Kim właściwie jest człowiek

Wszyscy wiemy jak amoralny aspekt ma deprawacja przez człowieka fauny i flory. Zanieczyszczenie, w stworzeniach morskich rtęć, a lądowych antybiotyki (tych które spożywamy)

Oraz eksploatacja życia zwierząt czyniąc im holocaust w imię hodowli aby zaspokoić nasza pazerność; i aby nas truć.

Pomińmy ten aspekt. Wszak ludzkość między innymi z powodu braku edukacji światopoglądowej i systemów czy to religijnych czy politycznych nam znanych lepsza nie będzie. Nie ma na to szansy.

W tych systemach nie ewoluujemy.
Lepsze będą tylko jednostki nie społeczeństwa, nie ogół, którym się steruje.

Gdyby ktoś nie wiedział o czym mówię niech zerknie do linku. To artykuł jako reakcja na lobby chrześcijańskie, które uznaje w roku 2019 weganizm za zło. https://www.poganin.eu/antyteizm/ciag-krotkich-mysli/mysl-54

 

Jednak może warto gdy nie jesteśmy gotowi na etyczny aspekt odrzucenia pokarmu z zabijania zwierząt, skupić się na zwyczajnie zdrowotnym. Oraz powiedzieć sobie o nas prawdę tak groliwie ukrywaną aby jak najdłużej sprzedawać nam tani w produkcji produkt. 

 

Można chcieć zdobyć wiedzę i samemu się zastanowić co jest logiczne, choćby pod kątem pieniędzy.
No właśnie, pieniędzy.

Wszak zdrowego ciała się nie leczy, wszak życie zwierząt jest tanie aby móc na nim zarabiać.
Czyż nie zaskakującym jest fakt, że wszelkie diety, bądź ośrodki leczenia cukrzyc, czy raków, etc są sponsorowane głównie przez producentów nabiału, mięsa, itd?
Przecież to tak jakby organizację przeciwdziałaniu alkoholizmowi sponsorował producent wódki.

Jesteśmy eksploatowani w nieco inny sposób niż zwierzęta przez olbrzymie korporacje hodowlane.
Ponadto po tym jesteśmy eksploatowani przez farmację; lek na wszystko tylko nikt nie bada przyczyny i żadna farmacja nie mówi aby zająć się przyczyną.

Aby farmacja miała racje bytu musi istnieć przyczyna i choroba. Musi. Więc trzeba dać człowiekowi przyczynę; zatruć go możliwie najmocniej.

Lobby hodowców jest w każdym rządzie dlatego też narodowe ministerstwa zdrowia nie mówią o rezygnacji z nabiału czy mięsa. I wszyscy się na to nabierają.

 

Zaskakująca jest też agresja ludzi, którym mówisz, stary zmień dietę dla własnego zdrowia. Nie chcesz mu sprzedać tony marchewki ani nawet kilograma jabłek ale jesteś wrogiem. Nie tylko nie zbadają sprawy lecz zasypia cię wyssanymi z palca, tworzonymi na potrzeby gruntowania mitu o niezbędności mięsa w ludzkiej diecie argumentami.

Argumentami które są fałszywe, niezgodne z prawdą i są jedynie marketingiem. W wystarczy tylko zatroszczyć się o właściwe paliwo dla ludzkiego ciała. Zrobić eksperyment.

 

Warunkowanie kulturowe jest tak silne, że człowiek trzyma się rękami i nogami swoich nawyków. A przecież wystarczy rozejrzeć się dookoła aby zobaczyć jak ludzkie ciała są zdegenerowane i ile jest chorób i dolegliwości. To jest podobne religii; nikt nigdy nie widział boga ale wciąż klękamy. Nie potrzebujemy dowodów, chcemy żyć w tym przekonaniu.

Tak jak w przekonaniu konieczności spożywania mięsa. Skoro robimy to od wieków, to przecież nie możemy się mylić. Żyjemy.
A co gdybyśmy od wieków jedli rośliny? Może żylibyśmy lepiej, dłużej, silniej, mocniej. Bez tylu chorób. Bez psucia własnego organizmu.

