Czy mogę tego nie chcieć

 

Już dawno temu miałem to ująć w słowa ale się do tego nie zabrałem.

Rzecz z bogiem nie powinna być kwestią wiary lecz chcenia.

I nie chcenia samej wiary lecz chcenia takiego boga.

 


Bóg jahwe jest nazwany i daje się poznać.

Na łamach każdej księgi pisma świętego daje się nam poznać.
Nigdy nam się nie ukazuje ale pokazuje nam jaki ma charakter.


W związku z tym cała sprawa wokól niego nie powinna już tylko zostawać w zakresie wiary.

Sama wiara w niego to groteska przy całej reszcie.

 

   Wierzyć to można w to, że lecący w ziemię meteor spłonie w atmosferze.

Dlaczego chcemy aby tak się stało? Bo wiemy co niesie ze sobą uderzenie meteoru w nasza planetę. Destrukcję, a co najmniej częściowa zagładę.

I to już nie może i nie zostaje w zakresie wiary lecz chcenia.
Znamy meteor; jest kawałkiem twardej skały.

Wiemy jakie są konsekwencje jego uderzenia w ziemię. Nie chcemy spotkania z nim bez względu na to czy wierzymy, że się spali zanim dotrze do skorupy ziemskiej.

 

Dokładnie tak samo jest z bogiem; znamy go.

Znamy dokładnie tego boga bo sam o sobie mówi, a jego czyny mówią o nim całą resztę.

Jest tak destrukcyjny jak meteor. Cieżko jednak winić meteor, nie ma on woli, jest dryfująca skałą.

Bóg jakiego znamy z opisu niestety nie jest dryfująca skałą; ma wolę.

Okrutną wolę i ma wolę czynienia tego okrucieństwa.

Jak już to wiemy, a wiedzieć musimy czerpiąc z kart biblii to nie chcemy spotkania z nim.

Więc kwestia samej wiary zmienia się na kwestię chcenia.

 

   Możemy uczynić dwie rzeczy; nie zastanawiać się nad wiarą.

To czy Ty wierzysz czy nie niczego w kwestii tego boga nie zmienia.

On dał nam się poznać. Po tym poznaniu każdy normalny, choćby przyzwoity człowiek mający w sobie dobro i moralność zwyczajnie takiego boga nie chce.


To jest naturalny efekt poznania jego charakteru.

Nie trzeba w ogóle rozpatrywać tego w kwestii wiary. Trzeba tylko rozpatrzyć to w kwestii chcenia.


Ja nie chcę takiego boga; mogę nie chcieć?

Poznałem go. Całe wasze pismo o nim mówi. On sam o sobie w nim mówi. Mówi dokładnie jaki jest. Jego czyny dokładnie pokazują nam jaki jest.


Bazując na tych informacjach moja decyzja może być tylko jedna; NIE CHCĘ TAKIEGO BOGA.


A wiara nie ma z tym nic wspólnego. Wierzyć to ja mogę w seksowne rusałki, aby chętniej chodzić do lasu w nadziei, że jedna z nich przemknie po konarze drzewa.  Roześmianej i wścibskiej, wielkości motyla i zawsze uśmiechniętej.

Albo w nimfy, które tkają nić mojego życia gładząc ją czasem delikatnie w opuszkach palców. Wiem przynajmniej, że nie podniosa na mnie kamienia aby walnać mnie nim w głowę za blużnierstwo.


Gdybym miał wierzyć w okrutny i amoralny twór, którego wola jest jedynie wolą niszczenia i zła to musiałbym być chory psychicznie.

Lub na tyle pozbawiony wyobraźni, że uznałbym ten twór za jedyny możliwy w całej emanacji.


Ale ja wychowałem się na braciach Grimm, na Andersenie, na Winnetou Karola Maja. Ja wiem jak powinien wyglądać obraz dobra i jak wygląda obraz zła.


Bracia Grimm nie kazali mi kochać wilka, który zjadł babcię. I nie palą mnie na stosie dlatego, że nie popieram tego czynu i dlatego, że powiedziałbym, że książka o czerwonym kapturku to bzdura.


