esencja

Religia zaczyna się od urojenia i pogłębia w ludziach te właśnie urojenia. Sprawiając, że mimo upływu czasu, rozwoju technologii i świadomości ogólnej, uważamy, że śmierć jakiegoś zwierzęcia poprawi nasz los. Co gorsza też uważamy, że jakaś najwyższa istota, która jest za nasz los odpowiedzialna chce właśnie tej śmierci. Więc skoro uznajemy to za dobry i słuszny pomysł, to wiara w taką istotę - z założenia wyższą od nas, co jest groteskowe skoro chce ofiar i krwi - stawia nas najniżej w ewolucji.
Religie więc udowadniają, że człowiek i tylko człowiek potrafi spaść niżej od zwierzęcia.

 

Zatem nie dość tego, że budujecie sobie autorytety, które są zdegenerowane moralnie jak bóg Jahwe, Mojżesz czy tam Jezus Chrystus to jeszcze uznajecie te ich "prawdy" jak i postępowanie za dobre i moralne gdyż jesteście tak samo moralnie zdegenerowani. Ta opcja, ten poziom nauk i nakazów wam pasuje. Nie bez powodu wybieracie sobie tego typu autorytety. Człowiek myślący i dobry odrzuci te prymitywne szroty boskie i nie będzie czynił bólu i śmierci z prostego powodu; gdyż żadna istota i człowiek tego nie chce. To jest naturalne. To choćby wynika z idei życia. Samemu do tego można dojść już w dość młodym wieku.
Ale religia nie pozwala wam do tego dojść. Ona wręcza wam brudną i ostateczną "prawdę" która w dodatku nie może być podważona gdyż byłoby to bluźnierstwem karanym w tej "miłosiernej" religii śmiercią. I w ten sposób z czegoś co miałoby szansę zostać ukształtowane w wyniku obserwacji do bycia dobre, stajecie się jedynie wykonawcami zdegenerowanego autorytetu, który zbudowany jest tak naprawdę na wybijaniu masowo innych ludzi jak i składaniu zwierząt na ofiarę dla niby dobrego boga, który uwielbiał czuć woń spalonego mięsa. I to jest koniec dla was. Jesteście bezmyślnymi wykonawcami woli pradawnych bóstw.

 

Przyjęliście więc psychopatycznego boga Jahwe na swego boga ojca ale dostaliście już łagodniejszego Jezusa Chrystusa aby trochę odciąć się od starego mordercy i głównego destruktora. Jezus ma was odciąć od niego aby wasza idea wyglądała lepiej. Łagodniej. Mimo, iż wasza idea zaczyna się od najobrzydliwszego czynu czyli pozwolenia na zabicie własnego dziecka dla waszego szczęścia. Cóż za potworność. Wasza religia, wasza myśl, wasza idea zbudowana jest na ofierze z człowieka. Okazuje się, że bez ludzkiej ofiary nie można zaznać szczęścia. Ba, nie tylko nie można ale sam najwyższy bóg - wszechmogący - nie jest w stanie dać nam szczęścia bez zabicia własnego syna. To nie tylko absurd ale i zwyczajna potworność.
Dostaliście więc tym podłym aktem swojego zbawiciela, który przez okres czterdziestu dni ze swojego życia stał się nagle najwyższym dla was autorytetem. I przyjmujecie jego nauki za coś niesamowicie odkrywczego podczas gdy to zwykła paplanina, udekorowana pierdoleniem dla biednych i naiwnych. I mentalnie ułomnych. Po części tylko wartościowa plagiatując coś co już oświadczyli wcześniej filozofowie.
I obarczacie cały świat tą oczywistością jako coś co odkrył właśnie niby on i dzięki niemu w ogóle możemy to wiedzieć i do czego powinniśmy całe życie dążyć.