Jesteśmy eksploatowani jak zwierzęta; mamy spożywać truciznę bo to ogromny rynek, a człowiek jest podatny na zapach KFC i batonika mlecznego. Łatwy cel; słabości ludzkie.

A później jesteśmy utrzymywani w stanie agonii jak najdłużej aby jak najdłużej wykupować wszelkie lekarstwa. Zdrowy przecież nie potrzebuje pigułek i lekarzy. Tak samo jak zdrowy duch nie potrzebuje religii.
To wszystko to są produkty za które mamy płacić. Liczy się tylko pieniądz, czy naprawdę uważacie, że ktoś kto coś produkuje bądź oferuje robi to altruistycznie?

Jego zadaniem jest sprzedać nam produkt za wszelką cenę. Za cenę prawdy o nim. Prawda sie nie liczy. Liczy sie zysk.

To truizm przecież ale i tak w jakiś dziwny sposób wierzycie w czyste intencje producentów.

 

Nikt jednak nam nie mówi, sięgnij do przyczyny; zmień paliwo bo daleko nie zajedziesz skoro jadąc na nim i tak jesteś w takim stanie.

To nie przepychanka na argumenty; przecież nikt nie musi was przekonywać do bycia zdrowszym abyście musieli zakrzyczeć każdego. I to nawet nie z powodu takiego, że produkujecie mięso i żyjecie z jego sprzedaży lecz takiego, że jesteście niewolnikiem przyzwyczajeń i nie jesteście w stanie ewoluować. Jesteście na to zbyt leniwi.

Wystarczy jedynie zebrać alternatywne od wciskanych nam przez marketing mięsny, nabiałowy, farmaceutyczny czy też lekarski, sponsorowany przez producentów żywności, materiały aby być może zadać sobie pytanie; co jest właściwe dla mojego ciała i dlaczego.

Więc nie oburzajcie się, bo nie mam czasu na przepychanki z zaciekłymi, którzy twierdzą, że człowiek jest drapieżnikiem (gówno prawda), że musi jeść mięso bo ono daje siłę (gówno prawda), że pewna grupa krwi musi jeść mięso (gówno prawda) i tak dalej.

Nie sprzedaję wam mleka owsianego aby zależało mi na tym. Notabene człowiek który wynalazł zdrowy substytut jajka miał groźby śmierci od ludzi związanych z przemysłem jajecznym.
Tak to działa. Jesteśmy tylko konsumentem który ma kupować produkt. Cała reszta to marketing który sprawi, że go kupimy.

 

Ktoś kto ma otwarty umysł chętnie zdobędzie wiedzę nawet jak jest tradycjonalistą; inni odrzucą bo jest im dobrze jak jest i wiedzą, że nie potrafią ewoluować.
Patrząc na ostatni czas ludzkości, czyli na holocaust zwierząt hodowlanych, które to hodowle ocieplają planetę dużo bardziej niż przemysł transportowy i rujnują człowieka w środowisku całkowicie zdegenerowanej moralności, to na szczęście gatunkowi ludzkiemu nie zostało i tak dużo czasu.
Ludzie, jak to powiedział jeden ze znajomych, zasługują na wszystko złe co im się przytrafi. Zgadzam sie z tym.
Jesteśmy niszczycielem tej planety i życia, a część z nas jest niszczycielem własnego gatunku i robi to w sposób wyrachowany i bezkompromisowy. Reszta to wyznawcy. Jak w religii.

 

Musimy zrozumieć, że bez względu na Waszą wiarę, to nie Wasi bogowie wydają świadectwo o nas lecz nasze czyny. To jak postępujemy wobec współmieszkańców tej planety; wobec innych istot żyjących.

Tylko to ma znaczenie, nie ilość modłów i składanie ofiar, zarzynając w strachu i bólu zwierzę.
I nie nasza wybujała wyższość nad zwierzętami. Nie jesteśmy koroną stworzenia, jesteśmy rakiem tej planety.

