Baśń o ogrodzie

   Gdybyśmy zostali w ogrodzie, bylibyśmy dobrzy.

Ah Ci wielcy bogowie, których wielbimy jako naszych stwórców. Jakże czujemy się wyjątkowi wierząc w to, że jesteśmy dziełem bogów, czy też dziś w obrębie naszej rzeczywistości; wielkiego boga chrześcijańskiego monoteizmu- Jahwe. Jakże nas to wartościuje. Ale czy aby słusznie? Czy aby z pewnością powinniśmy czuć się wyjątkowi? Czy aby z pewnością zdajemy sobie sprawę kim byliśmy w zamyśle stworzenia? I w zasadzie jaki był powód uczynienia nas? Czy nasz kosmiczny wręcz narcyzm przetrwa próbę prawdy?

 

Mity Sumeryjskie to najwcześniejsze mity będące jak i cały Sumer protoplastą dzisiejszej cywilizacji. Potop, stworzenie ludzi z gliny nie jest autorskie dla Jahwe lecz właśnie dla mitów Sumeryjskich. Sam Sumer datowany jest do 4 tysięcy lat przed naszą erą, a najstarsze mity na 2700 rok przed naszą erą. Są również szacunki, że nawet na 6000 lat przed naszą erą. Co również bliźniacze z judaizmem i chrześcijaństwem to lokalizacja. Sumer to w zasadzie kotlina między Tygrysem i Eufratem czyli biblijny ogród eden.
Nie będziemy jednak zajmowali się tutaj historią cywilizacji lecz konkretnym zagadnieniem. Powodem dla którego bogowie jak i bóg Jahwe nas uczynili. I wcale nie nobliwym. Musimy zdać sobie sprawę raz na zawsze, że wierząc w takiego boga powinniśmy się wstydzić.
Po narodzinach świata następowały kolejne pokolenia bogów, których zadaniem była opieka nad ziemią na której nie było ludzkości.
Dbali oni by ziemia była nawodniona, chodzili więc z koszami. W rejonie biblijnego edenu u zbiegu Eufratu i Tygrysu głównie chodziło o nawadnianie. Tak jakby całe ich istnienie sprowadzało się do dbałości o naturę. To była cała pierwotna praca bogów. Jeśli przyjmiemy oczywiście świadomość, iż bogowie nie muszą ani jeść ani pić.


I tego najwyższego w naszej dzisiejszej cywilizacji boskiego degenerata; Jahwe.
(Stary Testament, Rodzaju, rozdział 2: bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby) Po czasie zaczęli się oni na nią skarżyć. Wystosowano pierwsze żądanie aby Enki w swej mądrości wymyślił coś lepszego aniżeli nieustanna praca bóstw.
Pomysł podsunęła jego matka Nammu. Powiedziała mu aby stworzył człowieka.
(Stary testament, Rodzaju, rozdział 2: Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał.)

Enki był leniwym bogiem; najczęściej spał w wodnych głębinach Apsu. Zadanie więc realizacji tego pomysłu pozostawił matce sugerując jedynie aby wzięła trochę żyznej gliny z jego ulubionego Apsu i odpowiednio ją uformowała.
Nammu więc przechodzi do dzieła i korzysta z pomocy innej bogini, Ninmah, która to nakłada na ludzkość obowiązek ciężkiej pracy realizując jedyny cel stworzenia człowieka czyli odciążenia z tej pracy bogów.
Następnie bogowie świętują na cześć mądrego Enki, który wraz z Ninamah upija się i idzie w zawody polegające na tym, że jedno stwarza istoty, a drugie przypisuje im odpowiedni los lub rolę społeczną. Ninmah formuje sześć istot, z których każda obarczona jest jakąś fizyczną wadą. Trzy z nich cierpią na dysfunkcję genitaliów, więc Enki w swej mądrości wyznacza im rolę kapłanów.
Przypowieść o kapłanach ma formę metaforyczną ale najistotniejszą. Strzeż się kapłana religijnego. Niżej moralnie niż on być nie można. Jego działanie to cyniczne okłamywanie Ciebie przez cale Twoje życie, strasząc odpowiedzialnością przed niewidzialnym tworem i karą w nieistniejącym piekle. Cały życie Cię oszukuje i zwodzi, oferując coś czego nie potrzebujesz; zbawienie i miejsce w raju jakiego nigdy nikt nie widział w zamian za realne dobra, które posiadasz tu na ziemi. Nie ma w społeczeństwie niebezpieczniejszego człowieka niż kapłan religijny.
Skupmy się jednak na powodzie uczynienia człowieka. Bogowie nie chcą pracować. Z tego lenistwa czy też znużenia stwarzają ludzi z gliny. Stwarzają ich do pracy. Do tego aby byli rolnikami i ogrodnikami. Stwarzają ich do służenia sobie i niewolniczej pracy.

Rolnictwo i hodowla zwierząt pojawiła się na ziemi za pomocą wysłanej na ziemię bogini Asznan, która to ma pług i jarzmo, a dla bogini Lahar wznoszą owczarnie. Natomiast ludzkość dla której przeznaczeniem jest służba bogom może teraz dostarczać im ofitego i odpowiedniego pożywienia.


Człowiek za bogów Sumeru powstaje z pobudek nie nadobnych i twórczych lecz egoistycznych i próżnych; z boskiego lenistwa.
Sumer rozrasta się do Babilonu. Większego i bardziej zorganizowanego. Z wielości mitów jeden interesuje nas tu bardziej. Bóg Kingu zostaje obwiniony za bunt przeciw innym bogom i stracony, a z jego krwi i gliny, Bóg Ea stwarza człowieka nakładając na niego obowiązek służenia bogom. Uwalnia to bogów od ciężkiej pracy.


Moglibyśmy wędrować z mitami jeszcze długo ale nie ma takiej potrzeby. Wymienione dwa są najważniejsze gdyż są kolebką tego kim dziś jesteśmy. Występują w nich wszystkie cechy jakie znajdujemy w biblii; kary wobec ludzi, kataklizmy, potop, przetrwanie jednej rodziny i zwierząt w arce i wiele innych. W zasadzie znając mitologię od Sumeru po Mitranizm znamy każdą z przypowieści biblijnych jak i samego mesjasza Jezusa Chrystusa. Zarówno Stary i Nowy Testament niczego nowego nam nie oferuje jak reformy czy deformy zakorzenionych już mitów. Rzecz jasna wyznawcy monoteistycznego boga judeo-chrześcijańskiego się z tym nie zgodzą ale nie zmienia to faktu, iż jedyną autorską rzeczą jaką wniosło do świata chrześcijaństwo jest systemowe poparcie dla niewolnictwa. Tym jednak zajmiemy się później.


Przejdźmy zatem do owego monoteizmu i już nie bogów lecz jednego boga zwanego Jahwe, a który na samym początku był powiewem wiatru. Czy ów bóg różni się od swoich poprzedników? Leniwych bogów chcących aby ktoś wykonywał za nich prace i dostarczał im dóbr? Przy czym dlaczego bogowie potrzebują dóbr? Czy altruistycznie opiekują się przyrodą i w końcu męczy ich ten mozół? Czy też zmuszeni są uprawiać ziemię, nawadniać ją aby rodziła ona im pokarm. Ale czy wtedy są bogami?
Najwcześniejszy Sumer wyjaśnia nam, że Bóg An stworzył bogów Anunnaki ale ponieważ świat nie był jeszcze ukształtowany do końca jedli oni trawę ustami jak owce i pili wodę z rowu. Więc Sumer informuje nas, że bogowie musza jeść i pić. Zatem najstarsze mity z perspektywy czasu informują nas, że bogowie owi nie są bogami w dzisiejszym rozumieniu cech boskich. Wówczas zostały stworzone Lahar, bogini bydła i Asznan, bogini ziarna. Wytwarzały one więcej żywności, szczególnie mleka. Bogom zaczęło żyć się lepiej. Najwcześniejsi bogowie zatem uzależnieni są od jedzenia i picia, więc muszą uprawiać ziemię. Altruizm boski pada. Cechy boskie padają. To nie bogowie. Ich nawadnianie ziemi to konieczność.


Bogowie jednak nie są zadowoleni. Muszą pracować. Enlil zatem decyduje się wysłać obie boginie na ziemię; Asznan otrzymuje pług i jarzmo, a dla Lahar wznoszą owczarnię. W ten sposób rolnictwo i hodowla zwierząt pojawiają się na ziemi. Ludzkość, której przeznaczeniem jest służba bogom może teraz dostarczać im obfitego pokarmu.
Ot i cała prawda o naszych bogach i o nas płynąca od najwcześniejszych mitów, aż po najwyższych w naszej dzisiejszej świadomości bogów takich jak Jahwe. Jeśli chcemy bogów to chcemy kogoś dla kogo mieliśmy niewolniczo pracować aby oni mogli odpoczywać. I chcemy przed nimi klękać. Wyznawcy Jahwe jednak powiedzą, że ich bóg jest inny, altruistyczny, nadobny, miłościwy, wyższy. Czy aby naprawdę?


Spójrzmy więc jak jest sięgając do mitu o najobrzydliwszym bogu z panteonu wszelkich bóstw; Jahwe. "nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi, ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła - bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby(księga Rodzaju, rozdział 2) Bóg Jahwe nie widział powodu nawadniać ziemię gdyż nie uczynił sobie rolnika jeszcze. "wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. (rodzaju, rozdział 2) Jahwe nie jest oryginalny w akcie stworzenia. Jak najwcześniejsi bogowie Sumeryjscy i późniejsi potrzebuje do tego gliny. I potrzebuje go do jednego. Stworzenie nie jest jakimś wyjątkowym aktem łaski i wynikiem woli tworzenia lecz potrzeby zapędzenia rolnika do pracy: 15 Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał.(Rodzaju, rozdział 2)
Bóg również zorientował się, że pojedynczy człowiek ani nie będzie zbyt wydajny ani nie będzie zbyt stabilny psychicznie. Wpadł zatem na pomysł 18 Potem Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc». (rodzaju, rozdział 2) Zauważcie, że stworzenie z gatunku jedynie samca czyli mężczyznę jest oczywistym dowodem na to, iż bóg potrzebował jedynie ludzkiej siły. Gdyby chciał stworzyć ludzką społeczność stworzyłby mężczyznę i kobietę równocześnie i w ten sam sposób. Warto jeszcze zwrócić szczególną uwagę na fakt, że przyglądający się pracującemu człowiekowi bóg nie stwarza partnerki w następnym zamyśle lecz zwierzęta aby odciążyć jego wysiłek. Bóg nie chce stworzyć towarzysza życia lecz pomoc dla tego, który ma dla niego pracować. Gdyby ktoś miał wątpliwości, że chodzi o pracę to wyjaśnia to również wczesna księga biblii. Nie bez powodu zwraca ona uwagę na dobrostan Mezopotamii

11 Nazwa pierwszej - Piszon; jest to ta, która okrąża cały kraj Chawila, gdzie się znajduje złoto. 12 A złoto owej krainy jest znakomite; tam jest także wonna żywica i kamień czerwony. 13 Nazwa drugiej rzeki - Gichon; okrąża ona cały kraj - Kusz. 14 Nazwa rzeki trzeciej - Chiddekel; płynie ona na wschód od Aszszuru. Rzeka czwarta - to Perat. (księga rodzaju, rozdział 2) Warto przy tym zwrócić uwagę, że bóg biblijny nie był sam. 22 Po czym Pan Bóg rzekł: «Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; Taki jak kto? Był tam bóg, gdyż to mówi biblia ale kto był tym drugim bądż następnym skoro bóg mówi "my"? Owo "my" powtarza się kilka razy. Co jeśli bóg to jakiś wczesny, lepiej rozwinięty osobnik? Co jeśli to tylko przybysz z innej części kosmosu mający odpowiednią technologię aby stworzyć istotę. Dziś człowiek również umie to zrobić.


Bóg już na początku stworzenia zakazuje intelektualnego rozwoju człowieka. Sam stawia się więc w roli niejako oprawcy i jest zagrożeniem w rozwoju. Czy bóg jest przybyszem z początku ponad człowiekiem, który miał mu służyć i doglądać ogrodu? Ale po co przybyszowi ogród pełen złota. 15 Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał(rodzaju, rozdział 2) Czy człowiek miał być ogrodnikiem? A może górnikiem? 11 Nazwa pierwszej - Piszon; jest to ta, która okrąża cały kraj Chawila, gdzie się znajduje złoto. 12 A złoto owej krainy jest znakomite; tam jest także wonna żywica i kamień czerwony
Czy bóg był wyższa istotą szukającą minerałów? Stworzył sobie robotnika ale robotnik czuł się samotny. Robotnik zatem miał uczucia, doznawał już troski więc musiał mieć uczucia.
«Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc». Nasz boski poszukiwacz dostrzegł samotność mężczyzny. Przezornie więc uczynił mu zwierzęta mówiąc, że czyni dla niego pomoc. Mężczyzny jednak one nie ucieszyły. Nie chodziło więc tylko o odciążenie od pracy siłą zwierząt lecz o rozwianie osamotnienia. A być może coś czego nie mówi nam biblia z przyzwoitości. O spokój ducha mężczyzny za pomocą spełnienia seksualnego. Wszak dlaczego owy bóg nie stwarza drugiego ogrodnika czyli mężczyzny. Rozproszyłby jego samotność i odciążył w pracy. Byłby efektywniejszy niż kobieta. Bóg czyni kobietę. Po co? Mówi, że na pomoc dla niego i zadowolony jest z tego. Nawet zachwycony 23 mężczyzna powiedział: «Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta»


Czy teraz mężczyzna będzie lepiej pracował? Po spełnieniu seksualnym? Wszak wiemy doskonale, nie musząc być bogiem, iż spełnienie seksualne uspokaja mężczyzn, tonuje adrenalinę, rozładowuje napięcie. Jeśli bóg altruistycznie stwarzałby mężczyznę i kobietę aby zaludnić nimi świat to dlaczego nie stwarza kobiety od razu tylko po zwierzętach i w celu pomocy mężczyźnie? Dlaczego raj jest w miejscu pełnym złota i jest to wspomniane w świętej księdze więc i ważne. Dlaczego ten nic nie wiedzący z założenia (przed zjedzeniem owocu poznania dobra i zła) mężczyzna ma doglądać ogrodu. Czy nasz bóg też wyznaje pewien truizm "im mniej wiesz, lepiej śpisz"?
I dlaczego nasz bóg, którego nazywamy ojcem wyrzuca nas z tego miejsca pełnego złota i czerwonego kamienia za to, że zjadamy coś co pozwala nam odróżnić dobro od zła. Robi to z obawy przed zdemaskowaniem? Co zatem działo się w tym miejscu aż tak ważnym, iż postawił tam uzbrojonych strażników? 24 Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem Eden cherubów i połyskujące ostrze miecza -Księga Rodzaju, Rozdział 3
I kim byli Ci "my"? 22 Po czym Pan Bóg rzekł: «Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; (rodzaju, rozdział 3)
Czy tych konstruktorów było więcej? Czy byli to jacyś podróżnicy? Czy znaleźli się tutaj przypadkiem czy też celowo dla złota? I dysponowali technologią umiejącą klonować stworzenia z embrionów które posiadali? Dzisiejsza nauka to umie, a wciąż nie jesteśmy w stanie podróżować między planetami. Co jeśli jacyś przybysze umiejący podróżować między planetami mieli taką technologię rozwiniętą bardziej o setki, jeśli nie tysiące lat? Co jeśli owym owocem poznania dobra i zła było urządzenie (brakujące ogniwo do całości tworu na podobieństwo boże) dające fizycznej istocie stworzonej przez "boga" świadomość. Wszak byli na podobieństwo boże i stali się jak oni. Co jeśli wężem był jeden z przybyszów, który popełnił błąd bądź uznał, iż należy uzupełnić nowy twór o brakujące ogniwo czyli świadomość.