 

Chcemy uchodzić za koronę stworzenia, za światłych i humanitarnych; za godne dzieci jakiegoś boga, a w laboratoriach zadajemy wyrachowany ból niewinnym, czującym istotom uznając to za moralne gdyż nasz gatunkowy egoizm tak twierdzi. Ten egoizm w zasadzie wynosi i utrzymuje urojenie religijne; bo sam ten egoizm również jest urojony. I to wina religii bo przecież nikt inny oprócz boga nie mógł nam powiedzieć, że jesteśmy jego dziełem, że jesteśmy jedynie istotni, że zwierzęta mają się nas bać (tak ogłasza bóg wszystkich trzech religii monoteistycznych)
I przekonanie religijne nie pozwala nam zauważyć, że jesteśmy tylko prymitywnymi mordercami, niczym więcej. Że dla satysfakcji mordujemy inne istoty, nazywając się przy tym uduchowionym. I publicznie nazywając to wartościami. Człowiek, który myśli samodzielnie i obserwuje, wie - musi wiedzieć -że nie ma niczego co mogłoby świadczyć o naszym większym prawie moralnym do życia od innych stworzeń.
Okazuje się, że w jakiś dziwny sposób to co sprzyja ludzkości, nawet jeśli to sadyzm i holocaust zwierząt, jest moralne i właściwe. A etyka krzyczy nam w twarz; jeśli nauka nie może obejść się bez torturowania zwierząt, powinniśmy obejść się bez nauki!
Ale my nie uznajemy etyki gdyż do niej nie dorośliśmy. Jesteśmy przerażonymi naszą miałkością w skali kosmosu (stąd bogowie i życie po śmierci), zabobonnymi, najdzikszymi zwierzętami nie wartymi żadnej łaski. Podczas gdy mamy o sobie jak najlepsze mniemanie. Urojone jak i cały bóg.

 

Chrześcijaństwo i oczywiście nie tylko chrześcijaństwo ale o nim mówimy bo to ono jest problemem w moim kraju, jest religią totalnie narcystyczną. Cechuje was wręcz egoizm kosmiczny. I to chrześcijaństwo uznaje w zasadzie, że liczy się tylko i włącznie chcenie ludzkie. Czyli uznajecie tak naprawdę supremację ludzką i nazywacie to moralnością. Przy czym zadręczacie zwierzęta w laboratoriach, polujecie na nie w myśl sportu. Zatem powiedzmy sobie głośno chrześcijanie, iż owa moralność chrześcijańska to nic innego jak strzelanie do zwierząt dla satysfakcji! Wyobraźcie sobie chrześcijanie, że wasza moralność chrześcijańska to nic innego jak celowe, wyrachowane zadawania bólu zwierzętom, zadręczanie ich przez całe ich życie dla czegoś co uznajecie jako niezbędny środek do ewolucji ludzkiej. Przy czym jak już mądrzy przed nami mówili, jeśli nauka nie może obejść się bez torturowania zwierząt, to powinniśmy obejść się bez nauki. Tak samo z religiami, jeśli bogowie nie umieją obejść się bez ofiary zwierzęcej musimy obejść się bez bogów.
Odrzucacie humanizm, etykę i dobro na rzecz korzyści i zabobonu. Można więc zadać sobie proste pytanie. Czy warto aby dla korzyści jednego gatunku zamęczyć i wymordować inne stworzenia. Tylko po to aby utrzymać jeden, najbardziej krwiożerczy gatunek. Otóż nie warto. Świat pełen takiego gatunku, a bez zwierząt jest piekłem. W waszej moralności chrześcijańskiej dla materialnego zysku bronicie zajadle i propagujecie obdzieranie zwierząt ze skóry. Hodowanie ich. Więzienie ich przez całe ich życie. Barbarzyństwo wobec nich aby obedrzeć je ze skóry dla pieniędzy. To jest właśnie wasza moralność chrześcijańska. Moralność religii która oszukała was, że w niej możecie nazywać się dobrymi i uduchowionymi. I jeszcze śmiecie nazywać mnie jako antyteistę mniej wartościowym.
A to nie jest żadna moralność lecz jest to po prostu barbarzyństwo i zło.


