Unia Brzeska

Często mówi się i pisze o Rzeczpospolitej jako o państwie „bez stosów", państwie tolerancji religijnej. Rzeczywiście na tle Europy przez szereg stuleci w Polsce mieliśmy do czynienia z sytuacją niezwykłą, jako że sytuacja geopolityczna wymagała zarówno niezwykłych rozwiązań legislacyjnych, jak i postaw.

 

Po unii personalnej, a potem realnej Polski z Litwą Rzeczpospolita Obojga Narodów stawała się niejako z definicji państwem wielowyznaniowym, a ok. 1/3 mieszkańców kraju nie było wyznania katolickiego. Choć przecież tradycję królewskiej tolerancji zapoczątkował właściwie Kazimierz Wielki, po przyłączeniu grodów czerwieńskich z ludnością ruską (za politykę tolerancji spotkała go zresztą klątwa papieska). A że królowie polscy ze względów geopolitycznych często skazani byli na zawieranie sojuszy z pogańskimi czy niekatolickimi państwami sąsiednimi, to i nie mogli sobie pozwolić na zadrażnienia z nimi przez prześladowanie ich współwyznawców mieszkających w granicach Rzeczpospolitej.

W dobie reformacji podpisano w Polsce tzw. konfederację warszawską, a także zgodę sandomierską, które to akty stanowiły o wolności wyznania i wzajemnej tolerancji między konfesją katolicką a protestancką z jej różnymi odgałęzieniami (inna sprawa, że samo pojęcie „tolerancji" rozmaicie rozumiano). Co do polityki polskiej wobec ziem wschodnich kraju, gdzie przeważała ludność wyznania prawosławnego, to faktem jest, że i na Rusi, i na Litwie prawosławie nie było prześladowane. Ale też nie weszło w orbitę debat w okresie reformacji, tak jakby nie stanowiło ówcześnie problemu.

Problem pojawił się później, za to w dramatycznej postaci.

Wyznawcy prawosławia nie mieli zatem takich praw i przywilejów, jakie otrzymywała szlachta oraz duchowieństwo katolickie (chodzi o czasy unii realnej z Litwą). Litewscy bojarowie otrzymywali takie same prawa, co szlachta polska, ale... byli to wyłącznie ci bojarowie, którzy byli katolickiego wyznania wiary. Z kolei stan trzeci, czyli mieszczanie wyznania prawosławnego byli najwyraźniej dyskryminowani np. we Lwowie w zakresie przyjmowania do cechów i władz miejskich, tak że pomagała dopiero interwencja samego króla, Zygmunta Augusta. Właśnie za jego królowania wydano przywilej dla innowierców szlacheckich Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Tak więc w 200 lat po unii personalnej z Litwą prawosławni szlachetnie urodzeni dostąpili zrównania w prawach ze szlachtą katolickiego wyznania.

Jednak wiatry historii zmieniały się. Sobór trydencki, kontrreformacja, wybór na tron Zygmunta III Wazę — okazały się być zaczynem zdarzeń, które miały niepokojące konsekwencje.

Strona katolicka rozpoczęła kontratak, powołano sobór, zorganizowano zakon jezuitów, który miał zająć się odzyskaniem utraconego terenu. Na ziemiach polskich zmagania te także znalazły swój wyraz, polityka władz bowiem po okresie złotej wolności zmieniła swój bieg. Jednym z problemów była sprawa prawosławia. Ze strony Rzymu było wiele prób ponownego zbliżenia Kościołów po wielkiej schizmie z 1054 r. Jedną z nich było podpisania tzw. unii florenckiej w 1439 r.

W Polsce walce o odzyskanie prawosławia dla papiestwa celował zwłaszcza Stanisław Hozjusz, ten sam, który sprowadził do kraju jezuitów w 1564 r. (uważanych ponad sto lat później przez Chmielnickiego za prześladowców wiary prawosławnej).  też dodać, że sam papież Urban VIII żądał cofnięcia innowiercom i prawosławnym wszelkich praw, zaprowadzenia jednej wiary — katolicyzmu; "a więc — jak pisze polski historyk Paweł Jasienica — sprowokowania wojny domowej" .

Czy zdarzenia na Ukrainie w czasie wojen kozackich, zwłaszcza powstanie Chmielnickiego nosiły znamiona wojny domowej, do tego wojny religijnej to kwestia sporna, ale wątek religijny przewija się raz po raz w argumentacjach obu stron konfliktu.

Unia brzeska była w dużej mierze dziełem owego „kontrreformacyjnego klimatu". Na dobre i złe rękę swą przyłożyli doń zarówno legaci papiescy, jak biskupi polscy i jezuici (w tym Hozjusz).