Jednak wilka mogę zrozumieć. To jego natura. Wszyscy znamy wilki wiemy, że to drapieżne zwierzęta. Ale nikt nie próbuje nam wciskać, że wilk jest dobry i zrobił to tylko dlatego bo był zazdrosny o kapturka, którego babcia lubiła, a lubić może musi przecież wilka. Bo wilk tak chce.
Wciąż nie rozumiecie?


Nikt oprócz was nie podaje mi przypowieści, baśni, legendy jako pewnika.

Oprócz tego, mówi mi się, że mam wierzyć. Mówi się tak dlatego z prostego powodu.

Bo nie ma dowodu na to abym wiedział.


Powinniście przyjść do mnie i powiedzieć mi; spójrz. Widzisz? Skoro widzisz to już wiesz.

Nikt tego nie robi ale każdy z pełnym przekonaniem mówi, że jak nie wierzysz to jesteś głupi i podły.


A co jest złego w widzeniu i wiedzy?

Chcesz mi coś pokazać? Pokaż.

Nie pokazujesz ale mimo to mam wierzyć.

Jednak ja mogę wiedzieć. Nie widzę tego ale o tym czytam.


Nie czytam o wilku, czytam o bogu ale o dziwo jest straszniejszy od wilka.

Wilk zjada babcie bo to jego natura, bóg zadręcza ludzi, wybija ich, tworzy okrutne prawo bo…i dochodzę to prostego wniosku.. Bo to jego natura, bo tego chce.

Chce tego bo to lubi.

I jest gorszy od najstraszniejszego wilka z naszych koszmarów. Co dziwne bo nie jest przecież wilkiem. Jest moim bogiem, ma się mną opiekować, tak mi mówiono.

Masz rację; tak mówiono.

 

Więc skoro nie pokazujesz mi swego boga to uszanuj moją wątpliwość.

Sam go nie widzisz, ba nikt go nie widział.

Nawet twój Mojżesz widział tylko płonący krzak, a później rozmawiał z dymem i obłokami.

Możecie tylko wierzyć, że on tam w środku siedział i mówił.

Możecie też wierzyć, że Mojżesz nie był pijakiem bądź oszustem.

Aby wierzyć w boga musicie uwierzyć najpierw w te dwie poprzednie rzeczy.

 


Ja jednak wolę wiedzieć; nie jesteście w stanie dać mi dowodu ale dużo o nim mówicie.

Więc chcę go poznać. Poznaję.

Stoi czarno na białym przez wiele wersetów jaki jest, jaki ma charakter, co lubi, do czego się dopuszcza, co akceptuje i co czyni.


I w tym miejscu zaczyna się szkopuł. Nie zajmuję już się brakiem dowodu. Nie rozpatruję tego w kontekście wierzyć, czy nie wierzyć.

Tylko jeden wniosek mi się nasuwa po poznaniu waszego boga z waszego pisma świętego; ja nie chcę w niego wierzyć. Nie chcę. To kwestia chcenia. Tylko i wyłącznie.


Nie chcę jego jako mojego boga więc nie chcę w niego wierzyć.


W kwestii wiary chcę roześmianą, latająca między liśćmi paprocii rusałkę. Absulutnie, żadnego sadysty jahwe w moim lesie. Precz. Po prostu precz.

 

Nie zrozumiecie tego jeśli nie poznacie tworu swojej wiary.

To nie jest trudne. Ja to wam ułatwiam. Oczywiście mi nie musicie wierzyć. Co zaskakujące bo przecież wiarę macie wykształtowaną najbardziej.


Musicie jednak wierzyć w swoje pismo święte, które jest księgą o waszym bogu. Nie, nie pozwólcie aby kapłan wam je czytał. On przeczyta wam tylko właściwe dla was fragmenty. Sami to zróbcie, umiecie chyba w końcu czytać.


Jak już poznacie swojego boga to zastanówcie się czy nie lepiej wierzyć w rusałki jak już musicie wierzyć.


Jednak zadajcie sobie podstawowe pytanie gdy już poznacie swojego boga; czy chcecie w niego wierzyć.