Chrześcijańską moralnością, co już udowodnił wasz bóg i wasza biblia oraz co udowodnili chrześcijanie przed wami jak i dowodzicie wy; jest amoralność, antyhumanizm, brak etyki i okrucieństwo. Cynizm i podłość. Czynienie wyrachowanego zła i bólu. Oczywiście abyście uznali to za dobre i słuszne i abyście czuli się z tym postępowaniem dobrze i abyście nie mieli kaca moralnego postępując okrutnie i aby takie zwyczajne odruchy ludzkie wam nie wadziły to wpisujecie to w doktrynę swojej religii. Czyli sankcjonuje to wasz bóg, owy najwyższy twór który ma zawsze racje. Ten bóg, który już przy Kainie i Ablu łaskawiej patrzy na zabijane zwierząt jako ofiarę dla niego niż na plony. Później przy Noem imprezuje bo Noe złożył niektóre zwierzęta w ofierze dla boga, czyli zabił i spalił (notabene usilnie ratowane po gatunku przed potopem), a bóg poczuł miła woń i stał się przez to łagodny i skory do przymierza. Jednego z wielu przymierzy po tym jak wpadł w sadystyczny szał destruktora. Spalone ciała stworzeń go ułaskawiły, wprawiły w dobry nastrój. Czyli spalone życie na ołtarzu jest dla boga miłą kurwa wonią. Nie zapach cytryn i pomarańczy, nie aromat kwiatów. Ciała w ogniu są dla boga waszego miłą wonią, a wy przed nim klękacie; jesteście takimi samymi degeneratami jak i on. Zupełnie odwrotnie niż u mnie gdy przechadzam się po ogrodzie wypełnionym zapachem kory. Ależ ze mnie niegodziwy antychryst
Oczywiście, żeby w ogóle to usankcjonować to się wpisuje już w księdze rodzaju, na samym początku, że pan bóg chciał abyśmy czynili sobie ziemie poddaną. Ale i nie tylko. To byłoby za mało dla psychopatycznego boga. Otóż dodaje on, że mamy być tak źli wobec zwierząt iż mają się one nas bać! To również odwrotnie niż w moim ogrodzie gdzie zwierzęta różnego gatunku tulą się do siebie, a moja obecność sprawia, że odpoczywają błogo. Co jest kurwa ze mną nie tak.
Czyli wasz łaskawy i miłosierny (takimi przymiotami go charakteryzujecie) bóg mówi o tym, że zwierzęta mają się nas bać i mamy sobie czynić ziemię poddaną bo tego chce bóg i taką rolę nam dał. Czyli nawet dziś w XXI wieku, jakieś 3800 lat po tym jak ów zdegenerowany bóg ustalał prawo ze zdegenerowanym kapłanem, dziś wciąż mamy mentalnie być tacy jak oni i w zasadzie te zwierzęta zadręczać na każdym kroku bez żadnej refleksji, bez żadnych okruchów dobra. Jest to przecież ze wszech miar słuszne bo chrześcijańskie! Być katem, a nie bratem, oto słowo boskie.
Podczas gdy powinno być zupełnie inaczej jeśli chcemy być dobrzy.

 

Poczynię pewien truizm, który prawdopodobnie obrazi wasze uczucia religijne. Otóż życie wieczne to bujna roślinność, a nie Jezus Chrystus.

 

Więc jak to z wami parafianie, że w myśl regulacji boga, jak dla przykładu z księgi kapłańskiej, rozdział 20, chcecie zabić homoseksualistę wypełniając wolę bożą ogłoszoną w starym testamencie i wypełniać wolę chrystusową z nowego, a ani jednym swoim gestem ani gestem swego kapłana i swego kościoła nie jesteście zbieżni ze swoją wiarą.

W imieniu boga możesz tez zabić krnąbrne dziecko, człowieka zbierającego drewno w szabas, homoseksualistę, poganina, ateistę, każdego innego bluźniercę, kobietę która miała romans i wielu innych. I jest to jak najbardziej słuszne.
Bóg dla was to niestety nie Baba Jaga aby można było zamknąć książkę po skończeniu jej historii. Tej książki nie da się zamknąć ponieważ ci, którzy w nią wierzą, nie pozwolą ci na to.
Musisz żyć w strachu przed ich Babą Jagą, mimo, że dla ciebie to tylko opowieść, a książka zamknięta.