"W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byście to chcieli teraz dowodami obalić?" Fryderyk Nietzshe

 

Z dietą jest jak z religią i polityką; potrzebuje ona wyznawców, a nie wyborców. Nie masz wyboru, masz podaną jedną konkretną prawdę, a odstępstwo od niej jest niewłaściwe. Resztę załatwia propaganda. A wszystko to ma na celu sprzedaż produktu.

Reasumując. Człowiek nie jest mięsożercą, ba, człowiek nie jest nawet wszystkożercą. To, że wrzucamy w siebie wszystko jak do kubła na śmieci nie sprawi, że nasze ciało będzie zadowolone. I ten fakt, nie świadczy o tym, że to jest właściwe skoro i tak wrzucając w siebie wszystko, jednak jakoś żyjemy.

Nasze ciało musi walczyć z tym co niewłaściwego w siebie wrzucimy. I walczy bardzo mocno, bardzo mocno degradowane niewłaściwym paliwem.
Anatomicznie jesteśmy roślinożercami i nasze chęci i sympatia do golonki tego nie zmienią.

Skoro powszechnie twierdzi się, że człowiek jako gatunek jest mięsożercą i do tego przez naturę jest predestynowany do tego, to dlaczego nie jemy surowego mięsa?
Dlaczego je musimy przetwarzać aby nam smakowało? Gotować, suszyć, smażyć. I jeszcze przyprawić. To przyprawy nadają smaku.
Dlaczego nie zanurzamy twarzy jak każde mięsożerne zwierze w otwartej świni i nie zjadamy wszystkiego jak leci. Wszak tak właśnie postępuje mięsożerca.
Dlaczego większość z nas wybrzydza gdy czuje w kiełbasie chrząstkę. A nawet się wzdryga. Dlaczego pytacie w rzeżni czy ta szynka jest chuda?
Wszak zaprojektowany mięsożerca nie zwraca na to uwagi, ba wcina wszystko, oblizując się.
Człowiek jako gatunek tego nie robi, bez względu czy niektórzy z ludzi są takimi "hardcorami" i zjadają oczy czy też kiszki nie wypatroszone jak przystoi mięsożercy.
Mówimy o zaprojektowanym gatunku. Mówimy o wszystkich bez wyjątku.

Ponadto dlaczego oblizujemy się gdy wrzucamy do blendera owoce lub warzywa. Zapach pobudza nasze zmysły, rozkoszujemy się pysznym płynem.
Czy reagują nasze zmysły tak samo jak wrzucicie do blendera ryby całe, myszy, żaby? Czy czasem nasza twarz nie wykrzywia się w kontorsji obrzydzenia? I musielibyśmy być zmuszeni aby to wypić, a po wypiciu zareagowalibyśmy wymiotami.
Dlaczego skoro natura niby ukształtowała nas jako mięsożerców. Dlaczego więc nasze ciało, najpierw nasz wzrok i mózg reagują obrzydzeniem, a póżniej organizm wyrzuca z siebie to wszystko. Przecież mięsożerny gatunek nie ma z tym problemu.
Jeśli dalej uważacie, że jesteśmy mięsożercami, róbcie gościom swoim koktail z żab, ryb zmielonych albo podawajcie na stół otwarte zwierze niech się posilają.
Zobaczymy ilu wróci do was w gości i ilu zanieczyści kibel.
Marny z nas mięsożerca. Powiedzialbym, że jakiś taki delikatny, wybredny.

Taki ...udawany.

 

Gdyby ktoś chciał stwierdzić, że o ile natura nie przystosowala nad do bycia drapieżnikiem anatomicznie (szybkość, siła, paznokcie zamiast pazurów, brak zębów do rozszarpania) ale dała nam mózg, który czyni z nas doskonałego drapieżnika, to napomknę tylko, że ten mózg jest ostatecznym dowodem na to, że jesteśmy roślinożerni.

Dlaczego? Czym żywi się ludzki mózg? Czego potrzebuje? Nasz mózg wprost pragnie glukozy. To bardzo wybredny organ. Energię pobiera tylko z glukozy (Glukoza to cukier prosty, który jest podstawowym źródłem energii w organizmie człowieka.) W mięsie jej nie ma. Więc skoro natura niby robi z nas mięsożerców to dlaczego tak ważny organ potrzebuje jedynie owoców?