Te najwcześniejsze apokryfy nie mówią nam prawdy. Te najwcześniejsze apokryfy podając nam informacje o poszukiwaczu lub wydobywcy kroczącego wraz z podmuchem wiatru (czy to tożsame z opisami nie zrozumiałych machin u Ezechiela?) skłaniają nas później do uczynienia z niego boga? A może mówią nam prawdę a my ją negujemy gdyż nie pasuje do naszego obrazu świata, gdyż wolimy bogów niż świadomości iż nie jesteśmy jedyni w kosmosie. I że w porównaniu do tych "innych" jesteśmy prymitywni.
Bóg był powiewem: "ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami.(Księga Rodzaju, rozdział 1) 8 Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru (Księga Rodzaju, rozdział 3)
Bóg pojawiał się z powiewem wiatru. Czy bóg pojawiał się w czymś co wywoływało powiew? Księga Ezechiela w rozdziale 1 relacjonuje nam dokładniej tajemnicze zjawisko. Opisane wręcz z jej cechami fizycznymi.
„Patrzyłem, a oto wiatr gwałtowny nadszedł od północy, wielki obłok i ogień płonący <oraz blask dokoła niego>, a z jego środka [promieniowało coś] jakby połysk stopu złota ze srebrem, <ze środka ognia>. Pośrodku było coś, co było podobne do czterech istot żyjących. Oto ich wygląd: miały one postać człowieka. Każda z nich miała po cztery twarze i po cztery skrzydła. Nogi ich były proste, stopy ich zaś były podobne do stóp cielca; lśniły jak brąz czysto wygładzony. Miały one pod skrzydłami ręce ludzkie po swych czterech bokach. Oblicza <i skrzydła> owych czterech istot - skrzydła ich mianowicie przylegały wzajemnie do siebie - nie odwracały się, gdy one szły; każda szła prosto przed siebie. Oblicza ich miały taki wygląd: każda z czterech istot miała z prawej strony oblicze człowieka i oblicze lwa, z lewej zaś strony każda z czterech miała oblicze wołu i oblicze orła, <oblicza ich> i skrzydła ich były rozwinięte ku górze; dwa przylegały wzajemnie do siebie, a dwa okrywały ich tułowie. Każda posuwała się prosto przed siebie; szły tam, dokąd duch je prowadził; idąc nie odwracały się. W środku pomiędzy tymi istotami żyjącymi pojawiły się jakby żarzące się w ogniu węgle, podobne do pochodni, poruszające się między owymi istotami żyjącymi. Ogień rzucał jasny blask i z ognia wychodziły błyskawice. Istoty żyjące biegały tam i z powrotem jak gdyby błyskawice. Przypatrzyłem się tym istotom żyjącym, a oto przy każdej z tych czterech istot żyjących znajdowało się na ziemi jedno koło. Wygląd tych kół <i ich wykonanie> odznaczały się połyskiem tarsziszu, a wszystkie cztery miały ten sam wygląd i wydawało się, jakby były wykonane tak, że jedno koło było w drugim. Mogły chodzić w czterech kierunkach; gdy zaś szły, nie odwracały się idąc. Obręcz ich była ogromna; przypatrywałem się im i oto: obręcz u tych wszystkich czterech była pełna oczu wokoło. A gdy te istoty żyjące się posuwały, także koła posuwały się razem z nimi, gdy zaś istoty podnosiły się z ziemi, podnosiły się również koła. Dokądkolwiek poruszał je duch, tam szły także koła; równocześnie podnosiły się z nimi, ponieważ duch życia5 znajdował się w kołach. Gdy się poruszały [te istoty], ruszały się i koła, a gdy przestawały, również i koła się zatrzymywały: gdy one podnosiły się z ziemi, koła podnosiły się również, ponieważ duch życia znajdował się w kołach. Nad głowami tych istot żyjących było coś jakby sklepienie niebieskie, jakby kryształ lśniący, rozpostarty ponad ich głowami, ku górze. Pod sklepieniem skrzydła ich były wzniesione, jedno obok drugiego; każde miało ich po dwa, którymi pokrywały swoje tułowie. Gdy szły, słyszałem poszum ich skrzydeł jak szum wielu wód, jak głos Wszechmogącego, odgłos ogłuszający jak zgiełk obozu żołnierskiego; natomiast gdy stały, skrzydła miały opuszczone. Nad sklepieniem które było nad ich głowami, rozlegał się głos; gdy stały, skrzydła miały opuszczone. Ponad sklepieniem, które było nad ich głowami, było coś, o miało wygląd szafiru, a miało kształt tronu, a na nim jakby zarys postaci człowieka. Następnie widziałem coś jakby połysk stopu złota ze srebrem, <który wyglądał jak ogień wokół niego>. Ku górze od tego, co wyglądało jak biodra, i w dół od tego, co wyglądało jak biodra, widziałem coś, co wyglądało jak ogień, a wokół niego promieniował blask. Jak pojawienie się tęczy na obłokach w dzień deszczowy, tak przedstawiał się ów blask dokoła. Taki był widok tego, co było podobne do chwały Pańskiej. Oglądałem ją. Następnie upadłem na twarz i usłyszałem głos Mówiącego.


Nie o dziwo ta wersja interpretacji bazując na wiedzy o potędze kosmosu ( musiałbym być ignorantem aby uznawać iż w tak wielkim wszechświecie jesteśmy jedynymi inteligentnymi istotami) jest bardziej prawdopodobna niż przyjęcie istnienia boga bezosobowego. I jest przynajmniej racjonalna.


Zatem zarówno bogowie sumeryjscy, jak i rozwinięci Babilońscy, po czym i późniejszy, a pierwszy z monoteistycznych- potrzebują pracowników. Dla nich wszystkich człowiek był kimś kto będzie po prostu wykonywał pracę. Nigdy nie miał być dziełem jako takim, aktem łaski boga lecz wytworem boskiego lenistwa. Czy bogom to przystoi? Czy w ogóle bogowie potrzebują zatem jedzenia, picia, złota? Nie ma ku temu powodu, wszystkie te potrzeby deprecjonują status boski. Czy bogowie są więc jak ludzie i muszą spełniać fizjologiczne potrzeby. Czy są zatem bogami? A może są nami ale nami, którzy się wywyższyli i zechcieli aby inni dla nich pracowali.


Oczywiście monoteiści zaprzeczą głośno ale cała idea biblii zaczyna się od wskazania w edenie złota i skarbów, człowieka jako ogrodnika oraz "miłej woni dla boga" ze spalonych ciał zwierząt oddawanych mu na ofiarę. Po co bogu twórcy ofiara? Jest twórcą. Po co mu spalone ciała zwierząt? Spalone ciała jego tworu, jego dzieła? Cóż za bóg stwarza życie aby chcieć by jakiś rolnik składał je mu na ofiarę paląc je, zarzynając? Jaki jest sens w tworzeniu takiego świata? I dlaczego jednym z późniejszych wskazań w przenajświętszej księdze opowiadającej o tym bogu mamy bardzo ważny akapit ( księga wyjścia, rozdział 34, wers 20 - i nie wolno się ukazać przede Mną z pustymi rękami. Czy bóg jest aż tak nieudatny, aż tak samo niewystarczalny, iż zależny jest wręcz od darów ludzkich? I to nie byle jakich. Kapłan religijny wyraźnie nam oznajmia czego chce bóg: Księga Wyjścia, rozdział 35
"Dajcie z dóbr waszych daninę dla Pana". Każdy więc, którego skłoni do tego serce, winien złożyć jako daninę dla Pana złoto, srebro, brąz, purpurę fioletową i czerwoną, karmazyn, bisior oraz sierść kozią, baranie skóry barwione na czerwono i skóry delfinów oraz drzewo akacjowe, oliwę do świecznika, wonności do wyrobu oleju namaszczania i pachnących kadzideł, kamienie onyksowe i inne drogie kamienie dla ozdobienia efodu i pektorału.
Czy chciwość rośnie wprost z posiadaniem? Kolejny raz więc zapytuję; po co bogu złoto, srebro i brąz? Po co mu baranie skóry barwione oraz skóry delfinów? Po co mu pachnące kadzidła? Czy wszechmocny bóg nie jest w stanie pstryknąć sobie palcami i to mieć? Poza tym czy potrzebuje tego do czegoś? Ale do czego skoro jest wszechmocny. Czy bóg chcący być dobrym dla swych wiernych musi ich pozbawiać tego? Oczywiście, że nie. Ale za to kapłan nie jest wszechmocny, jest tylko leniwym nierobem. Musi mieć co zjeść, musi mieć co pić, musi mieć komfort, musi mieć majątek aby budować sobie potęgę, kupować ludzi w niewolę i uzależniać żołdaków od siebie.


Ta zależność istnieje od początków cywilizacji, od pierwszych mitów. Człowiek jest uczyniony dla wykonywania pracy wobec bogów i za nich. Do składania darów. Otóż żaden "boski" bóg nie potrzebuje człowieka ani do tego aby go karmił ani do tego aby zdobywał dla niego złoto czy kadzidło. Do niczego.

Nie zmienia to jednak faktu, że w każdym micie bogowie nas potrzebują. Co więc jest na rzeczy? Otóż bardzo prosta kwestia; kapłan religijny. To on jest jedynym przedstawicielem słów boga i pośrednikiem. Gdy mówi wam, że Bóg chce takie i takie zwierzę na ofiarę to dlatego, że sam lubi spożywać jego konkretne części, a nie dlatego, że bóg to lubi. A Mojżesz, tak zwany pierwszy prawodawca dokładnie wszystko opisał co chce dostawać czyli co lubi zjadać. Oczywiście mówiąc, że tego chce jakiś bóg. Dla kapłana nie będziecie pracować całe życie aby miał dobrobyt ale dla kapłana reprezentującego boga i owszem. Działa to po dziś dzień. Działa to bo to kapłan stworzył boga.


Nie trzeba być geniuszem aby domyślić się, że wszechmogący bóg, istota o największych możliwościach i absolutnie nadzwyczajna nie potrzebuje złota i kadzidła. Jednak zastraszanie i powołanie do życia bluźnierstwa robi swoje. Gangsterzy stosują przemoc na apel szefa, który twierdzi, że tak nakazuje szef, szefów. Nie on sam bo on przecież jest tu z nimi, żyje wśród nich więc niebezpieczne byłoby stawianie się w takiej sytuacji.


Zachłanność rośnie wraz z posiadaniem. W pewnym momencie już nie wystarczają kadzidła i futra. Potrzeba jedzenia, najlepszego rodzaju, wszak Mojżesz jest fanem mięsa. No i ktoś musi mu sprzątać, gotować i zamiatać. Ale najpierw pić, oj pić: 28 Nie będziesz się ociągał z [ofiarą z] obfitości zbiorów i soku wyciskanego w tłoczni. I oddasz Mi twego pierworodnego syna. (Księga Wyjścia, rozdział 22) i nie możesz sie ociągać z przyniesieniem kapłanowi soku. I aby było jasne, jestem bardzo łaskawy i pozwalam wam wykupić niewolnika z własnego dziecka. Jakże to genialny przepis darmowej siły roboczej. I nie będziesz oddawał bogu drugiego dziecka lub trzeciego. Przecież mógłbyś nie mieć drugiego lub trzeciego. Byłoby to wszak, oczywiście wciąż niewłaściwe ale przynajmniej zrozumiałe, gdyby to czwarte dziecko oddawane było na służbę do kapłana. Wszak wcześniejsze dzieci mogą wówczas pomagać rodzicom w pracy. Ale nie! Ma być pierworodne. Dlaczego? Bo pierworodne jest zawsze. Zawsze mając dzieci będziesz miał to pierwsze. Kapłan nie może pozwolić sobie na ryzyko czy czasem będziecie mieć drugie dziecko.


Księga Wyjścia 13 „Pan tak powiedział do Mojżesza: «Poświęćcie Mi wszystko pierworodne. U synów Izraela do Mnie należeć będą pierwociny łona matczynego - zarówno człowiek, jak i zwierzę(...) I oddasz wszelkie pierwociny łona matki dla Pana i wszelki pierwszy płód bydła, jaki będzie u ciebie; co jest rodzaju męskiego, należy do Pana. Lecz pierworodny płód osła wykupisz jagnięciem, a jeślibyś nie chciał wykupić, to musisz mu złamać kark. Pierworodnych ludzi z synów twych wykupisz. Gdy cię syn zapyta w przyszłości: Co to oznacza? - odpowiesz mu: Pan ręką mocną wywiódł nas z Egiptu, z domu niewoli. Gdy faraon wzbraniał się nas uwolnić, Pan wybił wszystko, co pierworodne w ziemi egipskiej, zarówno pierworodne z ludzi, jak i z bydła, dlatego ofiaruję dla Pana męskie pierwociny łona matki i wykupuję pierworodnego mego syna." Przypomina też o tym później (Wyjścia 34), jednocześnie dając bardzo ważne upomnienie. „Wszystko pierworodne do Mnie należy, a także pierworodny samiec z bydła, wołów i owiec. Pierworodnego zaś osła wykupisz głową owcy, a jeślibyś nie wykupił, złamiesz mu kark. Wykupisz też pierworodnego syna swego, i nie wolno się ukazać przede Mną z pustymi rękami."
Zgodnie z tym pierworodne zwierzę należało złożyć Bogu w ofierze, natomiast syn miał być ofiarowany na służbę w świątyni; później gdy służbę świątynną pełniły pokolenia kapłańskie, należało go wykupić. Jak widać uśmiercanie zwierząt choćby z powodu nie wykupienia nikomu wyznającemu ta religię nie przeszkadza. Precyzuje czego chce i lubi w rozdziale 18 księgi Liczb. „Wszystkie pierwociny łona matki, które oddają Panu ze wszystkiego ciała, począwszy od ludzi aż do bydła, będzie twoje; ludzi pierworodnych każesz wykupić, jak również wszystko pierworodne zwierząt nieczystych. Wykupu dokona się w miesiąc po urodzeniu za cenę pięciu syklów srebra według wagi przybytku; sykl po dwadzieścia ger. Nie każesz jednak wykupywać pierworodnego krowy, owcy i kozy: te są święte. Krew ich wylejesz na ołtarz, a tłuszcz ich spalisz w ogniu jako miłą woń dla Pana. Lecz mięso ich będzie do ciebie należeć, to jest mostek z piersi, ofiarowany gestem kołysania, i prawa łopatka będą twoje."


Pojawia się doskonały zapis niezrównanej ilości dóbr oraz pieniędzy płynących od całej społeczności. Wystarczy powiedzieć czego chce niejaki bóg, aby mieć mięsiwo oraz siłę roboczą. Oczywiście masz szansę swego syna wykupić jeśli nie chcesz aby służył on kapłanowi. Możesz być już starszy i twój syn może być Ci potrzebny do pomocy w polu, etc. Więc jeśli nie chcesz aby był on niewolnikiem to wystarczy kapłanowi zapłacić za jego wolność. Doskonały system gangsterski. Przyjmując kilkaset tysięcy rodzin, kilkaset tysięcy dzieci i gdyby część z nich zachować do darmowej posługi, a z części mieć pieniądze z opłaty za ich wykupienie to można nic nie robić i stworzyć niesamowite imperium. Aby bogactwo płynęło nieustannie stosuje się opłaty za narodziny w myśl przeznaczania tego co pierworodne bogu i tworzenia konieczności oczyszczania się. Oczyszczania się z czego? Z tego co jest naturalne, czyli z narodzin dziecka ale w umysłach kapłanów i tworzącej się religii nie jest to już naturalne. Jest to nieczystość, którą należy zmyć ofiarą.


Czterdzieści dni po narodzeniu chłopca, a osiemdziesiąt po narodzeniu dziewczynki, matka powinna przyjść do świątyni i poddać się obrzędowi oczyszczenia: „Kiedy zaś skończą się dni jej oczyszczenia po urodzeniu syna lub córki, przyniesie kapłanowi, przed wejście do Namiotu Spotkania, jednorocznego baranka na ofiarę całopalną i młodego gołębia lub synogarlicę na ofiarę przebłagalną. (...) Jeżeli zaś ona jest zbyt uboga, aby przynieść baranka, to przyniesie dwie synogarlice albo dwa młode gołębie, jednego na ofiarę całopalną i jednego na ofiarę przebłagalną. W ten sposób kapłan dokona przebłagania za nią, i będzie oczyszczona" (Księga Kapłańska, rozdział 12)


Religia tworzy przepis deprecjonowania naturalizmu życia. Staje w opozycji do narodzin, obligując nas do oczyszczania się z czegoś tak naturalnego. Z czegoś co jest ideą każdego gatunku; prokreacji. Jezus Chrystus czyli tak zwana wielka nowina, która miała odciąć chrześcijan od okrutnego boga Jahwe był dokładnie taki sam.
Pod pretekstem zadośćuczynienia naszym grzechom i wielkiego poświecenia z życia osłabia się nas, powoduje współcierpienie, a przez to chęć zadośćuczynienia. Ale czym? Czymś nad wyraz oczywistym. Dzieje Apostolskie, rozdział 4 „Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze [uzyskane] ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów."

W następnym rozdziale tej samej księgi apostołowie zamordują parę małżonków, którzy sprzedając swój majątek nie oddali wszystkich pieniędzy apostołom. Gdy warunki nie były przychylne do uśmiercania, zawsze były stosowne do reprymendy. Reprymendy w kwestii nie zostawiania wystarczającej sumy pieniędzy. (Ewangelia wg. Łukasza, rozdział 21) „Gdy podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, i rzekł: «Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie" Kapłan żeruje na ludziach, na ich pracy, na ich majątku, na kwestiach zupełnie naturalnych i wywodzących się z natury jak narodziny. Kapłan każe poświęcać wszystko na ołtarzu religii, pozwalając część z tego wykupić. Podczas gdy jemu tak naprawdę nic się nie należy. Ale to wy, wierząc w to oddajecie jemu wszystko.