 

Dla nich to baba jaga, która zjada dzieci. Dlatego zostaniesz zjedzone, dziecko.
- ale nie ma baby jagi - krzyczysz szamocząc się gdy wiążą Cię do słupa pod którym jest stos chrustu - przecież to wy mi to robicie, a nie baba jaga - przemawia przez Ciebie rozsądek bo jesteś dzieckiem rosnącym na baśniach i twoja imaginacja jest olbrzymia.
- my ci to robimy dziecko - potwierdza triumfalnie gorliwy kapłan z nieukrywaną satysfakcją - wypełniając wolę baby jagi. Sama nie możesz ujrzeć baby jagi bo byś spłonęła. Rzekła baba jaga „Nie będziesz mógł oglądać mojego oblicza, gdyż żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu"(księga wyjścia, rozdział 33, wers 20)
- ale przecież i tak spłonę bo właśnie chcecie mnie spalić - dywaguje roztropne dziecko.
- nie jesteś godna widzieć baby jagi - kapłan jest coraz bardziej zirytowany.
- niegodny nie ujrzy, godny nie może ujrzeć gdyż żaden człowiek nie może ujrzeć, wiec skąd przekonanie, że baba jaga istnieje.
- z książki o babie jadze - miotający się w nerwach kapłan szuka szmaty aby użyć jej jako knebla.
- ale to baśń. Zabijacie mnie w imię baśni - szarpie się ale nic to nie daje - to jakiś pierdolony horror.
- nie bluźnij!- kwituje wkładając dziecku do ust kawałek bluzki niedawno gwałconej przez wyznawców baby jagi, kobiety.

Robi to bo tego chce zdegenerowany boski ojciec, jego marny synek ułomny człowiek zarażony tą ideą. Mają być ubodzy w duchu i nie mogą przecież panować nad ciałem więc ciało może podpalać stos, mając w sercu boga. List do Rzymian, rozdział 7 „Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, ciałem zaś - prawu grzechu."

Biedni, biedni chrześcijanie.
Tak bardzo chcą być dobrzy ale tak bardzo nie panują nad dłonią ściskająca siekierę, nad fiutem gwałcącym dziecko, nad ręką rzucająca kamienie w kamienowanych, nad palcami wydłubującymi oczy.
Biedni chrześcijanie nie dający rady ze swoim ciałem. Jak ja to robię, że właśnie każdy palec mojej ręki trafia w każdy, konkretny klawisz na klawiaturze. Sterowane umysłem ręce niemal grają na fortepianie.
Czy ja jestem jakiś inny? Niedorobiony? Czy może mogę być dobry bo chcę po prostu być dobry gdyż bez baby jagi mogę być dobry.

Nie będziesz czynił światu żadnych bogów. Będziesz czynił świat dobrym, gdyż będziesz dobry, bo bez bogów będziesz mógł być dobry.

 

- Katolickie wartości? - spoglądam na swojego rozmówcę - katolickie wartości to trzymanie niewinnych stworzeń całe ich życie w klatkach aby w odpowiednim momencie obedrzeć je ze skóry dla zysku pieniężnego - odkręcam butelkę wody i popijam. Jest piękny, jesienny dzień ale to i tak niczego nie poprawia gdy obok stoi człowiek - Za tym procederem opowiada się głośno każdy ultrakatolicki polityk łącznie z głosami księży. To są katolickie wartości. To jest doktryna chrześcijańska. Zwierzęta na ofiarę i zgodnie z wolą boga mające się nas bać i lękać - chcą sprzedać mi boga wystając na ulicy. Lubię ich nonszalancję z jaką zaczynają przekonani, że to oni niosą światło. Lubię też im pokazać, że tylko świat poza nimi jest światłem, a oni tkwią w okropnym i zbrodniczym mroku. I chcą wciągnąć do tego mroku jak największą ilość ludzi - katolickie wartości? Olbrzymie budynki za olbrzymie pieniądze, złote ołtarze, wystawne domy, drogie limuzyny. Obok schronisk w których przymierają głodem zwierzęta w okropnych warunkach. Często usypiane z powodu braku publicznych pieniędzy na opiekę nad nimi i jedzenie dla nich. Za to owe katolickie wartości wyrzucają w błoto niemal 20 miliardów złotych rocznie. W błoto, bo na utrzymanie zabobonu. Nawet jeśli bardzo mocno wierzycie w boga wszechmogącego to przecież nie potrzebuje on pieniędzy. Czemu zatem nie przeznaczycie ich na pomoc biednych i udręczonych stworzeń w większości z waszej własnej ręki gdy jako porządni katolicy uwiązujecie je na łańcuchach na całe życie. Dlaczego wolicie dać na urojenie niż na życie? - patrzą i milczą. Wyglądają na takich, którzy pierwszy raz spotykają się z tak postawioną sprawą - katolickie wartości? Szlachtujecie hurtowo niewinne stworzenia z powodu własnego braku umiaru i siadacie później przy stole, na którym leżą ich zwłoki mówicie "błogosławimy ci boże za te dary" - zakręcam butelkę z wodą, kieruję się w bok do odejścia - to nie dary chore zjeby lecz życie jakie odebraliście w powodu waszej pazerności. To morderstwo skurwysyny.

