrynowali. Takich właśnie Was ulepili. Złych w środku poprzez swoją potulność i bezkrytyczne posłuszeństwo wobec Boga. I coś co jest największą pysznością; poprzez wiarę w to, że jesteście lepsi.
A więc już przy końcu mówię Wam, Bosko zdążajmy przeciw sobie wzajem.
Na klęczkach i po schodach grzesznicy. Nałożono wam okowy. Ludowi niedorzecznej księgi nałożono okowy fałszywych wartości i szaleństwa stłamszonego ducha winowajcy.
Macie się za lepszych bo poznaliście swego zbawiciela. Ale kto was wybawi od tego zbawiciela? Wydaje się wam, że trafiliście na wyspę wiary ale to wyspa fałszywych wartości. Uczycie się od swego boga tęsknoty za życiem pozaziemskim. Za jedynym istnieniem wartym ziemskiego życia czyli śmierci. I jeszcze głosicie wyższość tego nieba nad śpiewem ptaków, szumem morze, powiewem wiatru na czole. Więc czemuż to wciąż tutaj jesteście? Popieram waszą wolę odejścia od życia. Idźcie już od tego życia.
Życie chce krzyczeć, wznosić się, walczyć, pędzić. Wy chcecie lamentować tak mocno aby zlitował się nad wami jakiś gnom. I tylko na czworaka i po schodach. W bojaźni przed bogiem i diabłem. I w strachu przed grzechem. A ja powiadam wam; zatroszczcie się o swój koniec.
Niech będzie, że w chwili waszej najgorliwszej bezgrzeszności ale zatroszczcie się o swój koniec. Nie możecie? Tego też wam zakazano nakazując przy okazji fałszywych wartości? Obiecano wam wielką karę za taki czyn? Oczywiście, że tak. Gdyby każdy z was czym szybciej czmychnął do obiecanego raju, kapłani, którzy ulepili we własnych dłoniach wasze mózgi i co gorsza dusze, z których wyrwali pragnienia, nie mieliby co jeść ani pić. Dojne owce są im niezbędne. I pokorne psu pasterskiemu.

Kiedy mówiłem o sobie, że wychowywały mnie zwierzęta i zaglądam w twarz wszystkiemu co śpi, to nieco się uśmiechałem. Wydawać by się mogło, że to nadawanie pewnego smakowitego tragizmu postaci aby była ciekawsza. Nie wiem tylko skąd pomysł, że potrzebuję nadawać sobie owego rysu posępności i smutku. Zgubiłem się i gdy dorosłem uznałem, że już wszystko co we mnie jest, jest normalne i ułożone.
Wstałem z fotela, poszedłem przepłukać twarz. Obracam się w stronę lustra.
Patrzę na ten pysk, zbliżam się aby przyjrzeć oczom. Ale co można dostrzec odrębnego od pierwiastka ludzkiego w oczach, które widuje się każdego dnia.
Wracam do pokoju, fotel już zajęty przez kota. Kiedyś powiedziałem mu, że wiem kim jest.
Kucam, patrzy na mnie, zbliżam głowę do jego. Wpatrujemy się w siebie. Jego ślepia z zielonych stają się ciemne jak sadzawki bez dna. Złości się, chciałby zareagować w jakiś dziki sposób ale coś go powstrzymuje. Teraz tli się w jego oczach dziki ale stłumiony szał. Wyciąga głowę wpatrując się w moje ślepia z odległości dwóch centymetrów.
- I po co Ty właściwie żyjesz mój kocie? - pytam z czystej ciekawości, a on z tłumioną wściekłością przelizuje mnie po policzku, odwraca głowę i z pomrukiem kładzie się do drzemki – bez Boga, bez idei, bez planów. Jaki jest cel twojego życia? – chyba ma mnie gdzieś, tak jak cały świat. Zaistniał i leży sobie tutaj śniąc.


Zakładam buty i wychodzę. Jest chłodno ale chcę tylko coś sprawdzić więc nie potrzebuję kurtki. Odnajduję zagrodę ogrodową na osiedlu, w której pomieszkuje dosyć wściekły pies. Szczeka gdy słyszy mnie z ciemności. Staję przy ogrodzeniu, jego szczekanie zamienia się w nerwowy pomruk. Wyciągam rękę nad ogrodzeniem, staje na łapach i podkłada głowę pod moją dłoń. Przeskakuję płot i siadam na kamieniu, a on obok.
Dwie istoty zupełnie do siebie niepodobne. Bez celu, podczas jednej podróży. I stało się tak, że mogą się dotknąć, poczuć ciepło drugiego ciała, życie tętniące w sercu. Ich serca też biją. Tak jak i moje mimo, że nie mam celu. Ale żyję.


   Czy mnie zrozumieliście? Czy czujecie moją niemoc. Czy zrozumieliście mnie właściwie? Spójrzcie na ostatni obrazek przy tej opowieści. Nie jest bez przypadku. To Bogini. Ależ tak. Niestety zabita Bogini.


Teraz wyjaśnię to co nie do końca zostało wyjaśnione mojemu przyjacielowi. Ludzkość jest słaba, potrzebujemy symboli. Antyczni je mieli. Dużo piękniejsze niż dzisiejsze.


Dlaczego mityczni bogowie byli piękniej?. Bo to symbolika.

Mnóstwo symbolik politeizmu. Tutaj widnieje symbol zwycięstwa. To Nike z Samotraki. Według mnie jeden z najpiękniejszych symboli ludzkości.