Poruszę przy okazji inną kwestię z księgi, w której tak wnikliwie kapłan ustala dobra dla siebie. Księga Kapłańska, rozdział 27 „Jeżeli kto poświęci co ze swej własności dla Pana jako "cherem": człowieka, bydlę albo część gruntu dziedzicznego - to ta rzecz nie będzie sprzedana ani wykupiona. Każde "cherem" jest rzeczą najświętszą dla Pana. Żaden człowiek, który jest poświęcony dla Pana jako "cherem", nie może być wykupiony. Musi on być zabity.
Cherem to klątwa. Wiemy, że wśród 613 przepisach bóg ustanawia tak zwane klątwy w imię których możesz kogoś zabić. To taki paragraf 22 aby pozbyć się kogokolwiek.. Jak to działało w rzeczywistości? (księga Jozuego, rozdział 7) „Izrael zgrzeszył: złamali przymierze, jakie z nimi zawarłem, wzięli sobie z tego, co było obłożone klątwą - ukradli to, zataili i schowali między swoje rzeczy. (...)U kogo zaś znajdą rzeczy obłożone klątwą, będzie spalony wraz ze wszystkim, co do niego należy, bo złamał przymierze Pana i popełnił zbrodnię w Izraelu"
A jakże, trzeba palić swoich wybranków za taką niesubordynację. Wszak tak właśnie postępować powinien miłosierny bóg. Natomiast jak będziemy racjonalni i odrzucimy niejakiego boga to mamy jasny przykład przywłaszczenia sobie nienależnie (bez wiedzy szefów mafii i ich rozdziału) znalezionego majątku. Wszystko trzeba oddać kapłanowi.
„Odpowiedział Akan Jozuemu: «Istotnie zgrzeszyłem przeciw Panu, Bogu Izraela. Oto co uczyniłem: Ujrzałem między łupem piękny płaszcz z Szinearu, dwieście syklów srebra i pręt złoty wagi pięćdziesięciu syklów. Zapragnąłem ich i zabrałem je. Są one zakopane w ziemi na środku mego namiotu, a srebro pod nimi (...)Wziął więc Jozue Akana, syna Zeracha, srebro, płaszcz i pręt złoty, jego synów i córki, jego woły, osły i owce, jego namiot i wszystko, co do niego należało. Wszyscy Izraelici im towarzyszyli. I wywiedli ich w dolinę Akor. Jozue powiedział: «Jak nas wprowadziłeś w nieszczęście, tak niech dziś Pan ciebie w nieszczęście wprowadzi». I wszyscy Izraelici go ukamienowali, a ich spalili i obrzucili kamieniami.

Publiczna egzekucja wobec tego, który okrada mafię oraz ich całej rodziny. Klasyczny motyw z każdego filmu o mafii. Robienie sobie z nich przykładu aby czasem nikt więcej nie pomyślał o okradaniu mafii. Po drodze don Jahwe sobie szczegółowo oszacował ile kto jest wart. Oczywiście, że pieniędzy. Wasze życie to tylko wartość materialna, nic innego. To znaczy wasze życie wedle moralności chrześcijaństwa. Wedle boga Jahwe. Księga Kapłańska, rozdział 27 „Dalej Pan powiedział do Mojżesza: «Mów do Izraelitów i powiedz im: Jeżeli kto chce się uiścić ze ślubu, według twojej oceny dotyczącego jakiejś osoby wobec Pana, tak będziesz oceniał: jeżeli chodzi o mężczyznę w wieku od dwudziestu do sześćdziesięciu lat, to będzie on oceniony na pięćdziesiąt syklów srebra według wagi przybytku. Jeżeli chodzi o kobietę, to będzie ona oceniona na trzydzieści syklów. Jeżeli chodzi o młodzież w wieku od pięciu do dwudziestu lat, to chłopiec będzie oceniony na dwadzieścia syklów, a dziewczyna na dziesięć syklów. Jeżeli chodzi o dzieci w wieku od jednego miesiąca do pięciu lat, to chłopiec będzie oceniony na pięć syklów srebra, a dziewczynka na trzy sykle srebra. Jeżeli chodzi o ludzi starszych w wieku od sześćdziesięciu lat wzwyż, to mężczyzna będzie oceniony na piętnaście syklów, a kobieta na dziesięć syklów. Jeżeli jednak ktoś jest tak ubogi, że nie może spłacić według twego oszacowania, to postawi osobę ślubowaną przed kapłanem, a ten ją oszacuje. Według możności tego, który ślubował, kapłan ją oszacuje.
Podatki, podatki i jeszcze raz podatki, które skrupulatnie oblicza Jahwe. Jednak czy to mu przystoi? No chyba żadnemu, nawet tak podłemu bóstwu nie przystoi zajmować się pieniędzmi. Kaplanowi jest jednak mało. Za mało aby mieć tylko korzyść z żyjących. Kościół więc wymyśla czyściec. To wynalazek tylko i wyłącznie złodziejskiego i chciwego kościoła katolickiego. Ten czyściec to tymczasowe piekło, z którego możecie wykupić swoich bliskich za żywe dary i gotówkę. Nawet dziś kapłani religijni ogłaszają takie promocje "na rok za 199 zł możesz wykupić swą duszę z czyśćca. Całkowite odkupienie na rok. A, że po drodze straszy Cię tym, że w czyśćcu Twoim umarli bardzo cierpią, to zapłacisz aby zafundować im odpoczynek od cierpienia. Jak widać, nie wieczny lecz za konkretną kwotę na konkretny czas.


Dziś więc już nie musisz zarzynać biednego, niewolonego stworzenia dla boga. Jesteś oprawcą ale ponieważ kapłan chrześcijański stał się bardziej wyrachowany to nie chce już krwi na ołtarzu, gdyż za dużo roboty z tym. Bałagan i smród. Kapłan już woli burgery, polędwiczki w sosie. Ale nie będzie tego przyrządzał sam. Kapłan chce zatem pieniędzy. To jest jego nowoczesna ofiara. Są wygodniejsze i lżejsze; może mieć za nie co chce, a nie musi dźwigać i sprzątać. Tak już było w nowym testamencie za apostołów, którzy głosili aby sprzedawać swoje dobra, i przynosić uzyskane z tej sprzedaży pieniądze apostołom i składać u ich stóp. A jak nie oddałeś wszystkiego co uzyskałeś ze sprzedaży swojej własności to cię zabijano jak Ananiasza i Safirę. Oczywiście w przypisie to bóg zabił za nieoddanie, nie apostoł Piotr. Tym gorzej dla boga, że zabija za pieniądze. I ja miałbym uznawać go za idola.

Na marginesie tylko zwrócę uwagę jakim barbarzyństwem cechuje się zarówno bóg Jahwe jak i chrześcijaństwo wyrosłe na ofiarach ze zwierząt i reformujące się na ostateczną ofiarę z syna boga czyli człowieczą, która to staje się obrzędem zjadania jego ciała i picia jego krwi. Obrzęd teofagii, iście zresztą Pogański, wywodzący się z Mitranizmu.


Żadna z religii wyrosłych na starym testamencie nie chciała dobra i braku krwiożerczości; żadna nie powiedziała - jedz to oto jabłko jak chce matka ziemia. Nie. One odebrały Ci matkę ziemię i dały boga ojca; a on rozmiłował się we krwi zarzynaniu niewinnych istot ku jego czci.


Żyjemy w epoce ryb. W epoce oszustw; dotyczy to banków, rządów, edukacji, religii, żywności, a nawet sportu. I nie chodzi tylko o to, że oszustwo jest niskie moralnie ale o to, że od ponad 20 wieków kantowanie i krótkowzroczność narobiły jedynie szkód. Epoka ryb to degenerująca ludzkość epoka wiary i deprecjonowania tu i teraz na rzecz tam i później. Podporządkowywanie sobie ludzi to typowo europejska mentalność wywodząca się z opresyjnych struktur politycznych i religijnych epoki renesansu. Z chęcią przyjęta w schedzie religijnego spadku od najbardziej zdegenerowanego rodu, który wędrował z Mojżeszem i Jahwe przez pustynię zarzynając wszystko na swej drodze. To scheda biblijna.
Utrwalana doktryną chrześcijańską, która akceptowała i promowała niewolnictwo ideowo. I w zasadzie to właśnie z tego powodu Konstantyn uczynił chrześcijaństwo religią narodową.
Tą samą mentalność mieli ludzie którzy odkryli między innymi Amerykę. I doprowadzili do największej zagłady w dziejach ludzkości. Szerząc doktrynowo swoją wyższość i swojego boga, o którym mówili, że jest miłosierny.
Szacuje się, że w obu amerykach zginęło 70 milionów ludzi z rąk chrystianizujących konkwistadorów. Często w niewyobrażalnych męczarniach. Wycinane płody, rzucane na pożarcie zwierzętom. Rozrywane niemowlaki rękami ludzi niosącymi krzyż i boga na ustach. Ostało się zaledwie 10 milionów branych do niewoli i zmuszanych do wyznawania europejskich „wartości" Od pierwszego kontaktu zaledwie Europejczycy zdecydowali się podporządkować ludzi ameryk i zniewolić ich. Właśnie z powodu tej mentalności. I megalomani wywodzącej się z doktryny religijnej o swojej wyższości nad innymi.


Doktryny w której najwyższy twór czyli bóg nakazuje brać niewolników, a poganin nie jest człowiekiem tak samo jak dla Hitlera Słowianin nim nie był.


Późniejszy osławiony dziki zachód i stany zjednoczone powstały na zniewoleniu przez białych noszących przy sobie biblię i posługujących się nią na każdym kroku innych ludzi. Co zaskakujące bo zamysł ojców założycieli był zupełnie odwrotny ale czynnik ludzki zrobił swoje. Chrześcijaństwo było zbyt zakorzenione w umysłach ludzkich aby stworzyć zdrowe społeczeństwo.
Porywali ludzi z innego kontynentu, wywozili, gwałcili, torturowali, zabijali, zamęczali, wykorzystywali do wszelkich celów jakie tylko ich zwichrowany umysł sobie uroił.
Z bogiem na ustach i słowami ewangelii budowali swój dobrobyt kosztem niewolniczej pracy innych ludzi. I ich życia. Resztki rdzennych amerykanów, którzy nie chcieli się poddać białemu, boskiemu najeźdźcy ci przedstawiciele "miłosiernej" religii chcieli zagłodzić. Biali chrześcijanie więc próbując zagłodzić rdzennych amerykanów zabili większość z 60 milionów bizonów. Tak po prostu; dokonali gehenny na niczemu winnych zwierzętach aby inni ludzie umarli z głodu. W niedzielę oczywiście tłumnie słuchali słów kapłanów w kościołach, a przy siodłach mieli biblię.
Problem tej mentalności pojawił się dużo wcześniej. Oto bóg wybrał sobie plemię aby rozpocząć podbój Palestyny. Wcześniej zniszczył Egipt. I w zasadzie setki miast. Gwoli uczciwości musimy dodać, że Egipt to kraj jaki uratował Izraelitów przed śmiercią głodową na pustyni, przyjmując ich i oddając im najlepszą ziemie Goszen. Później ten sam Egipt uratuje matkę Jezusa Chrystusa, czyli w zasadzie ocali narodziny syna boga. Mimo tego bóg Jahwe jest tak nieuczciwym, nielitościwym i tak psychopatycznym tworem, że wręcz nienawidzi Egiptu. To zwyczajna zawiść. Egipt był cywilizacją, a plemię wybrane przez boga prymitywne i dzikie.


Mentalność europejska to ciąg dalszy mentalności Izraela. Pomijając geografię musimy powiedzieć sobie wprost, że to po prostu mentalność religijna.
"Ja dałem rozkaz moim poświęconym; z powodu mego gniewu zwołałem moich wojowników,(...) Pan i narzędzia Jego gniewu, aby spustoszyć całą ziemię.(...) Uczynię człowieka rzadszym niż najczystsze złoto, i śmiertelnika - droższym niż złoto z Ofiru. (...) Każdy odszukany będzie przebity, każdy złapany polegnie od miecza. Dzieci ich będą roztrzaskane w ich oczach, ich domy będą splądrowane, a żony - zgwałcone. Oto Ja pobudzam przeciw nim Medów, którzy nie cenią sobie srebra ani w złocie się nie kochają. Wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone. Nad noworodkami się nie ulitują, ich oko nie przepuści także niemowlętom." (Izajasza, rozdział 13)

 

Można zestawić zatem epokę renesansu i zestawić to przez pryzmat perspektywy wieków od nastania chrześcijaństwa. I mamy tak oto niemal cały czas epoki Ryb jako istne ziemskie inferno poczynione ludzką intencją. Więc możemy już dziś spokojnie stwierdzić, iż owa opresyjna mentalność - z jaką Europejczycy podbili Amerykę - nie tyczy się jedynie ludzkiej epoki renesansu lecz kosmicznej epoki Ryb.
Podporządkowywanie sobie ludzi to zatem typowa mentalność idei Ryb "ja wierzę", a skoro ja wierzę to Ty musisz uwierzyć, a jak nie uwierzysz to zginiesz. I pamiętaj, że mój bóg postawił mnie wyżej i pozwolił brać Ciebie w niewolę. I zabijać z 27 powodów gdy zechcę.
„Kiedy będziecie potrzebowali niewolników i niewolnic, to będziecie ich kupowali od narodów, które są naokoło was. Także będziecie kupowali dzieci przychodniów osiadłych wśród was, przychodniów i potomków ich, urodzonych w waszym kraju. Ci będą waszą własnością. Zostawicie ich w dziedzictwie waszym synom, aby ich posiadali na własność, na zawsze. Będziecie ich uważać za niewolników. Ale z braćmi Izraelitami nie będziecie się obchodzili srogo." (księga kapłańska, rozdział 25)

 

Wkraczając w kolejne milenium można było chcieć myśleć o ewolucji świadomości. Tak się nie stało.


Co jeśli wszystko dziś jest warunkowaniem kulturowym świata stworzonego na opak. I to przez tego samego kapłana, który ewoluując w swych mitach odrzuca boginie i zastępuje je bogiem z wielkim kutasem. Innymi słowy, wielką szowinistyczną świnią. Judaizm i chrześcijaństwo to absolutny patriarchat. Islam to szariat. Kobieta dopiero w trzecim etapie stworzenia. Najpierw mężczyzna z gliny na podobieństwo boże, później zwierzęta dla pomocy mu, a na końcu kobieta dla rozładowania napięcia. I to podtrzymywane jest do dziś dnia. W dogmacie wszystkich trzech religii monoteistycznych wywodzących się od boga starotestamentowego kobieta jest przedmiotem seksualnym i mikserem kuchennym. Jej powinności to rodzić i służyć mężczyźnie.
Wiemy już, że z tego samego Edenu, w którym Sumer umiejscowił Boginie i Bogów ewoluował po czasie tylko jeden bóg; najgorszy. Najmniej rozumny, najbardziej podły, najbardziej bezwzględny, ale jednak przez wieki z powodu epoki oszustw uznawany za wspaniałomyślnego i miłosiernego.


Twórca świata, w którym jedno w bólu zjada drugie. Tak jakby ten bóg nie umiał inaczej. Ale przecież jest wszechmocny więc musiał umieć. Więc nie chciał inaczej. Cóż za potworny świat potwornego boga.


Bóg więc stwarza ludzi i wyrzuca ich z ogrodu skazując na cierpienie. Po czasie podobają mu się ofiary, które składa dla niego Abel. Ofiary ze zwierząt. Rozkoszuje się w smrodzie spalonych ciał nazywając to miłą wonią. Na dary Kaina z plonów nawet nie patrzy. Bóg jest więc krwiożerczy.

Następnie po niespełna 1700 latach topi całą ludzkość ocalając jedną rodzinę. Ta rodzina też ma za zadanie uratować po jednym osobniku z każdego gatunku zwierząt. Gdy kończy się potop zadowolona rodzina, po tym jak bóg utopił świat kierując się dziwną logiką dziękuje mu. W podzięce spala kilka zwierząt czyniąc akt ich ratowania na polecenie boga głupim i bezsensownym. Ale bóg jest rad. Znów czuje "miłą woń", która to zawsze wprawia go w dobry nastrój i wówczas łagodnieje i przebacza ludziom. Następnie wybiera najdzikszych z okolicy ludzi i im się ukazuje.


Zaczyna od nocnego pojedynku z Jakubem, który trwał całą noc i bóg nie wygrał. Księga Rodzaju, rozdział 32 (25-29) „Gdy zaś wrócił i został sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do wschodu jutrzenki, a widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania się z nim. A wreszcie rzekł: «Puść mnie, bo już wschodzi zorza!» Jakub odpowiedział: «Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!» Wtedy [tamten] go zapytał: «Jakie masz imię?» On zaś rzekł: «Jakub». Powiedział: «Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi, i zwyciężyłeś" Potem Jakub rzekł: «Powiedz mi, proszę, jakie jest Twe imię? Ale on odpowiedział: «Czemu pytasz mnie o imię?» - i pobłogosławił go na owym miejscu. Jakub dał temu miejscu nazwę Penuel, mówiąc: Mimo że widziałem Boga twarzą w twarz, jednak ocaliłem me życie."
Potężny Bóg Jahwe zmagał się ze słabeuszem i nie był w stanie go pokonać przez całą noc. Więc jeśli teraz zastanowisz się nad tym dlaczego świat jest podłym miejscem gdzie jest mnóstwo zła i ono w zasadzie triumfuje, to możesz sobie odpowiedzieć. Dlatego, że bóg chrześcijański jest słabeuszem, a w zasadzie to nic nie może. I tak naprawdę to on jest złem.