Odchodzę.
Powołujecie sobie świętości, a to tylko świętość, która sama jest tylko szeregiem przejawów zabiedzonego, wyczerpanego nerwowo, nieuleczalnie zepsutego ciała umysłu.

 

   Dualizm to ludzki wymysł i tylko dla nas coś znaczy. Zresztą jest to jedna z najprostszych koncepcji. Jest życie i śmierć, światło i mrok, dzień i noc, dobro i zło, bóg i diabeł. Każdy z tych aspektów to bzdura. Otóż nie ma życia i śmierci. Jest tylko życie lub go nie ma. Życie to stan, śmierć to akt. Koncept dobra i zła to też bzdura. Nadajemy znaczenia wszystkiemu aby móc się porozumieć, aby móc się zrozumieć. A wszechświat ma to w dupie. Nawet nasz świat poza nami ma to w dupie. Bo nie ma mroku jest tylko ograniczona ilość światła lub szerokość geograficzna itd. Mrok dziś dla nas jest czymś innym niż dla naszych przodków. Dla nich mrok był pełen niebezpieczeństw i drapieżników. Dla nas dziś co najwyżej niebezpieczeństwem jest próg o który możemy się potknąć, a mrok gaśnie po zapaleniu latarki. Dualizm to głupi koncept, zarówno z prawami wszechświata jak i ludzką naturą. Tak naprawdę jest tylko świadomość dla nas. Świadomość czyli to co wiemy i czynimy na bazie tego co wiemy i tego do jakiego stopnia potrafimy zwalczyć w sobie siebie pierwotnego. Musimy wiedzieć, że dziś nie jesteśmy tymi samymi ludźmi którzy byli 200 lat temu czy 2000 lat temu. Z prostego powodu; z powodu właśnie świadomości. Oprócz dwóch rąk, dwóch nóg wiele nas różni. I nasz punkt wyjścia powinien być od dziś, a nie od narodzenia boga czy opracowania dzidy. Nasz punkt wyjścia nie jest pamiętaniem przodków i poświęcaniem czasu aby ich czcić wraz z bogami i nadawać znaczenia przedmiotom. Nasz punkt wyjścia to świadomość co chcemy uczynić aby przyczynić się do rozwoju człowieka jako gatunku. Jesteśmy mostem ku nadczłowiekowi. Albo patrzymy tam i idziemy ku niemu albo siedzimy pośród samych straszliwych pojęć, najczęściej właśnie dychotomicznych i błagamy boga o ochronę przed piorunami. Nie ma dobra i zła bo nie ma twórcy, który tak projektuje świat. Nie ma niczego co mogłoby nas sądzić i mierzyć. Jest tylko nasza świadomość obok pojęcia "zło" i dobro" i to nasza świadomość ( w pełnym zakresie również z tym jak jesteśmy rozwinięci emocjonalnie) sprawia, że nie chcemy zadawać bólu, cierpienia gdyż rozumiemy, że żadne stworzenie nie chce tego. I tu powstaje inne pytanie. Czy potrafimy oprzeć się atawistycznym instynktom. Wiemy, że inni, inne istoty nie chcą cierpienia i śmierci ale obok tego możemy nie być rozwinięci emocjonalnie i nasze chciejstwo będzie ważniejsze. Ale chciejstwo w kierunku zadawania bólu czy odebrania życia dla rozrywki to choroba umysłowa, to już jest fakt. Można to nazwać prymitywizmem bo człowiek skądś wyszedł. Z jaskini, z prymitywizmu, a czas jaki mija nie wystarcza z automatu aby każdy był świadomy również emocjonalnie; rozwinięty. To długa opowieść ale dualizm to bzdura. Jest wszechświat narodzony w chaosie. I jesteśmy między innymi my, którzy mamy pewną zdolność; rozumowanie. Tworzymy pojęcia ale to tylko forma porozumienia. Istotne jest jak postąpimy, a na to mamy wpływ. Mamy wolę, mamy świadomość; wiemy, że na nas spoczywa odpowiedzialność za nasze czyny. Gatunek ludzki cierpi na wiele schorzeń ale dziś głównym nie jest nawet to, że zachowujemy się jak nasi dzicy przodkowie tysiące lat temu lecz to, że obok tych w pełni świadomych, chcących symbiozy i braku krwi ( żadna istota nie chce śmierci, dlaczego więc mam zadawać ją w imieniu swego chciejstwa) jest większość pośród nas, którzy chcą tej krwi wypełniając wolę tego co w nas prymitywne. Nie radząc sobie być człowiekiem na dziś dzień. Perspektywa zmienia wszystko, musi zmieniać również i nas. Jeżeli tego nie rozumiemy to tylko dlatego, że chcemy praktykować ten atawizm jaki w nas drzemał i wciąż drzemie. Stąd religie. Religie to ostoja naszego prostactwa, naszego prymitywizmu, naszych chęci i skłonności do panowania nad słabszymi, niewinnymi. Wszak panuje nad nami bóg, my jesteśmy jego dziełem, mamy prawo więc panować nad bluźniercami czy zwierzętami. Jak juz pisałem: Cóż powinno być naszą doktryną? Że nikt nie daje człowiekowi jego właściwości, ani Bóg, ani społeczeństwo, ani rodzice i przodkowie, ani on sam sobie.