Gdyby ktoś chciał powiedzieć, że to narzędzia czyli wytwór naszego umysłu czynią nas doskonałym drapieżnikiem to musi zrozumieć, że natura nigdy nie projektuje na przyszłość.

Nie tworzy drapieżnika pod warunkiem, że będzie on skuteczny gdy nauczy sie wytwarzać narzędzia, a do tego czasu lepiej aby łapał kuropatwy i zające i schodzil z drogi wilkom.

Natura nie tworzy mięsożercy z zamysłem. Nie mówi nam, mięso jest twoim pokramem ale zacznie Ci smakować dopiero jak nauczysz się je suszyć, opanujesz ogień aby ugotować czy usmażyć. No i jak wynajdziesz przyprawy to wtedy naprawdę Ci posmakuje.

Natura tworzy roślinożercę, któremu owoce smakują od razu bez doprawiania, bez konieczności przetworzenia.

Nasze zęby to żeby roślinożercy, zarówno nasza żuchwa. Nasz przewód pokarmowy o dlugości 15 metrów to przewód roślinożercy. Drapieżniki mają przewód pokarmowy ponad 3 razy krótszy. Nie mamy wystarczająco mocnych kwasów żołądkowych jak mięsożercy.

No i wzrok. Mamy wzrok trójchromatyczny. Mamy wzrok przystosowany do rozpoznawania kolorów aby umieć rozpoznać owoce, owoce dojrzałe od tych niedojrzałych, aby umieć je dostrzec. Mięsożercy mają wzrok dwuchromatyczny. Nie muszą rozpoznawać odcieni.

Również nasz organizm nie wytwarza witaminy C, ktorą pozyskujemy jedynie z roślin.

 

Co do wartości odżwywczych. Po pierwsze energii nie daje białko (kolejny mit) lecz głównie węglowodany w formie glikogenu. To on magazynuje się w mięśniach.
Jeśli poświęcisz kalorie z węglowodanów na rzecz kalorii z białek, doprowadzasz do ciągłego wyczerpania się nagromadzonego glikogenu.
Rezultatem jest ciągłe zmęczenie i brak energii.

Za tym mitem o sile mięsa stoi XIX wieczny chemik Liebig. To on wysnuł w 1850 roku teorię, że siła mięśni zależy od białek zwierzęcych i że wegetarianie nie są zdolni do długiego wysiłku.
Stały się te poglądy bardzo powszechne, zaadoptowane nawet do departamentów żywienia i rolnictwa.
Zanim nauka udowodniła fałszywość tych wierzeń, ugruntowało to nam świadomość, czego dowodem jesteś np. Ty.


Mięśnie glównie napędzane są przez węglowodany dostępne w roślinach.

Gdy spożywasz rośliny zamiast mięsa Twoje pokłady energii wzrastają, a poziom żelaza i witamin są na wysokim poziomie. Stajesz się wydajniejszy i silniejszy. Twoja krew jest czysta, bez tłuszczu. 

Największym błędem żywieniowym sportowców jest założenie, że potrzebujemy białek zwierzęcych, szczególnie mięsa, by rosnąć, być silnym i wytrzymałym. To po prostu nie jest prawda.
Wszystkie proteiny które spożywasz z mięsa pochodzą z roślin, które zjadło zwierze.
Wszystkie proteiny są wytwarzane w procesie chemicznym przez rośliny. Zwierzęta są tylko pośrednikami.


Największe badanie porównujące poziom odżywienia mięsożerców i roślinożerców wykazało, że przeciętny weganin dostarcza sobie wystarczającej ilości białek, a nawet o 70% więcej niż mięsożerca.
Nawet mięsożercy, którzy polowe białek pozyskują z roślin są w stanie dostarczyć ich zaledwie w połowie potrzeb.

