myśl 20

Pustkowie

Pustkowie

Kumpel dzwoni i mówi, Carlos sprawdzam czy żyjesz bo twoja internetowa aktywność skończyła się na zdjeciu ze szkalnymi oczami. Ja na to, że oczy są szklane, bo są szklane.

Byłem kiedyś z nim na Antarktydzie. Mówię zziębnięty, okalając wzrokiem białe pustkowie.

- Spójrz. Nie ma boga
- Bóg jest wszędzie – mówi pełen wiary aby czasem nie posiąść winy.

Spędziliśmy tam sześć dni. Ja znalazłem tylko ślady niedźwiedzi wędrując samotnie. On chodził z bogiem ale i tak odmroził palce u rąk. Stracił trzy. Kiedy wróciliśmy i odwiedziłem go w szpitalu, poprosiłem aby pojechał ze mną na ostatnie piętro.

- po co?

- chcę tam kogoś poszukać.

- jakąś gorącą pielęgniarkę?

- to smutne piętro. Tam nie zmieniają niczego nawet takie pielęgniarki.

Pojechaliśmy. Był tam oddział onkologiczny.

- spójrz – mówię gdy patrzy na ledwo żyjące dzieciaki poddane chemioterapii – nie ma boga.

Był smutny i zmęczony. Nie odpowiedział.

Brak myśli, zmysłów, uczuć – nic-
Jak pośród głazów głazem być
Wszystko owionął grozy cień
Umarła noc i umarł dzień

- czasem jesteś skurwielem – mówi odwracając się na pięcie – nie zabieraj mnie w miejsca, w których nie ma gorących pielęgniarek - przyznał, że w tym miejscu nie może być boga.
- mam jedno usprawiedliwienie – idę za nim - puste, błękitne oczy.
- wiec jesteś skurwielem z błękitnymi oczami. Niczego to nie zmienia.
- wolałbym być głupcem. Bogowie kochają głupców - jedziemy windą. Mówię chyba do siebie, a on nuci jakąś nutę - Bądż mostem do tergo co być powinno. Otóż jestem bardzo uduchowiony, lecz wolę być przewodnikiem dla tych, którzy zgubili drogę, okrętem dla tych, którzy przemierzają ocean, mostem dla przechodzących przez rzekę, azylem dla tych, którzy nie mają gdzie się schronić, lampą dla tych, którzy przynoszą ciemność. A tego nie znajdziesz w religii. Tylko poza religią możesz mieć sumienie, które nie pozwala zabijać, które nie zarzyna owcy aby ułaskawić gniewnego Boga.

 


Wychowałem się na ulicy w biednej dzielnicy, ale zdołałem wykiwać Bogów i uciec z piekła.

I wychowywały mnie zwierzęta. Jednak tak naprawdę jestem cynikiem, kpiarzem, czerpię jakąś szczególna przyjemność, jakąś dumę, robiąc z siebie romantycznego nieudacznika.

Obiekt własnego, niezwykle osobliwego poczucia humoru.


Musicie zrozumieć, że to nie jest kwestia wiary i niewiary. To kwestia oburzenia na wasze bezwartości, które zwiecie wartościami.

Mam chęć nie wyrządzania krzywdy. Jakiemukolwiek ze stworzeń - małemu, czy dużemu. Słabemu, czy silnemu. Jeśli to zrozumiesz, nie zadasz śmierci żadnej istocie i zrozumiesz, że one nie chcą śmierci.

W Waszej wielkiej religii jest natomiast multum śmierci i składania ofiar. Nie akceptuję tego.

 

Privacy preferences
__cookiemgr_infotext__

Privacy declaration

Show details
Our webpage stores data on your device (cookies and browser's storages) to identify your session and achieve basic platform functionality, browsing experience and security.
__cookietype_func__

Zaloguj się