Król Zygmunt III Waza, ultrakatolik, który nie cieszył się zaufaniem szlachty, i bardzo chciał zdobyć poparcie polskiego episkopatu, na zachętę przyrzekał biskupom rozprawienie się z innowiercami, w tym m.in. wywarcie skutecznego nacisku na duchowieństwo prawosławne w celu zmuszenia ich do podpisania unii brzeskiej. Projekt unii nie cieszył się poparciem całej szlachty czy możnowładców polskich. Katolicka wszak szlachta kaliska, krakowska i poznańska wystąpiła w obronie prawosławia. Niechętny unii był też wielmoża kijowski, a więc osoba znająca Kresy doskonale, Konstanty Ostrogski, który chciał nawet zwołania synodu prawosławnego, a królowi groził wojną domową, nie przyjął też postanowień unii brzeskiej.

Decyzja zapadła jednak w elitarnym gronie, wysokich hierarchów duchownych i króla.

 

23 grudnia 1595 roku udali się do Rzymu Hipacy Pociej i Cyryl Terlecki, by przed papieżem zaprzysiąc unię oddającą wyznawców „greckich" władzy Rzymu. Na pamiątkę tego wydarzenia w Rzymie bito nawet numizmaty z wizerunkami papieża po jednej stronie, Rusinów - po drugiej.

W październiku na synodzie w Brześciu Litewskim (dziś teren Białorusi) uroczyście ogłoszono unię. Unia miała oczywiście swoje konsekwencje praktyczne. Cała hierarchia prawosławna naraz przestała istnieć (reaktywowano ją wiele lat potem, początkowo nielegalnie). Król poddał wszystkich wyznawców prawosławia sądownictwu metropolity unickiego ("unitami" — od unii brzeskiej — odtąd zwano tych, którzy zachowawszy podstawowe zwyczaje swojej wiary prawosławnej przyjęli prymat papieża). Mimo wyraźnego wpływu klimatu kontrreformacji, nie należy zapominać jednak również o tle politycznym. Otóż w 1589 roku w Moskwie podjęto decyzję o utworzeniu patriarchatu moskiewskiego, który rościł sobie prawa do zwierzchnictwa także nad Kościołem prawosławnym na ziemiach polskich. To właśnie aby przeciwdziałać wpływom Moskwy na ziemiach polskich, pracowano nad koncepcją unii brzeskiej. Splot okoliczności był więc wysoce dla interesów Rzeczpospolitej niekorzystny.

Stała też za tym koncepcja utożsamienia wyznania z państwowością, którego rzecznikiem był m.in. słynny Piotr Skarga. A zrodziła się ona przecież także i dlatego, że Rzeczpospolita otoczona była przez kraje innowiercze — kraje, z którymi toczyła wojny: o Inflanty z luterańską Szwecją, z mahometańską Turcją, wreszcie — choć tu uwikłanie w konflikt było innego rodzaju — z prawosławną Moskwą w okresie „wielkiej smuty" i „dymitriad". Poczucie zagrożenia musiało wpływać na stan umysłów, podobnie jak klimat kontrreformacji - można powiedzieć, że unia brzeska jest efektem wszystkich tych czynników.

Naciski państwa, co najmniej w równym stopniu, jak własne poglądy sprawiały, że unia w niektórych rejonach cieszyła się jednak powodzeniem. Szczególnie na terenach Białorusi. Ale inni, jej przeciwni, szukali sojusznika w państwie moskiewskim. I tak było jeszcze długo potem, w czasie powstania Chmielnickiego. Unia zamiast sprzyjać porozumieniu między Polska a Rusią, stała się narzędziem wykorzystywanym do zacieśniania kontaktów między Rusią a Moskwą — wbrew interesom Rzeczpospolitej. 

Klimat na Kresach między innymi z powodu unii nie sprzyjał spokojowi. Duchownych prawosławnych obkładano klątwą za odrzucenie postanowień brzeskich. Zdarzały się nawet napady na cerkwie ze strony polskiej i katolickiej (nawet owego Pocieja, który w Rzymie zawierał unię!). Na Ukrainie pojawiły się pogłoski, że lwowscy dominikanie poświęcili szablę St. Koniecpolskiego, i teraz posłuży ona do wytępienia prawosławia i narodu ruskiego.