Szklanka gotowanej soczewicy albo kanapka z masłem orzechowym zawiera tyle protein ile 85 gram wołowiny lub 3 duze jajka.
Jeśli chodzi o jakość protein!
Białka to łańcuchy aminokwasów. Część z nich nasze ciala nie są w stanie wytworzyć ale są one konieczne musimy pobierać je z pożywienia.
Przyjęty jest mit, że białka zwierzęce są lepsze bo te pochodzenia roślinnego są niekompletne i że nie dostarczą nam wszystkich aminokwasów.
Tylko, że to nieprawda.
Każda roślina zawiera wszystkie potrzebne nam aminokwasy tyle, że w różnych proporcjach.
Nie dość tego. To nie jest proces długotrwały. To co zjadamy ma natychmiastowy wpływ na nasze ciało.
Istnieje bezpośrednia zależność między posiłkiem, a działaniem śródbłonka, czyli wyściółką naczyń krwionośnych. Ona reguluje przepływ krwi w całym organizmie. Zwiększa dopływ krwi wtedy i tam gdzie jest potrzebny, np. podczas wysiłku
Gdy jest on uszkodzony, nie może się otworzyć. Nie umożliwi więc większego przepływu krwi.


Posiłek z białka i tłuszczu zwierzęcego otłuszcza krew natychmiast. Posiłek z białka i tłuszczu roślinnego tego nie robi.
Wykazuje to proste badanie krwi. Krew roślinożerców jest czysta od tłuszczu. Krew mięsożerców już po dwóch godzinach wskazuje w probówce tłuszcz. Widoczny choćby gołym okiem.
Więc jeśli jesz mięso na śniadanie, produkty odzwierzęce na obiad i kolacje to cały czas napełniasz się zwierzęcym tłuszczem, który ma olbrzymi wpływ na funkcjonowanie śródbłonka przez sześć do siedmiu godzin po posiłku.
Twoja krew ciągle jest mętna.

Są również olbrzymie badania mówiące o tym jak odwrotnie działa dieta roślinna.
Poprawia ona działania śródbłonka i zwiększa się przepływ krwi.
W praktyce to wygląda tak, że wypicie szklanki soku z buraka przed treningiem umożliwia jazdę na rowerze dłuższą o 22 procent (mówimy o sportowcach) oraz wyciskanie o 19 procent większego ciężaru.
Nie dość tego. Regeneracja organizmu na diecie roślinnej jest na wysokim poziomie.


I wracając do białek. Białka są ważne ale okazuje się, że nie są aż tak ważne jak to skąd je pozyskujemy.
Białka roślinne czy zwierzęce. I dochodzimy do sedna.
Która grupa białek pomoże ciału zwalczyć stan zapalny i zregenerować się (pomijając już przyrost wytrzymałości i siły większy od białek roślinnych)
W produktach zwierzęcych występuje białko otoczone molekułami powodującymi stan zapalny, endotoksynami i żelazem hemowym. Gdy spożywamy te produkty zwierzęce, zmienia się także nasz mikrobiom, rodzaj bakterii żyjących w naszych jelitach. Zwiększa się liczba tych powodujących stan zapalny, produkują się mediatory zapalenia, jak N- tlenek trimetyloaminy.
W praktyce wychodzi na to, że jeden hamburger zaburza przepływ krwi i może on zwiększyć stan zapalny o 70%. Stan zapalny w naczyniach krwionośnych ogranicza przepływ krwi.
A w mięśniach i stawach natomiast zwiększa ból i spowalnia regenerację.

Spożywając natomiast białko roślinne, otrzymujesz je w pakiecie z antyoksydantami, fitochemikaliami, minerałami i witaminami, które to zredukują stan zapalny, zotymalizują twój mikrobiom, dopływ krwi oraz wszelkie funkcje organizmu.
Antyoksydanty występują niemal wyłącznie w roślinach. Produkty zwierzęce zawierają ich średnio 64 razy mniej!
Zmierzamy do tego, że nawet sałata lodowa ma więcej antyoksydantów niż łosoś czy jajko.A oznacza to, że wybierając diete roślinną pomagamy zredukować stan zapalny o średnio 29 % w zaledwie trzy tygodnie.