W dodatku układa się i preferuje oszustów, amoralnych dupków, rozpustników i tchórzy. Jednak jak to w życiu; swoi trzymają ze swoimi. Pomijając paru następnych degeneratów, z których jedni gwałcili własne dzieci, inni kupczyli ciałem własnej żony i chcieli mordować własnego syna na ofiarę dla boga, bóg wybiera największego ze zwyrodnialców. Tego, który stoi po jego prawicy w królestwie niebieskim wraz z Eliaszem i Chrystusem; Mojżesza.

Jest to główna postać tych religii. I ich prawodawca. To on spisał między innymi dekalog. Z moralnego punktu widzenia jest to niesamowity degenerat, który wprowadził pierwszy holocaust, gwałcił hurtowo małe dziewczynki, wyrzynał miasta i narody, a nawet swoich.

Zdegenerowany moralnie bóg może wybierać jedynie zdegenerowanych moralnie ludzi do reprezentowania go. Jednak stać go na więcej; wydaje na świat swego syna, którego pozwala zabić za grzechy ludzi, którym i tak tylko on może przebaczyć. Zatem jest jego syn swoistą ofiarą ludzką złożoną dla niego samego. Psychol to stwierdzenie zbyt łagodne.


Do roboty znów biorą się kapłani. Mają ku temu okazję. Niejaki Jan z Gamali, Zelocki terrorysta, który wjechał na ośle do Jerozolimy podaje się za mesjasza zgodnie z proroctwem Hebrajskim. Ginie jako bandyta, gdyż takim był; dowodził Sykariuszami, brutalnymi nożownikami, którzy wywlekali wnętrzności żołnierzy rzymskich. Jego śmierć łącząc z paplaniną hebrajskiego mesjanizmu wykorzystuje bardzo zawistny człowiek. Żyd, którego nie lubili Żydzi, gdyż kolaborował z rzymianami. Na scenie pojawia się handlarz namiotami, Szaweł zwany później świętym Pawłem. To on jest twórcą chrześcijaństwa i autorem jego treści. Jest autorem największej ilości ksiąg w nowym testamencie. Treść wynikająca z tych ksiąg jest tak urągająca zdrowej myśli i inteligencji, a nawet samej przyzwoitości, iż u rozumnego człowieka wywołuje konsternację.

Paweł był odrzutkiem ludzkim. Miał wszystkie choroby jakie wówczas mogły się go czepić. Miał garb, miał krzywy kręgosłup, był impotentem, miał krzywe nogi, miał podagrę, półpasiec, epilepsję, i wiele innych. Sam o sobie mówił, że jego bytowanie na ziemi to zemsta poronionego płodu. Podejrzewa się, że z tego powodu chrześcijaństwo jest tak restrykcyjne wobec spraw cielesnych. Taka zemsta nieudanego miotu, zemsta chorowitej karykatury ludzkiej wobec tego co silne, wzniosłe, zdrowe. I ta frustracja, ta zemsta małostkowości zbudowała wasz światopogląd wyznawany dziś. To pierwotna obsesja chrześcijaństwa wobec seksu, która rozwijała się w kościele i później. To małość stwórcy tej religii jako niesprawnego człowieka zatruło ją. Osobiste nauki Pawła oraz jego megalomania dają upust swojego bełkotu w 1 i 2 Liście do Koryntian. Pomijając absurdalny bełkot i mizoginizm wystarczy pokazać z kim mamy do czynienie. „Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja, lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki: tak mówi Paweł, a objaśnienia teologów nam jeszcze wskazują, że to nic innego jak charyzma "jak i ja" - tzn. aby żyli jak Paweł w celibacie czy dziewictwie; "dar" = charyzmat."

Sedno nauk chrześcijańskich to nienawiść do tego co naturalne. Do tego co jest sensem natury czyli prokreacji. Całe chrześcijaństwo występuje przeciw temu. Celibat czy dziewictwo przynosi tylko jeden efekt; brak prokreacji czyli koniec gatunku. W takim przypadku jakąkolwiek sobie świętość zbudujecie ludzie, jakkolwiek zakłamiecie to nazywając to zbędnie czystością, jakkolwiek oburzycie się na cenienie naszej cielesności wydajecie wyrok na człowieka. Wyrok nie istnienia. Jednak w tym miejscu z gorliwością wskażę wam słuszność praktykowania tych nauk; wszak przestrzegając ich nie możecie się mnożyć.


1 list do koryntian, rozdział 7 „Co do spraw, o których pisaliście, to dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą. Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża. Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby - wskutek niewstrzemięźliwości waszej - nie kusił was szatan. To, co mówię, pochodzi z wyrozumiałości, a nie z nakazu", a w rozdziale 11 tego samego listu dodaje „Chciałbym, żebyście wiedzieli, że głową każdego mężczyzny jest Chrystus, mężczyzna zaś jest głową kobiety, a głową Chrystusa - Bóg."


Drogie Panie, abyście pamiętały tylko o tym, że jesteście najniżej w łańcuchu pokarmowym.
„Jeżeli więc jakaś kobieta nie nakrywa głowy, niechże ostrzyże swe włosy! Jeśli natomiast hańbi kobietę to, że jest ostrzyżona lub ogolona, niechże nakrywa głowę! Mężczyzna zaś nie powinien nakrywać głowy, bo jest obrazem i chwałą Boga, a kobieta jest chwałą mężczyzny. To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. Oto dlaczego kobieta winna mieć na głowie znak poddania, ze względu na aniołów"


Nieudatny mężczyzna tworzy treść chrześcijaństwa, wynosząc na piedestał terrorystę Jana z Gamali (historycznie), który okrzyknięty zostaje mesjaszem i królem żydowskim i staje się Jezusem Chrystusem. Dwa świadectwa resentymentu zostają głównymi postaciami chrześcijaństwa powołując również trzecie moralne dno jakim jest bóg Jahwe.
Z całej tej księgi, z całej biblii czyli zarówno ze starego i nowego testamentu dudni echem nienawiść do tego co światłe, wzniosłe, dobre, silne, naturalne, czyste, niezależne, wysokie, nieskalane, wolne. To zawiść i małość stworzyła tak prześladujące wszystko co naturalne nauki religii chrześcijańskiej.
Bóg jahwe więc pogrzebuje Sumeryjskie i Babilońskie boginie. Ich mnogość. Chce rządzić niepodzielnie. Wdraża przez Mojżesza do życia 613 przepisów jak masz postępować. W 28 miejscach nakazuje zabijać. Wychodzi na to, że zabić możesz w zasadzie każdego. Paragraf zawsze się znajdzie. Daje światu też swego syna ogłaszając dla świata wielką i dobrą nowinę. Groteskowe to skoro przez następne dwa tysiące lat jest gorzej i brutalniej niż było kiedykolwiek przedtem. Bardziej groteskowe, że z powodu głosicieli i przedstawicieli tej nowiny. To chrześcijanie stoją na czele popełnionej ilości zbrodni. I brutalności w ich popełnianiu, marnotrawiąc wiele zasobów i wysiłku aby opracować metodykę tortur i narzędzi do tortur. Mógłbym się zaśmiać, że to jedyna technologia kościoła katolickiego; maszyny do zadawania intencjonalnego, niewyobrażalnego bólu. I jedyna nauka; nauczyć się zadawać większy ból.
Przy czym wówczas i dziś tą doktrynę czyli religię chrześcijańską, na która powoływał i powołuje się kościół katolicki podaje się nam za wartościową i dobrą. Dlatego, że - jak napisałem wcześniej - żyjemy w epoce oszustw. Wszystko w zasadzie jest na opak. Dobro zamienia się w bogobojność, moralność w bluźnierstwo. Jesteśmy okłamani nawet w takiej kwestii jak ludzka dieta.
Jak pisał znakomity Polski filozof Kazimierz Łyszczyński, spalony na stosie przez sąd katolicki „Religia została ustanowiona przez ludzi bez religii, aby ich czczono, chociaż Boga nie ma. Pobożność została wprowadzona przez bezbożnych. Lęk przed Bogiem jest rozpowszechniany przez nielękających się, w tym celu, żeby się ich lękano. Wiara zwana boską jest wymysłem ludzkim. Doktryna bądź to logiczna, bądź filozoficzna, która się pyszni tym, że uczy prawdy o Bogu, jest fałszywa, a przeciwnie, ta, którą potępiono jako fałszywą, jest najprawdziwsza. Prosty lud oszukiwany jest przez mądrzejszych wymysłem wiary w Boga na swoje uciemiężenie; tego samego uciemiężenia broni jednak lud, w taki sposób, że gdyby mędrcy chcieli prawdą wyzwolić lud z tego uciemiężenia, zostaliby zdławieni przez sam lud."


Mojżesz jako w zasadzie pierwszy kapłan układa sobie świat pod siebie. Liczy się władza czyli bogactwo, niewolnicy i niewolnice czyli seks oraz obżarstwo czyli niezliczona ilość zwierząt jako ofiary, zjadanych przez kapłana. „Wszystkie pierwociny łona matki, które oddają Panu ze wszystkiego ciała, począwszy od ludzi aż do bydła, będzie twoje; ludzi pierworodnych każesz wykupić, jak również wszystko pierworodne zwierząt nieczystych. 16 Wykupu dokona się w miesiąc po urodzeniu za cenę pięciu syklów srebra według wagi przybytku; sykl po dwadzieścia ger. 17 Nie każesz jednak wykupywać pierworodnego krowy, owcy i kozy: te są święte. Krew ich wylejesz na ołtarz, a tłuszcz ich spalisz w ogniu jako miłą woń dla Pana. 18 Lecz mięso ich będzie do ciebie należeć, to jest mostek z piersi, ofiarowany gestem kołysania2, i prawa łopatka będą twoje." W tej religii świętymi zwierzętami są te które są najsmaczniejsze. Te, które zabijesz na ołtarzu. Nieczyste czyli te nie święte zabijesz poza ołtarzem. Toż to jedna wielka rzeźnia.


Pojawia się też syn i umiera. Ludzie uważający się dziś za inteligentnych i cywilizowanych są tym zachwyceni, że ich bóg poświęcił samemu sobie swego syna, też boga. Cóż za wspaniały pomysł.

Szaweł czyli Paweł bierze się do roboty. I przeinacza wszystko tworząc nową religię mająca przynieść mu korzyści. Dziś liczą się jedynie ewangelie kanoniczne, których są cztery. Ale czy wiecie, że istnieje i piąta ewangelia? I czy wiecie, że jest przeciwnością tych czterech? A wiecie dlaczego? Bo tą zajmowali się mędrcy i myśliciele, a nie kapłani.
O tym jednak opowiemy sobie później.

Religia to więc niejakie objawienie w dość określonym czasie, w określonym rejonie i tylko kilku ludziom. Przy czym podkreślić należy, że zgodnie z tym co orzekł Jan w swojej Ewangelii, rozdział 1 "Boga nigdy nikt nie widział". I na podstawie opinii kilku obcych mi ludzi mam iść w kierunku jaki mi oni zaplanowali i postępować 3800 lat później tak samo jak chciał tego obcy mi człowiek uważający, że na dymiącym wulkanie spisuje od boga jakieś prawa. Goście rozmawiają zatem z bogiem. To znaczy mówią do czegoś co wydaje się, że mówi do nich. Mojżesz do gorejącego krzaka, Jakub w nocnych majakach ma wrażenie, że bije się z bogiem. Abraham słyszy głos, który nakazuje mu wypatroszyć syna. I zabiera się do wykonania urojonej namowy.
Zatem cały ambaras z wiarą w boga rozbija się w zasadzie na tym czy uwierzę tym facetom. Czy uwierzę zdegenerowanym facetom, którzy gwałcili własne dzieci, niewolili ludzi, dręczyli ich i również gwałcili, kupczyli ciałem swej żony, chcieli zabić własne dziecko pod sugestią majaku czy też wyrzynali całe narody, a do seksualnej niewoli brali dzieci poniżej 12 roku życia. Czy was popierdoliło?


- wmawiasz mi, że ten wicher, który wieje z płaskowyżu nie jest wichrem wiejącym każdego dnia od żyć moich przodków, którzy wiedzę o nim przekazywali potomnym? Ty chcesz mi wmówić, że ten wicher i ten cykliczny deszcz są tworem jakiegoś "niego" i jego łaską za coś co niby robimy? I że ty go zobaczyłeś?
- tak
- czy możesz mi go zatem pokazać?
- nie. Nie każdy może go zobaczyć
- więc to nie kwestia w tym, że mam uwierzyć w niego lecz kwestia w tym że mam uwierzyć tobie.
Ot, i cała to religia. Doktryna, w której macie iść w kierunku wyznaczonym wam przez obcych i dawnych ludzi. Mniej wiedzących, mniej rozwiniętych. I nie można tego zmienić bo to boski plan, a boskiej woli nie należy zmieniać. A my bez względu na upływający czas mamy być tylko jej wykonawcami.

 

 

 

 

Wierzący potrzebują dopiero wykładni starotestamentowej "nie zabijaj". Wykładni jako orzeczenie największego i najwyższego czyli bóstwa aby oznajmić im coś co jest oczywiste aby nie zabijać innych. Wierzącemu musi dopiero powiedzieć o tym bóg, a tak naprawdę mówi swojemu wybrankowi, a on ogłasza tą niezwykle odkrywczą tezę reszcie wiernych. Po czym oni mlaskają zaskoczeni, drapiąc się po głowie jakby nigdy nie byli w stanie wpaść na ten pomysł aby może się kurwa nie zabijać. (notabene przykazanie to jest plagiatem tezy z Egipskiej świętej księgi umarłych, która nie mówiła ludziom oczywistości, lecz pełniła rolę spowiedzi "nie zabijałem". Siłą rzeczy wychodzi, że hebrajczycy czyli fundament wiary chrześcijańskiej byli najgłupsi z całej okolicy)


Bóg musi powiedzieć mu nie zabijaj bo inaczej ten głąb mentalny nigdy sam by się w tej kwestii nie domyślił. To samo jest z Jezusem Chrystusem. I z jego frazeologią bo inaczej nazwać tego pieprzenia nie można. W przypadku Jezusa Chrystusa jedyną wartościową przemową i treścią było kazanie na górze u świętego Mateusza: błogosławieni cisi, błogosławieni czystego serca, etc. Ale to typowa filozofia stoików, którą zaczerpnął twórca chrześcijaństwa Szaweł, zwany Pawłem. To jest w rzeczy samej kredo stoików greckich znane na wieki przed wciśnięciem go w usta niejakiego Chrystusa. Musimy pamiętać o tym, że chrześcijaństwo zbudowane jest z takich składowych jak zniekształcony mesjanizm hebrajski, filozofia grecka; Platon, Arystoteles, Stoicy, Cynicy i inni oraz elementy pogańskich mitów. Nawet hostia jest elementem pogańskim.

Nakazuje zatem miłosierny, dobry bóg zabijać:
Księga Kapłańska:
- każdego który złorzeczy ojcu lub matce (rozdział 20, wers 9)
- cudzołożników (rozdział 20, wers 10)
- kochanka żony swego ojca i odsłaniającego nagość ojca (rozdział 20,wers 11)
- kochanka synowej (rozdział 20, wers 12)
- homoseksualistów (rozdział 20, wers 13)
- biorącego za żonę matkę i córkę (rozdział 20, wers 14)
- zoofila; biedne, niewinne zwierzę też (rozdział 20, wers 15-16)
- podglądających nagość swej rodziny czyli można by rzec nudystów (rozdział 20, wers 17)
- wróżki (rozdział 20, wers 27)
- bluźnierców (rozdział 24, wers 14)
- każdego kto przeklina boga (rozdział 24, wers 16)
- zabić każdego kto zabije kogokolwiek (rozdział 24, wers 17)
Księga Wyjścia:
- dziecko które złorzeczy rodzicom (rozdział 21, wers 17)
- czarownice (rozdział 22, wers 17)
- pracujących w szabat (rozdział 31, wers 15)
Księga Ezechiela:
- każdego kto zgrzeszył (rozdział 18, wers 4)
Księga Liczb:
- obcych zbliżających się do świątyni (rozdział 1, wers 51)
- wyznawców innych bogów(rozdział 25, wers 1 do 9)
Księga Zachariasza
- fałszywego proroka (rozdział 13, wers 3)
1 Księga Samuela
- ciekawskich (rozdział 6, wers 19)
Księga Izajasza
- synów grzeszników ( rozdział 14, wers 21)
Księga Powtórzonego Prawa
- niewolników wojennych (rozdział 20, wers 13)
- cudzoziemców czyli nie Izraelitów (rozdział 20, wers 16)
- krnąbrne dzieci (rozdział 21, wers 20-21)
- kobietę, która nie okazała się dziewicą (rozdział 22, wers 21)


Bóg jak widać to orędownik i miłośnik zabijania. Każdy kto czci tego boga akceptuje to. Wszystkie te przepisy są obrzydliwe ale na koniec zostawiłem najbardziej podły. (pominę tutaj tylko owe przykazanie waszego boga "nie zabijaj" bo jakoś wygląda na tym tle groteskowo, śmiesznie)
23 Jeśli dziewica została zaślubiona mężowi, a spotkał ją inny jakiś mężczyzna w mieście i spał z nią, 24 oboje wyprowadzicie do bramy miasta i kamienować ich będziecie, aż umrą: młodą kobietę za to, że nie krzyczała będąc w mieście, a tego mężczyznę za to, że zadał gwałt żonie bliźniego. (Księga Powtórzonego Prawa, rozdział 22)
Masz więc zgodnie z nakazem boga zabić zgwałconą dziewczynę, która nie krzyczała zbyt głośno. Ten zapis rodzi jeszcze jedną, a w zasadzie jedną z głównych okropności i ograniczeń religii. Kobiety były jedynie przedmiotem. Gwałt na dziewczynie jest gwałtem tylko wtedy gdy zgwałcona należała jako zaślubiona do innego Izraelity. Gdyby nie należała lub była niewolnicą gwałt nie ma miejsca. Możesz robić z nią co chcesz.