To nie jest świat, który mógłby być efektem jakiegoś zamysłu kogoś, kto umiałby stworzyć taki świat. Ten świat nie może być efektem takiego zamysłu. Jeżeli miałbym rozważać stwórcę, nie rozważałbym kogoś na kształt boga z jego boskimi cechami. Rozważałbym po prostu nas, którzy wszczepili życie w to chaotyczne miejsce. Skoro ten świat jest tak stworzony, to nie mogła go stworzyć istota wyższa od człowieka. Nie dlatego, że człowiek jest jakiś wysoki i trudno doścignąć ten „ideał" Dla przykładu, Ja osobiście stworzyłbym ten świat całkowicie inaczej. Bezkrwawy. W którym jedno w męczarniach nie zjada drugiego. A drugie nie jest jedynie zabawą, pociechą czy pokarmem pierwszego. I najbardziej rozwinięty gatunek nie jest niespełnionym sadystą. Gatunek, który nie czerpie przyjemności z zadawania bólu. Gatunek, który nie krzywdzi. Tylko z takiego tworu mógłbym być nie tyle co dumny ile zadowolony. Wiec jeżeli ten świat jest kreacją to jest kreacją kogoś gorszego od nas. Od nielicznych nas. Albo takiego samego jak większość nas. Wprost więc aż prosi się stwierdzić, że jeżeli ten świat jest kreacją jakiegoś stwórcy to ten stwórca jest, bo musi być mentalnie, moralnie, etycznie, świadomościowo niżej ode mnie.

Patrząc na działania religii w dziejach nasuwa się jedna myśl. Wasi bogowie będą najszczęśliwsi kiedy naród będzie walczył z narodem, rasa pożerać rasę, brat zabijać brata. Aż nikt nie zostanie przy życiu. Jesteśmy nikim innym ponad przerażone, zabobonne, najdziksze zwierzęta nie warte łaski. Udowodnić można to robiąc prostą rzecz; pozwolić ludziom spełniać ich fantazje.
Cały ludzki gatunek potrzebuje być potworem jakim bycie mu wmówiła religia. I jakim rzeczywiście jest bo jakiś bóg powiedział mu, że może. Zabijamy lepsze od siebie stworzenia i mówimy, że nie jesteśmy mordercami.

 

Zaloguj się