 

Według powszechnej opinii soja zawiera dużo estrogenu. Że jej spożywanie podnosi poziom estrogenu. To jest jeden z kolejnych bastionów mięsozerców przeciw weganom. Tylko, że to mit.
Soja zawiera fitoestrogeny. To związki przypominające estrogen ale działające zupełnie odwrotnie.
Blokują receptory estrogenu i zapobiegają przyswajaniu estrogenu z żywności.
Natomiast prawdziwy estrogen zawiarają produkty zwierzęce , w tym kurczak, jajka czy nabiał.
I to one mogą mieć duży wpływ na poziom naszych hormonów.
Picie krowiego mleka może podnieść poziom estrogenu u mężczyzn o 26% w ciągu godziny, jednocześnie obniżając poziom testosteronu o 18%.

Innym hormonem ściśle powiązanym z dietą jest kortyzol, hormon stresu łączony z obniżeniem masy mięśniowej i wzrostem tkanki tłuszczowej.
Według badań na osobach które zmieniły produkty zwierzęce na roślinne o wysokiej zawartości węglowodanów, obniżyły swój poziom kortyzolu średnio o 27%.
Nie mówiąc już o tym, że badania snu na grupie mężczyzn i erekcji podczas snu udowodniły, że erekcje po posiłku roślinnym są od 300 do ponad 500% częstsze niż po posiłku zwierzęcym. I dłuższe.

Międzynarodowe badania nad przetworzonym mięsem udowodniły, że jedna porcja takiego mięsa zwiększa ryzyko raka okrężnicy lub odbytu o 18%.
Przetworzonym mięsem są między innymi parówki, bekon, kiełbaski, szynka, mielonka, wędliny.
Przetworzone mięso dziś jest zaliczane do pierwszej grupy rakotwórczej jak papierosy, azbest i pluton, a czerwone mięso zalicza się do drugiej.

Cukrzyca, artretyzm, choroby serca, demencja, , otyłość, nowotwory powodują 70% wszystkich zgonów. Wiadomo, że te 70% zgonów i zachorowań jest związanych z trybem zycia i dietą.
W stanach większość dzieci dziesięciolatków ma otłuszczone tętnice co jest pierwszym krokiem do miażdżycy powodującej zawały serca i udary.

Powszechnie już mówi się w środowiskach naukowych iż złe odżywianie ma gorsze konsekwencje niż palenie.

"Gdybym miał przekazać jedną wiadomość ludziom szukającym przyczyn cukrzycy i zatkanych tętnic, podwyższonego ciśnienia i otyłości powiedziałbym im trzy słowa; to przez jedzenie.
Cukrzyca nie jest powodowana dietą bogatą w węglowodany i cukier. Powodem cukrzycy jest dieta, która otluszcza krew. Typowa dieta oparta na mięsie i produktach odzwierzęcych.
Gdy przyjrzeć się komórkom mięśniowym widać, że obudowują się cząsteczkami tłuszczu, które powodują insulinoodporność. To oznacza, że naturalny cukier z pożywienia nie może dostać się do właściwych komórek. Zatrzymuje się we krwi i to właśnie jest cukrzyca." 


Ludzie myślą, że cukrzycę powodują węglowodany. Ostatnie badanie na 500 000 osób dowiodło, że stosunek węglowodanów do cukrzycy jest odwrotnie proporcjonalny.
Czyli im więcej węglowodanów ludzie jedli, tym rzadziej chorowali na cukrzycę. Mięso z kolei miało silny związek. Mówiąc prostym językiem; skrobia i węglowodany są zdrowe.
Pogląd, że tyje się od węglowodanów jest absurdalny. Węglowodany same nie powodują nadwagi. W mięśniach i wątrobie mamy nośniki na węglowodany zwane glikogenem. Gdy jemy węglowodany przechowujemy je bądź spalamy. Natomiast tłuszcz idzie prosto do komórek tłuszczowych. Organizm nie zamienia węglowodanów w tłuszcz, chyba, że przesadza się z kaloriami.
Ma się bardzo duże ryzyko raka i prawie na pewno zachoruje się na cukrzycę przy tego typu diecie.
Gdy jemy ciastko, zjadamy mnóstwo masła i tłuszcz. I to one powodują, że tyjemy. Chodzi o tłuste pokarmy, a nie te słodkie.
Nie zmienia to faktu, że cukier nie jest zdrowy. To puste kalorie. Jednak nie powoduje natychmiastowego stanu zapalnego. Nie od razu tworzą się blaszki w żyłach. Spalimy go lub przechowamy jako glikogen. Całą uwagę przywiązuje się do cukru i zapomina o mięsie, nabiale, jajkach." Doktor Neal bernard