 

Jeżeli ktokolwiek potrzebuje żeby autorytety mu mówiły aby nie zabijać, aby być dobrym i powiedzmy nie zadawać bólu to znaczy, że jest mentalnym ułomem. To znaczy, że jest bezmyślnym, bezrefleksyjnym gównem, które pod szyldem potęgi bóstwa zdobywa podstawową wiedzę jaką nawet niektóre zwierzęta zdobywają w młodym już wieku by siebie nie zabijać. Nie wspomnę już o dzieciach ludzkich.

Dzieci ludzkie nie zagryzają drugiego dziecka. Robią to dopiero dorośli pakując w siebie jakąś ideę, najchętniej ideę boga, w imieniu którego ludzie się najgorliwiej i najliczniej zabijają.


Ludzie którzy sami są w stanie do tego dojść - co jest zupełnie naturalne gdyż wynika z obserwacji przestrzeni - są przez religię uznani za bluźnierców. Gdy przystawimy sobie na ten przykład kogoś takiego jak ja, kto nie czyni śmierci i dba o dobro wszystkiego co go otacza, nie wyznając "odkrywczych" wskazań żadnej religii, a na przykład kogoś takiego jak niejaki gorliwy chrześcijanin Sośnierz (Polski polityk), który mawiał iż zwierzęta to tylko maszyny zrobione z mięsa i że nie czują bólu gdyż nie mieszka w nich żaden wewnętrzny obserwator, który mogłyby ten ból odczuwać. Zwierzęta to tylko maszyny jak komputer zdolne do pewnych obserwacji ale bezduszne. Nikogo tam w środku nie ma w zwierzęciu i nie musimy się tym naprawdę przejmować, to mamy jasne przesłanie po której stronie jest etyka, dobro, humanizm oraz duchowość.


Tak mówi człowiek, który nie dokonuje żadnej obserwacji, bo gdyby dokonał wiedziałby, że zwierzęta czują ból gdyż ból jest odczuwalny za pomocą nerwów, a nie wewnętrznej jakieś duszy, która jest ludzkim wymysłem. Człowiek ten nie tylko nic nie wie o otaczającym go świecie i zwierzętach - że one nie tylko odczuwają ból ale i strach, radość i w przeciwieństwie do owego mentalnego degenerata jak Sośnierz, potrafią ze sobą koegzystować - ale jest zagrożeniem dla ludzi i zwierząt.


Mamy więc chrześcijańskiego polityka, który oznajmia takie okropności jak powyżej, a obok człowieka bezreligijnego, jaki w ich mniemaniu jest mniej wartościowym. Człowieka bez autorytetów. Nie będącego bezrefleksyjnym wykonawcą czyjejś woli. Człowieka który w wyniku obserwacji nie zabija, nie zadaje cierpienia innym stworzeniom i nie ma siebie za jedynie uprawnionego do tej wielkiej nikczemności traktowania wszystkiego co go otacza z przeświadczeniem o byciu koroną stworzenia i czynienia sobie ziemi poddanej, o czym wmawia innym ludziom wielki autorytet boski już we wczesnych rozdziałach swej wielkiej świętej księgi.


I ludzie ci mówią takie rzeczy w wyniku nie obserwacji, nie wyciągania wniosków lecz w wyniku orzeczeń wielkiej księgi czyli wielkiego niby boga. W dodatku który to ustami kapłanów stwierdził to odkrywczo niemal 4 tysiące lat temu, a dzisiejsi wierni (jak i wspomniany Sośnierz) żyją tymi oświadczeniami, tą treścią i postępowaniem i dziś. Czyniąc realne zło na świecie. Bez żadnego rozwoju bez żadnej weryfikacji starodawnych przekonań.


Mentalnie gówniane "nauki" prymitywów z pustyni wraz ze swym prymitywnym bogiem trafiają do mentalnie gównianych dzisiejszych ludzi. Stąd tego typu twierdzenia, które są tak niesamowite w swojej nikczemności i głupocie, że aż niemożliwe ale jednak są. I to na pułapie polityków administrujących krajem. W XXI wieku! Jak to jest możliwe? W zdrowym umyśle nie jest ale w mentalnie ułomnym społeczeństwie, które buduje swą mentalność na starodawnych autorytetach jest to naturalne i co gorsza w ich przeświadczeniu właściwe.
Już dzieci, którym pozwala się obserwować i żyć w symbiozie, a nie programuje na religijnych drapieżników wiedzą, że zarówno my jak i zwierzęta czujemy strach, ból, radość gdyż tak jesteśmy zbudowani. Jesteśmy zbudowani dokładnie tak samo, na tej samej zasadzie. Nie buduje nas wiara.


Olbrzymim egoizmem jest twierdzenie ludzi wierzących, że tylko człowiek może czuć ból gdyż ma w środku jakąś duszę. Przestańcie. Natychmiast przestańcie! Jesteście obrzydliwi z tym stwierdzeniem. Stwierdzeniem, które ma jedynie nakarmić naszą niesamowitą próżność i usprawiedliwić nasze bestialstwo wobec innych stworzeń. I zresztą samych siebie.

Inaczej mielibyśmy dylematy moralne ale jeżeli wielki bóg mówi, iż zwierzęta mają się nas bać, a my możemy czynić sobie ziemię poddaną to przecież nasze bestialstwo jest wolą boga więc nie należy się martwić i je czynić. Problemy moralne? Jakie, liczy się wola boska.


Wiara chrześcijańska powoduje, że jesteście skrajnymi narcyzami. To jest okropne, to jest obrzydliwe. Na jakiej podstawie w ogóle uważacie, że jedynie człowiek odczuwa ból? Jesteście nie tylko obrzydliwi ale i skrajnie głupi. Jeżeli obserwujemy. Jeżeli jesteśmy dzieckiem które obserwuje i pozwala mu się to robić to się okazuje, że nie są nam potrzebne żadne autorytety. Ba, ponadto te autorytety mówią odwrotnie niż wynika z obserwacji. Czyli odwrotnie niż jest w rzeczywistości.


Więc ja sam dochodzę do wniosku, że zwierzęta czują radość, czują smutek, czują strach i ból. Wielkie mądrości religii, tysięcy teologicznych umysłów, wyniesionych do rangi świętości kapłanów, proroków religii i sam bóg mówi, że one nie czują nic bo nie mają duszy. Mogę zapytać głośno, niemal z krzykiem; czy ktokolwiek z was mentalne ułomy zaglądał w twarz zwierzęciu?
Więc wam autorytety mówią, że one nie mają duszy i ich ból jest bez znaczenia; i to uznajecie za dobre. Obok tego wielka mądrość boska oświadcza wam oczywistość wynikającą z idei życia i zwykłych zasad społecznych "nie zabijaj" a wy klaskacie jakbyście dostali obuchem w łeb. Właśnie najwyższy bóg powiedział wam abyście nie wskakiwali w ogień. WOW.


Zatem nie dość tego, że budujecie sobie autorytety, które są zdegenerowane moralnie jak bóg Jahwe, Mojżesz czy tam Jezus Chrystus to jeszcze uznajecie te ich "prawdy" jak i postępowanie za dobre i moralne gdyż jesteście tak samo moralnie zdegenerowani. Ta opcja, ten poziom nauk i nakazów wam pasuje. Nie bez powodu wybieracie sobie tego typu autorytety. Człowiek myślący i dobry odrzuci te prymitywne szroty boskie i nie będzie czynił bólu i śmierci z prostego powodu; gdyż żadna istota i człowiek tego nie chce. To jest naturalne. To choćby wynika z idei życia. Samemu do tego można dojść już w dość młodym wieku.
Ale religia nie pozwala wam do tego dojść. Ona wręcza wam brudną i ostateczną "prawdę" która w dodatku nie może być podważona gdyż byłoby to bluźnierstwem karanym w tej "miłosiernej" religii śmiercią. I w ten sposób z czegoś co miałoby szansę zostać ukształtowane w wyniku obserwacji do bycia dobre, stajecie się jedynie wykonawcami zdegenerowanego autorytetu, który zbudowany jest tak naprawdę na wybijaniu masowo innych ludzi jak i składaniu zwierząt na ofiarę dla niby dobrego boga, który uwielbiał czuć woń spalonego mięsa. I to jest koniec dla was. Jesteście bezmyślnymi wykonawcami woli pradawnych bóstw.

 

Przyjęliście więc psychopatycznego boga Jahwe na swego boga ojca ale dostaliście już łagodniejszego Jezusa Chrystusa aby trochę odciąć się od starego mordercy i głównego destruktora. Jezus ma was odciąć od niego aby wasza idea wyglądała lepiej. Łagodniej. Mimo, iż wasza idea zaczyna się od najobrzydliwszego czynu czyli pozwolenia na zabicie własnego dziecka dla waszego szczęścia. Cóż za potworność.

Wasza religia, wasza myśl, wasza idea zbudowana jest na ofierze z człowieka. Okazuje się, że bez ludzkiej ofiary nie można zaznać szczęścia. Ba, nie tylko nie można ale sam najwyższy bóg - wszechmogący - nie jest w stanie dać nam szczęścia bez zabicia własnego syna. To nie tylko absurd ale i zwyczajna potworność.


Dostaliście więc tym podłym aktem swojego zbawiciela, który przez okres czterdziestu dni ze swojego życia stał się nagle najwyższym dla was autorytetem. I przyjmujecie jego nauki za coś niesamowicie odkrywczego podczas gdy to zwykła paplanina, udekorowana pierdoleniem dla biednych i naiwnych. I mentalnie ułomnych. Po części tylko wartościowa plagiatując coś co już oświadczyli wcześniej filozofowie.
I obarczacie cały świat tą oczywistością jako coś co odkrył właśnie niby on i dzięki niemu w ogóle możemy to wiedzieć i do czego powinniśmy całe życie dążyć.


Ale ja to osiągnąłem już sam jako nastolatek nie musząc czytać tego co niby mówił ów Chrystus. Doszedłem do tego sam nie potrzebując ani apostołów ani niby wielkiego syna boga, będącego samego bogiem, nad którego słowami zachwycają się wszyscy jako nad czymś niesamowicie odkrywczym i dobrym. Podczas gdy nie potrzeba Jezusa Chrystusa aby to wiedzieć już w dużo młodszym wieku niż w okresie, w którym on się tego niby domyślił. Biorąc rzecz jasna pod uwagę jego łagodne nauki będące autorstwem stoików. To twórca chrześcijaństwa, Paweł włożył w usta Chrystusa słowa greckich filozofów. I gdyby na tym się skończyło to pół biedy bo filozofia stoicka jest wartościowa. Jednak ewangeliści na tym nie poprzestali. To w zasadzie jedynie epizod pozytywnej myśli, a całe sedno nauk Chrystusa to żenujące pieprzenie sprzeczne z tym jak być powinno i co jest dobre.


Większość treści jaką obarczył świat ów Chrystus jest podła. Nie wspominając już o jego podłościach gdy był dzieckiem, o czym mówi nam Ewangelia Tomasza usunięta z Nowego testamentu.

Jezus więc obok plagiatowania stoików mówi nam: 37 Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. (Ewangelia Mateusza, rozdział 10) Przecież to jakaś obrzydliwa nikczemność. Jak można żądać aby kochać go bardziej niż własnych rodziców, niż własne dzieci. Jego słowa dążyły do rozdarcia rodziny, do oderwania rodziny od siebie, do wzajemnej wrogości.


Ten człowiek wprost namawiał aby przyłączyć się do niego, mimo, że jest sprzeniewierzonym władzy hipisem i nie ważne jest ich życie i bezpieczeństwo gdyż ważne jest to, że po życiu spotka ich nagroda w jakimś tam niebie. Toż to straszliwa obrzydliwość tak oszukiwać sumienie ludzkie i w ten sposób tych ludzi pozbawiać cenienia samego życia. Jeśli się umieszcza punkt ciężkości życia nie gdzieś w życiu, lecz w „zaświatach" - w nicości - to zabiera się życiu w ogóle punkt ciężkości.
Wielkie kłamstwo o nieśmiertelności osobowej niszczy wszelki rozum, wypacza naturę.
Żyć tak, by życie nie miało już żadnego sensu ; to staje się teraz „sensem" życia według Jezusa Chrystusa. Istny Paulo Coelho religii. Grafoman.


To dzięki pożałowania godnemu schlebianiu, osobistej próżności człowieka zawdzięcza chrześcijaństwo swój triumf przyciągając do siebie wszystkich nieudatnych, buntowniczo usposobionych, pokrzywdzonych, wszystkie wyrzutki i odpadki ludzkości.
W dodatku ten włóczęga ma za nic dobro magii ciała i smak natury pożądania.
28 A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. 29 11 Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. 30 I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła. (Święty Mateusz, rozdział 5) Gdybym spotkał przybłędę, który za patrzenie na kobietę doradza mi okaleczenie siebie trwale, a za jej dotykanie chce pozbawić mnie ręki to kazałbym puknąć mu się w czoło i pić wino dalej do całkowitego zapicia się.
Jednak ja jestem człowiekiem ceniącym dobro natury i życia i kierującym się rozumem.


Musimy wiedzieć, że nikt nie daje człowiekowi jego właściwości, ani Bóg, ani społeczeństwo, ani rodzice i przodkowie, ani on sam sobie. Człowiek nie jest następstwem jakiegoś własnego zamierzenia. To my wynaleźliśmy pojęcie „cel": w samej rzeczywistości brak celu.


Szerzenie przez niego frazesu: "A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! "(Mateusz, rozdział 5) jest najgorszym co możemy uczynić w życiu. I życiu. Dla triumfu zła wystarczy aby dobrzy ludzie nic nie robili. Jego nauki brzmią jak przygotowanie gruntu dla zła, jak stworzenie złu doskonałych warunków wyzbytych oporu. Zło po takich naukach może już triumfować.

44 A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują (Mateusz, rozdział 5) Pozwól paranoiku, że tym którzy mnie prześladują będę życzył jak najgorzej. Nie wiem czemu miałbym chcieć dobra dla swoich prześladowców. Nie wiem też czemu tak bardzo chcesz ubezwłasnowolnić mnie mówiąc takie bezeceństwa. Twoje nauki mówią tylko tyle abym pozwolił być ofiarą i abym godził się nią być. I był niezdolny do obrony swoich bliskich. Twoje nauki nakazują ubezwłasnowolnić się nie tylko wobec boga ale i wobec agresorów.

 

Z dzisiejszej perspektywy rozumiem to. Rozumiem, że kościół chrześcijański, kapłan chrześcijański potrzebuje jedynie tych, którzy postawią się w roli ofiary. Potrzebujecie jedynie potulnych, godzących się na rzeź dla was samych owieczek.
Cóż za straszne nauki Chrystusa. Zupełnie nieludzkie. Przecież chrześcijaństwo to idea chcąca niewolników i popierająca niewolnictwo. I niewolnik posłuszny jest tym podobającym się bogu.
Demagogia Jezusa była podobna demagogii boga. Miał być nadrzędny nawet nad rodziną.
„Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. (Mateusz, rozdział 10)
Bóg starego testamentu również nie pielęgnuje wartości rodzinnych -Księga Powtórzonego Prawa, rozdział 2: „Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny, ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, (...) Wtedy mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze. Usuniesz zło spośród siebie, a cały Izrael, słysząc o tym, ulęknie się."
Mityczny egzorcysta i czarownik, który trafia w najniższe stany społeczne. I trafia w te wszystkie które potrzebują poczuć się lepiej i potrzebują mieć nadzieję na przyszłość. O dziwo nadzieja nie jest osadzona w tym życiu lecz poza nim. „Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. 12 Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. (Mateusz, rozdział 5)
Wiara w nagrodę. Zdeprecjonowanie tu i teraz. Poniżenie istnienia na rzecz nieba. Nadzieja dla najniższych stanów. Nie odmienimy twego losu tutaj lecz tam. Ale to tutaj bądź nam uległy i to tutaj oddawaj nam pieniądze pozyskane ze sprzedaży swego majątku. Nie tam.