Rozumiem, ze człowiek jest słaby, potrzebuje komuny, kultu, symboli. Dobrze. Mam wiec jedno pragnienie. Chciałbym ujrzeć ją na afiszach ludzkichi zamiast krzyża. Chciałbym aby zamiast krzyża wisiał jej wizerunek w aptekach, szkołach, wszędzie.

Chciałbym aby zamiast wielkich budowli bez kwiatów zaistniały małe budowle kultu. Kultu symboliki do którego ludzie chodziliby jak za czasów antycznych. Nike zwyciężała nie uginała karku. Potrzebowałeś wsparcia, mądrości. Pójdź do świątyni Ateny. Wróćmy do swoich przodków, wróćmy do swoich Bogów, powołajmy do życia piękne symbole. Wróćmy do zdrowia. Uzdrowmy człowieka.

Nie patrzmy już na hodowców i Bogów Jawhiwcznych.

 

Wyobrażilibyście  sobie kiedykolwiek, że człowiek zabije Bogów? Czyz nie tak sie stało?

Zabiliśmy Bogów mitycznych. Jesteśmy gorsi niż nam się wydaje.

Ale dobrze, kontynuujmy swe dzieło.

 

Zostało nam do zabicia jeszcze dwóch Bogów. Dwóch najgrożniejszych dla człowieka.

 

Inaczej się nie uratujemy.

 

PS.

Sądzicie inaczej? 

Przyjrzyjcie sie swoim braciom w wierze. Tak, tak to sa wasi bracia w wierze. 

Kim byli "pierwsi muzułmanie"? - według wielu historyków religii byli nimi adepci jednej z herezji judeo-chrześcijańskich, które pojawiły się po śmierci Chrystusa - wraz z narodzeniem się Kościoła - w łonie ugrupowania "ebionitów".

Islam uważa siebie jako prawdziwego spadkobiercę Abrahama - bardziej autentycznego spadkobiercę od żydów i chrześcijan, gdyż uznaje Mesjasza - potomka Abrahama, którego ci pierwsi odrzucili, a w odniesieniu do chrześcijan - islam, tak jak Abraham wyznaje "jednoosobowość" Boga.
Z tych właśnie względów: "podwójnego dziedzictwa" po Abrahamie i wiary przodków (ebionitów), muzułmanie czują się powołani do misji ustanowienia prawdziwego królestwa Bożego na ziemi, by w ten sposób zadośćuczynić Bogu za ten podwójny dług sprawiedliwości mu wyrządzony.


W odróżnieniu od innych, licznych herezji judeo-chrześcijańskich, w szczególności spirytualistów, którzy do judaizmu i chrześcijaństwa nie manifestowali wrogości a jedynie tylko dystans, ebionici o tendencji podobojowej przyjmowali w stosunku do nich pozycję napastliwą.
To właśnie ugrupowanie przyjmując w drugiej połowie VII wieku nazwę "islam", do dnia dzisiejszego trwa w opozycji w stosunku do żydów i chrześcijan.
Odwołania do Biblii są w koranie liczne: do Księgi Mądrości (psalmy, przypowieści, itp.), do reguł starotestamentowych (dotyczących pokarmów, ubioru, rytuałów, reguł religijnych itp.), proroków (Mojżesza, Eliasza, Zachariasza, itp.), patriarchów (Abrachama, Izaaka i Jakuba), którzy żyli prawie dwa tysiące lat przed Chrystusem, czyli około trzech tysięcy lat przed Mahometem i zaistnieniem islamu!
Jeśli chodzi o Jezusa i jego Matkę Maryję (dla muzułmanów arabskich "Aissa" i "Myriam") cytowanych często w koranie, byli oni bardzo dobrze znanymi postaciami w okresie "narodzin" islamu, bowiem Środkowy Wschód był wówczas już schrystianizowany od czterech wieków.
Islam, by wyróżnić się od dwóch wielkich religii istniejących wówczas na Wschodzie: judaizmu i chrześcijaństwa, by wykazać swoją wyższość, musiał głosić coś radykalnie nowego.
Analizując szczegółowo koran i całą tradycje muzułmańską nie sposób znaleźć coś naprawdę nowego.
Wprost przeciwnie: źródła te w sposób niezaprzeczalny ukazują swoje pochodzenie biblijne, tak nowo jak i staro testamentowe.

   To są Wasi bracia. Dzieci tej samej księgi. Nawet jeśli nie uznacie, że to ten sam Bóg, to musicie uznać, że to jego brat bliżniak. A horda szerząca mordy i zło w dzisiejszej europie to Wasi bracia w wierze.

Nawet jeśli odrzucicie ten fakt i stwierdzicie, że to inna wiara i inny Bóg to i tak zasadjość jest prosta. To ludzie religijni. To ludzie czyniący zlo w imię religii. Widzicie to na każdym kroku. Zawsze wrzeszczą, że Bóg jest wielki, wszystko usprawiedliwiają wolą allaha i slowami koranu.

Chcę abyście tylko ta jedną rzecz zrozumieli. Ta orgia zła, największa w historii ludzkości, każda orgia zła była spowodowana religią. Nie potrzeba kolejnego argumentu przeciw religii. 

Powody religijne przyniosły najwiekszą ilośc ofiar w historii ludzkości. Dają powód do zniewoleń kobiet, dzieci, innowierców. 

 

To wszystko każdego dzisiejszego dnia widać. Otwórzcie oczy, patrzcie co robią ludzie świętej księgi. 

Przyglądajcie się orgi zła.

Zaloguj się