 

Jesteśmy w praktyce mięsożercami gdyż ekspansja na tereny mniej żyzne i przyjazne rolnictwu i zbieractwu wymusiła na nas korzystanie z powszechnego pokarmu na niemal każdym zakątku ziemi. I to w dadatku w przypadku hodowli niezywkle łatwego i mniej pracochlonnego.

Uprawy to cieżka praca w ziemi dla ludzi bez maszyn, hodowla to siedzenie na kamieniu i doglądanie setek pasących się zwierząt. Są w zasadzie samowystarczalne. Są produktem, który nie wymaga żadnej niemal energii.

To nasze lenistwo i wszędobylskość sprawiły, że zabiliśmy w sobie roślinozercę i nie przeszkadza nam zabijanie zwierząt na pokarm. Zniszczyliśmy swoją moralność wmawiając sobie, że tacy jesteśmy z natury. Że tacy być musimy aby przeżyć. Cieżko z tym dyskutować.

To największy fałsz naszego gatunku.

I mimo, że dzis to wiemy to wielki przemysł nie pozwala nam zmierzyć się z tą prawdą. Walczy o potężne pieniądze zarabiając na holocauście zwierząt. Czynionym dla wmawianego nam apetytu.

 

Światopoglądowo jesteśmy pazernymi mięsożercami, ciałożercami, a religijnie jesteśmy koroną stworzenia. Ponieważ religia deprecjonuje życie zwierząt to po drodze jej z lobby hodowlanym. A, że religia czyli słowo boga i kapłana jest najważniejszym co może przyjąć wyznawca czyli motloch to religia opłacana przez przeróżne lobby utrzymuje nas w krwiożerczości. Dlatego kapłani religijni są orędownikami bestialstwa wobec zwierząt. Bo kapłan religijny jest amoralny i czerpie z tego zyski, a że kaplan dla wiernego ma zawsze rację to i chętnie o tym mówi. Życie zwierząt jest tanie w utrzymaniu, a niesamowicie dochodowe w sprzedaży ich ciał. I to jest część współczesnej ofiary kapłana. Niegdyś zwierze na ołatrzu, dziś ciało zwierzęcia zamienione na pieniądz jako lapówka hodowców i przemysłu futrzarskiego.

Dlatego słyszymy tego typu absurdy płynące od orędowników religii, że weganizm jest zły i antychrześcijański. Mówią to po to aby byli mięsożerni i aby nie przyszlo im do głowy chcieć być lepszymi i mieć umiar. Dlatego też lobby religijne choćby w Polsce ma swój udzial a obozach zagłady dla zwierząt jak fermy futrzarskie. Mamy tekstylia, nie musimy ubierać się w futra ale wciąż obdzieramy zwierzęta ze skóry, trzymając je w klatkach zadając ból i strach. Z wielkimi ideałami chrześcijańskimi na ustach. Ale przecież to nie grzech.

A weganizm jest starszy niż mięsożerstwo. Ta symbioza panowała między innymi dawno temu. U Eseńczyków, którzy przez weganizm byli tak zwanym wiecznym rodem, czy w słowach Sokratesa, który nam mówił; nie mówcie o dobrze i miłości podczas gdy macie martwe zwierzęta na talerzu.

Ale my cywilizacyjnie jesteśmy glupsi od dawnego Sokratesa. Nie bez powodu chrześcijaństwo cofneło rozwój o dwa wieki, a zatrzymalo o naście. Wszelka myśl filozoficzna została pogrzebana. Powstala jedynie filozofia chwaląca chrześcijaństwo i samo chrześcijaństwo, jako wytwór tyranii i propagandy kościoła katolickiego. I które wbrew uplywajacego czasu i postępu technologicznego uczynilo z tego swiata płonące zgliszcza. I takie chce pozostawić.