 

«Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. (Mateusz, rozdział 5) Na tym można zacząć i skończyć całe chrześcijaństwo i preferencje marnego włóczęgi wobec marnych ludzi. Ale przecież marny nie może przekonać do siebie bogatych w duchu. Bogaty w duchu nie chce marności. Nie wierzy w propagandę cudownych uzdrowień.
Co jest dobre? Co jest dostojne? Wszystko, co zwiększa w człowieku poczucie mocy, wolę mocy, samą moc. Co jest liche? Co jest ujemne? Wszystko, co pochodzi ze słabości.


Roztropne dziecko ludzkie już jako nastolatek dochodzi do wniosków, które podaje jako swoje, a będące treścią filozofii greckiej, Jezus Chrystus jako efekt swojej mądrości z wieku lat trzydziestu trzech. Przyglądając się mu nie można nie odnieść wrażenia, że jest ułomny intelektualnie.


Wierzącym dopiero Jezus Chrystus musiał powiedzieć "miłuj ludzi" (czego i tak nie robił w dzieciństwie jak i nie robią chrześcijanie głoszący jego nauki) tak jak czytelnikom bez oczekiwań Coelho dopiero powiedział, że słońce daje światło. Inaczej nigdy byście tego nie wiedzieli; tak się zachowujecie. Takie świadectwo dajecie o sobie.

Tkwiliście w ciemności, a Coelho dał wam światło. Mlaskacie "wow" książka mnie zmieniła. Cóż za wspaniała świadomość odkryta dla mnie przez Paula Coelho. Byłem nagi i nieistotny, a Jezus Chrystus dał mi odzienie i sens życia. Tylko, że ten sens życia umieszczony został poza życiem ale kto by się zastanawiał nad tym. Zwłaszcza z tych, którzy przyjęli te brudne treści z drugiej ręki czyli prawdę od prymitywów jako prawdę ostateczną i niepodważalną wciśniętą wam emocjonalnie bo w formie mordu chłopca jako ofiary za nas. Co za bzdura. I koniecznie z bestialskiego Zelockiego terrorysty, rozpruwacza ludzkich wnętrzności, trzeba zrobić niemal wiktoriańskiego słodkiego chłopca. Kto współczułby bandycie umarłym na krzyżu. To musi być łagodny, słodki chłopczyk. Tylko wtedy sebiksy i gospodynie domowe będą miały swoją wyciskającą łzy telenowelę.


Więc świat ma 6024 lata i jest płaski bo to wiem od apostołów i z treści biblii, a od Jezusa wiem, że mam być ubogi duchem i nie kochać dziecka swego i matki gdyż wówczas dostanę się do nieba. To co mówił Jezus Chrystus, a czemu ślepo jesteście wierni i uznajecie za wartościowe i odkrywcze oraz konieczne w kształtowaniu was sprawia, że jawicie się jako ślepi głupcy i stajecie się głupcami, którzy głośno mówią, że cokolwiek zobaczyli. Innymi słowy to znaczy, że jest idiotami.


Jeżeli wasz światopogląd kształtują ludzie pokroju polskich polityków, Bosaka czy Hołowni; religijni fundamentaliści chcący obdzierać zwierzęta ze skóry i prześladować tych, którzy nie podzielają ich religii. Jeżeli waszą opinię kształtuje Korwin rzucający petardy pod nogi psa albo kpiący z gwałtu na dziecku. Jeżeli wasz światopogląd kreują inni ludzie uznający za właściwe hodowanie zwierząt na futra, dręczenie ich w laboratoriach czy też zarzynanie podczas rytuału religijnego (co w Polsce jest dozwolone i wykonywane z największą gorliwością w Europie) to jesteście mentalnie zdegenerowani. Jeżeli waszą opinię kształtują kapłani religijni którzy żyją ideą jaka poczyniła największa ilość zła na świecie, zbrodni, rabunków, gwałtów to znaczy, że jesteście najniżej a kategorii mentalnej. Niżej niż gówno skoro kształtuje was gówniany autorytet. Jesteście mentalnymi idiotami. I taka jest prawda czy się wam to podoba czy nie.


Nie dziwi mnie to, że podniecacie się czytając harleqina bo on wam daje treść o której jesteście jedynie w stanie fantazjować. Nigdy tego nie przeżyjecie, nigdy tego nie wykreujecie. Nigdy nie będziecie w stanie wpaść samodzielnie na pomysł, że zwierzęta może nie chcą śmierci, mimo, że cała ideologia jaką wyznajecie krzyczy głośno, że ich rola jest w zasadzie ołtarzowa, a ich śmierć bez znaczenia bo nie mają duszy. Mogę na koniec zapytać: jakimi więc ignorantami jesteście skoro nie umiecie się temu przyjrzeć własnymi oczami.
Jedynym cudotwórczym działaniem religii było nie przekonania ludzi do tego, że bóg istnieje ale przekonanie wszystkich pozostałych, którzy nie wierzą, iż nie mogą wykpić tej idei. Mój gatunek to mordercy i sadyści. Co jakiś czas z puli genowej losuje się ktoś taki jak ja. Gdybym chciał wierzyć w mity powiedziałbym, że chodzi o równowagę.

 

Religia zatruwa wszystko. Zatruwa naszą fundamentalną uczciwość. Mówi, że nie możemy być moralni bez nadzoru wielkiego brata, bez totalitarnego nadzoru, że bez tego nie możemy być dobrzy. To jakaś absolutna bzdura. Według was wychodzi, że dobrzy i moralni możemy być tylko wówczas gdy się lękamy i kochamy kogoś przed kim czujemy lęk. Przed zajadłą, kapryśną, okrutną, podstępną, ludobójczą, homofobiczną, mizoginiczną, rasistowską, mściwą i pełną przemocy istotą. Jest to idea sadomasochizmu. Idea podłości i relacji pan i jego niewolnik.


- to idea dobra i miłosierdzia. Idea czyniąca ludzi dobrymi. Nie bez powodu mamy zapisane "nie zabijaj"
- no tak. Bo sami nigdy byście do tego nie doszli aby nie zabijać. I co żeście uczynili w historii z tym swoim najwyższym "nie zabijaj"? Dobro religii istnieje na poziomie haseł i tego poziomu nie opuszcza. Chrześcijaństwo to frazeologia. Inaczej mówiąc "pieprzenie". To zwyczajny marketing, te wszystkie nadobne kazania i ładne słówka. Ale to tylko słówka, retoryka, ba; oratorstwo. W praktyce nie istniejące bo ważnym jest kto mówi te słowa. Kościół katolicki możemy ocenić po dokonaniach, po czynach. Oraz po treści doktryny, którą wyznaje. Jest przegrany w przedbiegach ale nie zmienia to faktu, że miliony ludzi nabiera się wciąż na ładne słówka; na świetny marketing. Tylko te ładne słówka nie zmieniają tej religii w dobrą. Nie zmieniają działalności kościoła katolickiego w dobrą. Nie zmieniają nic. One są formą polityki. Reklamą. Ponadto tego typu reklama może przekonać jedynie ludzkie zera cierpiące na zaburzenie poznawcze. Takie zera, które nie mają nic swoistego, własnego, żadnej myśli, uczuć, nic. Wszystko co mają to treść doktryny. Jej słowa, jej myśli czy to w treści boga, proroka, apostoła, mesjasza. Ta treść jest im wdrukowywana od narodzin. I rosną z nią, a później po drodze robią coś w strachu prze karą (piekłem) i kuszeni nagrodą czyli niebem. Nic własnego. Żadnej myśli.


- myśl Jezusa Chrystusa jest myślą najwyższą.
- mityczny egzorcysta i czarownik, który trafia w najniższe stany społeczne. Istny religijny Paulo Coelho. Grafoman religii. I trafia w te wszystkie które potrzebują poczuć się lepiej i potrzebują mieć nadzieję na przyszłość. O dziwo nadzieja nie jest osadzona w tym życiu lecz poza nim. «Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. (św. Mateusz, rozdział 5) Ale przecież marny nie może przekonać do siebie bogatych w duchu. Bogaty w duchu nie chce marności. Nie wierzy w propagandę cudownych uzdrowień. Co jest dobre? Co jest dostojne? Wszystko, co zwiększa w człowieku poczucie mocy, wolę mocy, samą moc. Co jest liche? Co jest ujemne? Wszystko, co pochodzi ze słabości. Natomiast za te słowa, należało tego człowieka zamknąć do więzienia. 11 Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. 12 Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami. (św. Mateusz, rozdział 5) Wiara w nagrodę. Zdeprecjonowanie tu i teraz. Poniżenie istnienia na rzecz nieba. Nadzieja dla najniższych stanów.
Chrześcijaństwo nakazuje nam skulić się w ciemnym lochu życia i truchleć w strachu przed jakimś bogiem mówiąc, że jedyne i prawdziwe światło to światło poza tym miejscem, w którym każdego poranka okalają nas promienie słońca. Bo chrześcijaństwo mówi, że jesteśmy winni i grzeszni ale jak spędzimy pokornie życie w lochu to ujrzymy lepsze światło niż słońce. Obok tego gardzi tymi, którzy chcą biegać wolni boso po łące i czerpać z mocy tego światla jakie widzimy i czujemy realnie. Chrześcijaństwo nazywa nas prymitywnymi poganami i krzyczy, że uprawiamy pogański czyli obrzydliwy kult ciała. A chcemy być tylko zdrowi. W chrześcijaństwie nie możesz kąpać się i wygrzewać nago na słońcu. Musisz przywlec łachmany winy i schronić w zimnych murach. I klęczeć aby zaslużyć na obiecane światło, które z nieznanych powodów ma być lepsze od tego jakie ze zdziwieniem wskazujesz palcem.


- spłycasz nauki Jezusa Chrystusa.
- nie da się spłycić płytkich nauk. Nauk, które uczyniły ten świat kalekim, kloacznym. Jesteśmy wychodkiem wielkiej obietnicy, a marny Chrystus wmawia nam, że mamy cieszyć się tym pławieniem w gównie bo on wprowadzi nas do raju. A samo pływanie w gównie w myśl jego doktryny jest zacne i nobilitujące. A przy okazji pamiętajmy aby tego nie zmieniać bo nie po to bóg ojciec to tak stworzył aby zmieniać. Cała ta idea polega na wywyższaniu kultu cierpienia jako rzekomo ubogacającego człowieka, wartościowego doświadczenia. To jak plucie w twarz temu kto chciałby czegoś lepszego dla siebie. Jesteś głupi, to dlatego, że bóg tak chce ale postępuj zgodnie z jego wolą to dostąpisz raju. Tam Twoja głupota nie będzie miała znaczenia. Jesteś chory? Niezbadane są wyroki boskie ale dostąpisz raju. Nie obiecujemy ci zdrowia, ba nie popieramy nauki i rozwoju, które mogłyby sprawić, ze Cię wyleczymy. My damy Ci coś lepszego. Tu będziesz chory ale tam gdzie dzięki nas trafisz będziesz cieszył się zdrowiem. Musisz tylko przyjąć rytuał ale nie możesz ukazać się przede mną z pustymi rękami. Nie ulżymy Ci w cierpieniu za życia ale bóg Cię za to wynagrodzi po życiu.
A nauki Chrystusa kontynuowane przez jego Apostołów nam wyjaśniają, że Niewolnicy! Z całą bojaźnią bądźcie poddani panom nie tylko dobrym i łagodnym, ale również surowym. 19 To się bowiem podoba [Bogu], jeżeli ktoś ze względu na sumienie [uległe] Bogu znosi smutki i cierpi niesprawiedliwie. (1 List św. Piotra, rozdział 2) Taką ideę akceptacji wobec siebie gównianego losu, uniżenia wobec innych i niechęci zmiany swego losu tu i teraz w rzeczywistości wniosło chrześcijaństwo. Bo nie liczy się tu i teraz. Liczy się tam. Tam zostanie Ci wynagrodzone. Jak? Tego dokładnie Ci nie wyjaśnią jaką rolę będziesz pełnił tam gdy tu byłeś niewolnikiem. Ale aby tam trafić musiałeś być tu dobrym niewolnikiem, podobającym się swemu panu.


- dawał ludziom nadzieję. A to dobre.
- już Grecy wiedzieli czym jest nadzieja. Uważali nadzieję, właśnie ze względu na jej zdolność zwodzenia nieszczęśliwych, za największe zło, za prawdziwie zdradzieckie zło: pozostało ono w puszce zła (Pandory) jako Elpis. Kto potrzebuje nadziei? Bogaty człowiek się nie martwi; to biedni, chorzy, umierający, głodni, żebracy, to oni potrzebują nadziei na przyszłe życie, gdzie zostaną natychmiast nagrodzeni. Nie będą już biedni, nie będą żebrakami. Nie będą produkować dziesiątków dzieci i tworzyć większego ubóstwa w świecie, zostaną nagrodzeni w niebie. Wydaje się, że bóg pragnie, aby ten świat zamienił się w slumsy; wtedy będzie bardziej szczęśliwy. Każdy będzie miał wiarę, wszyscy będą posłuszni, wszyscy będą chodzić do kościoła i bóg będzie bezgranicznie szczęśliwy. Oczywiście nie pomoże nam tu realnie. Nie tu, tylko tam. W zasadzie już nieco pomógł, okazał wielki gest. Dał swego syna i zabił go dla nas. To czyn jako efekt okrutnego charakteru i moralnie obrzydliwy ale mamy cieszyć się jak ułomne dzieci bo tatuś złożył za nas dla siebie ofiarę. Dom psychopatów i idiotów.


- musi Cię bardzo boleć, że nauki Jezusa przyjęli miliony, a Ciebie niemal nikt nie słucha.
- bo świat to spacerniak motłochu, biednego duchowo i mentalnie ludzkiego gówna, które dla satysfakcji strzela do niewinnych stworzeń nazywając to sportem lub je torturuje. Czyni to ten motłoch również innym ludziom. Często tylko dlatego, że ktoś im powiedział, że jakiś bóg uznaje to za dobry pomysł. Ludzkość to prymitywny gatunek, który mając tekstylia wciąż obdziera żywe istoty ze skóry i nazywa się przy tym dobrym i moralnym. Sokrates już dawno temu mówił, iż robiąc to nie mamy prawa do mówienia o dobrze i moralności. Ponad siebie mogą wyjść jedynie jednostki, którym przyświeca wolna myśl jaka może rozkwitać i rosnąć, a nie idea określonego szeregu postępowań w bardzo ścisłych ramach. Bo zmiana tego nie spodoba się bogu. Bogu, który ogłaszał (Księga Izajasza 60) Bo naród i królestwo, które by ci nie służyły, wyginą, i poganie zostaną całkiem wygładzeni. Bóg obiecuje nas wygładzić jeśli nie będziemy mu służyć. A nazywają go dobrym i miłosiernym. Tak obiecał i chciał bóg ojciec, a co gorsze dla nas, tak chce też jego syn i tak zwani apostołowie. (List do rzymian 15) „Dzięki niej jestem z urzędu sługą Chrystusa Jezusa wobec pogan sprawującym świętą czynność głoszenia Ewangelii Bożej po to, by poganie stali się ofiarą Bogu przyjemną, uświęconą Duchem Świętym (...) Nie odważę się jednak wspominać niczego poza tym, czego dokonał przeze mnie Chrystus w doprowadzeniu pogan do posłuszeństwa [wierze] słowem, czynem."
Dlaczego mamy być ofiarą przyjemną jakiemuś bogu? Dlaczego w ogóle mamy być ofiarą. I dlaczego chcą skłonić nas do posłuszeństwa. Chcą nas zniewolić i niszczyć? Czy samostanowienie nasze o nas samych tak bardzo kole w oczy orędowników zarozumiałego boga? Czy jesteście aż tak małostkowi, Wy i ten wasz bóg, że przeszkadza wam bliskość z tym co nas otacza i co jest rzeczywiste i namacalne? Bliskość z naturą? Dlaczego tak bardzo nienawidzicie natury, iż składacie jej dobra na swym ołtarzu odbierając tchnienia niewinnym zwierzętom, a teraz chcecie złożyć i nas na tym ołtarzu.

Życie dobiega końca tam, gdzie zaczyna się „Królestwo Boże", a samo chrześcijaństwo staje się metafizyką kata. Jeśli się umieszcza punkt ciężkości życia nie gdzieś w życiu, lecz w „zaświatach" - w nicości - to zabiera się życiu w ogóle punkt ciężkości. Wielkie kłamstwo o nieśmiertelności osobowej niszczy wszelki rozum. Wszelka naturę. Żyć tak, by życie nie miało już żadnego sensu; to staje się chrześcijańskim „sensem" życia.