Czy chcecie takiego boga. Czy jego charakter wam odpowiada. Czy jego uczynki znajdują u was aprobatę.


Jeśli tak no to już nie ma ratunku dla waszych dusz.

Jeśli nie, to wolność spod tej okrutnej doktryny stoi przed wami otworem. Tam będziecie szczęśliwi. Wszędzie poza nim będziecie szczęśliwsi.

 

   Większość o tym nie wie więc Wam powiem.

Wiecie co byłoby znacznie gorsze dla ludzkości niż wiara w boga biblijnego? Jego istnienie.

I byłoby to gorsze zarówno dla jego najwierniejszych jak i całej reszty.

 


Wiec wierzmy, że go nie ma. Ta wiara powinna być tą właściwą wiarą.

Wiara w nieistnienie sadystycznego, okrutnego, amoralnego, paranoicznego boga. To powinna być wasza wiara. I to powinna być nasza modlitwa.

 

   Ja nie potrzebuję wiary. A skoro ja jej nie potrzebuję to w zasadzie nikt jej nie potrzebuje.


Wierzyć to można w poprawę swego losu, nieco szczęścia i przyczynianie się do tego. Sama wiara jednak nie wystarczy. Musimy działać.

Gdy siedzimy na dupie i wierzymy, że nasz bóg wszystko załatwi to niczego nie uczynimy lepszym.

Ani przestrzeni wokół nas ani losu naszych bliskich.

A w ogóle to nie ma sensu nic robić bo on już ma swój boski plan, który wypełni. I w ten sposób jesteście tylko wykonawcami jego dawno ustalonej woli i nadajecie się jedynie do chodzenia do kapłana aby wykupić swoje miejsce w królestwie niebieskim.


Więc tak.

Nie wierzę nie dlatego, że nie widzę. Jakbym widział nie musiałbym wierzyć. Bym wiedział.

Wy musicie wierzyć bo nie możecie widzieć. Nie da się zobaczyć czegoś czego nie ma ale można w to wierzyć.

Więc wierzycie bo chcecie wierzyć. Ja nie wierze bo tego zwyczajnie nie chcę.


I nie przyczynia się do tego moja słaba wiara w cokolwiek. Winę za to ponosi moja chęć poznania.

Mówiono mi - wierz dziecko w boga jahwe, oddawaj mu hołd, klękaj przed nim i go miłuj.

Wiec chciałem poznać swego boga. Poczytałem o nim bo o dziwo nie chciał się ze mną spotkać aby o sobie opowiedzieć swemu wiernemu.


Poczytałem o nim, poznałem go z pisma świętego. Poznałem jego charakter.

Nie mogłem już się z nim kumplować. Co to, to nie.

Takich znajomych to ja nie chcę przy sobie. Wynocha. Nie jest godzien taki twór mojej sympatii, mojego czasu, mojej znajomości.

 

Ja chcę się otaczać dobrem więc nie ma miejsca dla boga jahwe przy mnie.


To prosty, nieunikniony wynik poznania czyjegoś charakteru.

Jak z każdą znajomością. To nie wiara w czyjąś dobroć czyni tego kogoś dobrym lecz jego uczynki czynią go dobry.
W przypadku boga jahwe nie ma żadnych dobrych uczynków. Ani pierwiastka dobra, jest za to bestialstwo i wyrachowany sadyzm.

 


Nagle łapiesz się na tym, że jeśli jesteś moralny, uduchowiony i dobry to nie wystarczy tylko nie wierzyć i nie chcieć wierzyć.


Należy się temu sprzeciwić.

Wiemy, że dla triumfu zła wystarczy aby dobrzy ludzie nic nie robili.


Więc robię. Więc róbmy.

Głośmy pismo święte, które opowiada nam o okrutnym, podłym, zdegenerowanym bogu.

To nasza powinność. To powinność dobrych ludzi.


Nasza przestrzeń nie będzie lepsza jeśli nie uwolnimy się od tego najpotężniejszego tworu resentymentu.

Zaloguj się