Była jeszcze inna kwestia. Proces podobny jaki zaszedł na Litwie po zawarciu unii. Chodzi o polonizację szlachty ruskiej. Jak się wyraził jeden z historyków polskich, nieszczęściem dla Polski okazała się siła kultury polskiej... Przywykło się wojny na Kresach postrzegać w perspektywie konfliktu społecznego i pewnych pojęciowych zbitek: Pan-Polak-Katolik versus Chłop-Rusin-Prawosławny. A przecież proces kształtowania się tożsamości na kresach, a szczególnie na wielkich i długo mało zaludnionych terenach Ukrainy Zadnieprzańskiej był bardziej skomplikowany. Wielu ludzi później postrzeganych jako „ruski chłop" wywodziło się z rdzennych ziem Korony polskiej, nawet spośród drobnej szlachty. Wielu możnych, owych „kresowych książąt", miało z kolei korzenie ruskie. Tyle, że w określonym kontekście historycznym przestało mieć to znaczenie...

 

Szczególnie pouczający jest los rodziny Wiśniowieckich. Przodek sławnego głównie za sprawą powieści Henryka Sienkiewicza „Ogniem i mieczem" Jeremiego Wiśniowieckiego Dymitr zakładał pierwszą Sicz Zaporoską! Jego kompanią byli Kozacy, z którymi „Jarema" toczył wiele lat później krwawy bój. Sam Jeremi wychowany w wierze prawosławnej w 1632 roku zmienił wyznanie na katolickie, mając lat ok. 20. Inni z „królewiąt kresowych" zrobili to zresztą wcześniej. Metropolita prawosławny starał się na próżno odwieść Wiśniowieckiego od tego kroku, w jego słowach odczytać można zresztą jeden z powodów, dla których Jeremi podjął taką decyzję: "płacze i lamentuje Cerkiew Boża, matka nasza, że Wasza Książęca Mość gardzić nią raczysz (...) Mówią, że wiara grecka jest chłopską wiarą (...)". [ 4 ]

Otóż to — pogarda i zrównanie w świadomości wiary prawosławnej ze stanem chłopskim...

Z wielkich rodów ruskich tylko ród Kisielów i Czetwertyńscy trwały przy starej wierze.

Jednak nawet i katoliccy możnowładcy zdawali sobie sprawę, że taka polityka wobec prawosławia jest już choćby z taktycznego punktu widzenia niebezpieczna. Spór o unię wciąż ciążył na polityce polskiej, szczególnie w kontekście zagrożeń wojennych, które nie szczędziły Rzeczpospolitej. Np. w czasie mobilizacji wobec tureckiej nawały w 1620 roku nawoływano, by zaniechać dotychczasowej polityki wobec prawosławia, gdyż połowa wojska miała składać się z Rusinów. Mimo to niewiele wskórano, choć Kozacy poparli wtedy Rzeczpospolitą. Jeszcze na długo przed powstaniem Chmielnickiego na sejm przybywali Kozacy obiecując wierność państwu, a prosząc o zaprzestanie prześladowań religijnych.

"Naród nasz Ruski cierpi (prześladowania) niemal po wszystkiej ziemi Litewskiego Państwa, i w krajach Ruskich (...)" . Na to król Zygmunt III upomniał zaraz posłów, by nie wtrącali się do wewnętrznych spraw Wielkiego Księstwa Litewskiego. A jak zauważa Jasienica, chodzi o coś bardzo ważnego — oto Kozacy zaczęli już się uważać za głos całej Rusi w granicach Rzeczypospolitej, nie tylko Ukrainy, ale i Białorusi. Ponadto Kozaczyzna, skądinąd niezbyt gorliwa religijnie, mimochodem wyrastała na jedynego obrońcę prawosławnego ludu i cerkwi.

 

O problemach z prawosławiem i Kozaczyzną dyskutowano żywo na sejmach, ale ... niewiele z tego wynikało, choć po śmierci Zygmunta III, za panowania Władysława IV zauważyć można pewne zmiany. W Wielkim Księstwie Litewskim planowano ustanowienie metropolii dla obydwu odłamów — unickiego w Połocku, prawosławnego — w Mohylewie. W 1635 roku już legalnie przywrócono prawosławną metropolię w Kijowie. Jej zwierzchnikiem został Piotr Mohiła.

 

Jednak ciągle postrzegano wiarę prawosławną jako uciskaną. Nie ma co ukrywać, że nierówne traktowanie religii było jedną z przyczyn ciągłego wrzenia na Ukrainie — jak sądzi Paweł Jasienica. Współczesny Chmielnickiemu autor tzw. „Latopisu naocznego świadka"pisze: "Jeden był początek i jedna przyczyna wojny Chmielnickiego, a mianowicie prześladowania prawosławia przez Lachów i wyzyskiwanie Kozaków".