Chrześcijaństwo to idea, która wmawia mi, że urodziłem się winny i grzeszny więc, że urodziłem się chory ale ono ma lek na tą chorobę. Muszę jedynie co, to całe swoje życie postępować zgodnie z tym czego chcą kapłani mówiąc mi, że tego chce niejaki bóg.

I oczywiście za każdy sakrament zostawiać ofiarę. Wszak już stary testament mówi nam, że nie wolno ukazać się przed bogiem z pustymi rękami.
I gdy tak będzie i gdy już zostawię wystarczającą ilość pieniędzy w kościele katolickim to kapłan łaskawie zdecyduje czy Jezus mnie zbawi. Oceniając to przez pryzmat nie tego jak moralnym jestem człowiekiem lecz tego czy wystarczająco przypodobałem się bogu czyli czy wzorcowo prześladowałem wszelkich innych; pogan, heretyków, czarownice.
I cały numer polega na tym, że owego zbawienia można dostąpić tylko po tym życiu.
W tym życiu więc należy składać ofiary, żyć zgodnie z wolą kapłanów, a towar za który płacicie i o który walczycie podległością wobec tej idei dostaniecie dopiero po śmierci.

Idealnie aby nie przyjść z reklamacją. Idealnie aby nie móc tego zweryfikować. I wy w to z pełnym przekonaniem wierzycie. I co gorsza łatwiej was okłamać niż przekonać was, że jesteście okłamywani.
Ale jak to pisał Nietzsche "W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byście to chcieli teraz dowodami obalić?"

Mówią więc mi, ze zbawią mnie za posłuszeństwo wobec boga czyli wobec 613 przepisów boga o tym kiedy i za co mam kogoś zabić, jakich ludzi niewolić, jak katować niewolnika, kogo bezkarnie gwałcić i w jaki sposób zabijać pogan aby podobało się to bogu. Owe przepisy jako pierwszy prawodawca spisuje na rozkaz boga Mojżesz, a schodząc na ziemię wnioskujemy wprost, że ustala je Mojżesz czyli facet, który był twórcą pierwszego holocaustu i gehenny ludów. Wybijał każdy naród na drodze do ziemi obiecanej, a chcąc zemścić się na Madianickich kobietach wybił Madianickich mężczyzn i chłopców, kobiety i dziewczynki które nie były już dziewicami. A dzieci poniżej 12 roku życia będące dziewicami wziął sobie i żołnierzom w seksualna niewolę. I ten gość chrześcijanie jest waszym prawodawcą. Jest prawodawcą waszej religii i wielkim ojcem waszej religii. Jest jej wzorcem. Nie dziwię się więc czemu jesteście takim mentalnym gównem i dlaczego kościół katolicki dokonał największej ilości zła w dziejach ludzkości. I jeszcze na dziś dzień czyli niemal 4 tysiące lat po tym prymitywie nakazujecie mi żyć dokładnie tak jak ten sadysta z pustyni sobie zapragnął. I ani kroku w przód w rozwoju. Żadnej mentalnej ewolucji. O to walczycie cały czas w przestrzeni. O to abyśmy byli tacy jakich chcą nas starodawni prymitywni kapłani mówiąc nam, że tego chce jakiś bóg i to jest jego plan którego nie możemy zmieniać.
Czas mija a my z dzidą w jaskini drąc ryja o jakieś zbawienie, którego potrzebę zrzuciliście na ludzi. I w jego imieniu terroryzujecie wszelkich innych. Ale gdzie nie ma wiedzy tam sa zabobony.

Tylko jest jeden problem; ja nie potrzebuję zbawienia. Niczego nie zrobiłem, wypełniam swoje życie ku dobru. W twojej doktrynie Adam i Ewa popełnili grzech pierworodny, a wasz niby wspaniałomyślny i łaskawy bóg obarcza winą każdego kolejnego człowieka, który nie miał w tym grzechu swojego udziału. I to ma być myśl godna boga i chcenia takiego boga; nakładanie winy na kogoś kto nie brał udziału przestępstwie. Twoja religia jest olbrzymim zaburzeniem poznawczym. Akceptujesz obarczenie winą i własną chorobę aby całe życie służyć bogu czyli służyć kapłanowi, który utrzymuje w tobie przekonanie, że służysz bogu. I aby ten kapłan na końcu stwierdził że cię rozgrzesza. Co i tak niczego nie zmienia bo idziesz w śmierć, o której on tylko mówi że nie jest śmiercią. Nawet jeśli nie okaże się to śmiercią to lądujesz w miejscu znacznie gorszym od nicość; w królestwie niebieskim.

Więc zmierzamy do konkluzji; chrześcijaństwo oferuje mi coś co nie spełnia minimalnych mych standardów, a główna postać chrześcijaństwa czyli wywyższony na boga Jezus Chrystus oferuje mi nauki, które w moim umyśle brzmią jak idiotyzmy, a w mojej moralności są zbyt niskie abym był w stanie je przyjąć. Więc tak, miliony go słucha z tego samego powodu co miliony słuchało Hitlera i miliony dla satysfakcji zabijają zwierzęta bądź dla zabawy w inkwizycję torturują okrutnie ludzi. Wręcz tworzą naukę tortur czyli jak zadawać ból. To właśnie ten sam gatunek, który w milionach wyznaje nauki Jezusa Chrystusa i supremację potwora Jahwe. Robią to bo tylko tego są godni. Tylko tak niskie standardy potrafią trafić do ich standardów.
Wiec słuchaj uważnie bo usłyszysz to pierwszy raz; chrześcijaństwo jest dla moralnie gównianych ludzi nie mających wobec siebie żadnych oczekiwań, a Jezus Chrystus może być idolem jedyne dla umysłowego kretyna nisko rosnącego i jak to sam Jezus powiedział "ubogiego duchem" Zarówno jego nauki jak i wielka obietnica nie wypełniają w minimalnym zakresie woli i potrzeby bogatego duchem człowieka.


- wierzę niestrudzenie w to, że Jezus Chrystus okaże Ci łaskę i zrozumienie.
- najbardziej przecenianą cnotą jest wiara, a metafizyczne założenia religii są nieprawdziwe. Ani bóg ojciec, ani Jezus ani kościół katolicki głoszący jego ideę nigdy nikomu nie okazali łaski i nie oszczędzili nikogo. Chrześcijaństwo dokonało największej ilości mordów w dziejach ludzkości z krzyżem w ręku. Bóg był głównym motorem napędowym starotestamentowego zła. I katem.

Wasz łagodny Jezus Chrystus to tylko wiktoriańskie niemal wyobrażenie sobie jego. Łagodnego, infantylnego, chłopca do bicia. Po pierwsze historycznie osoba, która stała się Jezusem Chrystusem była Zelockim terrorystą Janem z Gamalii. Ale rozumiem, że rozmawiamy o Jezusie mitologicznym. Czyli tym, który w ciągu 42 dni znanego jego życia - bo tyle tylko znamy bazując na nowym testamencie, -powiedział parę nadobnych słówek. I na tym bazuje łagodność i retoryka tej religii dziś. Ale jak już mówiłem "łagodność " i "dobro" tej religii istnieje tylko na pułapie haseł. I tam zostaje. I akurat to co pozytywnego mówił Jezus Chrystus czyli kazanie na górze było filozofią stoicką. Filozofią grecką, która współtworzyła chrześcijaństwo zlepione przez Szawła zwanego Pawłem z trzech filarów; filozofii Greckiej jak stoicy, cynicy, Arystoteles, Platon i inni. Wypaczonego mesjanizmu hebrajskiego i kultów pogańskich.

Nieco więcej o życiu Jezusa mówi nam nie uznana przez kościół ewangelia świętego Tomasza, która opisuje dzieciństwo Jezusa. Dzieciństwo, w którym Jezus jest znerwicowanym chłopcem z problemami czyniącym zło. Ale trzymajmy się treści Nowego Testamentu bo choćby taki powinieneś znać. Powinieneś. Obok tych paru słodkich frazesów mamy też inne słowa. Demagogia Jezusa była podobna demagogii boga. Miał być nadrzędny nawet nad rodziną. Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je. a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. (Mateusz, rozdział 10) W tym miejscu już powinna zapalić się nam czerwona kontrolka. Ale do tego należy umieć odróżnić dobro od zła. A wierzący nie umie bo w religii miejsce dobra i zła zastępuje bogobojność i grzech. Abyś zrozumiał wyjaśnię to na prostym przykładzie. Dobrem jest nie czynienie śmierci. Jest to etyczne. Złem jest zabijanie niewinnych stworzeń bez względu na to czy Ci się to podoba czy nie. Jest to nieetyczne i złe. Chrześcijański kapłan jednak mówi; zabijanie zwierząt to nie grzech. I tu zaczyna się problem. Skoro to nie grzech to możecie to robić. Dlaczego? Bo w religii nie zło lecz grzech jest przewinieniem, a nie grzesząc traficie do nieba. Jednak jak zgrzeszycie to również tam traficie przyjmując eucharystię. Zauważ, że chrześcijaństwo nie rozważa zabijania zwierząt na pułapie moralności, na pułapie dobra i zła lecz na pułapie grzechu. To choćby okazuje potworność tej doktryny. I takie rzeczy dzieją się w dniu dzisiejszym czyli w XXI wieku. Również na pułapie administracyjnym kraju gdy ministrowie środowiska zamiast chronić środowisko tłumaczą chęć wybicia dzików chrześcijańską mądrością i powołują się na cytat z Pisma Świętego: „i czyńcie sobie ziemię poddaną". Nie możemy mówić o moralności, dobrze i humanizmie gdy pozostajemy prymitywnymi oprawcami. Człowiek poza religią i tylko poza religią może wznieść się ponad to i zrozumieć, iż żadne stworzenie nie chce śmierci więc świadome czynienie jej jakiemukolwiek ze stworzeń jest nieetyczne. Natomiast systemowa zgoda na to lub nawet nawolywanie do prześladowań jest ideą zła. I dlatego w słowach przestrzega nas Sokrates, iż nie mamy prawa mówić o dobrze i miłości.

Tylko poza religią człowiek może zrozumieć, że winien być obrońcą, a nie oprawcą. Do tego jednak potrzebna jest duchowość, a ta jest w stanie rozwinąć się tylko w zdrowym środowisku, w zdrowym umyśle, nie skażonym prymitywną, zabobonną myślą, w której na łożu swej śmierci masz być taki sam jaki byleś i jakiego chcieli Ciebie kapłani mówiąc Ci, że takim chce Ciebie bóg.
Zagrożenie dla nas i dla świata płynące z religii wciąż jest straszne. W niej nie możemy ewoluować. W niej nie możemy stać się nadczłowiekiem. Z taką ideologią nie możemy być kimś lepszym niż oprawcą. Gdy w dzisiejszych czasach, papież Franciszek powiedział po wiekach chrześcijańskiego deprecjonowania życia zwierząt i to wbrew ideologii ale wychodząc naprzeciw oczekiwaniom społecznym, że zwierzęta idą do nieba, rozpętało się piekło. Do nieba miały iść wszystkie zwierzęta, nie tylko nasze ukochane domowe psy i koty, także krowy i cielęta, które ludzie zjadają, szczury zamęczone w laboratoriach, lisy obdarte ze skóry. Wybuchła straszliwa awantura. Inni hierarchowie mieli pretensje, rzecznik Watykanu natychmiast zdementował: papież nie powiedział tego, co cytują dziennikarze. Nawet takie twierdzenie jest dla ludzi kościoła katolickiego sprzeczne z ich głębokim interesem aby zwierzęta wciąż traktować przedmiotowo i okrutnie. Można wyciągnąć wniosek, iż chodzi o swoją wygodę jak żarłoczność, niepodważalną prawdę boską oraz lobby hodowlane. Polski potentat Rydzyk broni takiego lobby futerkowego wyrażając zupełną pogardę wobec zwierząt. Ba, parskając przy tym śmiechem. Dlaczego? Bo w tej religii, która nazywa się dobrą i miłosierną człowiek winien prześladować zwierzęta. I w tej idei one nie mają duszy więc ich cierpienie się nie liczy. Na nic nam moralność i etyka, poczucie i pragnienie dobra. Wy nawet nie jesteście w stanie pojąć iż zwierzęta też czują ból, strach, radość, smutek. Nie jesteście zwyczajnie w stanie tego pojąć i w myśl jakieś prymitywnej "prawdy" uważacie, że nie mają duszy. W myśl prawdy ustanowionej przez ludzi jacy zarzynali te zwierzęta, ćwiartowali i wręcz hurtowo czynili im holocaust dla wszelkich bogów. W największej ilości dla Boga Jahwe. Na tym wyrosło chrześcijaństwo. I dziś liczy się grzech, a że zabijanie zwierząt nie jest grzechem to bez mrugnięcia okiem możemy to robić. I w idei chrześcijańskiej nie czyni nas to złymi. I to jest wielka obrzydliwość chrześcijaństwa.

Ktoś zechce powiedzieć, bo liczy się dobro i życie ludzkie. Zresztą tak mówicie. Ustanowiliście miano "świętość życia" Kto tak powiedział? Bóg? Jeśli znasz historię i biblię to zdajesz sobie sprawę, że bóg to główna przyczyna śmierci. Hindusi, muzułmanie, żydzi, chrześcijanie zabijają się wzajemnie i innych bo ich bóg im powiedział, że to dobry pomysł. I że w zasadzie tak trzeba bo to innowiercy, poganie, innymi słowy, bluźniercy. No i stoją na drodze do naszego szczęścia, a nasze szczęście jest najważniejsze i jedynie prawdziwe i słuszne. Więc w którym momencie praktykujecie świętość choćby ludzkiego życia. I dlaczego tylko ludzkie życie jest święte? W którym momencie staliśmy się na przykład lepsi od psów? Podaj mi pięć przykładów dlaczego jesteśmy lepsi od psów? Dlaczego bardziej zasługujemy na życie.

- zwierzęta są bezrozumne i bezduszne.
- a chrześcijanin rozrywający dzieci Indian jest rozumny? Katolik rozcinający brzuch kobiecie jest rozumny? Człowiek murujący dzieci w fundamentach swych budowli aby ochronić dom przed demonami jest rozumny? Człowiek wierzący w to, że ciastko staje się realnym ciałem Chrystusa jest rozumny? Chrześcijanin przyjmujący wiek ziemi na 6024 lata i jej płaskość jest rozumny? Człowiek ćwiartujący żyjącego psa aby przebłagać istotę której nigdy nie widział jest rozumny? A zwierzęta nie obdzierające innych zwierząt dla zabawy są bezrozumne? I nie mają duszy. Czy ktokolwiek z was widział oczy zwierzęcia? Jak spojrzysz w oczy zwierzęcia to pojmiesz, że wbrew obiegowym opiniom również mają dusze ale o tym sadyści dręczący zwierzęta nigdy się nie dowiedzą. Nie dowiedzą się też ci, którzy żyją doktryną jaka zawsze je upadla do roli ofiary na ołtarzu i idei uczynienia dla dobra człowieka.

Od kiedy to uprawianie sadyzmu jest dobrem człowieka to nie mam pojęcia. Ale tak będzie dopóty nie zajmiemy się naszym człowieczeństwem zamiast zabobonami i tradycjami. I tu zaczyna się paradoks. Chrześcijaństwo i inne religie rezerwują sobie miano duszy. Według kapłanów chrześcijańskich duchowość poza ich religią nie istnieje. Tylko, że to właśnie efekt braku duszy. Bez względu na to w jakim wielkim kościele klękacie. Ja również mam duszę mimo, że sercem jestem pogański, a ideowo jestem antyteistą. I mimo, że kapłan religii w zasadzie państwowej mówi, że taki ateista żyje jak zwierzę i nie może być dobry. Tylko, że ten kapłan nie ma pojęcia co to dobro co już Ci udowodniłem. Więc tak, zostawcie mnie wśród zwierząt jeśli człowiek to jest to co reprezentujecie wy. Daleko wam do mnie. Jestem wolny od okrutnych doktryn, które mi mówią jaki ma być i każą być takim, nie innym. Będąc człowiekiem religijnym równie dobrze mógłbym być kawałkiem bezrefleksyjnego mięsa.
Dlatego właśnie świat wygląda tak jak wygląda mimo, że miał być lepszy bo wszechmocny bóg poświecił własnego syna dla nas. A może właśnie to jest lepszość tego świata dla nas, czyli świat będącym jednym wielkim regionem łowieckim. Hulaj dusza piekła nie ma. To znaczy jest ale nie dla tych co dręczą zwierzęta tylko dla tych co nie chcą wierzyć w boga. Pan człowiek panuje nad światem, a życie i cierpienie zwierząt są jego rozrywką. I pozostanie gdyż największe religie na świecie w tym chrześcijaństwo gloryfikuje boga jaki uznawał ofiarę ze zwierząt za słuszną.