Za tym stoi lobby religijne i hodowlane. Za tym stoi czlowiek bez umiaru; niegdyś kapłan i władca chcący ucztować. Dziś już każdy. Świat stał się zdegenerowany i konsumpcyjny.

(proponuję artykuł https://www.poganin.eu/antyteizm/swiat-na-opak)

 

    Tutaj wróćmy zatem do meritum; skoro jest już faktem, że przetworzone mięso powoduje raka i jest w tej samej grupie co np papierosy to dlaczego nie zabrania się jeść mięsa dzieciom? Palenia zabrania się osobom poniżej 18 roku życia.

Mimo, że początek badań nad szkodliwością mięsa siega niemal pół wieku to informacje te są skrzętnie ukrywane i bojkotowane. Nawet związek do walki z rakiem nic o tym nie mówi. Nie tylko nie mówi ale wręcz zaleca dietę bogata w produkty z pierwszej grupy rakotwórczej!.

 Średnio licząc około 75% spoleczeństwa odżywiajacego się według współczesnego stylu ma choroby wynikłe właśnie z tego.

Jest to wręcz epidemia spowodowana dietą i trybem życia. Cukrzyca, artretyzm, choroby serca, demencja, otyłość, nowotwory powodują 70% wszystkich zgonów. Przy czym wiemy, że te 70% zgonów i zachorowań jest zwiazanych z trybem życia i jest do uniknięcia.

W stanach większość już dziesięciolatków ma otłuszczone tętnice co jest pierwszym krokiem do miażdzyćy powodującej zawały serca i udary.

Błędnym medycznym modelem jest skupianie się na leczeniu chorych, a nie wspieraniu zdrowych aby nie chorowali. Przy czym trzeba uświadamiac ludzi, że złe odżywianie ma gorsze konsekwencje niż choćby palenie papierosów.

Dzisiejsze badania wprost nam mówią, iż skrobia i węglowodany są zdrowe. Pogląd, że tyje się od węglowodanów jest absurdalny. Węglowodany same nie powodują nadwagi. W mięsniach i wątrobie mamy nośnik na węglowodany zwany glikogenem. Gdy jemy węglowodany przechowujemy je, bądż spalamy. Natomiast gdy jemy tłuszcz idzie on prosto do komórek tłuszczowych. Nasz organizm nie zmienia węglowodanów w tłuszcz chyba, że przesadza się mocno z kaloriami. 

Musimy zdawać sobie sprawę, że jeżeli jecie ciastko  to dlatego, że kusi nas jego słodycz ale w tym ciastku jest mnóstwo masła lub innego tłuszczu. I to przez ten tłuszcz tyjemy. On prowadzi do cukrzycy. Chodzi o tłuste pokarmy, a nie o słodkie.

Cukier nie powoduje też natychmiastowego stanu zapalnego. Nie od razu tworzą się blaszki w żyłach. Gdy jesz cukier organizm przechowa go w większości jako glikogen lub spali jako kalorie. Całą wagę przywiązuje się do cukru i zapomina o mięsie, nabiale, jajkach. 

Według danych jeśli dziecko zachoruje na cukrzycę skróci mu to życie o jakieś 19 lat. 

Według większości badań jedna porcja przetworzonego mięsa zwiększa ryzyko cukrzycy o 51%. Związek między jedzeniem mięsa, a cukrzycą na dziś dzień jest niepodważalny.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Osobiście jestem weganem. Czuję się lepiej niż wtedy gdy jadlem mięso. Mięso dla mnie nie istnieje. 

Masa sportowców ekstremalnych to weganie. Najsilniejszy czlowiek na świecie, jedyny facet który pokonal w ringu Mcgregora, wspinacz freesolo, najabrdziej utytuowana kolarka drużynowa, itd.

Każdy kto mówi wam, że nie jesteście w stanie z roślin dostarczyć swojemu organizmowi wystarczającej energii kłamie. Udowadniam to ja każdego dnia jak i masa innych ludzi. I najsilniejsze stworzenia na ziemi; roślilożercy. 

 

 

 

Zaloguj się