A unicki duchowny dodaje: „prawosławni chrześcijanie i Kozacy Zaporoscy gotowi są przejść pod władzę Moskwy z powodu ucisku, jaki cierpią prawosławni od Polaków".

W czasie powstania Chmielnickiego powtarzano wciąż postulat kierowany do strony polskiej, a dotyczący zgody na wolność religijną i na zasiadanie patriarchy prawosławnego w senacie, tak jak zasiadali w nim dostojnicy Kościoła katolickiego.

Może rzeczywiście, gdyby sprawy między Rzeczpospolitą a Kozaczyzną miały wyłącznie tło polityczno-społeczne i ekonomiczne rozwiązano by je mniej krwawo, gdy jednak dołączył się do tego czynnik religijny, sytuacja stała się niezwykle skomplikowana. Splot okoliczności, nierozwiązane problemy sprawiły, że unia brzeska stała się dla stron zainteresowanych pretekstem — dla Kozaków była to okazja dla ukazania siebie jako obrońców wiary, choć król Władysław IV wreszcie przyznał wyznawcom prawosławia te same swobody religijne co unitom. Zwracano także cerkwie. Było jednak za późno. Kozacy mimo to, wzywając do walki, czynili to w imię walki z uciskającym ich i chłopów katolicyzmem.

Wszystko to — po obu stronach — sprzyjało niebezpiecznej optyce wewnętrznej wojny religijnej.

W tym splocie okoliczności na postać tragiczną wyrastał Adam Kisiel, znany także z Sienkiewiczowskiej Trylogii, ukazany tu jako adwersarz Wiśniowieckiego (a sympatia pisarza, zgodnie zresztą z kresowym mitem, była po stronie tego ostatniego). To jeden z nielicznych nie spolszczonych wielmoży kresowych. Rusin i prawosławny, wojewoda bracławski, zwolennik pokojowego rozwiązania konfliktu z Kozaczyzną, gdy już rozgorzał na dobre, wcześniej jednak optował za stanowczym rozwiązaniem kwestii kozackiej i opowiadał się za sojuszem z Moskwą. Był zapewne najwybitniejszym przedstawicielem społeczeństwa ruskiego na kresach i rzecznikiem zgody z Rzeczpospolitą. Jemu to powierzono prowadzenie rokowań, a jego niebezpieczną podróż z lata 1648 r., kiedy to omal nie postradał życia opisuje Sienkiewicz. A jednak to właśnie jemu nie dowierzała ani strona polska, ani powstańcy i sam Chmielnicki. Podczas swej drugiej misji mających doprowadzić do ugody w lutym 1649 r. w Pejerasławiu, gdy pozycja Chmielnickiego była już silna, usłyszał oskarżenia: królewięta na kresach nabroili mnoho, a „Ty, Kisielu, kość z kości naszej, odszczepiłeś się, przestajesz z Lachy!"  Mimo tego incydentu, Chmielnicki otrzymał wtedy buławę hetmańską, a Kisiel, obiecał w imieniu Rzeczpospolitej wolność dla religii greckiej, amnestię dla powstańców i zwiększenie rejestru. W efekcie jednak Kisiel niewiele zdziałał, wojny trwały długo, a postulat o wolności religijnej dla prawosławnych powtarzał się stale. W umowie zborowskiej znowu pojawił się punkt mówiący o tym, że metropolita prawosławny będzie mógł sprawować urząd w Kijowie. Storpedowali ten punkt biskupi katoliccy, którzy też absolutnie nie zgadzali się na zniesienie unii. Również w czasie prac nad porozumieniem hadzickim, który był ostatnią szansą na rozumne załatwienia sprawy Ukrainy, kler katolicki wymógł jak najmniejsze ustępstwa wobec Kozaków.

 

Bilans kontrreformacji na ziemiach polskich, w tym konsekwencje unii brzeskiej nie były najlepsze; odtąd utrwalało się hasło Polak — katolik, zaś niekatolik stawał się innym, obcym, a w konsekwencji wrogiem.

Z Rzeczpospolitej wygnano braci polskich, walczono z konfesją protestancką, w tym samym klimacie usztywniała się stosunek do prawosławia.

Czasy „złotej wolności" dobiegły końca. Był to proces, który trwał zanim nastało wrzenie na Ukrainie i również po nim. Proces dobitnie obrazują liczby: otóż gdy Zygmunt III do władzy monarszej doszedł — w senacie zasiadało 41 innowierców, gdy zaś umierał było ich...6! W tym jeden prawosławny.

Zaloguj się