Wiceminister środowiska Mazurek w moim kraju mówi: „Dominujący dziś publicznie nurt ekologii cierpi na coś, co nazwałbym błędem antropologicznym. W tej wizji przyroda jest ważniejsza od człowieka. Tymczasem w naszej cywilizacji, która wyrosła na fundamencie Biblii, to człowiek jest koroną stworzenia" Mógłbym skwitować to jednym zdaniem: i dlatego świat wygląda tak jak wygląda. Jednak czuję się w powinności powiedzieć więcej. Ludzie religijni to ludzie dla których zaistniały stan rzeczy i tradycja jest wystarczającą wymówką przeciw rozwojowi i dążeniu do bycia lepszym, przyzwoitszym, oświeconym. Wygodniej jest tkwić w krwawych zabobonach tłumacząc, że właśnie tacy jesteśmy. Ale to nie jest prawda. Nic nie zmusza nas do tego abyśmy tacy byli. Udowadnia to wielu dobrych ludzi, którzy starają się być lepsi, przyzwoici, mieć umiar w pazerności i na biegające wolno zwierzęta reagują uśmiechem, a nie chęcią skrzywdzenia lub zabicia. Bo panują nad swoimi prymitywnymi odruchami i mają duszę.
Ta symbioza panowała między innymi dawno temu. U Eseńczyków, którzy przez weganizm byli tak zwanym wiecznym rodem, czy w słowach Sokratesa, który nam mówił; nie mówcie o dobrze i miłości podczas gdy macie martwe zwierzęta na talerzu. Ale my cywilizacyjnie jesteśmy głupsi od dawnego Sokratesa. Nie bez powodu chrześcijaństwo cofnęło rozwój o dwa wieki, a zatrzymało o naście. Wszelka myśl filozoficzna została pogrzebana. Powstała jedynie filozofia chwaląca chrześcijaństwo i samo chrześcijaństwo, jako wytwór tyranii i propagandy kościoła katolickiego. I które wbrew upływającego czasu i postępu technologicznego uczyniło z tego świata płonące zgliszcza. I takie chce pozostawić.

Ale przecież to jest tym czego chciał sam mesjasz. Łukasz przypomina nam z kim mamy do czynienia w osobie Chrystusa (Ewangelia Łukasza, rozdział 12) Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej»
I ten świat płonie, bo miał płonąć. I to jest wasz idol. I dlatego świat wygląda jak wygląda.

Więc gdy głosicie, że w swojej wierze jesteście rozumni i posiadacie duszę to zwyczajnie błaznujecie. Nie macie pojęcia o rozumowaniu, zawsze zresztą walczyliście z każdą światłą myślą jak i nie macie pojęcia o duszy. Chcecie sobie ją zawłaszczyć ale nie jesteście w stanie jej wykształcić. I w żadnym momencie zarówno swych nauk jak i działań z historii nie dajecie dowodu na rozum i na duszę. Nie wypełniacie idei żadnego z nich.

Bazując na wiedzy zarówno historycznej jak i treści biblii wniosek nasuwa się sam; ludzie dobrzy czynią dobro, a źli postępują źle ale aby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia. Bez względu na to jaką jest. Natomiast gdy przyświeca nam filozofia i chcemy czegoś więcej - a w filozofii możemy chcieć czegoś więcej przy czym warto zwrócić uwagę, że tej możliwości nie daje nam religia to możemy się zmienić. Więc gdy w filozofii chcemy rozwoju umysłowego i duchowego i dajmy na to dojrzeć do myśli Epikurskiej czy Sokratejskiej albo doznać świadomości, to jesteśmy w stanie z tego kim jesteśmy stać się kimś lepszym. Moralnym, dobrym, etycznym. Kimś kto zrozumie, że planeta ziemia jest miejscem nie tylko ludzi i zrozumie, że w zasadzie nic nie obliguje nas do czynienia śmierci zwierzętom i konieczności ich prześladowania. Nie musimy tego robić. Więc skoro nie musimy tego robić, a dojrzejemy do myśli, że i nie chcemy tego robić to w filozofii możemy ewoluować. Możemy z kogoś kto był nijaki stać się świadomi przez chęć bycia kimś więcej niż tym kogo chce nas uczynić kulturowo jakaś naleciałość tradycji czy religii. Czyli z kogoś kto był nijaki możemy ukształtować się na kogoś dobrego bo do tego prowadzi wzrost jeśli mówimy o istocie mającej zdolność samostanowienia oraz mającej zdolności intelektualne i poczucie jestestwa. W filozofii więc możemy ewoluować. Możemy się zmienić. Filozofia daje nam tą możliwość. Nie obarcza nas ciężarem ostatecznej bo boskiej prawdy. Wolność od doktryny daje nam tą możliwość. Nie ma nad nami egidy przepisów i wytycznych w zakresie których mamy postępować i nie wyjść ponad to. Ten faszyzm jest w systemach religijnych, które się często uzupełniają mimo, że są różne. Uzupełniają się poprzez negatywne cechy ludzkie, a wartościują jakimś nadludzkim celem ale skupionym tylko i wyłącznie na człowieku.

Podobnie też jest z buddyzmem, który z filozofii oświecenia stał się religią, jaka przeobraziła się w potrzeby i oczekiwania nauczających ją jednostek ludzkich. I buddyzm mówiący o doznaniu oświecenia czyli wyjściu ponad ówczesne warunkowanie kulturowe pewnego człowieka stał się po czasie religią, w której ludzkie tendencje i niedojrzałość zaczęły wieść prym. I typowa dla człowieka cecha czyli brak umiaru i przyzwoitości wpędziły tą pierwotnie dobrą filozofię w praktykę również krzywdy wobec zwierząt.

Podobna dzikość panuje w hinduizmie, który na pierwszy rzut oka kojarzy się z religią jaka czci zwierzęta jako bóstwa. Krowa w Indiach jest bowiem przedmiotem kultu religijnego. Występuje tam zakaz zabijania i spożywania mięsa tych zwierząt, co przestrzegane jest przez większość hindusów. Tylko bez wzniosłej idei, która pozwala ewoluować i rozwijać świadomość każda religia w tym krowi hinduizm dopuszcza systemowo ludzki prymitywizm. I jak to się uzewnętrznia? Fundamentalistyczni hindusi w Nepalu co pięć lat urządzają festiwal gadhimai, na którym szlachtują zwierzęta w imię bogini zwierząt. Brzmi absurdalnie? I owszem ale to bez znaczenia gdyż w środowisku religijnym nie jest możliwym aby wyjść z tego typu człowieka z tendencjami do zła i karmienia płytkich instynktów do wyższego człowieka. Więc ludzie mający za boginię krowę zabijają masowo zwierzęta. Festiwal "Gadhimai w Bariyarpur" jest najbardziej brutalnym wydarzeniem religijnym na świecie. W 2014 roku poświęcono wówczas życie około 200 tysięcy zwierząt, co spowodowało falę protestów wśród organizacji prozwierzęcych. Z racji mnożących się w ciągu ostatnich 5 lat głosów krytyki spodziewano się, że podczas tegorocznej edycji organizatorzy Gadhimai opamiętają się w temacie bezsensownego zabijania zwierząt. Jeszcze tego samego dnia nastąpiła zagłada tysięcy bawołów. Brutalny festiwal w Nepalu miał swój początek około 250 lat temu, kiedy kiedy pewnemu księdzu w niewoli przyśniło się, że tylko krwawa ofiara zachęci Gadhimai, hinduską boginię władzy, do uwolnienia go. Tradycja ta przetrwała do dziś, a tysiące ludzi co roku składa ofiary ze zwierząt, by spełnić swoje marzenia. W każdej religii ludzkie urojenie jest wartością nadrzędną w imieniu której uznaje on zarzynanie niewinnych istot za dobry pomysł. Można więc zapytać czy tak marny mentalnie i moralnie człowiek powinien przetrwać jako gatunek; otóż nie powinien. Zwyczajnie nie zasługuje na to ze względów etycznych.
Rozumna, a drapieżna mentalnie istota czyni jedynie śmierć i ból. To jest uniwersalna zasada. A uniwersalna prawidłowość etyki mówi, iż życie to wartość najwyższa gdyż inaczej nie jest życiem. Ideowa pogarda wobec życia sprawia tylko unicestwianie go czyli przeciwdziała idei życia. Unicestwia ją. Wobec tego życie jest swoistym plusem. Odbieranie życia jest minusem, jest odbieraniem samej idei życia. Kto zatem odbiera życie, czyni minus. Jest zgodnie z kosmiczna zasada etyki, nieetyczny.

Nie potrzeba mi ani doktryn, ani wzorców aby odróżnić dobro od zła i chcieć tego pierwszego. Jeśli człowiek zrozumie, że życie jest wartością dla każdego ze stworzeń to zrozumie, że odbieranie go jest odbieraniem wartości. Jest nieetyczne.
Nie ma we wszechświecie gatunku, który chciałby własnej zagłady i uznał to za etyczne. I nie powinno być gatunku, który uznaje za nieetyczne odbieranie życia swoim przedstawicielom, a jednocześnie odbiera je innym gatunkom, wmawiając sobie, że to jest etyczne. Etyka jest uniwersalna. Bo chodzi przecież o istnienie. Żadne ze stworzeń nie chce śmierci więc zadając ją mu, odbierasz mu jego wartość.

Religia zaczyna się od urojenia i pogłębia w ludziach te właśnie urojenia. Sprawiając, że mimo upływu czasu, rozwoju technologii i świadomości ogólnej, uważamy, że śmierć jakiegoś zwierzęcia poprawi nasz los. Co gorsza też uważamy, że jakaś najwyższa istota, która jest za nasz los odpowiedzialna chce właśnie tej śmierci. Więc skoro uznajemy to za dobry i słuszny pomysł, to wiara w taką istotę - z założenia wyższą od nas, co jest groteskowe skoro chce ofiar i krwi - stawia nas najniżej w ewolucji. Religie więc udowadniają, że człowiek i tylko człowiek potrafi spaść niżej od zwierzęcia.

Tego typu praktyki religijne istnieją na całym świecie. Przekonanie, że najwyższa w naszej kulturze istota czyli bóg, chce śmierci i krwi. Co gorsza pragniemy tego boga. Również na tym gruncie wyrosło chrześcijaństwo; wszak wyrosło ze starego testamentu. W jednej trzeciej jego składową jest mesjanizm hebrajski. I to bóg Jahwe jest ojcem Jezusa Chrystusa i chrześcijańskim bogiem. Ten bóg który chciał ofiar ze zwierząt. To, że dziś chrześcijaństwo nie składa ofiar nie zmienia niczego w tej całej doktrynie. To w zasadzie kwestia już pragmatyzmu, a nie nowej idei czy wyższej myśli. Bo myśl panowania nad zwierzętami, czynienia sobie ziemi poddanej i wzbudzania w zwierzętach strachu oraz traktowania ich jako służących człowiekowi i do rozwoju ludzkiego jest żywe w chrześcijaństwie i wiedzie prym. Nie tylko doktryna propagowania tej prześladowczej idei wobec zwierząt jest w chrześcijaństwie czołowa.

Chrześcijańskie lobby nawet dziś w roku 2020 mówi, że weganizm jest antychrześcijański i zły. Więc chrześcijaństwo mówi nam, że moja osobista dieta i chęć nie czynienia zwierzętom śmierci jest antychrześcijańska. Wobec tego mogę powiedzieć tylko jedno; bądźmy bardziej i więcej antychrześcijańscy!

 

 

   Państwo nie może być rządzone zgodnie z doktryną religijną gdyż nic się nie zmieni. Nie jesteśmy w stanie społecznie w tym ewoluować gdyż religia z zasady jest przeciw zmianom.

Wszak bóg ustalił wszystko i nie można tego zmieniać To głosi religia. I w 2021 roku mówi nam się, że nad etyką wyższe jest prawo kmiota z pustyni, niejakiego Mojżesza uchwalone 3800 lat temu. Ani kroku naprzód. Nie możemy być człowiekiem współczesnym. Mamy być prymitywem z pustyni i nie pozwolić żyć czarownicy bądź zabijać homoseksualistów.
O to przecież w Polsce walczył niejaki Tomasz z Ikei popierany przez episkopat i Ministerstwo Sprawiedliwości. Tak, Ministerstwo Sprawiedliwości uznawała za słuszne propagowanie zabijania homoseksualistów gdyż podparte prawem biblijnym. Zero rozwoju.

 

Pierwszy świt po mroku Europy następuje w roku 1791 gdy to Zgromadzenie Narodowe Francji uznało papieża, arystokratów i opornych kapłanów za największych wrogów narodu. Uczmy się na błędach ludzie.

Pamiętajcie kogo wyświęca amoralna religia, między innymi uznany przez was za wielkiego papież Polak. Beatyfikował okrutnego mordercę jezuitę José de Anchieta, który twierdził: "Miecz i żelazny pręt to najlepsi kaznodzieje". Podczas beatyfikacji masowego mordercy Indian, papież Jan Paweł II nazwał go apostołem Brazylii. Również wywyższał Kuncewicza, który mordował Polaków prawosławnych. Pamiętajcie o tym jacy ludzie są świętymi w tej religii; miedzy innymi matka Teresa, która miała setki milionów dolarów na koncie jakimi nie pomagała biednym lecz wskazywała im słuszne życie w biedzie. Jednocześnie handlując ich dziećmi i wysyłając je do Watykanu na pedofilską służbę.

I nie dajcie sobie wmawiać kłamu, że chrześcijaństwo to jakaś Polska wartość i tradycja. Zostało do nas wprowadzone siłą.

Tuż po wprowadzeniu tegoż, przyboczni Mieszka jacy nie chcieli przyjąć tej religii zostali straceni. Zabici. Dlaczego? Bo chrześcijaństwo nie pozwala odejść innym, którzy nie chcą wierzyć. Chrześcijaństwo zmusza innych do wierzenia, a jak nie chcą to zabija. Chrześcijaństwo nie toleruje współistnienia innych religii, wierzeń i bogów. Jak i również nie toleruje nie wierzenia. Nie toleruje niczego co nie jest nim.

Po wprowadzeniu zrazu spotyka się to ze zdziwieniem tolerancyjnego politeizmu Słowian. Naszych przodków. Polan, tych którzy byli pierwszymi scentalizowanymi plemionami naszego Państwa. Niszczone są wszelkie oznaki rodzimej wiary. Na miejscach palonych świętych gajów i burzonych świątyń stawiano kościoły, w dniach świąt tradycyjnych wprowadzano święta kościelne, lokalne bóstwa zastępowano kultem świętych.

Jak podaje biskup Thietmar: „W państwie [polskim] lud wymaga pilnowania na podobieństwo bydła, i bata na podobieństwo upartego osła (...) Jeśli stwierdzono więc, że ktoś jadł po ,,Siedemdziesiątnicy'' mięso [wielki post], karano go surowo poprzez wyłamanie zębów. Prawo Boże bowiem świeżo w tym kraju wprowadzone, większej nabiera mocy przez taki przymus, niż przez post ustanowiony przez biskupów".

Do końca osiemnastego wieku proces ten zakończył się wyparciem ze świadomości społecznej całej słowiańskiej tradycji religijnej, która częściowo została zniszczona, a częściowo przeformułowana i wchłonięta do systemu chrześcijańskiego. To robili kapłani naszym przodkom (i całemu światu) Kapłani niby miłosiernej religii, a tak naprawdę napływowego Izraelskiego terroryzmu. To nie jest nasze.

To jest OBCE! I złe.

 

To nie jest świat, który mógłby być efektem jakiegoś zamysłu kogoś, kto umiałby stworzyć taki świat. Ten świat nie może być efektem takiego zamysłu. Jeżeli miałbym rozważać stwórcę, nie rozważałbym kogoś na kształt boga z jego boskimi cechami. Rozważałbym po prostu nas, którzy wszczepili życie w to chaotyczne miejsce. Skoro ten świat jest tak stworzony, to nie mogła go stworzyć istota wyższa od człowieka. Nie dlatego, że człowiek jest jakiś wysoki i trudno doścignąć ten „ideał" Dla przykładu, Ja osobiście stworzyłbym ten świat całkowicie inaczej. Bezkrwawy. W którym jedno w męczarniach nie zjada drugiego. A drugie nie jest jedynie zabawą, pociechą czy pokarmem pierwszego. I najbardziej rozwinięty gatunek nie jest niespełnionym sadystą. Gatunek, który nie czerpie przyjemności z zadawania bólu. Gatunek, który nie krzywdzi. Tylko z takiego tworu mógłbym być nie tyle co dumny ile zadowolony. Wiec jeżeli ten świat jest kreacją to jest kreacją kogoś gorszego od nas. Od nielicznych nas. Albo takiego samego jak większość nas. Wprost więc aż prosi się stwierdzić, że jeżeli ten świat jest kreacją jakiegoś stwórcy to ten stwórca jest, bo musi być mentalnie, moralnie, etycznie, świadomościowo niżej ode mnie.

Zaloguj się